Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Android - maszynka do robienia pieniędzy

Recommended Posts

Przez całe lata Google polegało na jednym źródle finansowania - wyszukiwarce. Co prawda koncern uczynił z niej maszynę przynoszącą wielomiliardowe wpływy, jednak poleganie tylko na jednym źródle i to takim, które użytkownik może z dnia na dzień porzucić, jest ryzykowne. Teraz jednak, zdaniem analityków, firma Page'a i Brina ma kolejne źródło dochodów - system Android. Co prawda koncern nadal będzie zależny od dochodów z wyszukiwarki, jednak dzięki Androidowi zyska ona potężny zastrzyk energii.

Czasy, gdy przychody rosły w tempie 40% rocznie Google ma już za sobą. Jednak firma wciąż imponuje wzrostem prognozowanym na 15% rocznie w najbliższej przewidywalnej przyszłości.

Google może zarobić na Androidzie kolosalne pieniądze. Co prawda, w przeciwieństwie do Microsoftu, nie pobiera opłat licencyjnych za korzystanie z systemu, ale będzie czerpał zyski z faktu, że firmowa technologia trafi do mainstreamowych urządzeń. Rynek rozwiązań mobilnych zyskuje na znaczeniu, a Android zdobywa w nim coraz większe udziały.

Już w roku 2015, jak prognozują analitycy Informa Telecoms & Media, Android ma stać się najpopularniejszym mobilnym systemem operacyjnym na świecie. Ma z niego korzystać 500 milionów osób.

Analityk Sandeep Aggarwal z firmy Caris & Co uważa, że od roku 2013 Android zapewni Google'owi wpływy rzędu 4 miliardów USD rocznie. To olbrzymia kwota zważywszy, że w ubiegłym roku wartość sprzedaży Google'a wyniosła 24 miliardy USD.

Jednak na tym nie koniec. Eric Schmidt, prezes Google'a, stwierdził, że jego koncern spodziewa się po Androidzie wpływów rzędu 10 miliardów dolarów rocznie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Google może zarobić na Androidzie kolosalne pieniądze. Co prawda, w przeciwieństwie do Microsoftu, nie pobiera opłat licencyjnych za korzystanie z systemu, ale będzie czerpał zyski z faktu, że firmowa technologia trafi do mainstreamowych urządzeń.

 

Fajna sprawa z tym czerpaniem zysków z faktu ...

Share this post


Link to post
Share on other sites

lol :) Trafna uwaga. Proces zarabiania google na na androidzie jest duuużo bardziej skomplikowany :D W ogóle marketing google to coś niesamowitego. Najbardziej mnie rozwalił kiedyś mój znajomy, który gdzieś przeczytał, że google zarabia na reklamach. Puknął się w czółko i stwierdził "Jakie bzdury wypisują, google zarabia na reklamach? Przecież na stronie google nie ma ani jednej reklamy..." :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najbardziej mnie rozwalił kiedyś mój znajomy, który gdzieś przeczytał, że google zarabia na reklamach. Puknął się w czółko i stwierdził "Jakie bzdury wypisują, google zarabia na reklamach? Przecież na stronie google nie ma ani jednej reklamy..." :)

Twój kolega miał racje. Google Adsense i Google Adwords to główny zysk google w tym momencie. A jak byś nie wiedział, to Adsense i Adwords to strona do sprzedawania reklam. I jak na google nie ma nigdzie reklam?, wpisz sobie byle co i po prawej stronie masz Linki Sponsorowane. Jeżeli się nie mylę, to w Adwords jak kupisz reklamę to tam się pojawisz.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rhox brawo za czytanie ze zrozumieniem :-) Jak byś nie zauważył cyberant napisał, że jego kolega stwierdził, że to bzdura, że google zarabia na reklamach bo na stronach google nie ma reklam a nie że on sam tak uważa

Share this post


Link to post
Share on other sites

Reklama jest z zasady durna, w takim sensie ze jest celowana na oślep na zasadzie a nóż trafi w cel. Tylko ze dużo trzeba wystrzelić żeby trafić. Jak z reklamą podpasek w TV. I to drogo kosztuje. Pomysł Google opierał się na wycelowaniu reklamy np serwowanie jej w odpowiedzi na pytanie. Android oprócz tego ze rozwinie ten rynek siła rzeczy daje inne możliwości na przykład wycelowanie reklamy zgodnie z lokalizacja użytkownika czy innymi preferencjami których akwizytorem będzie zidentyfikowane urządzenie mobilne które jest silne związane z jedna osoba z definicji. Wiele usług Google ma za cel jedynie umożliwienie identyfikacji użytkownika choć bardziej chodzi nie o identyfikacje w sensie stricte ale o zmapowanie go wg jakiś tam przyjętych kryteriów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Reklama jest z zasady durna, w takim sensie ze jest celowana na oślep na zasadzie a nóż trafi w cel. Tylko ze dużo trzeba wystrzelić żeby trafić. Jak z reklamą podpasek w TV.

 

No tu bym się nie zgodził. Reklama która trafi do co czwartego odbiorcy (1/2 społeczeństwa kobiety x 1/2 życia wiek rozrodczy) jest super trafiona, że lepiej już chyba nie można.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chociaż przykład podpasek jest istotnie nie najszczęśliwszy, to taka reklama trafia ale jest nachalna przez co ignorowana i tak samo trafia reklama A jak reklama B. Wydatki na reklamę A są niweczone przez wydatki na reklamę B. To znaczy skuteczność reklamy jest nie tylko proporcjonalna do wydatków na nią ale również krzyżowo odwrotnie proporcjonalna do nakładów na reklamę substytutów. Na rynku reklamy spersonalizowanej jest to wg mnie mniej istotny czynnik a w przyadku krańcowym czyli idealnej personalizacji reklamy (co jest stanem nieosiąganym) wręcz nie istotny.

Share this post


Link to post
Share on other sites

reklama nie jest bzdurna, jest dźwignią handlu - i nie jest to pusty slogan.

 

Ale w WIELKIM skrócie można reklamę podzielić na 3 elementy.

 

1. Informowanie o nowym produkcie i innowacjach technologicznych w nim zastosowanych.

2. Promocję marki/firmy.

3. Sprzedaż promocyjna/wyprzedaż, tak żeby w krótkim czasie ściągnąć maxymalnie dużo klientów do jakiegoś produktu.

 

Te 3 podstawowe elementy reklamy to pole popisu dla wszystkich mediów i agencji reklamowo prasowych przez które przelewająsie miliardy... jednak pole działalności jest tu trudne, konkurencja wielka itd.. dlatego google znalazło sobie 4ty element.

 

4. POZYCJONOWANIE :) i jest w tym liderem. nikt im nie wyskoczy bo mają wyszukiwarkę z której korzystają praktycznie wszyscy i tylko oni moga ci zapewnić 1 miejsce w wynikach.

 

i tu dochodzimy do sposobu zarabiania na darmowym Androidzie. Jaka przeglądarka będzie domyślną w systemach z androidem? Gdzie aplikacje będziemy pobierać? Gdzie będa się firmy promowac? Na platoformie Google. Nastepny krok do monopolizacji rynku urządzęń przenośnych. Im się opłaca dawać darmowego androida, bo oni potem będą decydować jakie utwory ściągniesz na telefon, jakie filmiki obejrzysz, jakich programów będziesz używał... A za to będą im płacić producenci tych programów, muzyki, filmów, a producentom - uzytkownicy. I koło się zamyka.

 

Podsumowując: Firmy płacą Google za to, że Google podsuwa ich produkty użytkownikom pod nos...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Reklama jest z zasady durna, w takim sensie ze jest celowana na oślep na zasadzie a nóż trafi w cel. Tylko ze dużo trzeba wystrzelić żeby trafić. Jak z reklamą podpasek w TV. I to drogo kosztuje.

 

reklama jest bzdurna? ha ha ha :D Weźmy reklamę podpasek w TV o której wspomniałeś.

 

Reklama podpasek leci między serialami oglądanymi głownie przez kobiety, więc odsetek oglądających jest b.duży. Tak jak reklama piwa i czipsów w przerwie meczu piłkarskiego. Target użytkownika w TV jest bardzo liczony i ważony. Nikt nie będzie reklamował nowej serii komiksu z pokemonami po 23:00. Reklama trafia do odbiorcy i odbiorca podąża zgodnie z reklamą.

 

Idziesz do sklepu automatycznie uważasz za lepszy produkt którego nazwę i producenta znasz. Owszem - patrzysz na cenę, jednak jak zarabiasz sensownie to cena traci dla Ciebie znaczenie (wtedy jesteś potencjalnym klientem - targetem reklamy) i wybierasz produkt znany.

 

Popatrz na swoją pastę do zębów lub proszek do prania w łazience. Jest jakiś "noname" czy może któryś z reklamowanych? :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po wpisaniu podpaski w przeglądarce wyskakują reklamy podpasek , trudno chyba dokładniej zaadresować reklamę jak do tego który szuka danego produktu (a nie 6 mln ludzi w tym 20% to dzieci).

http://www.google.pl/#hl=pl&source=hp&biw=1019&bih=636&q=podpaski&aq=f&aqi=g10&aql=&oq=&gs_rfai=&fp=c9dab8b5a230ad27

Tak przy okazji dowiedziałem się z reklamy o kubeczku menstruacyjnym :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Popatrz na to z tej strony. Mamy produkt kory jest powszechnym użyciu chleb proszek i tak dalej można by tu przybliżyć ich kategorie w oparciu o kryterium elastyczności cenowej. Ale do rzeczy jest produkt którego popyt na rynku jest względnie stały a reklama nie kreuje nowego popytu a tylko go kanalizuje w stronę określonego produktu.

Budzimy się w nowym świecie bez reklamy i zaczynamy reklamować nasz produkt innym spada sprzedaż wiec tez zaczynają reklamować nam spada wiec reklamujemy jeszcze bardziej i tak w koło. Granica wydatków na reklamę jest rentowność całego biznesu. Ale globalnie wytworzyliśmy rynek reklamy do którego przetransferowaliśmy cześć naszych zysków. Globalnie z tego tytułu nie sprzedano istotnie więcej produktu. To jest jak z aukcją o grosz. Mimo ze należało by się wycofać bo płacimy więcej niż jest to warte, nie opłaca wycofać się bo stracimy na tym. Ale o tym już wiedzą w działach reklamy i nie mamy 5 ciu reklam proszków w jednym ciągu a co najwyżej 2-3.

 

Co więcej te reklamy udają ze produkt jest inny i nowy nikt nie reklamuje starego produktu bo to jest z wyżej wymienionych względów bez sensu. Stary ma swoich zwolenników ale żeby zdobyć nowych trzeb produkować "nowy" produkt. By sens miała reklama go jako nowego.

Share this post


Link to post
Share on other sites
globalnie wytworzyliśmy rynek reklamy do którego przetransferowaliśmy cześć naszych zysków. Globalnie z tego tytułu nie sprzedano istotnie więcej produktu.[/size]   

Ponad 50% zawodów dziś uprawianych jeszcze 30 lat temu nie istniała, ludzie mają pracę ( niestety iluzjoniści dziś występują powszechnie nie tak jak kiedyś tylko w cyrku).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Może artykuł nie odkrywczy jednak do bólu prawdziwy i dobrze ze sie takie pojawiają. I dość dobrze został ujęty problem szczególnie w tym miejscu:

"W dużym uproszczeniu ekonomia zakładała, że konsumenci albo wyborcy dokonują racjonalnych wyborów na podstawie ogólnie dostępnych informacji."

I to jest w zasadzie sedno problemu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Prokuratorzy generalni 48 amerykańskich stanów, Dystryktu Kolumbii oraz Puerto Rico dołączyli do śledztwa w sprawie możliwego naruszenia przepisów antymonopolowych przez Google'a, oświadczył lider grupy, Ken Paxton, prokurator generalny stanu Teksas. W śledztwie nie biorą udziału prokuratorzy Kalifornii i Alabamy.
      Gdy nie ma już wolnego rynku lub konkurencji, dochodzi do wzrostu cen, nawet jeśli coś jest reklamowane jako darmowe, a to szkodzi konsumentom, mówi prokurator generalna Florydy, Ashley Moody. Czy coś jest naprawdę bezpłatne, jeśli oddajemy za to coraz więcej informacji osobistych. Czy coś jest naprawdę wolne, jeśli ceny reklamy internetowej idą w górę, bo są pod kontrolą jednej firmy?.
      Śledztwo w sprawie postępowania Gooogle'a nie jest jedynym, jakie ostatnio rozpoczęło się w USA w sprawie gigantów rynku IT. Kilka dni wcześniej prokuratorzy generalni siedmiu stanów oraz Dystryktu Kolumbii rozpoczęli, pod przewodnictwem prokurator generalnej stanu Nowy Jork, Letitii James, śledztwo w sprawie działań Facebooka. Niewykluczone, że oba śledztwa będą koordynowane.
      Po ogłoszeniu decyzji prokuratorów akcje konglomeratu Alphabet, którego Google jest najważniejszą częścią, spadły o 0,9%. Rzecznik prasowy Google'a poinformował, że firma otrzymała z Departamentu Sprawiedliwości prośbę o informację na temat swoich praktyk biznesowych. Spodziewamy się, że podobne pytania będą zadawali prokuratorzy, przyznał rzecznik.
      Śledztwo rozpoczęte przez poszczególne stany to kolejny problem dla obu koncernów, które już borykają się ze śledztwami federalnymi.
      W lipcu Federalna Komisja Handlu (FTC) zatwierdziła ugodę z Facebookiem w ramach której gigant ma zapłacić rekordowe 5 miliardów dolarów grzywny oraz wypełnić szereg zaleceń nałożonych przez FTC. serwis społecznościowy zapłacił też 100 milionów dolarów grzywny w ramach ugody z Komisją Giełd (SEC).
      Z kolei Departament Sprawiedliwości prowadzi własne śledztwo przeciwko Google'owi. Prokuratorzy generalni oświadczyli zaś, że ich śledztwo będzie prowadzone niezależnie od śledztw federalnych organów władzy.
      Dotychczas akcje podejmowane przez władze federalne przeciwko Facebookowi czy Google'owi niczego nie zmieniały. Firmy płaciły spore grzywny, które jednak stanowiły niewielką część ich rocznych przychodów.
      Śledztwo antymonopolowe prowadzone przez prokuratorów stanowych ma inną wagę, niż śledztwa ws. prywatności, które dotychczas prowadziły władze federalne. Jeśli bowiem okaże się, że Facebook czy Google naruszyły przepisy antymonopolowe, można im nakazać zmiany algorytmów na bardziej przyjazne dla konkurencji czy nawet doprowadzić do podziału firmy.
      Doug Peterson, prokurator generalny Nebraski, mówi, że będzie współpracował zarówno z Departamentem Sprawiedliwości, jak i z władzami innych krajów. Bardzo znaczący jest fakt, że śledztwa w tej sprawie są też prowadzone w Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii, Francji i Australii, stwierdza.
      Nie można też wykluczyć, że śledztwa przeciwko Google'owi i Facebookowi zostaną rozszerzone na Apple'a i Amazona.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Eksperci wpadli na ślad dwóch cyberprzestępczych kampanii, w ramach których zainfekowano ponad 200 aplikacji na Androida, a aplikacje te zostały pobrane ponad 250 milionów razy.
      Obie kampanie skierowano wyłącznie przeciwko użytkownikom Androida, a przeprowadzono je nakłaniając programistów do używania złośliwych pakietów SDK (software development kits). W ramach jednej z kampanii aplikacje zostały zarażone adware'em, a w ramach drugiej – dokonują kradzieży informacji.
      Jeden z ataków, nazwany „SimBad” gdyż zainfekował głównie gry, doprowadził do zarażenia 206 aplikacji, które zostały pobrany 150 milionów razy. Szkodliwe oprogramowanie znalazło się w SKD o nazwie RXDroider oferowanego przez witrynę addroider.com. Gdy tylko użytkownik zainstaluje jedną z zainfekowanych aplikacji, SimBad rejestruje się na jego urządzeniu i zyskuje prawo do anonimowego przeprowadzania różnych działań. Szkodliwy program łączy się z serwerem, z którego otrzymuje polecenia. Może to być zarówno polecenie połączenia się za pośrednictwem przeglądarki z konkretnym adresem, jak i nakaz usunięcia ikony jakiejś aplikacji. Najważniejszymi funkcjami szkodliwej aplikacji są wyświetlanie reklam, otwieranie witryn phishingowych oraz oferowanie użytkownikowi innych aplikacji. Napastnik ma też możliwość instalowania dodatkowych aplikacji na urządzeniu ofiary, co daje mu możliwość dalszego infekowania.
      Obecnie SimBad działa jako adware, ale dzięki możliwości wyświetlania reklam, otwierania witryn i oferowania innych aplikacji może on wyewoluować w znacznie poważniejsze zagrożenie, stwierdzili badacze w firmy CheckPoint Research.
      Druga z cyberprzestępczych operacji została nazwana „Operation Sheep”. W jej ramach napastnicy zainfekowali 12 aplikacji na Androida, które zostały pobrane już ponad 111 milionów razy. Aplikacje te na masową skalę kradną dane o kontaktach przechowywanych w telefonie. Tutaj ataku dokonano za pomocą SDK o nazwie SWAnalytics, za pomocą którego powstały aplikacje obecne przede wszystkim w sklepach chińskich producentów telefonów, takich jak Huawei App Store, Xiaomi App Store i Tencent MyApp.
      Badacze trafili na ślad tej kampanii we wrześniu 2018 roku. Stwierdzili, że po zainstalowaniu którejś ze szkodliwych aplikacji, cała lista kontaktów użytkownika jest pobierana na serwery firmy Shun Wang Technologies. Jako, że z samego tylko Tencent MyApp pobrano szkodliwe aplikacje ponad 111 milionów razy, to teoretycznie Shun Wang Technologies może mieć w swojej bazie nazwiska i telefony co najmniej 1/3 populacji Chin. Jako, że ani Shun Wang nie informuje, w jaki sposób wykorzystuje te dane, ani nie ma nad nimi żadnego nadzoru z zewnątrz, teoretycznie firma może te dane sprzedać np. na czarnorynkowych giełdach internetowych.
      W porównaniu z danymi finansowymi oraz rządowymi dokumentami identyfikacyjnymi dane dotyczące kontaktów osobistych są zwykle traktowane jako mniej wrażliwe. Powszechnie uważa się, że wykorzystanie takich danych i zarobienie na nich jest trudne i niewarte wysiłku. Jednak krajobraz się zmienia, a nielegalne rynki coraz bardziej się specjalizują, powstają nowe modele biznesowe pozwalające na zarobienie na takich danych, stwierdzili eksperci.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Badacze z firmy ESET ostrzegają przed aplikacją na Androida, która kradnie pieniądze użytkownikom PayPala. Ofiarami padają osoby, które pobrały pewną aplikację, która ma rzekomo optymalizować pracę baterii. Aplikacja jest dostępna wyłącznie na stronach trzecich, nie ma jej w Google Play.
      Po zainstalowaniu aplikacja prosi użytkownika o zgodę na gromadzenie danych statystycznych. Użytkownik, zgadzając się, w rzeczywistości uruchamia opcję ułatwień dla inwalidów.
      Po uruchomieniu tej opcji złośliwa aplikacja sprawdza, czy na telefonie jest zainstalowana oficjalna aplikacja PayPala. Jeśli tak, pokazuje się prośba o jej uruchomienie. Jeśli użytkownik to zrobi, złośliwy kod, korzystając z opcji ułatwień dla inwalidów, symuluje kliknięcia i próbuje wysłać pieniądze na konto cyberprzestępców.
      Gdy badacze z ESET analizowali złośliwe oprogramowanie okazało się, że za każdym razem, gdy była uruchomiona aplikacja PayPal, usiłowało ono ukraść 1000 euro. Cały proces trwa około 5 sekund, a użytkownik nie ma żadnej możliwości, by go przerwać. Okradzeni mogą mieć problem z odzyskaniem pieniędzy, gdyż złośliwy kod nie kradnie żadnych danych. To sam użytkownik musi uruchomić aplikację PayPal i się do niej zalogować. Tylko wówczas złośliwy kod dokonuje transferu.
      Atak się nie uda, gdy na koncie użytkownika jest zbyt mała kwota lub gdy jego karta nie jest połączona z kontem PayPal. Wówczas złośliwy kod próbuje ukraść dane dotyczące usług płatniczych w Google Play, WhatsApp, Skype oraz Viber. Próbuje tez ukraść dane logowania do Gmaila.
      Badacze z ESET sądzą, że przestępcy wykorzystują te dane, by zalogować się na pocztę ofiary i usunąć przysyłane przez PayPala informacje o przeprowadzonych transakcjach. W ten sposób ofiara przez dłuższy czas może się nie zorientować, że jest okradana.
      ESET poinformował już PayPala o problemi i dostarczył mu informacje o koncie, na które trafiają ukradzione pieniądze.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Już około 350 pracowników Google'a podpisało się pod listem otwartym, w którym domagają się, by ich firma zaprzestała prac nad Project Dragonfly. To ocenzurowana wersja wyszukiwarki, która może zostać wdrożona w Chinach.
      O istnieniu projektu media poinformowały w sierpniu. Wówczas dyrektor wykonawczy Google'a, Sundar Pichai, stwierdził, że jego firma w najbliższym czasie nie będzie uruchamiała wyszukiwarki w Chinach. Nie wykluczył jednak, że stanie się to w przyszłości.
      Warto przypomnieć, że w 2010 roku Google wycofało się z Chin właśnie ze względu na cenzurę.
      Wielu z nas podjęło się pracy w Google'u mając na względzie wartości tej firmy, w tym jej poprzednie stanowisko wobec chińskiej cenzury i śledzenia internautów. Rozumieliśmy, że Google to firma, która przedkłada wartości nad zyski, napisali protestujący pracownicy. W naszym proteście przeciwko Dragonfly nie chodzi o Chiny. Sprzeciwiamy się technologiom, które pomagają silniejszym w prześladowaniu słabszych, gdziekolwiek by się to nie działo, czytamy w liście. Rząd Chin otwarcie wdraża nowe technologie nadzoru i śledzenia, by kontrolować swoich obywateli, dodają protestujący.
      Przez ostatnich osiem lat Google nie chciało pomagać w cenzurze. Firma nawet zminimalizowała zatrudnienie w Chinach. Jednak od kiedy rządzi w niej Pichai wydaje się, że stanowisko Google'a się zmienia. W grudniu w Pekinie otwarto centrum rozwojowe, a na chiński rynek trafiła aplikacja do zarządzania plikami, która oryginalnie została przygotowana na rynek indyjski.
      Chcę, byśmy dostarczali nasze usługi w każdym zakątku świata. Google jest dla każdego. Chcę, byśmy byli obecni w Chinach i służyli chińskim użytkownikom, mówił Pichai przed dwoma laty.
      Pracownicy Google'a coraz częściej protestują przeciwko polityce firmy. Przed kilkoma miesiącami ponad 3000 pracowników podpisało protest przeciwko angażowaniu się Google'a w rozwój wojskowych dronów, kilkanaście osób zrezygnowało z pracy. Google uległo pracownikom. W styczniu tysiące pracowników firmy wzięły udział w proteście, gdy wyszło na jaw, że w ostatnich latach kilku wysokich rangą menedżerów, którzy odeszli w związku z oskarżeniami o napastowanie seksualne pracowników, otrzymało wysokie odprawy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dwadzieścia największych europejskich agencji informacyjnych we wspólnym oświadczeniu oskarżyło Google'a i Facebooka o „plądrowanie” zawartości należących doń mediów i domaga się, by obie firmy w większym stopniu dzieliły się swoimi przychodami z mediami. Apel podpisali m.in. szefowie Agence France-Presse, Press Association i Deutsche Presse-Agentur. Wezwali oni też Parlament Europejski do uchwalenia przepisów, które zakończą tę „groteskową nierównowagę”.
      Plądrowanie zawartości mediów i ich wpływów reklamowych, jakiego dopuszczają się giganci internetu, zagraża zarówno konsumentom jak i demokracji, czytamy w oświadczeniu. Jeszcze w bieżącym miesiącu Parlament Europejski ma debatować nad prawem autorskim, które zmusi internetowych gigantów do dzielenia się większą części wpływów ze źródłami, z których pochodzą treści umieszczane na witrynach.
      Pierwsza wersja nowego prawa została w lipcu odrzucona. Zwalczały ją zarówno wielkie koncerny z USA, jak i obrońcy wolności internetu, którzy obawiają się, że nowe prawo zwiększy koszty dostępu.
      Szefowie europejskich agencji informacyjnych twierdzą w wydanym oświadczeniu, że Google czy Facebook mogą pozwolić sobie na płacenie mediom za ich treści bez przerzucania kosztów na klientów. Zauważają, że w ubiegłym roku przychody Facebooka wyniosły 40 miliardów USD, a zyski to 16 miliardów. W przypadku Google'a było to – odpowiednio – 110 miliardów i 12,7 miliarda. Czy w takiej sytuacji ktoś może argumentować, że firmy te nie są w stanie uczciwie płacić za treści, na których zarabiają? Mówimy tutaj o wprowadzeniu uczciwej opłaty dla tych, którzy na tych treściach zarabiają. Ze względu na wolność prasy i wartości demokratyczne prawodawcy w UE powinni dokonać reformy prawa autorskiego, stwierdzają autorzy apelu.
      Walka toczy się o dwa zapisy w nowym prawie autorskim. Artykuł 13 przewiduje, że takie serwisy jak YouTube byłyby odpowiedzialne prawnie za chronione prawem autorskim materiały, które są umieszczane na ich stronach bez wnoszenia opłat na rzecz właścicieli autorskich praw majątkowych. Zaś Artykuł 11 przewiduje, że Google i inne serwisy musiałyby wnosić opłaty za umieszczanie odnośników do treści w gazetach czy witrynach informacyjnych. Bez tego internetowi giganci, jak Google czy Facebook, bezpłatnie wykorzystują olbrzymią liczbę treści, które są tworzone przez innych wielkim nakładem środków, czytamy w oświadczeniu.
      Krytycy takiego pomysłu argumentują, że uchwalenie nowych przepisów prowadziłoby do automatycznej autocenzury i ograniczenia kreatywności, szczególnie w takich serwisach jak YouTube. Ponadto szybko zniknęłyby memy, gdyż ich twórcy nie sprawdzają, kto ma prawa do wykorzystywanej przez nich grafiki.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...