Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Rząd USA rozpoczyna bardzo kosztowny i zakrojony na szeroką skalę projekt obrony kraju przed cyberatakiem. Na Perfect Citizen zostanie wydane nawet 100 milionów dolarów, a przetarg na pierwszą fazę projektu wygrała firma Raytheon.

W ramach Perfect Citizen Narodowa Agencja Bezpieczeństwa (NSA) ma nadzorować za pomocą odpowiednich czujników najważniejsze elementy infrastruktury informatycznej agend rządowych i firm prywatnych. Pod nadzorem Agencji znajdą się m.in. sieci energetyczne czy elektrownie atomowe. Głównym celem projektu jest wyszukiwanie słabych stron i monitorowanie przeprowadzanych ataków, w celu zbierania danych na temat zagrożeń. Niewykluczone, że będzie też w stanie pomóc w obronie przed atakiem.

O ile jednak wdrożenie projektu w sieciach rządowych nie powinno być problemem, o tyle firmy prywatne nie mają obowiązku współpracy z agendami rządowymi. Dlatego też nie wiadomo ile z nich uda się przekonać do przystąpienia do Perfect Citizen. Najłatwiej zapewne będzie przekonać te firmy, które już i tak współpracują z rządem i np. realizują zamówienia federalne.

Opinie specjalistów nie są jednoznaczne co do programu. Niektórzy uważają, że jest to wtrącanie się NSA w kwestie wewnętrzne państwa, inni twierdzą, że to ważny projekt zwiększający bezpieczeństwo i jedynie NSA posiada odpowiednie zasoby, by go prowadzić. Zdaniem zwolenników, Perfect Citizen nie naruszy prywatności bardziej, niż kamery przemysłowe umieszczone na ulicy. Tym bardziej, że projekt ma przede wszystkim skupiać się na dużych systemach informatycznych starszego typu. Były one projektowane wiele lat temu, nie myślano o podłączaniu ich do Sieci i nie zabezpieczano pod tym kątem. Jednak po latach zostały podłączone do internetu i są szczególnie narażone na ataki. Systemy takie zarządzają np. ruchem lotniczym czy kursami pociągów metra. Perfect Citizen ma za zadanie zabezpieczać przede wszystkim takie miejsca.

Rząd USA od ponad 10 lat mówi, że państwo ma interes w zabezpieczeniu zasobów firm prywatnych, gdyż ataki na nie mogą powodować też olbrzymie straty w państwowej infrastrukturze. Coraz częściej uwagi takie dotyczą cyberataków i urządzeń telekomunikacyjnych. Jak zwracają uwagę urzędnicy, NSA, która zajmuje się m.in. wywiadem elektronicznym, jest jedyną agendą zdolną nadzorować infrastrukturę IT w skali całego kraju.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Teorie spiskowe typu świat wg. Orwella czy Nowy Świat spełniają się powoli jak w zegarku.

USA to największy terrorysta na świecie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cokolwiek by nie zrobili, to źle... Jak dla mnie to wygląda na testy penetracyjne na szeroką skalę, co nie jest niczym dziwnym czy tym bardziej spiskowym.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Robią dużo dobrego, ale i też złego a takich obywateli nic się nie stało, to tylko chwilowe jest ponad 90%. Popatrz na przestrzeń kilku lat jak się im wolność ograniczyło. No, ale to przecież normalne. To w imię ich dobra bo głupiutkich Amerykańców trzeba niańczyć jak dzieci bo sami sobie nie poradzą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Pewnego dnia będziemy mogli monitorować stan swojego zdrowia używając do tego celu... ołówka i rysując nim urządzenie bioelektroniczne. Tak przynajmniej obiecują naukowcy z University of Missouri, którzy dowiedli, że ołówek i kawałek papieru to wszystko, czego potrzeba, by stworzyć urządzenie do monitorowania stanu zdrowia.
      Profesor Zheng Yan zauważa, że wiele komercyjnych urządzeń biomedycznych umieszczanych na skórze składa się z dwóch podstawowych elementów: modułu biomedycznego oraz stanowiącego podłoże elastycznego materiału, który zapewnia mocowanie do skóry i kontakt z nią.
      Standardowy sposób produkcji takich urządzeń jest złożony i kosztowny. W przeciwieństwie do tego nasza technika jest tania i bardzo prosta. Możemy stworzyć takie urządzenie za pomocą papieru i ołówka, mówi Yan.
      Warto pamiętać, że wkład ołówków stanowi głównie grafit. Naukowcy zauważyli, że ołówki zawierające ponad 90% grafitu są w stanie przewodzić duże ilości energii, jaka powstaje w wyniku tarcia rysika o papier. Szczegółowe badania wykazały, że do stworzenia na papierze różnych urządzeń biomedycznych najlepsze są ołówki, w których rysiku jest 93% grafitu. Yan zauważył też, że pomocny może być biokompatybilny klej w spraju, który można nałożyć na papier, by lepiej przylegał do skóry.
      Naukowcy mówią, że ich odkrycie może mieć olbrzymie znaczenie dla rozwoju taniej, domowej diagnostyki medycznej, edukacji czy badań naukowych. Na przykład jeśli ktoś ma problemy ze snem, jesteśmy w stanie narysować biomedyczne urządzenie, które pomoże monitorować sen tej osoby, stwierdza Yan. Dodatkową zaletą takich urządzeń jest fakt, że papier bardzo szybko ulega biodegradacji, więc produkcja tego typu czujników nie będzie wiązała się z wytwarzaniem zalegających odpadów.
      Autorzy badań twierdzą, że w ten sposób można będzie tworzyć czujniki temperatury, czynności elektrycznej mięśni i nerwów obwodowych, pracy układu krążenia, czujniki oddechu, urządzenia monitorujące pH potu, zawartość w nim glukozy czy kwasu moczowego i wiele innych urządzeń. Jakość przekazywanych przez nie sygnałów jest porównywalna z komercyjnie dostępnymi czujnikami. Całość zaś zasilana będzie dzięki wilgoci obecnej w powietrzu. Jak zauważyli naukowcy, pojedyncze narysowane ołówkiem urządzenie o powierzchni 0,87 cm2 może dzięki wilgotności powietrza generować przez 2 godziny napięcie sięgające 480 mV.
      Opisujący badania Yana artykuł Pencil-paper on-skin electronics został opublikowany w PNAS. Badania były finansowane przez amerykańską Narodową Fundację Nauki, Narodowe Instytuty Zdrowia oraz Biuro Badań Naukowych Sił Powietrznych.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Badacze z Imperial College London opracowali czujnik, który pozwala monitorować parametry życiowe zwierząt i ludzi, odpowiednio, przez futro i ubranie. Zespół porównuje swój wynalazek do elastycznej głowicy stetoskopu.
      Autorzy artykułu z pisma Advanced Functional Materials wyliczają, że za pomocą ich rozciągliwego kompozytowego przetwornika akustycznego można monitorować np. tętno czy częstość oddechu. Nie przeszkadza przy tym sierść i do 4 warstw ubrania.
      Brytyjczycy uważają, że ich wynalazek przyda się nie tylko właścicielom zwierząt, ale i weterynarzom, którzy by monitorować stan zwierzęcia w czasie operacji, nie będą musieli golić jego futra. Ekipa wspomina też o usprawnieniu pracy psów tropiących, poszukujących bomb i zaginionych osób. W przypadku ludzi można by mierzyć parametry życiowe przez ubranie, bez kontaktu ze skórą.
      Uważa się, że ubieralne rozwiązania odegrają ważną rolę w monitorowaniu zdrowia i wczesnym wykrywaniu chorób. Nasza rozciągliwa, elastyczna propozycja to całkowicie nowy typ czujnika do monitorowania zdrowia zwierząt i ludzi przez sierść lub ubranie - podkreśla dr Firat Guder.
      W przypadku ludzi mamy sporo różnych urządzeń monitorujących, lecz dla psów, kotów i innych zwierząt nie ma obecnie zbyt wielu ubieralnych opcji. Brytyjczycy sugerują, że jednym z powodów jest to, że dzisiejsze rozwiązania nie spełniają swojej funkcji przez futro.
      Rozwiązanie zaprezentowane przez zespół z Imperial College London jest wytwarzane kilkuetapowo. Najpierw do formy wlewa się ciekły, odgazowany silikon. Gdy częściowo zastygnie (trwa to ok. 2 godzin), usuwa się go z formy i wypełnia demineralizowaną wodą. Na wodę ponownie wylewa się ciekły silikon, który całkowicie ją enkapsuluje. Następnie przy brzegu montuje się mikrofon z potrzebną elektroniką i na to nakłada się jeszcze jedną warstwę silikonu. Końcowym etapem jest montaż uprzęży.
      Czujnik [z kompozytowego materiału] działa jak elastyczny stetoskop, który wypełnia przerwy między sobą a podłożem, tak że nie występują bąble powietrza, które mogłyby tłumić dźwięk - wyjaśnia Yasin Cotur.
      Dźwięk jest przetwarzany na sygnał cyfrowy, przekazywany do pobliskiego przenośnego komputera.
      Na początku kompozytowy przetwornik przetestowano na symulowanych dźwiękach serca. Później eksperymenty (fonokardiografię) prowadzono na 5 ludzkich ochotnikach, którzy mieli na sobie do 4 warstw ubrania, i na psie - zdrowym labradorze - przyzwyczajonym do uprzęży. By dokładniej ocenić osiągi czujnika, podczas wykonywania fonokardiografii za jego pomocą elektryczną aktywność serca mierzono także za pomocą konwencjonalnej metody EKG (tutaj elektrody mocuje się do skóry). Oba zapisy dawały silnie skorelowane sygnały.
      Naukowcy podkreślają, że czujniki mogą znaleźć zastosowanie u psów tropiących. Są one trenowane, by namierzać urządzenia wybuchowe czy ludzi. Gdy znajdą np. bombę, powiadamiają opiekuna (siadają i zaczynają szczekać). Ich tętno i częstość oddechu rosną w oczekiwaniu na nagrodę. Brytyjczycy tłumaczą, że zachowanie powiadamiające może być trudne do ilościowego zmierzenia. Jeśli jednak za pomocą nowego czujnika zmierzy się normalne wartości tętna i częstości oddechu danego psa, wiadomo będzie, jak bardzo w danym momencie parametry te od nich odbiegają. Na podstawie pomiaru poziomu ekscytacji psa wbudowany algorytm będzie mógł określić siłę reakcji psa na wykrywany zapach i ustalić, jak bardzo zwierzę jest pewne, że znalazło dobry obiekt.
      Na razie urządzenie testowano tylko na psach i ludziach. Teraz badacze chcą przystosować je do innych zwierząt domowych, a także koni i trzody. Ekipa pracuje też nad zintegrowaniem czujnika ruchu, tak by dało się monitorować ruchy zwierzęcia w czasie rzeczywistym. Algorytm sztucznej inteligencji mógłby wskazywać, czy zwierzę stoi, siedzi czy leży, a także, w którą stronę jest zwrócone. Dane przekazywano by do aplikacji na smartfony. Dzięki temu właściciel wiedziałby, jak zwierzę się czuje i gdzie się w danym momencie znajduje.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Amerykańska Narodowa Agencja Bezpieczeństwa (NSA) odkryła w Windows 10 poważny błąd, który pozwala napastnikowi na przechwycenie komunikacji. Co zaskakujące, zamiast wykorzystać odkrycie do własnych celów, Agencja poinformowała o nim Microsoft. Koncern z Redmond właśnie wydał łatę, a w komunikacie wskazał NSA jako źródło informacji o dziurze.
      Amit Yoran, dyrektor firmy Tenable, mówi, że to wyjątkowo rzadki, jeśli nie bezprecedensowy przypadek, by firma dowiadywała się o błędach w swoim oprogramowaniu od amerykańskich agend rządowych. Yoran wie, co mówi, gdyż był twórcą i dyrektorem zespołu szybkiego reagowania na cyberzagrożenia w amerykańskim Departamencie Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
      NSA wydała oświadczenie, w którym informuje, że konsekwencje niezałatania luki są bardzo poważne i dalekosiężne. Microsoft wyjaśnia, że napastnik może wykorzystać dziurę do podrobienia certyfikatu cyfrowego. Cyberprzestępca może dzięki temu przeprowadzić atak typu „man-in-the-middle” i odszyfrować poufne informacje.
      NSA i Microsoft nie chciały zdradzić, kiedy koncern został powiadomiony o błędzie. Neal Ziring, dyrektor ds. technicznych w wydziale ds. cyberbezpieczeństwa NSA zapewnił jedynie, że informacja taka została przekazana szybko.
      Od kilku lat w USA obowiązuje opracowana przez Biały Dom procedura „Vulnerability Equities Process”. W jej ramach agendy rządowe, które odkryły dziury w oprogramowaniu, mają obowiązek rozważyć korzyści i zagrożenia wynikające z ich nieujawnienia producentom software'u i na tej podstawie mają podjąć decyzję o ewentualnym przekazaniu takich informacji.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Z nieoficjalnych informacji dowiadujemy się, że amerykańska NSA dowiedziała się o największej w swojej historii kradzieży tajnych danych od... firmy Kaspersky. Tej samej, która znajduje się pod coraz większą presją ze strony rządu USA ze względu na podejrzenia o związki z rządem Rosji.
      Harold T. Martin III, były współpracownik NSA stopniowo, przez 20 lat ukradł 50 terabajtów danych należących do NSA i innych agend rządu. To prawdopodobnie największa w historii Stanów Zjednoczonych kradzież tajnych materiałów. Wśród ukradzionych danych znajdowały się niektóre z najbardziej zaawansowanych narzędzi hakerskich, jakimi posługuje się NSA.
      Martin, którego proces ma rozpocząć się w czerwcu, został aresztowany pod koniec sierpnia 2016. Przeszukano jego dom, a w lutym 2017 roku postawiono mu 20 zarzutów celowego i nieautoryzowanego uzyskania dostępu do danych związanych z obroną narodową. Każdy z zarzutów zagrożony jest karą do 10 lat więzienia.
      W połowie sierpnia 2016 roku dwóch inżynierów Kaspersky'ego otrzymało na Twitterze pięc tajemniczych wiadomości. Wszystkie zostały wysłane z konta HAL999999999 i wszystkie były zaszyfrowane. Gdy tylko inżynier odpowiedział na którąś z nich, komunikacja była przerywana, a jego konto blokowane, by nie mógł ponownie komunikować się z HAL999999999.
      W pierwszej z wiadomości jej nadawca domagał się kontaktu z „Jewgienijem”. Prawdopodobnie chodziło o Eugene'a Kaspersky'ego, dyrektora Kaspersky Lab. W drugiej, wysłanej zaraz później wiadomości, czytamy "Shelf life, three weeks", co wskazuje, że mamy do czynienia z jakąś ofertą o ograniczonym czasie ważności.
      Pół godziny później anonimowa grupa o nazwie Shadow Brokers zaczęła wypuszczać do sieci tajne narzędzia hakerskie NSA, ogłosiła, że ma ich więcej i że jest gotowa je sprzedać z milion Bitcoinów. Shadow Brokers, którzy są prawdopodobnie powiązani z rosyjskim wywiadem, poinformowali, że narzędzia ukradli wydziału hakerskiego NSA zwanego Equation Group. Wydział ten jest autorem najbardziej zaawansowanej operacji hakerskiej w historii.
      Anonimowe źródła poinformowały dziennikarzy, że inżynierowie Kaspersky'ego zainteresowali się zbiegiem okoliczności pomiędzy tajemniczymi wiadomościami, a działaniem Shadow Brokers. Zaczęli zastanawiać się, czy jest to ze sobą powiązane. Powiązali konto HAL999999999 z Martinem, a jego z pracą dla amerykańskich służb. Skontaktowali się z NSA i zasugerowali, by przyjrzeć się Martinowi.
      Rzecznik prasowy firmy Kaspersky odmówił potwierdzenia, czy przedsiębiorstwo było w jakikolwiek sposób zaangażowane w sprawę Martina. Nie dowiemy się też tego z dokumentów sądowych. Ich całość nie została jeszcze ujawniona, a w tych, które zostały dotychczas udostępnione, wymazano nazwiska odbiorców wiadomości z Twittera. Dokumenty te ujawniono w związku z tym, że adwokaci Martina próbowali podważyć uzyskany przez FBI nakaz przeszukania domu Martina twierdząc, iż FBI występując o nakaz nie uprawdopodobniło swoich podejrzeń. Sędzia się z tym nie zgodził, uznając, że wystarczającym podejrzeniem był zbieg czasowy wysłanych informacji z ujawnianiem tajnych narzędzi NSA przez Shadow Brokers w sytuacji, gdy Marin, jako współpracownik NSA, mógł uzyskać dostęp do narzędzi Equation Group.
      Jak twierdzą anonimowe źródła, Kaspersky Lab przekazało NSA wszystkie informacje, jakie otrzymało na Twitterze wraz z dowodami, wskazującymi na ich prawdziwego nadawcę. Z dokumentów sądowych wynika, że to właśnie stało się dowodem, na podstawie którego FBI uzyskało nakaz przeszukania domu Martina. Dokumenty sądowe nie wyjaśniają jednak, w jaki sposób FBI weszło w posiadanie informacji z Twittera, ani jak ustaliło tożsamość Martina.
      Wiadomo, że w przeszukaniu jego domu brało udział ponad 20 agentów FBI oraz jednostka antyterrorystyczna, co wskazuje, na dużą wagę sprawy oraz obawy o to, z kim Martin mógł się jeszcze kontaktować. W domu podejrzanego znaleziono olbrzymią ilość tajnych materiałów, zarówno w formie papierowej jak i cyfrowej, ukradzionych w latach 1996–2016. BYły wśród nich te same narzędzia, które ujawnili Shadow Brokers. Wiadomo, że wśród nich są niezwykle zaawansowane programy wykorzystywane do śledzenia ruchów terrorystów oraz zbierania danych.
      Powstaje pytanie, czy Martin dostarczył te narzędzia Shadow Brokers. Obecnie nie jest on oskarżony o szpiegostwo, a śledczy nic nie mówią, o jego kontaktach z tą grupą. Shadow Brokers zaprzeczyli, by był on jednym z nich.
      Adwokaci Martina twierdzą, że brak dowodów, by chciał on komukolwiek przekazać tajne informacje, jest on patriotą, a poufne dane beztrosko zabierał do domu i tam przechowywał, gdyż cierpi na zaburzenie kompulsywne.
      Kaspersky Lab znajduje się w paradoksalnej sytuacji. Martin wybrał tę firmę, gdyż z pewnością lepiej niż ktokolwiek spoza społeczności wywiadowczej wie o  podejrzeniach, jakie są wobec niej wysuwane. Wielu specjalistów ds. bezpieczeństwa ufa Kaspersky Lab i nie wierzy w zarzuty, by wspomagała ona rosyjski wywiad. Jednocześnie jednak nie dziwią się władzom USA, że podejrzliwie traktują rosyjską firmę założoną przez byłego oficera wywiadu. Kaspersky, ostrzegając NSA o roli Martina, najprawdopodobnie wykonała gest dobrej woli w stosunku do USA. Gest, który może nie przynieść jej żadnych korzyści.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na Uniwersytecie Stanforda powstał bezprzewodowy, niezasilany baterią czujnik do pomiaru przepływu krwi. Ponieważ jest kompaktowy i biodegradowalny, nie musi być usuwany. W razie potrzeby ostrzeże lekarzy, że doszło do zamknięcia światła naczynia.
      Pomiar przepływu krwi jest kluczowy w wielu dziedzinach medycyny, dlatego bezprzewodowy, biodegradowalny czujnik może mieć implikacje m.in. dla chirurgii naczyniowej, rekonstrukcyjnej, kardiochirurgii czy transplantologii - wyjaśnia prof. Paige Fox.
      Amerykanie podkreślają, że monitorowanie wyników operacji angiologicznych jest trudne, gdyż często pierwsze symptomy problemów pojawiają się, gdy jest już za późno. Do tego czasu pacjent potrzebuje kolejnej operacji, która wiąże się z podobnym ryzykiem, co 1. zabieg.
      Dzięki nowemu czujnikowi proces gojenia można monitorować w czasie rzeczywistym, co daje możliwość wcześniejszej interwencji.
      Czujnik owija się ściśle wokół naczynia. Przepływająca krew uciska jego wewnętrzną powierzchnię. Gdy kształt powierzchni się zmienia, wpływa to na zdolność czujnika do magazynowania ładunku elektrycznego. Lekarze mogą to wykryć za pomocą urządzenia przybliżanego do skóry, które komunikuje się z anteną sensora. W przyszłości czytniki można by integrować np. ze smartfonem.
      Na początku naukowcy testowali czujnik, przepompowując powietrze przez rurkę rozmiarów tętnicy. Później chirurg Yukitoshi Kaizawa wszczepił sensor wokół naczynia szczura. Okazało się, czujnik z powodzeniem przekazywał dane na temat przepływu krwi do bezprzewodowego czytnika. Na razie Amerykanów interesowało wykrywanie całkowitego zamknięcia światła naczynia, ale istnieją wskazówki, że przyszłe wersje sensora będą potrafiły identyfikować bardziej subtelne fluktuacje przepływu krwi.
      Czujnik jest bezprzewodową wersją technologii opracowanej przez inżyniera chemika Zhenana Bao z myślą o protezach zapewniających wrażenia dotykowe. By można było myśleć o monitoringu przepływu krwi, zespół z Uniwersytetu Stanforda musiał zmodyfikować istniejące materiały z czujników, tak by z jednej strony były one wrażliwe na pulsowanie krwi, a z drugiej pozostawały na tyle sztywne, by zachowywać kształt. Trzeba też było przesunąć antenę do miejsca, gdzie będzie bezpieczna i odseparowana od pulsowania krwi. Oprócz tego kondensator musiał się nadawać do owijania wokół naczynia.
      To bardzo ekscytujący projekt, który wymagał wielu rund eksperymentów i przeprojektowywania - podsumowuje dr Levent Beker.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...