Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Choć wydawałoby się, że wódka właściwie nie ma smaku, a osoba przedkładająca jeden, zazwyczaj droższy, gatunek tego alkoholu nad inne jest snobem, to nieprawda. Wódki różnią się smakiem przez różną zawartość wodzianu etanolu.

Co ważne, wódka nie jest zwykłym 40% roztworem etanolu w wodzie. Dale W. Schaefer z University of Cincinnati w Ohio oraz współpracownicy z Uniwersytetu Moskiewskiego im. M. Łomonosowa przypomnieli sobie o obserwacjach roztworów alkoholi zawartych w rozprawie doktorskiej Mendelejewa z 1865 r. Twórca układu okresowego pierwiastków był przekonany, że w roztworze 40% etanolu i 60% wody powinny się utworzyć charakterystyczne klastry cząsteczek – wodziany (zwane inaczej hydratami). Sto lat później Linus Pauling twierdził, że etanol otaczają przyłączone od strony atomu wodoru cząsteczki wody. W ramach wiązania wodór jest przyciągany bliżej tlenu, co umożliwia stworzenie sztywniejszej struktury. Naruszenie tych wodnych klatek przez zanieczyszczenia lub zwykłe wstrząsanie wpływa na smak.

Rosyjsko-amerykański zespół zastosował techniki spektrograficzne. Skyy, Belvedere, Stolichnaya, Grey Goose oraz Oval – to 5 marek wybranych do badania budowy. Akademicy uważają, że wybierając konkretną wódkę, smakosze kierują się raczej jej wewnętrzną strukturą niż tradycyjnie rozumianym smakiem. Napoje o niskim stopniu ustrukturowania wydają się bardziej wodniste, ponieważ frakcja klastrów wody jest tu większa niż w markach o wysokim poziomie ustrukturowania. Napoje o wysokim stopniu ustrukturowania [...] zawierają efemeryczne klatkopodobne twory, gdzie cząsteczka alkoholu zostaje otoczona cząsteczkami wody. Przy wysokim stężeniu alkoholu pojawiają się klastry alkoholu... Klastry etanolowe bez wątpienia inaczej stymulują podniebienie niż woda lub klatki E•5.3H2O. Nawet przy braku smaku w potocznym rozumieniu tego słowa miłośnicy wódki mogą wykazywać preferencje w stosunku do określonej struktury.

Pozostali naukowcy nie są pewni, czy w temperaturach pokojowych układy woda-cząsteczka naprawdę występują. Nibykrystaliczne klatki (kompleks klatratowy), które fizycznie więżą inne cząsteczki, przeważnie pojawiają się w bardzo niskich temperaturach i przy wysokim ciśnieniu – podkreśla Joel Eaves z University of Colorado.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szkoda że Wyborowej do testów nie wzieli :D

ale czegoś tu nie rozumiem, skoro jest pięć 40% wódek to czym one się będą różnić? Jak to jest że jedna 40% wódka będzie bardziej a druga 40% mniej ustrukturyzowana, a przez to gorsza?

Share this post


Link to post
Share on other sites

O ile dobrze pamiętam, w wódkach obecne są też fuzle (alkohole o dłuższych łańcuchach węglowych), które mają paskudny smak. O rodzaju wódy decyduje metoda ich usuwania i niwelacji tego smaku, np. za pomocą różnych esencji. To niestety pozostałości dawno nieużywanej wiedzy teoretycznej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kwestia fuzli jest zależna też od temperatury destylacji i momentu, w którym ową destylację się kończy. Wiadomo jakość jest odwrotnie proporcjonalna do czasu(temperatury) a dla biznesmenów(wytwórców alkoholu) liczy się przede wszystkim czas.

 

Gorzelniczy kiper jest w stanie wyczuć różnicę pomiędzy wielokrotnie destylowanym bimbrem i kupną wódką...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Różnice w "smaku" wódek znaczą: mniej lub bardziej paskudne.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@czesu: wszystko racja, ale dochodzi jeszcze fakt, że fuzle zawsze są obecne w destylacie z gorzelni, a można je wyczuć nawet przy śladowych ilościach. Nie interesowałem się tym specjalnie, jednak - o ile prawidłowo kojarzę - dobrze sterowane tankofermentory potrafią znacznie przyspieszyć proces produkcji piwa bez utraty jakości. Być może w gorzelniach jakieś bardziej kapryśne drożdże mieszkają...

Share this post


Link to post
Share on other sites

@czesu: wszystko racja, ale dochodzi jeszcze fakt, że fuzle zawsze są obecne w destylacie z gorzelni, a można je wyczuć nawet przy śladowych ilościach.

nie rozumiem w takim razie czemu odniesienie do mnie, nie przeczyłem istnieniu fuzzli, tylko stwierdziłem, że ich ilość, a więc i smak wódki jest zależny przede wszystkim od procesu destylacji, później dochodzi to co pisałeś o filtrowaniu. Jak dla mnie gdyby 2 różne destylarnie stosowały dokładnie ten sam przepis osiągnęły by dokładnie tą samą wódkę, tyle że jak to zwykle bywa przepis w przypadku starych gorzelni jest wynikiem wieloletnich eksperymentów i nikt nie będzie się bawił w eksperymentowanie, skoro ludzie kupują i cenią smak.

 

Nie interesowałem się tym specjalnie, jednak - o ile prawidłowo kojarzę - dobrze sterowane tankofermentory potrafią znacznie przyspieszyć proces produkcji piwa bez utraty jakości.

piwo tojednak ciupkę inny produkt z inną technologią wytwarzania, wystarczy powiedzieć, że nie masz czegoś takiego jak destylacja w przypadku piwa.

 

Być może w gorzelniach jakieś bardziej kapryśne drożdże mieszkają...

to jest jasne jak słońce. dla drożdży gorzelniczych istnieją tylko 2-3 warunki przydatności: szybkość przetwarzania cukru/skrobii na alkohol, procent przy którym drożdże padają no i czas fermentacji liczony w godzinach, a nie tygodniach/miesiącach.

Share this post


Link to post
Share on other sites
nie rozumiem w takim razie czemu odniesienie do mnie

 

Chodziło o ich 'śladowość' - one podobno są bardzo skuteczne (coś jak dziegieć). Nawet jeśli się dba o proces, to myślę i tak trzeba je usuwać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Też chciałbym wtrącić 3 grosze.

 

Destylacja rektyfikacyjna (ciągła) , a o takiej mówimy w przypadku gorzelni nie jest procesem pozwalającym uzyskać czysty etanol, nie jest doskonała. Zacier, który jest cieczą będąca mieszaniną wielu pochodnych procesu metabolicznego rozkładu cukru jakim jest glukoza ( drożdże żywią się glukozą, ale potrafią w mniejszym czy większym stopniu trawić - rozkładać - większe cukry i przetwarzać je - dlatego np na piwo warzy się brzeczkę, enzymy zawarte w słodzie rozkładają skrobię na glukozę fruktozę i sacharozę ). Podczas fermentacji - oddychania drożdży - powstają alkohole o dłuższych łańcuchach, ketony ,estry kwasy org. - przeważnie obecne w trakcie przygotowywania zacieru -i jedne z gorszych aldehydy - zależy to również od szczepu drożdży. Najmniej pożądanym składnikiem jest METANOL , który ZAWSZE towarzyszy fermentacji. Ogólnie im szybszy proces więcej metanolu - "czas to pieniądz". Z metanolem jest problem taki iż w procesie destylacji nie da się go całkowicie oddestylować - bliskie temp. wrzenia i generalnie wł. chem i fiz. Są odpowiednie normy zawartości itp. Gorzelnie sobie z tym radzą lepiej i gorzej. Wiec muszą usunąć z destylatu po pierwszej destylacji tak jak pisałem: aldehydy, ketony, estry, metanol i trochę jeszcze innych "fuzli". Robi się to w prostych procesach chem. dodając silnych utleniaczy np KMNO4 a później hydroliza estrów przez dodanie NaOH - popularny kret do rur. Po każdej destylacji robi się analizę, "oczyszcza" i destyluje jeszcze raz. Stosuje się oczywiście też filtracje np Węgiel Aktywny, który bardzo dobrze radzi sobie z wychwytywaniem "fuzli". Dlatego na etykietach można często przeczytać destylowana 3 razy... 7 razy .. doskonały proces filtracji... :D.

Ale i tak wychodzi niezła mieszanina. Dlatego dobre gatunkowo wódki leżakują - pozwala to na harmonizację "smaku" , śladowe ilości aldehydów się powolutku utleniają tlenem rozpuszczonym z powietrza.

 

Można też uzyskiwać "dość" czysty etanol (ok 96%) przemysłowo w procesie ekstrakcji z benzenem. Ale śladowe ilości benzenu dyskwalifikują taki etanol do celów spożywczych.

 

To tyle mojej wiedzy - może być troszkę dziurawa, za błędy merytoryczne przepraszam jeśli takie są.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Większość na pewno tęż słyszała o procesie "majenia wódki " :D i, że można się pochorować wódką która się " nie przegryzła ". A dzieje się tak ponieważ po dodaniu spirytusu do wody tworzą się właśnie hydraty, początkowo bardzo skondensowane struktury i trzeba czasu aby cząsteczki się zdysocjowały i ustaliła równowaga. Domowym sposobem na sprawdzenie jest uderzenie nożem w szklaną butelkę z wódką. Jak dźwięk głuchy to jeszcze trzeba poczekać. Można też sprawdzić "markowe wódki" jak szybko od wstrząśnięcia butelką dźwięk staje się bardziej "dźwięczny".

Znanym też sposobem na przyspieszenie dojrzewania "naszego" alkoholu jest od czasu do czasu wstrząsanie butelką - tlen zawarty w przestrzeni nad cieczą łatwiej rozpuszcza się i powolutku utlenia ... :D

 

A na koniec dodam iż "niedojrzały alkohol" może w ciekawy sposób zamarznąć. Tzn gdy tworzy się dużo hydratów mogą podczas zmrażania powstawać lodowe igiełki wewnątrz butelki.

 

To tyle mojego doświadczenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Też chciałbym wtrącić 3 grosze.

Już było wtrącone  :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

[...] A dzieje się tak ponieważ po dodaniu spirytusu do wody tworzą się właśnie hydraty, początkowo bardzo skondensowane struktury i trzeba czasu aby cząsteczki się zdysocjowały i ustaliła równowaga. [...]

 

Imho, jest zupełnie odwrotnie. Woda jest polarna i jest zasadniczo ciekłym kryształem. Dlatego jest dość sztywna i przenosi dragania - uderzona butelka ładnie dźwięczy. Pod dodaniu alkoholu, czy dodaniu do wódki soku (substancje rozpuszczające się niejonowo), ta struktura jest niszczona. Po wytworzeniu hydratów (nic innego jak etanol otoczony wodą) odtwarza się struktura ciekłokrystaliczna. Gorzała znowu dźwięczy - jest "przegryziona" ale trzeba na to czasu.

 

Najzabawniejsze jest, że chciałem tę tezę zwerfikować doświadczalnie (20 lat temu) a tu czytam, że Mendelejew był pierwszy <rotfl> Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że 20 lat temu nie było wikipedi a strony z Chemical Abstracts były nagminnie wydzierane bo ten papier wspaniale nadawał się na skręty. ;D

Share this post


Link to post
Share on other sites
Naruszenie tych wodnych klatek przez zanieczyszczenia lub zwykłe wstrząsanie wpływa na smak.

 

To znaczy polepsza, czy pogarsza? Bo na wódkach kompletnie się nie znam. Po lekturze dyskusji pogubiłem się, czy wódka ma dźwięczeć, czy nie dźwięczeć, czy ją mieszać… :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

W piwku i winie każda zmiana jest szkodliwa dla gotowego produktu (transport, whania temperatury). Ale badanie pogorszenia jakości wody ognistej to dla mnie abstrakcja. To są aż tacy koneserzy tego napitku?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oj są ...

 

jako osoba paląca, nie odróżniam gorzały z ziemniaków od żytniej czy jakiejkolwiek innej. Ale nie "przegryziony" roztwór etanolu jest łatwo rozpoznawalny i okropny w smaku. Dotyczy to też zaprawiania białej wódki sokami.

Share this post


Link to post
Share on other sites

dla mnie czysta to czysta ;) nie odróżniam Absolwenta, czy Sobieskiego od Finlandii, która jest dużo droższa. Ale czasem ejst takiego coś dziwnego, ze "lepiej wchodzi". Od czegoś to musi zależeć.

Może coś w tym jest, może to dla snobów.. Nie obrażając oczywiście nikogo. Ale jak widzę synków co ledwo dowód dostali i idą sobie kupić "dobrą" wódkę, sięgają po Finlandię to trochę mnie to śmieszy :D

 

btw, ciekawe jak jest z podobnymi trunkami, np. whisky. To to mogę pić :) tylko czy tu też wpływa to wstrząsanie, dźwięczenie itd?

 

ps, toonek bardzo ciekawe informacje, teraz będę robić testy nożowe :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niedawno pisaliśmy o rwandyjskim winie z buraków, teraz przyszedł czas na holenderską wódkę z cebulek tulipanów.
      Dutch Tulip Vodka to pomysł 34-letniego Jorisa Putmana, który najpierw był aktorem, a 4 lata temu postanowił coś wynaleźć. Początkowo nie wiedział, co to by miało być, ale na pewno miało się wiązać z holenderskim symbolem narodowym - tulipanem.
      Po kilku latach prac, eksperymentów i wielu próbach przekonania innych, że wódka z tulipanów to naprawdę dobra rzecz, Dutch Tulip Vodka podbija europejskie restauracje z gwiazdkami Michelina.
      W pewnym momencie przyjaciele zasugerowali, by postawić na bimber ze zbóż, ale dla Putmana byłoby to po prostu powtarzanie czegoś, co ludzie robią już od bardzo dawna. Sugestia wystarczyła jednak, by połączyć wszystkie elementy układanki. Od razu wyobraziłem sobie tulipany, alkohol, wódkę. Nie minęło dużo czasu i zacząłem [...] pracować nad planami testów.
      Wbrew pozorom uzyskanie 40-procentowej wódki z cebulek tulipanów i wody nie jest wcale łatwe. Doskonalenie procesu produkcyjnego trwało aż 2 lata (czas mógł się wydłużyć, bo Putman ukrywał się z tym przed rodziną i przyjaciółmi).
      Proces produkcyjny jest, oczywiście, okryty tajemnicą, ale wiadomo, że destylacja jest 3-krotna i przebiega w kolumnie zapewniającej ekstremalną precyzję. Wytworzenie jednej partii trwa do 3 miesięcy. Pod warunkiem, że wszystko przebiega dobrze i wśród cebulek nie ma żadnej skażonej. By uniknąć takich wypadków, Putman kupuje cebulki od polegającego na hodowli organicznej rolnika z północnej Holandii.
      Destylarnia Clusius Craft Distillers, nazwana tak na cześć botanika Julesa Charlesa de L'Écluse'a (po łac. Carolusa Clusiusa), który wprowadził tulipany do Holandii, przetwarza ok. 4800 cebulek dziennie. W ofercie znajdują się dwie odmiany wódki: 1) Pure z cebulek tulipanów i wody (kosztuje 295 euro) oraz 2) Premium z domieszką destylatu ze zbóż (za 48 euro). Do produkcji butelki Pure potrzeba circa 350 cebulek, do Premium wystarczy tylko ok. 40.
      Clusius Craft Distillers wystartowała ze sprzedażą wódki z tulipanów niemal przed rokiem (w grudniu 2017 r.) i dotąd zużyła 4 mln cebulek.
      Wódka z tulipanów zaczęła też "podbój" Polski. Jakiś czas temu holenderski ambasador Ron van Dartel podarował ją polskiemu ministrowi rolnictwa.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wirtualna rzeczywistość może zmieniać odczuwanie smaku.
      Kiedy jemy, postrzegamy nie tylko smak i aromat pokarmów. Docierają do nas informacje czuciowe z otoczenia - z naszych oczu, uszu - a nawet wspomnienia dot. otoczenia - wyjaśnia prof. Robin Dando z Uniwersytetu Cornella.
      Podczas eksperymentu ok. 50 osobom noszącym hełm do rzeczywistości wirtualnej dano 3 identyczne próbki sera z niebieską pleśnią. Dzięki goglom ochotnicy mogli kosztować sera w standardowej kabinie sensorycznej, na ławce w parku albo w uniwersyteckiej oborze (oglądali panoramiczne wideo 360 stopni).
      Badani nie mieli świadomości, że próbki są identyczne i w oborze oceniali smak jako znacząco bardziej ostry. Gdy w kontrolnej części eksperymentu ochotnicy oceniali słoność 3 próbek, nie wykryto między nimi istotnych statystycznie różnic.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Kiperzy zawdzięczają swój wyostrzony smak przede wszystkim uwarunkowaniom biologicznym. Przeciętni konsumenci wina mogą być ślepi na doskonale dla nich wyczuwalne niuanse, a nawet podstawowe właściwości trunku, takie jak równowaga słodyczy i kwasowości. Stąd wątpliwości, czy autor opisu wina nie zmyślił przypadkiem nut owocowo-drzewnych i posmaku orzechów...
      We wstępnej fazie studium 330 uczestnikom spotkań kiperskich z Ontario w Kanadzie dano do wypełnienia krótki kwestionariusz, który pozwalał określić zaangażowanie enologiczne. Dzięki temu w eksperymencie uwzględniono dwie grupy osób: 1) producentów i kontrolerów wina, dziennikarzy/pisarzy specjalizujących się w tematyce enologicznej i sędziów winiarskich oraz 2) zwykłych konsumentów wina. Naukowcy podawali im próbki bezzapachowej substancji o gorzkim smaku - propylotiouracylu (PROB).
      Okazało się, że dla enologów PROB był skrajnie gorzki, a dla pozostałych pozbawiony smaku albo lekko gorzki. Statystycznie te 2 grupy były bardzo różne pod względem wrażliwości na goryczkę. O ile więc uczenie pozwala zdobyć doświadczenie i rozwinąć zdolność komunikowania swoich odczuć, o tyle gros samej wrażliwości smakowej wydaje się kwestią genów.
      Prof. John Hayes z Penn State oraz Gary Pickering z Brock University zauważają, że ludzie odważnie próbujący nowych pokarmów częściej miewają także ochotę na kosztowanie nowych win i napojów alkoholowych, ale doświadczenie kulinarne niekoniecznie stanowi dobry prognostyk "sprawności" enologicznej. Eksperci od wina lubią z kolei poznawać nowe wina i alkohole, ale nie przekłada się to na ciekawość w stosunku do nieznanych dań/produktów.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Nasz język wykazuje powinowactwo do tłuszczu, co umożliwia jego wykrywanie. Osoby z różnymi wariantami genu CD36 wykazują różną wrażliwość na "tłusty" smak (Journal of Lipid Research).
      Ostatecznym celem jest zrozumienie, jak nasze postrzeganie tłuszczu w pokarmach może wpłynąć na to, jakie produkty/dania wybieramy i w jakich ilościach je spożywamy. W ramach omawianego studium odkryliśmy, że jedną z potencjalnych przyczyn zmienności osobniczej jest to, jak ludzie wyczuwają tłuszcz. Jak wykazano ostatnio, może być tak, że konsumując więcej tłuszczu, stajemy się na niego mniej wrażliwi i by osiągnąć satysfakcję, musimy zwiększać konsumpcję - opowiada dr Nada A. Abumrad ze Szkoły Medycznej Uniwersytetu Waszyngtona w St. Louis.
      Amerykanie ustalili, że osoby, które wytwarzają więcej odpowiadającego za wychwyt kwasów tłuszczowych białka CD36, łatwo wyczuwają obecność tłuszczu. Okazało się, że badani produkujący najwięcej CD36 byli 8-krotnie bardziej wrażliwi, jeśli chodzi o wykrywanie tłuszczu niż osoby produkujące go o połowę mniej.
      W studium wzięło udział 21 ludzi ze wskaźnikiem masy ciała wynoszącym 30 lub więcej. Poproszono ich o spróbowanie roztworów z 3 kubków. Jeden zawierał niewielką ilość oleju. Pozostałe napełniono substancjami przypominającymi konsystencją olej, które w rzeczywistości nim nie były. Zadanie polegało na wytypowaniu zawartości różniącej się od reszty.
      Z każdym z ochotników wielokrotnie przeprowadzaliśmy ten sam 3-kubkowy test, by określić próg, przy którym identyfikuje tłuszcz w roztworze - wyjaśnia dr M. Yanina Pepino. By wyeliminować wskazówki wzrokowe i zapachowe, eksperyment przebiegał przy czerwonym świetle, a badani mieli na nosie klamerkę.
      Wcześniej naukowcy sądzili, że ludzie rozpoznają tłuszcz dzięki konsystencji, ale wyniki studium zespołu z Uniwersytetu Waszyngtona sugerują, że tłuszcz wpływa na język tak samo, jak substancje odpowiadające za smaki.
      Badania nad funkcją CD36 u ludzi poprzedziły eksperymenty na zwierzętach. Wykazały one, że gdy wyhodowano zwierzęta pozbawione działającego CD36, nie preferowały one tłustych pokarmów. Brak białka sprawiał też, że miały problemy z trawieniem tłuszczów. Uważa się, że do 20% ludzi dysponuje wariantem genu CD36 warunkującym wytwarzanie mniejszych ilości białka CD36.
      U zwierząt dieta oddziałuje na ilość produkowanego CD36. Jeśli u ludzi byłoby tak samo, wysokotłuszczowa dieta mogłaby prowadzić do ograniczenia produkcji CD36 i spadku wrażliwości na tłuszcz - wyjaśnia Pepino. Ilość powstającego w organizmie CD36 zależy zatem zarówno od genów, jak i od diety.
      Podczas testów Pepino i Abumrad podawały ludziom wolne kwasy tłuszczowe i trójglicerydy. Podczas badań na zwierzętach ustalono, że białko CD36 jest aktywowane przez kwasy tłuszczowe, ale nie przez trójglicerydy, jednak ludzie wyczuwali smak i tych, i tych. Pepino sądzi, że przyczyną jest działalność enzymu śliny lipazy, który rozkłada trójglicerydy, uwalniając kwasy tłuszczowe w momencie, gdy pokarm pozostaje jeszcze w ustach. Gdy badanym podano orlistat, lek blokujący enzymy trawienne należące do lipaz, nadal mogli oni wyczuwać kwasy tłuszczowe, ale utrudniało to detekcję trójglicerydów.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Nadmierne przywiązanie do dziecięcych rytuałów oraz nadwrażliwość smakowa i dotykowa, np. na teksturę tkaniny, mogą zwiastować rozwój zaburzeń obsesyjno kompulsywnych (ZOK). Wg psychologów, kiedy dzieci doświadczają podwyższonej wrażliwości zmysłowej, odwołują się do zachowań rytualnych, by lepiej poradzić sobie ze środowiskiem. W dłuższej perspektywie może to prowadzić do ZOK (Journal of Behavior Therapy and Experimental Psychiatry).
      Prof. Reuven Dar z Uniwersytetu w Tel Awiwie nabrał podejrzeń, że może tak być, gdy pracował z pacjentami z ZOK, którzy wspominali, iż jako dzieci byli bardzo wrażliwi na dotyk i smak. Potem dzięki badaniom kwestionariuszowym potwierdzono, że rzeczywiście istnieje bezpośredni związek między sposobem, w jaki układ nerwowy zarządza napływającymi danymi czuciowymi a rytualnymi i obsesyjno-kompulsywnymi zachowaniami.
      W ramach pierwszego studium rodziców przedszkolaków proszono, by wypełnili 3 kwestionariusze. Pierwszy dotyczył stopnia rytualizacji zachowania, np. potrzeby powtarzania określonych działań lub porządkowania obiektów w określony sposób. Drugi oceniał lęk, dlatego wypytywano o reakcje na obcych, przywiązanie do członków rodziny czy zamartwianie się o rezultaty działań. Trzeci kwestionariusz służył do zbadania reakcji na codzienne doświadczenia zmysłowe, w tym dotyk oraz nieznane/nietypowe smaki i zapachy.
      W drugim studium 314 dorosłych poproszono o wzięcie udziału w online'owym sondażu. Tak jak w przypadku dzieci, dotyczył on 3 podstawowych obszarów: tendencji obsesyjno-kompulsywnych, poziomu lęku oraz wrażliwości na stymulację smakowo-dotykową.
      W obu grupach wiekowych wykryto silny związek między nadwrażliwością a tendencjami obsesyjno-kompulsywnymi. U dzieci prowadziło to do zachowań rytualnych, a u dorosłych do objawów ZOK.
      Dar uważa, że gdy dziecko jest bardzo wrażliwe na jakąś woń lub dotyk, odbiera świat jako agresywny, zagrażający. Rytualizm jest więc mechanizmem obronnym, który pozwala odzyskać kontrolę nad światem i sobą.
      W przyszłości Dar chce zgromadzić dużą grupę dzieci i przeprowadzić badania podłużne, które pozwoliłyby lepiej zrozumieć związek między nadwrażliwością sensoryczną w dzieciństwie a ZOK w dorosłości.
×
×
  • Create New...