Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags 'Leonardo da Vinci'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 14 results

  1. KopalniaWiedzy.pl

    Tworzył tak dobre dzieła, bo miał zeza?

    Analiza portretów i autoportretów Leonarda da Vinci pokazała, że renesansowy mistrz miał najprawdopodobniej zeza, co ułatwiało mu odtwarzanie trójwymiarowych kształtów w obrazach i rzeźbach. Prof. Christopher Tyler z City, University of London analizował relatywne położenie źrenic w szparach ocznych w 6 dziełach sztuki będących portretami bądź autoportretami da Vinciego (2 rzeźbach, 2 obrazach olejnych i 2 szkicach): u człowieka witruwiańskiego (autor: da Vinci), Dawida (Andrea del Verrocchio), "Młodego wojownika" (del Verrocchio), "Jana Chrzciciela w wieku młodzieńczym" (da Vinci), a także u "Zbawiciela świata" (da Vinci) i na kolejnym prawdopodobnym autoportrecie da Vinciego. Wyniki pomiarów wskazują, że mistrz miał zeza okresowego (intermittent strabismus), który pozwalał mu się przełączać między wykorzystywaniem dwojga oczu - widzeniem stereoskopowym  z postrzeganiem głębi - a posługiwaniem się jednym okiem, czyli widzeniem jednoocznym. To ostatnie przydawało się, gdy chciał zinterpretować trójwymiarowy obraz na płaskim dwuwymiarowym płótnie. Uważa się, że zeza miało kilku wielkich artystów - od Rembrandta po Picassa. Wydaje się, że da Vinci także należał do tego grona. Dowody pokazują, że da Vinci miał zeza rozbieżnego (jedno oko "uciekało" na zewnątrz), a średnia wielkość odchylenia zezowego, czyli kąt zeza, z 5 dzieł wynosi −10,3°. « powrót do artykułu
  2. KopalniaWiedzy.pl

    Odkryto najstarszą kopię Mony Lizy

    W Muzeum Prado odkryto najstarszą znaną kopię Mony Lizy Leonarda da Vinci. Szacuje się, że powstała w tym samym czasie, co oryginał. Gdy mistrz malował swoją wersję, jeden z jego uczniów pracował nad kopią. Przedstawiciele muzeum przyznali, że przed konserwacją, w czasie której pod warstwami czarnej farby znaleziono coś niespodziewanego, nikt nie zdawał sobie sprawy z wartości obrazu. Na początku sądzono, że to replika namalowana po śmierci renesansowego artysty, tymczasem tak naprawdę powstawała u jego boku i pod jego nadzorem. Dzięki niej można stwierdzić, jak naprawdę wyglądała modelka. Przez stulecia na oryginale jej rysy uległy zatarciu. Powierzchnię portretu pokrył bowiem brud i popękany werniks, których w najbliższym czasie na pewno nie będzie się usuwać. Informując o przełomowym odkryciu na sympozjum zorganizowanym przed 2 tygodniami w londyńskiej National Gallery, konserwatorzy podkreślili, że osoba z kopii wyglądała bardziej świeżo i młodo (jakby miała dwadzieścia kilka lat). Choć sam portret był dobrze namalowany, czarne tło niszczyło cały efekt. Ponieważ wcześniej wydawało się, że kopię stworzono na dębinie, założono, że ma flamandzkie korzenie. Później okazało się, że to nie dąb, ale orzech, często używany przez włoskich malarzy (oryginalną Monę Lizę namalowano na brzezinie). Oryginał i kopia z Prado mają podobne wymiary. Wynoszą one, odpowiednio, 77x53 cm oraz 76x57 cm. Na londyńskiej konferencji konserwatorzy ujawnili, że ciemne tło było późniejszym dodatkiem. Pokazali zdjęcie portretu po usunięciu 90% czarnej farby. Toskański krajobraz zdecydowanie zmienił wygląd kobiety. Miguel Falomir, kurator malarstwa włoskiego w Muzeum Prado, powiedział na konferencji prasowej, że Leonarda da Vinci i kopistę musiały łączyć silne więzi. Kopia powstawała w warsztacie mistrza. Oryginał i kopia stały zapewne obok siebie i razem "ewoluowały". Są identyczne, ale mistrz nie ingerował w proces kopiowania. Możliwe, że uczeń spotkał modelkę, a nawet widział, jak pozowała mistrzowi. Jeszcze w lutym odnowiona kopia zostanie wystawiona w Prado, a w marcu trafi do Luwru.
  3. KopalniaWiedzy.pl

    Torebka projektu Leonarda da Vinci

    Leonardo da Vinci jest znany ze swoich technicznych przedsięwzięć i szkiców. Mało kto o tym wie, ale Kodeks Atlantycki zawiera także fragmenty rysunków damskiej torebki. Mistrz zaprojektował ją ok. 1497 r. Dzięki wysiłkom dwojga naukowców udało się odtworzyć design i po 500 latach życia w ukryciu La Pretiosa ujrzała wreszcie światło dzienne na pokazie domu mody Gherardini. Rysunek torebki odnalazł i opublikował w 1978 r. specjalizujący się w twórczości Leonarda da Vinci Carlo Pedretti. Potrzeba było jednak kolejnych 3 dekad, by Agnese Sabato i Alessandro Vezzosi z Museo Ideale Leonardo Da Vinci zabrali się za składanie elementów układanki. Torebka z cielęcej skóry z wytłoczoną z mosiądzu rączką, nad której wykonaniem czuwała Carla Braccialini z Gherardini, zadebiutowała na specjalnym pokazie we Florencji. Później przez 3 dni można ją było podziwiać w Accademia delle Arti del Disegno, pierwszej europejskiej szkole rysunku. Jak podkreśla Vezzosi, z wyglądu torebka przypomina bok pulpitu z obrazu Zwiastowanie (1470-73). Zdobią ją m.in. meandrujące motywy roślinne. Uwagę przyciąga też ciekawe zapięcie. Dom mody przewidział serię zaledwie 99 ręcznie wykonanych torebek. Od marca mają się znaleźć w ofercie firmowych butików. Da Vinci miał zdecydowane poglądy na modę renesansu. Potępiał np. nadmierne zdobienia oraz fakt, że stroje i buty były często po prostu za ciasne. Zaprojektował nie tylko torebkę, ale i ubrania oraz różne akcesoria.
  4. KopalniaWiedzy.pl

    Mona Liza była mężczyzną?

    Silvano Vinceti, włoski historyk sztuki, przekonuje, że Leonardo da Vinci namalował twarz Mona Lizy, wzorując się na fizjonomii swojego młodego kochanka. Modelem miałby być Gian Giacomo Caprotti. Caprotti, znany jako Salai, pracował z da Vinci przez ponad 20 lat, począwszy od 1490 roku. Vinceti opisuje ich relację jako dwuznaczną, dodając, że w kilku pracach mistrza, włączając w to "Jana Chrzciciela" i "Anioła wcielonego" (rysunek, na którym widnieje mężczyzna w pełnej erekcji), sportretowano właśnie Salai. Zespół uważa, że można dostrzec uderzające podobieństwa między twarzą Mona Lizy i fizjonomią np. Jana, co wskazywałoby, że na obu widnieje de facto jedna i ta sama osoba – Caprotti. Inni historycy sztuki podchodzą do tych rewelacji sceptycznie, a jeden z autorytetów w dziedzinie da Vinci podsumowuje je krótko – "bezpodstawne".
  5. KopalniaWiedzy.pl

    Prawdziwy kod z oczu Mona Lizy

    W oczach Mona Lizy ukryte są litery i cyfry. Gołym okiem ich nie widać, ale pod szkłem powiększającym już tak – opowiada Silvano Vinceti, szef włoskiego Narodowego Komitetu Dziedzictwa Kulturowego. W prawym oku wydają się widnieć litery LV, co może oznaczać Leonardo da Vinci. W lewym oku też są symbole, ale nie tak dobrze zdefiniowane. Trudno je odczytać, lecz wydaje się, że są to litery CE lub litera B. W łuku mostu w tle można dostrzec liczbę 72; może to również być L i cyfra 2. Trzeba pamiętać, że obraz ma [...] 500 lat i nie jest tak wyraźny jak wtedy, gdy właśnie powstał. Na podstawie wstępnego dochodzenia, jakie przeprowadziliśmy, jesteśmy pewni, że symbole nie są pomyłką i zostały tam umieszczone przez artystę. Badania rozpoczęły się dzięki zdarzeniu, które spokojnie mogłoby trafić na strony książki sensacyjnej, np. Dana Browna. Jeden z członków Komitetu natrafił bowiem w antykwariacie na stary wolumin traktujący właśnie o symbolach w oczach Giocondy. Vinceti tłumaczy, że Mona Liza była dla Leonarda da Vinci ważnym obrazem. Pod koniec życia wszędzie ją ponoć ze sobą zabierał. Wiemy także, że da Vinci był bardzo tajemniczy i wykorzystywał w swoich pracach symbole, by przekazywać wiadomości. Kto wie, może to nawet wyznanie miłości osobie uwiecznionej na obrazie.
  6. KopalniaWiedzy.pl

    Ekshumacja Leonarda da Vinci

    Naukowcy z włoskiego Narodowego Komitetu Dziedzictwa Kulturowego zamierzają ekshumować szczątki Leonarda da Vinci, by zrekonstruować jego twarz. W ten sposób chcą sprawdzić, czy Mona Liza może być jego zamaskowanym autoportretem. Włosi prowadzili rozmowy w sprawie otwarcia grobu z zamku Amboise w dolinie Loary z właścicielami obiektu i francuskimi władzami. Negocjacje zakończyły się zasadniczym porozumieniem co do reguł projektu. Oficjalne pozwolenie zostanie wydane latem tego roku. Debata związana z tożsamością tajemniczo uśmiechniętej kobiety z obrazu toczy się od lat. Niektórzy eksperci sugerują, że renesansowy artysta namalował siebie w skórze przedstawicielki płci przeciwnej, ponieważ bardzo lubił zagadki. Jeśli uda nam się znaleźć czaszkę Leonarda, zrekonstruujemy jego twarz i porównamy ją z fizjonomią Mona Lizy – wyjaśnia antropolog Giorgio Gruppioni. Pierwotnie da Vinci został pochowany na zamku Amboise w kościele Saint Florentin, który uległ zniszczeniu podczas rewolucji francuskiej w 1789 r. W 1863 r. poeta i leonardysta Arsène Houssaye odkrył w dawnej kolegiacie niemal cały szkielet oraz fragmenty płyty nagrobnej z literami EO...DUS VINC. Szczątki umieszczono w kaplicy świętego Huberta. Silvano Vincenti, szef ekipy ubiegającej się o ekshumację, opowiada, że zostanie przeprowadzone badanie metodą datowania węglowego, a próbki DNA z kości i zębów domniemanego Leonarda będą porównane do materiału genetycznego jego męskich potomków z Bolonii.
  7. KopalniaWiedzy.pl

    Ostatnia wieczerza z kostek

    Graficy z kanadyjskiej grupy Cube Works odtworzyli Ostatnią wieczerzę Leonarda da Vinci z 4050 kostek Rubika. To kolejne nowatorskie podejście do sztuki, wcześniej dużą popularnością cieszyły się m.in. trójwymiarowe modele z wykałaczek. Dzieło mierzy 518x259 cm i jako największa tego rodzaju praca trafiło do Księgi rekordów Guinnessa. Dość szybko znalazło nabywcę – prywatnego kolekcjonera. Artyści traktują pojedyncze kosteczki jak piksele. Tworzą bardzo różne obrazy, od inspirowanych Warholem popartowskich portretów Marilyn Monroe i słynnej zupy Campbella po obraz renesansowego mistrza. Podkreślają, że w ten niecodzienny sposób mogą też odtwarzać reprodukcje dostarczone przez klientów. Trzeba przyznać, że z pewnej odległości trudno zauważyć, że obraz powstał z kostek, a nie w wyniku wielu pociągnięć pędzla.
  8. KopalniaWiedzy.pl

    Od odcisku do autora

    Dzięki odciskowi palca, który w dużym stopniu przypomina ślad znaleziony na przechowywanym w Pinakotece Watykańskiej obrazie Święty Hieronim na pustyni (1479-81), odkryto najprawdopodobniej nowy portret pędzla Leonarda da Vinci. Przedstawia on młodą kobietę i jest datowany na koniec XV wieku. Dokonali tego specjaliści z pewnego paryskiego laboratorium. Dzięki ich wysiłkom zmieniono nie tylko katalogowe, ale i historyczne miejsce, zajmowane przez obraz uznawany dotąd za dzieło niemieckie z początku XIX wieku. Wcześniej portret uwiecznionej z profilu kobiety dwukrotnie – w 1998 i 2007 r. - sprzedano za ok. 19 tys. dolarów. Teraz jego cena znacznie wzrosła i szacuje się ją na kilkadziesiąt milionów dolarów. Odcisk palca znaleziono w górnym lewym rogu obrazu. Pozostawił go czubek wskazującego bądź środkowego palca. Bardzo przypomina on ślad wykryty na wizerunku świętego Hieronima ze Strydonu. Dzieło to powstawało na początku kariery renesansowego mistrza, kiedy nie korzystał on jeszcze z pomocy asystentów. Stąd wniosek, że ślad palca należał właśnie do Leonarda. Analizy w podczerwieni wykazały znaczące podobieństwa stylistyczne obu obrazów. W jednym i drugim przypadku rysunek i cieniowanie wykonała osoba leworęczna (a da Vinci nią był). Ubiór i uczesanie modelki odpowiada modzie mediolańskiej z końca XV wieku. Datowanie radiowęglowe dało zresztą podobne rezultaty. Martin Kemp, emerytowany profesor historii sztuki z Uniwersytetu Oksfordzkiego, sądzi, że kobietą z portretu mogła być Bianca Sforza. Obraz mierzy 33x23 cm. Do odkrycia jego prawdziwej tożsamości doprowadziły wątpliwości ostatniego właściciela, Kanadyjczyka Petera Silvermana.
  9. KopalniaWiedzy.pl

    Skok w stylu da Vinci

    Parę lat temu w polskich muzeach można było oglądać wystawę drewnianych modeli maszyn, wykonanych na podstawie szkiców Leonarda da Vinci. Podziwianie z pewnej odległości to jedno, lecz korzystanie z nich to zupełnie inna sprawa. Trzydziestosześcioletni Szwajcar Olivier Vietti-Teppa wykazał się ostatnio dużą odwagą, bezgranicznie ufając geniuszowi renesansowego artysty i naukowca. Skoczył ze spadochronem uszytym na podstawie jego szkicu z 1485 roku. Ryzykowny eksperyment przeprowadził w Payerne w zachodniej Szwajcarii. [sprzęt] działał doskonale. Nie mogłem nim sterować, ale na szczęście sfrunąłem na ziemię. Mężczyzna wylądował na płycie miejscowego lotniska wojskowego. Przyznał, że ze względów bezpieczeństwa miał na plecach współczesny spadochron. Mógł się nim poratować, gdyby ten wykonany według wytycznych z manuskryptu da Vinci nie zadziałał. Spadochron obmyślony przez renesansowego mistrza składał się z czterech trójkątów równobocznych, które po zeszyciu wyglądały jak spiczasty ostrosłup czworokątny z kwadratową podstawą z siatki przypominającej moskitierę (to ona umożliwiała otwarcie). Olivier Vietti-Teppa jest pierwszym człowiekiem, któremu udało się wylądować na sprzęcie wymyślonym 523 lata temu. W 2000 roku podobną próbę podjął Brytyjczyk Adrian Nicholas, musiał jednak skorzystać z planu awaryjnego. Spadochron Szwajcara uszyto z nowoczesnych tkanin. Każdy trójkąt miał powierzchnię ok. 6 m2. Do brzegów materiału, tak jak w projekcie da Vinci, przyszyto liny. Było ich jednak więcej, niż przewidział Włoch. Zrezygnowano też z drewnianej ramy. Niestety, takim spadochronem nie da się manewrować i pozostaje zawierzyć swój los powiewom wiatru oraz różnego rodzaju prądom powietrznym. Zdjęcia projektu i jego realizacji można podziwiać na stronach Daily Mail.
  10. KopalniaWiedzy.pl

    Szachowe rysunki da Vinci

    W zeszłym roku w prywatnej kolekcji w Gorycji znaleziono zaginiony dawno temu manuskrypt franciszkańskiego matematyka Luca Paciolego. Zbiór zagadek De ludo scacchorum został napisany ok. roku 1500. W książce znalazł się opatrzony rysunkami opis gry w szachy. Ponieważ Pacioli przyjaźnił się z Leonardem da Vinci, przypuszcza się, że to renesansowy mistrz jest autorem objaśniających rycin. Pacioli poznał da Vinci na wykładach wygłaszanych w Mediolanie. Potem nawiązali współpracę. Jak dotąd, opublikowano 3 z 48 stron manuskryptu. Widnieją na nich wyrysowane z detalami układy pionów i figur. Pod spodem matematyk proponuje, jak doprowadzić do wygranej w określonej liczbie ruchów. Naukowcy przyznają, że wcześniej także tworzono podobne instruktaże, ale ten konkretny opatrzono wyjątkowo pięknymi i nowatorskimi ilustracjami. Królową, króla, skoczka i gońca przedstawiono za pomocą eleganckich (czarnych i czerwonych) symboli. Odkrycia dokonał włoski bibliofil Duilio Contin, który wertował w Palazzo Coronini Cronberg zbiory zmarłego w 1990 r. ostatniego hrabiego Coronini, Guglielmo. Dzieło O grze w szachy zadedykowano Isabelli d'Este, żonie władcy Mantui Francesca Gonzagi. Chociaż podręcznik cytowano w książkach z tego samego okresu, oryginalne dzieło przepadło bez wieści. Tymczasem okazało się, że w 1963 r. wraz z innymi woluminami zostało kupione przez szlachcica w Wenecji. Enzo Mattesini, włoski lingwista z Uniwersytetu w Perugii, podkreśla, że nie ma powodów, by wątpić, że autorem tekstu jest toskański matematyk. Druga ekspertyza ma zostać przeprowadzona w USA. Wiadomo, że da Vinci znał zasady gry w szachy, w jednym z jego dzieł znalazł się nawet przypis dotyczący technicznego terminu szachowego. Czy grywał? Tego nie wiadomo... Najprawdopodobniej zachował się tylko jeden egzemplarz De ludo scacchorum. O wadze odkrycia świadczy zainteresowanie nim w środowisku szachistów. Posta na ten temat zamieściła na swoim blogu arcymistrzyni szachowa Susan Polgar.
  11. KopalniaWiedzy.pl

    Mona Lisa to Leonardo?

    Amerykanka Lillian Schwartz twierdzi, że Mona Lisa jest zamaskowanym autoportretem samego da Vinci. W swojej książce pt. Ukryta twarz Leonarda dowodzi, że komputer idealnie dopasował cechy twarzy artysty do wyglądu jego słynnej modelki. Po raz pierwszy Schwartz trafiła ze swoją rewelacją na pierwsze strony gazet dokładnie 20 lat temu, bo w 1987 roku. Teraz po raz pierwszy opublikowano jednak jej książkę. Renzo Manetti, architekt i pisarz z Florencji, a zarazem współautor traktatu, uważa, że renesansowy malarz miał filozoficzny powód, by tak postąpić. W przeszłości kilkakrotnie sugerowano, że mistrz był homoseksualistą, a zamiłowanie do zagadek i kalamburów spowodowało, że dla zabawy uwiecznił się pod postacią kobiety. Trzecim współautorem książki jest dyrektor Muzeum Leonarda da Vinci, Alessandro Vezzosi. Twierdzi on, że malarz powiedział swego czasu jednemu z hiszpańskich kardynałów, że jego siostra jest florencką kurtyzaną, faworytą Giuliana Medyceusza. Trojgu śmiałków trudno będzie zrzucić Lisę Gherardini z raz zajętego piedestału. To ją od wieków uznaje się za osobę namalowaną przez da Vinci, odkąd tylko w 1550 roku Giorgio Vasari, włoski malarz i historyk sztuki, wymienił ją z nazwiska. Vasari, który nigdy nie widział obrazu i napisał swój traktat 40 lat po jego powstaniu, uważał, że "Leonardo stworzył dzieło na zamówienie Francesca del Giocondy i był to portret jego żony Monny Lisy". W 2004 roku Giuseppe Pallanti po prostu powtórzył i wzmocnił zacytowane wyżej słowa, dowodząc, że rodzina da Vinci utrzymywała bliskie stosunki z rodziną Giocondów, a Vasari również znał tych ostatnich, co czyniło go wiarygodnym źródłem informacji. Pallanti poszukiwał miejsca narodzin i śmierci Lisy Gherardini. Doszedł do wniosku, że obraz namalowano ok. 1503 r., kiedy miała ona 24 lata. Wykładowca wyjaśniał, iż mona to zwyczajowy skrót od włoskiego "madonna", czyli "moja pani". W odróżnieniu od innych renesansowych dzieł, Mony Lisy nie podpisano, nie ujawniono też tożsamości modelki. To wszystko, w połączeniu z jej wyrazem twarzy, stało się źródłem niekończących się plotek i domysłów. Jedni próbowali z niej uczynić którąś z najbardziej urodziwych czy znaczących kobiet tego okresu, inni uważali, że to matka Leonarda lub jego młody kochanek namalowany jako kobieta. Da Vinci nigdy nie rozstał się z portretem, miał go zawsze w pobliżu aż do swojej śmierci. Podobno nigdy mu też za niego nie zapłacono.
  12. KopalniaWiedzy.pl

    Leonardo w trzech wymiarach

    W Biblioteca Reale w Turynie zwiedzający będą mogli podziwiać przekształcone w trójwymiarowe obrazy szkice z Kodeksu lotu ptasiego (1505) Leonarda da Vinci. Choć słynny artysta włoskiego renesansu tworzył kilkaset lat temu, specjaliści z firmy o wiele mówiącej nazwie Leonardo3 (L3) pracowali nad 60-megapikselową interaktywną książką przez kilka lat. W Kodeksie znalazły się projekty, m.in.: spadochronu, statku powietrznego z bijącymi skrzydłami (mięśniolotu), balonu oraz śmigłowca. Wyprzedziły one swoją epokę mniej więcej o 500 lat, wiele z nich z powodzeniem zrealizowano bowiem dopiero w XX wieku. Przedstawiciele L3 są przekonani, że ich dzieło spodoba się wszystkim, bez względu na wiek. Będą mogli kliknąć na stronie, odwrócić model do góry nogami, powiększyć i "pobawić się" nim — entuzjazmuje się szef firmy, Massimiliano Lisa. Rysunki zawarte w Kodeksie Leonarda są wspaniałe, ale trudne do uchwycenia w całej swej złożoności. Wersje 3D pozwalają je łatwiej zrozumieć. To nie pierwsze dzieło L3, które ujrzało światło dzienne wskutek fascynacji osobą i twórczością Leonarda. Nieco wcześniej powstał trójwymiarowy (88-megapikselowy) model starzejącej się twarzy artysty. Zrealizowano go na podstawie autoportretu. Cyfrowy obraz jest przechowywany w byłej bibliotece królewskiej rodu Savoyów. Planuje się jego światowe tournée. Wystawa Kodeksu lotu ptasiego będzie otwarta od 12 do 20 maja.
  13. KopalniaWiedzy.pl

    Grób Mony Lizy?

    Pewien historyk amator poinformował, że odnalazł miejsce pochówku kobiety, którą Leonardo da Vinci sportretował jako słynną Monę Lizę. W akcie zgonu napisano, że Lisa Gherardini, modelka renesansowego mistrza, zmarła 15 lipca 1542 roku we Florencji i została pochowana w klasztorze w środku miasta — powiedział AFP Giuseppe Pallanti, wykładowca ekonomii. Może Leonardo wybrał kobietę zwyczajną, podobną do wielu innych. Nie pochodziła ze szlacheckiego rodu, nie była księżniczką, ale kimś z sąsiedztwa. Nie ma pewności co do tego, czy Gherardini, która urodziła się w 1479 roku i poślubiła kupca bławatnego Francesca del Giocondę, naprawdę była kobietą pozującą malarzowi. Tradycyjnie uznaje się Lisę Gherardini za Giocondę, ponieważ Giorgio Vasari, XVI-wieczny artysta i biograf m.in. Leonarda da Vinci, napisał, że mistrz sportretował żonę Francesca del Giocondy. Pallanti, autor książki o Monie Lizie, wskazuje ponadto, że Giocondo był sąsiadem i znajomym ojca Leonarda, Piera da Vinci. Nie zajmuję stanowiska, nie jestem historykiem sztuki, ale trudno uwierzyć, że Vasari kłamał. Alessandro Vezzosi, ekspert i dyrektor muzeum poświęconego Leonardowi, twierdzi, że Pallanti jest uznanym badaczem, którego prace dostarczyły ważnych informacji na temat Lisy Gherardini. Według niego, kobieta uwieczniona na obrazie wiszącym w Luwrze nie jest jednak żoną kupca. Założenie, że to Gioconda, to podstawowy błąd. Z listu da Vinci wynika, że Mona Liza była prawdopodobnie kochanką sponsora artysty, szlachcica z Florencji, Giuliana Medyceusza. To, oczywiście, nie oznacza, że nie mógł malować również żony kupca. Pallanti dokopał się do aktu zgonu Gherardini tuż przed Bożym Narodzeniem. Przeczytał, że urodziła pięcioro dzieci i adoptowała kolejnych sześcioro. Jej dom znajdował się blisko florenckiej bazyliki San Lorenzo, a ta z kolei sąsiadowała z klasztorem św. Urszuli, gdzie została ponoć pochowana. Jedna z córek Włoszki wstąpiła do zakonu. Wolą jej męża było, by po jego śmierci zamieszkała z córką, powiedział Pallanti, wyjaśniając, co doprowadziło do tego, że zaczął studiować dokumenty. Zabudowania klasztoru popadły w ruinę, dlatego historyk amator nie poszukiwał samego grobu.
  14. Rekonstrukcja odcisków palców Leonarda da Vinci jest rezultatem 3 lat badań. Pozwoliła rozstrzygnąć, czy jest on autorem kilku spornych manuskryptów oraz obrazów — powiedział Luigi Capasso, dyrektor Instytutu Badań Antropologicznych na Chieti University. To nadaje ludzki wymiar postaci da Vinciego. Wiemy, jak postrzegał on świat i przyszłość, ale kim był? Dane biologiczne dotyczą jego człowieczeństwa, nie geniuszu. Studia bazowały na fotografiach ok. 200 odcisków palców, głównie częściowych, pozostawionych na 52 dokumentach stworzonych przez sławnego Włocha. Wyniki prac Capasso opublikowano w magazynie Anthropologie, do 30 marca przyszłego roku można je też oglądać na wystawie zorganizowanej w Chieti. Artyści często jedzą podczas pracy, dlatego Capasso i inni eksperci uważali, że odciski palców Leonarda będą zawierać śladowe ilości śliny, krwi lub pokarmów. Takie informacje mogłyby pomóc w wyjaśnieniu zagadki jego pochodzenia. Określone unikatowe cechy są też powszechniejsze u niektórych nacji. Jeden ze znalezionych odcisków miał cechy odnoszące się do 60% populacji Arabów, co sugeruje, że jego matka pochodziła gdzieś ze Środkowego Wschodu — tłumaczy Capasso. Pomysł, że matka Leonarda da Vinci była niewolnicą przybyłą do Toskanii z Konstantynopola, nie jest wcale nowy. Był on przedmiotem wcześniejszych badań. Alessandro Vezzosi, dyrektor muzeum artysty w jego rodzinnej miejscowości, ujawnił, że istnieją dokumenty potwierdzające tę teorię. Miała [matka — przyp. red.] na imię Caterina. To popularne imię wśród toskańskich niewolnic. Nie dysponujemy żadnymi pewnymi informacjami na jej temat — dodaje. Część odcisków palców z dokumentów to ślady innych osób, lecz te pozostawione podczas prób usunięcia plam z atramentu to niemal na pewno odciski da Vinciego. Wiadomo, że Leonardo był głównie, ale nie całkiem, leworęczny, używał palców do malowania i zostawiał na manuskryptach odciski swojego kciuka. Czasami pracował podczas podróży czy jedzenia, a na jego palcach znajdowały się resztki pokarmów.
×