Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags 'ESA'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 10 results

  1. Europejska Agencja Kosmiczna poinformowała, że musiała przesunąć jednego ze swoich satelitów, by uniknąć zderzenia z satelitą Starlink firmy SpaceX. Jak poinformowano na Twitterze, konieczne było wykonanie manewru unikania kolizji, by zapobiec zderzeniu satelitą należącym do megakonstelacji Starlink. ESA musiała uruchomić silniki manewrowe satelity Aeolus i wprowadzić go na większą wysokość, by mógł on przelecieć nad jednym ze Starlinków. Aeolus to satelita naukowy wystrzelony w sierpniu 2018 roku. Jego głównym zadaniem jest poprawa jakości prognoz meteorologicznych. ESA informuje, że bardzo rzadko zdarza się konieczność przemieszczania satelitów, by uniknęły one zderzenia z innymi satelitami. Znacznie częściej zdarza się konieczność manewrowania, by uniknąć kosmicznych śmieci. Orbita Aeolusa znajduje się niżej niż orbity satelitów konstelacji Starlink, jednak Starlink 44 znalazł się na kursie kolizyjnym z Aeolusem, gdyż SpaceX ćwiczyło techniki dezorbitacji satelity. Konstelacja Starlink to zespół satelitów komunikacyjnych firmy SpaceX. Firma Muska chce za ich pomocą zapewnić łączność sateliterną na całym świecie. Konstelacja ma zostać uruchomiona, gdy na orbicie znajdzie się 800 satelitów Starlink. Docelowo zaś ma być ich 12 000. Plany SpaceX i podobne zamiary innych firm, które łącznie chcą na orbicie okołoziemskiej umieścić dziesiątki tysięcy satelitów, niepokoją naukowców. Obawiają się oni, że tak olbrzymia liczba satelitów, przede wszystkim zaś satelitów komunikacyjnych, ciągle wysyłających i odbierających sygnały, utrudni lub wręcz uniemożliwi prowadzenie wilu badań. "Ostatnie postępy radioastronomii, takie jak stworzenie pierwszego obrazu czarnej dziury były możliwe tylko dzięki temu, że nieboskłon jest wolny od interferencji sztucznych sygnałów radiowych" – oświadczyła Międzynarodowa Unia Astronomiczna. Oczywiście właściciele firm, tacy jak Elon Musk, chcących robić biznes na satelitach, twierdzą, że nie będą one w żaden sposób zakłócały badań naukowych. Nie wyjaśniają jednak, jak tysiące takich obiektów miałyby pozostać bez wpływu na astronomię. Jak zresztą widzimy, obawy naukowców były jak najbardziej uzasadnione. W przyszłości jednak ręczne unikanie kolizji może nie wystarczyć. Dlatego też ESA pracuje nad zautomatyzowanym systemem, który pozwoli na uchronienie satelitów przed zderzeniami. Agencja musi się pospieszyć, gdyż dziesiątki tysięcy nowych satelitów może trafić na orbity już w ciągu najbliższych 5–7 lat. « powrót do artykułu
  2. Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) „zaatakuje" w bieżącym roku ze zdwojoną siłą, poszerzając wachlarz użytkowanych rakiet i kontynuując wiele projektów. Dotąd „koniem roboczym" ESA była potężna rakieta Ariane 5, mogąca przenosić ładunki aż do 9,5 tony. W 2011 roku do jej floty, startującej z kosmodromu Kourou w Gujanie Francuskiej, dołączą jeszcze dwie: rosyjski Sojuz z ładownością trzech ton i mniejsza Vega, przenosząca do półtorej tony. Posiadanie trzech rakiet o różnym tonażu znacząco rozszerzy możliwości i elastyczność oferty agencji, jak mówi jej dyrektor, Jacques Dordain. Poszerzy to także ofertę Arianespace - połączonej spółki, będącej największym na świecie komercyjnym przedsiębiorstwem zajmującym się wynoszeniem satelitów na orbitę. W tej chwili Sojuz i Vega oczekują jedynie na odpowiednie certyfikaty współpracy z ESA, sama agencja musi też opanować logistykę operowania trzema typami rakiet jednocześnie. Istotą są jednak nie same rakiety, ale ich ładunki. Już w lutym na Międzynarodową Stację Kosmiczną uda się automatyczny frachtowiec ESA: Johannes Kepler (Automated Transfer Vehicle, ATV-2). Zawiezie on na ISS pokaźny ładunek, a jego cumowanie do stacji odbędzie się w pełni automatycznie (choć pod kontrolą naziemnego centrum znajdującego się w Tuluzie). Późnym latem na orbitę mają zostać wyniesione dwa satelity systemu Galileo - europejskiego systemu nawigacji satelitarnej, mającego być konkurencją dla amerykańskiego GPS. Do zadań ESA należy również obsadzanie załogi Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, w tym przepadku jednak agencja korzysta z usług Ameryki lub Rosji, nie posiada bowiem żadnego kosmicznego pojazdu załogowego. Budżet ESA na ten rok osiągnie niemal cztery miliardy euro, do grona członków Europejskiej Agencji Kosmicznej dołączy Rumunia, współpracę z nią ma nawiązać ponadto Izrael.
  3. Zanim misja satelity Planck - dokładny pomiar anizotropowego promieniowania mikrofalowego tła - zostanie w pełni wykonana, minie jeszcze kilka lat. Ale już teraz dane z sondy dostarczają nam danych na temat kolejnych, coraz bardziej odległych, warstw wszechświata. Promieniowanie mikrofalowe tła to szum, który pozostał po Wielkim Wybuchu i początkowej fazie życia naszego wszechświata. Dlatego naukowcom tak bardzo zależy na jego dokładnych pomiarach - pozwolą one na zrozumienie nie tylko jego narodzin, ale także ewolucji i ewentualnej przyszłości. Mapę tego szumu (zwanego też promieniowaniem reliktowym) tworzyły już satelity Cosmic Background Explorer (COBE) oraz Wilkinson Microwave Anisotropy Probe (WMAP). Misja Planck, operowana przez ESA (Europejską Agencję Kosmiczną) przy mocnej współpracy NASA ma jednak dokonać pomiarów o wyjątkowej dokładności, zarówno jeśli chodzi o rozdzielczość, jak i wykrywanie bardzo zimnych obiektów. Aby móc wykrywać zimne skupiska materii, same instrumenty muszą być jeszcze zimniejsze, dlatego najprecyzyjniejszy instrument schładzany jest do temperatury zaledwie 0,1 Kelwina powyżej zera absolutnego. Szacuje się, że pełna mapa szumu tła zostanie skompletowana za jakieś dwa lata, ale już w tej chwili Planck dostarcza gigantycznych ilości nowych informacji. Informacje te, zawierające dane na temat tego, co jest pomiędzy nami a samym tłem, w przyszłości zostaną „odjęte" od sumarycznych pomiarów i posłużą do oceny samego promieniowania reliktowego. A co można z nich wywnioskować już teraz? Planck do chwili obecnej skatalogował ponad dziesięć tysięcy formujących się „zimnych rdzeni", skupisk materii w których tworzą się nowe gwiazdy. To istne „wylęgarnie" nowych słońc, a zarazem jedne z najzimniejszych miejsc w kosmosie, z temperaturą dochodzącą do zaledwie siedmiu Kelwinów (dlatego do ich zaobserwowania potrzeba aż tak precyzyjnych i schłodzonych instrumentów). Znaczna część z nich nie była w ogóle wcześniej znana. Znacznie bardziej kompletny stał się także katalog najmasywniejszych klastrów galaktycznych - czyli supergromad zawierających wiele galaktyk. Największe z odkrytych mają masę równą milionowi miliardów mas Słońca. Dane na temat rozmieszczenia kosmicznej materii, w tym galaktycznych klastrów, pozwalają analizować rozmieszczenie ciemnej materii i ciemniej energii - największej obecnie zagadki kosmologicznej. Kolejny zbiór danych tworzony dzięki danym Plancka to katalog obłoków gorącego gazu, które przenikają się z czternastoma tysiącami mniejszych galaktycznych klastrów. Kolejne porcje danych pozwalają zatem jak ze skórki „obrać" nasz wszechświat z kolejnych warstw tajemnic. A dostarczają ich dwa instrumenty Plancka, Low Frequency Instrument (LFI, schładzany do 20 Kelwinów) oraz High Frequency Instrument (HFI, schładzany do 0,1 Kelwina), pozwalają one obserwować dziewięć zakresów promieniowania, od podczerwieni po fale radiowe (od 27 GHz do 1 THz). Całkowity koszt takiego „obierania" wyniesie 600 milionów euro.
  4. Do wielu eksperymentów i testów przeprowadzanych na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej od 1 czerwca doszło śledzenie statków pływających po oceanach. Europejski moduł Columbus, używając systemu AIS, śledzi trasy ponad 60 tysięcy jednostek morskich. AIS (Automatic Identification System) to powszechnie stosowany na morzu system automatycznej radiowej identyfikacji jednostek. Ułatwia on pracę portom, obsłudze kanałów żeglugowych, zwiększa bezpieczeństwo; jest obowiązkowy dla wszystkich międzynarodowych okrętów pasażerskich i towarowych powyżej 300 ton. Zaprojektowany jest do pracy na niewielkich dystansach: około 50 kilometrów lub maksymalnie do granicy horyzontu. Moduł Columbus na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS), należący do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) od czerwca prowadzi pilotażowy program śledzenia statków poprzez system AIS. Dzięki wysokiej czułości odbiornika NORAIS stosunkowo słaby sygnał nie stanowi problemu i bez trudu odbierany jest z orbity na wysokości 350 kilometrów, a zasięg może wynosić nawet 2000 kilometrów. Jedyny kłopot sprawia śledzenie ruchu statków w zatłoczonych miejscach, jak na przykład kanał La Manche, gdzie sygnały wielu jednostek nakładają się na siebie i wytłumiają. Tam jednak orbitalne śledzenie nie jest potrzebne, gdyż sygnały są rejestrowane przez stacje naziemne. Obserwacja przy pomocy NORAIS sprawdza się doskonale w dziedzinie, do której ją przewidziano: kontroli ruchu na szerokich przestrzeniach mórz i oceanów, gdzie statki „niknęły z oczu". Zautomatyzowany system bez trudu rejestruje drogę 60 tysięcy statków, często odbywających wielomiesięczne rejsy międzykontynentalne. Niemal każdy ruch jest zapamiętywany i można w razie konieczności odtworzyć trasę wybranej jednostki. Norwegowie z User Support Operations Centre, którzy zarządzają eksperymentem, uważają, że system śledzenia jest bardzo przydatny i zamierzają przedstawić odpowiednie wnioski Międzynarodowemu Związkowi Telekomunikacyjnemu oraz Międzynarodowej Organizacji Morskiej. Możliwe zatem, że kosmiczne śledzenie ruchu statków stanie się w przyszłości codziennością.
  5. Astronomowie najczęściej koncentrują się na badaniu wielkich i efektownych obiektów: gwiazd, mgławic, planet, czarnych dziur. Nieco w cieniu tych obserwacji prowadzone są badania ciemnej i zimnej części kosmosu, rozproszonej materii, ledwie widocznych chmury pyłu, które emitują niewiele promieniowania. W tych miejscach astrochemiczka z Emory University, Susanna Widicus Weaver, zamierza odnaleźć źródło życia: proste organiczne molekuły, cukry i aminokwasy. Na ziemi takie przejściowe związki są nietrwałe, ale w przestrzeni kosmicznej może być inaczej. Pojawiało się już wiele doniesień o prostych związkach organicznych tworzących w mgławicach, więc jest to całkiem prawdopodobne. Kłopoty, jakie stoją przed Susanną Weaver są dwojakiego rodzaju. Po pierwsze możliwość przeprowadzenie odpowiednich badań - a obserwacje letniego gazu są trudne; po drugie rozpoznanie tych związków. Drugą trudność badaczka rozwiązuje syntetyzując w laboratorium związki, które spodziewa się znaleźć i rejestrując ich widmo spektralne. Dzięki temu wiadomo, czego szukać. Nieco trudniej jest z obserwacjami, które są wymagające. Zwykle wykorzystuje do tego potężny, ponaddziesięciometrowy radioteleskop w Caltech Submillimeter Observatory położony w wulkanie Mauna Kea na Hawajach. Mimo to, szukanie czegokolwiek w zakresie terahertzowym, jakiego używa teleskop, przypomina wypatrywanie gwiazd w pochmurną noc. Najlepsze efekty dałyby obserwacje w dalekiej podczerwieni, ale taki uniemożliwia ziemska atmosfera, która nie tylko pochłania podczerwień, ale na dodatek produkuje własne, silne zakłócenia. W najbliższym czasie jednak się to zmieni. Weaver wygrała grant pozwalający na skorzystanie z 42 godzin obserwacji przy pomocy orbitalnego teleskopu Herschela, zarządzanego przez Europejską Agencję Kosmiczną (ESA). Herschel Space Observatory, wyniesione w zeszłym roku, pracuje właśnie w zakresie dalekiej podczerwieni i jest najdoskonalszym w tej chwili tego typu narzędziem. Żeby otrzymać możliwość skorzystania z kosmicznego teleskopu Susanna Weaver musiała pokonać w drodze konkursu wielu chętnych. Udało się, a liczba 42 godzin to bardzo duży przydział czasu. Do tej pory poszukiwanie organicznych cząstek w przestrzeni kosmicznej było ograniczone, ten projekt ma na celu także generalne zorientowanie się w składzie chemicznym obłoków materii. Na celowniku jednak będą głównie takie związki jak kwas octowy, aldehyd glikolowy, metanol, czy mrówczan metylu. Odnalezienie ich w przestrzeni kosmicznej rzuciłoby nowe światło na pochodzenie i możliwości tworzenia się życia.
  6. Żywność, dowożona astronautom na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) kosztuje krocie, jak pisaliśmy niedawno, nie mówiąc o samych kosztach transportu. Co z dalszymi, załogowymi misjami, jakie są planowane w dalszej przyszłości? Będą musiały stać się przynajmniej częściowo samowystarczalne, do tego jednak wciąż za mało wiemy o hodowli roślin w warunkach kosmicznych. Dlatego na pokładzie ISS w przyszłym roku rozpocznie się kolejny naukowy eksperyment: MagISStra, mający zarazem cele edukacyjne. Paolo Nespoli, udając się na pokład stacji, zabierze ze sobą przenośną szklarnię, w której hodować będzie rzodkiewnika pospolitego (Arabidopsis thaliana) roślinę z rodziny kapustowatych, będącą modelowym gatunkiem eksperymentalnym. Oryginalnym konceptem ESA (Europejskiej Agencji Kosmicznej) jest jednoczesne prowadzenie tego samego eksperymentu przez młodzież szkolną z całej Europy. Kiełkowanie i wzrost rzodkiewnika w specjalnie zaprojektowanej miniaturowej szklarni będzie przez astronautę dokumentowany zdjęciami i filmami wideo. To samo będą robić uczniowie, którzy zgłoszą się do programu, wszyscy będą mogli dzielić się materiałami i spostrzeżeniami z zespołem ESA Human Space Flight education team, po zakończeniu dziesięciotygodniowego programu przyjdzie czas na podsumowanie i wnioski, a zespół przygotuje dodatkowe materiały edukacyjne na podstawie przeprowadzonych obserwacji. Różnice w cyklu rozwojowym tej samej rośliny na orbicie i w warunkach ziemskich dostarczą nie tylko wiedzy naukowej, ale będą miały cenny walor poznawczy na uczniów interesujących się biologią i pokrewnymi naukami. Eksperyment ruszy w lutym przyszłego roku, szkoły chcące uczestniczyć w programie mogą zamówić darmową szklarnię MagISStra na stronie edukacyjnej ESA's Human Spaceflight, ilość dostępnych egzemplarzy jest ograniczona.
  7. Jeszcze na początku ubiegłego wieku wyobrażano sobie Wenus jako planetę bagnistą, gorącą, ale pełną tropikalnego życia. Taka wizja dominowała jeszcze we wczesnej literaturze fantastyczno-naukowej. Badania wykonane przez radzieckie i amerykańskie sondy zburzyły ten piękny obraz: Wenus jest gorącym piekłem, gdzie temperatura wynosi pięćset stopni, a wody prawie nie ma. Gdyby całą wodę na Ziemi rozlać równo na całej jej - płaskiej oczywiście - powierzchni, utworzyłaby wszechocean o głębokości trzech kilometrów. Gdyby taką operację powtórzyć na Wenus, wyciskając całą parę wodną z atmosfery, powstałaby wszechkałuża o głębokości trzech centymetrów. Porównanie dobitne, ale przecież obie te planety mają wiele podobieństw, jak zapewnia Hľkan Svedhem, naukowiec biorący udział w projekcie. Podobną wielkość, masę, skład. Tylko ta temperatura i brak wody. Ale dzięki badaniom sondy Venus Express, wysłanej przez Europejską Agencję Kosmiczną, odkrywamy inne podobieństwa. Wiadomo już na pewno, że kiedyś nasza siostrzana planeta miała wodę i to w ilości pozwalającej na powstanie oceanów. Skąd wiadomo? Wyliczono, jak wiele wody Wenus traciła przez miliardy lat. Mechanizm utraty wody jest ciekawy, bo niespotykany u nas: intensywne promieniowanie ultrafioletowe bliskiego Słońca niesie tak dużą energię, że powoduje rozbijanie cząsteczek H2O na jony tlenu i wodoru. Te, jako lekkie gazy, łatwo uciekają w przestrzeń kosmiczną. Ucieczkę rejestruje sonda, proporcje zaś traconych gazów odpowiadają składowi wody. Mając dane ilościowe łatwo obliczyć, jak wiele wody musiała zawierać atmosfera Wenus w konkretnym czasie. Sam fakt tego zjawiska, a także wyliczenia, potwierdzone są przez zaobserwowane gromadzenie się ciężkiej odmiany wodoru w górnych partiach atmosfery planety: deuter, jako cięższy, ucieka znacznie mniej chętnie, niż zwykły wodór. Wody zatem, jak zapewnia Colin Wilson z Uniwersytetu w Oksfordzie, kiedyś było pod dostatkiem, ale czy tworzyła ona oceany? To zagadnienie interesuje szczególnie naukowców zajmujących się możliwością powstania życia na dawnej Wenus. Obecne dane nie pozwalają na stwierdzenie tego z cała pewnością, ale według obecnych modeli raczej nie. Eric Chassefičre z Uniwersytetu Paris-Sud wykonał symulację, z której wynika, że wody było dużo jedynie na bardzo wczesnym etapie rozwoju planety i była ona wyłącznie atmosferyczna. Powierzchnia planety była wówczas jeszcze w stanie ciekłym, ubytek pary wodnej w atmosferze spowodował spadek temperatury i zestalenie się gruntu. Wówczas wody pozostało już niewiele. Istnieje oczywiście możliwość, że w późniejszym okresie tworzyły się niewielkie zbiorniki z wody dostarczanej przez zderzające się z planetą komety, ale morza są wedle współczesnej wiedzy wykluczone. Kwestia podobieństw między Ziemią a Wenus będzie jedną z kwestii poruszanych na międzynarodowej konferencji we francuskim Aussois, która rozpoczyna się w tym tygodniu.
  8. Znaczna część naszej wiedzy o kosmosie, formowaniu się galaktyk i gwiazd pochodzi głównie z domysłów, teorii i modeli matematycznych. Przyczyna jest prosta: zjawiska te dzieją się w takiej skali, że nie możemy obserwować zmian, a jedynie stan, który przy naszej skali życia wydaje się utrwalony. Po drugie, obszary najciekawszych zjawisk są zwykle zasłonięte chmurami pyłu, przez które zajrzeć bardzo trudno. Tym większa gratka, kiedy coś się „odsłoni". Takie zdumiewające odkrycie jest dziełem orbitalnego teleskopu Herschel Space Observatory. Został on zaprojektowany specjalnie do obserwowania procesu powstawania obiektów kosmicznych galaktyk, gwiazd, formowania się planet. Dlatego, aby móc zajrzeć przez gęste mgławice - z których właśnie układy gwiezdne się wykształcają - pracuje zakresie dalekiej podczerwieni i fal submilimetrowych. To pozwala mu obserwować interesujące kosmologów procesy. Jego oko skierowano niedawno na ciemną plamę na niebie, znajdującą się obok jaskrawej chmury gazu znanej jako NGC 1999. Takich ciemnych obszarów znamy wiele, są to bardzo gęste, nieprzepuszczające światła chmury gazu i pyłu. Zamiast wnętrza chmury, jak się spodziewali, astronomowie nadal widzieli tylko czerń. To ich zaskoczyło: albo chmura jest wyjątkowo gęsta, albo coś jest nie tak, jak powinno! Podejrzany kawałek nieba sprawdzono przy pomocy naziemnych teleskopów: nadal widziano jedynie ciemny obszar. Okazało się, że to nie żaden fenomen, a po prostu... pustka. Coś wywiało materię pyłowej chmury, tworząc w niej rozwartą szczelinę. Co najważniejsze: w tej zaskakującej dziurze odkryto zespół młodych gwiazd. Dzięki „dziurze w niebie" po raz pierwszy astronomowie mogą bezpośrednio oglądać coś, co zwykle ukryte jest za pyłem: samą końcówkę procesu gwiazdotwórczego. Luka w gwiazdotwórczej chmurze pyłu powstała prawdopodobnie wskutek działania wąskich strumieni gazu, wyrzucanych przez młode gwiazdy, które zdmuchnęły warstwę kosmicznej materii tworzącej NGC 1999 oraz odpychającego działania silnego promieniowania pobliskiej tworzącej się gwiazdy. Wprawdzie obserwowano już wcześniej „wiatry" od młodych gwiazd, ale sposób, w jaki tworząca się gwiazda zdmuchuje swoją macierzystą chmurę był do tej pory tajemnicą. W nieoczekiwany sposób orbitalny teleskop Herschela pozwoli na obserwację tego zjawiska. „Prezentem" zajął się zespół Europejskiej Agencji Kosmicznej ESA - właściciela teleskopu, przy wsparciu amerykańskiej NASA, która jest współudziałowcem misji.
  9. Islandzki wulkan o pięknej nazwie Eyjafjallajökull spłatał brzydkiego figla całej północnej Europie. Na co dzień pokryty lodowcem, obudził się 20 marca tego roku, a w środę rozruszał się na dobre. Woda ze stopionego lodowca spowodowała lokalne powodzie i zniszczenia, zmuszając mieszkańców do ewakuacji. Bijący na jedenaście kilometrów w górę słup pyłu i dymu zwiewany jest przez wiatry nad północną Europę. Na wyspach Brytyjskich i w Skandynawii odwołano w ciągu dnia większość połączeń lotniczych. Wieczorem pył dotarł nad północną Polskę, gdzie też wstrzymano do odwołania ruch lotniczy. Wulkaniczny pył jest niebezpieczny dla samolotów z dwóch powodów. Po pierwsze, nie tylko ogranicza widoczność niemal do zera, ale oblepiając szyby powoduje, że nawet po wyjściu z chmury piloci niemal nic nie widzą. Drugim zagrożeniem jest uszkodzenie silników spowodowane przez grubsze cząstki pyłu. Obok można zobaczyć zdjęcie Wysp Brytyjskich, wykonane przez europejskiego satelitę Envisat w czwartek przed południem: nie widać nawet zarysów wysp. Wulkaniczne wyziewy zasłoniły całe niebo. W takich warunkach ruch lotniczy nie jest możliwy. Szczegółowe zdjęcie w wysokiej rozdzielczości można zobaczyć tutaj. Poniżej film nakręcony amatorsko, pokazujący erupcję wulkanu Eyjafjallajökull, widać bijący w górę ogień i spływające języki lawy. Na niewielkiej Islandii znajduje się wiele wulkanów, gejzerów i źródeł geotermalnych.
  10. Zaledwie po kilku dniach od udanego umieszczenia na orbicie satelity CryoSat-2 Earth Explorer, Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) zawarła umowę z firmą Eurockot na wystrzelenie dwóch kolejnych misji obserwacyjnych. Pierwsza z nich, pod nazwą Earth Explorer: Swarm, składać się będzie z trzech satelitów przeznaczonych do badań ziemskiego pola magnetycznego. W ramach serii Earth Explorer nad Ziemią krążą już trzy europejskie satelity. GOCE (Gravity field and steady-state Ocean Circulation Explorer) zajmuje się badaniem ziemskiego pola grawitacyjnego i cyrkulacji wodnej w oceanach, SMOS (Soil Moisture and Ocean Salinity) bada wilgotność gleby i poziom zasolenia oceanów, zadaniem CryoSat jest dostarczanie informacji na temat zmian grubości i obszaru polarnych czap lodowych. Satelity GOCE i SMOS zostały wystrzelone w marcu i listopadzie 2009 roku przez spółkę Eurockot. Misja CryoSat miała pierwotnie wystartować w 2005 ale wyniesienie satelity na orbitę się nie udało. Unowocześniona wersja została wystrzelona dopiero trzy dni temu przez firmę Kosmotras. Udana współpraca z Eurockotem skłoniła Europejską Agencję Kosmiczną do podpisania kontraktu na dwie kolejne misje: właśnie Swarm oraz jeszcze jedną, która zostanie dopiero wybrana. Podpisanie kontraktu odbyło się 9 kwietnia w niemieckim Bremen. Planowana data wystrzelenia satelitów Swarm to pierwsza połowa 2012 roku, planowane zaś miejsce to kosmodrom w rosyjskim Plesiecku. Eurockot GmbH to spółka firm: niemieckiej Astrium i rosyjskiej Khrunichev.
×
×
  • Create New...