Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

O nie, ja twierdzę że ty stwierdzasz coś w stylu "skoro jest oczywistym, że hitler był złym człowiekiem, to każdy szwab też jest złym człowiekiem, dlatego zabrońmy bycia szwabem", co jest kompletną bzdurą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przecież sens powstawania coraz realistyczniejszych symulatorów jest oczywisty. Mają człowieka nauczyć zawodu/zachowania w pewnej sytuacji. Wiem do czego teraz będziesz zmierzał - że gry uczą ludzi tego samego. Tylko że lekarze nie wycinają ludziom na ulicy wyrostków za pomocą skalpela, piloci nie strzelają z działek pokładowych swojego rodzinnego auta we wszystkie inne stojące w korku przed nim. Normalni ludzie nie przekładają zachowań z gier na zachowania w życiu codziennym. Przynajmniej nie zachowania groźne dla otoczenia. Jeśli ktoś nie potrafi rozróżniać rzeczywistości wirtualnej i niewirtualnej, odróżniać dobra od zła to problem leży po jego stronie. Nie jest to wina gry, filmu, komiksu czy muzyki puszczanej wspak. Nie jest to problem twórców danego medium, lecz problem psychiatrów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wiem do czego teraz będziesz zmierzał - że gry uczą ludzi tego samego. Tylko że lekarze nie wycinają ludziom na ulicy wyrostków za pomocą skalpela, piloci nie strzelają z działek pokładowych swojego rodzinnego auta we wszystkie inne stojące w korku przed nim.

 

Bo się uczą czego innego? :D

 

Normalni ludzie nie przekładają zachowań z gier na zachowania w życiu codziennym. Przynajmniej nie zachowania groźne dla otoczenia. Jeśli ktoś nie potrafi rozróżniać rzeczywistości wirtualnej i niewirtualnej, odróżniać dobra od zła to problem leży po jego stronie. Nie jest to wina gry, filmu, komiksu czy muzyki puszczanej wspak. Nie jest to problem twórców danego medium, lecz problem psychiatrów.

 

Kolejny raz powtarzasz tezę, której starasz się dowieść.

Share this post


Link to post
Share on other sites

O nie, ja twierdzę że ty stwierdzasz coś w stylu "skoro jest oczywistym, że hitler był złym człowiekiem, to każdy szwab też jest złym człowiekiem, dlatego zabrońmy bycia szwabem", co jest kompletną bzdurą.

 

Niczego takiego nie twierdzę; i tu masz problem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bo się uczą czego innego? :D

 

Kolejny raz powtarzasz tezę, której starasz się dowieść.

 

Nie za bardzo zrozumiałem Twoje wypowiedzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Proste ty Groteskowy przedstawiasz gry/filmy/pornografię jako przyczyny pierwotne zachowań ludzkich a to jest nieprawda, - perwersje istnieją już od czasów starożytnych, w osiemnastym wieku żył niejaki pan de Sade - też powiesz, że był perwersem przez telewizję? Co do gier najpierw piszesz "proszę cię doom - pikseloza, ja mówię o nowych grach", a chwilę później sam potwierdzasz że znasz przypadki, gdzie winę zepchnięto na tą pikselozę. To jak to w końcu jest - musi być rzeczywiste odwzorowanie w grze czy nie musi być, aby mi pojechać psychikę?

 

Słabość psychiki bierze się z błędów wychowywania i wychowywania dzieci przez słabe psychicznie jednostki, a już samego twierdzenia "gdyby nie było gier, nie było by przestęspstw tego typu" pozostawię bez komentarza - to jest tak jak z nożem, gdyby nie było noży, to nie ginęli by od nich ludzie- czy ta teza coś udowadnia?

 

Reasumując:

gry jako pierwotne zło - stanowczo nie

gry jako wtórne zło - być może, należy jednak nie tyle walczyć z grami, co odkryć pierwotną przyczynę zła!

 

To jest jak z lekarzem - wolisz aby leczył objawy twojej choroby(np. gorączkę), czy jednak zbadał, dokonał diagnozy i wystawił receptę na lek, który zwalczy przyczynę objawów(np. dur brzuszny)?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wczoraj na Viasat Explorer oglądałem ciekawy program, po części związany z tym, o czym dyskutujemy. Dotyczył on szkolenia żołnierzy.

 

Chodziło o to, że podobno podczas II Wojny Światowej podobno tylko 15% żołnierzy było w stanie pociągnąć za spust - zabić człowieka. U reszty budziło to zbyt duże opory moralne. Wojskowi traktowali to jako poważny problem i na różne sposoby próbowali stworzyć szkolenie, które uczyni z żołnierzy maszyny do zabijania.

 

Okazało się że pośród różnych metod (w tym lsd i innych narkotyków testowanych na żołnierzach przez Amerykanów, oraz puszczania filmów przedstawiających sceny przemocy wojennej) udało się znaleźć skuteczną - mniej więcej to, na czym polega obecnie szkolenie oddziałów specjalnych. Chodzi o stworzenie makiet pola walki, realistycznych odgłosów oraz strzelania do manekinów zamiast do tarcz. Można w ten sposób wykształcić w człowieku odruch warunkowy - gdy widzi człowieka, celuje i strzela, bez udziału świadomości.

 

Jest to dowód na to, że realistyczne gry rzeczywiście mogą przytępiać uczucia i wykształcać taki odruch.

 

Jednak w drugiej części programu powiedziane było, że wielu żołnierzy po zastrzeleniu kogoś ma przez całe życie koszmary, część popełnia samobójstwo, nie mogąc znieść retrospekcji strasznych scen. Chodzi o to, że w treningu można wykształcić jedynie odruch strzelania - ale nie da się wyprać kogoś z uczuć. Nie są póki co znane metody pozwalające zagłuszyć w żołnierzach te straszne wspomnienia. Paradoksalnie, stają się oni znacznie bardziej wrażliwi na przemoc niż cywile..

 

I tu jest druga strona medalu - żołnierz który uczy się bezwarunkowego strzelania do ludzi, nie wychodzi na ulicę i nie strzela do innych. Tak samo ktoś, kto jest zdrowy na umyśle, będzie miał znaczne opory przed wyrządzeniem komuś krzywdy.

 

Tym niemniej gry mogą w pewien sposób wpływać na zachowanie - ale zapewne w taki sam sposób jak inne czynniki. Ważniejsze może być pierwotne wychowanie człowieka, nauczenie go odróżniania dobra od zła, rzeczywistości od fikcji.

 

W takiej sytuacji będzie jak mówił thibris - gry pozwalają odreagować w bezpieczny sposób, nie tworząc z człowieka psychopaty żądnego krwi.

 

Po prostu dla ludzi 'z zadatkami' może wystarczyć jakikolwiek bodziec - kreskówka, gdzie komuś spada kamień na głowę, albo jedna postać okłada drugą wielkim młotem, brutalniejszy film, gra komputerowa czy cokolwiek innego..

 

Zatem nie doszukiwałbym się w grach pierwotnych przyczyn przemocy, aczkolwiek zwróciłbym uwagę, że mimo wszystko mogą one mieć pewien wpływ - dla zdrowej osoby zupełnie pomijalny. A z powodu kilku ppm (parts per milion - części na milion) populacji, w której gry wzbudzają agresję, nie powinno się ich zakazywać. Bo doszlibyśmy w końcu do absurdu, gdzie zakazać by trzeba niemal wszystkiego. Uważam że agresję w ludziach w większej mierze od gier powodują niesprawiedliwość społeczna (pogłębianie się różnic w zamożności, unikanie odpowiedzialności za przestępstwa przez wysoko postawionych lub bogatych ludzi), religia czy chociażby alkohol.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jednak w drugiej części programu powiedziane było, że wielu żołnierzy po zastrzeleniu kogoś ma przez całe życie koszmary, część popełnia samobójstwo, nie mogąc znieść retrospekcji strasznych scen. Chodzi o to, że w treningu można wykształcić jedynie odruch strzelania - ale nie da się wyprać kogoś z uczuć. Nie są póki co znane metody pozwalające zagłuszyć w żołnierzach te straszne wspomnienia. Paradoksalnie, stają się oni znacznie bardziej wrażliwi na przemoc niż cywile..

http://demotywatory.pl/1104755  :-\

Share this post


Link to post
Share on other sites

Maczek Demot ciekawy, jednak powiedz - jaki to ma związek z grami? Ba nawet jeżeli w wiadomościach są informacje dotyczące "szalejącego snajpera" - nie ma mowy o wojskowym, który po prostu wykonuje swoją pracę, tylko o zdemoralizowanej młodzieży, która dorwała się do wiatrówki...

Share this post


Link to post
Share on other sites

lucky_one

 

Nie uwzględniasz jednego: nie trzeba kogoś zabić, czy czegoś realnie (fizycznie) przeżyć, ażeby zaszło coś takiego:

 

Jednak w drugiej części programu powiedziane było, że wielu żołnierzy po zastrzeleniu kogoś ma przez całe życie koszmary, część popełnia samobójstwo, nie mogąc znieść retrospekcji strasznych scen. Chodzi o to, że w treningu można wykształcić jedynie odruch strzelania - ale nie da się wyprać kogoś z uczuć. Nie są póki co znane metody pozwalające zagłuszyć w żołnierzach te straszne wspomnienia. Paradoksalnie, stają się oni znacznie bardziej wrażliwi na przemoc niż cywile..

 

Samobójca natomiast, jest człowiekiem niebezpiecznym. Jak każdy człowiek niestabilny emocjonalnie. W sposób uproszczony, na przykładzie zrzucania ze schodów, próbowałem właśnie taki mechanizm opisać. Mechanizm prześladowania przez myśli i skojarzenia. To nie jest tak, że gra wpaja w człowieka mordercę. Wpaja w niego chorobliwe przebiegi myślowe, które mogą zwichrować mu umysł.

 

Z tego punktu widzenia bywa, że właśnie sumienie czyni człowieka złym.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czesiu :D to był mój koment do wrażliwych żołnierzy według luck'a. Ale używając sposobu wnioskowania luck'a mogę powiedzieć, że gry mają wpływ na ludzi - w jakiś sposób uszkodzonych (mózg/psychika). Takiego gracza można by spytać: "co czułeś gdy strzelałeś do ludzi?" odp: "Satysfakcję z masowo wykańczanych łatwych przeciwników w ultra detalu, w grach nie ma takiego realizmu, lol!! xD :D"

 

O graniu: To, co nie służy wzbogaceniu relacji do jakiegoś swojego człowieka, jest złe. Więc gdy gra pozwala wyładować złe emocje to jest ok. Jeśli jest sposobem na "przeczekanie"/przykrycie(złych emocji) to jest zła. Jeśli nie pomaga od wielu godzin/dni to granie staje się chore i jest złe. Ale to mój punkt widzenia, który ma tyle związku z obiektywizmem co każdy inny ;)

 

//nie wdrażałem się w całość dyskusji, zrobię to później ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

lucky_one

 

PS. Przed chwilą oglądałem program na TVN Turbo, w którym laska prowadząca samochód, opowiadała jakie miała na początku miała myśli związane z jeżdżeniem. Spadające na nią tunele, wyjeżdżające innym pasem samochody z naprzeciwka itp.

 

Owszem - to może być wychowanie, a przynajmniej wkręcenie sobie bzdur z apokaliptycznych artykułów o wypadkach, statystyk drogowych itd. Ale właśnie współcześnie ludzie są "zabijani" psychicznie przez takie rzeczy.

 

I ta kobieta jest niebezpieczeństwem na drodze. Właśnie przez niezgodę z normalnością. Jest to analogiczne do niezgody z normalnością, jaką ktoś może uzyskać w stosunkach międzyludzkich, jeśli bawi się co dzień mordowaniem ludzi na ekranie w realistycznej grze.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Proste ty Groteskowy przedstawiasz gry/filmy/pornografię jako przyczyny pierwotne zachowań ludzkich a to jest nieprawda, - perwersje istnieją już od czasów starożytnych, w osiemnastym wieku żył niejaki pan de Sade - też powiesz, że był perwersem przez telewizję?

 

Wmawiaj sobie dalej wygodne dla Ciebie moje jakoby twierdzenia. Ku Twojej wiadomości: pornografia również istnieje od starożytności. Nic by się jednak nie zmieniło, gdyby nie istniała. Po prostu: to, że A powoduje X, a nie zachodzi A, nie oznacza, że nie zachodzi X, bo może istnieć B, które również X powoduje. Podstawy logiki.

Co do gier najpierw piszesz "proszę cię doom - pikseloza, ja mówię o nowych grach", a chwilę później sam potwierdzasz że znasz przypadki, gdzie winę zepchnięto na tą pikselozę. To jak to w końcu jest - musi być rzeczywiste odwzorowanie w grze czy nie musi być, aby mi pojechać psychikę?

 

Jestem w szczerym szoku. Toż ten zarzut, jest kompletnie alogicznym rozumowaniem.

 

Słabość psychiki bierze się z błędów wychowywania i wychowywania dzieci przez słabe psychicznie jednostki, a już samego twierdzenia "gdyby nie było gier, nie było by przestęspstw tego typu" pozostawię bez komentarza - to jest tak jak z nożem, gdyby nie było noży, to nie ginęli by od nich ludzie- czy ta teza coś udowadnia?

 

I co Ty mi znowu wmawiasz? Nigdzie nie prowadzę rozumowań "tego typu". Natomiast Twoje twierdzenia skąd bierze się słabość psychiki, są powtarzaniem tego co dopiero masz udowodnić. Jednym słowem - banalny błąd logiczny błędnego koła.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wmawiaj sobie dalej wygodne dla Ciebie moje jakoby twierdzenia. Ku Twojej wiadomości: pornografia również istnieje od starożytności. Nic by się jednak nie zmieniło, gdyby nie istniała. Po prostu: to, że A powoduje X, a nie zachodzi A, nie oznacza, że nie zachodzi X, bo może istnieć B, które również X powoduje. Podstawy logiki.

 

Tak tylko kilka twoich przykładów odnosnie tego, że ja bredzę:

 

Jeśli to ta gra, o której myślę, to występuje tutaj poważne nieporozumienie. Ta gra była pisana we Flashu, miała kiepską, umowną, kukiełkową grafikę i nierealistyczną fizykę. Przecież ja nie twierdzę, że ulega się wpływom od grania w Mario.

 

Chodzi o to, że tworzy się coraz bardziej realistyczne gry, wprost wiążąc w nich przemoc (i styl w jaki kogoś się zabija), ze statystyką, nagrodą itd. To jest zupełnie inny rodzaj gier.

 

Mieliśmy gry w których dusi się ofiary plastikowym workiem, oddaje mocz na zwłoki, w coraz bardziej wysublimowany sposób morduje i właśnie za to wysublimowanie osiąga rezultaty. Takie coś powinno być zakazane. Toż to typowe warunkowanie. Jeszcze brakuje tego, ażeby gra pobudzała w grającym orgazm, kiedy uda mu się odpowiednio podciąć gardło.

 

Dużo bliższą analogią byłoby Twoje twierdzenie, że przecież ludzie oglądają pornografię i nic im się nie dzieje. Tyle, że to byłby fałsz. Właściwie wszystkie parafilie są nabyte (od fetyszyzmu, po bdsm).

 

Jak to możliwe? Gość ogląda, onanizuje się i nabywa jakiegoś fetysza. No gdzież, przecież on musi być nienormalny

Logika - a cóż to takiego?

Share this post


Link to post
Share on other sites

czesiu

 

Jeszcze gdybyś był tak dobry i wykazał, że w przytoczonych przez Ciebie cytatach zachodzą jakieś błędy logiczne. To, że takowe zachodzą w Twoich, pokazałem w niejednym miejscu.

 

Zachodzi różnica między tym, że uważasz jakieś przesłanki za błędne (co nie ma nic wspólnego z logiką), a nielogicznością rozumowania. I Twoje twierdzenia typu:

 

'piszesz, że słuszne są zarzuty względem gier realistycznych, a przecież sam stwierdziłeś, że znane ci są przykłady zarzutów odnośnie Dooma, a więc mylisz się w sprawie zarzutów odnośnie gier realistycznych'

 

są alogiczne tzn. zawierają błędy we wnioskowaniu. I tutaj nie ma z czym dyskutować.

 

Twierdzenie o formie: hipoteza - A jest X, ale przecież wiele razy niesłusznie twierdzono, że B jest X, a więc A nie jest X; jest i zawsze będzie błędem w rozumowaniu (a tak wygląda Twoje rozumowanie o Doomie).

 

Podobnie twierdzenie o formie: hipoteza - A pociąga za sobą X, ale X istniało już w czasach, kiedy nie zachodziło jeszcze A, a więc A nie pociąga za sobą X; jest tak samo błędem w rozumowaniu (a właśnie w taki sposób rozumowałeś o pornografii).

Share this post


Link to post
Share on other sites

UPDATE:

 

To wszystko są kwestie banalne: fakt, że niesłusznie zarzucano coś Doomowi i że często zrzuca się odpowiedzialność na gry, nie oznacza, że nie istnieje żaden związek przyczynowo-skutkowy między graniem w brutalne gry, a agresją.

 

Podobnie pornografia (pomijając fakt, że była znana już w starożytności), jeśli nie odpowiada za wszelkie parafilie, to nie oznacza to, że nie odpowiada za żadne parafilie. Ściśle biorąc - fakt, że w ogromie przypadków odgrywa poważną rolę w ich rozwoju, jest już dawno dowiedziony. I nie potrzeba być jakoby z urodzenia "skrzywionym", ażeby tego wpływu doświadczyć. Polega on na mechanizmach psychologicznych obecnych w każdym człowieku.

 

Powiedziałbym, że nawet w tym wątku jeden z typowych mechanizmów psychologicznych można zaobserwować, w Twoim zachowaniu: nazywa się on "dysonans poznawczy".

Share this post


Link to post
Share on other sites

Powiedziałbym, że nawet w tym wątku jeden z typowych mechanizmów psychologicznych można zaobserwować, w Twoim zachowaniu: nazywa się on "dysonans poznawczy".

Dobra dobra, był byś zdziwiony ile rzeczy u mnie nie wywołuje dysonansu i to samo w drugą stronę - każdy człowiek jest inny, chociażby ze względu na jego sytuację życiową.

 

Zaś odnośnie pornografii, jakoby z niej brały się "parafilie" - najpierw była potrzeba na rynku, dopiero potem materiał został opublikowany - nikt nie tworzy produktu "w ciemno".

 

Pokaż mi ten BEZPOŚREDNI związek pomiędzy brutalnością a brutalnymi grami. To jest tak jak ze sterydami "one rozpieprzają ci mózg i jesteś jak zwierze" - g. prawda, w rzeczywistości kto NIE był agresywny nawet po sterydach nie będzie agresywnym w sensie stricte.

 

Ta sama sytuacja działa w drugą stronę - wystarczy przejśc się na dyskotekę aby zobaczyć jednostki, które po prostu chcą robić "zadymę", "ustawkę" i inne takie - zwalisz to na karb gier, przeze mnie poruszonych sterydów, innego czynnika zewnętrznego czy też jednak na błędy w wychowaniu?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobra dobra, był byś zdziwiony ile rzeczy u mnie nie wywołuje dysonansu i to samo w drugą stronę - każdy człowiek jest inny, chociażby ze względu na jego sytuację życiową.

 

Ciekawe. Zdaje się jednak, że to samo pisałem tłumacząc Ci, że można - z powodu sytuacji życiowej - być podatnym na wpływy i że współcześnie dotyczy to masy osób. Osób, które nie są genetycznie chore, czy z natury złe, ale są po prostu zaburzone. I możesz twierdzić, że to nie wina gier. Co z tego? Nie jest winą broni atomowej, że może doprowadzić do zagłady ludzkości, ale fakt pozostaje faktem - może! Bo jesteśmy właśnie ludźmi!

Zaś odnośnie pornografii, jakoby z niej brały się "parafilie" - najpierw była potrzeba na rynku, dopiero potem materiał został opublikowany - nikt nie tworzy produktu "w ciemno".

 

Chcesz powiedzieć, że od początku istnienia ludzkości istniała potrzeba wysublimowanych alkoholi? Zapewne nie. A więc przemyśl ponownie to, co napisałeś.

Pokaż mi ten BEZPOŚREDNI związek pomiędzy brutalnością a brutalnymi grami. To jest tak jak ze sterydami "one rozpieprzają ci mózg i jesteś jak zwierze" - g. prawda, w rzeczywistości kto NIE był agresywny nawet po sterydach nie będzie agresywnym w sensie stricte.

 

To akurat jest już całkowita bzdura. Faktem jest, że nie można stwierdzić, że każdy kto zaczął nadużywać alkoholu stanie się agresywny, ale faktem jest również, że człowiek, który nigdy nie przejawiał agresji, może pod wpływem nadużywania alkoholu stać się agresywny.

 

Trochę mniej jednoznacznie wygląda to w przypadku oddziaływania czysto psychologicznego (a nie chemicznego), ale prawdą jest - tak samo - że czasami człowieka niszczy psychologicznie właśnie to, że jest "prawidłowy". Mogą go np. zniszczyć wyrzuty sumienia, kiedy inna osoba - pozbawiona tych wyrzutów - właśnie dzięki temu wyjdzie z danych doświadczeń bez szwanku i zachowa przystosowanie społeczne.

Share this post


Link to post
Share on other sites

PS. Wyjaśniając rzecz - myślę - istotną: jestem graczem od czasów Amigi, Pegasusa itp., do tej pory grywam często i namiętnie, w rozmaite gatunki gier. Jak najdalej mi do potępiania tej formy rozrywki. Z drugiej strony - nie jestem ślepo zapatrzonym w gierki maniakiem, którego boli jakakolwiek krytyczna analiza odnośnie możliwych wpływów wirtualnej rozgrywki na psychikę. Tak jak wierzę, że wiele gier potrafi rozwijać zdolności poznawcze człowieka, tak samo jestem gotów się zgodzić, że niektóre gierki mogą mieć negatywny psychologicznie wpływ na mentalność znaczącej statystycznie liczby graczy.

 

Po prostu i za jednym i za drugim mamy naukowe przesłanki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chcesz powiedzieć, że od początku istnienia ludzkości istniała potrzeba wysublimowanych alkoholi? Zapewne nie. A więc przemyśl ponownie to, co napisałeś.

Weź chłopie i sie zastanów bo teraz to u ciebie jest problem z logiką. Gdyby nikogo nie interesowało whisky/whiskey za 400zł to nikt by tego nie produkował, poza domorosłymi bimbrownikami!

 

Tak jak wierzę, że wiele gier potrafi rozwijać zdolności poznawcze człowieka, tak samo jestem gotów się zgodzić, że niektóre gierki mogą mieć negatywny psychologicznie wpływ na mentalność znaczącej statystycznie liczby graczy.

 

Pokaż mi tą istotną statystycznie ilość w badaniach i nie gadaj o tym, że każdy szanowany się hamerykanin ma własnego psychologa - taką widać mają modę zamiast radzić sobie samemu z problemami wo.ą sobie posłuchać pierdół kaznodziei - sytuacja podobna do religii.

 

To nie kwestia dysonansu poznawczego, tylko po prostu nie jestem w stanie sobie wyobrazić kogokolwiek, kto zaczął by myśleć w opisany przez ciebie sposób po graniu nawet w najbrutalniejszą na świecie grę, premiującą podcinanie wiązadeł. Zgodzę się z tobą w jednej kwestii - te gry są głupie i o to chodzi, zdecydowanie szybciej dzieciak podłapie zamachnięcie się nożem w oko z filmu niż z gry. Film ma udawać rzeczywistość, a gra, nawet jakby była najlepiej na świecie odwzorowaną nadal będzie "tylko" grą, w której to ty decydujesz co chcesz robić.

 

ps.rozumiem że twoja postawa nie wynika z dysonansu poznawczego? 8)

Share this post


Link to post
Share on other sites

czesiu

Weź chłopie i sie zastanów bo teraz to u ciebie jest problem z logiką. Gdyby nikogo nie interesowało whisky/whiskey za 400zł to nikt by tego nie produkował, poza domorosłymi bimbrownikami!

 

Ja mam problem z logiką? Chyba nie bardzo. Po pierwsze - kolejny raz powielasz błąd logiczny. Załóżmy mamy osoby, które chcą pić Whiskey za 400 zł. i dlatego mamy je na rynku. Czy to oznacza, że nikt inny nie może wpaść w alkoholizm z powodu tego whiskey, mimo, iż wcześniej sam z siebie nie odczuwał potrzeby picia takiego alkoholu? Oczywiście, że NIE!

 

Po drugie - jest wyjątkowo dziwacznym pomysłem sądzić, że człowiek pierwotny marzył o whiskey za 400 zł. Nie sądzisz? I to mi właśnie chodziło - człowiek zaczął tworzyć pornografię z potrzeby wewnętrznego instynktu, ale nie oznacza to, ani tego, że pornografia nie może rozbudzić rozpasania w osobach, którego same z siebie by go w sobie nie wykształciły, ani tego, że nie następuje stopniowa "sublimacja" popędów w bardziej wyszukane (właśnie na bazie pornografii). Oczywiście - pornografia to nie jedyna droga ku temu! Ale bardzo łatwa i szeroko dostępna. Tak samo jak od żytniego piwa wyrabianego chałupniczymi metodami doszliśmy do wysublimowanych drinków za bajońskie sumy.

Pokaż mi tą istotną statystycznie ilość w badaniach i nie gadaj o tym, że każdy szanowany się hamerykanin ma własnego psychologa - taką widać mają modę zamiast radzić sobie samemu z problemami wo.ą sobie posłuchać pierdół kaznodziei - sytuacja podobna do religii.

 

Wpisz sobie w google angielskim odpowiednie hasła i znajdziesz wiele artykułów: od poświęconych grom, po wykazujące związki między akceptacja przemocy w stosunkach seksualnych, a oglądaniem tego typu nagrań.

Zgodzę się z tobą w jednej kwestii - te gry są głupie i o to chodzi, zdecydowanie szybciej dzieciak podłapie zamachnięcie się nożem w oko z filmu niż z gry. Film ma udawać rzeczywistość, a gra, nawet jakby była najlepiej na świecie odwzorowaną nadal będzie "tylko" grą, w której to ty decydujesz co chcesz robić.

 

Wyborne. Czyli według Ciebie samo patrzenie ma większą moc wpływu, niż dodatkowo działanie. Nie wiem w jakiej psychologii, może jakiejś marsjańskiej.

 

Oczywiście, że jeśli gra jest groteską, to będzie miała mniejszy wpływ, niż poważny film. Tak samo przemoc w filmach takiego Tarantino również odbieramy z przymrużeniem oka w porównaniu z realistycznym dramatem, który angażuje głębokie odczucia. Ale istnieją zarówno gry jak i filmy, które nie sprawiają wrażenia głupich, lecz - już prędzej - chorobliwych.

 

Tak się składa, że akurat wczoraj trafiłem na artykuł, który dość dobrze to wyjaśnia: http://film.onet.pl/0,0,1602805,1,600,artykul.html

 

Zresztą, co tu dużo mówić. Czym innym jest przemoc w filmach wspomnianego Tarantino, a czymś zupełnie innym w takim "Pewnego razu w Ameryce" (chociaż ten film już dziś tak nie szokuje). I przemoc w growym thrillerze psychologicznym, może być znacznie bliższa tej drugiej, niż pierwszej. M.in. to rozumiem przez realizm. Realistyczne flaki w grze o superbohaterze rodem z komiksu to żaden realizm.

 

Jeśli tak trudno Ci sobie wyobrazić wpływy, to obejrzyj parę filmów ze wspomnianego artykułu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

PS. I w tym miejscu przyznaję, że przykład z symulatorem zrzucania ze schodów, w tej mierze był nietrafiony. To rzeczywiście byłoby zbyt naznaczone głupotą, ażeby poważnie wpłynęło na psychikę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Chcesz ciastko czy brokuła? – jeśli zadasz w ten sposób pytanie dziecku, które nie ukończyło jeszcze 3. roku życia, to w 80% przypadków odpowie ono, że ma ochotę na... brokuła. Jednak odpowiedź taka nie świadczy o sukcesie wychowawczym rodziców. Jak wynika z badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Kalifornijskim w Irvine, dzieci, postawione przed pytaniem, w którym występuje alternatywa, najczęściej wybierają tę opcję, która została im przedstawiona jako ostatnia.
      Dorośli wiedzą, czym jest wybór. Często decydują się na pierwszą z przedstawionych propozycji. Nazywamy to błędem pierwszeństwa. Jednak dzieci, szczególnie te przed 3. rokiem życia, które nie znają dobrze języka, mają skłonność do błędu ostatniego wyboru, co oznacza, że częściej wybierają opcję, którą zaprezentowano im na końcu. Nigdy wcześniej nie badano tego zagadnienia u dzieci, więc to fascynujące spostrzeżenie.
      Podczas badań naukowcy zadali 24 dzieciom w wieku 21–27 miesięcy po 20 pytań, w których był wybór pomiędzy dwoma opcjami. Później zadali te same pytania, ale odwrócili kolejność opcji do wyboru. Po każdej odpowiedzi dziecko dostawało naklejkę, przedstawiającą to, co wybrały. Jeśli dziecko nie udzielało odpowiedzi, pokazywano mu obie naklejki i proszono, by wskazało, którą chce.
      Okazało się, że gdy dzieci wybierały mówiąc, co chcą dostać, to na drugą z przedstawionych opcji decydowały się w 85,2% przypadków. Gdy zaś wskazywały, zamiast mówić, na drugą opcję decydowały się w 51,6% przypadków. Główna autorka badań, Emily Sumner mówi, że zaobserwowane zjawisko ma związek ze sposobem rozwoju pamięci roboczej dziecka, która jest nastawiona na natychmiastowe odbieranie i przetwarzanie języka.
      Gdy zaś dziecko wskazuje, widzi wszystkie opcje i może wybrać to, co rzeczywiście chce. Gdy zaś nie ma odnośników wizualnych i słyszy jedynie „czy”, to polegając na pętli fonologicznej jest w stanie przetwarzać tylko to, co ostatnio usłyszało. Dzieci rozumieją dźwięki, ale niekoniecznie rozumieją znaczenie słów. Więc gdy odpowiadają na tak zadane pytanie, po prostu powtarzają ostatnią opcję, wyjaśnia Sumner.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Z badań opublikowanych na łamach Journal of Nutrition Education and Behavior dowiadujemy się, że dzieci można nakłonić do jedzenia zdrowych pokarmów, informując je o korzyściach z nich wynikających. Okazuje się, że jeśli powiemy dzieciom, by np. zjadły fasolkę, gdyż dzięki temu będą szybciej rosły i szybciej biegały, zjedzą ja z dwukrotnie większym prawdopodobieństwem, niż wówczas, gdy nie otrzymają takiego komunikatu.
      Każde dziecko chce być większe, szybsze i wyżej skakać, mówi profesor Jane Laningan z Washington State University, główna autorka badań. Użycie takich zachęt powoduje, że pożywienie staje się bardziej atrakcyjne.
      Już wcześniejsze badania wykazały, że jeśli wielokrotnie będziemy dawać dziecku produkty, których nie chciało wcześniej zjeść, zwiększa się prawdopodobieństwo, iż w końcu ich spróbuje. Jednak wcześniej nie badano kontekstu, w jakim prezentowano dzieciom pożywienie.
      Lanigan i jej zespół postanowili sprawdzić, czy nakierowane celowo na dziecko stwierdzenia prezentujące korzyści z konkretnego zdrowego pożywienia zwiększą jego konsumpcję. Informacje dobierano tak, by odpowiadały celom, jakie stawia sobie dziecko i były prawdziwe.
      Eksperyment prowadzono przez 6 tygodni na grupie 87 dzieci w wieku 3–5 lat. Przed rozpoczęciem badań dzieci poproszono, by oceniły, na ile lubią pokarmy takie jak zieloną paprykę, pomidory, soczewicę czy quinoę. Następnie dwa razy w tygodniu dzieciom podawano dwa z najmniej lubianych przez nie rodzajów pożywienia. W przypadku jednego z produktów dziecku przedstawiano jego zalety, drugi zaś był podawany bez żadnych informacji. Eksperyment wbudowano w codzienną rutynę dziecka. Następnie mierzono, ile z danego produktu dzieci jadły przed rozpoczęciem eksperymentu, natychmiast po jego zakończeniu oraz miesiąc po jego zakończeniu.
      Okazało się, że natychmiast po zakończeniu nie zauważono, by dzieci jadły więcej któregokolwiek z nielubianych przez siebie pokarmów, prawdopodobnie dlatego, że miały dość jedzenia w kółko tego samego. Jednak inaczej miały się sprawy miesiąc później. Okazało się, że miesiąc później dzieci jadły dwukrotnie więcej tego produktu, do którego były zachęcane poprzez przedstawianie im korzyści, niż drugiego z produktów, mówi Lanigan.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dzieci mieszkające w pobliżu dużych dróg z dwukrotnie większym prawdopodobieństwem wypadają gorzej w testach zdolności komunikacyjnych, niż dzieci mieszkające dalej od dużych dróg. Ponadto, jak wynika z analiz prowadzonych przez National Institutes of Health i University of California, Merced, dzieci matek, które w ciąży były narażone na wyższe niż normalnie zanieczyszczenia powietrza wywołane ruchem samochodowym są bardziej narażone na niewielkie opóźnienia w rozwoju w czasie niemowlęctwa i wczesnego dzieciństwa.
      Nasze badania pokazują, że rozsądnym jest ograniczenie ekspozycji na zanieczyszczenia w czasie ciąży, niemowlęctwa i wczesnego dzieciństwa, czyli w okresach najważniejszych dla rozwoju mózgu, mówi doktor Pauline Mendola. Wcześniejsze badania wykazały związek pomiędzy zanieczyszczeniem powietrza w ciąży a niską wagą urodzeniową, przedwczesnym porodem oraz poronieniem. Część badań łączyło zanieczyszczenia z autyzmem i gorszym funkcjonowaniem poznawczym. Teraz widzimy związek pomiędzy zanieczyszczeniem powietrza a problemami rozwojowymi.
      Naukowcy przeanalizowali dane dotyczące 5825 dzieci. Dla każdego z nich określono odległość domu od dużej drogi zarówno w czasie ciąży matki jak i wczesnego dzieciństwa. Wzięto też pod uwagę lokalizację przedszkola, do którego dziecko uczęszczało. Dzieci badano co 4–6 miesięcy za pomocą specjalnych kwestionariuszy. Badania rozpoczynano, gdy dziecko ukończyło 8 miesięcy i kontynuowano je do 36. miesiąca życia. Oceniano małą i dużą motorykę, zdolności komunikacyjne, funkcjonowanie społeczne oraz umiejętność rozwiązywania problemów.
      Okazało się, że w porównaniu z dziećmi żyjącymi w odległości większej niż pół mili (800 metrów) od dużej drogi, dzieci żyjące w odległości od 50 do 500 metrów są dwukrotnie bardziej narażone na gorszy rozwój na przynajmniej jednym z badanych pól.
      Naukowcy ocenili też zanieczyszczenie ozonem i pyłem zawieszonym PM2.5 na jakie narażone były dzieci. Okazało się, że prenatalne narażenie na oddziaływanie zwiększonej ilości PM2.5 zwiększało ryzyko dla każdego z badanych pól o od 1,6 do 2,7 procent, a narażenie na podwyższony poziom ozonu zwiększał je o od 0,7% do 1,7%. Ryzyko to rosło po urodzeniu. Wyższa pourodzeniowa ekspozycja na zanieczyszczenia ozonem zwiększała ryzyko o 3,3% u dzieci 8-miesięczynych, u 24-miesięcznych było ono wyższe o 17,7%, a u 30-miesięcznych zanotowano zwiększenie ryzyka o 7,6%.
      Nie jest jasne, dlaczego narażenie na zanieczyszczenia jest wyższe po urodzeniu. Warto jednak zauważyć, że w tym przypadku zanieczyszczenia oddziałują na dziecko bezpośrednio, a nie poprzez organizm matki, który może przed nim w pewnym stopniu chronić, stwierdza główna autorka badań, doktor Sandie Ha.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niedawno u dwojga dzieci w Europie, w wieku 4 i 6 lat, oraz jednego w Kanadzie, w wieku 10 lat, pojawiła się tajemnicza choroba objawiająca się napadami drgawek, utratą magnezu i zmniejszeniem poziomu inteligencji. Obecnie nie ma sposobu na jej leczenia lub łagodzenie objawów, ale przynajmniej udało się znaleźć jej przyczynę.
      Międzynarodowy zespół naukowy z Danii, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Austrii, Holandii i Kanady poinformował, że choroba spowodowana jest mutacją w podrodzaju Alfa-1 pompy sodowo-potasowej. I mimo tego, że u wspomnianej trójki dzieci wystąpiły identyczne objawy, to błąd genetyczny, które je spowodował, jest u każdego z nich odmienny, gdyż różne są aminokwasy budujące białko pompy, poinformowała profesor Bente Vilsen z Uniwersytetu w Aarhus.
      Ten rodzaj pompy, który mutuje, znajduje się zarówno w nerkach jak i w mózgu. Mutacja powoduje, że nerki, które normalnie absorbują magnez, zaczynają wydzielać go wraz z moczem. Jednak to nie utrata magnezu powoduje drgawki. Mają one miejsce dlatego, że pompa sodowo-magnezowa jest niezwykle ważna dla prawidłowego działania mózgu, a to oznacza, że dodatkowa suplementacja magnezem nie zapobiegnie drgawkom, wyjaśnia uczona. Jej zdaniem kolejny z objawów choroby, zmniejszanie się poziomu inteligencji, jest prawdopodobnie spowodowany niedoborami tlenu w mózgu w czasie napadów drgawkowych. Uczeni rozpoczęli już poszukiwanie lekarstwa na nowo odkrytą chorobę.
      Przypadki te pojawiły się w dwóch różnych miejscach w Europie oraz w Kanadzie. Możemy więc przypuszczać, że nie są jedynymi, stwierdziła Vilsen. Dodaje, że odkrycie, którego dokonał jej zespół powinno przyczynić się do zidentyfikowania kolejnych przypadków, gdyż teraz lekarze będą wiedzieli, że utrata magnezu skojarzona z drgawkami może oznaczać mutacje w pompie sodowo-potasowej. Sądzę, że znajdziemy znacznie więcej dzieci z tym schorzeniem, a te badania to dobry przykład, dlaczego współpraca międzynarodowa jest koniecznością. Po prostu w jednym kraju występuje zbyt mało przypadków tej choroby, by prowadzić tam nad nią badania, dodaje Vilsen.
      Badania nad tak rzadkimi chorobami przynoszą i ten pozytywny skutek, że mogą doprowadzić one do opracowania metod leczenia częściej występujących, powiązanych z nimi schorzeń.
      Jens Christian Skou, duński naukowiec, który odkrył istnienie pompy sodowo-potasowej, zmarł w ubiegłym roku w wieku 99 lat. Początkowo uważał on, że w pompie nie mogą występować mutacje, gdyż organizm nie może się obyć bez prawidłowo działającej pompy sodowo-potasowej. Jednak z czasem okazało się, że istnieją nieprowadzące do śmierci poważne choroby spowodowane mutacjami w pompie sodowo-potasowej. Teraz odkryto kolejną z nich.
      To, że mutacje takie nie prowadzą do śmierci, spowodowane jest dwoma czynnikami. Po pierwsze, w różnych tkankach istnieją różne odmiany pompy sodowo-potasowej, które mogą się uzupełniać, gdy jedna z odmian nie działa prawidłowo. Po drugie, ludzie posiadają materiał genetyczny od obu rodziców, zatem nawet w nerkach, które, w przeciwieństwie do mózgu zawierają tylko jedną odmianę pompy (Alfa-1), nie wszystkie pompy będą wadliwe, a tylko te, które odziedziczyliśmy od jednego z rodziców. Innymi słowy u wspomnianych dzieci nieprawidłowo działa tylko część pomp w mózgu i nerkach. Gdyby nie działały wszystkie to, zgodnie z przewidywaniami Jensa Christiana Skou, dzieci umarłyby jeszcze przed narodzeniem.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Szkielet 10-letniego dziecka pochowanego w czasach rzymskich w Lugnano wskazuje, że grzebiące je osoby postarały się, by nie powstało ono z grobu. Dziecko zmarło prawdopodobnie na malarię, a jego współcześni obawiali się, by po śmierci nie zarażało innych.
      Pochówek, znaleziony przez naukowców z University of Arizona i Stanford University, charakteryzuje się kamieniem wetkniętym w usta zmarłego. Kamień miał powstrzymać chorobę oraz ciało przed zmartwychwstaniem.
      Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem, mówi David Sotern, który prowadzi wykopaliska od 1987 roku. Lokalnie chłopiec nazywany był „wampirem z Lugnano”.
      Odkrycia dokonano na La Necropoli dei Bambini, Cmentarzu Dzieci, który pochodzi z połowy piątego wieku. Pochowano na nim ofiary epidemii malarii. Cmentarz założono na miejscu opuszczonej willi, która została zbudowana pod koniec I wieku przed Chrystusem.
      Dotychczas sądzono, że na cmentarzu chowano niemowlęta, noworodki i płody. Nie znaleziono tam bowiem nikogo starszego niż 3-letnia dziewczynka. Znalezienie jednak zwłok 10-letniego dziecka wskazuje, że cmentarz był wykorzystywany także w celu pochówków starszych dzieci. Wciąż są tam obszary, których nie badaliśmy. Nie wiemy, czy nie znajdziemy więcej starszych dzieci, mówi bioarcheolog Jordan Wilson.
      Biorąc pod uwagę wiek dziecka i nietypowy pochówek, z kamieniem w ustach, widzimy, że mamy tutaj do czynienia z anomalią na i tak już niezwykłym cmentarzu. To pokazuje, jak wyjątkowy jest to cmentarz, mówi dyrektor wykopalisk David Pickel. Ma on nadzieję, że cmentarz powie nam więcej o epidemii malarii, która uderzyła w Umbrię przed 1500 lat.
      Już wcześniejsze wykopaliska na La Necropoli dei Bambini odsłoniły wiele tajemnic. Archeolodzy znaleźli m.in. kości dzieci, obok których złożono kości ropuch, szpony kruków i brązowe kociołki wypełnione popiołem i pozostałościami po szczeniakach złożonych w ofierze. Wszystkie te przedmioty są kojarzone z magią i czarami. Ponadto do rąk i nóg pochowanej 3-letniej dziewczynki przywiązano kamienie. W różnych kulturach praktyka taka miała powstrzymać zmarłego przed powstaniem z grobu.
      Wiemy, że Rzymianie mocno wierzyli w magię i wykorzystywali ją do powstrzymania zmarłych przed zmartwychwstaniem, mówi Soren.
      Jeszcze przed odkrycie ciała z kamieniem w ustach archeolodzy spodziewali się czegoś niezwykłego. Grób był bowiem przykryty dwoma dużymi dachówkami. Uczeni sądzili, że w jednym grobowcu złożono dwoje dzieci. Tymczasem okazało się, że jest tam pochowane jedno dziecko, ale za to dużo starsze od wszystkich innych.
      To pierwszy pochówek z tego cmentarza, w którym znajdujemy kamień w ustach zmarłej osoby. Podobne pochówki są znane z innych miejsc. Na przykład w Wenecji znaleziono pochowaną w XVI-wieku kobietę, której w usta wetknięto cegłę. W 2017 roku w Anglii odkopano grób mężczyzny, który został złożony twarzą w dół, jego język usunięto i zastąpiono kamieniem.
      Tego typu pochówki są kojarzone z pochówkami wampirów. To bardzo niezwykły sposób traktowania ciała. Widać go w różnych formach w różnych kulturach, szczególnie w świecie rzymskim. To wskazuje, że żywi obawiali się, iż zmarły powróci i będzie rozprzestrzeniał wśród nich chorobę. To bardzo ludzkie postępowanie. Żywimy niezwykle złożone uczucia względem zmarłych i zastanawiamy się, czy śmierć to naprawdę koniec, mówi Wilson. Pochówki mówią nam bardzo dużo o sposobie myślenia z przeszłości. My, bioarcheolodzy, mówimy, że zmarli sami siebie nie chowają. Ze sposobu traktowania zmarłych możemy wywnioskować bardzo wiele na temat sposobu myślenia i wierzeń ludzi, którzy ich chowali.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...