Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Włoscy prokuratorzy domagają się kar więzienia dla trzech obecnych i jednego byłego menedżera Google'a. Ich zdaniem są oni winni zniesławienia i złamania prawa do prywatności.

Sprawa dotyczy wydarzeń z 2006 roku, gdy we włoskojęzycznym Google'u umieszczono nagrany telefonem komórkowym klip, na którym grupa uczniów znęca się nad niepełnosprawnym kolegą. Prokuratorzy uważają, że Google niedopełnił swoich obowiązków, gdyż wideo było dostępne przez dwa miesiące. Przedstawiciele Google'a twierdzą, że usunięto je w kilkanaście godzin po tym, jak firma otrzymała informacje. Prokuratura przedstawia jednak 119 stron dokumentów, świadczących o tym, że koncern wiedział o klipie na długo przed jego usunięciem. Domaga się ona kary roku pozbawienia wolności dla wiceprezesa i szefa zespołu prawnego Davida Drummonda, doradcy ds. prywatności Petera Fleischera oraz byłego prezesa ds. finansowych, George'a Reyesa. Z kolei Arvind Desikan, który jest obecnie szefem ds. marketingu w Wielkiej Brytanii, miałby zostać skazany na sześć miesięcy więzienia.

Jeśli sąd przychyli się do zdania prokuratury, to wymienieni mężczyźni nie trafią do więzienia.  Włoskie prawo przewiduje, że kary więzienia niższe niż trzy lata, zasądzane osobom wcześniej nienotowanym, są zamieniane na inne kary.

Google przyznaje, że klip znajdował się na firmowych serwerach od 8 września do 7 listopada. Prokuratura ma dowody, że na początku października komentujący zwracali uwagę na to, że klip powinien być natychmiast usunięty. "Rozsądnym jest zatem przypuszczać, że komentujący wysłali też do Google'a informację, by usunął klip" - napisali oskarżyciele.

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Rozsądnym jest zatem przypuszczać, że komentujący wysłali też do Google'a informację, by usunął klip" - napisali oskarżyciele.</p>

Rozsądnym jest uznanie, że zadziałało prawo rozmytej odpowiedzialności, tzn każdy pisał "ktoś powinien to zrobić", ale jednocześnie sam nie ma takiego zamiaru, tudzież po pewnym czasie osoby widząc teksty w stylu "trzeba to zgłosić/ to jest nieludzkie" doszły do wniosku, że już ktoś tą informację przekazał, więc one nie muszą tego zrobić... Ale co ja tam wiem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tu się z Tobą zgodzę. Jednak sąd może też logicznie uznać, że komentarz jest informacją przekazaną firmie, że komentarze są moderowane, że w końcu firma powinna pilnować tego, co jest umieszczane na jej serwerach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tu się z Tobą zgodzę. Jednak sąd może też logicznie uznać, że komentarz jest informacją przekazaną firmie, że komentarze są moderowane, że w końcu firma powinna pilnować tego, co jest umieszczane na jej serwerach.

I tak też się stało

1)zwykle moderacja ogranicza się do usunięcia bluzg, co ni mniej ni więcej oznacza automatyczny system wyszukiwania słów kluczy...

2)czy był byś w stanie sam moderować wszystkie komentarze na KW? sądzę, że google Video jest zdecydowanie większym serwisem (w sensie ilości komentarzy/dzień) w porównaniu z KW.

3) punkt 2 tyczy się też filmów, które są usuwane (przecież usunęli, gdy tylko dotarł do nich sygnał)

 

Ta sama logika która skłoniła prokuratora do zakładania, że preziowie "wiedzieli" (a co z zasadą domniemania niewinności!?) mnie zmusza do założenia, że preziowie jednak mogli NIE wiedzieć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zgoda, mogli nie wiedzieć. Co jednak nie zwalnia firmy z obowiązku przestrzegania prawa.

zacytuję twoje słowa:

Przedstawiciele Google'a twierdzą, że usunięto je w kilkanaście godzin po tym, jak firma otrzymała informacje.
<- jakoś nie widzę w tym migania się od przestrzegania prawa (szczególnie w porównaniu z thepiratebay)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pytanie tylko, czy powinni czekać do sygnału (co trwało miesiącami) czy sami z siebie powinni dopilnować, by nie dochodziło do łamania prawa. Pytanie, co jest ważniejsze, wygoda korporacji czy prawa człowieka?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pytanie tylko, czy powinni czekać do sygnału (co trwało miesiącami) czy sami z siebie powinni dopilnować, by nie dochodziło do łamania prawa. Pytanie, co jest ważniejsze, wygoda korporacji czy prawa człowieka?

To trochę z innej bajki - w sytuacji, gdy ktoś ZNACZNIE przekracza prędkość - od razu do niego strzelasz/ złomujesz auto/ czy wystawiasz upomnienie(mandat)? Nawet jeżeli wina "prezesów" jest bezsporna to powiedz mi, dlaczego ma odpowiadać za to przewinienie osoba, która o tym nie miała zielonego pojęcia, no chyba że w google prezesi odwalają czarną robotę...

 

Chcą, aby korporacja w przyszłości lepiej postępowała, to niech zastosują karę w zawieszeniu - jeżeli sytuacja się powtórzy "game over", jeżeli nie powtórzy to GIT. W moim odczuciu sprawa jest tak samo idiotyczna, jak nakaz UE, aby Microsoft dodawał do swojego systemu kilka różnych przeglądarek internetowych.

 

Pytanie tylko, czy powinni czekać do sygnału (co trwało miesiącami) czy sami z siebie powinni dopilnować, by nie dochodziło do łamania prawa. Pytanie, co jest ważniejsze, wygoda korporacji czy prawa człowieka?

A powiedz mi, kto w tej sprawie złamał prawa człowieka i dlaczego akurat ta osoba nie została pociągnięta do odpowiedzialności - powinieneś się cieszyć tym, że filmik był tak długo w internecie - być może dzięki temu ktoś rozpoznał sprawcę i choć to mało prawdopodobne skierował sprawę do policji. Nie bez powodu wszędzie, gdzie użytkownicy mogą się wypowiedzieć/ wstawić treści jest podawana klauzula "twórcy strony nie odpowiadają za wypowiedzi użytkowników".

Share this post


Link to post
Share on other sites

No właśnie o to mi chodzi. O tę klauzulę. Z jednej strony odżegnują się od odpowiedzialności, a z drugiej dają użytkownikom potężne narzędzie, za pomocą którego można do woli znieważać, szkalować itp. itd. W tym właśnie problem: co jest ważniejsze, wygoda korporacji i jej prawo do odżegnywania się czy też prawo człowieka do obrony.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A czy ty rozumiesz znaczenie tej klauzuli? W skrócie oznacza ona tylko tyle - my daliśmy narzędzie, ale nie odpowiadamy za sposób wykorzystania narzędzia przez użytkowników - chesz kogoś oskarżyć - oskarż usera, my usuniemy treści łamiące prawo, jak ktoś nas poinformuje. Popatrz na nóż kuchenny - co jest ważniejsze prawo człowieka do obrony, czy wygoda korporacji, czy firma ma przestać produkować noże tylko dlatego, że mogę kogoś ja zadźgać, toż to będzie promil wszystkich użytkowników noży. dlaczego więc w sytuacji gdy zadźgasz kogoś nożem jesteś ty sądzony, a nie korporacja, która przecież te straszne narzędzie zbrodni stworzyła... gdzie się podział twój liberalizm?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moim zdaniem jeśli dotarł sygnał do Google to są winni zaniedbania bo powinni usunąć materiał łamiący prawa niezwłocznie, jeśli jednak nikt tego nie zgłosił bezpośrednio do Google (w co wątpię) to trudno ich obarczać winą, w tak ogromnej ilości materiałów wideo nie jest łatwo wykryć te które naruszają dobro osób na nich przedstawionych.

Pytanie tylko, czy powinni czekać do sygnału (co trwało miesiącami) czy sami z siebie powinni dopilnować, by nie dochodziło do łamania prawa.

Zgadza się, pytanie ile czasu na to potrzebują.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@czesiu: no właśnie tutaj jest pytanie o znalezienie odpowiedniego złotego środka. Bo nie moze być tak, że np. właściciel serwisu jest całkiem zwolniony z odpowiedzialności i zawsze może się tłumaczyć tym, że nie wiedział, bo nikt go nie poinformował. Skoro daje komuś do ręki jakieś narzędzia, to powinien dopilnować ich użycia. W przeciwnym razie na największych portalach możesz umieścić kłamstwa na czyjś temat i będą tam one wisiały latami, bo nikt właściciela nie poinformuje, więc właściciel będzie czuł się zwolniony z odpowiedzialności. Nie może być tak, że właściciel jest tutaj stroną całkowicie bierną i bezkarną, bo "nikt mi nie powiedział".

Jednocześnie zgadzam się, że niezwykle trudno będzie chyba znaleźć rozwiązanie, które z jednej strony ochroni ofiary, a z drugiej nie zablokuje rozwoju serwisów. Być może gdyby np. ofiary mogły domagać się odszkodowań od serwisów to rozwiązałoby to sprawę. Wówczas serwisy musiałyby obliczyć, czy bardziej opłaca im się nic nie robić i płacić odszkodowania, czy zainwestować w narzędzia/ludzi pilnujących tego, co się dzieje?

A liberalizm polega na odpowiedzialności, prawda? Bez tego ani rusz. Ja się po prostu sprzeciwiam brakowi odpowiedzialności i tyle.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A dlaczego tylko dla menedżerów? Dlaczego nie dla administratorów? W końcu to oni są bezpośrednio odpowiedzialni za usuwanie niedozwolonych treści. W tym wypadku możliwe jest, że to właśnie ktoś z dołu nie dopilnował swoich obowiązków. O ile oczywiście ktokolwiek powiadomił google o tym, że na ich serwerze jest film o niedozwolonej treści. Często bywa tak, że ludzie umieszczają pełne oburzenia komentarze, ale nie piszą do administratora. I skąd taki administrator ma wiedzieć, że gdzieś tam wśród milionów filmików jest jeden który łamie prawo? Przecież pełne oburzenia komentarze nie zawierają najczęściej niedozwolonych słów na podstawie których można wyłapać niepożądaną treść w filmie. Czy administrator w takim razie ma oglądać KAŻDY film jaki ludzie wgrają na serwer? Cała ta sytuacja trąci paranoją. Ścigać powinno się osobę, która filmik umieściła, a nie ludzi, którzy z braku wiedzy o filmie, nie usunęli go od razu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@czesiu: (...)W przeciwnym razie na największych portalach możesz umieścić kłamstwa na czyjś temat i będą tam one wisiały latami, bo nikt właściciela nie poinformuje, więc właściciel będzie czuł się zwolniony z odpowiedzialności.(...)

A co mnie obchodzi jakiś tam właściciel, jeżeli to konkretna osoba mnie szkaluje! W tej sytuacji występujesz na drogę sądową przeciwko delikwentowi, który pisał brednie na twój temat i RESZTA REGULUJE SIĘ SAMA.

Być może gdyby np. ofiary mogły domagać się odszkodowań od serwisów to rozwiązałoby to sprawę.

Czyli jeżeli napiszę prezydent "be" i ty nie usuniesz tego w przeciągu 5 minut, to CBA będzie ciebie sądziło zamiast mnie? SUPER, to czas sobie poswawolić... Dlaczego osoba, która nie namawiała do umieszczenia danej treści, nie pomagała w tworzeniu treści, praktycznie nie mająca powiązania ze sprawą ma odpowiadać karnie za winy innej jednostki. W tym momencie zachowujesz się jak sędziowie z procesu thepiratebay, gdzie administratorzy są sądzeni za wykroczenia innych użytkowników. Zresztą nawet w ich olewackim stosunku do ponagleń o usunięcie treści jest metoda.

 

i na koniec cytat, którym chciałbym zakończyć tą wypowiedź:

Czy administrator w takim razie ma oglądać KAŻDY film jaki ludzie wgrają na serwer? Cała ta sytuacja trąci paranoją. Ścigać powinno się osobę, która filmik umieściła, a nie ludzi, którzy z braku wiedzy o filmie, nie usunęli go od razu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@czesiu, nemway: też uważam, że wsadzanie menedżerów do więzienia to nie rozwiązanie. I, możliwe, że to nie oni powinni odpowiadać. Zależy, jak pracę w firmie zorganizowali.

I tak, powinni sprawdzać, co się dzieje na ich serwerach. Bo filozofia "zareaguję jak mnie ktoś powiadomi" oznacza, że są całkowicie bierną stroną. Mają nad serwerami całkowitą władzę, dlatego powinni działać aktywnie, a nie pasywnie.

Moim zdaniem fakt, że film sobie 3 miesiące wisiał świadczy o ewidentym zaniedbaniu. Zauważcie jaka jest sytuacja osoby, która została np. znieważona. To ona musi zgłosić przestępstwo, wskazać, gdzie się odbyło, często wykazać, że do niego doszło, udowodnić, jakie straty w związku z tym poniosła (taki jest wymóg większości procesów cywilnych)... A wielka firma, na której serwerach znajduje się obraźliwy materiał jedyne co robi aktywnie to zbiera kasę z reklamy, a jedyna odpowiedzialność to rozłożenie rąk i stwierdzenie "nikt nam nie powiedzial". Coś tu jest chyba nie tak, prawda?

Rownie dobrze można sobie założyć takie YouTube dla pedofili i zdejmować zdjęcia/filmy tylko po otrzymaniu informacji. A jak przyjdzie policja, to stwierdzić "kasujemy w ciągu kilkunastu godzin od momentu otrzymania zgłoszenia".

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mariuszu uważam że nie masz racji w tej dyskusji - przynajmniej nie w realnym świecie. Google, czy jakakolwiek inna firma/osoba udostępniająca tak potężne narzędzie dla użytkowników, daje im też narzędzia do zgłaszania nadużyć. Oddaje tym część odpowiedzialności za publikowane treści w ręce użytkowników. Inaczej się po prostu nie da. Jeśli tylko ktoś zgłosi nadużycie to wtedy odpowiedzialność jest po stronie właściciela serwisu.

Nie ma fizycznej możliwości do moderacji wszystkiego na własnym serwisie. Strzelam w ciemno, że nie czytujesz wszystkich komentarzy na KW kropka w kropkę i dajmy na to w całkowicie spamerskim wątku o pogodzie ktoś rzuci coś co podchodzi pod jakiś paragraf. Ile minęło by czasu do chwili kiedy odnajdziesz ten wpis ? Czy czułbyś się winny sytuacji kiedy to dana treść widniała na Twoim/Waszym serwisie przez kilka miesięcy ? Czy może od tego są też inni administratorzy/moderatorzy/użytkownicy ?

Mogę też sobie wyobrazić sytuację, kiedy na takim serwisie jak google video ktoś pisze w niespotykanym języku - skąd administratorzy i cały google ma wiedzieć czy ktoś w tym tekście obraził prezydenta/boga i cokolwiek innego ? Jeśli nikt im nie da znać o tym, to nie ma możliwości aby się dowiedzieli o tym sami. A może wyjściem jest permanentna administracja serwisami web 2.0 i oczekiwanie na autoryzację każdego wpisu/materiału przez odpowiednie osoby ? Wrzucasz film na YT i czekasz 3 miesiące na to aż ktoś będzie miał czas aby go obejrzeć i stwierdzić, że nie ma w nim nic niezgodnego z regulaminem. Dla mnie taki system to porażka.

Być może mamy też inne pojęcie o WEB 2.0...

Share this post


Link to post
Share on other sites

A co z upublicznianiem zdjęć grupowych np. na eN-Keju, gdzie osoba fotografowana nie wyraziła zgody na swoją publikację? Kogo sądzić ma poszkodowany, który nie chce pokazywać swojej twarzy w internecie czy być w nim wymieniany z imienia czy nazwiska, bo nie jest osobą publiczną? To samo ma się do publikacji zdjęć przez abiturientów danych szkół, którzy do nich uczęszczali. Czy szkoła w tym momencie łamie prawo? Jeśli to wszystko jest dostępne w wyszukiwarkach?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Powyżej pewnej ilości osób na zdjęciu nie trzeba mieć zgody na publikację. Nieco paradoksalna sytuacja zachodzi, gdy taki oszołom jeden z drugim zachłyśnie się swoją "ochroną przed upublicznieniem" i pisze pod zdjęciem właściciel konta z kolegą "a ja sobie nie życzę, żebym było moje zdjęcie publikowane w internecie". Najśmieszniejsze - ja, osoba postronna nawet bym nie wiedział kim jest ten młotek obok mojego znajomego, ale skoro ten sam się pochwalił, że nie życzy sobie, aby ktoś wiedział, że to on na tym zdjęciu...

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Tomek: widziałem informację, że się rozpoczęła i tyle.

@thibris: Ja mówię tylko o tym, że nie wolno zwalniać firm całkowicie z odpowiedzialności. Nie o tym, żeby moderować wszystko i dopiero po moderacji wrzucać. Chodzi mi tutaj o to, że bardzo często spotykam się z opiniami, iż w żaden sposób nie wolno karać firm udostępniających swoją infrastrukturę za to, co robią użytkownicy. To jakieś fetyszyzowanie internetu. Firma ma kontrolę nad infrastrukturą więc powinna w pewnym stopniu odpowiadać za jej wykorzystanie. Nie wolno jej całkowicie umywać rąk. Dlaczego osoba indywidualna ma odpowiadać za swoje postępowanie, a wielki koncern miałby być z tej odpowiedzialności zwolniony?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dlaczego osoba indywidualna ma odpowiadać za swoje postępowanie, a wielki koncern miałby być z tej odpowiedzialności zwolniony?

 

Tak, tak masz rację - firmy produkujące noże kuchenne powinny kłaść grubą kasę na fundusz dla osób dźgniętych nożem kuchennym. Dlatego koncerny nie mogą odpowiadać tak jak osoby indywidualne, bo odpowiedzialność koncernów to odpowiedzialność zbiorowa.

Już ustaliliśmy - wystarczy, aby serwis reagował na informacje o łamaniu regulaminu przekazane za pośrednictwem SPECJALNEGO formularza - skoro Google w odpowiedzi na tak wysłaną informację zareagował w przeciągu kilku godzin można powiedzieć, że zareagował "natychmiast, w ramach swoich możliwości".

 

A prokuratorowi polecam książkę "Wywieranie wpływu na ludzi" Cialdiniego, z szczególnym poleceniem rozdziału typu "odpowiedzialność zbiorowa i jej implikacje". W skrócie jak ktoś ma ci na ulicy pomóc to nie możesz wołać "pomocy" (wszyscy cie oleją) ale "hej ty pomóż mi!" - ta sama zasada tyczy się wypisywania w komentarzach rzeczy typu "to powinno być zabronione" "ściągnijcie to w końcu ze strony" - takie komentarze dają mylne wrażenie, że sprawa została już załatwiona, choć wcale tak nie było. Kłaniają się automatyczne filtry przekleństw - mod nawet nie musi widzieć komentarza na oczy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak, tak masz rację - firmy produkujące noże kuchenne powinny kłaść grubą kasę na fundusz dla osób dźgniętych nożem kuchennym. Dlatego koncerny nie mogą odpowiadać tak jak osoby indywidualne, bo odpowiedzialność koncernów to odpowiedzialność zbiorowa.

 

Tylko, że sprzedając nóż firma całkowicie traci nad nim kontrolę, a więc nie może odpowiadać za jego użycie. Natomiast nad serwerami firma ma całkowitą kontrolę. I tu tkwi różnica.

Równie dobrze mógłbyś powiedzieć, że jeśli na strzelnicę przyjdzie sobie człowiek, po którym wyraźnie widać, że jest naćpany i agresywny, to właściciel powinien mu udostępnić broń, bo przecież nie od niego zależy, jak zostanie wykorzystana.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przesadzasz Mariuszu z argumentami.

Na strzelnicy osoba wydająca broń ma możliwość "powierzchownego" ocenienia sytuacji i niewydania broni osobie nieodpowiedniej.

Wielkie koncerny natomiast tak jak napisał czesiu reagują w miarę swoich możliwości. Było wiele pozwów w sprawie koncernów, które nie blokowały materiałów na ich stronach nawet jeśli dostawały zgłoszenie że te materiały łamią prawo. W takich przypadkach słusznie im się obrywało. Jeśli w tym przypadku Google ściągnęło materiał po dostaniu zgłoszenia to nie widzę problemu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Google podsumowało jedną z najbardziej długotrwałych wojen, jaką stoczyło ze szkodliwym oprogramowaniem. W ciągu ostatnich trzech lat firma usunęła ponad 1700 aplikacji zarażonych różnymi odmianami szkodliwego kodu o nazwie Bread (Joker).
      Jego twórcy byli wyjątkowo uparci. Zwykle autorzy szkodliwego kodu przestają go wgrywać do Play Store gdy tylko zostanie on wykryty przez Google'a. Przestępcy stojący za Bread'em nie poddali się tak łatwo. Działali przez ponad trzy lata i co tydzień przygotowywali nową wersję szkodliwego kodu.
      Przez te trzy lata stosowali tę samą technikę – wprowadzali w kodzie serię niewielkich zmian, licząc na to, że uda się oszukać stosowane przez Google'a mechanizmy obronne. Zwykle się nie udawało, ale czasami przestępcy odnosili sukces. Na przykład we wrześniu ubiegłego roku ekspert ds. bezpieczeństwa, Aleksejs Kurpins znalazł w Play Store 24 różne aplikacje zarażone Jokerem. W październiku inny ekspert znalazł kolejną aplikację, a kilka dni później Trend Micro poinformował o odkryciu kolejnych 29 kolejnych zarażonych programów. Później znajdowano kolejne, w tym arkusze kalkulacyjne Google Docs.
      Jednak w większości wypadków mechanizmy Google'a działały dobrze i zablokowały ponad 1700 aplikacji, które miały zostać umieszczone w Play Store. Jak dowiadujemy się z wpisu na oficjalnym blogu, w pewnym momencie hakerzy użyli niemal każdej znanej techniki, by ukryć kod. Zwykle przestępcy posługiwali się jednorazowo 3–4 wariantami szkodliwego kodu. Jednak pewnego dnia próbowali wgrać aplikacja zarażone w sumie 23 odmianami kodu.
      Najbardziej skuteczną techniką zastosowaną przez twórców szkodliwego kodu było wgranie najpierw czystej aplikacji do Play Store, a następnie rozbudowywanie jej za pomocą aktualizacji zawierających już szkodliwy kod. Przestępcy nie ograniczali się jedynie do tego. Umieszczali na YouTube filmy z recenzjami, które miały zachęcić internautów do instalowania szkodliwych aplikacji.
      Jak informuje Google, twórcy Breada działali dla korzyści finansowych. Pierwsze wersje ich szkodliwego kodu miały za zadanie wysyłać SMS-y premium, z których przestępcy czerpali korzyści. Gdy Google zaostrzył reguły dotyczące korzystania przez androidowe aplikacje z SMS-ów, przestępcy przerzucili się na WAP fraud. Telefon ofiary łączył się za pomocą protokołu WAP i dokonywał opłat, którymi obciążany był rachunek telefoniczny. Ten typ ataku był popularny na na przełomie pierwszego i drugiego dziesięciolecia bieżącego wieku. Później praktycznie przestał być stosowany. Nagle, w roku 2017, wystąpił prawdziwy wysyp szkodliwego kodu, który znowu korzystał z tej techniki. Jak twierdzi Google, twórcy Breada byli najbardziej upartą i wytrwałą grupą przestępczą, która używała WAP fraud.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Francuski urząd ds. konkurencji nałożył na Google'a grzywnę w wysokości 150 milionów euro. Koncern został ukarany za zachowania antykonkurencyjne oraz niejasne zasady Google Ads.
      Google naruszył swoją dominującą pozycję na rynku reklamy w wyszukiwarkach poprzez niejasne i trudne do zrozumienia zasady korzystania z platformy Google Ads oraz zastosowanie ich w sposób nieuczciwy i przypadkowy, stwierdzili urzędnicy. Na amerykańską firmę nałożono obowiązek wyjaśnienia zasad działania Google Ads i właściwego uzyskania zgody użytkowników na prezentowanie im spersonalizowanych reklam. Firma ma również przedstawić jasne procedury zawieszania kont oraz opracować procedury informowania, zapobiegania, wykrywania i postępowania w razie wykrycia naruszenia regulaminu Google Ads.
      Przedstawiciele koncernu zapowiedzieli, że odwołają się od decyzji.
      Wiele europejskich krajów bacznie przygląda się działalności amerykańskich gigantów IT. Firmy takie jak Google, Facebook, Apple czy Amazon są wielokrotnie krytykowane za płacenie zbyt niskich podatków. Nie dalej jak we wrześniu bieżącego roku Google porozumiał się z władzami Francji i zgodził się zapłacić niemal miliard euro grzywny w ramach ugody w sprawie do oszustwa podatkowe. Z kolei w styczniu bieżącego roku francuski urząd odpowiedzialny za ochronę danych ukarał koncern grzywną w wysokości 50 milionów euro za naruszenie europejskich przepisów dotyczących prywatności.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Prokuratorzy generalni 48 amerykańskich stanów, Dystryktu Kolumbii oraz Puerto Rico dołączyli do śledztwa w sprawie możliwego naruszenia przepisów antymonopolowych przez Google'a, oświadczył lider grupy, Ken Paxton, prokurator generalny stanu Teksas. W śledztwie nie biorą udziału prokuratorzy Kalifornii i Alabamy.
      Gdy nie ma już wolnego rynku lub konkurencji, dochodzi do wzrostu cen, nawet jeśli coś jest reklamowane jako darmowe, a to szkodzi konsumentom, mówi prokurator generalna Florydy, Ashley Moody. Czy coś jest naprawdę bezpłatne, jeśli oddajemy za to coraz więcej informacji osobistych. Czy coś jest naprawdę wolne, jeśli ceny reklamy internetowej idą w górę, bo są pod kontrolą jednej firmy?.
      Śledztwo w sprawie postępowania Gooogle'a nie jest jedynym, jakie ostatnio rozpoczęło się w USA w sprawie gigantów rynku IT. Kilka dni wcześniej prokuratorzy generalni siedmiu stanów oraz Dystryktu Kolumbii rozpoczęli, pod przewodnictwem prokurator generalnej stanu Nowy Jork, Letitii James, śledztwo w sprawie działań Facebooka. Niewykluczone, że oba śledztwa będą koordynowane.
      Po ogłoszeniu decyzji prokuratorów akcje konglomeratu Alphabet, którego Google jest najważniejszą częścią, spadły o 0,9%. Rzecznik prasowy Google'a poinformował, że firma otrzymała z Departamentu Sprawiedliwości prośbę o informację na temat swoich praktyk biznesowych. Spodziewamy się, że podobne pytania będą zadawali prokuratorzy, przyznał rzecznik.
      Śledztwo rozpoczęte przez poszczególne stany to kolejny problem dla obu koncernów, które już borykają się ze śledztwami federalnymi.
      W lipcu Federalna Komisja Handlu (FTC) zatwierdziła ugodę z Facebookiem w ramach której gigant ma zapłacić rekordowe 5 miliardów dolarów grzywny oraz wypełnić szereg zaleceń nałożonych przez FTC. serwis społecznościowy zapłacił też 100 milionów dolarów grzywny w ramach ugody z Komisją Giełd (SEC).
      Z kolei Departament Sprawiedliwości prowadzi własne śledztwo przeciwko Google'owi. Prokuratorzy generalni oświadczyli zaś, że ich śledztwo będzie prowadzone niezależnie od śledztw federalnych organów władzy.
      Dotychczas akcje podejmowane przez władze federalne przeciwko Facebookowi czy Google'owi niczego nie zmieniały. Firmy płaciły spore grzywny, które jednak stanowiły niewielką część ich rocznych przychodów.
      Śledztwo antymonopolowe prowadzone przez prokuratorów stanowych ma inną wagę, niż śledztwa ws. prywatności, które dotychczas prowadziły władze federalne. Jeśli bowiem okaże się, że Facebook czy Google naruszyły przepisy antymonopolowe, można im nakazać zmiany algorytmów na bardziej przyjazne dla konkurencji czy nawet doprowadzić do podziału firmy.
      Doug Peterson, prokurator generalny Nebraski, mówi, że będzie współpracował zarówno z Departamentem Sprawiedliwości, jak i z władzami innych krajów. Bardzo znaczący jest fakt, że śledztwa w tej sprawie są też prowadzone w Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii, Francji i Australii, stwierdza.
      Nie można też wykluczyć, że śledztwa przeciwko Google'owi i Facebookowi zostaną rozszerzone na Apple'a i Amazona.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Już około 350 pracowników Google'a podpisało się pod listem otwartym, w którym domagają się, by ich firma zaprzestała prac nad Project Dragonfly. To ocenzurowana wersja wyszukiwarki, która może zostać wdrożona w Chinach.
      O istnieniu projektu media poinformowały w sierpniu. Wówczas dyrektor wykonawczy Google'a, Sundar Pichai, stwierdził, że jego firma w najbliższym czasie nie będzie uruchamiała wyszukiwarki w Chinach. Nie wykluczył jednak, że stanie się to w przyszłości.
      Warto przypomnieć, że w 2010 roku Google wycofało się z Chin właśnie ze względu na cenzurę.
      Wielu z nas podjęło się pracy w Google'u mając na względzie wartości tej firmy, w tym jej poprzednie stanowisko wobec chińskiej cenzury i śledzenia internautów. Rozumieliśmy, że Google to firma, która przedkłada wartości nad zyski, napisali protestujący pracownicy. W naszym proteście przeciwko Dragonfly nie chodzi o Chiny. Sprzeciwiamy się technologiom, które pomagają silniejszym w prześladowaniu słabszych, gdziekolwiek by się to nie działo, czytamy w liście. Rząd Chin otwarcie wdraża nowe technologie nadzoru i śledzenia, by kontrolować swoich obywateli, dodają protestujący.
      Przez ostatnich osiem lat Google nie chciało pomagać w cenzurze. Firma nawet zminimalizowała zatrudnienie w Chinach. Jednak od kiedy rządzi w niej Pichai wydaje się, że stanowisko Google'a się zmienia. W grudniu w Pekinie otwarto centrum rozwojowe, a na chiński rynek trafiła aplikacja do zarządzania plikami, która oryginalnie została przygotowana na rynek indyjski.
      Chcę, byśmy dostarczali nasze usługi w każdym zakątku świata. Google jest dla każdego. Chcę, byśmy byli obecni w Chinach i służyli chińskim użytkownikom, mówił Pichai przed dwoma laty.
      Pracownicy Google'a coraz częściej protestują przeciwko polityce firmy. Przed kilkoma miesiącami ponad 3000 pracowników podpisało protest przeciwko angażowaniu się Google'a w rozwój wojskowych dronów, kilkanaście osób zrezygnowało z pracy. Google uległo pracownikom. W styczniu tysiące pracowników firmy wzięły udział w proteście, gdy wyszło na jaw, że w ostatnich latach kilku wysokich rangą menedżerów, którzy odeszli w związku z oskarżeniami o napastowanie seksualne pracowników, otrzymało wysokie odprawy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dwadzieścia największych europejskich agencji informacyjnych we wspólnym oświadczeniu oskarżyło Google'a i Facebooka o „plądrowanie” zawartości należących doń mediów i domaga się, by obie firmy w większym stopniu dzieliły się swoimi przychodami z mediami. Apel podpisali m.in. szefowie Agence France-Presse, Press Association i Deutsche Presse-Agentur. Wezwali oni też Parlament Europejski do uchwalenia przepisów, które zakończą tę „groteskową nierównowagę”.
      Plądrowanie zawartości mediów i ich wpływów reklamowych, jakiego dopuszczają się giganci internetu, zagraża zarówno konsumentom jak i demokracji, czytamy w oświadczeniu. Jeszcze w bieżącym miesiącu Parlament Europejski ma debatować nad prawem autorskim, które zmusi internetowych gigantów do dzielenia się większą części wpływów ze źródłami, z których pochodzą treści umieszczane na witrynach.
      Pierwsza wersja nowego prawa została w lipcu odrzucona. Zwalczały ją zarówno wielkie koncerny z USA, jak i obrońcy wolności internetu, którzy obawiają się, że nowe prawo zwiększy koszty dostępu.
      Szefowie europejskich agencji informacyjnych twierdzą w wydanym oświadczeniu, że Google czy Facebook mogą pozwolić sobie na płacenie mediom za ich treści bez przerzucania kosztów na klientów. Zauważają, że w ubiegłym roku przychody Facebooka wyniosły 40 miliardów USD, a zyski to 16 miliardów. W przypadku Google'a było to – odpowiednio – 110 miliardów i 12,7 miliarda. Czy w takiej sytuacji ktoś może argumentować, że firmy te nie są w stanie uczciwie płacić za treści, na których zarabiają? Mówimy tutaj o wprowadzeniu uczciwej opłaty dla tych, którzy na tych treściach zarabiają. Ze względu na wolność prasy i wartości demokratyczne prawodawcy w UE powinni dokonać reformy prawa autorskiego, stwierdzają autorzy apelu.
      Walka toczy się o dwa zapisy w nowym prawie autorskim. Artykuł 13 przewiduje, że takie serwisy jak YouTube byłyby odpowiedzialne prawnie za chronione prawem autorskim materiały, które są umieszczane na ich stronach bez wnoszenia opłat na rzecz właścicieli autorskich praw majątkowych. Zaś Artykuł 11 przewiduje, że Google i inne serwisy musiałyby wnosić opłaty za umieszczanie odnośników do treści w gazetach czy witrynach informacyjnych. Bez tego internetowi giganci, jak Google czy Facebook, bezpłatnie wykorzystują olbrzymią liczbę treści, które są tworzone przez innych wielkim nakładem środków, czytamy w oświadczeniu.
      Krytycy takiego pomysłu argumentują, że uchwalenie nowych przepisów prowadziłoby do automatycznej autocenzury i ograniczenia kreatywności, szczególnie w takich serwisach jak YouTube. Ponadto szybko zniknęłyby memy, gdyż ich twórcy nie sprawdzają, kto ma prawa do wykorzystywanej przez nich grafiki.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...