Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Firma Foreground Security odkryła w Adobe Flash błąd, który naraża na niebezpieczeństwo użytkowników olbrzymiej liczby witryn WWW. Dzięki tej dziurze przestępcy mogą zaatakować osoby korzystające z takich stron, które umożliwiają użytkownikom wgrywanie doń własnej zawartości.

Mike Bailey z Foreground mówi, że problem leży w polityce bezpieczeństwa Flash. Daje ona dostęp plikom tego typu tylko do obiektów znajdujących się w tej samej domenie. To jednak oznacza, że przestępca może załadować odpowiednio spreparowany szkodliwy plik Flash np. na swoje konto w serwisie społecznościowym i zaatakować innych użytkowników tego serwisu.

Odkrywcy dziury mówią, że łatwo ją wykorzystać. Przygotowali też prototypowy atak i wyjaśnili jego działanie. Posłużyli się tutaj przykładem forum, na którym użytkownicy mogą umieszczać własne avatary. Cyberprzestępca może zatem wgrać na serwer szkodliwy plik Flash, który wygląda jak avatar. Każdy, kto otworzy stronę z tym avatarem będzie narażony na atak.

Przedstawiciele Adobe, producenta Flasha, mówią, że problemu nie można usunąć wydając łatkę do Flasha. Ich zdaniem, problem leży w samym wykorzystywaniu aktywnych skryptów na witrynach WWW. Jeśli tylko użytkownicy mają prawo do wgrywania na witrynie własnych plików, mechanizm taki może zostać wykorzystany do przeprowadzenia ataku.

Bezpieczeństwo można zwiększyć przechowując pliki użytkowników w innej domenie, rezygnując z Flasha lub stosując mechanizmy blokujące tego typu elementy na stronie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak jest z każdymi aktywnymi elementami na stronach, dlatego użytkownicy nie mogą umieszczać np swojego kodu JS który może by nic na komputerze złego nie zrobił ale odpowiednio spreparowany mógłby utrudnić pracę z przeglądarką.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dlatego (między innymi) dawniej w ogóle miałem wyłączone wtyczki w przeglądarce, dziś używam Flashblockera z ręcznym włącznikiem. Im więcej różnych technologii upchniętych na strony, tym większe ryzyko trafienia na dziury i luki. Na wielu stronach są poukrywane niewidoczne flashe, które służą do rejestrowania aktywności (statystyki i reklamy).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Toż to nic innego niż stary dobry XSS (cross-site scripting). Ameryki ta firma nie odkryła. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Stary, czy nowy, potwierdza starą zasadę: im więcej napakowanych różnorodnych technologii, tym więcej dziur i tym trudniej nad tym panować. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

I tak, i nie, bo to nie jest wina Flasha/Adobe, tylko złej polityki bezpieczeństwa aplikacji webowych. Równie dobrze winę ponosić będzie każdy inny wgrywalny aktywny content (np. Silverlight), a i nawet pliki jpg/ani (na niezałatanych kompach), a szpiegować można za pomocą każdego zdalnego avatara czy obrazka w sygnaturce. Tym niemniej Adobe powinno jednak dodać jeszcze jeden warunek do polityki "same origin".

Share this post


Link to post
Share on other sites

Panikię sieją... To samo się tyczy uploadu plików html, js, css i wielu innych a nawet użycia znaczników html w treści umieszczanej przez użytkownika na stronie. Nie wiem dlaczego tak nagłośniony jest ten "błąd" który w rzeczywistości nie jest żadną luką Flasha tylko naiwnym podejściem twórców witryn Web2.0.

 

Wystarczy nie pozwalać na upload i wstawianie zewnętrznych plików z dynamiczną zawartością (html,js,css,swf,jre...) i po kłopocie.  ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

wilk, jeśli nawet to konkretnie nie jest winą Adobe, to jest multum innych luk w tej technologii, jak i w każdej innej, a ich kumulowanie się i nakładanie dodatkowo utrudnia ich eliminowanie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Specjaliści z google'owskiego Project Zero poinformowali o znalezieniu licznych złośliwych witryn, które atakują użytkowników iPhone'ów wykorzystując w tym celu nieznane wcześniej dziury. Wiadomo, że witryny te działają od co najmniej 2 lat i każdego tygodnia są odwiedzane tysiące razy. Wystarczy wizyta na takiej witrynie, by doszło do ataku i instalacji oprogramowania szpiegującego, stwierdzają specjaliści.
      Przeprowadzona analiza wykazała, że ataki przeprowadzane są na 5 różnych sposobów, a przestępcy wykorzystują 12 różnych dziur, z czego 7 znajduje się w przeglądarce Safari. Każdy z ataków pozwala na uzyskanie uprawnień roota na iPhone, dzięki czemu może np. niezauważenie zainstalować dowolne oprogramowanie. Przedstawiciele Google'a zauważyli, że ataki służyły głównie do kradzieży zdjęć i informacji, śledzenia lokalizacji urządzenia oraz kradzież haseł do banku. Wykorzystywane przez przestępców błędy występują w iOS od 10 do 12.
      Google poinformowało Apple'a o problemie już w lutym. Firmie z Cupertino dano jedynie tydzień na poprawienie błędów. Tak krótki czas – zwykle odkrywcy dziur dają twórcom oprogramowania 90 dni na przygotowanie poprawek – pokazuje jak poważne były to błędy. Apple zdążyło i sześć dni później udostępniło iOS 12.1.4 dla iPhone'a 5S oraz iPad Air.
      AKTUALIZACJA:
      Z medialnych doniesień wynika, że za atakiem stoją chińskie władze, a ich celem była głównie mniejszość ujgurska. W ramach tej samej kampanii atakowano też urządzenia z systemem Android i Windows, jednak przedstawiciele Project Zero poinformowali jedynie o atakach na iOS-a. Google nie odniósł się do najnowszych rewelacji. Microsoft oświadczył, że bada doniesienia o ewentualnych dziurach.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W grudniu ubiegłego roku Stany Zjednoczone oficjalnie ujawniły, że wpadły na trop dużej operacji hakerskiej prowadzonej przez rząd Chin. Celem operacji była kradzież własności intelektualnej zachodnich przedsiębiorstw. Amerykańskie władze nie zdradziły nazw zaatakowanych firm, ale dziennikarze dowiedzieli się, że chodziło m.in. o IBM- i Hewlett Packarda.
      Teraz reporterzy Reutersa odkryli, że co najmniej sześć innych firm również padło ofiarą hakerów pracujących dla chińskiego rządu. Są to Fujitsu, Tata Consultancy Services, NTT Data, Dimension Data, Computer Sciences Corporation i DXC Technology. Okazało się również, że wśród ofiar hakerów są też klienci wcześniej wymienionych firm, a wśród nich szwedzki Ericsson, system rezerwacji podróży Sabre czy amerykańska stocznia Huntington Ingalls Industries, która buduje okręty na zlecenie US Navy.
      Większość z wymienionych powyżej przedsiębiorstw albo odmawia komentarza, albo zapewnia, że jej infrastruktura jest dobrze zabezpieczona. Przedstawiciele Sabre poinformowali, że w 2015 roku doszło do incydentu z zakresu cyberbezpieczeństwa, ale żadne dane podróżnych nie zostały ukradzione. Z kolei rzecznik prasowa Huntington Ingalls stwierdziła, że jej firma jest pewna, iż nie utraciła żadnych danych za pośrednictwem HPE czy DXC.
      Rząd w Pekinie oczywiście również wszystkiemu zaprzecza. Rząd Chin nigdy w żaden sposób nie brał udziału, ani nie wspierał żadnej osoby parającej się kradzieżą tajemnic handlowych, oświadczyło chińskie MSZ.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Gang cyberprzestępców, który stworzył listę 50 000 menedżerów, za pomocą której usiłuje wyłudzać pieniądze, zmienił taktykę na bardziej niebezpieczną dla potencjalnych ofiar.
      Istnienie grupy nazwanej London Blue jako pierwsi zauważyli specjaliści z firmy Agari. Grupa stworzyła listę 50 000 menedżerów i początkowo rozsyłała fałszywe informacje, podpisane nazwiskami z tej listy, próbując przekonać pracowników firm do przelania firmowych pieniędzy na wskazane konto. Przestępcy działają w Nigerii, Wielkiej Brytanii i innych krajach. Teraz specjaliści donoszą o zmianie taktyki.
      Dotychczas oszuści używali tymczasowych adresów e-mail z bezpłatnych serwisów pocztowych i do potencjalnych ofiar wysyłali listy podpisane nazwiskiem znanego im meneżera. Teraz ich e-maile już nie tylko są podpisane nazwiskiem menedżera, ale w ich nagłówkach znajdują się podrobione adresy e-mail wyglądające jak adresy używane przez firmę będącą celem ataku.
      Przestępcy początkowo prowadzili korespondencję z ofiarą, by zdobyć jej zaufanie, a następnie domagali się pieniędzy. Teraz informują potencjalne ofiary, że ich firma przejmuje inne przedsiębiorstwo lub z innym przedsiębiorstwem się łączy i w związku tym musi z góry przelać na wskazane konto 30% zaplanowanej transakcji. Zwykle chcą, by przelano 80 000 dolarów.
      Celem przestępców stał się też szef Agari. Ściśle ich monitorujemy. Wiedzieliśmy, że przygotowują kolejne ataki, że ich celem jest m.in. nasz dyrektor oraz inni menedżerowie z Kalifornii. Byliśmy więc w stanie śledzić cały przebieg ataku. Od etapu jego przygotowywania do wykonania. Obserwowaliśmy, jak testują skrzynkę, którą chcieli wykorzystać podczas ataku i dwie i pół godziny po testach e-mail od nich dotarł do naszego szefa, mówią eksperci z Agari.
      Pierwsza runda ataków London Blue była skierowana przeciwko firmom w Europie Zachodniej i USA. Teraz przestępcy atakują przede wszystkim przedsiębiorstwa w Azji Południowo-Wschodniej i Australii.
      London Blue to grupa nigeryjska, ale jej członkowie mieszkają m.in. w Wielkiej Brytanii, Turcji, Egipcie i Kanadzie. Dla niektórych z nich to zawód. Możemy obserwować, jak dzielą się zadaniami. Wielu z nich trafia do grupy w bardzo młodym wieku i początkowo są praktykantami. Zaczynają od bardzo prostych zadań, później działają samodzielnie, w końcu mogą nadzorować innych. To fascynująca struktura, stwierdzają eksperci.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wiele najnowocześniejszych laptopów oraz coraz więcej komputerów stacjonarnych jest znacznie bardziej narażonych na atak za pośrednictwem urządzeń peryferyjnych niż dotychczas sądzono. Jak wynika z badań przeprowadzonych na University of Cambridge, napastnik może w ciągu kilku sekund przełamać zabezpieczenia maszyny, jeśli tylko zyska dostęp do takich urządzeń jak ładowarka czy stacja dokująca.
      Dziury znaleziono w komputerach z portem Thunderbolt, pracujących pod kontrolą Windows, Linuksa, macOS-a i FreeBSD. Narażonych jest coraz więcej modeli komputerów.
      Naukowcy z Cambridge i Rice University stworzyli otwartoźródłową platformę Thunderclap, która służy im do testowania bezpieczeństwa urządzeń peryferyjnych i ich interakcji z systemem operacyjnym. Pozwala ona podłączać się do komputerów za pomocą portu USB-C obsługującego interfejs Thunderbolt i sprawdzać, w jaki sposób napastnik może dokonać ataku na system. Okazuje się, że w ten sposób bez większego problemu można przejąć całkowitą kontrolę nad maszyną.
      Ataku można dokonać nie tylko za pomocą zewnętrznych kart graficznych czy sieciowych, ale również za pomocą tak pozornie niewinnych urządzeń jak ładowarka czy projektor wideo.
      Urządzenia zewnętrzne mają bezpośredni dostęp do pamięci (DMA), co pozwala im ominąć zabezpieczenia systemu operacyjnego. To bardzo kuszący sposób na przeprowadzenie ataku. Jednak współczesne systemy komputerowe korzystają z mechanizmu IOMMU (input-output memory managemen units), który ma chronić przed atakami DMA poprzez udzielanie dostępu do pamięci tylko zaufanym urządzenim, a dostęp ten jest ograniczony do tych obszarów pamięci, które nie zawierają wrażliwych danych. Jednak, jak dowiedli naukowcy, IOMMU jest wyłączony w wielu systemach, a tam, gdzie jest włączony, jego zabezpieczenia mogą zostać przełamane.
      Wykazaliśmy, że obecnie IOMMU nie gwarantuje pełnej ochrony i doświadczony napastnik może poczynić poważne szkody, mówi Brett Gutstein, jeden z autorów badań.
      Po raz pierwszy tego typu błędy odkryto w 2016 roku. Naukowcy poinformowali o problemie takie firmy jak Intel, Apple i Microsoft, a te przygotowały odpowiednie poprawki. Wielu twórców oprogramowania i sprzętu komputerowego wydało w ostatnich latach łaty.
      Jednak najnowsze badania pokazują, że sytuacja nie uległa zmianie. A pogarsza ją rosnąca popularność takich interfejsów jak Thunderbolt 2, który pozwala podłączać do tego samego portu zasilacze, urządzenia wideo i inne urządzenia zwenętrzne. To znakomicie zwiększyło ryzyko ataku DMA.
      Podstawowym sposobem ochrony jest instalowanie poprawek dostarczonych przez Apple'a, Microsoft i innych. Trzeba też pamiętać, że sprzęt komputerowy jest wciąż słabo chroniony przed złośliwymi urządzeniami podłączanymi do portu Thunderbolt, więc użytkownicy nie powinni podłączać doń urządzeń, których pochodzenia nie znają lub którym nie ufają, mówi Theodore Markettos.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Cyberprzestępcy wprowadzili zmiany w serwerze DNS w ponad 100 000 ruterów na całym świecie. Dzięki temu są w stanie przekierować cały ruch przechodzący przez takie rutery. Pozwala im to np. na przeprowadzanie ataków phishingowych, podczas których zdobędą dane użytkowników czy uzyskają dostęp do ich kont bankowych.
      Atak na serwery DNS ruterów nie jest niczym nowym. Jednak ten, do którego doszło 20 września wyróżniał się olbrzymią skalą.
      Do ataku dochodziło, gdy ofiara odwiedziła witrynę, na której znajdował się odpowiedni skrypt. Był on wykonywany na komputerze ofiary i sprawdzał, czy w sieci wewnętrznej otwarte są konkretne porty. Następnie dochodziło do próby logowania się na ruter na prawach administratora. Używano przy tym metody brute force. Jako, że wielu użytkowników nie zmienia fabrycznych haseł i loginów, metoda ta w wielu przypadkach zadziałała. Po zalogowaniu na ruter przestępcy mogli zmieniać dane zapisane w serwerze DNS.
      Wiadomo, że atak działa przeciwko ponad 70 modelom ruterów. Są wśród nich produkty takich firm jak 3COM, D-LINK, Huawei, TP-LINK, Intelbras, MikroTiK czy TRIZ. Ofiarą cyberprzestępców padło ponad 100 000 ruterów, w większości znajdujących się w Brazylii. Wiadomo, że ich użytkownicy są przekierowywani na fałszywe witryny banków, firm hostingowych czy Netfliksa.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...