Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Wegetarianie chorują rzadziej, ale...

Recommended Posts

Spór o wpływ wegetarianizmu na zdrowie jest prawdopodobnie tak samo stary, jak sam wegetarianizm. Do trwającej dyskusji dołączyli badacze z Wielkiej Brytanii, którzy wykazali, że osoby preferujące "zieloną dietę" chorują na większość nowotworów rzadziej od zwolenników mięsa. 

Badanie, którego wyniki opublikowało czasopismo American Journal of Clinical Nutrition, przeprowadzili badacze z Uniwersytetu w Oksfordzie. Swoje informacje uzyskali na podstawie śledzenia stanu zdrowia 63550 osób, zakwalifikowanych do badania w ostatnim dziesięcioleciu XX wieku.

Jak zawsze w podobnych badaniach, autorzy skorygowali zebrane informacje o dane na temat wieku i stylu życia uczestników. Po "obrobieniu" danych okazało się, że ryzyko zapadnięcia na jakikolwiek nowotwór jest u wegetarian o 11% niższe, niż w grupie "mięsożerców". Niestety, jest też druga strona medalu. Okazuje się bowiem, że wegetarianie częściej (i to aż o 39%) chorują na raka jelita grubego.

Czy na podstawie studium można stwierdzić, że spożywanie mięsa chroni przed nowotworami jelita grubego? Z pewnością byłoby to zbyt duże uproszczenie. Co więcej, badacze z Oksfordu zaobserwowali wzrost prawdopodobieństwa zapadnięcia na tę chorobę u miłośników czerwonego mięsa. Niestety, nie udało się ustalić, dlaczego tak się dzieje i dlaczego mięso białe prowadzi do zmniejszenia zagrożenia.

Przeprowadzone studium dostarcza wielu interesujących informacji, lecz do wyjaśnienia pozostaje wiele nieścisłości. Podczas analizy stanu zdrowia uczestników studium stwierdzono na przykład, że ryzyko zachorowania na jakikolwiek nowotwór było dla całej grupy zmniejszone aż o 38% w stosunku do populacji ogólnej. 

Nietypowe wyniki sugerują, że badana grupa była, pomimo swojej wysokiej liczebności, mało reprezentatywna. Mogłoby to oznaczać, że uzyskane wyniki są dalekie od prawdziwego obrazu rzeczywistości, nawet jeśli badania zostały przeprowadzone poprawnie. Wygląda więc na to, że wyjaśnienie zależności pomiędzy dietą a ryzykiem zachorowania na nowotwory będzie wymagało przeprowadzenia dalszych badań.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chyba wolę jednak mieć większe szanse na raka niż zrezygnować z wcinania martwych zwłok zwierzątek ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

ja jednak wolę nie naginać swojej natury i jeść mięcho(pewnie zaraz ktoś napisze że się w wielu innych przypadkach się ją nagina dla różnych "racjonalnych"powodów,jednak niejedzenie zwierzęcych trupów a jedzenie wyłącznie roślinnego ścierwa wydaje mi się nieracjonalne)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ważną treścią tego artykułu jest ilość badanych i to gdzie zostali oni przebadani a więc mniemam że w Wielkiej Brytanii i innych krajach rozwiniętych. Tak więc nie brało się pod uwagę 3/4 ludzkości z krajów rozwijających się i muzułmańskich gdzie mięso nie jest na porządku dziennym choć występuje w diecie. A produkty vege w krajach rozwiniętych odbiegają od ideału przykładem mogą być wysoko przetworzone produkty jak chipsy czy gotowe potrawy które zawierają więcej chemii niż nie jedna kiełbaska ;).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale to nie ma nic do rzeczy. Tego typu dane koryguje się o takie czynniki, jak styl życia czy właściwości zdrowotne diety (a nie tylko jej składniki).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szkoda, że pełny materiał nie jest dostępny a z abstraktu nie wynika, czy te statystyki są różne dla wegetarian i wegan (ci pierwsi spożywają mleko i jego przetwory oraz jajka, ci drudzy nie); wrzucono do jednego worka te dwie grupy, a przecież ich dieta zasadniczo się różni. Osobiście (opierając się na tym co wiem, bo to interesujący mnie temat) jestem skłonny przypuszczać, że zwiększone ryzyko raka j.g. występuje u wegetarian spożywających mleko (i być może duże ilości sacharozy, czyli słodyczy), a u wegan nie. Bardzo chciałbym się dowiedzieć szczegółów i czy tak jest w rzeczywistości. Może ktoś z Was wykupi dostęp online do pełnych publikacji z AJCN i podzieli się wiedzą? ;)

 

źródło (abstrakt): http://www.ajcn.org/cgi/content/abstract/ajcn;ajcn.2009.26736Mv1

 

Cancer incidence in vegetarians: results from the European Prospective Investigation into Cancer and Nutrition (EPIC-Oxford)

 

Background: Few prospective studies have examined cancer incidence among vegetarians.

 

Objective: We report cancer incidence among vegetarians and nonvegetarians in the European Prospective Investigation into Cancer and Nutrition–Oxford (EPIC-Oxford) study.

 

Design: This was a prospective study of 63,550 men and women recruited throughout the United Kingdom in the 1990s. Cancer incidence was followed through nationwide cancer registries.

 

Results: The standardized incidence ratio for all malignant neoplasms for all participants was 72% (95% CI: 69%, 75%). The standardized incidence ratios for colorectal cancer were 84% (95% CI: 73%, 95%) among nonvegetarians and 102% (95% CI: 80%, 129%) among vegetarians. Comparing vegetarians with meat eaters and adjusting for age, sex, and smoking, the incidence rate ratio for all malignant neoplasms was 0.89 (95% CI: 0.80, 1.00). The incidence rate ratio for colorectal cancer in vegetarians compared with meat eaters was 1.39 (95% CI: 1.01, 1.91).

 

Conclusions: The overall cancer incidence rates of both the vegetarians and the nonvegetarians in this study are low compared with national rates. Within the study, the incidence of all cancers combined was lower among vegetarians than among meat eaters, but the incidence of colorectal cancer was higher in vegetarians than in meat eaters.

Share this post


Link to post
Share on other sites

wegetarianie wykorzystują niewolniczą pracę krów i zabijają kurze zarodki :-* weganie bestialsko mordują tylko rośliny, które na ich szczęście nie posiadają świadomości :'( jeśli dobrze zrozumiałem różnicę

Share this post


Link to post
Share on other sites

wegetarianie wykorzystują niewolniczą pracę krów i zabijają kurze zarodki :-* weganie bestialsko mordują tylko rośliny, które na ich szczęście nie posiadają świadomości :'( jeśli dobrze zrozumiałem różnicę

 

jeśli to wszystko, co zrozumiałeś... no to wyrazy współczucia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

nie no chętnie bym o tym porozmawiał bo bardzo ciekawią mnie różne odchyły,np. podobno są tacy co jedzą tylko to co spadnie z drzew,poza tym skoro ja jem zwłoki zwierząt to wegetarianie roślinną padlinę,nie?

Share this post


Link to post
Share on other sites

roślinna padlina, świetne określenie ;)

 

a ci, którzy jedzą tylko to, co z drzewa spadnie, to fruktarianie. Nie jedzą żadnych owoców i warzyw, które musieliby zerwać. Co dla mnie jest wręcz głupotą :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
jeśli to wszystko, co zrozumiałeś... no to wyrazy współczucia.

Podobnie mogę opisać punkt widzenia zatwardziałych wegetarian, którym wydaje się, że zabicie rośliny nie czyni jej krzywdy i jest dopuszczalne, choć zrobienie tego samego ze zwierzęciem jest już zbrodnią. Baaardzo płytkie mają myślenie w tej kwestii.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie no jest różnica-świadomość i cierpienie istot posiadających układ nerwowy rozbudowany.poza tym dochodzi to że nie będzie miejsca na ziemi na krowy i trzeba będzie się przerzucić na rośliny.więc wegetarianizm nie jest aż taki głupi,choć się z nim niezgadzam-jeśli już to tylko w kwestii szympansów,innych naczelnych no i delfinów,chociaż jeśli potrzebujemy ich do eksperymentów to dopuszczałbym wszystko,dla dobra nauki no i ludzi,taki egoizm gatunkowy(moim zdaniem słuszny,pomijając to że dobro ludzi cenię niżej niż dobro rozumności-nie wzdragałbym się przed zastąpieniem nas sztuczną inteligencją,ale to tylko taki mój kaprys-nie mam dowodów że rozwój rozumności jest celem istnienia).z czystego egoizmu gatunkowego i okrucieństwa zabijałbym i zjadał inne gatunki daleko z nami spokrewnione a ziemię zabetonował jeśli tylko to będzie wygodniejsze dla ludzi(hehe założyłem z kolegą greypeace,niedługo zrobię stronę ;))

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ok, ale rośliny także odczuwają ból i cierpią, a do tego uruchamaiją różne mechanizmy obronne, na co jest bardzo wiele dowodów. Już o tym kiedyś wspominałem: to tylko udowadnia cynizm ekooszołomów, którzy po prostu chcą mieć czyste sumienie, bo zwierzątko krzyczy i kwiczy, a do tego próbuje gryźć i kopać. Tymczasem roślinka umiera w ciszy, więc oszołomek ma czyste rączki, bo "skoro nie krzyczała, to przecież krzywda się jej nie działa". Podwójnie nierówna walka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No dobra, ból jako wrażenie wysyłane przez układ nerwowy to może nie, ale na pewno reagują na stres i bronią się przed nim, więc nietrudno się domyślić, że jest to jakieś nieprzyjemne doznanie. Czyli tak czy inaczej skazują rośliny na taką czy inną formę cierpienia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

rośliny także odczuwają ból i cierpią

 

Tak? To naprawdę ciekawe. Możesz wyjaśnić na jakiej podstawie tak twierdzisz? Albo inaczej, jakie kryteria przyjęte przez Ciebie pozwalają Ci stwierdzić, że organizm żywy odczuwa ból i cierpi?

 

Może uprzedzając dalszą dyskusję, od razu przedstawię swoje stanowisko - rozstrzygam to z punktu widzenia posiadania bądź nie układu nerwowego (takiego jak u zwierząt). Rośliny go nie posiadają, więc nie czują, co nie zmienia faktu, że w różnoraki sposób reagują na bodźce - ale nie czują bólu i nie mają świadomości. W królestwie zwierząt występuje układ nerwowy i im bardziej jest on skomplikowany i złożony, w tym większym stopniu występuje czucie oraz przejaw świadomości. Takie są moje kryteria określania, czy organizm może odczuwać ból lub cokolwiek innego.

 

 

Podobnie mogę opisać punkt widzenia zatwardziałych wegetarian

 

Podobnie mogę opisać punkt widzenia zatwardziałych nie-wegetarian.

 

 

nie no chętnie bym o tym porozmawiał bo bardzo ciekawią mnie różne odchyły

 

Szkoda, że tylko to Cię interesuje, zamiast rzeczowej dyskusji na temat wyniku tych badań. Wygląda na to, że ten temat jest Ci tak bardzo nie na rękę, że jesteś zainteresowany jedynie drwinami i ośmieszaniem. W sumie to typowa reakcja psychologiczna. Ot, taki często spotykany odchył zatwardziałego mięsożercy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tak? To naprawdę ciekawe. Możesz wyjaśnić na jakiej podstawie tak twierdzisz?

Jeżeli organizm wyraźnie reaguje na stres i odbija się to na jego kondycji i dobrobycie, to w moim odczuciu możesz mówić o cierpieniu.

Podobnie mogę opisać punkt widzenia zatwardziałych nie-wegetarian.

Ależ oczywiście, że tak. Każda forma fanatyzmu jest głupotą. Dlatego ja osobiście nie mam nic przeciwko wegetarianizmowi (sam unikam spożywania mięsa, choć w moim wypadku jest to związane głównie ze sprawami czysto dietetycznymi, że tak to ujmę), nawet rozumiem i popieram informowanie o nim i propagowanie go (o ile robi się to rzetelnie), ale fanatyzm którejkolwiek ze stron konfliktu mnie potwornie irytuje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Wygląda na to, że ten temat jest Ci tak bardzo nie na rękę, że jesteś zainteresowany jedynie drwinami i ośmieszaniem. W sumie to typowa reakcja psychologiczna."

drwiny i ośmieszanie to moja specjalność,poza tym to nie ja zacząłem nazywać jedzenie zwłokami tylko kolega wegetarianin.owszem zwierzęta cierpią,ale cierpienie i zadawanie go to część życia człowieka,a w odniesieniu do zwierząt jest ono mało szkodliwe dla ludzi(wiem że człowiek to też zwierzę,więc w odniesieniu do innych gatunków-nie ludzi)

Share this post


Link to post
Share on other sites

(...)poza tym to nie ja zacząłem nazywać jedzenie zwłokami tylko kolega wegetarianin./quote]

Ja zacząłem pisać o zwłokach - a vege ze mnie żadne ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

według mnie problem polega na tym ,że rośliny nie wydają żadnych "dźwięków" kiedy się je zrywa. Zapewne gdyby coś takiego miało miejsce znalazłaby się jakaś grupa broniąca ich praw.

Share this post


Link to post
Share on other sites

co do wegetarianizmu to dopiero wczoraj naszło mnie zdziwienie że wegetairanie nie patrzą na sprawę poważnie-poważnie tzn. co by było gdyby wszyscy zostali wegetarianami-te wszystkie zwierzęta hodowane dla mięsa najzwyczajniej by zginęły,nigdy na świecie nie pojawiłoby się ich potomstwo, czy to nie jest zasadniczy argument przeciwko wegetarianizmowi?

 

zresztą podobny można zastosować do obrońców praw człowieka walczących z pracą ludzi za niską kasę-gdyby nie ta praca zmarli by z głodu

Share this post


Link to post
Share on other sites

zresztą podobny można zastosować do obrońców praw człowieka walczących z pracą ludzi za niską kasę-gdyby nie ta praca zmarli by z głodu

1) potrzeba matką wynalazków - rozwinął by się sektor usług i handel wymienny - jakoś w Zimbabwe sobie radzą!

2) co to za radość z pracy, skoro masz za mało, żeby żyć ale za dużo żeby umrzeć?

3) wystarczy popatrzeć co się działo w anglii: http://historia.na6.pl/rewolucja_przemyslowa_w_anglii

i średnią życia, a się okaże, że ta super praca lepsza niż nic wcale nie jest lepsza. Ot taki dzień świstaka: wstać, zasuwać, zeżreć, zasnąć.

 

według mnie problem polega na tym ,że rośliny nie wydają żadnych "dźwięków" kiedy się je zrywa. Zapewne gdyby coś takiego miało miejsce znalazłaby się jakaś grupa broniąca ich praw.

według mnie, jako osoby od 20 lat niejedzącej mięsa ani ryb PROBLEMU NIE MA - problem mają ludzie w głowach ot i tyle. jeden się uprze, że zwierzęta cierpią, inny że rośliny też. to padają argumenty "ale rośliny nie czują" - swojego czasu robiono testy na drzewach rozpalając w ich okolicy ogień - instrumenty podpięte do żywych drzew wyraźnie pokazywały, że drzewa na ogień reagują - czyli w pewnym sensie czują I WIEDZĄ co się święci. - czy ten fakt coś zmienia w moim podejściu do drzew? NIE.

 

Dyskusja o preferencjach żywieniowych ma sens dopóki mówimy o sobie - nie chcesz jeść padliny SUPER, chcesz jeść padlinę - SUPER, ale po jakiego grzyba próbujecie mi jeden z drugim wmówić, że twoja czy tego obok droga jest lepsza od obranej przeze mnie? Gdybyście jeszcze choć rzucali faktami - jem mięso, bo udowodniono, że dzięki temu jestem sprawniejszy, bądź nie jem X, bo coś się dowiedziałem. Ale nie, wasze "merytoryczne" argumenty sprowadzają się do płakania, bo coś gdzieś cierpi i WSZYSCY POWINNI REAGOWAĆ TAK SAMO jak WY. Zdradzę wam tajemnicę, każdemu z osobna - gdyby wszyscy ludzie na świecie myśleli tak jak ty, to świat był by nudnym miejscem - jakakolwiek dyskusja kończyła by się na "tak, masz rację".

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Komórki nowotworowe mają olbrzymią zdolność do zyskiwania odporności na chemioterapię. Na przykład wrażliwe na terapie blokujące hormony komórki raka prostaty mogą zmienić się w takie, które do wzrostu nie potrzebują hormonu. To jeden z powodów, dla których tak trudno jest leczyć nowotwory. Naukowcom udało się właśnie dotrzeć do źródła tej wysokiej plastyczności komórek nowotworowych.
      Taki wysoko plastyczny stan komórek to źródło heterogeniczności guzów, mówi główny autor badań Tuomas Tammela ze Sloan Kettering Institute (SKI). To rodzaj zatłoczonego skrzyżowania z wieloma drogami. Gdy komórka chce zmienić swoją identyfikację, przechodzi w ten właśnie stan.
      Jak czytamy w pracy Emergence of a High-Plasticity Cell State during Lung Cancer Evolution, ewolucja guza z pojedynczej komórki do złośliwej heterogenicznej tkanki wciąż jest słabo rozumiana. W niniejszej pracy opisujemy transkryptomy pojedynczych komórek nowotworu płuc genetycznie zmodyfikowanej myszy w siedmiu stadiach rozwoju choroby, od przednowotworowej hiperplazji po gruczolakoraka.
      Te wysoce plastyczny stan komórki to coś zupełnie nowego. Gdy go odkryliśmy, nie wiedzieliśmy, z czym mamy do czynienia. Tak bardzo różnił się on od wszystkiego, co widzieliśmy. Ani nie wygląda to jak normalne komórki płuc, z których powstaje nowotwór, ani nie wygląda to jak komórki nowotworowe. Ten obserwowany przez nas stan ma zmieszane cechy komórek macierzystych listków zarodkowych, komórek macierzystych tkanki chrzęstnej, a nawet komórek nerek, wyjaśnia doktor Jason Chan.
      Bliższe badania wykazały, że stan wysokiej plastyczności pojawia się przez cały czas ewolucji i wzrostu guza. Komórki macierzyste są niezwykle ważne podczas rozwoju zarodkowego i dla naprawy tkanek. Wielu specjalistów uważa, że nowotwory biorą się ze szczególnego rodzaju nowotworowych komórek macierzystych. Jednak Tammela i jego zespół nie sądzą, by wspomniane wysoko plastyczne komórki były komórkami macierzystymi. Nie są one bowiem obecne na samym początku wzrostu guza. Pojawiają się później. Gdy porównaliśmy wzorce ekspresji genów tych wysoce plastycznych komórek z normalnymi komórkami macierzystymi oraz znanymi nowotworowymi komórkami macierzystymi, to nic sie nie zgadzało. Wszystko wyglądało całkowicie inaczej, stwierdza Tammela.
      Zespół Tammeli, w skład którego wchodzili też naukowcy z Koch Institute for Integrative Cancer Research na MIT oraz Klarman Cell Observatory z Broad Institute, uważa, że to ten wysoce plastyczny stan komórkowy (HPCS) jest powiązany z niską przeżywalnością nowotworów u ludzi i wykazuje odporność na chemioterapię u myszy. Nasz model może wyjaśnić, dlaczego niektóre komórki nowotworowe są odporne na chemioterapię i nie posiadają możliwej do zidentyfikowania bazy genetycznej odpowiedzialnej za tę odporność, mówi Chan.
      Naukowcy nie wykluczają, że możliwe będzie zwalczanie nowotworów łącząc obecne leki do chemioterapii ze środkami biorącymi na cel wysoce plastyczne komórki.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Tylko 15 proc. składu diety ludzi żyjących kilka tysięcy lat temu w południowej Polsce stanowiło mięso, a blisko 50 proc. rośliny – wynika z badań kości kilkudziesięciu zmarłych z epoki neolitu i brązu z Miechowa (Małopolskie).
      Analiza diety przodków człowieka sprzed kilku tysięcy lat jest dla naukowców bardzo trudnym zadaniem. W ostatnich latach coraz częściej stosowana jest w tym celu metoda izotopowa. Ilościowy stosunek izotopów określonych pierwiastków w kolagenie zawartym w kościach pomaga badaczom najstarszej przeszłości człowieka określić nie tylko pochodzenie danego człowieka, ale na przykład dietę. Tak też było w przypadku badań, w które zaangażowali się badacze z kilku polskich ośrodków: PAN, UJ i UKSW.
      Udało się nam ustalić, że dieta ludzi żyjących kilka tysięcy lat temu, w epoce neolitu i brązu, w południowej Polsce była tylko w niewielkim stopniu mięsna. Blisko 50 proc. jej składu stanowiły rośliny, a pozostałą część wypełniały inne produkty żywieniowe w tym najprawdopodobniej nabiał – powiedział PAP antropolog prof. Krzysztof Szostek z Instytutu Nauk Biologicznych UKSW w Warszawie.
      Jednym z celów badań, była próba ustalenia, w jaki sposób dieta zmieniała się na przestrzeni stuleci. Jak dodaje prof. Aldona Mueller-Bieniek z Instytutu Botaniki PAN w czasie analiz nie udało się odnotować zmiany statystycznej dotyczącej diety na przestrzeni około 5 tys. lat, począwszy od połowy VI tysiąclecia p.n.e. Oznacza to, że proporcja pokarmów roślinnych i zwierzęcych była podobna w tym czasie – mówi w rozmowie z PAP.
      Nie oznacza to, że hodowla zwierząt nie pełniła ważnej roli wśród ówczesnych ludzi. Przeciwnie, tylko należy podkreślić, że zwierzęta starano się maksymalnie wykorzystać, na przykład by dostarczały mleko lub na skóry. Pozyskanie z nich mięsa nie było priorytetem – dodaje prof. Szostek. Zwierzęta hodowlane mogły być też pożądaną siłą pociągową.
      Z analiz wynika, że do spożywanych (zapewne w różnej formie) zbóż należały głównie jęczmień i pszenice samopsza, płaskurka, później też orkisz.
      Czy wyniki badań są miarodajne dla diety na całym obszarze dzisiejszej Polski? Zdaniem prof. Szostka dieta mogła wyglądać w neolicie i epoce brązu podobnie na południu Polski, szczególnie na żyznych wyżynach lessowych. Być może inaczej na północy kraju. Naukowiec rozpoczął badania w tym zakresie i w najbliższych latach będzie mógł dać odpowiedź na to pytanie.
      Ustalenia naukowców dotyczące diety były możliwe dzięki przeprowadzeniu szeroko zakrojonych badań porównawczych, dotyczących głównie jednego stanowiska archeologicznego – w małopolskim Miechowie. Na przestrzeni objętej badaniami przez blisko 5000 lat mieszkały różne grupy ludzi, począwszy od pierwszych grup rolników na ziemiach Polski określanych przez archeologów jako kultura ceramiki wstęgowej rytej po kulturę łużycką w czasach epoki brązu. Eksperci pobrali kolagen do analiz izotopów azotu zarówno z ich kości, jak również szczątków zwierząt odkrytych w tym miejscu. Uzyskanie pełnego obrazu było możliwe dzięki zestawieniu tych danych z danymi z analiz archeobotanicznych (ziaren zbóż).
      Do tej pory badania izotopowe dotyczące rekonstrukcji diety wykonywano bez uwzględnienia analiz archeobotanicznych. Powodowało to, że obraz diety pradziejowych ludzi nie był pełny – z modeli wynikało wręcz, że spożywano wówczas głównie mięso, co nie mogło być prawdą – uważa prof. Szostek.
      Publikacja na temat diety mieszkańców Miechowa ukazała się w Journal of Archaeological Science Reports.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wydaje się, że spożywanie zbyt dużych ilości soli negatywnie wpływa na możliwość obrony organizmu przed bakteriami. Takie wnioski płyną z badań przeprowadzonych na myszach i 10 ochotnikach. Autorzy badań, Christian Kurts i jego zespół ze Szpitala Uniwersyteckiego w Bonn, wykazali, że myszy, w których diecie znajdowała się wysoka zawartość soli, gorzej radziły sobie z infekcją nerek spowodowaną przez E. coli oraz ogólnoustrojową infekcją Listeria monocytogenes. To bardzo zjadliwy patogen, wywołujący niebezpieczne zatrucia pokarmowe.
      Po badaniach na myszach rozpoczęto badania na 10 zdrowych ochotnikach w wieku 20–50 lat. Najpierw sprawdzono, jak w walce z bakteriami radzą sobie ich neutrofile. Następnie badani przez tydzień spożywali dodatkowo 6 gramów soli dziennie. Po tygodniu porównano działanie ich neutrofili. Okazało się, że w każdym przypadku radziły sobie one gorzej niż przed badaniem.
      Naukowcy nie sprawdzali, jak sól wpływa na zdolność organizmu do obrony przed wirusami.
      Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleca, by dzienna dawka spożywanej soli nie przekraczała 5 gramów dziennie. Tymczasem przeciętny Polak każdego dnia spożywa średnio 10 gramów soli.
      Naukowcy sądzą, że sól na dwa sposoby upośledza zdolność układu odpornościowego do walki z bakteriami. Po pierwsze, gdy spożywamy za dużo soli uwalniane są hormony, które pomagają ją wydalić. Wśród tych hormonów znajdują się glukokortykoidy, o których wiadomo, że tłumią układ odpornościowy. Ponadto niemieccy badacze zauważyli, że gdy mamy w organizmie dużo soli, w naszych nerkach gromadzi się mocznik, a ten zaburza pracę neutrofilów.
      Wyniki badań zostały opublikowane na łamach Science Translational Medicine.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jedzenie obfitych śniadań zamiast obfitych obiadów może zapobiegać otyłości i podwyższonemu poziomi cukru we krwi, wynika z badań opublikowanych na łamach Journal of Clinical Endocrinology & Metabolism. Znacznie zdrowiej jest zjeść dużo na śniadanie, a mniej na obiad, niż na odwrót.
      Gdy zjemy posiłek organizm musi zużyć energię na jego przyswojenie, strawienie, transport i przechowywanie składników odżywczych. To wydatkowanie energii nazywa się termogenezą indukowaną dietą. Jak się okazuje, jest ono różne w zależności od pory dnia, w której jemy.
      Naukowcy z Uniwersytetu w Lubece zaangażowali do swoich badań 16 mężczyzn o prawidłowej wadze ciała. Przy ich pomocy przeprowadzili randomizowane ślepe próby w laboratorium. Badania trwały przez trzy dni i składały się z dwóch eksperymentów. Podczas jednego z nich badani zjedli niskokaloryczne śniadanie, które dostarczyło im 11% dobowego zapotrzebowania na kalorie, i wysokokaloryczny obiad (69% dobowego zapotrzebowania na kalorie). Podczas drugiego z badań proporcje posiłków odwrócono.
      Za pomocą kalorymetrii pośredniej zmierzono u badanych termogenezę indukowaną dietą, określono parametry metabolizmu glukozy, a na specjalnej skali określano poziom głodu oraz chęć na słodycze.
      Okazało się, że zarówno po posiłku niskokalorycznym jak i wysokokalorycznym poziom termogenezy indukowanej dietą był rano 2,5-krotnie wyższy niż wieczorem. Innymi słowy, organizm potrzebował 2,5-krotnie więcej energii na strawienie tej samej ilości pożywienia. Ponadto związany ze spożytym posiłkiem wzrost poziomu glukozy i insuliny był mniejszy po śniadaniu niż po obiedzie. Jakby jeszcze tego było mało, niskokaloryczne śniadanie zwiększało zarówno poczucie głodu jak i apetyt na słodycze w ciągu dnia.
      Autorzy badań stwierdzili, że – niezależnie od ilości spożytych kalorii – termogeneza indukowana dietą jest wyższa rano niż wieczorem. Jeśli zatem pilnujemy wagi, chcemy uniknąć nadmiernego wzrostu poziomu cukru we krwi i zmniejszyć nasz apetyt na słodycze, powinniśmy jadać obfite śniadania i mniej obfite obiady.
      Zalecamy taki wzorzec posiłków zarówno osobom otyłym, jak i zdrowym. Należy jeść dużo na śniadanie, a nie na obiad, mówi współautorka badań, doktor Juliane Richter.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Posiadanie więcej niż 10 partnerów seksualnych w ciągu życia wiąże się ze znacznym wzrostem ryzyka zachorowania na nowotwór, dowiadujemy się z British Medical Journal. Poinformowano tam o wynikach badań nad wpływem liczby partnerów seksualnych na zdrowie.
      Międzynarodowy zespół naukowy z Austrii, Wielkiej Brytanii, Kanady i Turcji przeanalizował dane z English Longitudinal Study of Ageing (ELSA). Zebrano tam informacje dotyczące reprezentatywnej próbki osób w wieku powyżej 50. roku życia mieszkających w Anglii. Badanych pytano m.in. o to, ilu partnerów seksualnych mieli w życiu. Na 7079 badanych na pytanie to odpowiedziały 5722 osoby, w tym 2537 mężczyzn i 3185 kobiet. Respodentów podzielono na cztery grupy w zależności od liczby partnerów seksualnych: 0-1, 2-4, 5-9 oraz 10+.
      Uczestnicy badania byli też pytani o zdrowie, zebrano informacje o ich wieku, rasie, stanie cywilny, dochodach gospodarstwa domowego, stylu życia (picie alkoholu, palenie papierosów, aktywność fizyczna), stanie zdrowia psychicznego i innych.
      Średnia wieku uczestników badania wynosiła 64 lata, a niemal 3/4 z nich było w związkach małżeńskich.
      Do posiadania 0-1 partnerów seksualnych przyznało się 28,5% mężczyzn oraz 41% kobiet, w grupie 2-4 partnerów znalazło się 29% panów i 35,5% pań, do grupy 5-9 partnerów trafiło 20% mężczyzn i 16% kobiet, a o posiadaniu co najmniej 10 partnerów seksualnych poinformowało 22% mężczyzn i 8% kobiet.
      U obu płci zauważono, że większa liczba partnerów seksualnych była powiązana z młodszym wiekiem, statusem singla oraz z najwyższym lub najniższym przedziałem dochodów gospodarstwa domowego. Ci, którzy mieli więcej partnerów seksualnych z większym też prawdopodobieństwem palili papierosy, poli alkohol i byli aktywni fizycznie.
      Po przeanalizowaniu wszystkich danych okazało się, że istnienie statystycznie istotny związek pomiędzy liczbą partnerów seksualnych a ryzykiem wystąpienia nowotworu.
      Kobiety, które miały w ciągu życia ponad 10 partnerów seksualnych miały też o 91% większe ryzko zachorowania na nowotwór, niż kobiety znajdujące się w grupie 0-1 partnerów. Z kolei w przypadku mężczyzn, tam, gdzie mieli oni 2-4 partnerów seksualnych ryzyko nowotworu było o 57% wyższe niż w grupie 0-1 partnerów, a dla mężczyzn z grupy 10+było o 69% wyższe.
      Ponadto w przypadku kobiet, ale już nie w przypadku mężczyzn, zaobserwowano, że tam, gdzie liczba partnerów seksualnych jest większa od 4 rośnie ryzyko wystąpienia chronicznej choroby.
      Autorzy zastrzegają, że prowadzili wyłącznie badania obserwacyjne, nie są więc w stanie określić przyczyny zaobserwowanego zjawiska. Jednak – jak zauważają – z innych badań wiemy, że wiele infekcji przenoszonych drogą płciową przyczynia się do rozwoju nowotworów i schorzeń wątroby, zatem być może tutaj należy upatrywać przyczyn.
      Ich zdaniem, podczas badań przesiewowych w kierunku nowotworów, przydatne byłyby informacje o liczbie partnerów seksualnych, gdyż pozwoliłyby one wyłonić osoby bardziej narażone.
      Osobną kwestią są zaobserwowane różnice pomiędzy płciami. Z jednej bowiem strony mężczyźni mają zwykle więcej partnerek seksualnych niż kobiety, ale z drugiej strony kobiety bardziej dbają o zdrowie, częściej chodzą do lekarza, stąd zatem może wynikać większy odsetek diagnoz, ale i w ich przypadku choroba może zostać zauważona na wcześniejszym etapie, gdy jest łatwiejsza w leczeniu.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...