Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Dziennikarze z gazety Sunday Times of London przeprowadzili szczegółowe dochodzenie na temat poczynań dr. Andrew Wakefielda, który zasłynął jako odkrywca rzekomego związku pomiędzy stosowaniem jednej ze szczepionek oraz autyzmem. Z artykułu wynika, że prezentowane przez niego "wyniki badań" nie były zwyczajnie błędne - zostały one świadomie zafałszowane.

Prezentowane przez Wakefielda dane dotyczyły tzw. szczepionki MMR, skierowanej przeciw odrze, nagminnemu zapaleniu przyusznic (czyli popularnej śwince) oraz różyczce. W 1998 lekarz ogłosił na łamach prestiżowego czasopisma Lancet, że co najmniej ośmioro jego młodych pacjentów zaczęło prezentować objawy autyzmu w krótkim czasie po podaniu leku. Miało to rzekomo sugerować jasny związek pomiędzy jednym i drugim zdarzeniem. Zdaniem dziennikarzy z Sunday Times of London, dane przedstawione przez dr. Wakefielda były całkowicie nieprawdziwe.

Rewelacje opublikowane na łamach Lancetu w błyskawicznym tempie dotarły do szerokiej grupy pacjentów. Efektem tego zdarzenia była panika, która doprowadziła do zredukowania odsetka dzieci szczepionych preparatem MMR z 92% do 80% oraz zwiększenia liczby zachorowań na odrę z 56 w 1998 r. do 1348 przypadków w roku 2008. Niestety, dwoje dzieci zmarło.

Zdaniem Wakefielda, aktywny (choć osłabiony) wirus odry wchodzący w skład szczepionki spowodował niezamierzoną infekcję jelit małych pacjentów, co doprowadziło do rozwoju stanu zapalnego. Efektem zakażenia, według lekarza, miał być właśnie autyzm.

Dochodzenie londyńskich dziennikarzy bezlitośnie obnaża serię mistyfikacji, jakich dokonano w związku "aferą szczepionkową". W swoim artykule brytyjski reporter Brian Deer dowodzi, że objawy autyzmu pojawiły się u dzieci znacznie wcześniej, co wyklucza rzekomy wpływ podania MMR. Pikanterii całej historii dodaje fakt, że za całą sprawą nie stoi pomyłka, lecz świadome działanie dr. Wakefielda.

Z informacji zebranych przez Deera wynika, że u części autystycznych dzieci nie stwierdzono w ogóle zapalenia jelit, choć zapisy takie znalazły się w dokumentacji medycznej. Wszystko wskazuje na to, że dr Wakefield osobiście naciskał na członków swojej grupy, by sfałszowali kartoteki. W ciągu 6 lat od publikacji na łamach Lancetu aż 10 spośród 13 autorów badania poprosiło o usunięcie ich nazwisk z listy twórców artykułu, twierdząc, że w rzeczywistości nie stwierdzono realnego związku pomiędzy szczepionką MMR i autyzmem, ponieważ ilość danych była niewystarczająca.

Zdaniem dziennikarza Sunday Times of London, Wakefield zainteresował się kontrowersyjnym tematem, gdy został powołany jako biegły sądowy mający zbadać związek pomiędzy pojedynczym przypadkiem autyzmu i podaniem szczepionki. Zdaniem Deera, lekarz otrzymał od prawnika reprezentującego rodzinę chorego dziecka znaczną sumę pieniędzy, dzięki której uruchomiono program badań przesiewowych mających potwierdzić istnienie związku pomiędzy podawaniem MMR i autyzmem. Dalszą część historii już znamy.

W związku z licznymi nieprawidłowościami dr Wakefield oraz dr John Walker-Smith i dr Simon Murch, czyli cała trójka twierdząca do samego końca, że opublikowane w Lancecie dane są prawdziwe, została formalnie oskarżona o popełnienie błędu w sztuce lekarskiej. Warto jednak zaznaczyć, że pierwotne oskarżenia dotyczyły etycznych aspektów prowadzenia badań na dzieciach. Nietrudno jednak przewidzieć, że publikacja Briana Deera stanie się pretekstem do uruchomienia kolejnego postępowania.

Prawnicy reprezentujący dr. Wakefielda zaprzeczają, jakoby którekolwiek zarzuty skierowane przeciwko ich klientowi były prawdziwe. Mimo to, odmówili wydania oficjalnego oświadczenia dla mediów.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Zdaniem dziennikarza Sunday Times of London, Wakefield zainteresował się kontrowersyjnym tematem, gdy został powołany jako biegły sądowy mający zbadać związek pomiędzy pojedynczym przypadkiem autyzmu i podaniem szczepionki. Zdaniem Deera, lekarz otrzymał od prawnika reprezentującego rodzinę chorego dziecka znaczną sumę pieniędzy, dzięki której uruchomiono program badań przesiewowych mających potwierdzić istnienie związku pomiędzy podawaniem MMR i autyzmem. Dalszą część historii już znamy.

 

 

To biegłego sądowego można kupić??

Share this post


Link to post
Share on other sites

no niestety zawsze sie znajdzie ktos kto chce byc slawny za nic i nie patrzy na to ze przy okazji moze komus zrobic krzywde. ciekawe ile bedzie pozwow przeciwko temu sz. p. dr :) moja piekna naczytala sie o jego badaniach i musialem jej obiecac ze nie bedziemy szczepic naszych dzieci ;]

 

 

To biegłego sądowego można kupić??

 

jak zawsze wnosisz duzo do tematu ;]

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie tylko w Polsce... Ale ileż teraz będzie trzeba starań, żeby skutki mistyfikacji Wakefielda odkręć?

Share this post


Link to post
Share on other sites

moja piekna naczytala sie o jego badaniach i musialem jej obiecac ze nie bedziemy szczepic naszych dzieci ;]

Ale na wściekliznę by wypadało - tak z racji rodzica/rodziców :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

@mikroos: wiem ze sa paragrafy ale same w sobie nie gwarantuja postepowania zgodnie z nimi ;]

 

@thibris: spoko rodzice na ciele zdrowi :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

No  pieknie panika wsrod majek bo jjakiemus lekarzowi zachcialo sie badan na dzieciach. Ja swoje zaszczepilam. I uwazam ze to sluszne.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Eh panika matek bo jakiemus lekarzowi sie zachcialo badan na dzieciach.

Moje maluszki maja komplet szczepien i uwazam ze to sluszne.

Panstwu Wilkoquak polecam jeszcze nosowke :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
No  pieknie panika wsrod majek bo jjakiemus lekarzowi zachcialo sie badan na dzieciach.

Być może niekoniecznie o to chodziło. Nie znam szczegółów tego dochodzenia, ale mogło przecież chodzić choćby o podejrzenie molestowania seksualnego.

 

Chociaż faktem jest, że na podobnej zasadzie niejaki Zbigniew Z. doprowadził do śmierci polskiej transplantologii poprzez nieprzemyślane wygłoszenie zarzutów w stosunku do jednego z lekarzy (słynne słowa "nikt już nie będzie przez tego pana pozbawiony życia"), także efekty podobnej paniki możemy oglądać w polskich szpitalach.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest macintosh

Zbigniew Z.

Rozumiem, że powinniśmy zapominać o półgłówkach i brnąć dalej... gdzie wzrok nie sięga.

podaj mi jego nr ubezpieczenia >:)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ograniczone programy szczepień przeciwko SARS-CoV-2 ruszyły w wielu krajach na całym świecie. Dotychczas zaszczepiono niemal 5 milionów osób, z czego najwięcej, bo ponad 2 miliony 100 tysięcy zostało zaszczepionych w USA. Warto więc przyjrzeć się statystykom.
      Z dostępnych informacji wynika, że do 29 grudnia szczepionki otrzymało 4 miliony 870 tysięcy osób. W USA – gdzie dopuszczone są szczepionki Pfizera i Moderny – pierwsze dawki otrzymało 2,13 miliona osób. To stan na 28 grudnia. Mowa jest o pierwszych dawkach, gdyż obie szczepionki składają się z dwóch dawek. Ta Pfizera podawana jest w odstępie 21 dni, a szczepionka Moderny w odstępie 28 dni.
      Z kolei w Chinach – i jest to stan na 19 grudnia – zaszczepiono 1 milion osób. Problem w tym, że o używanych szczepionkach niewiele wiadomo. Ich producenci nie ujawniają wyników badań. Wiemy, że 5 szczepionek z Państwa Środka znajduje się w 3. faze badań klinicznych i że Pekin zezwolił na używanie 3 z nich, ale w wyjątkowych sytuacjach. Jednak lokalne władze są bardzo ambitne i zapewniają, że do połowy lutego zaszczepią 50 milionów obywateli. Nie wiadomo jednak, na ile efektywne są chińskie szczepionki.
      Państwowy producent Sinpharm twierdzi, że jedna z jego szczepionek ma efektywność dochodzącą do 79%. Z kolei Zjednoczone Emiraty Arabskie, które zatwierdziły u siebie szczepionkę Sinopharmu twierdzą, że jest ona efektywna. Nie wiadomo jednak, na jakiej podstawie wysunięto takie stwierdzenia. Podobne zdanie wyraziły władze Bahrajnu, nie ujawniając jednak, o którą z dwóch szczepionek Sinopharmu chodzi. Tymczasem Turcja  poinformowała – na podstawie niewielkiego testu klinicznego – że szczepionka produkowana przez prywatną pekińską firmę Sinovac jest skuteczna w 91,25%. Zaś brazylijskie władze twierdzą, że jej skuteczność przekracza 50%, jednak nie ujawniają żadnych szczegółów.
      Kolejnym krajem, który zaszczepił sporą grupę osób jest Wielka Brytania. Do 24 grudnia szczepionkę otrzymało tam 800 000 ludzi. W Wielkiej Brytanii dopuszczono dotychczas szczepionki Pfizera i AstraZeneca.
      W niewielkim Izraelu zaszczepiono już ponad 640 000 osób i jest to kraj o największym zaszczepionym odsetku populacji. Szczepionkę otrzymało już ok. 7,5% obywateli. Kanada zaszczepiła niemal 72 000 obywateli, w Bahrajnie zaszczepiono 56 000 osób, w Rosji (stan na 22 grudnia) – 52 000, a w Niemczech – 42 000.
      W Polsce szczepienia przeciwko COVID-19 ruszyły 27 grudnia. Jak dzisiaj podało Ministerstwo Zdrowia, dotychczas szczepionkę otrzymało ponad 14 000 osób, a dzienna liczba szczepień zbliża się do 8000.
      W miarę, jak szczepionych jest coraz więcej osób, zbierane są też dane na temat niepożądanych skutków szczepień. Zdecydowana większość z nich, to skutki spodziewane, opisane w ulotce. W tej chwili możemy przyjrzeć się informacjom publikowanym w USA.
      Niemal 2 tygodnie temu, 19 grudnia, odbyło się spotkanie amerykańskiego Advisory Committee on Immunization Practices (ACIP). To komórka CDC (Centrów Kontroli i Zapobiegania Chorobom), której celem jest wydawanie rekomendacji dotyczących szczepień.
      W jednym z raportów opublikowanych przez ACIP wspomniano, że od 8 grudnia prowadzone są szczepienia w Wielkiej Brytanii, a od 12 grudnia -  w USA. W tym czasie pojawiły się 2 przypadki anafilaksji w Wielkiej Brytanii oraz 6 przypadków w USA.
      Wiadomo, że w Wielkiej Brytanii obie osoby cierpiały na poważne alergie, a w USA jedna z osób doświadczyła już wcześniej anafilaksji po szczepieniu przeciwko wściekliźnie. Wszystkie osoby zostały poddane odpowiedniemu leczeniu i wyzdrowiały.
      Ten sam raport wspomina, że do 18 grudnia w USA zaszczepiono niemal 113 000 osób, a niepożądane efekty wystąpiły u 3150 osób. Dane takie zostały zebrane za pomocą aplikacji na smartfony, którą może zainstalować i używać każdy, zatem są trudne do zweryfikowania.
      Bardziej szczegółowe i lepiej poddające się weryfikacji dane gromadzone są za pomocą VAERS (Vaccine Adverse Event Reporting System). To zarządzany przez CDC i FDA (Agencja ds. Żywności i Leków) uruchomiony w 1990 roku system wczesnego ostrzegania, którego celem jest wykrywanie problemów ze szczepionkami zatwierdzonymi do użycia w USA. Wpisów do VAERS dokonywać osoby indywidualne, które po szczepionce doświadczyły niepożądanych skutków, lekarze (oni mają obowiązek raportowania o pewnych kategoriach skutków niepożądanych) oraz producenci szczepionek (ci są zobowiązani do infomowania o wszystkich skutkach niepożądanych).
      VAERS jest pasywnym systemem raportowania, co oznacza, że osoby indywidualne mogą wypełnić raport, który trafi do bazy danych, ale sam wpis w VAERS nie jest jednoznaczny ze stwierdzeniem, że rzeczywiście szczepionka spowodowała dany problem. To wyłącznie baza danych, która jest analizowana przez ekspertów z CDC i FDA pod kątem wyszukiwania problemów, które mogły zostać spowodowane przez szczepionki. Gdy specjaliści natrafią w VAERS na takie potencjalne sygnały, podlegają one dalszej analizie.
      VAERS aktualizowana jest w każdy piątek. Obecnie znajdują się tam 353 raporty dotyczące niepożądanych efektów, które wystąpiły po przyjęciu szczepionki. To stan na 25 grudnia. W USA było zaszczepionych wówczas 1 milion 940 tysięcy osób, zatem o niepożądanych skutkach, które mogły być następstwem szczepienia poinformowało 0,02% osób. Wiele z nich informuje o bólach, zaczerwieniu w miejscu podania szczepionki, mdłościach czy swędzeniu. Na załączonej grafice można zapoznać się z niektórymi raportami.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Po podaniu szczepionki Pfizera na COVID-19 u dwóch pracowników brytyjskiej służby zdrowia (NHS) wystąpiły niekorzystne reakcje. W związku z tym brytyjska Medicine and Healthcare products Regulatory Agency (MHRA) zaleciła, by osoby z alergiami na lekarstwa, szczepionki lub żywność tymczasowo powstrzymały się od szczepienia. U wspomnianych osób reakcja alergiczna pojawiła się wkrótce po szczepieniu. Obie zostały poddane leczeniu i czują się dobrze.
      U obu osób wystąpiła reakcja anafilaktoidalna. To częstszy, niż reakcja anafilaktyczna, przypadek niekorzystnej reakcji na leki. W reakcji anafilaktoidalnej nie dochodzi do zmian w zakresie IgE. Dochodzi za to do uwalniania dużych ilości histaminy i substancji naczynioaktywnych, w wyniku czego zwiększa się przepuszczalność naczyń, pojawiają obrzęki, przekrwienie błon śluzowych i spadek ciśnienia. Obie osoby, które doświadczyły takiej reakcji, cierpią na poważne alergie.
      Profesor Stephen Powis, dyrektor medyczny NHS w Anglii powiedział: Jak to się często zdarza w przypadku nowych szczepionek, MHRA na wszelki wypadek wydała ostrzeżenie, by osoby z poważnymi alergiami nie szczepiły się. Doszło do tego po tym, jak dwie osoby cierpiące na alergie doświadczyły niepożądanych skutków podania szczepionki. Podobne problemy mają miejsce rzadko, ale zdarzają się również przy innych szczepionkach.
      Fakt, że tak szybko dowiedzieliśmy się o obu reakcjach alergicznych i że urząd natychmiast wydał ostrzeżenie wskazuje, że system monitoringu dobrze działa, mówi profesor Peter Openshaw, immunolog z Imperial College London.
      Wystąpienie reakcji alergicznej po podaniu szczepionki na COVID-19 nie jest zaskoczeniem. Z dokumentów, jakie otrzymała od Pfizera amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) wynika, że w fazach II i III badań klinicznych szczepionki zaobserwowano wystąpienie reakcji alergicznej u 0,63% osób, u którym podano szczepionkę oraz u 0,51%, które otrzymały placebo. Różnica 0,1% oznacza, że podanie szczepionki wiąże się z możliwością wystąpienia reakcji alergicznej u 1 na 1000 osób.
      Do zbudowania pełnej odporności konieczne jest podanie 2 dawek szczepionki Pfizera. Odporność zaczyna budować się od 12 doby po podaniu pierwszej dawki. W 21. dobie podaje się dawkę drugą, a pełną odporność na SARS-CoV-2 zyskujemy po 28 dniach od pierwszej dawki.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      AstraZeneca i University of Oxford poinformowały, że opracowywana przez nie szczepionka przeciwko koronawirusowi znacząco zmniejsza liczbę zachorowań. Na podstawie testów na ponad 22 000 ludzi w USA i Brazylii stwierdzono, że gdy poda się najpierw połowę dawki, a miesiąc później całą dawkę, efektywność szczepionki wynosi 90%. Gdy jednak poda się całą dawkę i miesiąc później znowu całą, to efektywność szczepienia spada do 62%. Naukowcy nie wiedzą, dlaczego tak się dzieje. Łączna efektywność tej szczepionki wynosi 70%.
      W przeciwieństwie do szczepionek Pfizera i Moderny ta opracowana przez AstraZeneca/Oxford nie bazuje na mRNA. Badacze wykorzystali w niej osłabioną wersję adenowirusa, który powoduje przeziębienia u szympansów. Ten sam adenowirus został użyty, by stworzyć szczepionkę przeciwko Eboli. Na potrzeby szczepionki przeciwko SARS-CoV-2 szympansi wirus został zmodyfikowany tak, by infekował ludzkie komórki, ale się w nich nie namnażał.
      Wirus, infekując komórki, dostarcza informację potrzebną do wytworzenia proteiny S, która jest używana przez koronawirusa SARS-CoV-2.. Dzięki temu układ odpornościowy uczy się rozpoznawać tę proteinę i przygotowuje obronę przeciwko niej.
      Testy nowej szczepionki wciąż trwają w USA, Japonii, RPA, Kenii, Rosji i Ameryce Południowej. Planowane są kolejne m.in. w Europie. Wcześniej testy te na krótko przerwano, gdy u jednego z ochotników w Wielkiej Brytanii pojawiła się choroba neurologiczna. Odpowiednie urzędy zgodziły się jednak na ich kontynuowanie.
      Szczepionka AstraZeneki i Oxford University – mimo że mniej efektywna – ma tę olbrzymią przewagę nad szczepionkami Pfizera i Moderny, że nie trzeba jej zamrażać. Może być transportowana w znacznie wyższych temperaturach. W jej wypadku wystarczy zwykła lodówka, nie potrzebuje specjalistycznego systemu chłodzącego. Dodatkowym jej plusem jest fakt, że zmniejsza liczbę transmisji od osób, które nie wykazują objawów choroby. Nie jest jasne, czy szczepionki Pfizera i Moderny również tak działają. AstraZeneca zapewnia, że do końca 2021 roku jest w stanie wyprodukować 3 miliardy dawek swojej szczepionki.
      Obecnie mamy więc trzy szczepionki, których efektywność na pewno wynosi ponad 50% zalecane przez FDA i które znajdują się na ostatnich etapach badań. Oprócz wspomnianej tutaj szczepionki AstraZeneca/Oxford są to opisywana przez nas wcześniej szczepionka Pfizera – której producent już stara się o zgodę na rozpoczęcie szczepień – oraz szczepionka Moderny.
      Ta ostatnia, mRNA-1273, wykazuje skuteczność rzędu 94,5%. W grupie 30 000 pacjentów, na której ją testowano, zachorowało 95 osób, z czego jedynie 5 w grupie, która otrzymywała szczepionkę. U 11 osób rozwinęła się ciężka postać COVID, jednak wszystkie te przypadki miały miejsce w grupie placebo. Moderna podpisała już z USA umowę na dostawę 100 milionów dawek szczepionki. Jeśli szczepionka zostanie dopuszczone na użycia i umowa dojdzie do skutku, rząd USA zapłaci za te dawki 1,525 miliarda USD. Umowa przewiduje opcję na dostawę kolejnych 400 milionów dawek.
      Podsumowując – Pfizer i Moderna wykazały, że ich szczepionki, bazujące na mRNA, mają co najmniej 90-procentową skuteczność. Do transportu i przechowywania wymagają jednak bardzo niskich temperatur, co utrudnia ich dystrybucję. Pfizer już złożył wniosek o dopuszczenie szczepionki do użycia. AstraZeneca/Oxford dowiodły 70-procentowej skuteczności swojej szczepionki bazującej na osłabionym adenowirusie. Szczepionkę można przechowywać w standardowych lodówkach, dzięki czemu będzie łatwiejsza i tańsza w rozprowadzaniu i przechowywaniu.
      Testy wszystkich szczepionek wciąż trwają, a specjaliści podkreślają, że należy liczyć się ze zmniejszeniem się efektywności szczepionek. Zwykle bowiem jest tak, że szczepionki gorzej sprawują się w rzeczywistości niż podczas testów klinicznych.
      Ponadto wciąż nie wiemy, na jak długo szczepionki zapewnią ochronę przed koronawirusem. Tego dowiemy się dopiero po zaszczepieniu dużej liczby ludzi.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zaawansowane techniki sekwencjonowania pozwoliły naukowcom z Kanady, USA i Australii na rekonstrukcję genomu wirusów z „zestawów szczepionkowych” używanych w czasie amerykańskiej wojny secesyjnej. Zrozumienie historii oraz ewolucji wirusów oraz sposobów, w jakie wirusy te działały jako szczepionki jest bardzo ważne w czasach współczesnych, mówi genetyk ewolucyjny Hendrik Poinar z kanadyjskiego McMaster University.
      Ospa prawdziwa to jedna z najbardziej zabójczych chorób, które trapiły ludzkość. Zabijała około 30% zarażonych, a ci, którym udało się przeżyć, często wychodzili z choroby jako osoby niepełnosprawne. Przed około 40 laty ospę prawdziwą udało się wyeliminować. Stała się ona pierwszą, i jedyną jak dotąd, chorobą atakującą człowieka, którą poddano udanej eradykacji. Pomimo tego olbrzymiego sukcesu niewiele wiemy o pochodzeniu i zróżnicowaniu wirusów używanych w szczepionkach.
      Przed XX wiekiem metody wytwarzania, źródła i pochodzenie szczepionek oraz wirusów nie były ustandaryzowane. To zaś oznacza, że przez większość historii walki z tą chorobą nie wiemy, jakie szczepy były używane do jej zwalczania, stwierdzają autorzy najnowszych badań.
      Idea masowych szczepień pojawiła się w 1796 roku, gdy angielski lekarz Edward Jenner zaobserwował, że kobiety dojące krowy, które zaraziły się łagodną krowianką – chorobą podobną do ospy, ale atakującą bydło – wydawały się chronione przed epidemiami ospy. To Jenner wpadł na pomysł, by ludzi celowo zarażać krowianką i chronić w ten sposób przed śmiertelnie groźną ospą.
      W 1939 roku okazało się, że szczep ospy (VACV) używany w szczepionkach w XX wieku jest inny niż szczep krowianki (CPXV) i to on był dominującym szczepem używanym do walki z ospą. To właśnie VACV pozwolił na wyeliminowanie tej choroby. Mimo tego, że jest on tak ważny dla historii ludzkości, nie wiemy kiedy zaczęto go stosować, ani skąd pochodzi.
      Do obecnych badań wykorzystano „zestawy szczepionkowe” z czasów wojny secesyjnej przechowywane w Mutter Museum of the College of Physicians w Filadelfii. Zestawy takie składają się ze skalpela, niewielkich szklanych płytek służących do mieszania płynów pobranych z pęcherzy osób zarażonych oraz cynowych pudełek z fragmentami strupów od chorych.
      Badania wykazały, że już w latach 60. i 70. XIX wieku w Filadelfii używano szczepu VACV. „Szczepienie” odbywało się w ten sposób, że na celowo zranioną skórę nakładano materiał biologiczny od osoby wcześniej zarażonej VACV.
      Autorzy badań podsumowują, że już wówczas produkcja szczepionek była procesem ograniczającym się wyłącznie do ludzi. Materiał do szczepień był wytwarzany w ludzkim organizmie i przenoszony bezpośrednio od dawcy do biorcy. Proces ten w kolejnych dekadach uległ zmianie, gdyż pojawiły się obawy związane z ryzykiem rozprzestrzeniania w ten sposób innych chorób oraz opracowano techniki komercyjnej przemysłowej produkcji szczepionek, w której wykorzystywano zwierzęta.
      Nie budząca wątpliwości identyfikacja i rekonstrukcja niemal całego genomu VACV z zestawów do szczepień, które były wykorzystywane w czasie wojny secesyjnej, jasno pokazuje, że szczepy te krążyły wśród ludzi za pośrednictwem lekarzy jeszcze przed XX wiekiem, podsumowują autorzy badań.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Firma Moderna poinformowała, że otrzymała od Agencji ds. Żywności i Leków (FDA) zgodę na rozpoczęcie II fazy badań klinicznych nad szczepionką przeciwko COVID-19. mRNA-1273 to pierwsza szczepionka, która weszła w fazę testów klinicznych. Rozpoczęły się one, o czym informowaliśmy, 16 marca.
      Zgodnie z tym, co pisaliśmy wcześniej, I faza badań klinicznych trwa około 3 miesięcy. Moderna zapowiada, że fazę II rozpocznie jeszcze w II kwartale bieżącego roku i ma nadzieję, że w przyszłym roku otrzyma zgodę na wprowadzenie szczepionki na rynek.
      Wniosek o zgodę na rozpoczęcie II fazy badań mRNA-1273 został złożony 27 kwietnia. Podczas tej fazy będzie oceniane bezpieczeństwo, reaktogenność oraz immunogenność szczepionki. Termin reaktogenność to zdolność szczepionki do wywołania spodziewanych reakcji ubocznych. Z kolei immunogenność to zdolność do wywołania swoistej odpowiedzi odpornościowej.
      Badani otrzymają dwie dawki szczepionki w odstępie 28 dni. Każdy z ochotników otrzyma albo dwukrotnie placebo, albo dwukrotnie 50 µg szczepionki, albo dwukrotnie 250 µg szczepionki. Moderna chce zaangażować do badań 600 zdrowych dorosłych w wieku od 18 do 55 lat (300 osób) oraz powyżej 55 lat (300 osób). Zdrowie ochotników będzie badane przez 12 miesięcy od otrzymania drugiej dawki. Tymczasem FDA kończy prace nad protokołem III fazy badań klinicznych mRNA-1273.
      Szczepionka „instruuje” komórki gospodarza, by zachodziła w nich ekspresja glikoproteiny powierzchniowej S (ang. spike protein); białko S pozwala koronawirusowi na wniknięcie do komórki gospodarza. W tym przypadku ma to wywołać silną odpowiedź immunologiczną. Jest to szczepionka oparta na mRNA (tą działką zajmowała się Moderna).
      Naukowcy z Centrum Badań nad Szczepionkami (VRC) NIAID byli w stanie tak szybko opracować mRNA-1273, gdyż wcześniej prowadzono badania nad spokrewnionymi wirusami powodującymi SARS i MERS.
      Koronawirusy są sferyczne. Pod mikroskopem elektronowym ich osłonki wydają się ukoronowane pierścieniem małych struktur. Stąd zresztą wzięła się ich nazwa. Białko S, tzw. spike, odpowiada za interakcję z receptorem na powierzchni komórek. VRC i Modena pracowały już nad szczepionką na MERS, obierającą na cel właśnie białko S. Był to dobry start do opracowania kandydata na szczepionkę chroniącą przed COVID-19. Gdy tylko informacja genetyczna dot. SARS-CoV-2 stała się dostępna, akademicy szybko wyselekcjonowali sekwencję do ekspresji.
      Moderna już podpisała z firmą Lonza 10-letnią umowę na produkcję szczepionki w należących do Lonzy fabrykach w USA i Szwajcarii. Umowa przewiduje też rozszerzenie możliwości produkcyjnych wszystkich fabryk Lonzy. Przewiduje ona, że docelowa roczna produkcja mRNA-1273 ma wynieść do miliarda dawek o pojemności 50 µg. Pierwsze dawki mają powstać w lipcu w amerykańskiej fabryce Lonzy.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...