Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Dziennikarze z gazety Sunday Times of London przeprowadzili szczegółowe dochodzenie na temat poczynań dr. Andrew Wakefielda, który zasłynął jako odkrywca rzekomego związku pomiędzy stosowaniem jednej ze szczepionek oraz autyzmem. Z artykułu wynika, że prezentowane przez niego "wyniki badań" nie były zwyczajnie błędne - zostały one świadomie zafałszowane.

Prezentowane przez Wakefielda dane dotyczyły tzw. szczepionki MMR, skierowanej przeciw odrze, nagminnemu zapaleniu przyusznic (czyli popularnej śwince) oraz różyczce. W 1998 lekarz ogłosił na łamach prestiżowego czasopisma Lancet, że co najmniej ośmioro jego młodych pacjentów zaczęło prezentować objawy autyzmu w krótkim czasie po podaniu leku. Miało to rzekomo sugerować jasny związek pomiędzy jednym i drugim zdarzeniem. Zdaniem dziennikarzy z Sunday Times of London, dane przedstawione przez dr. Wakefielda były całkowicie nieprawdziwe.

Rewelacje opublikowane na łamach Lancetu w błyskawicznym tempie dotarły do szerokiej grupy pacjentów. Efektem tego zdarzenia była panika, która doprowadziła do zredukowania odsetka dzieci szczepionych preparatem MMR z 92% do 80% oraz zwiększenia liczby zachorowań na odrę z 56 w 1998 r. do 1348 przypadków w roku 2008. Niestety, dwoje dzieci zmarło.

Zdaniem Wakefielda, aktywny (choć osłabiony) wirus odry wchodzący w skład szczepionki spowodował niezamierzoną infekcję jelit małych pacjentów, co doprowadziło do rozwoju stanu zapalnego. Efektem zakażenia, według lekarza, miał być właśnie autyzm.

Dochodzenie londyńskich dziennikarzy bezlitośnie obnaża serię mistyfikacji, jakich dokonano w związku "aferą szczepionkową". W swoim artykule brytyjski reporter Brian Deer dowodzi, że objawy autyzmu pojawiły się u dzieci znacznie wcześniej, co wyklucza rzekomy wpływ podania MMR. Pikanterii całej historii dodaje fakt, że za całą sprawą nie stoi pomyłka, lecz świadome działanie dr. Wakefielda.

Z informacji zebranych przez Deera wynika, że u części autystycznych dzieci nie stwierdzono w ogóle zapalenia jelit, choć zapisy takie znalazły się w dokumentacji medycznej. Wszystko wskazuje na to, że dr Wakefield osobiście naciskał na członków swojej grupy, by sfałszowali kartoteki. W ciągu 6 lat od publikacji na łamach Lancetu aż 10 spośród 13 autorów badania poprosiło o usunięcie ich nazwisk z listy twórców artykułu, twierdząc, że w rzeczywistości nie stwierdzono realnego związku pomiędzy szczepionką MMR i autyzmem, ponieważ ilość danych była niewystarczająca.

Zdaniem dziennikarza Sunday Times of London, Wakefield zainteresował się kontrowersyjnym tematem, gdy został powołany jako biegły sądowy mający zbadać związek pomiędzy pojedynczym przypadkiem autyzmu i podaniem szczepionki. Zdaniem Deera, lekarz otrzymał od prawnika reprezentującego rodzinę chorego dziecka znaczną sumę pieniędzy, dzięki której uruchomiono program badań przesiewowych mających potwierdzić istnienie związku pomiędzy podawaniem MMR i autyzmem. Dalszą część historii już znamy.

W związku z licznymi nieprawidłowościami dr Wakefield oraz dr John Walker-Smith i dr Simon Murch, czyli cała trójka twierdząca do samego końca, że opublikowane w Lancecie dane są prawdziwe, została formalnie oskarżona o popełnienie błędu w sztuce lekarskiej. Warto jednak zaznaczyć, że pierwotne oskarżenia dotyczyły etycznych aspektów prowadzenia badań na dzieciach. Nietrudno jednak przewidzieć, że publikacja Briana Deera stanie się pretekstem do uruchomienia kolejnego postępowania.

Prawnicy reprezentujący dr. Wakefielda zaprzeczają, jakoby którekolwiek zarzuty skierowane przeciwko ich klientowi były prawdziwe. Mimo to, odmówili wydania oficjalnego oświadczenia dla mediów.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Zdaniem dziennikarza Sunday Times of London, Wakefield zainteresował się kontrowersyjnym tematem, gdy został powołany jako biegły sądowy mający zbadać związek pomiędzy pojedynczym przypadkiem autyzmu i podaniem szczepionki. Zdaniem Deera, lekarz otrzymał od prawnika reprezentującego rodzinę chorego dziecka znaczną sumę pieniędzy, dzięki której uruchomiono program badań przesiewowych mających potwierdzić istnienie związku pomiędzy podawaniem MMR i autyzmem. Dalszą część historii już znamy.

 

 

To biegłego sądowego można kupić??

Share this post


Link to post
Share on other sites

no niestety zawsze sie znajdzie ktos kto chce byc slawny za nic i nie patrzy na to ze przy okazji moze komus zrobic krzywde. ciekawe ile bedzie pozwow przeciwko temu sz. p. dr :) moja piekna naczytala sie o jego badaniach i musialem jej obiecac ze nie bedziemy szczepic naszych dzieci ;]

 

 

To biegłego sądowego można kupić??

 

jak zawsze wnosisz duzo do tematu ;]

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie tylko w Polsce... Ale ileż teraz będzie trzeba starań, żeby skutki mistyfikacji Wakefielda odkręć?

Share this post


Link to post
Share on other sites

moja piekna naczytala sie o jego badaniach i musialem jej obiecac ze nie bedziemy szczepic naszych dzieci ;]

Ale na wściekliznę by wypadało - tak z racji rodzica/rodziców :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

@mikroos: wiem ze sa paragrafy ale same w sobie nie gwarantuja postepowania zgodnie z nimi ;]

 

@thibris: spoko rodzice na ciele zdrowi :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

No  pieknie panika wsrod majek bo jjakiemus lekarzowi zachcialo sie badan na dzieciach. Ja swoje zaszczepilam. I uwazam ze to sluszne.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Eh panika matek bo jakiemus lekarzowi sie zachcialo badan na dzieciach.

Moje maluszki maja komplet szczepien i uwazam ze to sluszne.

Panstwu Wilkoquak polecam jeszcze nosowke :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
No  pieknie panika wsrod majek bo jjakiemus lekarzowi zachcialo sie badan na dzieciach.

Być może niekoniecznie o to chodziło. Nie znam szczegółów tego dochodzenia, ale mogło przecież chodzić choćby o podejrzenie molestowania seksualnego.

 

Chociaż faktem jest, że na podobnej zasadzie niejaki Zbigniew Z. doprowadził do śmierci polskiej transplantologii poprzez nieprzemyślane wygłoszenie zarzutów w stosunku do jednego z lekarzy (słynne słowa "nikt już nie będzie przez tego pana pozbawiony życia"), także efekty podobnej paniki możemy oglądać w polskich szpitalach.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest macintosh

Zbigniew Z.

Rozumiem, że powinniśmy zapominać o półgłówkach i brnąć dalej... gdzie wzrok nie sięga.

podaj mi jego nr ubezpieczenia >:)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      W ciągu ostatniej dekady pojawiało się coraz więcej dowodów wskazujących na to, że szczepionka przeciwko odrze chroni nie tylko przed tą chorobą, ale również w dłuższej perspektywie zapobiega innym infekcjom. Nie wiadomo było jednak, w jaki sposób działa ten mechanizm.
      Jedni naukowcy twierdzili, że szczepionka całościowo wzmacnia układ odpornościowy. Zdaniem innych, szczepionka pomaga zwalczaniu innych infekcji przez sam fakt, że nie dopuszcza do zachorowania na odrę. Zgodnie z tą teorią, zachorowanie na odrę powoduje, że układ odpornościowy „zapomina”, w jaki sposób należy bronić się przed innymi chorobami. Prowadzone dotychczas badania wykazywały, że w ciągu 2-3 lat od zachorowania na odrę organizm jest bardziej podatny na inne infekcje, jednak mechanizm tego zjawiska nie był znany. Teraz poznał go międzynarodowy zespół naukowy pracujący pod kierunkiem specjalistów z Harvard Medical School, Brigham and Women's Hospital i Harvard T.H. Chan School of Public Health.
      Jak dowiadujemy się ze Science, naukowcy zauważyli, że wirus odry usuwa od 11 do 73 procent różnych przeciwciał chroniących przed chorobami wirusowymi i bakteryjnymi. Wachlarz likwidowanych przeciwciał jest bardzo szeroki, od tych chroniących przed grypą po wirusa opryszczki i od zwalczających zapalenie płuc po infekcje skóry.
      Wyobraźmy sobie, że nasz układ odpornościowy korzysta z albumy znanych kryminalistów i ktoś w tym albumie zrobił dziury. Wtedy trudniej jest poznać kryminalistę, gdy się go spotka, szczególnie, jeśli usunięto w ten sposób tak ważne elementy fotografii przestępców jak oczy czy usta, mówi profesor Michael Mina.
      Zagrożenie związane z odrą jest większe, niż dotychczas sądziliśmy. Teraz lepiej rozumiemy mechanizm wydłużonej podatności na infekcje, związany z usunięciem pamięci układu odpornościowego, dodaje profesor Stephen Elledge.
      Odkrycie, że zarażenie wirusem odry usuwa z organizmu wiele różnych przeciwciał wspiera hipotezę, mówiącą, że choroba ta niszczy pamięć układu odpornościowego. To najlepszy dowód, że amnezja immunologiczna istnieje i w długim terminie wpływa na pamięć immunologiczną, dodaje Mina, który w 2015 roku jako pierwszy odkrył związki pomiędzy zarażeniem odrą u dzieci a ich długoterminową śmiertelnością.
      Badacze zauważyli też, że osoby, które zachorowały na odrę, stopniowo odzyskują pamięć immunologiczną i ich organizm na nowo uczy się bronić przed innymi infekcjami w miarę, jak się z nimi styka. Jednak, jako że proces ten może trwać nawet przez kilka lat, w tym czasie ludzie narażeni są na poważne powikłania po infekcjach. Zdaniem naukowców należy rozważyć, czy u osób, które przeszły odrę, nie należy powtórzyć wszystkich poprzednich szczepień, w tym na wirusowe zapalenie wątroby czy polio. Ponowne szczepienie po odrze może pomóc w uniknięciu komplikacji związanych z amnezją immunologiczną, stwierdzają autorzy najnowszych badań.
      Jak wynika z danych WHO, przed wynalezieniem szczepionki przeciwko odrze choroba ta zabijała każdego roku około 2,6 miliona osób. Obecnie każdego roku na odrę zapada ponad 7 milionów osób, z czego umiera ponad 100 000. Niewykluczone jednak, że rzeczywista liczba jej ofiar jest wyższa. Jak bowiem widzimy z najnowszych badań, wiele dzieci, które poradziły sobie z odrą, mogą później – w wyniku upośledzenia układ odpornościowego – umrzeć z powodu innych chorób.
      Najnowsze odkrycie było możliwe dzięki testowi VirScan opracowanemu w 2015roku przez Elledge'a i Tomasza Kulę, doktoranta z Elledge Lab. W 2013 roku podczas epidemii odry w Holandii pobrano próbki krwi od niezaszczepionych dzieci. Później 77 z nich zachorowało i od nich ponownie pobrano krew. Naukowcy mogli więc porównać ich krew sprzed i po infekcji, a jajko grupę kontrolną wykorzystano krew 115 dorosłych i dzieci, którzy nie chorowali na odrę.
      Gdy Kula przyjrzał się wynikom badań stwierdził, że po infekcji wirusem odry u dzieci doszło do dramatycznego spadku liczby przeciwciał chroniących przed innymi chorobami. To zaś wskazywało na prawdziwość hipotezy o amnezji immunologicznej.
      Następnie naukowcy zbadali krew makaków, od których pobrano ją przed infekcją oraz 5 miesięcy po zarażeniu odrą. To pozwoliło na zbadanie długoterminowych skutków infekcji. Okazało się, że u makaków, podobnie jak i u ludzi, po infekcji doszło do spadku liczby różnych przeciwciał o 40 do 60 procent. Badania wykazały też, że im poważniejsza infekcja odrą, tym większy spadek liczby przeciwciał. To może mieć największy wpływ na najbardziej narażone dzieci i dorosłych. Jako, że wiadomo, iż odra szczególnie mocno atakuje niedożywione dzieci, amnezja immunologiczna i jej skutki mogą najbardziej dotykać mniej zdrowych populacji. Przeciętne dziecko wyjdzie z odry z nadwyrężonym układem immunologicznym, a jego organizm sobie z tym poradzi. Jednak dzieci znajdujące się na krawędzi, te po poważnej infekcji lub z już osłabionym układem immunologicznym lub niedożywione – będą w poważnych kłopotach, stwierdza Elledge.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Kwestie dotyczące szczepień i szczepionek są ostatnio przedmiotem gorących sporów. Ruchy antyszczepionkowe odnoszą sukcesy, wskutek czego notuje się wzrost zachorowań np. na odrę. W dyskusjach na temat szczepień często padają argumenty o inteligencji czy wykształceniu. Raport Wellcome Trust pozwoli rozstrzygnąć przynajmniej ten aspekt sporu.
      Wellcome Global Monitor 2018 to raport, którego celem było zbadania, jak ludzie odnoszą się do nauki i kwestii związanych ze zdrowiem. To największe tego typu badania na świecie, w ramach których zebrano ankiety od ponad 140 000 osób z ponad 140 krajów świata. Osobny rozdział poświęcono kwestii szczepień.
      Ankietowanych pytano przede wszystkim, czy słyszeli o istnieniu szczepionek. Okazało się, że 89% światowej populacji jest świadomych ich istnienia, nie słyszało o nich 10%, a 1% albo nie wiedział, albo odmówił odpowiedzi. Największą świadomość na temat istnienia szczepionek mają ludzie ze świata zachodniego. W Ameryce Północnej, Australii i Nowej Zelandii 98% mieszkańców wie, że szczepionki istnieją. W Europie Zachodniej odsetek ten wynosi 95%, zaś w Europie Wschodniej 92%. Bardziej świadomi są mieszkańcy Europy Południowej (97%) i Północnej (96%).
      Obraz naszego kręgu kulturowego nie jest już tak różowy, gdy zapytamy o bezpieczeństwo szczepionek. Na pytanie „czy szczepionki są bezpieczne” odpowiedź była silnie zróżnicowana w zależności od regionu. Światowa średnia odpowiedzi „zdecydowanie tak” oraz „tak” wynosiła 79%, natomiast odpowiedzi „nie” i „zdecydowanie nie” udzieliło 7% mieszkańców Ziemi.
      W Ameryce Północnej odsetek odpowiedzi „zdecydowanie tak” i „tak” wyniósł 72%, a 11% uważało, że szczepionki nie są bezpieczne. Dla Australii i Nowej Zelandii odsetek osób twierdzących, że szczepionki są bezpieczne wyniósł 82%, a niebezpieczne – 7%. W Europie Wschodniej jedynie 50% mieszkańców uważa, że szczepionki są bezpieczne, a 17% uznaje je za niebezpieczne. Wśród mieszkańców Europy Zachodniej z opinią, że szczepionki są bezpieczne zgadza się co prawda 59%, ale aż 22% uważa, że są niebezpieczne. Dla Europy Północnej odsetek ten wynosi, odpowiednio, 73% i 10%, a dla Europy Południowej jest to 76% i 10%. Największe zaufanie do szczepionek mają zaś mieszkańcy Azji Południowej, którzy w 95% zgadzają się, że szczepionki są bezpieczne. W Afryce zaufanie do szczepionek waha się od 77 do 85%.
      Nietrudno zauważyć, że największe zaufanie do szczepionek mają mieszkańcy tych krajów, w których szczepionki są najczęściej stosowane i gdzie ratują miliony istnień. Z opinią „szczepionki są bezpieczne” zgadza się najwięcej mieszkańców Bangladeszu i Egiptu (po 97%), następnie Etiopii, Liberii i Tanzanii (po 69%), Indii (95%), Afganistanu i Rwandy (94%) czy Tajlandii, Sierra Leone, Uzebkistanu i Wenezueli (93%). Na pytanie o to, czy szczepionki są efektywne, najczęściej twierdząco odpowiadają mieszkańcy Rwandy (99%), Bangladeszu, Etiopii i Islandii (97%), Afganistanu i Egitpu (96%), Indii, Tadżykistanu i Uzbekistanu (95%), Kambodży, Komorów, Malawi, Tajlandii i Wenezueli (94%) oraz Mjanmy, Norwegii i Sierra Leone (93%). Z kolei z opinią, że szczepienie dzieci jest ważne najczęściej zgadzają się mieszkańcy Egiptu, Etiopii, Nikaragui i Cypru (100%), Bangladeszu, Burundi, Kambodży, Kolumbii, Dominikany, Ekwadoru, Hondurasu, Islandii, Jordanii, Nepalu, Palestyny, Rwandy, Sierra Leone, Tanzanii i Wenezueli (99%). Brazylii, Salwadoru, Iraku, Kenii, Libanu, Liberii, Madagaskaru, Mozambiku, Nigerii, Norwegii, Tadżykistanu, Tajlandii i Ugandy (97%).
      Światowym rekordzistą w odsetku sceptyków jest zaś Francja. Tam aż 33% ankietowanych odpowiedziało, że szczepionki nie są bezpieczne. Na drugim miejscu znajdziemy Gabon (26%), następnie Togo (25%), Rosję (24%), Szwajcarię (22%), Armenię, Austrię, Belgię i Islandię (po 21%) i Burkina Faso oraz Haiti (po 20%). Z opinią, że szczepionki są bezpieczne nie zgadza się 28% mieszkańców Liberii, 19% mieszkańców Francji, a kolejne kraje to Nigeria (16%), Namibia i Peru (15%) oraz Uganda (13%), Armenia, Gabon, Rosja, Togo (po 12), Austria, Indonezja i Holandia (po 11%). Z kolei na pytanie, czy szczepienie dzieci jest ważne, najczęściej przecząco odpowiadali mieszkańcy Armenii i Austrii (12%), Francji (10%), Rosji i Szwajcarii (9%), Azerbejdżanu, Białorusi i Włoch (8%) oraz Bułgarii, Mołdowy i Czarnogóry (7%).
      Niezwykle interesująco wygląda rozkład pod kątem poziomu wykształcenia.
      Opinię, że szczepionki nie są bezpieczne, wyraża 7% ludności świata. Dla osób z wykształceniem co najwyżej podstawowym odsetek ten wynosi 7%, dla osób z wykształceniem średnim jest to 8%, a dla osób z wykształceniem wyższym wzrasta do 10%.
      W Ameryce Północnej odsetek osób twierdzących, że szczepionki nie są bezpieczne, wynosi 11%. Wśród osób z wykształceniem podstawowym jest to 20%, ze średnim – 12%, a z wyższym – 9%. W Europie Zachodniej aż 22% osób twierdzi, że szczepionki nie są bezpieczne. Uważa tak 25% osób z wykształceniem podstawowym, 22% ze średnim i 17% z wyższym. Zupełnie inny obraz widzimy w Europie Wschodniej. Tutaj 17% ankietowanych twierdzi, że szczepionki są niebezpieczne i odsetek ten rośnie wraz z wykształceniem. Dla osób o wykształceniu podstawowym wynosi on 12%, dla tych z wykształceniem średnim jest to 15%, a z wyższym aż 20% i jest to najwyższy odsetek w tej grupie na całym świecie.
      Podobne, zaskakujące dla niektórych, wyniki przynosi badanie ze względu na miejsce zamieszkania.
      Na całym świecie 9% mieszkańców wielkich miast i ich przedmieść twierdzi, że szczepionki są niebezpieczne. Dla małych miasteczek odsetek ten wynosi 7%, a dla wsi spada do 6%. Jeśli spojrzymy na Amerykę Północną, to zauważymy, ze tam 9% wielkich miast uważa szczepionki za niebezpieczne, odsetek ten rośnie do 15% w przypadku miasteczek i spada do 10% wśród mieszkańców wsi. Z kolei w Europie Zachodniej aż 20% mieszkańców wielkich miast twierdzi, że szczepionki nie są bezpieczne. W małych miasteczkach jest to 22%, a na wsiach – 25%. Inne zjawisko widzimy w Europie Wschodniej. Tutaj 19% mieszkańców wielkich miast uważa szczepionki za niebezpieczne, w miasteczkach jest to 14%, a na wsiach 16%.
      Wygląda więc na to, że w naszym regionie ruchy antyszczepionkowe znajdują największy posłuch wśród wykształconych mieszkańców dużych miast.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Szczepionka opracowana na Charles Sturt University w Nowej Południowej Walii może ocalić krytycznie zagrożony gatunek papugi. Łąkówka krasnobrzucha to gatunek wędrowny, który gniazduje jedynie w południowo-zachodniej Tasmanii. Jeszcze w połowie lat 90. XX wieku uznawany był za zagrożony, a od roku 2000 jest krytycznie zagrożony. Już w roku 2010 obawiano się, że gatunek wyginie w latach 2013–2015.
      Na łąkówkę czycha wiele zagrożeń – obszary, w których ptaki zimują są niszczone i przeznaczane na pola uprawne, sztucznie wprowadzone małe ziarnojady konkurują z łąkówką o pożywienie, młode padają ofiarą inwazyjnych szczurów i kotów. Jednym z najpoważniejszych zagrożeń jest PCD (Psittacine Circoviral Disease), czyli choroba dzioba i piór. Wszystkie te czynniki spowodowały, że populacja łąkówki krasnobrzuchej znajduje się na skraju wyginięcia. Na wolności pozostało jedynie około 15 osobników. Kolejnych około 400 papug znajduje się w ośrodkach w Australii i Tasmanii, które pracują nad ocaleniem gatunku.
      Profesor Shane Raidal z Charles Sturt University od ponad dekady pracuje nad szczepionką na PCD. Australia to kraj papug i wielu krytycznie zagrożonych gatunków, które są niszczone przez tę chorobę, mówi uczony. Teraz Raidal poinformował, że udało mu się opracować szczepionkę i chce ją przedstawić do zatwierdzenia Australian Pesticides and Veterinary Medicines Authority (APVMA).
      Jeśli istnieje szczepionka, która zapewni łąkówce krasnobrzuchej odporność, to będziemy mieli jedno zmartwienie mniej, mówi ornitolog Mark Holdsworth. Łąkówką zajmuje się on od 1979 roku, kiedy to na wolności żyło jeszcze 500 ptaków. Obecnie Holdsworth zasiada w radzie, która zarządza próbami ratowania gatunku. Powstanie szczepionki nie tylko ułatwi walkę o ocalenie gatunku, ale również pozwoli zaoszczędzić dziesiątki tysięcy dolarów rocznie. Obecnie wszystkie łąkówki trzymane w niewoli są poddawane regularnym testom pod kątem obecności PCD. Podanie im szczepionki pozwoliłoby na rezygnację z kosztownych stresujących ptaki testów.
      Po ponad 10 latach pojawiła się nadzieja na wyeliminowanie śmiertelnej choroby. Wiemy na tyle dużo o genetyce i strukturze wirusa, że możemy z dużą dozą pewności stwierdzić, iż podanie pojedynczej dawki będzie skuteczne, mówi profesir Raidal. Sukces zawdzięczamy zidentyfikowaniu kluczowej proteiny w otoczce wirusa. To jest to, co wirus wystawia na spotkanie z układem odpornościowym, wyjaśnia doktor Jade Forwood. Dzięki stworzeniu bezpiecznej postaci takiej proteiny dajemy układowi odpornościowemu ptaka szansę na wytworzenie przeciwciał i zwalczenie wirusa. Uczony dodaje, że 1 gram proteiny wystarcza na wyprodukowanie 10 000 dawek szczepionki.
      Profesor Raidal ma nadzieję, że nowa szczepionka zostanie zatwierdzona już w 2021 roku. Uczony zdaje sobie sprawę, że droga do dopuszczenia szczepionki do użycia nie będzie prosta. Rzecznik prasowy APVMA oświadczył, że organizacja akceptuje dane uzyskane w czasie testów przeprowadzonych zgodnie z międzynarodowymi standardami. Wymagane jest również dostarczenie dowodów, iż produkt jest wytwarzany zgodnie ze standardami określonymi w Australian Code of Good Manufacturing Practice for Veterinary Products.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Meksyk potwierdził, że 50-letnia brytyjska turystka, która tydzień temu przyleciała do Cancún, jest chora na odrę. Kobieta miała się udać na wypoczynek do Playa del Carmen, ale ponieważ źle się czuła, zgłosiła się do prywatnego szpitala.
      Wg Ministerstwa Zdrowia, krewni kobiety - 33-letni mężczyzna, 29-letnia kobieta, 14-letni chłopiec i 7-letnia dziewczynka - nie wykazywali objawów.
      We wtorek (28 maja) 50-latka została przewieziona do państwowego szpitala, w którym uruchomiono procedury epidemiologiczne. Pobrano próbki do analizy oraz sprawdzono, z kim kobieta miała kontakt. Władze stanu Quintana Roo podjęły kroki, by zapobiec zakażeniom wtórnym, szczególnie u dzieci i młodzieży.
      Ostatnia epidemia odry miała miejsce w Meksyku w latach 1989-90 (odnotowano wtedy 89.163 przypadki).

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Odra jest już chorobą ludzi dorosłych i poważnym zagrożeniem dla zdrowia w krajach UE – powiedziała we wtorek konsultant krajowy w dziedzinie epidemiologii dr Iwona Paradowska-Stankiewicz. Dodała, że tylko niewielka część przypadków tej choroby została zaimportowana z krajów spoza Europy.
      Z przedstawionych podczas spotkania z dziennikarzami najnowszych danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny wynika, że od 1 stycznia do 15 maja 2019 r. liczba osób zakażonych odrą w naszym kraju zwiększyła się do 948. To jak na razie rekordowa liczba. W całym 2018 r. było u nas 355 przypadków tej choroby, a w 2017 - zaledwie 63.
      Konsultant krajowy w dziedzinie epidemiologii dr Iwona Paradowska-Stankiewicz powiedziała, że jeszcze większy wzrost zachorowań z powodu odry jest w innych krajach europejskich. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w Rumunii w 2017 r. odnotowano ponad 5,5 tys. przypadków tej choroby, a we Włoszech – 5 tys.
      W sumie w 2017 r. było na naszym kontynencie 21,3 tys. przypadków odry, a w 2016 r. 5,2 tys., czyli czterokrotnie mniej. We wszystkich krajach europejskiego obszaru gospodarczego (EU oraz EFTA - Europejskie Stowarzyszenie Wolnego Handlu), od 1 stycznia 2016 r. do 31 marca 2019 r. zarejestrowano ponad 44 tys. przypadków odry.
      Odnotowano także zgony. Od 1 marca 2018 do 28 lutego 2019 r. w krajach europejskiego obszaru gospodarczego (EU/EEA) było 29 zgonów z powodu odry, najwięcej w Rumunii - dziewiętnaście, we Włoszech – siedem, we Francji – dwa i jeden w Grecji.
      Zdaniem dr Iwony Paradowskiej-Stankiewicz, odra przestaje być chorobą głównie wieku dziecięcego. Stale zwiększa się mediana wieku osób zakażonych odrą w Unii Europejskiej, w 2019 r. wyniosła ona 17 lat – podkreśliła. Jednocześnie zwiększa się odsetek ludzi dorosłych zaatakowanych przez tę chorobę. W marcu 2019 r. stanowili oni już 43 proc. wszystkich zakażonych.
      Ze statystyk epidemiologicznych wynika, że na odrę najbardziej podatne są niemowlęta i małe dzieci do czwartego roku życia oraz osoby dorosłe w wieku 25-44 lat. Ale w 19 krajach europejskich dorośli po 20. roku życia są najbardziej dotkniętą tą choroba grupą.
      W Europie jest duża grupa ludzi podatnych na odrę z powodu historycznego, jak i obecnego niskiego stanu zaszczepienia przeciwko tej chorobie - podkreśliła dr Iwona Paradowska-Stankiewicz. Dodała, że w 2017 r. tylko cztery państwa UE, np. Szwecja, osiągnęły cel WHO, czyli 95 proc. zaszczepienia dzieci dwiema dawkami szczepionki przeciwko odrze.
      W naszym kraju w 2017 r. udało się zaszczepić ponad 95 proc. dzieci, ale tylko jedną dawką szczepionki przeciwko odrze. Jeśli chodzi o dwie dawki – tak jak zaleca WHO – to Polska w 2017 r. znalazła się wśród krajów, w których zaszczepiono 85-94 proc. dzieci – wynika z przedstawionych podczas konferencji prasowej danych Światowej Organizacji Zdrowia.
      Tylko niewielka część przypadków odry została zaimportowana z innych krajów spoza Europy. Istnieje duży potencjał importu tych zakażeń, chociaż w latach 2016-2019 importowano dotąd tylko 4 proc. wszystkich przypadków - tłumaczyła dr Iwona Paradowska-Stankiewicz.
      Zdaniem specjalistki, osoby dorosłe powinny się zaszczepić przeciwko odrze, najlepiej dwoma dawkami. "Tak, potwierdzam, osoby dorosłe również powinny się zaszczepić przeciwko tej chorobie zakaźnej" – powiedziała konsultant krajowy w rozmowie z PAP.
      O szczepieniach przeciwko odrze u ludzi dorosłych informuje na swojej stronie internetowej Główny Inspektorat Sanitarny. Zwraca on uwagę, że wprowadzono je w 1975 r., zatem spośród osób po 50. roku życia odporność zyskały jedynie te, które przechorowały odrę. Osoby, które tego nie pamiętają, mogą zbadać poziom przeciwciał przeciwko odrze. Osoby dorosłe zaszczepione jedną dawką szczepionki, w celu pełnego uodpornienia powinny przyjąć drugą, przypominającą dawkę szczepionki - podkreśla GIS.
      Światowa Organizacja Zdrowia ostrzega, że odra jest bardzo zaraźliwą chorobą wirusową wieku dziecięcego. Szerzy się drogą kropelkową oraz przez bezpośrednią styczność z wydzieliną jamy nosowo-gardłowej, głównie w tych miejscach, gdzie jest dostatecznie duża grupa osób niezaszczepionych lub tych, które utraciły już odporność.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...