Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

21 metrów wyżej

Recommended Posts

Storrs Olson, zoolog z Smithsonian Institutes oraz geolog Paul Hearty z Bald Head Island Conservancy, znaleźli dowody na to, że w średnim plejstocenie poziom oceanów był aż o 21 metrów wyższy niż obecnie. Hearty już ponad 10 lat temu przedstawiał wstępne dowody na istnienie tak olbrzymiej różnicy w poziomie mórz obecnie i przed 400 000 lat. Wówczas jednak były one zbyt słabe, by kogokolwiek przekonać.

Teraz w skałach wapiennych na Bermudach znaleziono osady i skamieniałości, które dowodzą, iż poziom wód znacznie różnił się od obecnego. Natura osadów wskazuje, że doszło do znacznego i dość szybkiego podniesienia się poziomu wód. Miało to związek z roztopieniem się czap lodowych na biegunach.

Tak duże zmiany miały katastrofalne następstwa dla zwierząt żyjących na wybrzeżach. Wiadomo na przykład, że spowodowały one wyginięcie albatrosów na północnym Atlantyku, dlatego zwierzęta te obecnie pojawiają się w tym rejonie sporadycznie.

Olson i Hearty mówią, że zrozumienie zmian, jakie wówczas zaszły, jest bardzo istotne, gdyż ówczesny okres między zlodowaceniami przypomina ten, w którym obecnie żyjemy. Jeśli na przykład poziom oceanów podniósłby się teraz o 21 metrów, to pod wodą zniknęłaby niemal cała Floryda.

Share this post


Link to post
Share on other sites
w średnim plejstocenie poziom oceanów był aż o 21 metrów wyższy niż obecnie. Hearty już ponad 10 lat temu przedstawiał wstępne dowody na istnienie tak olbrzymiej różnicy w poziomie mórz obecnie i przed 400 000 lat. Wówczas jednak były one zbyt słabe, by kogokolwiek przekonać.

 

Oznacza to że w ciągu 400 000 lat z planety ziemia ubyło miliardy ton wody a poziom wód gruntowych obniżył się o 21 metrów co by wyjaśniało ubogą szatę roślinną i skromny udział tlenu (20,5%) w atmosferze (kiedyś było 33%).

Share this post


Link to post
Share on other sites

3,61 * 10^8 metrów kwadratowych powierzchni oceanu razy 20 metrów ubytku w poziomie daje miliardy. Nie wiem zaś czy bezpośrednio przekłada się to na obniżenie poziomu wód gruntowych, ale wydaje się to w miarę logiczne.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niestety - logiki Waldi nie widzisz. Woda jest magazynowana nie tylko w oceanach - a także zwłaszcza w lądolodach. Te zaś mogą sterczeć ponad poziom morza nawet więcej niż 3 km. Lądolody (nie tylko zwykłe lodowce) są głównym magazynem wody poza oceanami. Ogółem wody w przyrodzie mamy ok. 1386 mln km3. Z tego w oceanie światowym 1338 mln km3. W lodowcach i lądolodach 24 mln km3. Podobną ilość w wodach podziemnych. Cała reszta się nie liczy (poniżej 200 tys km3). Zasób w wodach podziemnych nie ulega większym zmianom. Natomiast wielkim zmianom ulega ilość wody w lodowcach i lądolodach. I to jest właśnie główną przyczyną wahań poziomu wody w oceanach. Całkowita ilość wody w przyrodzie ziemskiej jednak wcale się nie zmienia.

Co do tego artykułu, to zdumiony jestem tym, że traktuje się to jako jakieś odkrycie. Amplituda zmian poziomu oceanu wynosiła w czwartorzędzie wielokrotnie więcej niż się tu podaje. Trudną jest dokładna ocena tego, bowiem jednocześnie zachodziły pionowe ruchy tektoniczne. Dlatego jakaś rafa musi być także widziana jako zupełnie niewłaściwy poziom odniesienia. W ten sposób znajdujemy np. na Spitsbergenie dawne ślady wybrzeży morza na wysokości kilkuset m n.p.m. A z kolei w Szwecji są znane porty morskie z okresu historycznego, leżące dzisiaj kilkadziesiąt km w głębi lądu.

W ogólności dziwię się "odkrywczości" wyników przedstawionych w notce badań. Podkreślę bowiem, że już w szkole średniej uczy się dzieci o tym, że wahania poziomu oceanu osiągały setki metrów - a nie jakieś 21 m, jak tu się podaje.

Oczywiście sprawa wygląda inaczej, jeżeli przyjąć, że w tym doniesieniu poziom morza jest dokładnie datowany. Wtedy jest to ważna informacja o dawnej rzeczywistości. Ale zrozumiała wyłącznie dla specjalistów. W żadnym wypadku nie powinna skłaniać do przyjęcia tego jako jakieś ekstremum - po prostu stan z danej chwili i nic więcej. Takie stany możemy mnożyć w tysiące - i to się rzeczywiście robi (z datowaniami). Jak widać jednak z komentarzy - jest to zupełnie niezrozumiałe dla niezajmujących się tym problemem.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Całkowita ilość wody w przyrodzie ziemskiej jednak wcale się nie zmienia.

Zmartwię cie ale mało wiesz, 800 ton wody na dobe wpada z kosmosu w atmosferę.

A termosfera  to płonący (tak płonący) wodór zdmuchiwany przez wiatr słoneczny.

 

Nie zaczynaj wypowiedzi od ,,Niestety - logiki Waldi nie widzisz'' tylko zapytaj dlaczego tak uważam.

 

Pomyśl również tak ze góry lodu wypychają wodę a poziom dalej się obniża tymczasem lód ma mniejsza gęstość niz woda tak więc po stopieniu lodu woda podniesie sie góra o 70cm a gdzie do 21m.

Wody głebinowe są uwięzione zgoda, ale rzeki to koryta drenujące wodę z lądu, obniżenie poziomu odpływu powoduje gwałtowniesze osuszenie lądu, zmniejszenie parowania (brak deszczu) i dalszą degradację dobrostanu roślinnego. 

 

Zmnieszone ilości śniegu , deszczu , wysychanie stawów które zawsze miały wodę oraz strumyków obserwowane za ostatnie 30 lat (gołym okiem) tylko potwierdzają że poziom wód gruntowych sie obniża (a systemy korzenne roślin coraz mniej do tej wody dostępu mają).

Brak wody w atmosferze to słabsza ochrona lądu przed promieniowaniem słonecznym a w konsekwencji  raki skóry, choroby wirusowe, obniżona ilość ozonu .

Jeśli nic się nie zmieni (ludzie nie zaczną logicznie współpracować nie szczedząc wysiłku i kasy) to pa kiciu za 50 lat trzeba będzie wszystko podlewać i hodować  w szklarniach a domy będą musiały być wyposarzone w systemy uzdatniania powietrza którym normalnie sie nie będzie dało oddychać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A termosfera  to płonący (tak płonący) wodór zdmuchiwany przez wiatr słoneczny.

 

Zmartwię cię, termosfera składa się głównie z tlenu, a nawet jeśli byłoby tam kilka atomów wodoru, to ze względu na bardzo małą gęstość tego ośrodka, nie dochodziłoby tam do spalania.

 

Widocznie chcesz może nawiązać do hipotezy solarnej ale nie rozumiem tego wywodu.

 

Pomyśl również tak ze góry lodu wypychają wodę(...)

 

j50 mówił także o lądolodzie.

 

(...)a poziom dalej się obniża(...)

 

Nie rozumiem tego kawałka. Dlaczego się obniża? Jaki proces spowodował obniżenie się poziomu wody kiedy są topione czapy lodowe?

 

tymczasem lód ma mniejsza gęstość niz woda tak więc po stopieniu lodu woda podniesie sie góra o 70cm a gdzie do 21m.

 

Dla takich mas lodu jak na przykład na Biegunie Północnym, to zdanie jest fałszywe. Poza tym, większość zamarzniętej wody znajduje się w lądolodach na Antarktyce, gdzie grubość lodu sięga 3 kilometrów.

 

 

(...)obniżenie poziomu odpływu powoduje gwałtowniesze osuszenie lądu, zmniejszenie parowania (brak deszczu) i dalszą degradację dobrostanu roślinnego. 

 

Po pierwsze założenie gwałtowniejszego osuszenia lądu jest błędne (przedłużenie rzeki wpływa na szybkość jej nurtu?) a po drugie sam sobie przeczysz. Skoro woda odpłynęła z lądu, musiała gdzieś się podziać a skoro mówiłeś o odpływie wody rzekami (w domyśle do morza) to parowanie wody powinno się zwiększyć, ponieważ morza charakteryzują się większą szybkością parowania niż lądy.

 

Dobrostan roślinny? :)

 

Zmnieszone ilości śniegu , deszczu , wysychanie stawów które zawsze miały wodę oraz strumyków obserwowane za ostatnie 30 lat (gołym okiem) tylko potwierdzają że poziom wód gruntowych sie obniża (a systemy korzenne roślin coraz mniej do tej wody dostępu mają).

 

Gdzie obserwujesz takie wysychanie? U mnie za oknem plucha a woda zbiera się aż na trawniku.

 

Jeśli nic się nie zmieni (ludzie nie zaczną logicznie współpracować nie szczedząc wysiłku i kasy) to pa kiciu za 50 lat trzeba będzie wszystko podlewać i hodować  w szklarniach a domy będą musiały być wyposarzone w systemy uzdatniania powietrza którym normalnie sie nie będzie dało oddychać.

 

No jasne towarzyszu, trzeba wprowadzić równomierne rozprowadzenie dóbr, przestać się opierać na gospodarce zależnej od pieniądza i skończyć z wyzyskiem człowieka przez człowieka!

 

Poza tym, jakież to dane pozwoliły ci twierdzić, że za 50 lat nie będzie można oddychać? Z tego co wiem zawartość pyłów, szkodliwych związków i innych świństw zmniejsza się systematycznie od 20 lat.

 

Poza tym, hodowanie w szklarniach to nie taki głupi pomysł, można by wreszcie zostawić przyrodę w spokoju.

 

 

 

Ech, ciężko się rozmawia z takim człowiekiem.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Zmartwię cię, termosfera składa się głównie z tlenu, a nawet jeśli byłoby tam kilka atomów wodoru, to ze względu na bardzo małą gęstość tego ośrodka, nie dochodziłoby tam do spalania

 

Ciebie też zmartwię bo ze słońca lecą go tony wodoru w każdej sekundzie (stąd sie pali).

 

j50 mówił także o lądolodzie.

 

 

Okręty atomowe przepływają pod biegunem więc lądolodu jest skromnie.

 

Nie rozumiem tego kawałka. Dlaczego się obniża? Jaki proces spowodował obniżenie się poziomu wody kiedy są topione czapy lodowe?

 

 

Poziom promieniowania jonizującego jest kilkukrotnie większy po zakończeniu testów jądrowych niż był na początku wieku, rozpylony uran ale i produkty rozpadu  ciągle rozkładają wodę na lądzie (radioliza) stąd nie mamy parowania i skraplania wody tylko grupy OH i wodór który idzie do atmosfery dochodzi do warstwy ozonowej i tam się utlenia, pozatym radon po rozpadzie dodatkowo jonizuje otoczenie. Wody ubywa bo stawy w których jak miałem 10 lat się kąpałem od 20 lat są suche, łącznie z strumieniami doprowadzającymi wodę. W studniach zbierających wodę powierzchniową jest pusto (zbyt płytkie) .

 

Dla takich mas lodu jak na przykład na Biegunie Północnym, to zdanie jest fałszywe. Poza tym, większość zamarzniętej wody znajduje się w lądolodach na Antarktyce, gdzie grubość lodu sięga 3 kilometrów.

 

 

To już inni policzyli że stopienie lodowców to podniesienie poziomu wód o 70 cm.

 

Po pierwsze założenie gwałtowniejszego osuszenia lądu jest błędne (przedłużenie rzeki wpływa na szybkość jej nurtu?) a po drugie sam sobie przeczysz. Skoro woda odpłynęła z lądu, musiała gdzieś się podziać a skoro mówiłeś o odpływie wody rzekami (w domyśle do morza) to parowanie wody powinno się zwiększyć, ponieważ morza charakteryzują się większą szybkością parowania niż lądy.

 

 

Znów się mylisz słona woda paruje znacznie słabiej niż słodka, a najszybciej wodę wysyłają w powietrze rośliny (dorosła brzoza 400l/dobę= trzy wanny wody).

Słona woda paruje przy 180st.c a słodka 100st.c.

 

 

Dobrostan roślinny?  :)

 

Bez roślin wszystko leży.

 

Gdzie obserwujesz takie wysychanie? U mnie za oknem plucha a woda zbiera się aż na trawniku.

 

Tak mówisz jakby wystarczyło zjeść wigilię i kolejny posiłek to znów wigilia.

 

No jasne towarzyszu, trzeba wprowadzić równomierne rozprowadzenie dóbr, przestać się opierać na gospodarce zależnej od pieniądza i skończyć z wyzyskiem człowieka przez człowieka

 

A to skąd przyszło ci do głowy?? Jak nie zadbamy o środowisko naturane to padnie każdy i towarzysze i biznesmeni i kapłani i zwierzeta i tylko beztlenowe bakterie bedą miały pole do popisu.

A tak nawiasem mówiąc to najbardziej odpowiednim słowem jest przyjacielu w niedoli.

 

Ech, ciężko się rozmawia z takim człowiekiem.

 

I na koniec postanowiłeś błysnąć i co ci z tego przyszło ??

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciebie też zmartwię bo ze słońca lecą go tony wodoru w każdej sekundzie (stąd sie pali).

 

Co się pali? Te kilka ton w rozłożeniu na całą dzienną stronę Ziemi to bardzo nikła ilość. Poza tym, gdyby się paliło to chyba widzielibyśmy to, prawda?

 

Okręty atomowe przepływają pod biegunem więc lądolodu jest skromnie.

 

Lądolodu jest skąpe? Co to za zdanie w ogóle? Poza tym, czy ty w ogóle wiesz co to jest lądolód? Podpowiem ci, że pod biegunem go nie znajdziesz.

 

Poziom promieniowania jonizującego jest kilkukrotnie większy po zakończeniu testów jądrowych niż był na początku wieku, rozpylony uran ale i produkty rozpadu  ciągle rozkładają wodę na lądzie (radioliza) stąd nie mamy parowania i skraplania wody tylko grupy OH i wodór który idzie do atmosfery dochodzi do warstwy ozonowej i tam się utlenia, pozatym radon po rozpadzie dodatkowo jonizuje otoczenie. Wody ubywa bo stawy w których jak miałem 10 lat się kąpałem od 20 lat są suche, łącznie z strumieniami doprowadzającymi wodę. W studniach zbierających wodę powierzchniową jest pusto (zbyt płytkie) .

 

Blah, blah, bełkot. Radioliza wody? Czy ty wiesz jakiego wymaga to natężenia promieniowania jonizującego? Podpowiem ci, że zabójczego dla większości organizmów na Ziemi.

 

To już inni policzyli że stopienie lodowców to podniesienie poziomu wód o 70 cm.

 

Kto policzył? Podaj źródła to pogadamy

 

Znów się mylisz słona woda paruje znacznie słabiej niż słodka, a najszybciej wodę wysyłają w powietrze rośliny (dorosła brzoza 400l/dobę= trzy wanny wody).

Słona woda paruje przy 180st.c a słodka 100st.c.

 

Jeezu. Po raz pierwszy od bardzo dawna użyłem tego zwrotu chociaż jestem ateistą. Człowieku, czy tu chociaż podstawówkę zdałeś? Wiesz co to jest parowanie? Nie wrzenie a parowanie!!!  Woda paruje nawet w ujemnych temperaturach. Ba, nawet żelazo może parować!

 

 

Poza tym chodziło mi o ekspozycję na światło, zwiększającą szybkość parowania.

 

Tak mówisz jakby wystarczyło zjeść wigilię i kolejny posiłek to znów wigilia.

 

Co?

 

A to skąd przyszło ci do głowy?? Jak nie zadbamy o środowisko naturane to padnie każdy i towarzysze i biznesmeni i kapłani i zwierzeta i tylko beztlenowe bakterie bedą miały pole do popisu.

A tak nawiasem mówiąc to najbardziej odpowiednim słowem jest przyjacielu w niedoli.

 

To była ironia.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Co się pali? Te kilka ton w rozłożeniu na całą dzienną stronę Ziemi to bardzo nikła ilość. Poza tym, gdyby się paliło to chyba widzielibyśmy to, prawda?

 

:);) prosze nie żartuj sobie, zasięg ludzkiego wzroku i widmo nie to i nie parę ton bo to nie ta skala.

 

Blah, blah, bełkot. Radioliza wody? Czy ty wiesz jakiego wymaga to natężenia promieniowania jonizującego? Podpowiem ci, że zabójczego dla większości organizmów na Ziemi.

 

Miałem ci coś jeszcz powiedzieć ale tym zdaniem zamknąłeś rozmowę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zmartwię cie ale mało wiesz, 800 ton wody na dobe wpada z kosmosu w atmosferę.

A termosfera  to płonący (tak płonący) wodór zdmuchiwany przez wiatr słoneczny.

 

Nie zaczynaj wypowiedzi od ,,Niestety - logiki Waldi nie widzisz'' tylko zapytaj dlaczego tak uważam.

 

Pomyśl również tak ze góry lodu wypychają wodę a poziom dalej się obniża tymczasem lód ma mniejsza gęstość niz woda tak więc po stopieniu lodu woda podniesie sie góra o 70cm a gdzie do 21m.

Wody głebinowe są uwięzione zgoda, ale rzeki to koryta drenujące wodę z lądu, obniżenie poziomu odpływu powoduje gwałtowniesze osuszenie lądu, zmniejszenie parowania (brak deszczu) i dalszą degradację dobrostanu roślinnego. 

 

Zmnieszone ilości śniegu , deszczu , wysychanie stawów które zawsze miały wodę oraz strumyków obserwowane za ostatnie 30 lat (gołym okiem) tylko potwierdzają że poziom wód gruntowych sie obniża (a systemy korzenne roślin coraz mniej do tej wody dostępu mają).

Brak wody w atmosferze to słabsza ochrona lądu przed promieniowaniem słonecznym a w konsekwencji  raki skóry, choroby wirusowe, obniżona ilość ozonu .

Jeśli nic się nie zmieni (ludzie nie zaczną logicznie współpracować nie szczedząc wysiłku i kasy) to pa kiciu za 50 lat trzeba będzie wszystko podlewać i hodować  w szklarniach a domy będą musiały być wyposarzone w systemy uzdatniania powietrza którym normalnie sie nie będzie dało oddychać.

Znaj proporcjum Waldi! Jak w takim razie odnosisz te 800 ton wody do milionów km3 wody na Ziemi? Była juz taka koncepcja, że woda na Ziemi pochodzi z kosmosu - tylko całej historii kosmosu by na to nie wystarczyło. Przypomnieć zatem wypada, że 1 km3 to miliard m3 (czyli ton wody). Zatem ten 1 km3 przybywa z kosmosu w ciągu 1,25 mln lat. Zaś 1000 km3 w ciągu 1,25 mld lat. A to przecież nadal pryszcz! A może byś w takim razie policzył ile ton wody przechodzi radiolizę i się rozkłada - skoro chcesz być tak skrupulatny? O termosferze nawet nie ma co gadać. Wymiana wody odbywa się niemal w 100% w obrębie troposfery.

Co do tych rzek i ich roli w odwadnianiu. Ok. 80% wody rzecznej to woda podziemna. Ale z kolei w strefach podziemnych wyróżnia się tzw. strefę intensywnej wymiany. Na terenach równinnych sięga ona szacunkowo w 90% do głębokości kilkunastu metrów. W górach więcej - ale dotyczy to grzbietów pomiędzy dolinami rzecznymi. Zaś strefa intensywnej wymiany dominuje w zasilaniu rzek. Wniosek: tylko woda podziemna płytkich stref ma znaczenie w zasilaniu rzek. Przy okazji wskazuję, że woda podziemna, której zwierciadło jest położone poniżej dna doliny nie może zasilać rzeki.

W ogólnej ilości lodu na Ziemi zdecydowanie przeważa lód lądowy, a nie morski. Nie ma zatem wtedy wyporu topiącego się lodu. Wyjaśniam przy tym następujące. Jeżeli wrzucic kostkę lodu do szklanki, to poziom wody podniesie się natychmiast. Ale już jego topnienie nie spowoduje podniesienia poziomu wody nawet o kawałek milimetra. Tak powiadał dziadek Archimedes. Jednak tymczasem zdecydowana większość lodu to jednak lód lądowy, gdzie prawo wyporu nie daje skutków. Zaznaczam przy tym, że w bilansach lodu nie operuje się miarami objętościowymi lodu. Dlatego nie ma znaczenia efekt zmian objętościowych wody po jej zamarznięciu.

Tym wysychaniem stawów nie masz się co przejmować w sensie ilości wody. Stawy są tworem sztucznym i zwiększają straty wody podziemnej na parowanie. Bo większość stawów jest zasilana wodą podziemną - nawet przy zasilaniu ze strumienia należy brać pod uwagę, że ok. 80% wody strumienia to woda podziemna. Ale należy przy tym wziąć pod uwagę pojemność troposfery w odniesieniu do potencjału parowania wody. Pojemność ta jest silnie ograniczona - czego skutkiem są opady atmosferyczne.

Natomiast zupełnie inną sprawą jest kwestia zagrożenia niedostatkiem zasobu wodnego. Dotyczy to bowiem zasobu, którym można gospodarować bez negatywnego wpływu na przyrodę. Ale też i zasobu dającego się w sposób ekonomiczny wykorzystać. W końcu przecież w niektórych krajach arabskich odsala się wodę morską - tylko oni mają na to nadwyżkę kasy i nie mają innego wyjścia. W Polsce zasób wodny nie jest równomiernie rozmieszczony (tzw. zasób wymienialny). Kumuluje się głównie w pd. części kraju - w górach. Ale tam akurat zapotrzebowanie na wodę jest znacznie zmniejszone, bo to regiony ubogie gospodarczo. Najsilniejszy deficyt wody dotyczy Wielkopolski i Kujaw. Tam w niektórych latach spada ok. 300 mm opadów, co jest wielkością uznawaną za graniczną dla strefy klimatu półsuchego.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jak w takim razie odnosisz te 800 ton wody do milionów km3 wody na Ziemi? Była juz taka koncepcja, że woda na Ziemi pochodzi z kosmosu - tylko całej historii kosmosu by na to nie wystarczyło

 

Nareszcie jakiś spójny głos w dyskusji .

800 ton na dobę to jest nic, tym bardziej że woda ta zanim spadnie na ziemię (o ile wogóle do tego dojdzie ze względu na procesy radiolizy i utleniania czystych metali na tlenki) to minie dziesiątki lat (zależy od prędkosci i kąta wejścia w atmosferę).

Popełniasz klasyczny błąd myślenia ,,współczesnych naukowców" (w cudzysłowie bo jeśli się za takich uznają a nie mają doświadczenia w kwesti elekrtryczności i nawet minimalnej wiedzy o zjawiskach zachodzących w fizyce atomowej - to dysponują potencjałem wiedzy na poziomie 18-wieku i próbują wyjaśnić otaczającą poatomową rzeczywistość) otóż zakładają trwanie i zmienność procesów na (wolne) setki i milony lat a z perspektywy własnego życia za niezmienne - a tak nie jest.

Pamiętać należy że starsi od nas czas ten nazywają erą Wodnika.

 

O termosferze nawet nie ma co gadać. Wymiana wody odbywa się niemal w 100% w obrębie troposfery.

 

Znów to samo założenie, ale to nieprawda (parująca woda może tutaj skończyć) bo ta z radiolizy tu nie kończy jest tlenem, helem, grupami OH i wodorem a te bez ograniczeń mogą wznosić się bardzo wysoko (warstwa ozonu, termosfera) i już nigdy tutaj nie spaść po dostaniu podmuchem słonecznym. (stąd obniżający sie poziom wód gruntowych i jej braki - schniemy jako planeta Panowie i Pani)

 

 

tylko woda podziemna płytkich stref ma znaczenie w zasilaniu rzek. Przy okazji wskazuję, że woda podziemna, której zwierciadło jest położone poniżej dna doliny nie może zasilać rzeki.

W ogólnej ilości lodu na Ziemi zdecydowanie przeważa lód lądowy, a nie morski. Nie ma zatem wtedy wyporu topiącego się lodu. Wyjaśniam przy tym następujące. Jeżeli wrzucic kostkę lodu do szklanki, to poziom wody podniesie się natychmiast. Ale już jego topnienie nie spowoduje podniesienia poziomu wody nawet o kawałek milimetra. Tak powiadał dziadek Archimedes. Jednak tymczasem zdecydowana większość lodu to jednak lód lądowy, gdzie prawo wyporu nie daje skutków. Zaznaczam przy tym, że w bilansach lodu nie operuje się miarami objętościowymi lodu. Dlatego nie ma znaczenia efekt zmian objętościowych wody po jej zamarznięciu.

 

To już policzyli inni po stopieniu całkowicie na Planecie poziom wody podniesie się o 70cm (dla pewności dajmy 1m) reszta do 21m to woda która opuściła naszą Planetę na zawsze.

 

Tym wysychaniem stawów nie masz się co przejmować w sensie ilości wody. Stawy są tworem sztucznym i zwiększają straty wody podziemnej na parowanie. Bo większość stawów jest zasilana wodą podziemną - nawet przy zasilaniu ze strumienia należy brać pod uwagę, że ok. 80% wody strumienia to woda podziemna. Ale należy przy tym wziąć pod uwagę pojemność troposfery w odniesieniu do potencjału parowania wody. Pojemność ta jest silnie ograniczona - czego skutkiem są opady atmosferyczne.

 

Brak wody w stawach = niedowodnione pola uprawne (mniej papu z hektara i wolniejszą regenerację gleby (,,trój polówka'' już nie wystarczy)= zwiększone nawożenie = zatrucia pokarmowe ludzi źle zbilansowaną mieszanką nawozów) i lasy , a to oznacza zmniejszoną wydajność w przyrostu masy drewna = mniej tlenu = mniejsze parowanie = większe spalanie paliw kopalnych = wiecej siarki w powietarzu = dalsza chemiczna degradacja dobrostanu roślinnego = kwaśne deszcze , mikroopady , więcej pyłu zawieszonego = choroby układu oddechowego (rak) = mutacje i chore potomstwo = ludzki czynnik degradujący Planetę = czapa dla gatunku  .

Wszak sami tu nie mieszkamy.

 

Natomiast zupełnie inną sprawą jest kwestia zagrożenia niedostatkiem zasobu wodnego. Dotyczy to bowiem zasobu, którym można gospodarować bez negatywnego wpływu na przyrodę. Ale też i zasobu dającego się w sposób ekonomiczny wykorzystać. W końcu przecież w niektórych krajach arabskich odsala się wodę morską - tylko oni mają na to nadwyżkę kasy i nie mają innego wyjścia.

 

Dziś ich stać i nie mają wyjścia, jutro my nie będziemy mieli wyjścia (a oni zaczną migrować po dobroci albo siłą) stąd zupełnie nieistotne czy Tusk czy Kaczyński rządzi bo ani jeden ani drugi tego problemu nie dostrzega a nędzne życie wiodą i umierają miliony (w tym czasie medialna tuba pieprzy o byle czym (RMF,TVN) zupełnie w d*pie mając sprawy poważne) .

Tak więc ,,osiemnastowieczni naukowcy'' pracujący współcześnie w nauce uspali wszystkich bajkami o trwających milony lat zmianach klimatu , a te się zmieniają w 20lat. Miłego życia aż do śmierci tak przy 50 na raka, a waszym dzieciom rokuję już tylko 40. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

No to liczymy Waldi. Całkowita powierzchnia oceanu światowego wynosi 361,3 mln km2.

Ilość wody w lodowcach wynosi 24,06 mln m3. Z tego mamy rachunek następujący:

24060000 km3 : 361300000 km2 = 0,0666 km (czyli 66,6 m)

Zatem gdyby uległ stopieniu cały lód lodowcowy, to poziom oceanu podniósłby się o 66,6 m.

Jest to wielkość przybliżona, bowiem część brzeżnych stref lądolodu antarktycznego to lód pływający. Nie jest jasnym jaka poprawka miałaby być wprowadzona na zalanie wodą morską wytopionych z lodu części Antarktydy. Rzecz bowiem w tym, że odciążeniu podłoża spowodowanemu zniknieciem lądolodu towarzyszy podnoszenie podłoża (tzw. glaciizostatyczne). Może ono przyjmować rozmiary duże - setki metrów lub nawet więcej. Podana wielkość powina być nieco zmniejszona wskutek zwiększenia sie powierzchni oceanów po podniesieniu poziomu wody. Można chyba przypuszczać, że całkowite podniesienie poziomu wody wynosiłoby prawdopodobnie ok. 60 m.

Co zaś do tego obniżenia poziomu wody podziemnej, to sprawa wcale nie jast taka oczywista. Jeśli lodowce mają się stopić, to wzrosnąć musi temperatura powietrza. To zaś oznacza znaczne zdynamizowanie obiegu wody: większa frekwencja opadów i ich wyższe sumy. Oczywiście różnie by to wyglądało w róznych częściach świata.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ilość wody w lodowcach wynosi 24,06 mln m3. Z tego mamy rachunek następujący:

24060000 km3 : 361300000 km2 = 0,0666 km (czyli 66,6 m)

 

Tyle że nie bierzesz pod uwagę terenów które woda zaleje .

Share this post


Link to post
Share on other sites

Co za dziadostwo , zamknęło mi okno w trakcie edycji posta i wywaliło treść.

 

Sprawdziłem informację skąd mi się wzieło 0,7 m , dotyczy to lodowców górskich (tych będących dostępnym zapasem słodkiej wody) , lądolody nie przyrastają od śniegu (w górę) tylko rozrastają się i kurczą więc dalej brakuje 21m poziomu (wynikałoby z tego że ich wyniesienie nad powierzchnię morza wynika z wypychającej siły magmy pod nimi, co po ich stopieniu mogłoby się powiększyć i być przyczyną obrócenia płaszcza).

 

Prognoza na 21wiek:

Według przewidywań opartych na wyliczeniach przy pomocy modeli komputerowych, poziomu morza będzie nadal wzrastał w XXI wieku. Są to jednak prognozy bardzo wątpliwe, gdyż brak jest wystarczająco długich serii pomiarowych, z różnych części świata, które posłużyłyby do weryfikacji modeli. Najbardziej wiarygodne prognozy mówią, iż poziom wody w oceanach do końca XXI wieku podniesie się o około 11 do 77 cm. Jak widać zakres możliwych zmian jest ogromny, wszystkie badania bowiem wskazują na nierównomierny wzrost poziomu morza na świecie.

 

http://www.atmosphere.mpg.de/enid/1__Oceany_i_klimat/-_Podnoszenie_si__poziomu_morza_3ng.html

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lądolody powstają właśnie ze śniegu. Jest to znany dobrze proces zamiany śniegu najpierw w firn, a następnie lód lodowcowy. Podłoże pod lądolodem nie ulega wynoszeniu w górę, a wręcz przeciwnie - obniża się ono pod wpływem masy lodowej. Badania wykazały, że sama Antarktyda jest archipelagiem wysp pokrytym czapą lądolodu o max grubości do 4800 m. Nie należy jednak na podstawie tego wnioskować, że po wytopieniu lądolodu powstałby tam rzeczywiście archipelag wysp. Wytopieniu towarzyszyłoby bowiem wypiętrzenie podłoża średnio o ok. 1 km.

Co do tego nieuwzględnienia przeze mnie terenów zalanych - to nie jest całkiem prawda. Wskazałem bowiem na poprawkę związaną ze zwiększeniem powierzchni oceanu wskutek przyboru wody. Przede wszystkim dlatego właśnie te 66,6 m należy zmniejszyć do ok. 60 m.

W historii czwartorzędu głównym czynnikiem zmian poziomu oceanu prawdopodobnie nie było wytapianie się lądolodu antarktycznego. Niezbyt duży także wpływ na to miało wytapianie się lodowców górskich. Natomiast zdecydowanie największy wpływ miało powstanie lądolodu skandynawskiego i laurentyńskiego (Kanada, część USA). Lądolód skandynawski nie tylko obejmował swym zasięgiem znaczną część Europy, ale prawdopodobnie także część oceanu między Skandynawią i Spitsbergenem. To powodowało bardzo duże obniżenie poziomu oceanów. Poziom ten następnie wzrastał w okresie wytapiania się tych dwóch lądolodów. Oczywiście towarzyszyło temu zmniejszanie się zlodowacenia w obszarach górskich.

Podczas ostatniego zlodowacenia poziom mórz był o 120-150 m niższy niż obecnie. Sprawa jest jednak skomplikowana, dlatego polecam hasło wikipedii "zmienność poziomu morza". Jest to tam całkiem dobrze opisane, choć z konieczności skrótowo.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ponieważ nie mogę edytować poprzedniego postu w trybie modify, to uzupełniam w kolejnym o pewne ciekawostki związane z poziomem oceanu i innymi zjawiskami.

Jeśli szukać jakichś sensacji związanych z zanikiem i rozwojem lądolodów, to wskazać można na dwie sprawy. Pierwszą stanowią doniesienia o znalezieniu podwodnych budowli na głębokościach rzędu kilkadziesiąt metrów poniżej poziomu morza. Ta sprawa jest na razie niewystarczająco udokumentowana, ale stanowi pozywkę dla różnych teorii o cykliczności rozwoju cywilizacji ludzkiej na Ziemi.

Drugą sprawą jest szalona koncepcja Hapgooda. Napisał on niedługo po wojnie publikację zawierającą opis niesamowitych konsekwencji rozrostu i zaniku lądolodów. Uważał on, że tak wielkie zmiany w rozmieszczeniu mas musiały powodować zachwianie rozkładu momentu obrotowego Ziemi. Na podstawie tego postawił tezę o odspajaniu się przez to litosfery (wielki uskok litosferyczny) i następnie jej przemieszczaniu względem stref głębszych. Wstęp do publikacji Hapgooda napisał Einstein, który w ogólności poparł tę koncepcję (a przynajmniej nie znalazł w niej fizycznych sprzeczności).

Konsekwencją przyjęcia koncepcji Hapgooda musiała by być gwałtowna wędrówka biegunów geograficznych - ale nie poprzez zmianę nachylenia osi ziemskiej, a poprzez przesunięcie litosfery. Niektórzy wskazują w związku z tym na ślady tego w orientacji niektórych budowli (np. piramidy Majów). Najważniejsze jednak jest to, że takiemu przesunięciu musiałabyby towarzyszyć fala gigatsunami o wysokości nawet kilku km, okrążająca następnie Ziemię. Miałoby to stać się przyczyną istnienia potopu, przetrwałego w przekazach najstarszych ludów (w tym Biblia, ale także potopy wymieniane przez starożytnych Greków). Teoria Hapgooda jest b. kontrowersyjna i nie znalazła poparcia w świecie nauki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Najnowszy raport na temat oceanów i lodu, przygotowany na zlecenie Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC), pokazuje, że oceany tracą zdolność absorbowania ciepła i pochłaniania dwutlenku węgla z atmosfery. Innymi słowy, w coraz mniejszym stopniu łagodzą one zmiany klimatu.
      Od początku lat 90. ubiegłego wieku tempo ogrzewania się oceanów zwiększyło się dwukrotnie, a oceaniczne fale ciepła stają się coraz częstsze i bardziej intensywne. To zmienia ekosystem oceanu i napędza coraz potężniejsze sztormy. Oceany stają się też coraz bardziej kwaśne, co zagraża i rafom koralowym i rybołówstwu.
      Oceany nie są w stanie nadążyć za rosnącą emisją gazów cieplarnianych, mówi Ko Barrett, wiceprzewodniczący IPCC i wicedyrektor US NOAA. Konsekwencje dla natury i człowieka będą olbrzymie, dodaje.
      Raport został przygotowany przez ponad 100 naukowców z 30 krajów. Przed dwoma dniami opublikowano jego 42-stronicowe podsumowanie.
      Autorzy raportu prognozują, że jeśli emisja gazów cieplarnianych nadal będzie rosła, to do roku 2100 poziom oceanów zwiększy się o 1,1 metra. To o 10 centymetrów więcej, niż przewidywano w raporcie z 2013 roku. Richard Alley, geolog z Pennsylvania State University mówi, że szacunki te i tak są bardzo ostrożne, gdyż naukowcy nie są w stanie powiedzieć, kiedy może dojść do załamania się lądolodów, szczególnie w zachodniej Antarktyce. Jeśli to się stanie, zmiany w poziomie oceanów będą znacznie szybsze niż przewiduje raport. Przyrost poziomu oceanów może być albo nieco niższy, albo nieco wyższy, albo znacznie wyższy. Na pewno zaś nie będzie znacząco niższy, mówi Alley.
      Zwiększony poziom oceanów to wyższe ryzyko powodzi w czasie sztormów, które będą coraz częstsze i coraz silniejsze. Do roku 2050 powodzie, które obecnie uznajemy za powodzie stulecia, będą w wielu miejscach na świecie miały miejsce co roku.
      Jednak to, jak poważne będą zmiany klimatu wciąż będzie zależało od nas. Do roku 2300 poziom oceanów może wzrosnąć od 0,6 do 5,4 metra. Wszystko będzie zależało od tego, jak szybko ludzkość będzie zmniejszała emisję gazów cieplarnianych.
      Poziom oceanów będzie rósł przez kolejne wieki. Pytanie brzmi: czy będziemy w stanie tym zarządzać, mówi klimatolog Michael Oppenheimer z Princeton University i koordynator prac nad rozdziałem dotyczącym wzrostu poziomu oceanów.
      We wstępnej wersji raportu znalazła się też informacja, że z powodu wzrostu poziomu oceanów miejsce zamieszkania będzie musiało zmienić 280 milionów ludzi. Z ostatecznej wersji analizy dane te usunięto, gdyż naukowcy uznali, że źle zinterpretowali jedne z badań.
      Odnośnie zaś pokrywy lodowej naukowcy stwierdzili, że od roku 1979 letni minimalny zasięg lodu w Arktyce zmniejsza się średnio o 13% co dekadę. To prawdopodobnie najszybsze tempo od co najmniej 1000 lat. Około 20% ziemi w Arktyce jest narażonej na gwałtowne rozmarznięcie, co doprowadzi do obniżenia poziomu gruntu. Do końca wieku obszar Arktyki pokryty niewielkimi jeziorami może zwiększyć się o 50%. Z kolei w górach na całym świecie do roku 2100 może dojść do utraty 80% małych lodowców.
      Zmiany klimatu mają wpływ na obieg wody od najwyższych partii gór po głębiny oceaniczne, co odbija się na ekosystemie. Bez znacznych redukcji emisji do roku 2100 ogólna masa zwierząt morskich może zmniejszyć się o 15%, a masa maksymalnego połowu ryb spadnie aż o 24%. Jak mówi ekolog rybołówstwa Kathy Mills z Gulf of Maine Research Institute w Portland, na północnym Atlantyku wieloryby przeniosły się bardziej na północ w poszukiwaniu chłodniejszych wód, a to zwiększa ryzyko, że zaplączą się w sieci do połowu homarów.
      Zmiany w oceanach oznaczają, że w przyszłości ludzkość czekają poważne problemy, mówi Jane Lubchenco z Oregon State University, była szefoa NOAA.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zmiany klimatyczne w znaczący sposób wpłyną na fitoplankton w oceanach, a z najnowszych badań przeprowadzonych na MIT dowiadujemy się, że w nadchodzących dekadach spowoduje to zmianę koloru wód oceanicznych. Zwiększy się nasycenie kolorów w obszarach niebieskich i zielonych. Zmiany będą tak duże, że będzie można obserwować je na zdjęciach satelitarnych, dzięki czemu satelity posłużą jako system wczesnego ostrzegania przed zachodzącymi na dużą skalę zmianami w ekosystemie morskim.
      Uczeni poinformowali na łamach Nature Communications, że stworzyli globalny model wzrostu i interakcji różnych gatunków fitoplanktonu spowodowanych zmianami w temperaturze. Specjaliści symulowali też sposób, w jaki fitoplankton pochłania i odbija światło oraz jak w związku z tym zmieni się kolor wód oceanicznych. Przeprowadzona symulacja, która obejmuje okres do końca bieżącego wieku, wykazała, że do roku 2100 ponad 50% powierzchni oceanu będzie miało inny kolor niż obecnie.
      Obszary, które są obecnie błękitne, jak np. regiony subtropikalne, staną się jeszcze bardziej błękitne, co oznacza, że będą miały jeszcze mniej fitoplanktonu, a więc i jeszcze mniej życia, niż obecnie. Należy spodziewać się, że obszary zielone, na przykład wody polarne, staną się jeszcze bardziej zielone. Rosnące temperatury spowodują, że będzie tam więcej fitoplanktonu i stanie się on bardziej zróżnicowany.
      Na pierwszy rzut oka zmiany nie będą duże. Ocean nadal będzie wyglądał podobnie jak obecnie. Będzie błękitny w obszarach subtropikalnych i zielony w tropikalnych oraz na biegunach. Podstawowy wzorzec zostanie zachowany. Jednak różnice będą na tyle duże, że wpłyną one na cały łańcuch pokarmowy, który jest uzależniony od fitoplanktonu, mówi główna autorka badań Stephanie Dutkiewicz.
      Kolor oceanu zależy od tego, w jaki sposób światło słoneczne wchodzi w interakcje z wodą. Molekuły wody absorbują niemal całe światło, z wyjątkiem błękitu, który jest odbijany. Zatem im mniej życia w danym obszarze oceanu, tym bardziej jest on błękitny. Jeśli zaś w wodzie znajdują się organizmy żywe, mogą one absorbować i odbijać fale światła o innych długościach. Na przykład fitoplankton, który zawiera chlorofil, absorbuje głównie światło niebieskie. Tak więc wody oceaniczne bogate w fitoplankton mają kolor zielony, gdyż ten zakres fal jest odbijany.
      Od końca lat 90. satelity prowadzą ciągły monitoring koloru wód oceanów. Uzyskane dane służą do oceny rozprzestrzenienia fitoplanktonu. Dutkiewicz zastrzega, że zmiany w rozkładzie fitoplanktonu nie muszą być spowodowane wyłącznie globalnym ociepleniem. Obserwowane są też naturalne zmiany związane z wzorcami pogodowymi. Na przykład podczas zjawisk El Niño i La Niña dochodzi do dużych zmian w fitoplanktonie powodowanych zmianami w ilości składników odżywczych w oceanach. Z powodu tych dużych, naturalnych zmian, które mają miejsce co kilka lat, trudno jest jednoznacznie stwierdzić, patrząc na sam chlorofil, za które zmiany odpowiada globalne ocieplenie, mówi uczona.
      Dlatego też uczeni z MIT stworzyli nową technikę, za pomocą której badali nie tylko światło odbite od powierzchni oceanów, ale cały bilans świetlny, sprawdzając, jakie długości fal zostały odbite, a jakie pochłonięte w zależności od rodzaju organizmów żyjących w oceanie. Światło słoneczne dociera do oceanu i jest absorbowane przez wszystko, co jest w wodzie. Różne organizmy w różny sposób je rozpraszają, odbijają i pochłaniają. To bardzo złożony proces, mówi Dutkiewicz. Gdy nowy model porównano z dotychczas zebranymi danymi okazało się, że trafnie potrafi przewidzieć on rozwój sytuacji.
      Uczeni przeprowadzili więc symulacje, zakładające, że do roku 2100 średnia globalna temperatura wzrośnie o 3 stopnie Celsjusza. Chlorofil się zmienia. Jednak nie można tego zobaczyć ze względu na jego dużą naturalną zmienność. Jednak widoczny jest znacząca, powiązana z ocieplaniem klimatu, zmiana w niektórych zakresach fal światła. Możemy ją śledzić na danych satelitarnych, dodaje uczona. Do końca XXI wieku na 50% oceanów dojdzie do zauważalnej zmiany koloru. To będzie potencjalnie olbrzymia zmiana. Różne typy fitoplanktonu w różny sposób absorbują światło, a jeśli wskutek zmiany klimatu jeden typ fitoplanktonu zostanie zastąpiony innym, to zmieni się cały łańcuch pokarmowy, dodaje.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Przez ostatnie ćwierć wieku każdego roku światowe oceany pochłaniały 150-krotnie więcej energii niż ludzkość produkuje w formie energii elektrycznej. Badania przeprowadzone przez naukowców z Princeton University i Scripps Institution of Oceanography na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Diego wskazują, że oceany bardzo mocno się ogrzały, to zaś sugeruje, że Ziemia jest bardziej wrażliwa na emisję gazów cieplarnianych niż dotychczas sądzono.
      Na łamach Nature czytamy, że w latach 1991–2016 oceany wchłaniały każdego roku 13 zettadżuli (1021) energii. Jak mówi profesor Laure Resplandy, to o ponad 60% więcej niż szacunki przeprowadzone w 2014 roku przez IPCC.
      Wyobraźmy sobie, że oceany mają głębokość jedynie 10 metrów. W takiej sytuacji od 1991 roku ogrzewałyby się w każdej dekadzie o 6,5 stopnia Celsjusza. Tymczasem wedle szacunków IPCC byłoby to 4 stopnie Celsjusza co dekadę, wyjaśnia Resplandy.
      Oceany pochłaniają około 90% nadmiarowej energii pojawiającej się na Ziemi, zatem jeśli chcemy dokładnie szacować ich przyszłe tempo ogrzewania się, musimy jak najdokładniej znać ilość energii, którą pochłaniają.
      Uzyskane tutaj wyniki zwiększają dokładność naszych przewidywań dotyczących ogrzewania się oceanów, a tym samym pomagają zmniejszyć stopień niepewności modeli klimatycznych, mówi geofizyk i współautor badań Ralph Keeling.
      Lepsze modele klimatyczne pozwalają zaś na lepszą ocenę wpływu różnych źródeł emisji gazów cieplarnianych na klimat i umożliwiają opracowanie lepszej strategii walki ze zmianami klimatycznymi.
      Najnowsze wyliczenie pokazują też, że jeśli chcemy utrzymać globalne ocieplenie na poziomie poniżej 2 stopni Celsjusza w porównaniu z epoką preindustrialną, to musimy zredukować emisję o 25% bardziej niż dotychczas sądzono.
      Najnowsze badania to wynik zastosowania nowej techniki, niezależnej od dotychczas stosowanych. Dotychczas bowiem wykorzystywano dane z milionów punktów, w których mierzono temperaturę wód i na tej podstawie oceniano całkowitą ilość ciepła wchłoniętą przez oceany. Wykorzystuje się przy tym Argo, sieć automatycznych czujników umieszczonych w oceanach. Działa ona jednak dopiero od 2007 roku i mierzy tylko górną warstwę oceanu.
      Resplandy i jej zespół wykorzystali precyzyjne pomiary tlenu i dwutlenku węgla w powietrzu, co pozwala na ocenę ilości ciepła przechowywanych w oceanach. Łączną ilość tych gazów naukowcy nazwali „potencjalnym tlenem atmosferycznym” (APO). Metoda wykorzystuje fakt, że zarówno tlen, jak i dwutlenek węgla słabiej rozpuszczają się w cieplejszych wodach. W miarę ogrzewania się oceanów gazy te są z nich uwalniane, więc rośnie ich koncentracja w powietrzu nad oceanami. Na poziom APO wpływ ma również spalanie paliw kopalnych oraz proces, w wyniku którego oceany pochłaniają nadmiarowy dwutlenek węgla.
      Porównując mierzalne zmiany w poziomie APO ze zmianami, jakich należałoby się spodziewać ze spalania paliw kopalnych i wchłaniania CO2 przez oceany, naukowcy są w stanie precyzyjnie obliczyć, ile APO wydostało się z oceanów. Ilość ta jest wprost zależna od zawartości energii w oceanach.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zdaniem międzynarodowego zespołu naukowego, na którego czele stali specjaliści z University of Queensland, jedynie 13% światowych oceanów można określić mianem „dziewicze”. Fragmenty oceanu, które można wciąż uznać za dziewicze, wciąż się kurczą z powodu działalności człowieka. Rybołówstwo i handel morski coraz bardziej się rozprzestrzeniają, a materiał spływający z lądów zmniejsza różnorodność obszarów przybrzeżnych, mówi Kendall Jones. Udoskonalenie technologii morskich oznacza, że w najbliższej przyszłości zagrożone zostaną nawet najbardziej niedostępne regiony światowego oceanu, w tym miejsca, które jeszcze niedawno były chronione przez pokrywy lodowe, a teraz globalne ocieplenie spowodowało, że można się do nich dostać, dodaje uczony.
      Naukowcy przeprowadzili badania, których celem było zidentyfikowanie pozostałych dziewiczych regionów oceanów. Pod uwagę wzięli 19 czynników opisujących wpływ człowieka na przyrodę, takich jak np. handel morski, nadmierne spływanie osadów lądu czy niektóre rodzaje rybołówstwa.
      Okazało się, że u wybrzeży pozostało bardzo niewiele dziewiczych obszarów i habitatów takich jak rafy koralowe. Najwięcej nietkniętych przez człowieka regionów znajduje się w Arktyce i Antarktyce oraz w tak odległych miejscach jak Polinezja Francuska.
      Profesor James Watson wzywa do ochrony ostatnich dziewiczych terenów oceanicznych. Regiony te to dom na niezwykłej różnorodności życia, mieszka tam olbrzymia liczba gatunków charakteryzujących się dużą różnorodnością genetyczną, co zapewnia im odporność na takie zagrożenia jak globalne ocieplenie. Wiemy, że obszary te zanikają w błyskawicznym tempie. Ich ochrona zależy od wielostronnych umów międzypaństwowych, stwierdza uczony.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Cztery autonomiczne roboty pobiły rekord świata w pływaniu. Urządzenia przebyły po Oceanie Spokojnym niemal 6000 kilometrów. Docelowo ich podróż będzie miała długość 16 668 km.
      Urządzenia PacX Wave Gliders są dziełem amerykańskiej firmy Liquid Robotics, a ich zadaniem jest dostarczenie informacji na temat składu i jakości wody morskiej. Mają dotrzeć tam, gdzie wcześniej nie wykonywano badań i zebrać informacje na temat kwasowości wody i populacji ryb.
      Roboty rozpoczęły podróż 17 listopada 2011 roku w porcie klubu jachtowego St Francis w San Francisco. Po czterech miesiącach zakończył się pierwszy etap ich podróży - dotarły do Hawajów.
      Każdy robot składa się z dwóch części. Na powierzchni widać coś, co przypomina deskę surfingową. Jest ona połączona kablem z zanurzonymi w wodzie urządzeniami i jednostką napędową. Roboty korzystają z energii słonecznej oraz ruchu fal, które zapewniają im napęd oraz energię dla czujników mierzących co 10 minut zasolenie wody, jej temperaturę, poziom tlenu, warunki pogodowe oraz fluroscencję.
      Po krótkiej przerwie na Hawajach roboty zostaną rozdzielone. Dwa popłyną do Japonii, a dwa do Australii. Ich misja ma zakończyć się na przełomie 2012 i 2013 roku.
×
×
  • Create New...