Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Jakiś czas temu tajemnicą przestała być już depresja poporodowa. Teraz wygląda na to, że powoli przełamujemy tabu depresji poweselnej. Zapada na nią coraz więcej kobiet (lub coraz więcej się do niej przyznaje). Powód? Nierealistyczne oczekiwania wobec małżeństwa.

Po zbadaniu świeżo upieczonych małżonków z Kalifornii okazało się, że ok. 10% kobiet decyduje się na wizytę u terapeuty, by poradzić sobie ze "skrywanym smutkiem". Wiele pań szuka w Sieci poradnikowych stron poświęconych małżeństwu. W ten sposób próbują sprawdzić, czego spodziewać się po wspólnym życiu, gdy minie okres podekscytowania zmianą i początkiem.

Dr Michelle Gannon z San Francisco opowiada, że sporo par spodziewa się idealnego życia, dlatego nie mogą się pogodzić z sytuacją, gdzie kłótnie i spory są czymś nieuniknionym. Podczas odbywanych sesji pani psycholog tłumaczy im też, że każdy pozostaje nadal niezależną jednostką, która sama odpowiada za swoje szczęście. To nierealistyczne zakładać, że twój partner zrobi dla [i za] ciebie wszystko.

Po początkowym "haju" zakochania następuje nieunikniony spadek poziomu hormonów (dopaminy i oksytocyny, które odpowiadają za rozwój wzajemnego przywiązania). To właśnie wskutek tego zjawiska pojawia się uczucie lekkiego smutku. Obniża się też częstość kontaktów seksualnych, a ludzie zakładają, że po szczęśliwym ślubie zaangażowanie erotyczne powinno wzrosnąć. To zrozumiałe, że taka sytuacja jest stresująca.

Problem nasila się, bo mężczyźni skrywają swoje emocje, a kobiety obawiają się rozmawiać o tak wcześnie doświadczanych problemach małżeńskich.

Dużą popularnością zaczynają się cieszyć kursy przygotowujące do zamążpójścia/ożenku. Jeden z nich prowadzą Michelle i Patrick Gannonowie. Podczas weekendowych warsztatów Sto jeden kroków do małżeństwa bez ogródek wykładają ludziom, co może ich spotkać. Tytuł przywodzi na myśl sklepy 1001 drobiazgów i dość dobrze oddaje charakter szkolenia.

Wg specjalistów, większość osób doświadcza po wstąpieniu w związek małżeński przynajmniej jednego poważnego zawodu. W zależności od nasilenia odczuwanych emocji i płci pojawiają się różne reakcje. Kobiety, które lubią "przegadać" problem, a podczas mówienia organizują go sobie, dość często zakładają blogi, gdzie dzielą się z innymi swoimi doświadczeniami z depresją poweselną (ang. post-nuptial depression, PND).

Po wypowiedzeniu sakramentalnego "tak" może się pojawić żal podecyzyjny. Podobnie jak podczas robienia zakupów czy wyboru pracy. Dla niektórych małżeństwo okazuje się zagrożeniem dla własnego ja. Przestają się czuć sobą. Dr Jane Greer, terapeutka rodzinna i małżeńska z Nowego Jorku, przypomina, że przed ślubem należy sobie koniecznie odpowiedzieć na jedno pytanie: "Czy jestem gotowy(a) by przejść od stanu ja do stanu my?".

Nie wolno też zakładać, że pary, które mieszkały ze sobą przed ślubem, zabezpieczyły się przed PND. Owszem, da się w ten sposób urealnić oczekiwania i przyzwyczaić do wad partnera, ale prawa biologii są nieubłagane, więc spadku stężenia hormonów nie da się uniknąć... Najwyraźniej trzeba się pogodzić z faktem, że od zakochania jeden krok do związku kompletnego, a koniec końców może i pustego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Smutne, ale prawdziwe.

Uważam że zamieszkanie razem przed ślubem jest fajnym pomysłem, pomaga uniknąć większości takich problemów.

Małżeństwo jest wtedy tylko potwierdzeniem, że "tak uważam że to jest to i chce żeby już tak zostało".

 

Choć podobno dopiero po zawarcia małżeństwa ludzie zaczynają podświadomie oczekiwać od partnera powielania wzorców z własnego domu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A według mnie powinni zamknąć takie poradnie i problem z głowy. Kiedyś ludzie sami rozwiązywali te problemy i było ok. Teraz nie mogą sobie z tym poradzić ? Blogi muszą pisać... Ten nienaturalny ekshibicjonizm mnie dobija. Nie chce mi się wierzyć, że tego się inaczej nie da załatwić. Ale oczywiście łatwiej się wygadać obcemu (psycholog) lub grupie obcych (blog) niż komuś bliskiemu (mąż, żona, przyjaciele...)

Share this post


Link to post
Share on other sites

A w sumie czemu ci to przeszkadza ?

 

Kiedyś jak się miało małą dziurkę w zębie to trzeba było wyrwać, teraz mamy bardziej skomplikowane ale lepsze sposoby, może tu jest podobnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kto Ci kiedyś kazał wyrywać zęba z powodu małej dziurki ?

Męczy mnie cała ta niezaradność dzisiejszego społeczeństwa, które na każdym kroku potrzebuje pomocy. Wstałem lewą nogą ? Do psychoanalityka. Boli mnie kolano ? Do chirurga. Nie zaspokoiłem/am partnera ? Biegnijmy do seksuologa. Nikt (a przynajmniej coraz mniej ludzi) nie stara się samemu sobie pomóc i poradzić z problemem. Każdy chce iść na skróty i znaleźć rozwiązanie w minutę, a jeszcze lepiej żeby ktoś to zrobił za nas. Słyszałem kiedyś wypowiedź dobrego seksuologa, który powiedział: przeważająca większość ludzi którym pomogłem, zrobiła by to sama gdyby tylko chciała ze sobą porozmawiać. Ludzie potrzebują tego, aby ich ktoś poprowadził za rączkę i pokazał gotowe rozwiązanie. Tylko co zrobimy gdy tego kogoś nie będzie kiedyś pod ręką ?

Share this post


Link to post
Share on other sites

No właśnie o to chodzi, że mi nikt nie kazał wyrywać zęba, bo są dentyści którzy potrafią je plombować, kiedyś ich nie było.

 

OK, pewien procent osób która szuka pomocy wcale jej nie potrzebuje, ale wydaje mi się że większość nie rozwiązałaby problemu tylko z nim żyła.

 

Zawsze były małżeństwa w których partnerzy ze sobą nie rozmawiali i żyli tak latami, teraz mają do kogo pójść i poprosić o pomoc. Mi się to podoba.

 

Jak drugi raz będą mieli problem to pewnie sami będą potrafili go rozwiązać, znają już sposób.

 

Nie oszukujmy się, w naszym kraju jak ktoś idzie do psychologa to już jest zdesperowany, nie jest to jeszcze społecznie akceptowane.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A niech sobie będą takie usługi. Ty korzystać nie musisz, a gospodarka na tym skorzysta :D A do tego jest szansa, że przynajmniej część ludzi dookoła będzie mniej zrzędzić, jakie ma koszmarne życie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

wszyscy macie po części rację,a lililea bardziej :D są problemy w których rozmaici lodzy rzeczywiście pomagają,są problemy które da się samemu rozwiązać a chodzi się do poradni tylko bo to trendi(na zachodzie,u nas nie).małżeństwo jest takim problemem,ale i ogólnie związek jest problemem.Ja sobie mieszkam z dziewczyną już drugi rok,zazwyczaj jest fajnie,czasami nie,no i nie jest tak magicznie jak w pierwszym miesiącu. Poza tym jak już się z kimś zamieszka to robi się z nim nie tylko "specjalne" rzeczy typu spotkania i wyjścia; ale też przyziemne, typu zmywanie naczyń, co już takie romantyczne nie jest.No jest jeszcze druga strategia ewolucyjna-skakać z kwiatka na kwiatek i nie tworzyć stałego związku.Obie są chyba ewolucyjnie skuteczne-raz ma się wpływ na potomstwo, za drugim razem może się o potomstwo najlepiej nie zadba,ale potomstwa będzie wiele tu i ówdzie :-*

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mi usługi nie przeszkadzają. Niech sobie ludziska trzepią kasę na reszcie... Mnie męczą masy użalających się na siebie ludzi, którzy sami nie potrafią wziąć się w garść.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jasne, masz rację. Ale popatrz na to w ten sposób, że skoro brak terapeuty im nie pomaga, to nie mają nic do stracenia. Kto wie, czy komuś taka wizyta nie pomoże? W pozytywnym tego słowa znaczeniu to nie jest Twój problem, więc nie ma się o co martwić :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Martwi mnie to, że społeczeństwo z fast foodów przenosi się na fast life. Nie chce się komuś gotować obiadu idzie na hamburgera (okazjonalnie to wcale nie jest takie złe). Nie chce się komuś rozmawiać i rozwiązywać problemów idzie do psychologa, seksuologa, poradni małżeńskiej, etc.. Tylko co po takiej terapii ? Jak długo wszystko znów jest jak w bajce ? Raczej nie ubywa nam rozwodów, ludzi z załamaniem nerwowym i im podobnych. Taki specjalista to powinna być ostateczność, którą ogrom jednak niewłaściwie wykorzystuje.

Masz rację - to nie mój problem, nie wiem czemu się tym martwię. Do dnia dzisiejszego jestem jeszcze (chyba) zdrowy na umyśle :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest macintosh

Ale przecież u psychologa, seksuologa itp. właśnie się rozmawia.

Wtedy ludzie "dają sobie czas" na taką rozmowę. Dzięki temu powstaje atmosfera dyskusji.

Czasem, w obecności innych osób, czy w troszkę innej atmosferze można być skłonnym do nowych odczuć/myśli.

 

Więc problemem nie jest np. seks. nie jest konieczna rozmowa z seksuologiem.

 

Problemem jest nerwowa atmosfera.

Żeby ją usunąć wystarczy umówić się na kawę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ludzie prowadzą gry (programy z dzieciństwa, fałszywe informacje potraktowane poważnie, małe doświadczenie życiowe) nawet sprawy sobie z tego nie zdając, w obecnosci fachowca uświadamia im że to robią . Więc nie wystarczy tylko na kawę wyjść.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest macintosh

Bo nie napisałem jeszcze o tym, co jest konieczne, żeby wyjść na kawe.

Nauczyć się szczerości wobec swoich odczuć.

O nich rozmawiać, a nie podsumowywać. W niektórych przypadkach: podsumowanie = ignorancja.

Dyskutować. Kryzysy są po to, żeby wzmacniać, a nie tłamsić.

 

Jak przestrzeni do dyskusji nie ma to masz rację.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Myślisz że jeżeli ktoś kompletnie nie zdaje sobie sprawy z tego że prowadzi jakąś gierkę, to wystarczy że postanowi  sobie że będzie szczery i wszystko się naprawi.

 

Ja myślę, że czasem można sobie coś takiego uświadomić samemu, w sumie mi się to zdarzało... ale dopiero wtedy widzi się jakie to jest trudne i odkrywcze. Więc jeżeli bym wiedziała że jest duży niezidentyfikowany problem, poprosiłabym kogoś żeby mi pomógł go rozwikłać. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest macintosh

Myślisz że jeżeli ktoś kompletnie nie zdaje sobie sprawy z tego że prowadzi jakąś gierkę, to wystarczy że postanowi  sobie że będzie szczery i wszystko się naprawi.

Przygasiłaś mnie. :D

Musiałbym mocno rozbudować swoją wypowiedź, żeby uzyskać uzasadnienie.

Ogólnie(albo do dyskusji): wystarczy, że ma się "guidelines". Czyli silnie uświadomioną motywacje do działania. Wie się: po co?

Bo działanie jest wtórne. Tylko po co jest ważne.

Reszta to środki. Rzeczy niezbędne w zależności od sytuacji. Lub kompletnie zbędne.

Jaśniej się wyrażę, jak napiszę, żeby zajmować się tylko najważniejszymi odczuciami.

Choćby po to, ważne jest, aby to zobaczyć. Żeby uświadomić sobie upływający czas. Wtedy lepiej się widzi, że ma jedną szansę na milion. Chodzi o postawę życiową.

..której nie mam. Wydaje mi się, że tak by to grało :)

Ja myślę, że czasem można sobie coś takiego uświadomić samemu, w sumie mi się to zdarzało... ale dopiero wtedy widzi się jakie to jest trudne i odkrywcze. Więc jeżeli bym wiedziała że jest duży niezidentyfikowany problem, poprosiłabym kogoś żeby mi pomógł go rozwikłać. 

Tylko jak idzie się do psychologa to na parę chwil przed rozmową wszystko samo się jakoś układa. W tym momencie można zaoszczędzić 100zł. (zamiast krok przez próg, zrobić krok do swojego domu). Ale, mimo takiego uświadomienia. Warto odtworzyć swoją argumentację w takiej rozmowie.

Kiedy rozmawia się z kimś, ze swoimi argumentami, które takie już maja pozostać. Widzi się emocje, zachętę tej osoby.

Nazwę tą rozmowę znacznikiem w świadomości, który włączy się w potrzebnym momencie. Bez znacznika jak bez kieszonkowej mapy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

I uważasz że jakby w tej zakazać psychologom wykonywać swoją pracę. To każdy sam poszedłby po rozum do głowy?

 

Czy nie pomijasz faktu, że ludzie są różni?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest macintosh

I uważasz że jakby w tej zakazać psychologom wykonywać swoją pracę. To każdy sam poszedłby po rozum do głowy?

Nie zaprzeczyłem. Nie forsowałem pomysłu usuwania psychologów. Zachęciłem do rozmowy z psychologiem, żeby uzyskać znacznik. Przypominacz. Emocje, które wzmocnią orientację na cel.

Czy nie pomijasz faktu, że ludzie są różni?

Zgadzam się, że ludzie są różni. Tym bardziej, że mogą dodatkowo pochodzić jeszcze z różnych kultur albo mieć specyficzne kompleksy. Zaproponowałem postawę. Nie twierdze, że każdy taką ma. Sam napisałem, że takiej nie mam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wydaje mi się, że w sprawach związkowych psycholog przydaje się czasem jako zwykła osoba trzecia, która widzi sprawę z boki i ma bardziej trzeźwy osąd, bo sprawa jej nie dotyczy.

 

Dla mnie takim trzeźwym osądem jest często przyjaciółka, ale rozumiem że dla niektórych obca osoba z którą nie muszą mieć kontaktu nigdy więcej w życiu jest łatwiejszym wyborem.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest macintosh

która widzi sprawę z boki i ma bardziej trzeźwy osąd, bo sprawa jej nie dotyczy.

tak.

Dla mnie takim trzeźwym osądem jest często przyjaciółka, ale rozumiem że dla niektórych obca osoba z którą nie muszą mieć kontaktu nigdy więcej w życiu jest łatwiejszym wyborem.

A żebyś wiedziała!!, że taka osoba trzecia to niesamowita pomoc. Głupio tylko, że jest psychologiem. A nie 100% human.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest macintosh

Jak rozmawia się z psychologiem i ma się skłonność do mówienia dużo. Psycholog to zauważy. W momencie gdy mógłby usprawnić Twoje myślenie - pozwala Ci się wygadać, tracisz coś ważnego.

Godzina się kończy, Ty chcesz jeszcze, a następny klient czeka w kolejce.

Psycholog to sprzedawca - swojego czasu. Im więcej sprzeda tym więcej ma na przyjemności ze swoim przyjacielem/ółką -> ma w tym swój cholerny interes, żeby chodziło o czas a nie konkretną pomoc.

 

Doświadczyłaś czegoś, chcesz to natychmiast przegadać - musisz się umówić. Umawiasz się, mija czas, przychodzisz na spotkanie - ale emocje z pierwszego doświadczenia z nową myślą mijają. Już nie za bardzo chce się o tym gadać. Być może tracisz coś ważnego.

 

....dlatego psycholog to human_like. Nie-przyjaciel :)

 

No a przyjaciel. W moim przypadku przyjaciel-kobieta. To ktoś kto myśli o mnie kiedy mnie z tą osobą nie ma - to mocno działa.

Więc najłatwiej, tak jak napisałem wcześniej - na początku relacji(jeszcze nie związku) trzeba wyraźnie zarysować przestrzeń dla rozmów taktyczno-strategicznych co do związku. Żeby była widoczna w każdym "potem". Ustalić wyraźny przypominacz w czasie rozmów. Znacznik. Przyzwyczajać się do szczerego pytania: "chcesz to przegadać?" z jak_najbardziej_przyjacielskimi emocjami :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

1. Żadem sensowny psycholog nie twierdzi że zastąpi przyjaciela.

 

2. Opowiadano mi o tym co się dzieje w pokoju psychologa, znam osoby którym psycholog bardzo pomógł(dlatego ich bronię), z tego co słyszałam psycholog przerywa, wtrąca się i dopytuje. Pewnie nie każdy.

 

3. Psycholog jest tylko po to żeby pokazać ci pewne mechanizmy i pomóc je zrozumieć, naprawić go lub usunąć każdy musi sam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      U ludzi, którzy przez długi czas zmagają się przeciwnościami psychospołecznymi, są np. ofiarami przemocy, upośledzeniu ulega zdolność produkowania ilości dopaminy koniecznych do poradzenia sobie z sytuacjami stresowymi.
      Wyniki, które ukazały się w piśmie eLife, wyjaśniają, czemu długotrwała ekspozycja na traumę psychologiczną i przemoc może stanowić czynnik ryzyka choroby psychicznej czy uzależnień.
      Wiedzieliśmy, że chroniczne przeciwności psychospołeczne mogą skutkować podatnością na choroby psychiczne, np. depresję czy schizofrenię. Dotąd brakowało nam jednak precyzyjnego mechanistycznego wyjaśnienia, w jaki sposób dochodzi do zwiększenia ryzyka - opowiada dr Michael Bloomfield z Uniwersyteckiego College'u Londyńskiego.
      By się tego dowiedzieć, naukowcy zebrali grupę 34 ochotników. Połowę cechowała duża kumulatywna ekspozycja na przeciwności psychospołeczne. Resztę próby stanowiła dopasowana pod względem wieku i płci grupa kontrolna (z niską kumulatywną ekspozycją).
      Wszyscy przeszli procedurę wywołania ostrego stresu społecznego za pomocą Montréal Imaging Stress Task (MIST). Dwie godziny później badanym wstrzyknięto znacznik, który pozwalał prześledzić produkcję dopaminy w mózgu za pomocą pozytonowej tomografii emisyjnej (PET).
      Okazało się, że u osób z grupy kontrolnej produkcja dopaminy korelowała (była proporcjonalna) ze stopniem postrzeganego zagrożenia i reakcją fizjologiczną na ostry stres. U ochotników z dużą ekspozycją kumulatywną na przeciwności psychospołeczne percepcja zagrożenia była zaś wyolbrzymiona, a synteza dopaminy w prążkowiu upośledzona. Stłumione były również inne fizjologiczne reakcje na stres; ciśnienie i poziomy kortyzolu nie rosły np. w takim stopniu jak w grupie kontrolnej.
      To badanie nie stanowi dowodu, że przewlekły stres psychospołeczny wywołuje chorobę psychiczną lub nadużywanie substancji psychoaktywnych na późniejszych etapach życia. Wskazaliśmy jednak prawdopodobny mechanizm, który sugeruje, że chroniczny stres może podwyższać ryzyko choroby psychicznej, zmieniając mózgowy układ dopaminergiczny.
      By lepiej zrozumieć, jak wywołane przeciwnościami psychospołecznymi zmiany w układzie dopaminergicznym mogą zwiększać podatność na choroby psychiczne i uzależnienie, potrzebne są dalsze badania - podsumowuje prof. Oliver Howes z King's College London.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Pary, które na początku związku mają wyższy poziom oksytocyny we krwi, pozostają ze sobą dłużej od par z niższym stężeniem hormonu miłości (Psychoneuroendocrinology).
      Naukowcy z Uniwersytetu Bar-Ilan badali 60 par w wieku dwudziestu kilku lat, które zaczęły się spotykać w ciągu 3 ubiegłych miesięcy. Mierzono u nich poziom oksytocyny i gdy minęło pół roku, ponownie przyglądano się statusowi związku. Okazało się, że osoby z par z wyższym początkowym stężeniem hormonu z większym prawdopodobieństwem nadal ze sobą były, podczas gdy inni zdążyli się rozstać.
      Jak zauważają Izraelczycy, oksytocyna odgrywa ważną rolę w początkowych etapach romantycznego związku, a przywiązanie do partnera rozwija się zasadniczo podobnie jak przywiązanie matki do dziecka. Psycholodzy dywagują nawet, że sprej z oksytocyną można by wykorzystać w terapii.
      Na początku studium kobiety i mężczyzn z osobna wypytywano o obawy i nadzieje związane z relacją, a potem - już wspólnie - opowiadali oni o pozytywnych doświadczeniach. Od wszystkich pobrano krew. Pomyślano też o grupie kontrolnej złożonej z 43 singli. Okazało się, że stężenie oksytocyny u ludzi w "świeżych" związkach było średnio prawie 2 razy wyższe niż u samotnych. U par, które były dalej ze sobą po upływie 6 miesięcy, poziom hormonu utrzymywał się na stałym poziomie.
      Izraelczycy uważają, że stężenie oksytocyny na początkowych etapach związku można potraktować jako wskaźnik jego perspektyw. Autorzy eksperymentu podkreślają, że pary z wyższym poziomem hormonu okazywały sobie w czasie wywiadów więcej uczuć, dotykając się czy utrzymując kontakt wzrokowy. Takie zachowania podwyższają z kolei stężenie oksytocyny i miłosny krąg się zamyka...
      Ponieważ nie badano poziomu hormonu przed wejściem w związek, nie wiadomo, jaki jest kierunek zależności: czy to miłość nasila jej sekrecję, czy też osoby z wyższym stężeniem hormonu mają silniejszą tendencję do wiązania się i pozostawania w parach.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W chorobie Parkinsona dochodzi do zniszczenia neuronów istoty czarnej, które wytwarzają dopaminę. Leczenie polega więc na podawaniu leków przekształcających się w dopaminę lub zwiększających wydzielanie endogennego neuroprzekaźnika. Efektami ubocznymi terapii są m.in. hiperseksualność oraz hazard, a teraz do tej listy dopisano kolejną pozycję - niepohamowaną chęć poświęcenia się sztuce.
      Neurolodzy z mediolańskiego Centrum Parkinsonimu i Zaburzeń Ruchu (Centro Parkinson e Disordini del Moviment) zauważyli, że pod wpływem leczenia niektórzy pacjenci zaczęli nagle malować, rzeźbić czy pisać wiersze.
      Włosi badali grupę 36 chorych z parkinsonizmem (u 18 nagle pojawiła się działalność artystyczna, u 18 nie) oraz równoliczną grupę kontrolną zdrowych osób. Pacjentów kwalifikowano do podgrupy artystycznej, jeżeli po wdrożeniu terapii dopaminą zaczęli się przez 2 lub więcej godzin dziennie oddawać tworzeniu - wyjaśnia dr Margherita Canesi, wg której zapędy artystyczne nie są nieprawidłowymi zachowaniami, takimi jak zaburzenia kontroli impulsów czy stereotypie (powtarzanie bezcelowych lub rytualnych ruchów).
      W jakie rodzaje działalności artystycznej najczęściej angażowali się badani? Na pierwszym miejscu zdecydowanie uplasowało się malowanie i rysowanie (83%). Połowa ochotników poświęcała się pisaniu wierszy lub powieści, a 28% rzeźbieniu. U 78% ujawniało się zamiłowanie do więcej niż jednej dziedziny. Wyniki uzyskane w Teście Twórczego Myślenia Torrance'a przez twórczą podgrupę parkinsoników przypominały wyniki typowe dla grupy kontrolnej. Podgrupa bez zapędów twórczych nie wypadała już tak dobrze. Nie stwierdzono korelacji między punktacją zdobytą w Teście Torrance'a i Skali Impulsywności Barratta.
      Skoro nie chodzi o zaburzenia kontroli impulsów, skąd zatem nieodparta chęć tworzenia? Sądzimy, że popęd do kreatywności może stanowić przejaw wrodzonych zdolności, które [wreszcie] mogły ujrzeć światło dzienne. Niewykluczone, że dzieje się tak wskutek powtarzania nagradzających zachowań [dopamina jest neuroprzekaźnikiem układu nagrody].
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Psycholodzy z Concordia University odkryli, że donosowa dawka oksytocyny poprawia samopostrzeganie w sytuacjach społecznych. Wiara we własną towarzyskość sprawia, że ludzie naprawdę zachowują się ekstrawertywnie, co z pewnością ułatwia przełamanie pierwszych lodów czy podtrzymanie dobrego kontaktu (Psychopharmacology).
      Kanadyjscy akademicy podkreślają, że oksytocyna, dobrze znana jako hormon przywiązania, jest ostatnio badana pod kątem wpływu na zachowania społeczne.
      Nasze studium pokazuje, że oksytocyna może zmienić samopostrzeganie, co z kolei sprawia, że ludzie stają się bardziej towarzyscy. Pod wpływem oksytocyny dana osoba może uznawać siebie za bardziej ekstrawertywną, otwartą na nowe pomysły i ufną - wyjaśnia Mark Ellenbogen.
      W eksperymencie wzięło udział ok. 100 osób obojga płci. Wybrano wyłącznie ochotników nieprzyjmujących leków, niepalących, stroniących od narkotyków oraz wolnych od chorób psychicznych.
      Jak można przeczytać w uniwersyteckiej relacji prasowej, badani korzystali ze spreju z oksytocyną bądź placebo, a po upływie 1,5 godz. wypełniali kwestionariusz. Znalazły się w nim pytania dotyczące czynników osobowości wyodrębnionych w modelu Wielkiej Piątki Paula Costy i Roberta McCrae: neurotyczności, ekstrawersji, otwartości na doświadczenia, ugodowości oraz sumienności. Okazało się, że osoby, które podały sobie donosowo osytocynę, w porównaniu do grupy kontrolnej, wyżej oceniały się pod względem ekstrawersji i otwartości na doświadczenia. Zażycie oksytocyny wzmacniało szczególnie 4 cechy: serdeczność, zaufanie, altruizm i otwartość - podsumowuje Christopher Cardoso.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Podczas badań na zwierzęcym modelu raków gruczołu sutkowego i prostaty odkryto, że zastrzyki z dopaminy zwiększają napływ krwi do guza, 2-krotnie podwajając stężenie leku przeciwnowotworowego w obrębie jego tkanek. Nasilony przepływ krwi zwiększa także dostawy tlenu do zmienionej chorobowo tkanki, co z kolei poprawia skuteczność chemio- i radioterapii.
      Zespół z OSUCCC – James (Ohio State University Comprehensive Cancer Center – Arthur G. James Cancer Hospital) odkrył, że działając za pośrednictwem receptorów dopaminowych D2, dopamina odgrywa ważną rolę w podtrzymywaniu prawidłowej budowy naczyń krwionośnych. D2 występują w normalnych komórkach naczyń - perycytach oraz komórkach nabłonka. Nie stwierdzono obecności neuroprzekaźnika w komórkach naczyń guzów.
      Nasze studium sugeruje wykorzystanie dopaminy w leczeniu nowotworów i być może innych zaburzeń, w przypadku których normalizacja dysfunkcjonalnych naczyń krwionośnych potencjalnie nasili reakcje terapeutyczne - tłumaczy dr Sujit Basu, dodając, że dopamina i jej pochodne są już i tak wykorzystywane w szpitalach, nie trzeba by więc planować terapii od strony logistyki czy zajmować się jej bezpieczeństwem.
      Basu podkreśla, że naczynia wewnątrz guza są nieprawidłowo zbudowane, w dodatku tworzą chaotyczną i nieszczelną sieć, ograniczając w ten sposób dopływ krwi z tlenem i ewentualnych leków. Akademicy stwierdzili, że dopamina normalizuje budowę naczyń guza. Po iniekcji neuroprzekaźnika naczynia zarówno raka piersi, jak i prostaty zaczynały przypominać prawidłowe naczynia pod względem architektury i szczelności. Wcześniejsze potraktowanie tkanki antagonistą receptorów dopaminowych eliminowało to zjawisko.
      Podskórne guzy ludzkiego raka jelita grubego, które poddano ekspozycji na dopaminę i fluorouracyl (5-FU), akumulowały 2-krotnie więcej preparatu niż myszy leczone wyłącznie 5-FU. W dodatku guzy tych pierwszych miały wielkość ok. 1/3 zmian z grupy kontrolnej.
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...