Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

W dobie kończących się zasobów ropy naftowej każdy pomysł na poszukiwanie alternatywnych źródeł energii jest na wagę złota. Jednym z możliwych rozwiązań tego problemu jest pozyskiwanie energii z celulozy, wytwarzanej w przyrodzie w astronomicznych wręcz ilościach. Do tej pory największy problem z jej wykorzystaniem polegał jednak na tym, że nie znano dostatecznie dokładnie organizmów, które byłyby w stanie rozkładać ten cukier. Badania wykonane przez naukowców z Laboratorium w Los Alamos oraz Połączonego Instytutu Badania Genomu przy amerykańskim Departamencie Energii rzucają nowe światło na jednego z potencjalnych wytwórców energii.

Badania dotyczyły wyjątkowo "żarłocznego" grzyba z gatunku Tricoderma reesei. W naturze jednym z najważniejszych źródeł energii jest dla tego organizmu zawarta we włóknach roślinnych celuloza, która ulega strawieniu dzięki wydzielanemu do otoczenia enzymowi - celulazie. Badacze spekulują, że oprócz roślin możliwe byłoby wykorzystanie jako "paliwa" także niektórych rodzajów odpadów komunalnych, co pozwoliłoby na wydajne wytwarzanie energii przy jednoczesnym zmniejszeniu objętości składowanych śmieci. Skłoniło to naukowców do dokładniejszego zbadania fizjologii wspomnianego grzyba.

Okoliczności odkrycia T. reesei mają niewiele wspólnego z optymizmem, który dziś towarzyszy jego potencjalnemu zastosowaniu w gospodarce człowieka. Początkowo był uznawany za plagę, gdyż w czasie II wojny światowej powodował znacznie przyśpieszony rozkład tkanin, z których uszyte były m.in. mundury i namioty wojskowych. Dopiero po latach postanowiono zbadać możliwość jego wykorzystania do kontrolowanego rozkładu celulozy, by w ten sposób uzyskać energię.

Badacze postanowili określić czynniki, które zadecydowały o zdolności grzyba do wyjątkowo intensywnego rozkładu celulozy. Analizy genetyczne wykazały, ku zaskoczeniu samych naukowców, że T. reesei dysponuje znacznie mniejszą liczbą genów odpowiedzialnych za odżywianie się włóknami roślinnymi niż jego odżywiający się podobnie krewniacy. Z drugiej jednak strony zauważono, że organizm ten posiada wyjątkowo wydajny mechanizm sekrecji, czyli wydzielania enzymu do środowiska. Jest to bardzo ważne, gdyż z uwagi na ogromny rozmiar cząsteczek celulozy niemożliwe jest jej trawienie wewnątrz komórek - konieczne jest rozłożenie celulozy pozakomórkowo, a następnie pobranie powstających produktów rozpadu. Na dodatek geny odpowiedzialne za syntezę celulazy są najprawdopodobniej ułożone w tzw. kasetach, czyli sterowanych wspólnie grupach. Zapewnia to synchronizację związanych z określonym zadaniem procesów, dzięki czemu wydajność (oraz w konsekwencji przydatność w przemyśle) takiego systemu wzrasta.

Według wizji badaczy, proces wytwarzania energii z celulozy zachodziłby dwustopniowo. Na pierwszym etapie do roztworu zawierającego celulozę (a więc np. do odpadów rolniczych, komunalnych itp.) byłaby dodawana wyizolowana i oczyszczona z T. reesei celulaza. W efekcie po pewnym czasie doszłoby do rozkładu celulozy na znacznie bardziej przyswajalną glukozę. W tym momencie do komory dodawane byłyby znane doskonale drożdże piekarskie Saccharomyces cerevisiae. Dzięki ich aktywności możliwe byłoby wytworzenie etanolu z uwolnionej uprzednio glukozy. Alkohol byłby następnie oczyszczany przez prostą destylację, stając się bardzo wydajnym biopaliwem.

Odkrycie Amerykanów może stać się ważnym krokiem naprzód w realizacji idei wykorzystania glukozy do celów energetycznych. Pomysł użycia tego cukru nie jest nowy, lecz przez długi czas brakowało odpowiednio wydajnych metod pozyskiwania z niej użytecznej dla ludzi energii. Teraz, gdy poznano szczegóły fizjologii T. reesei, wzrasta szansa na ujarzmienie energii ukrytej w wiązaniach chemicznych wewnątrz cząsteczek celulozy. Zdobyta wiedza będzie też z pewnością pomocna przy próbach wyhodowania jeszcze wydajniejszych szczepów tego wyjątkowego grzyba.

Szczegółowe wyniki badań zostały opublikowane w najnowszym numerze czasopisma Nature Biotechnology.

Share this post


Link to post
Share on other sites

I znowu półśrodki. Dlaczego by nie wykorzystywać jako paliwa wodoru, który pozyskiwany byłby w elektrowniach jądrowych (najczystsze źródło energii jakie znamy)?

 

 

Badania wykonane przez naukowców z Laboratorium w Los Alamos

 

Dobrze kojarzę Los Alamos z pierwszymi reaktorami właśnie i bombą jadrową?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest macintosh

tak, pod kierunkiem Oppenheimer'a zaprojektowali tam pierwszą atomice

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziś lab. w Los Alamos zajmuje się wieloma rzeczami, choć rzeczywiście zasłynęło badaniami nad A-bomb. Podobnie jest np. z Departamentem Energii, który był jednym z dwóch naczelnych sponsorów Human Genome Project, a Jet Propulsion Laboratory prowadzi np. badania nad wpływem prom. kosmicznego na zdrowie człowieka ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

I znowu półśrodki. Dlaczego by nie wykorzystywać jako paliwa wodoru, który pozyskiwany byłby w elektrowniach jądrowych (najczystsze źródło energii jakie znamy)?

 

 

Badania wykonane przez naukowców z Laboratorium w Los Alamos

 

Dobrze kojarzę Los Alamos z pierwszymi reaktorami właśnie i bombą jadrową?

 

 

Jak pozyskuje się tam ów wodór?

Share this post


Link to post
Share on other sites

I znowu półśrodki. Dlaczego by nie wykorzystywać jako paliwa wodoru, który pozyskiwany byłby w elektrowniach jądrowych (najczystsze źródło energii jakie znamy)?

 

 

Badania wykonane przez naukowców z Laboratorium w Los Alamos

 

Dobrze kojarzę Los Alamos z pierwszymi reaktorami właśnie i bombą jadrową?

 

 

Jak pozyskuje się tam ów wodór?

 

Bynajmniej nie bezpośrednio, ale poprzez elektrolizę wody. Stosując sam wodór znowóż nie rozwiązujemy problemu, do jego 'produkcji' potrzeba sporej ilości energii. Dlatego dobrym rozwiązaniem jest wykorzystanie elektrowni jądrowych do produkcji potrzebnego prądu.

No ale które przedsiębiorstwo (np. Orlen, Shell, Lotos itd) poświęciłoby się dla ratowania świata?

BTW z 1 grama uranu możliwe jest wytworzenie porównywalnej energii jak z ok 2,5 t węgla...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale co to ma wspólnego z ratowaniem świata? Gdyby tylko była to opłacalna inwestycja, na pewno by w nią zainwestowano. Przecież elektrownie nie są prowadzone przez koncerny naftowe!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale co to ma wspólnego z ratowaniem świata? Gdyby tylko była to opłacalna inwestycja, na pewno by w nią zainwestowano. Przecież elektrownie nie są prowadzone przez koncerny naftowe!

 

Żyjemy w kapitalistycznym świecie- tu liczą się tylko pieniądze. Nie sądzisz, że gdyby poproszono naukowców o opracowanie w 100% czystego sposobu produkcji energii bez względu na koszty produkcji i wdrażania tejże technologii nie znalazł by się żaden sposób?

 

Tyle że ten sposób zniszczyłby cały biznes zarabiający petrodolary. Wyobraź sobie: Arabia Saudyjska, RPA, Rosja, Kuwejt, Stany itd... To kraje w większym lub mniejszym stopniu utrzymujące się z ropy lub handlu nią. Cały ten rynek upadłby. Kto się tak poświęci?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdyby był lepszy pomysł, naukowcy pracujący dla firm (przecież tacy też są - nauka i innowacje to nie tylko uczelnie) już dawno by go odkryli. Rozumiem, że firmy typu koncernów naftowych bardzo chętnie by zablokowały wdrażanie takich pomysłów, ale już np. firmy energetyczne (tzn. zajmujące się produkcją prądu elektrycznego) na pewno bardzo chętnie stanęłyby w szranki z wydobywcami i przetwórcami ropy, aby odbić im część rynku. W końcu nie każde urządzenie musi być bezwarunkowo zasilane benzyną.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hmm...Tyle, że za wdrożeniem takich bezwęglowo/naftowych technologii jest przemysł energetyczny. A przeciw największe państwa tego świata i równie wielkie koncerny naftowe.

 

BTW Ropa i węgiel wykorzystywane jako paliwo to niewyobrażalne marnotrawstwo. Z czego wnuki naszych wnuków będą produkować chociażby plastik czy też lekarstwa?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest macintosh

i co? Bill Gates jest opłacany, żeby nie zaczął wdrażać żadnych innowacji? i nie prowadził badań dla samej satysfakcji: nie wiem kogo może na to stać/ chociaż US ma kilkanascie bilionów pkb, więc może jednak kogoś...

nie twierdze, że Bill cos robi lub czegos nie robi, ale tak na zdrowy rozsądek: to nie chciałbyś zrobić psikusa tym wszystkim korporacjom, gdybyś miał okazję?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Naprawdę myslisz, że takie np. USA, uzależnione od transportu ropy z zewnątrz, są za tym, aby utrzymać ten stan rzeczy?!

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest macintosh

gdyby ropy nie było to niemiałby kto finansować terroryzmu, chyba, że (gwoli dzisiejszych teorii spiskowych) zależy na terroryźmie organizacjom wywiadowczym i korporacjom, żeby nakręcać konsumpcję...

http://kopalniawiedzy.pl/wiadomosc_6722.html

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest macintosh

sprzedają się płyty Dody, ale juz informacje o nowych technologiach poprawijących świat to przeżytek lat 90 : Michael Jackson przestał sie sprzedawać

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dlaczego nie korzysta się jeszcze z wodoru? Jest kilka powodów:

 

1. Koszt wprowadzenia technologii - bardzo ciężkie i astronomicznie drogie byłoby wprowadzenie naraz na masową skalę. Z kolei wprowadzanie "po kawałku" byłoby pozbawione większego sensu, bo z kolei do czasu upowszechnienia się technologii mało kto chciałby mieć wykorzystujące wodór urządzenie - przeciez nikt nie chciałby np. stanąć w szczerym polu samochodem, bo w okolicy nie było ani jednej stacji, która akurat miała wodór.

2. Transport. Każda ze znanych metod ma swoje wady: ciekły może wyciekać lub eksplodować, z kolei przechowywany pod postacią wodorków metali ma ogromną masę w przeliczeniu na ilość wodoru, podobnie biomasa.

3. Bezpieczeństwo, które ciągle może pozostawiać nieco do życzenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dlaczego nie korzysta się jeszcze z wodoru? Jest kilka powodów:

 

1. Koszt wprowadzenia technologii - bardzo ciężkie i astronomicznie drogie byłoby wprowadzenie naraz na masową skalę. Z kolei wprowadzanie "po kawałku" byłoby pozbawione większego sensu, bo z kolei do czasu upowszechnienia się technologii mało kto chciałby mieć wykorzystujące wodór urządzenie - przeciez nikt nie chciałby np. stanąć w szczerym polu samochodem, bo w okolicy nie było ani jednej stacji, która akurat miała wodór.

2. Transport. Każda ze znanych metod ma swoje wady: ciekły może wyciekać lub eksplodować, z kolei przechowywany pod postacią wodorków metali ma ogromną masę w przeliczeniu na ilość wodoru, podobnie biomasa.

3. Bezpieczeństwo, które ciągle może pozostawiać nieco do życzenia.

 

1. Właśnie ten koszt. Gdyby bardzo chciano Ziemię ratować, koszty nie miałby znaczenia. Ale żyjemy w kapitalistycznym świecie (głównie) (by ubiec Wasze pytania: nie jestem komunistą i wiem, że to co wypisuję to idealny przykład utopii)

 

2. i 3. A transport produktów ropopochodnych jest niby bezpieczny? Co chwila słyszymy o kolejnym wycieku x ton ropy z tankowca wpływającego na mieliznę. Tak samo jest z bakami samochodów i zapłonu benzyny czy ropy w wyniku wypadku.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest macintosh

1 - wolisz wydać na dziewczynę czy na paliwo, ew. nowa technologię?

2 i 3 - siedziałeś kiedyś na bombie wodorowej?

Share this post


Link to post
Share on other sites

1. Zgadzam się, że koszt teoretycznie nie powinien mieć znaczenia. Ale z drugiej strony wybudowanie od zera tak ogromnej infrastruktury to naprawdę gigantyczny wydatek, a firmy niestety muszą utrzymać płynność finansową, by funkcjonować. Masz naprawdę piękny pomysł, ale rzeczywiście, chyba troszeczkę utopijny ;) Szkoda

 

2. i 3. Ropa nie jest aż tak wybuchowa, jak wodór. Ryzyko masowego wycieku lepkiej i ciężkiej ropy jest też bez porównania mniejsze, niż dla gazu o najmniejszych w przyrodzie cząsteczkach. Ropa nie jest bezpieczna, ale na pewno jest bezpieczniejsza.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest macintosh

2 - można by zastosować jakąś przestrzeń superstatyczną i wodór w ryzach

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest macintosh

trochę silnych ferromagnetyków - niedużo, ale nie wiem czy na wodór by podziałało, no i wodór musiałby byc naładowany przeciwnym biegunem, więc coś stale musiałoby go ładować, niestety wodór nie jest żadnym ferro więc pomysł upadł;

ale gdyby wodór "dopływał" do granicy zbiornika, mógłby ulegać mikrowybuchom powstrzymujacym ciśnienie, czy konsekwencje grawitacji/siły ośrodkowej - jak na Słońcu(S to tyklo wodór, a nie rozsadziło nam układu słonecznego, bo zapda się pod swoja grawitacją- tak mi mówił nauczyciel fizyki w podstawówce)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ahh jaki świat były piękny, gdyby cywilizacja napotykając jakikolwiek problem zgłaszała się do naukowców zlecając im rozwiązanie go bez względu na koszty... Utopie są wspaniałe

Share this post


Link to post
Share on other sites

adinfinitum - takie rzeczy czasem się zdarzają. Niestety najczęściej wtedy, gdy chodzi o opracowanie nowej broni ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jednym ze sposobów na pozyskiwanie odnawialnej energii jest wykorzystanie różnicy chemicznych pomiędzy słodką i słoną wodą. Jeśli naukowcom uda się opracować metodę skalowania stworzonej przez siebie technologii, będą mogli dostarczyć olbrzymią ilość energii milionom ludzi mieszkających w okolica ujścia rzek do mórz i oceanów.
      Każdego roku rzeki na całym świecie zrzucają do oceanów około 37 000 km3 wody. Teoretycznie można tutaj pozyskać 2,6 terawata, czyli mniej więcej tyle, ile wynosi produkcja 2000 elektrowni atomowych.
      Istnieje kilka metod generowania energii z różnicy pomiędzy słodką a słoną wodą. Wszystkie one korzystają z faktu, że sole złożone są z jonów. W ciałach stałych ładunki dodatnie i ujemne przyciągają się i łączą. Na przykład sól stołowa złożona jest z dodatnio naładowanych jonów sodu połączonych z ujemnie naładowanymi jonami chloru. W wodzie jony takie mogą się od siebie odłączać i poruszać niezależnie.
      Jeśli po dwóch stronach półprzepuszczalnej membrany umieścimy wodę z dodatnio i ujemnie naładowanymi jonami, elektrony będą przemieszczały się od części ujemnie naładowanej do części ze znakiem dodatnim. Uzyskamy w ten sposób prąd.
      W 2013 roku francuscy naukowcy wykorzystali ceramiczną błonę z azotku krzemu, w którym nawiercili otwór, a w jego wnętrzu umieścili nanorurkę borowo-azotkową (BNNT). Nanorurki te mają silny ujemny ładunek, dlatego też Francuzi sądzili, że ujemnie naładowane jony nie przenikną przez otwór. Mieli rację. Gdy po obu stronach błony umieszczono słoną i słodką wodę, przez otwór przemieszczały się niemal wyłącznie jony dodatnie.
      Nierównowaga ładunków po obu stronach membrany była tak duża, że naukowcy obliczyli, iż jeden metr kwadratowy membrany, zawierający miliony otworów na cm2 wygeneruje 30 MWh/rok. To wystarczy, by zasilić nawet 12 polskich gospodarstw domowych.
      Problem jednak w tym, że wówczas stworzenie nawet niewielkiej membrany tego typu było niemożliwe. Nikt bowiem nie wiedział, w jaki sposób ułożyć długie nanorurki borowo-azotkowe prostopadle do membrany.
      Przed kilkoma dniami, podczas spotkania Materials Research Society wystąpił Semih Cetindag, doktorant w laboratorium Jerry'ego Wei-Jena na Rutgers University i poinformował, że jego zespołowi udało się opracować odpowiednią technologię. Nanorurki można kupić na rynku. Następnie naukowcy dodają je do polimerowego prekursora, który jest nanoszony na membranę o grubości 6,5 mikrometrów. Naukowcy chcieli wykorzystać pole magnetyczne do odpowiedniego ustawienia nanorurek, jednak BNNT nie mają właściwości magnetycznych.
      Cetindag i jego zespół pokryli więc ujemnie naładowane nanorurki powłoką o ładunku dodatnim. Wykorzystane w tym celu molekuły są zbyt duże, by zmieścić się wewnątrz nanorurek, zatem BNNT pozostają otwarte. Następnie do całości dodano ujemnie naładowane cząstki tlenku żelaza, które przyczepiły się do pokrycia nanorurek. Gdy w obecności tak przygotowanych BNNT włączono pole magnetyczne, można było manewrować nanorurkami znajdującymi się w polimerowym prekursorze nałożonym na membranę.  Później za pomocą światła UV polimer został utwardzony. Na koniec za pomocą strumienia plazmy zdjęto z obu stron membrany cienką warstwę, by upewnić się, że nanorurki są z obu końców otwarte. W ten sposób uzyskano membranę z 10 milionami BNNT na każdy centymetr kwadratowy.
      Gdy taką membranę umieszczono następnie pomiędzy słoną a słodką wodą, uzyskano 8000 razy więcej mocy na daną powierzchnię niż podczas eksperymentów prowadzonych przez Francuzów. Shan mówi, że tak wielki przyrost mocy może wynikać z faktu, że jego zespół wykorzystał węższe nanorurki, zatem mogły one lepiej segregować ujemnie naładowane jony.
      Co więcej, uczeni sądzą, że membrana może działać jeszcze lepiej. Nie wykorzystaliśmy jej pełnego potencjału. W rzeczywistości tylko 2% BNNT jest otwartych z obu stron, mówi Cetindag. Naukowcy pracują teraz nad zwiększeniem odsetka nanorurek otwartych z obu stron membrany.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wiadomo, że utrzymywanie odpowiedniego poziomu cukru we krwi pomaga w zarządzaniu cukrzycą lub w jej uniknięciu. Nowe badania przeprowadzone na University of Texas w Dallas sugerują, że niski poziom cukru we krwi pomaga w kontrolowaniu nowotworów
      W najnowszym numerze Cell Reports czytamy, że naukowcy ograniczyli glukozę u myszy z nowotworem płuc. Osiągnięto to trzymając zwierzęta na diecie ketogenicznej, która zawiera bardzo mało cukru, oraz podając im lek przeciwcukrzycowy zapobiegający reabsorpcji glukozy z nerek.
      Połączenie diety ketogenicznej i leku powstrzymało wzrost guzów raka płaskonabłonkowego płuca, informuje doktor Jung-Whan Kim. Działania te nie spowodowały zmniejszenia się guzów, ale uniemożliwiły dalszy ich wzrost, co sugeruje, że ten typ nowotworu może być wrażliwy na ograniczenie glukozy. Naukowcy od dawna podejrzewają, że wiele nowotworów może być silnie zależnych od dostaw glukozy, ale Kim i jego koledzy wykazali, że rak płaskonabłonkowy płuca jest znacznie bardziej wrażliwy na niski poziom glukozy.
      Naszym głównym odkryciem jest stwierdzenie, że już sama dieta ketogeniczna w pewnym stopniu powstrzymuje rozwój tego nowotworu. Gdy połączyliśmy ją z lekiem przeciwcukrzycowym i chemioterapią skutki były jeszcze lepsze, stwierdza Kim. Uczony zastrzega jednak, że uzyskanych wyników nie można generalizować na wszystkie typy nowotworów, gdyż jego zespół zauważył, że ograniczenie glukozy nie miało żadnego wpływu na raki niepłaskonabłonkowe.
      Naukowcy przeanalizowali też poziom glukozy u 192 pacjentów cierpiących na płaskonabłonkowego raka płuca lub płaskonabłonkowego raka przełyku oraz 120 pacjentów cierpiących na gruczolakoraka. Żaden z pacjentów nie miał zdiagnozowanej cukrzycy.
      Ku naszemu zaskoczeniu znaleźliśmy silną korelację pomiędzy wyższym poziomem glukozy we krwi a mniejszym odsetkiem pacjentów, którzy przeżyli raki płaskonabłonkowe. Nie zauważyliśmy takiej korelacji u pacjentów z gruczolakorakiem. To ważna obserwacja, która sugeruje, że warto zbadać potencjalny wpływ ograniczenia glukozy na rokowania pacjentów z rakiem płaskonabłonkowym, mówi Kim.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Użytkownicy smartfonów, którym zależy na dłuższej pracy na pojedynczym ładowaniu baterii powinni zastanowić się nad częstszym używaniem... płatnych wersji oprogramowania. Abhinav Pathak i Charlie Hu z Purdue University oraz Ming Zhang z Microsoft Research odkryli, że bezpłatne aplikacje zużywają niezwykle dużo energii.
      Badacze stworzyli program Eprof, który bardzo szczegółowo opisuje zużycie energii przez urządzenie podczas używania różnych aplikacji. Następnie sprawdzili za jego pomocą smartfony z systemami Android i Windows Phone. Okazało się, że bezpłatne oprogramowanie, takie jak np. Angry Birds, Free Chess, Facebook i NYTimes na potrzeby swoich zasadniczych funkcji wykorzystuje jedynie 10-30 procent zużywanej energii. Na przykład Angry Birds używają tylko 20% wykorzystywanej energii na obsługę gry, a 45% jest zużywane na określenie lokalizacji użytkownika przez GPS oraz ładowanie odpowiednich reklam przez 3G. Łącze 3G pozostaje otwarte przez około 10 sekund po zakończeniu transmisji, co zużywa kolejne 28% energii.
      Eprof wykazał też, że takie marnotrawstwo energii jest związane z błędami niechlujnie napisanym kodem do zarabiania na bezpłatnych programach.
      Badacze udowodnili, że wilk może być syty i owca cała - poprawili kod w czterech programach, zmniejszając konsumpcję energii od 20 do 65 procent.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Nowe studium naukowców z NYU Langone Medical Center ujawniło, że obecność Helicobacter pylori oznacza podwyższony poziom frakcji hemoglobiny glikowanej HbA1c, która powstaje w wyniku nieenzymatycznego przyłączania glukozy do cząsteczki hemoglobiny. Związek był silniejszy u osób otyłych. Oznacza to, że bakterie, które zazwyczaj kojarzy się z wrzodami i rakiem żołądka, mają też wpływ na rozwój cukrzycy typu 2.
      Ponieważ częstość występowania otyłości i cukrzycy rośnie w szybkim tempie, to im więcej wiemy o czynnikach wpływających na te schorzenia, tym większe szanse, że uda nam się coś zrobić - podkreśla dr Yu Chen. Akademicy przyglądali się wpływowi H. pylori na HbA1c i sprawdzali, czy związek zmienia się w zależności od BMI.
      Jako że badania dotyczące związku między H. pylori a cukrzycą typu 2. dawały sprzeczne rezultaty, Chen i dr Martin J. Blaser zajęli się analizą danych pozyskanych od uczestników dwóch studiów - NHANES III i NHANES 1999-2000.
      Otyłość jest znanym czynnikiem ryzyka cukrzycy, a duży wskaźnik masy ciała wiąże się z podwyższonym stężeniem HbA1c. [skądinąd wiadomo, że] obecność H. pylori także oznacza podwyższony poziom HbA1c. Dywagowaliśmy więc, że duże BMI i bycie nosicielem H. pylori może wywierać wpływ synergiczny, zwiększając stężenie HbA1c do wartości przewyższającej sumę wpływów poszczególnych czynników ryzyka. Teraz wiemy, że to prawda - wyjaśnia Blaser.
      Niezależnie od związku H. pylori od HbA1c, bakteria może wpływać na poziom 2 hormonów żołądkowych, które pomagają regulować poziom glukozy we krwi. Oznacza to, że w przypadku osób z dużym BMI antybiotykoterapia, nawet jeśli zakażenie H. pylori przebiega bezobjawowo, mogłaby pomóc w profilaktyce oraz leczeniu cukrzycy typu 2.
      W recenzji towarzyszącej publikacji artykułu Amerykanów w Journal of Infectious Diseases dr Dani Cohen z Uniwersytetu w Tel Awiwie podkreśla, że w odróżnieniu od wcześniejszych badań nad związkiem H. pylori i HbA1c, Chen i Blaser nie opierali się na małej próbie, ale na dużych niezależnych studiach z próbami reprezentatywnymi dla populacji generalnej.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na całym świecie mamy do czynienia ze spadającą populacją żab, dziesiątkowanych przez grzybice. Udowodniono, że do wymierania żab prowadzi utrata bioróżnorodności. Zmniejszając się populacja tych płazów świadczy także o postępującej degradacji środowiska naturalnego. Żaby są bowiem bardzo wrażliwe na zmiany, stanowią więc papierek lakmusowy zmian środowiskowych.
      Naukowcy, chcą uchronić żaby przed zagładą, hodują niektóre gatunki w niewoli, mając nadzieję, że gdy epidemia wygaśnie będzie można wypuścić je na wolność. Niestety Vance Vredenburg z San Francisco State University informuje, że wypuszczone żaby mogą nadal być narażone na działanie śmiercionośnego grzyba. Uczony zauważył, że w latach 2003-2010 populacja dwóch gatunków zamieszkujących Sierra Nevada znacznie się zmniejszyła, podczas gdy populacja trzeciego - Pseudacris regilla - utrzymuje się na niezmienionym poziomie. Nie dzieje się tak dlatego, że Pseudacris regilla w jakiś sposób się nie zaraziły. Aż dwie trzecie przedstawicieli tego gatunku jest zarażonych grzybem. Jednak są nań odporne. A to oznacza, że jeśli nawet epidemia u pozostałych gatunków wygaśnie, to mogą się one ponownie zarazić od Pseudacris regilla.
      Matthew Fisher z Imperial College London uważa, że jedynym wyjściem jest hodowanie w niewoli żab zarażonych i niezarażonych. Istnieją bowiem dowody, że niektóre osobniki wykształcają oporność na grzyba. Selekcjonując je i krzyżując dalej z przedstawicielami własnego gatunku można by doprowadzić do sytuacji, w której cały gatunek zyska oporność. Taka metoda, chociaż obiecująca, będzie jednak bardzo kosztowna, zauważył Fisher.
×
×
  • Create New...