Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Śmiertelne upały zdarzają się dwukrotnie częściej niż w przeszłości

Recommended Posts

Zmiany klimatyczne spowodowały, że na niektórych obszarach Ziemi coraz częściej panują warunki zabójcze dla człowieka. Amerykańsko-brytyjski zespół naukowy informuje, że w porównaniu z rokiem 1979 dwukrotnie zwiększyła się częstotliwość występowania temperatury mokrego termometru (TW) pomiędzy 27 a 35 stopni Celsjusza. Co prawda granicą śmierci przy temperaturze mokrego termometru jest 35 stopni, jednak poważne uszkodzenia ciała i zgony mogą mieć miejsce w niższych temperaturach, dlatego uwzględniono je w analizie.

Szczegółowo o wyliczeniach dotyczących śmiertelnej dla człowieka temperatury mokrego termometru informowaliśmy przed 10 laty. Przypomnijmy, że temperatura mokrego termometru to temperatura odczuwana, gdy mokra skóra wystawiona jest na działanie poruszającego się powietrza. Brana jest zatem pod uwagę temperatura i wilgotność. Dla człowieka i większości ssaków śmiertelna jest 6-godzinna ekspozycja na TW przekraczającą 35 stopni Celsjusza. Przy tej temperaturze, w połączeniu z dużą wilgotnością, organizm przestaje się chłodzić. Same procesy metaboliczne w naszych organizmach generują podczas spoczynku około 100 watów. Aby schłodzić organizm konieczne jest, by skóra była chłodniejsza od jego wnętrza, a otoczenie było chłodniejsze od skóry. Chłodzimy się wydzielając pot, który odparowuje z powierzchni skóry. Przy takich warunkach jak wspomniane, odparowywanie potu staje się niemożliwe.

Jak już wspomniano, tą śmiertelną granicą jest 35 stopni Celsjusza w połączeniu z duża wilgotnością. Jednak niższe temperatury też są niebezpieczne. Fala upałów, która w 2003 roku zabiła w Europie tysiące osób, nigdy nie przekroczyła 28 stopni Celsjusza TW. Dlatego też podczas obecnych badań pod uwagę wzięto zakres 27–35 stopni TW.

Dotychczas sądzono, że na wyraźnie częstsze pojawianie się śmiercionośnej TW będzie trzeba poczekać do drugiej połowy obecnego wieku. Jednak założenia takie robiono przy badaniach biorących pod uwagę dość duże obszary. Naukowcy z Colin Raymond (Jet Propulsion Laboratory, Columbia University), Tom Matthews (Loughborough University) i Radley M. Horton (Columbia University) skupili się na analizie danych z 7000 stacji pogodowych.

Analiza danych ze stacji pogodowych pokazuje, że w niektórych nadbrzeżnych obszarach subtropikalnych już zaczęłą pojawiać się TW wynosząca 35 stopni Celsjusza a ogólna częstotliwość występowania ekstremalnego gorąca i wilgotności zwiększyła się ponaddwukrotnie od 1979 roku. Ostatnie doniesienia o miejscowym przekraczaniu przez wody powierzchniowe oceanów temperatury 35 stopni tylko uwiarygadniają te dane, czytamy w pracy The emergence of heat and humidity too severe for human tolerance opublikowanej na łamach Science.

Większość przypadków zbliżania się do niebezpiecznej granicy ma miejsce w Zatoce Perskiej, Indiach, Pakistanie i na południowym-zachodzie Ameryki Północnej. Natomiast w miejscach takich jak Jacobabad (Pakistan) i Ras al Khaimah (Zjednoczone Emiraty Arabskie) 35 stopni Celsjusza TW została przekroczona po raz pierwszy w historii.

Na szczęście wydarzenia takie są wciąż krótkotrwałe, większość ludzi może więc uniknąć niebezpieczeństwa, tym bardziej, gdy można schronić się w pomieszczeniu. Jednak tego typu fale upałów będą miały miejsce częściej i nie tylko w tropikach. Część specjalistów zwraca uwagę, że nie powinniśmy przywiązywać się do granicy 35 stopni C TW, gdyż na różnych ludzi temperatura i wilgotność powietrza mają różny wpływ. Z pewnością bardziej zagrożone są osoby starsze i chore.

Fale upałów będą wymagały zmiany sposobu funkcjonowania wielu ludzi. Coraz częściej będzie zdarzało się, że rolnicy czy robotnicy budowlani będą musieli – dla własnego bezpieczeństwa – poczekać z pracą aż temperatura spadnie. O tym, że nadmierne ciepło może być zabójcze niech świadczy fakt, że w USA, gdzie mieszkańcy mają powszechny dostęp do klimatyzacji, upały zabijają już więcej ludzi niż mrozy, powodzie czy huragany.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czyli TW to temperatura odczuwana: wychodzi badany z mokrą skórą i stwierdza autorytatywnie "odczuwam 27stC", strzela kielicha i stwierdza "ociepliło sie, teraz odczuwam 29stC".  Temperatura najwyraźniej wzrosła i robi sie niebezpiecznie także dla innych. Dobrze rozumuję?

Sprawa 2: właśnie z powodu niemożności pocenia sie w wysokiej temperaturze i wilgotności wszystkie ludy tych obszarów jedzą bardzo ostro. To jedyny sposób, by zmusić ciało do pocenia się. To nie jest kwestia upodobania, to adaptacja.  

Sprawa 3: jeszcze troszkę potopi się Arktyka i Prąd Zatokowy zostanie przecięty, rolując sie. Pólnocna półkula na kolejne kilka tysięcy lat pokryje sie lodem, a południe wyraźnie ochłodzi. Więc radze kupować korzuszki, a nie martwić sie TW.

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Jarosław Bakalarz napisał:

Czyli TW to temperatura odczuwana: [...] Dobrze rozumuję?

Nie. W przeciwieństwie do temperatury odczuwalnej temperaturę mokrego termometru bardzo dobrze daje się mierzyć.

2 godziny temu, Jarosław Bakalarz napisał:

Sprawa 2: właśnie z powodu niemożności pocenia sie w wysokiej temperaturze i wilgotności

Skąd niby owa niemożność? Byłeś kiedyś w saunie?

2 godziny temu, Jarosław Bakalarz napisał:

Więc radze kupować korzuszki,

Nie zapomnij zainwestować w staromodny piec. Wtedy ubierasz się w kożuszek, siup do pieca na trzy zdrowaśki i każdą przypadłość (nawet umysłową) wyleczysz.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rozmowa z człowiekiem pozujacym na inteligenta i potrafiącym jedynie trolować jest na nic ale widzę, że powinienem doprecyzowac moją wypowiedź dla dobra czytelnika:

1.cytat z artykułu "Przypomnijmy, że temperatura mokrego termometru to temperatura odczuwana, gdy mokra skóra wystawiona jest na działanie poruszającego się powietrza."  Czyli w jednym worze jest umieszczona temperatura mokrego termometru i odczuwana.   I to jest błąd. Temp odczuwana jest zawsze subiektywna.

2. niemożność pocenia się w wysokiej temp (przy wysokiej wilgotności) zachodzi po okresie wyczerpania zdolności krwi do bilansowania temperatury. W saunie - zależnie od jej parametrów - to średnio ok 30 min. Dalszy pobyt w saunie grozi zapaścią (pot przestaje sie uwalniać). To samo w tropiku grozi po kilkunastu godzinach. Tymczasem ludzie tam muszą żyć 24/7 i muszą w tych warunkach trawić.  Trawienie nie zajdzie bez możliwości wypocenia ciepła. Wymusza sie to ostrością przypraw.

3. na głupawy niskiego lotu troling nie umiem znaleźć miejsca do uzupełniania wypowiedzi.

EOT.

  • Like (+1) 1
  • Downvote (-1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
46 minut temu, Jarosław Bakalarz napisał:

ale widzę, że powinienem doprecyzowac moją wypowiedź dla dobra czytelnika

No widzisz. Można? Można. :P

P.S. Dla dobra czytelnika powinieneś doprecyzować również

4 godziny temu, Jarosław Bakalarz napisał:

korzuszki

 

4 godziny temu, Jarosław Bakalarz napisał:

Pólnocna półkula na kolejne kilka tysięcy lat pokryje sie lodem, a południe wyraźnie ochłodzi

Nie pytałem na jakim modelu klimatycznym opierasz to stwierdzenie, bo wiem, że zapewne był to jakiś skrót myślowy w mózgu, który zapewne nie ma nic wspólnego z poprawnymi metodologicznie modelami.

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, Jarosław Bakalarz napisał:

o samo w tropiku grozi po kilkunastu godzinach. Tymczasem ludzie tam muszą żyć 24/7 i muszą w tych warunkach trawić.  Trawienie nie zajdzie bez możliwości wypocenia ciepła. Wymusza sie to ostrością przypraw.

Możesz zaproponować wyjaśnienie jak podgrzewanie schładza? Mówimy tropikach i wilgotnościach  w okolicach stu i więcej procent. O ile mi wiadomo, taki myk stosują Beduini/Tuaregowie* pijąc gorącą herbatę, ale oni mają do dyspozycji suche powietrze o nieograniczonej pojemności na parę wodną. 

 

*) oraz ex nihilo :)

Edited by Jajcenty

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 hour ago, Jajcenty said:

Możesz zaproponować wyjaśnienie jak podgrzewanie schładza? Mówimy tropikach i wilgotnościach  w okolicach stu i więcej procent. O ile mi wiadomo, taki myk stosują Beduini/Tuaregowie* pijąc gorącą herbatę, ale oni mają do dyspozycji suche powietrze o nieograniczonej pojemności na parę wodną. 

Ludy pustyni piją bardzo mocną herbatę (nawet gorąca herbata ochładza, a nie grzeje, bo wymusza cyrkulację dopowierzchniową) z dużą ilością cukru, czasem z kardamonem albo miętą. To jest więc inny myk: jego celem jest ochłodzenie wnętrza (mięta) i osmotyczne wymuszenie wchłonięcia wody w jelitach (cukier zmusza jelita do przepuszczenia wody do krwi, bo sam je przenika zgodnie z fizjologią, czym przecukrza krew). Dzięki temu dochodzi do szybkiego zbilansowania wody i lekkiego pocenia - to klucz by nie wyschnąć (płuca oddają tam 90% wody) na pustyni.

Myk w dużej wilgotnosci jest odwrotny: dokładasz najostrzejsze przyprawy by a) jedzenie nie gniło w jelitach z powodu ich bezruchu w upale, b) by doprowadzić do przekrwienia jelit (stan quasizapalny i podniesienie temp nawet ponad 40stC) i wymusić odbiór ciepła trawiennego przez tak zrobioną cyrkulację krwi, c) by otworzyć pory skóry (jest komunikacja pomiędzy układem nerwowym jelit i skory). Dzięki temu trawisz, krew unosi ciepło na powierzchnię i oddaje przez pory. 

Jeśli nie dasz ostrego, to po kilkunastu godzinach (oprócz totalnego zatrucia jelit) dostajesz wyrównanie temp narządów i powierzchni. Narządy przechodzą w szok, bo krew nie chłodzi i w ostatniej linii obrony usuwają wodę (nie pot) wszystkimi dziurami (kał, mocz, wymioty, zalanie płuc, pory). To juz nie jest pocenie, ale zrzut wody, by usunąć ciepło. To jest jednak akt kamikadze. Kończy się  zapaścią. 

Poruszyłeś właśnie bardzo poważny problem medycyny (i nie tylko): brak rozumienia cykli zwrotnych (z wbudowaną kontrolą progu) w układzie nieentropicznym.

Właśnie z powodu jw nie dojdzie do ugotowania Ziemi, przegrzanie lodu daje zrzut zimnej wody na Golfsztrom, ten się zwija, Grenlandia zielenieje, cała północ stygnie. Bilans dorzuconej wody przekracza bilans rónowagi ciepła odsłonecznego Golfsztromu i na bardzo długo go blokuje na poziomie Grenlandii. Dopiero odbudowanie czapy polarnej przywraca Golfsztrom na kierunek norweski.

dobranoc. pozdrów ex nihilo

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      W The Lancet Planetary Health ukazały się wyniki badań nad liczbą zgonów spowodowanych przez zanieczyszczone powietrze w 858 europejskich miastach. Badaniami objęto 31 krajów, w tym Polskę. Aż trzy polskie miasta znalazły się w pierwszej 10 najbardziej śmiercionośnych ośrodków miejskich w Europie.
      Z badań dowiadujemy się, że aż 84% mieszkańców europejskich miast narażonych jest na wyższe niż maksymalne zalecane przez WHO zanieczyszczenie pyłami zawieszonymi PM2.5. Autorzy obliczają, że gdyby tylko przestrzegać zaleceń WHO, to w europejskich miastach z powodu zanieczyszczeń PM2.5 umierałoby o 51 000 ludzi mniej, byłoby też o 900 zgonów mniej z powodu zanieczyszczeń dwutlenkiem azotu. Gdyby zaś wszystkie europejskie miasta obniżyły zanieczyszczenia do poziomu najlepszych miast na liście (dla PM2.5 jest to Reykjavik, a dla NO2 – Tromso), to z powodu PM2.5 umierałoby o 125 000, a z powodu NO2 o 80 000 ludzi mniej.
      Najbardziej „śmiercionośnymi” miastami w Europie pod względem zanieczyszczeń PM2.5 są (w stosunku do liczby mieszkańców): Brescia (Włochy), Bergamo (Włochy), Karvina (Czechy), Vincenza (Włochy), metropolia śląska (Zabrze, Tychy, Sosnowiec, Ruda Śląska, Katowice, Gliwice, Chorzów, Bytom), Ostrawa (Czechy), Jastrzębie-Zdrój, Saronno (Włochy), Rybnik, Havirov (Czechy).
      Zmniejszając zanieczyszczenie powietrza w metropolii śląskiej można by każdego roku ocalić życie od 1739 do 3507 osób, w Jastrzębiu-Zdroju od 71 do 126 osób, a w Rybniku od 113 do 209 osób. Tysiące ludzi można uratować w dużych miastach. W Warszawie można uratować od 1510 do 3103 ludzi rocznie, we Wrocławiu od 388 do 897, w Krakowie zaś od 568 do 1137 mieszkańców.
      Wyraźnie też widać, że decydującym elementem nie jest pogoda i panujące temperatury, a zachowanie mieszkańców i polityka lokalnych władz. Najbardziej śmiercionośne miasta znajdują się bowiem we Włoszech, Polsce czy Czechach, natomiast miasta najbezpieczniejsze, z najmniejszą śmiertelnością spowodowaną zanieczyszczeniami powietrza znajdziemy na Islandii oraz w Szwecji, Norwegii i Finlandii.
      Zaobserwowaliśmy dużą zmienność wyników w różnych miastach. Największy odsetek ofiar śmiertelnych przypisywanych NO2, toksycznemu gazowi wydobywającemu się z rur wydechowych, przypadał na wielkie miasta Hiszpanii, Belgii, Włoch i Francji. Z kolei pod względem zanieczyszczenia PM2.5 największą śmiertelnością odznaczały się miasta we włoskiej dolinie Po, południowej Polsce i wschodnich Czechach. PM2.5 jest emitowana nie tylko przez pojazdy, ale również przez gospodarstwa domowe, przemysł, głównie przez spalanie węgla i drewna, mówi główna autorka badań, Sasha Khomenko.
      To pierwsze badania, w ramach których na poziomie tylu europejskich miast oszacowano liczbę zgonów z powodu zanieczyszczenia powietrza. Nasze badania wspierają wcześniejsze dowody mówiące, że nie istnienie bezpieczny poziom zanieczyszczeń. Pokazuje to też, że europejskie przepisy nie chronią zdrowia ludzi. Maksymalne dopuszczalne poziomy zanieczyszczeń powinny zostać zmienione. Mamy nadzieję, że lokalne władze wezmą te dane pod uwagę, mówi Mark Niuwenhuijsen, dyrektor ds. planowania miast, środowiska i inicjatyw zdrowotnych w ISGlobal, gdzie prowadzono badania.
      Dane dla każdego z badanych miast można sprawdzić na stronie https://isglobalranking.org.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Sąd w Wielkiej Brytanii wydał historyczny werdykt stwierdzając, że zanieczyszczone powietrze przyczyniło się do śmierci 9-letniej Elli Kiss-Debrah. Cierpiąca na ciężką astmę mieszkanka południowego Londynu zmarła nagle w 2013 roku. Początkowo koroner uznał, że przyczyną zgonu była astma i ciężka niewydolność oddechowa. Jednak gdy na jaw wyszły nowe fakty, sąd nakazał wszczęcie kolejnego śledztwa. Miało ono odpowiedzieć nie na pytanie kiedy, jak i gdzie dziecko zmarło, ale również, czy państwo wywiązało się ze swoich obowiązków.
      Jak informowaliśmy przed rokiem, koroner Philip Barlow mówił przed sądem, że istnieją uzasadnione przesłanki, by stwierdzić, że państwo ma obowiązek chronienia życia poprzez zapobieganie zanieczyszczeniu powietrza, że doszło do przekroczenia poziomów zanieczyszczeń przewidzianych zarówno prawem krajowym jak i unijnym oraz, że Stephen Holgate z Southampton University dostarczył dowodów, iż zanieczyszczone powietrze mogło przyczynić się do śmierci dziewczynki. Mamy więc obowiązek, złamanie przypisów i związek przyczynowo-skutkowy. Wstępnie uważam, że w grę wchodzi tutaj Artykuł 2, poinformował sąd Barlow. Miał na myśli Artykuł 2. Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, na którego podstawie można rozpocząć śledztwo, jeśli państwo zaniedba obowiązku zapewnienia obywatelowi bezpieczeństwa.
      Teraz sąd uznał, że istnieje związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy zanieczyszczonym powietrzem, a zgonem 9-latki. Tym samym po raz pierwszy w historii Wielkiej Brytanii za oficjalną przyczynę śmierci uznano zanieczyszczone powietrze.
      Koroner Barlow poinformował, że Ella była wystawiona na wyższe poziomy stężenia ditlenku azotu oraz pyłów zawieszonych niż zaleca Światowa Organizacja Zdrowia. Jej normy są bardziej surowe, niż normy w Wielkiej Brytanii i UE. Co więcej, koroner stwierdził, że brak działań władz odnośnie redukcji poziomu dwutlenku azotu oraz brak odpowiedniej informacji przekazanej matce dziecka prawdopodobnie przyczyniły się do śmierci. Za oficjalną przyczyną zgonu Elli uznano astmę, do której przyczyniło się wystawienie na zbyt duże zanieczyszczenie powietrza.
      Szacuje się, że każdego roku zanieczyszczone powietrze przyczynia się do śmierci 36 000 obywateli Wielkiej Brytanii. Powyższy wyrok może wiele zmienić, gdyż politycy i władze zarówno lokalne jak i państwowe, próbują zrzucać z siebie odpowiedzialność za taki stan rzeczy i próbują unikać wypełniania obowiązków wynikających z prawnych zapisów dotyczących ochrony życia.
      Kluczowych dowodów, potwierdzających, że to zanieczyszczone powietrze zabiło Ellę dostarczył profesor Stephen Holgate z University of Southampton. Uczony zbadał tkanki pobrane z ciała dziewczynki i przeanalizował dane z czujników jakości powierza w pobliżu drogi, wzdłuż której szła do szkoły. Na tej podstawie uczony uznał, że to zbyt wysokie, a więc niezgodne z prawem, poziomy dwutlenku azotu spowodowały rozwinięcie się u niej ciężkiej astmy, z powodu której aż 27 razy była przyjmowana do szpitala przed śmiertelnym atakiem z lutego 2013 roku.
      W Polsce każdego roku z powodu zanieczyszczenia powietrza umiera, szacunkowo, około 45 000 osób.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Po raz pierwszy w historii bezpośrednio powiązano śmierć człowieka z cyberatakiem. Niemiecka policja wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci po tym, jak cyberprzestępcy zakłócili pracę Szpitala Uniwersyteckiego w Düsseldorfie.
      Prokuratorzy z Kolonii poinformowali, że pewna pacjentka miała na 9 września zaplanowaną operację ratującą życie. W tym czasie doszło do cyberataku, który unieruchomił uniwersyteckie systemy. W związku z tym zdecydowano o przewiezieniu kobiety do odległego o 30 kilometrów szpitala w Wuppertalu. Po drodze kobieta zmarła.
      Wiadomo, że do ataku doszło w nocy i że przestępcy zablokowali dostęp do systemów komputerowych, domagając się pieniędzy za ich odblokowanie. Pojawiły się też doniesienia, że przestępcy nie zamierzali zaatakować szpitala i brali na cel inny uniwersytet. Podobno, gdy zdali sobie sprawę z pomyłki, przekazali szpitalowi klucze szyfrujące, by można było dostać się do systemu komputerowego.
      Niezależnie od tego, czy pogłoski o pomyłce są prawdziwe, wiadomo, że w wyniku ataku zmarła kobieta. Policja poprosiła o dodatkową pomoc specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa, którzy mają potwierdzić istnienie bezpośredniego związku między śmiercią kobiety a atakiem.
      Badający sprawę specjaliści mówią, że napastnicy wykorzystali dobrze znaną dziurę w oprogramowaniu VPN firmy Citrix. Ostrzegaliśmy o tej dziurze już w styczniu i wskazywaliśmy, jakie mogą być konsekwencje ataku na nią. Napastnicy uzyskali dostęp do sieci wewnętrznej i wciąż byli w stanie przeprowadzić atak wiele miesięcy później. Mogę tylko podkreślić, że takich rzeczy nie wolno lekceważyć czy odkładać na później. Trzeba reagować jak najszybciej. Ten incydent pokazuje, jak jest to ważne, mówi Arne Schönbohm, prezydent niemieckiego Federalnego Biura Bezpieczeństwa Informacji, które pomaga teraz szpitalowi w zabezpieczeniu infrastruktury.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W kalifornijskiej Dolinie Śmierci zanotowano najwyższą temperaturę na Ziemi. W Furnace Creek termometry pokazały 54,4 stopnia Celsjusza. Pomiar został zweryfikowany przez US National Weather Service. Poprzedni wiarygodny rekord temperatury na Ziemi pochodził z 2013 roku, wynosił 54 stopnie Celsjusza i również padł w Dolinie Śmierci.
      Obecnie zachodnie wybrzeża USA zmagają się z falami upałów, które spowodowały dwudniowe wyłączenia prądu w Kalifornii, gdyż doszło do awarii jednej z elektrowni.
      Brandi Stewart, która pracuje w Parku Narodowym Doliny Śmierci od 5 lat mówi, że latem w pracy zmaga się z olbrzymimi upałami. W sierpniu stara się w ogóle nie wychodzić z budynku. Gdy tylko wyjdziesz, czujesz jakby setki suszarek do włosów dmuchało ci prosto w twarz. Czujesz żar wokół siebie. jakby się weszło do piekarnika, ten żar jest wszędzie.
      Przed 100 laty w Dolinie Śmierci zanotowano podobno temperaturę 56,6 stopnia Celsjusza. Obecnie jednak wielu ekspertów kwestionuje ten odczyt, wraz z innymi zanotowanymi tamtego lata. Jak mówi Christopher Burt, który zajmuje się historią badań pogodowych, inne dane z regionu z tego samego okresu nie zgadzają się z takim odczytem. Innym rekordem miało być 55 stopni Celsjusza odnotowane w Tunezji w 1931 roku. Burt również i to podaje w wątpliwość. Mówi, że ta temperatura, podobnie jak inne dane z Afryki z okresu kolonialnego są mało wiarygodne.
      Wspomniana wcześniej fala upałów rozciąga się od Arizony po stan Waszyngton. Właśnie osiąga ona swój szczyt. W najbliższym czasie temperatury powinny spadać, jednak jeszcze przez co najmniej 10 dni należy spodziewać się upałów.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Od maja w Botswanie padło ponad 350 słoni. Niektórzy naukowcy już mówią o katastrofie. Tymczasem nikt nie potrafi wyjaśnić, dlaczego zwierzęta umierają. O masowym umieraniu słoni jako pierwsi poinformowali naukowcy z organizacji Elephants Without Borders, którzy patrolując z samolotu bagnistą deltę Okawango naliczyli 169 ciał. Podczas kolejnego przelotu, w czerwcu, stwierdzono śmierć już 356 zwierząt. Dotychczas Ministerstwo Środowiska, Ochrony Zasobów Naturalnych i Turystyki Botswany oficjalnie potwierdziło 275 zgonów.
      Przyczyna śmierci wciąż pozostaje tajemnicą. Zwierzęta mają ciosy, zatem nie padły ofiarą kłusowników. Przyczyną masowego umierania może być trucizna lub patogen. Dotychczas wykluczono wąglika, gdyż testy nie wykazały obecności bakterii w zwłokach.
      Bakteria wąglika Bacillus anthracis występuje naturalnie w glebie. Jej spory mogą pozostawać w niej nieaktywne przez dekady. Mogą być one wchłonięte przez zwierzęta podczas jedzenia trawy lub picia wody.
      To nie pierwsze przypadki masowych zgonów w regionie. Jesienią ubiegłego roku w Parku Narodowym Chobe w ciągu zaledwie 2 miesięcy padło ponad 100 słoni. Większość z nich zginęła z powodu suszy. W ciałach niektórych stwierdzono obecność wąglika.
      Obecnie wiemy, że około 70% padłych słoni znajduje się pobliżu źródeł wody. Być może więc woda ma coś wspólnego z ich śmiercią. Ponadto świadkowie mówią, że niektóre ze zwierząt przed zgonem chodziły w kółko. To zaś sugerowałoby jakiś problem neurologiczny.
      Jeśli przyjrzymy się zwłokom, zauważymy, że niektóre z nich upadły prosto na pysk, co wskazuje, że zmarły nagle. Inne z kolei umierały powoli, jak te, który chodziły w kółko. Trudno więc stwierdzić, co to za toksyna, mówi Niall McCann z organizacji National Park Rescue.
      Przyczyną mógłby być cyjanek, którym kłusownicy często trują słonie. Jednak w takich przypadkach ciała słoni są zgromadzone na jednym obszarze, gdzie wyłożono truciznę, ponadto obserwuje się padanie zwierząt żerujących na martwych słoniach. Tutaj zjawisko takie nie zachodzi.
      Chris Thouless, dyrektor kenijskiej organizacji Save the Elephants uważa, że śmierć zwierząt nastąpiła z przyczyn naturalnych. Sugeruje wirusowe zapalenie mózgu i mięśnia sercowego. To choroba przenoszona przez gryzonie. Powoduje ona problemy neurologiczne. W połowie lat 90. zabiła ona 60 słoni w Parku Narodowym Krugera z Kenii. Thouless dodaje, że niedawno w Botswanie zakończyła się susza, która mogła osłabić słonie i uczynić je bardziej podatnymi na choroby.
      W Botswanie żyje około 130 000 słoni. To więcej, niż w jakimkolwiek innym kraju w Afryce. Delta Okawango jest domem dla 15 000 zwierząt. Utrata setek słoni – a liczba zgonów może wzrosnąć jeśli przyczyna śmierci zwierząt nie zostanie odkryta – może zaszkodzić gospodarce Botswany, która z ekoturystyki czerpie nawet 12% dochodów do budżetu.
      Słonie to aktywa tego kraju. To diamenty wędrujące po delcie Okawango. Mamy tu do czynienia z katastrofą, bo widzimy kraj, który nie jest w stanie ochronić swoich najbardziej cennych zasobów, stwierdza McCann. Z opinią tą nie zgadza się Thouless, który zauważa, że dotychczas padł niewielki odsetek słoni z delty Okawango.
      Nie można wykluczyć, że liczba padłych słoni jest znacznie większa. Ostatniego przelotu nad obszarem dokonano w połowie czerwca. Naukowcy widzieli również i słonie, które padły w ostatnich dniach. Wiadomo więc, że zwierzęta zaczęły na dużą skalę umierać w maju i zjawisko to miało też miejsce w czerwcu. Kolejny patrol pozwoli stwierdzić, czy słonie nadal padają.
      Niektórzy oskarżają rząd Botswany o zbyt powolną reakcję. Urzędnicy zapewniają jednak, że podchodzą do problemu bardzo poważnie. Obecnie próbki gleby, wody oraz szczątki zwierząt są badane przez Narodowe Laboratorium Weterynaryjne.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...