Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Próbują chronić dzieci za pomocą nieskutecznych metod

Recommended Posts

Okazuje się, że większość rodziców usiłuje chronić swoje dzieci przed przeziębieniem, stosując metody, na poparcie których brak jest naukowych dowodów. Dobra wiadomość jest taka, że niemal wszyscy rodzice (99%) zalecają swoim dzieciom higienę jako metodę ochrony przed przeziębieniem. Akurat ta metoda ma swoje naukowe uzasadnienie.

Każdy z nas słyszał takie porady, jak zażywanie witaminy C, która ma zwalczać przeziębienie, pozostanie w domu czy niewychodzenie z domu z mokrą głową. Brak jest naukowych dowodów, by porady te działały. Mimo to, według badań C.S. Mott Choldren's Hospital National Poll on Children's Health, przeprowadzonych przez University of Michigan, ponad połowa rodziców daje takie rady swoim dzieciom.

Badania wykazały, że 51% rodziców podaje dzieciom witaminy i suplementy, co ma je chronić przed przeziębieniem. Tymczasem brak dowodów, że to działa. Z kolei 71% rodziców daje swoim dzieciom porady typu nie wychodź na zewnątrz z mokrą głową, zostań w domu. Tymczasem przeziębienie rozprzestrzenia się najczęściej wskutek bezpośredniego lub pośredniego kontaktu z zakażonym, kiedy to niewielkie drobinki z ust lub nosa lądują na naszej skórze lub na powierzchniach, których dotykamy.

Dobra wiadomość jest taka, że większość rodziców stosuje też metody bazujące na dowodach naukowych, mówi współautor badań doktor Gary Freed. Jednak wielu rodziców wciąż podaje swoim dzieciom suplementy i witaminy, których skuteczność nie została udowodniona i które nie są objęte regulacjami Agencji ds. Żywności i Leków (FDA). Te produkty są intensywnie reklamowane, ale żadne niezależne badania nie wykazały ich skuteczności w zapobieganiu przeziębieniom, dodaje uczony.

Brak jest naukowych dowodów, by witamina C, multiwitaminy czy innego typu suplementy zapobiegały przeziębieniom. Jednak prawo nie zabrania ich reklamowania w taki sposób.

Z kolei porady należące do ludowego folkloru są żywe od wielu pokoleń i pojawiły się na długo zanim ludzie dowiedzieli się o istnieniu mikroorganizmów powodujących choroby.

Rodzice korzystają jednak także z dowodów naukowych i zdecydowana większość radzi swoim dzieciom, by myły ręce, nie wkładały palców czy zabawek do ust, by unikały chorych osób.

Badania wykazały też, że dziecko w wieku szkolnym przeziębia się średnio 3 do 6 razy w ciągu roku, a niektóre z przeziębień trwają nawet dwa tygodnie.

Ważne, by rodzice rozumieli, które ze strategii unikania przeziębienia bazują na dowodach naukowych. Niektóre metody pozwalają w bardzo efektywny sposób unikać zachorowania, a inne po prostu nie działają, dodaje Freed.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie spodobał mi się ten tekst.

Po pierwsze, wszystkie suplementy, które dawałem dziecku (witamina C, czarny bez, miód, DHA, etc) zawsze były sugerowane przez lekarza. Wychodzi na to, że lekarze się nie znają (co nie dziwi, bo nie jeden raz lekarz A wyśmiał to, co przypisał lekarz B. Nie mówiąc o przypadku, gdzie lekarz C przypisał Neosine, a lekarz D oskarżył go o nieczyste praktyki, bo "ten lek nie działa").

Po drugie, ci "naukowcy" sugerują, że osoby zabraniające "wychodzenia na dwór z mokrą głową" myślą, że tak powstają zarazki (i/lub, że te osoby nie wiedzą, że choroba jest wynikiem bakterii\wirusów). Przecież to wiedzą nawet dzieci. Ale czy ci "naukowcy" nie pomyśleli, że ten zakaz ma chronić przed wychłodzeniem, którego wynikiem może być obniżenie odporności? Że niska temperatura sprzyja namnażaniu wirusów w śluzówce? Patogeny przeziębienia wszyscy nosimy cały czas, tylko przez większość czasu są one stłumione.

Po trzecie, dobrze by było, aby ci naukowcy podzielili się naukowymi sposobami na walkę z przeziębieniem u dzieci (jak przeciwdziałać, jak leczyć). Co nie działa to dobrze wiadomo: z mojego doświadczenia nic nie działa :(

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Fakt krytyki lekarzy przez lekarzy nie ma nic do rzeczy w odniesieniu do skuteczności witaminy C i in. To manipulacja.

Ale zgodzę się z drugim argumentem, że tekst mówi o braku skuteczności, ale nie mówi o osłabieniu organizmu (np. na skutek wychłodzenia). Czy to było badane? Czy osłabienie organizmu jako przyczyna choroby nie jest "naukowo potwierdzona"?

Zapobieganie powinno polegać na wzmacnianiu własnej odporności organizmu i stałego utrzymywania go w takiej formie. Pytanie  jak to robić skutecznie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Pochówek rocznego dziecka sprzed 2000 lat, któremu towarzyszył pogrzebany z nim szczeniak, zwierzęce ofiary oraz zabawki to wyjątkowe znalezisko, donoszą francuscy archeolodzy. Dziecko zmarło w rządzonej przez Rzymian Galii i zostało pochowane w drewnianej 80-centymetrowej trumnie umieszczonej w grobie o wymiarach 2x1 metr.
      Trumna otoczona była licznymi przedmiotami. Archeolodzy znaleźli m.in. miniaturowe terakotowe wazy i szklane misy, które prawdopodobnie zawierały olejki i leki, pół świni, trzy szynki, inne fragmenty ciała świni oraz dwa kurczaki bez głów. Wśród innych zabytków była też ozdobna miedziana szpila używana do przymocowania całunu oraz 30-centymetrowy metalowy pierścień połączony z zagiętym metalowym prętem. To prawdopodobnie zabawka. Koniec pręta znajdował się między nogami szczeniaka umieszczonego poza trumną u stóp zmarłego. Szczeniak miał na szyi obrożę z dekoracjami z brązu, do której przymocowany był dzwoneczek.
      Naukowców biorących udział w wykopaliskach szczególnie poruszył mleczny ząb starszego dziecka – być może kogoś z rodzeństwa zmarłego – umieszczony na muszli.
      W rzymskiej Galii dorośli byli zwykle kremowani. Dzieci jednak chowano na terenie należącym do rodziców. Znaleziony pochówek sugeruje, że w pobliżu mogą znajdować się pozostałości dużego budynku mieszkalnego.
      "Przedmioty, które towarzysz zmarłemu są wyjątkowe, zarówno jeśli chodzi o ich liczbę, jak i jakość. Tak dużo naczyń i ofiar zwierzęcych oraz przedmioty osobiste wskazują, że rodzina dziecka należała do wyższej klasy społecznej. Wcześniej wielokrotnie znajdowano psy pochowane z małymi dziećmi, jednak tutaj mamy wyjątkową obrożę i dzwonek", mówią przedstawiciele francuskiego Narodowego Instytutu Archeologii Ratunkowej (Inrap).
      Pochówek znaleziony na lotnisku w Clermont-Ferrand jest najstarszym i najważniejszym pochówkiem dziecka na terenie Francji. Znaleziono już grób wcześniejszy o kilkadziesiąt lat, pochodzący z okresu podboju Galii przez Rzymian, jednak złożona w nim liczna broń sugeruje, że spoczął tam żołnierz.
      Laurence Lautier, która kieruje wykopaliskami w Clermont-Ferrand podkreśla, że ze względu na liczbę naczyń i innych ofiar mamy tu do czynienia z czymś wyjątkowym. W tego typu grobach zwykle znajdujemy 1-2 naczynia u stóp zmarłego. Tutaj jest ich około 20 oraz dużo żywności. Jej zdaniem rodzice dziecka byli bardzo bogaci, a umieszczone w grobie misy i dzbany mogły być dziecięcą zastawą ze stypy".
      Obecnie trwają badania naczyń, które mają dać odpowiedź na pytanie, co się w nich znajdowało.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Japońscy naukowcy pokazali, w jaki sposób matka może przekazać dziecku komórki nowotworowe podczas porodu. Na łamach The New England Journal of Medicine ukazał się artykuł naukowców z Narodowego Centrum Raka w Tokio na temat dwóch przypadków nowotworów płuc u dzieci (chłopców w wieku 23 miesięcy i 6 lat), do których doszło w wyniku transmisji guzów raka szyjki macicy matki. Wiele wskazuje na to, że u obu dzieci nowotwór rozwinął się, gdyż wchłonęły komórki nowotworowe matki podczas swojego pierwszego oddechu.
      Sądzimy, że do transmisji komórek nowotworowych doszło, gdy podczas porodu dzieci wchłonęły płyny z macicy, mówi doktor Ayumu Arakawa.
      We wspomnianym artykule opisano historię chłopców, u których najpierw pojawił się kaszel i ból w klatce piersiowej. U obu szybko zdiagnozowano nowotwór płuc. Co ważne, u matek obu chłopców tuż po porodzie zauważono raka szyjki macicy.
      Początkowo sądzono, że choroby matek nie mają nic wspólnego z zachorowaniami ich dzieci. Jednak bardzo szybko stwierdzono liczne podobieństwa pomiędzy nowotworami u matek i u dzieci. Przede wszystkim okazało się, że guzy matek i dzieci zawierały wirusa HPV16. To jeden z ponad 100 znanych podtypów wirusa brodawczaka ludzkiego. Jest on, obok HPV18, najbardziej agresywnym i onkogennym podtypem HPV. Podejrzewa się, że aż 2/3 przypadków nowotworów szyjki macicy i narządów płciowych to właśnie skutek zarażenia HPV16 lub HPV18.
      Sekwencjonowanie genetyczne guzów obu chłopców wykazało też, że znajdują się w nich te same mutacje genetyczne, które wcześniej stwierdzono w guzach ich matek. Co więcej, komórki guzów u chłopców nie posiadały chromosomu Y. To wskazuje, że guzy pochodzą od strony matki.
      Dotychczas było wiadomo, że w rzadkich przypadkach komórki nowotworowe mogą przeniknąć przez łożysko i dostać się rozwijającego się płodu. Znane były przypadki rozwoju białaczki, czerniaka i chłoniaka. Jednak japońscy specjaliści twierdzą, że w obu wspomnianych tutaj przypadkach mieliśmy do czynienia z zupełnie innym mechanizmem. U chłopców guzy występowały wyłącznie w płucach i drogach oddechowych. Zdaniem naukowców komórki nowotworowe były obecne w wodach płodowych, krwi lub innych wydzielinach pochwy i chłopcy wchłonęli je wraz z pierwszym oddechem.
      Spontaniczna regresja części zmian u pierwszego dziecka i powolny rozrost guza u drugiego wskazują na istnienie odpowiedzi alloimmunologicznej skierowanej przeciwko przekazanym przez matkę guzom. Terapia za pomocą inhibitora punktu kontrolnego, nivolumabu, doprowadziła do silnej regresji wszystkich pozostałych guzów u pierwszego z dzieci, czytamy na łamach NEJM.
      Jeden z chłopców był leczony właśnie nivolumabem (Opdivo), w przypadku drugiego zastosowano leczenie chirurgiczne. Matki obu chłopców zmarły z powodu nowotworów.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Sąd w Wielkiej Brytanii wydał historyczny werdykt stwierdzając, że zanieczyszczone powietrze przyczyniło się do śmierci 9-letniej Elli Kiss-Debrah. Cierpiąca na ciężką astmę mieszkanka południowego Londynu zmarła nagle w 2013 roku. Początkowo koroner uznał, że przyczyną zgonu była astma i ciężka niewydolność oddechowa. Jednak gdy na jaw wyszły nowe fakty, sąd nakazał wszczęcie kolejnego śledztwa. Miało ono odpowiedzieć nie na pytanie kiedy, jak i gdzie dziecko zmarło, ale również, czy państwo wywiązało się ze swoich obowiązków.
      Jak informowaliśmy przed rokiem, koroner Philip Barlow mówił przed sądem, że istnieją uzasadnione przesłanki, by stwierdzić, że państwo ma obowiązek chronienia życia poprzez zapobieganie zanieczyszczeniu powietrza, że doszło do przekroczenia poziomów zanieczyszczeń przewidzianych zarówno prawem krajowym jak i unijnym oraz, że Stephen Holgate z Southampton University dostarczył dowodów, iż zanieczyszczone powietrze mogło przyczynić się do śmierci dziewczynki. Mamy więc obowiązek, złamanie przypisów i związek przyczynowo-skutkowy. Wstępnie uważam, że w grę wchodzi tutaj Artykuł 2, poinformował sąd Barlow. Miał na myśli Artykuł 2. Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, na którego podstawie można rozpocząć śledztwo, jeśli państwo zaniedba obowiązku zapewnienia obywatelowi bezpieczeństwa.
      Teraz sąd uznał, że istnieje związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy zanieczyszczonym powietrzem, a zgonem 9-latki. Tym samym po raz pierwszy w historii Wielkiej Brytanii za oficjalną przyczynę śmierci uznano zanieczyszczone powietrze.
      Koroner Barlow poinformował, że Ella była wystawiona na wyższe poziomy stężenia ditlenku azotu oraz pyłów zawieszonych niż zaleca Światowa Organizacja Zdrowia. Jej normy są bardziej surowe, niż normy w Wielkiej Brytanii i UE. Co więcej, koroner stwierdził, że brak działań władz odnośnie redukcji poziomu dwutlenku azotu oraz brak odpowiedniej informacji przekazanej matce dziecka prawdopodobnie przyczyniły się do śmierci. Za oficjalną przyczyną zgonu Elli uznano astmę, do której przyczyniło się wystawienie na zbyt duże zanieczyszczenie powietrza.
      Szacuje się, że każdego roku zanieczyszczone powietrze przyczynia się do śmierci 36 000 obywateli Wielkiej Brytanii. Powyższy wyrok może wiele zmienić, gdyż politycy i władze zarówno lokalne jak i państwowe, próbują zrzucać z siebie odpowiedzialność za taki stan rzeczy i próbują unikać wypełniania obowiązków wynikających z prawnych zapisów dotyczących ochrony życia.
      Kluczowych dowodów, potwierdzających, że to zanieczyszczone powietrze zabiło Ellę dostarczył profesor Stephen Holgate z University of Southampton. Uczony zbadał tkanki pobrane z ciała dziewczynki i przeanalizował dane z czujników jakości powierza w pobliżu drogi, wzdłuż której szła do szkoły. Na tej podstawie uczony uznał, że to zbyt wysokie, a więc niezgodne z prawem, poziomy dwutlenku azotu spowodowały rozwinięcie się u niej ciężkiej astmy, z powodu której aż 27 razy była przyjmowana do szpitala przed śmiertelnym atakiem z lutego 2013 roku.
      W Polsce każdego roku z powodu zanieczyszczenia powietrza umiera, szacunkowo, około 45 000 osób.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Rodzice co rusz starają się, żeby im pociechom niczego nie brakowało. Tak samo, jeżeli chodzi o świąteczne podarunki. Nie jest to jednak sprawa łatwa, ponieważ maluch często ma już wszystko i ciężko go zaskoczyć. Są jednak sposoby na znalezienie czegoś, o czym nawet nie śnili.
      Coroczne prezentowe dylematy
      Przeważnie, wraz z początkiem listopada, zaczynamy gorączkowo przeglądać witryny sklepów internetowych, pod kątem kupna prezentów świątecznych. Jako że z roku na rok stajemy się w tej kwestii bardziej wybredni, a oferta interesujących produktów i usług stale rośnie, mamy nie lada orzech do zgryzienia. Zazwyczaj, w pierwszej kolejności bierzemy pod lupę to, co oprócz walorów estetycznych, wydaje się po prostu praktyczne. Do wirtualnego koszyka wrzucamy zbitek palących potrzeb, pominiętych wcześniej w dzikim pędzie codziennych obowiązków. Nic bowiem nie wydaje się lepszą opcją, niż podarowanie komuś „spokoju wewnętrznego’. Nowa para zimowych butów, mocniejszy odkurzacz, czy elektryczna szczoteczka do zębów, potrafi zdziałać prawdziwe cuda a dodatkowo przystępna cenowo, bywa wyjątkowo atrakcyjnym łupem.
      Na drugi rzut, idą zwykle nęcące oko pierdółki, które często nie pełnią żadnej istotnej funkcji, poza estetyczną. Aby jednak uniknąć rozczarowania na twarzy obdarowanego, tradycyjnie kierujemy się jego hobby lub delikatnie wypytujemy o ostatnie fascynacje. Ryzyko, że nie trafimy i wpadniemy w pułapkę „uszczęśliwiania kogoś na siłę” istnieje natomiast zawsze. Co zaś, jeśli chodzi o najmłodszych? Czy w tym przypadku sytuacja ma się podobnie?
      Popularne prezenty dla dzieci
      Dziecięce pragnienia wydają się wybiegać daleko poza skąpą wyobraźnię dorosłego. Świat klocków, autek, lalek i misiów to magiczna kraina, do której klucz trzyma mały właściciel. Trzeba bardzo się postarać, żeby Święty Mikołaj wkradł się do serca młodego człowieka i wywołał w nim prawdziwą radość. Nie jest to bynajmniej proste zadanie, kiedy zewsząd atakują tony kolorowych reklam, ulubieni bohaterowie książek szybko przestają imponować a naszpikowana bodźcami głowa już dawno spuchła od nadmiaru wrażeń. Czy istnieje więc recepta na prezent idealny, będący urzeczywistnieniem ich wszelkich fantazji i oczekiwań?
      Świąteczne wystawy i w tym roku obfitują w artykuły z postaciami z bajek, kuszą ogromem barw i zróżnicowaniem produktów. Bez względu na asortyment, sklepy wprowadzają zabawne wizerunki księżniczek, zwierząt oraz pojazdów, niemal wszędzie, gdzie tylko się da. Wesołe stworki machają do nas z kubków, poduszek, ubranek i całej masy pozostałych rzeczy, powodując niezdecydowanie i narastającą frustrację. Wtedy też, pojawia się przestrzeń na nowe, wytężone poszukiwania czegoś o wiele bardziej oryginalnego. Tu z pomocą wkraczają takie strony, jak: https://prezentmarzen.com/, oferujące wachlarz pomysłów dla milusińskich.
      Nietuzinkowe propozycje upominków pod choinkę
      Kiedy „wszystko już było” i nic nie wzbudza należytego entuzjazmu, warto postawić na hity, takie jak : szaleństwo w parkach rozrywki, trening zdolności manualnych na warsztatach ceramicznych, przygoda w escape roomie, pieszczota kubków smakowych na lodach lub zindywidualizowany projekt koszulki. Każda z atrakcji dopasowana jest to danej grupy wiekowej i szczegółowo opisana. Do wyboru jest wiele rozmaitych, unikalnych prezentów. Poza tym, jeżeli chcemy zapewnić dzieciakom nieco więcej adrenaliny, mamy ku temu niepowtarzalną okazję, fundując im lot helikopterem, jazdę Monster Truck na miejscu pasażera albo samodzielną jazdę gokartem. Starszaki ponadto mogą skorzystać z przejażdżki samochodem sportowym, którą oferuje go-racing.pl. Dziecko na pewno doceni ową niespodziankę i zatrzyma piękne wspomnienia do końca życia a my z dużą dozą prawdopodobieństwa po prostu spełnimy jego najskrytsze marzenie.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Od wielu lat naukowcy próbują wyjaśnić, czy poziom witaminy D w organizmie może przyczyniać się do zmniejszenia ryzyka rozwoju niektórych nowotworów. Taką korelację widać w danych epidemiologicznych, które pokazują, że ludzie żyjący bliżej równika rzadziej chorują i umierają na niektóre nowotwory. Również w badaniach na hodowlach komórkowych i na myszach widać, że witamina D spowalnia rozwój nowotworów. Jednak randomizowane badania kliniczne nie wykazały jednoznacznie istnienia takiego zjawiska.
      W 2018 roku zakończyły się badania o nazwie Vitamin D and Ometa-3 Trial (VITAL). Po analizie wyników ich autorzy doszli do wniosku, że witamina D nie zmniejsza ryzyko zachorowania na nowotwory, ale może zmniejszać ryzyko zgonów z powodu nowotworów.
      Teraz naukowcy z Brigham and Women's Hospital ponownie przeanalizowali wyniki VITAL, skupiając się przy tym na związku pomiędzy suplementacją witaminą D a ryzykiem rozwoju metastatycznego lub śmiertelnego nowotworu.
      Autorzy nowej analizy informują na łamach JAMA Network Open, że przyjmowanie witaminy D było powiązane z 17-procentowym spadkiem ryzyka pojawienia się zaawansowanego nowotworu. Gdy zaś przyjrzeli się tylko osobom o prawidłowym BMI odkryli, że w ich przypadku ryzyko jest mniejsze aż o 38%. To zaś sugeruje, że masa ciała może wpływać na związek pomiędzy witaminą D a ryzykiem rozwoju zaawansowanego nowotworu.
      Nasze badania wskazują, że witamina D może zmniejszać ryzyko rozwoju zaawansowanych form nowotworów. Witamina D jest łatwo dostępnym i tanim suplementem, który jest używany i badany od dziesięcioleci. Uzyskane przez nas wyniki, szczególnie zaś duży spadek ryzyka u osób z prawidłową wagą, dostarczają nowych informacji na temat związku witaminy D ze stopniem zaawansowania nowotworu, mówi jeden z autorów analizy, Paulette Chandler z Brigham and Women's Hospital.
      Badania VITAL trwały przez ponad 5 lat. Brali w nich udział mężczyźni w wieku co najmniej 50 lat oraz kobiety w wieku co najmniej 55 lat, którzy w momencie rozpoczęcia badań nie chorowali na nowotwory. VITAL zaprojektowano tak, by zbadać niezależnie od siebie wpływ suplementów witaminy D oraz kwasów omega-3 oraz łączny wpływ suplementacji na nowotwory.
      Pacjentów podzielono na cztery grupy. Jedna przyjmowała witaminę D (2000 IU/dzień) oraz omega-3, druga witaminę D i placebo, trzecia omega-3 i placebo, a czwarta wyłącznie placebo. Punktami końcowymi badania, czyli tym, co chciano zmierzyć, były wpływ takiej suplementacji na pojawienie się poważnych incydentów ze strony układu naczyniowego oraz zachorowalność na nowotwory. Autorzy VITAL poinformowali, że pomiędzy grupami nie zauważono różnicy w częstotliwości występowania nowotworów, jednak zauważono różnice w odsetku zgonów spowodowanych nowotworami.
      Podczas drugiej analizy Chandler i jej zespół przyjrzeli się zaawansowanym przypadkom nowotworów u osób, które brały lub nie brały suplementów witaminy D. Sprawdzono też ewentualny wpływ BMI.
      Wśród ponad 25 000 uczestników VITAL w ciągu 5 lat zdiagnozowano 1617 przypadków inwazyjnego nowotworu. Wśród niemal 13 000 osób, które otrzymywały witaminę D zanotowano 226 zachorowań, a wśród tych, którzy otrzymywali placebo zachorowań było 274. Wśród 7843 osób o prawidłowym BMI, które brały witaminę D tylko u 58 doszło do rozwoju zaawansowanego nowotworu, gdy tymczasem nowotwór taki pojawił się u 96 osób wśród biorących placebo.
      Z wcześniejszych badań wiadomo, że otyłość może wpływać na sposób działania witaminy D. Powiązany z nią stan zapalny może zmniejszać efektywność witaminy D poprzez zmniejszenie czułości jej receptorów lub zmianę szlaku sygnałowego. Badania witaminy D na osobach z cukrzycą typu 2. wykazały, że większe korzyści z zażywania witaminy odnoszą ludzie z prawidłową masą ciała, a osoby otyłe w ogóle nie odczuwają korzyści.
      Wiemy też że u osób cierpiących na nowotwory niedobory witaminy D są czymś powszechnym oraz że większy odsetek tłuszczu w organizmie jest powiązany z większym ryzykiem niektórych nowotworów.
      Uzyskane przez nas wyniki w połączeniu z wynikami wcześniejszych badań wspierają hipotezę mówiącą, że witamina D chroni przed rozwojem zaawansowanych nowotworów, mówi Chandler.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...