Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Małpa jak leniwiec. Niezwykła ewolucja na wyspach

Recommended Posts

Przed około 11 milionami lat pewien gatunek małpy w jakiś sposób przedostał się z Ameryki Południowej na Jamajkę. Tam wyewoluował w gatunek zupełnie odmienny od znanych nam małp. Przykład ten dobrze pokazuje, jak działa ewolucja na wyspach.

Szczątki Xenothrix mcgregori odkryto po raz pierwszy w 1920 roku w Long Mile Cave. Wskazywały one na istnienie w przeszłości niezwykłej małpy o stosunkowo niewielkiej liczbie zębów i kościach kończyn podobnych do kości gryzoni.

To sugeruje, że zwierzę poruszało się powoli. Może nawet podobnie do współczesnego leniwca. Nie jest to zaskakujące odkrycie na wyspie, gdzie, poza kilkoma gatunkami dużych ptaków, nie ma drapieżników, mówi Ross MacPhee z Amerykańskiego Muzeum Historii Naturalnej w Nowym Jorku i przypomina, że podobnie wyewoluowały niektóre wymarłe już lemury z Madagaskaru.

X. mcgregori został po raz pierwszy opisany w 1952 roku i stanowił dla naukowców zagadkę. W oczywisty sposób był spokrewniony z małpami z kontynentu, nie wiadomo było jednak, z którym gatunkiem i jak dostał się na wyspę.

McPhee i jego koledzy postanowili wykonać badania DNA. Udało im się pozyskać cały genom mitochondrialny i siedem fragmentów genomu jądrowego. Porównano te próbki z sekwencjami genetycznymi 15 różnych grup południowoamerykańskich naczelnych. Okazało się, że X. mcgregori należał do podrodziny titi. To małpy żyjące w lesie, żywiące się owocami i nie posiadają chwytnego ogona.

X. mcgregori nie wyglądały jest typowe titi, co pokazuje, że po przybyciu na Jamajkę znacznie się zmieniły. Selektywna presja na ten gatunek musiała być ekstremalna. Wyglądały tak, jakby zostały wrzucone do miksera, mówi MacPhee. Gatunki na wyspach zwykle szybko ewoluują, gdyż nie mają naturalnych wrogów, ale jednocześnie mają utrudniony dostęp do świeżej wody.

Nie wiadomo, w jaki sposób przodkowie X. mcgregori dotarli na Jamajkę. Być może wykorzystali w tym celu tratwy z rośli. Inne naczelne zasiedlały Karaiby już wcześniej. Kolonizacja rozpoczęła się przed około 18 milionami lat. Wydaje się, że przybyły one w różnym czasie i stworzyły unikatowy ekosystem. Niestety, większość karaibskich gatunków wyginęła po przybyciu człowieka na wyspy.

X. mcgregori wyginął około 900 lat temu. Nie wiadomo dlaczego. Sądzimy, chociaż nie możemy tego udowodnić, że wyginięcie tego i setek innych gatunków to skutek bezpośredniego lub pośredniego wpływu człowieka, mów MacPhee.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 godzin temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

X. mcgregori nie wyglądały jest typowe titi, co pokazuje, że po przybyciu na Jawę znacznie się zmieniły

Cytat

X. mcgregori does not look like a typical titi monkey, though, so arriving on the island evidently forced its ancestors to evolve.

https://www.newscientist.com/article

Jawa to co prawda też wyspa, ale raczej z drugiej strony globusa. Chodziło chyba o Jamajkę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcom w końcu udało się odnaleźć częściowo zachowaną czaszkę jednego z naszych najważniejszych przodków. Odkrycie rzuca światła na kluczowy etap ewolucji człowieka.
      W 2016 roku Yohannes Haile-Selassie z Cleveland Museum of Natural History w Ohio i jego koledzy prowadzili wykopaliska na stanowisku Woranso-Mille w Etiopii. Pewnego dnia podszedł do nich Ali Bereino, jeden z okolicznych mieszkańców, i pokazał naukowcowi kość szczękową. On nie był wówczas nawet przeze mnie zatrudniony, mówi Haile Selassie.
      Uczony poszedł z Bereino na miejsce znaleziska. Trzy metry dalej leżała reszta głowy, stwierdza. Jego zespół zaczął bardzo dokładnie przeszukiwać teren. Praca nie należała do przyjemnych, gdyż miejsce było pokryte półmetrową warstwą świeżych kozich odchodów. Poświęcenie się jednak opłaciło. Znaleziono bowiem wiele ważnych kości, w tym np. lewą kość jarzmową.
      Czaszka prawdopodobnie należała do mężczyzny, a biorąc pod uwagę stopień zużycia zębów, do sędziwego mężczyzny. Na podstawie warstwy, w której ją znaleziono, uczeni stwierdzili, że mężczyzna żył 3,8 miliona lat temu.
      Teraz zidentyfikowano czaszkę jako należącą do Australopithecus anamensis.
      Australopitek stanowił główną grupę homininów zamieszkujących Afrykę w okresie pomiędzy 4 a 2 milionami lat temu. Australopitek przemieszczał się na dwóch nogach, ale jego mózg był mniejszy od naszego. Do tego rodzaju należało wiele gatunków, w tym Australopithecus afarensis, którego przedstawicielka była słynna Lucy.
      Odkrycie czaszki A. anamensis jest niezwykle istotne, gdyż jest to najstarszy znany gatunek australopiteka. Po raz pierwszy został on opisany w 1995 roku. Już wcześniej wiedzieliśmy dość dużo o anamensis. Jednak nie dysponowaliśmy jego czaszką, mówi Stephanie Melillo z Instytutu Antropologii Ewolucyjnej im. Maksa Plancka w Lipsku.
      Odnalezienie czaszki być może zmusi naukę do zweryfikowania poglądów dotyczących ewolucji. Większość antropologów uważa, że A. anamensis jest przodkiem A. afarensis. Jest bowiem nieco starszy i bardziej podobny do małp. Jednak Melillo i jej zespół zaczęli kwestionować drogę ewolucji, jaką przyjęto we współczesnej nauce.
      Wielu uczonych twierdzi, że A. afarensis powstał w wyniku anagenezy A. anamensis. Anageneza to taka zmiana całej populacji, że pojawiają się w niej tak istotne cechy, iż należy tę populację uznać za nowy gatunek, a populację wyjściową za gatunek wymarły. Anageneza A. anamensis w A. afarensis byłaby jednym z najniezwyklejszych przypadków anagenezy, jakie zachowały się w skamieniałościach, stwierdza Melillo.
      Naukowcy z Lipska porównali nowo znalezioną czaszkę A. anamensis z czaszkami innych homininów, goryli oraz szympansów. Na tej podstawie stwierdzili, że znaleziona przed ponad 30 laty częściowa kość czołowa, która liczy sobie 3,9 miliona lat, należy do A. afarensis. Jako, że jest ona starsza niż znaleziona obecnie czaszka A. anamensis, nie mogło dojść do anagenezy, gdyż gatunek starszy nie może powstać z młodszego. Zespół Melillo uważa, że doszło do podziału linii ewolucyjnych wśród A. anamensis. Część gatunku dała początek A. afarensis, a część istniała jeszcze przez co najmniej 100 000 lat.
      Nie wszyscy jednak zgadzają się z taką hipotezą. Bardzo trudno jest na podstawie fragmentu kości jednoznacznie stwierdzić, że należy on do afarensis, a nie do anamensis, mów zwolennik anagenezy, William Kimbel z Arizona State University. Posiadamy bowiem obecnie jedną czaszką A. anamensis, więc nie wiemy, na ile zróżnicowany był wygląd tego gatunku. Jak podkreśla Kimbel, nie oznacza to, że Melillo się myli. Potrzebujemy po prostu więcej skamieniałości do porównań.
      Odnalezienie czaszki A. anamensis wzmacnia też argumenty tej części naukowców, którzy twierdzą, że niektóre bardzo stare skamieniałości należą do homininów, a nie do wymarłym linii ewolucyjnych małp. Chodzi tutaj m.in. o Ardipithecus ramidus sprzed 4,4 miliona lat czy Sahelanthropus tchadensis sprzed 6 milionów lat. Widzimy pewne podobieństwa pomiędzy nowo znalezioną czaszką a na przykład czaszką Sahelanthropusa czy też między zębami nowo znalezionej czaszki, a zębami ardipiteka, stwierdza Melillo.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Badacze od dawna spekulują, że gdy przed tysiącami lat ludzie zmienili tryb życia z łowiecko-zbierackiego, osiedlili się i zajęli rolnictwem, doprowadziło to do rozpowszechnienia się chorób zakaźnych. Ludzie żyli przecież bliżej siebie i swoich zwierząt, co sprzyjało rozprzestrzenianiu się ospy wietrznej, odry i innych zachorowań.
      Skoro zaś bakterie i wirusy łatwiej rozprzestrzeniały się wśród rolników, można się spodziewać, że układ odpornościowy rolników – jako że musiał adaptować się do obecności patogenów – będzie wykazywał więcej oznak pozytywnego doboru naturalnego.
      Jednak, jak dowiadujemy się z Nature Ecology & Evolution, doktor Luis Barreiro z University of Chicago wykazał, że powyższa hipoteza jest nie tylko nieprawdziwa, ale w rzeczywistości to u łowców-zbieraczy układ odpornościowy wykazuje ślady większej liczby adaptacji. Szczególnie dużo zmian widać w genach odpowiedzialnych za reakcję na wirusy.
      To coś zupełnie przeciwnego, niż się spodziewaliśmy opierając się na hipotezie mówiącej, że pojawienie się rolnictwa zwiększyło presję wywieraną przez patogeny na człowieka, mówi Barreiro.
      Naukowcy z Chicago pobrali krew od członków plemienia Batwa. To łowcy-zbieracze z południowo-wschodniej Ugandy. Porównali ją z ich sąsiadami, rolnikami z plemienia Bakiga.
      Z krwi przedstawicieli obu grup wyizolowano leukocyty i poddano je działaniu Gardiquimodu, który symuluje infekcję wirusową oraz lipopolisacharydu symulującego infekcję bakteryjną.
      Naukowcy zaobserwowali, że w reakcji obu grup na infekcję wirusową istniały znacznie większe różnice, niż w reakcji na infekcję bakteryjną. Znaczna część z tych różnic wynikała z odmiennej pracy genów i miała związek z pozytywną selekcją naturalną. Odkrycie to sugeruje, że różnice w reakcji na wirusy mogą być głównymi elementami odróżniającymi reakcję immunologiczną Batwa i Bakiga, wyjaśnia współautor badań, doktor George Perry z Pennsylvannia State University.
      Powyższe badania są pierwszymi, w ramach których porównano układy odpornościowe łowców-zbieraczy i rolników w celu zrozumienia, ja pojawienie się rolnictwa wpłynęło na układ odpornościowy człowieka. Zanim naukowcy przeprowadzili badania przez trzy lata zapoznawali się z członkami obu plemion. W przeszłości Batwa żyli z Nieprzeniknionym Lesie Bwindi, a w 1991 roku zostali przesiedleni na jego obrzeża. Dlatego też do badań pobrano wyłącznie krew osóbu urodzonych przed 1991 rokiem, które miały okazję prowadzić życie łowcy-zbieracza w lesie deszczowym.
      Z badań wynika, że populacje Batwa i Bakiga oddzieliły się od siebie ponad 60 000 lat temu, na długo przed pojawieniem się rolnictwa. Uczeni z Chicago chcą przeprowadzić podobne badania wśród kolejnych par łowców-zbieraczy i rolników w innych częściach świata.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Od czasu, gdy ludzie zasiedlili Nową Zelandię, wyginęła połowa miejscowych gatunków ptaków, a wiele innych jest zagrożonych. Teraz na łamach Current Biology ukazał się artykuł, którego autorzy obliczają, że powrót do takiej liczby gatunków jak przed kolonizacją człowieka zająłby nowozelandzkiej naturze około 50 milionów lat.
      Podejmowane przez nas dzisiaj decyzję dotyczące ochrony środowiska będą odczuwalne przez miliony lat. Niektórzy ludzie sądzą, że wystarczy zostawić naturę samą sobie, a szybko się ona odrodzi. Prawda jednak jest taka, że – przynajmniej w Nowej Zelandii – natura potrzebowałaby milionów lat, by odrodzić się po zniszczeniach dokonanych przez człowieka, a być może nigdy by się naprawdę nie odrodziła, mówi Luis Valente z berlińskiego Muzeum Historii Naturalnej.
      Dzisiejszy poziom bioróżnorodności to skutek milionów lat ewolucji. Ludzie w ciągu kilku tysiącleci wymazali te miliony lat. Naukowcy potrafią stwierdzić, jak dużo bioróżnorodności utraciliśmy wskutek działalności człowieka, ale rzadko zajmują się pomiarami wpływu ludzi na bioróżnorodność wysp.
      Valente i jego koledzy opracowali metodę oszacowania, jak długo wyspiarskiej przyrodzie zajmie odrodzenie się po utracie bioróżnorodności spowodowanej przez człowieka. Stwierdzili, że idealnym modelem do zademonstrowania działania nowej metody będzie zastosowanie jej do ptaków Nowej Zelandii. Antropogeniczne wymieranie nowozelandzkich zwierząt jest dobrze udokumentowane dzięki dziesięcioleciom pracy paleontologów i archeologów. A dostępne zsekwencjonowane DNA wymarłych gatunków ptaków Nowej Zelandii pozwala nam na zastosowanie naszej metody, mówi Valente.
      Naukowcy obliczyli, że powrót do takiej samej liczby gatunków ptaków, jakie żyły na Nowej Zelandii przed przybyciem człowieka, zająłby naturze 50 milionów lat. Gdyby zaś wyginęły wszystkie zagrożone obecnie gatunki, to natura potrzebowałaby 10 milionów lat, by ich liczba powróciła do liczby obecnej.
      Teraz Valente chce zastosować swoją metodę do innych wysp, by sprawdzić, jak tam wygląda sytuacja. Naukowcy spróbują też ocenić, które z czynników antropogenicznych odgrywają najważniejszą rolę w utracie gatunków.
      Uczony z optymizmem spogląda na przyszłość nowozelandzkiej przyrody. "Podejmowane tutaj inicjatywy są wysoce innowacyjne, wydają się działać i mogą zapobiec kolejnym stratom, które natura będzie odrabiała przez miliony lat", stwierdza uczony.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wyspa, która powstała 6 lat temu w wyniku ciągu katastrof naturalnych u zachodnich wybrzeży Pakistanu, została pochłonięta przez Morze Arabskie. Skrawek lądu pojawił się we wrześniu 2013 r. wskutek trzęsienia ziemi o magnitudzie 7,7 w skali Richtera i późniejszej aktywności wulkanu błotnego.
      Wysepka była bardzo mała, eksperci przewidywali więc, że szybko zniknie. Zdjęcia satelitarne wykonywane na przestrzeni 6 lat udokumentowały cały okres jej "trwania". Widać było wyraźnie, że z biegiem czasu fale i pływy erodowały strukturę. Obecnie nie jest już ona widoczna znad powierzchni.
      Gdy Zalzala Koh, co w języku urdu znaczy "góra trzęsienia ziemi", pojawiła się w 2013 r. w płytkiej zatoce w pobliżu miasta Gwadar, miała 20 m wysokości, 90 m szerokości i 40 m długości.
      Na zdjęciach satelitarnych wykonanych później w ramach programu Landsat widać ślady osadów, które dokumentują postępującą erozję. Jesienią 2016 r. wyspa ledwo wystawała nad wodę. Wiosną br. nie była już widoczna znad powierzchni. Zalzala Koh może się znajdować poza zasięgiem wzroku, ale to nie znaczy, że całkowicie zniknęła. W 2019 r. ślady jej istnienia są nadal widoczne w materiale zbieranym przez Landsat - podkreślają przedstawiciele NASA. W czerwcu satelita uwiecznił ślady osadów w wodzie u podstawy wyspy.
      Wyspy, które powstają w regionie wskutek działalności wulkanów błotnych, rodzą się i znikają niemal tak szybko, jak się pojawiły. Około 125 km na wschód inna wyspa, wyspa Malan (znana także jako Peer Ghaib), w ciągu 20 lat wychylała się nad powierzchnię wody i erodowała aż 2-krotnie. Pierwszy raz ujawniła się w marcu 1999 r. (wtedy zniknęła w ciągu roku). Drugi raz utworzyła się w 2010 r.
      Wulkany błotne wzdłuż wybrzeża Pakistanu są produktem ubocznym tektoniki płyt. Płyta arabska wsuwa się pod płytę euroazjatycką. Proces ten wypycha miękkie osady na krawędź płyty euroazjatyckiej. Materiał ten zasila zaś wulkany błotne.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Struktury społeczne tworzone przez goryle są bardziej złożone niż nam się wydawało i w uderzającym stopniu przypominają struktury społeczne tworzone przez ludzi. Odkrycie to sugeruje, że początków ludzkich systemów społecznych należy szukać u wspólnego przodka ludzi i goryli, zamiast przypisywać całą zasługę wyjątkowości człowieka.
      Doktor Robin Morrison z University of Cambridge, główna autorka najnowszych badań, wykorzystała dane gromadzone przez sześć lat w dwóch miejscach badawczych w Republice Kongo. Badanie życia społecznego goryli jest trudne. Zwierzęta te spędzają więksość czasu w gęstych lasach i mogą minąć całe lata, zanim przyzwyczają się do obecności ludzi, mówi uczona. Goryle gromadzą się też w miejscach, gdzie las styka się z bezdrzewnymi mokradłami, by żywić się tam wodną roślinnością. Ustawiliśmy w takich miejscach platformy badawcze i przez wiele lat, od świtu do nocy obserwowaliśmy i nagrywaliśmy życie goryli, opowiada Morrison. Większość z wykorzystanych danych pochodzi z Mbeli Bai, gdzie Wildlife Conservation Society od ponad 20 lat prowadzi badania nad gorylami.
      Goryle żyją w niewielkich grupach rodzinnych składających się z dominującego samca oraz gromady samic i młodych. Morrison wykorzystała algorytmy statystyczne pozwalające odkryć wzorce interakcji pomiędzy poszczególnymi osobnikami w grupach. Odkryła w ten sposób interakcje, o których dotychczas nie mieliśmy pojęcia.
      Okazało się bowiem, że poza najbliższą rodziną goryle utrzymywały regularne kontakty średnio z 13 innymi zwierzętami, odpowiadającymi rodzinom wielopokoleniowym: swoim ciotkom, dziadkom czy kuzynom. To jednak nie wszystko. Uczeni zauważyli, że kontakty społeczne goryli obejmują średnio 39 osobników, z którymi spędzają czas, ale nie muszą być z nimi spokrewnione. To odpowiada wczesnym ludzkim populacjom, takim jak plemię czy mała osada, mówi Morrison.
      Gdy mamy grupy, gdzie dominujące samce są ze sobą blisko spokrewnione, istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że grupy te utworzą jedno „plemię”, jednak w ponad 80% przypadków takich bliskich związków okazywało się, że dominujące samce są ze sobą słabo spokrewnione lub w ogóle nie występuje pomiędzy nimi pokrewieństwo. Samice spędzają życie w wielu różnych grupach, dzięki czemu urodzone przez nie samce, nawet te niespokrewnione, dorastają razem, na podobieństwo przyrodnich braci. To właśnie związki, które wtedy powstają, mogą owocować więzami, jakie obserwujemy u dorosłych samców, stwierdza uczona. Gdy spojrzymy na te związki z naszej antropocentrycznej perspektywy, możemy mówić tutaj o starych przyjaźniach.
      Zdarza się też, że wiele młodych samców jednocześnie opuszcza swoje stada, jednak nie są oni jeszcze gotowi, by założyć własne stado. Wówczas, na krótki czas, samce takie tworzą wspólne grupy. Naukowcy przypuszczają, że może być to kolejny element tworzenia się więzi, która pozostaje na całe życie.
      Uczeni zauważyli jeszcze jedno interesujące zjawisko. Okazuje się, że od czasu do czasu dochodzi do większych zebrań goryli. Przypominają one doroczne zgromadzenia czy festiwale. Jednak zachowania takie miały miejsce zbyt rzadko, by coś pewnego o nich powiedzieć.
      Morrison i jej zespół spekulują, że to okresowe dojrzewanie ulubionej żywności goryli mogło przyczynić się do tworzenia szerokich więzi społecznych. Goryle każdego dnia przebywają wiele kilometrów w poszukiwaniu różnych roślin, które rzadki i w sposób nieprzewidziany wydają owoce. Łatwiej jest znaleźć żywność, jeśli się współpracuje. Goryle spędzają dużą część życia na nauce poszukiwania żywności. To i inne zachowania społeczne w ramach własnej grupy oraz szerszej sieci osobników wspomagają współpracę i kolektywną pamięć o występowaniu trudnej do znalezienia żywności, stwierdzają uczeni.
      Obecnie wiemy o niewielu gatunkach ssaków, które tworzą struktury społeczne podobne do ludzkich. Również te gatunki, jak słonie czy delfiny, polegają na równie rozbudowanej co u człowieka pamięci przestrzennej pozwalającej odnaleźć źródła pożywienia. Dotychczas jednak obserwowaliśmy takie zachowania u gatunków, które były ewolucyjnie od nas odległe. Nasi najbliżsi krewni, szympansy, żyją w niewielkich terytorialnych grupach, często zmieniają sojusze i są bardzo agresywni wobec sąsiadów. Stąd też narodziła się teoria mówiąca, że zdolność do tworzenia dużych i skomplikowanych więzi społecznych to unikatowa umiejętność człowieka związana z jego „społecznym mózgiem”. Jednak badania Morrison wskazują, że zdolnościami takimi wykazują się też goryle, a to sugeruje, że nasze zdolności tworzenia więzi społecznych pojawiły się bardzo dawno i mogły po prostu zaniknąć u szympansów.
      Skala rozszerzania się więzi społecznych wraz z każdą dodatkową grupą goryli wchodzących w interakcje odpowiada temu, co obserwujemy nie tylko u wczesnych ludzi, ale również u pawianów, waleni i słoni, mówi Morrison. Istnieją znaczne różnice w strukturach społecznych u różnych gatunków naczelnych. Jednak to, co widzimy u goryli, i co prawdopodobnie istniało u naszego wspólnego z nimi przodka, może posłużyć jako zadziwiająco dobry model społecznej ewolucji człowieka, dodaje uczona.
      Nasze odkrycie to kolejny dowód, że te zagrożone zwierzęta są niezwykle inteligentne, mają złożone życie, a my ludzie nie jesteśmy tak wyjątkowi, jak nam się wydaje.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...