Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Biopaliwa brudniejsze niż ropa

Recommended Posts

Naukowcy ze Smithsonian Institute uważają, że rządy poszczególnych państw powinny lepiej przemyśleć wspieranie produkcji biopaliw w swoich krajach. Mają one co prawda liczne zalety, od politycznych poprzez ekonomiczne po ekologiczne, jednak z badań uczonych ze Smithsonian wynika, że niektóre biopaliwa, jeśli weźmiemy pod uwagę cały ich cykl produkcyjny, mogą bardziej zanieczyszczać środowisko niż paliwa kopalne.

Jörn Scharlemann i William Laurance pracujący w Smithsonian Tropical Research Institute przyjrzeli się wynikom badań przeprowadzonych na zlecenie rządu Szwajcarii. W ich ramach sprawdzono wpływ 26 różnych biopaliw na środowisko i ludzkie zdrowie.

Okazuje się, że wszystko zależy od tego gdzie i w jaki sposób uprawiane są rośliny, będące źródłem biopaliw. Najbardziej „brudnymi” biopaliwami, zanieczyszczającymi środowisko naturalne bardziej niż ropa naftowa i benzyna, są paliwa z północnoamerykańskiej kukurydzy, brazylijskiej soi i malezyjskiego oleju palmowego. Z kolei najbardziej przyjazne środowisku są te wyprodukowane ze zużytego oleju spożywczego oraz z trawy i drzew.

Biopaliwa ogromnie różnią się między sobą pod względem wpływu na środowisko. Musimy być mądrzy i promować właściwe biopaliwa, w przeciwnym razie nie zmniejszymy zanieczyszczeń – mówi Laurance. To właśnie chęć redukcji zanieczyszczeń jest jednym z głównym powodów, dla których świat jest coraz bardziej zainteresowany biopaliwami.

To kolejny argument za rozważeniem używania biopaliw. Ostatnio ONZ wykazał, że produkcja biopaliw przyczynia się do wzrostu cen żywności, a słynna Jane Goodall ostrzega, że produkcja biopaliw szkodzi lasom deszczowym.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szkoda, że nie podano, o jakie dokładnie rodzaje zanieczyszczeń chodzi.

 

Swoją droga ostatnio słyszałem, że całkowity koszt ekologiczny budowy i eksploatacji hybrydowego Priusa jest większy, niż w przypadku Hummera z silnikiem 5,4 litra :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Swoją droga ostatnio słyszałem, że całkowity koszt ekologiczny budowy i eksploatacji hybrydowego Priusa jest większy, niż w przypadku Hummera z silnikiem 5,4 litra 

 

Zawsze się tak mówi jak się chce zarobić lub kogoś zniechęcić 8)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Albo wtedy, gdy zwyczajnie ma się rację. Problem w tym, że za tamtym raportem przemawiają liczby, a za zwolennikami Priusa tylko hasła.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Swoją droga ostatnio słyszałem, że całkowity koszt ekologiczny budowy i eksploatacji hybrydowego Priusa jest większy, niż w przypadku Hummera z silnikiem 5,4 litra 

 

Zawsze się tak mówi jak się chce zarobić lub kogoś zniechęcić 8)

 

Nie zawsze.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale pamiętajmy o tym, że po paru latach potrzebna jest wymiana akumulatora (a gdzie koszt zakupu nowego akumulatora, koszt utylizacji starego? Przy tak ogromnej pojemności pewnie jest to dość drogie), koszt przeglądów jest bez porównania większy, a do tego koszt ekologiczny wytworzenia podzespołów. To działa na podobnej zasadzie, jak jest z ogniwami słonecznymi: nazywamy je "zieloną energią", a tymczasem do ich wytworzenia potrzeba użyć niesamowitej wręcz ilości chemikaliów i energii, w domyśle: nieodnawialnej energii.

 

Dalej, cytat z raportu dotyczącego kosztów ekologicznych eksploatacji samochodów: "To compare, the Toyota Prius involves $3.25 per mile in energy costs over its lifetime, according to CNW, while several full-size SUVs scored lower. A Dodge Viper involves only $2.18 in energy per mile over its lifetime. The Range Rover Sport costs $2.42, and the Cadillac Escalade costs $2.75.". Powtarzam: o połowę droższy od Vipera spalającego ok 20 l na 100 km normalnej jazdy! I o 20% więcej od tego bydlęcia: http://www.houstoncars.org/wp-content/uploads/2007/01/WindowsLiveWriter/2afbc714089a_CD3A/2007.cadillac.escalade-exterior%5B2%5D.jpg

 

Do tego koszt recyklingu Priusa to ok. 20000 USD więcej, niż w przypadku tradycyjnego auta benzynowego (140 000 vs 120 000). A dlaczego? "Although CNW does say that vehicle recycling accounts for about one-quarter of all the energy used in U.S. recycling, it also says that much of the extra energy cost of hybrids is due to their complexity, which requires more energy through many stages of its life, such as in sourcing materials and making repair.". Czyli znów: taksówkarz pochwali to auto, bo jeździ się tanio, bo pewnie tak jest - ale ile musi się nagimnastykować organ odpowiedzialny za recykling?

 

Dalej: "according to the study the average Prius is expected to go 109,000 miles over its lifetime, while a Hummer H1 would go 379,000 miles". Czyli trzeba kupić ponad trzy Priusy, żeby przejechać ten sam dystans i za każdym razem przejść całą ścieżkę produkcji, eksploatacji i recyklingu od nowa. Do tego 109 000 mil to jakieś 7-8 lat jazdy (zakładam, że średnia to ok. 20 000 km na rok), czyli co najmniej jednokrotna wymiana baterii jest niemal pewna, o ile chcemy NAPRAWDĘ z niej korzystać. O żywotności baterii może się przecież przekonać każdy posiadacz laptopa, komórki czy jakiegokolwiek urządzenia wykorzystującego baterię (i zaznaczam tu, że akumulatory w Priusie nie różnią się zastosowaną technologią od "zwykłych" akumulatorów, toteż mają te same wady i bardzo podobną żywotność).

 

------------------------------

Zaznaczam wyraźnie: nie traktuję tego raportu jako ostatecznego i niepodważalnego, gdyż nie potrafię ocenić jakości jego przygotowania. Staram się tylko zaprezentować inny punkt widzenia jako dodatkowy głos w dyskusji - może nieco off-topic, ale też związany z mitami o niektórych rodzajach "czystej energii" i niektórych "energooszczędnych urządzeniach". Dlatego zaznaczyłem: "słyszałem, że". Tylko mam prośbę z góry: jeśli ktoś chce z tym polemizować, niech również używa konkretnych liczb, a nie teorii spiskowych z cyklu "jak się czegoś nie lubi, to się tak pisze".

Share this post


Link to post
Share on other sites
niektóre biopaliwa, jeśli weźmiemy pod uwagę cały ich cykl produkcyjny, mogą bardziej zanieczyszczać środowisko niż paliwa kopalne.

 

Artykuł i badania sponsorowane przez naftę ....?? 8)

Share this post


Link to post
Share on other sites

A może napisz jakiś konkret? Jedyne, co potrafisz, to opluwać tylko dlatego, że coś jest nie po Twojej myśli.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moim zdaniem kluczem do prawdziwej ekologiczności jest zrezygnowanie z procesu spalania na rzecz innych, czystszych procesów. Pod tym względem Priusa można nazwać krokiem pomiędzy autami spalinowymi a w pełni elektrycznymi. W USA istnieją firmy które specjalizują się w przerabianiu Priusów na samochody zasilane z sieci energetycznej. Jeżeli spojrzeć na to z boku to idealne rozwiązanie dla aut miejskich.

 

Co do kosztów utylizacji. Tak jak zawsze wszystko zależy od ilości. Pozatym dzisiejsze ogniwa LItowo Polimerowe różnią się mocno od tych z przed kilku lat. Przede wszystkim tym, że można je regenrować.

 

I tutaj coś z mojej branży. Porównywanie żywotności baterii laptopów jest śmieszne. Nie wiem czy wiecie ale każda bateria laptopa ma własny licznik ładowań i rozładowań oraz czasu pracy na baterii. Wystarczy go zresetować i stara bateria staje się nagle nową. Oczywiście ktoś powie że do ze względów bezpieczeństwa. Czy jednak nie przyszło wam do głowy że producent celowo zaniża te parametry. W końcu czemu baterie laptopów z górnej półki potrafią wytrzymać kilkakrotnie dłużej niż te z hipermarketów, mimo że mają w somie te same ogniwa.

 

Dużym korporacjom nie opłaca się tworzenie produktów trwałych. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Moim zdaniem kluczem do prawdziwej ekologiczności jest zrezygnowanie z procesu spalania na rzecz innych, czystszych procesów.

Spalanie to, w dużym uproszczeniu, gwałtowne utlenianie. A więc reakcja prowadząca do wydzielania energii. Dlaczego z góry zakładasz więc, że reakcje utleniania mają prowadzić do wytwarzania zanieczyszczeń? Przecież utlenianie wodoru także jest procesem spalania, a kończy się wytworzeniem czystej chemicznie wody, która nie jest bynajmniej zanieczyszczeniem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ponadto tlenki są jednymi ze związków posiadającymi w sobie najmniej energii (czyli będącymi najtrwalszymi formami różnych indywiduów chemicznych, i dlatego do tego dąży zarówno natura, choćby dlatego że wiele metali występuje w rudach a nie w postaci czystej, oraz dąży do tego człowiek - właśnie poprzez spalanie, co pozwala na wydobycie sporych ilości energii, głównie z węgla i węglowodorów).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ken Busseler, chemik z Woods Hole Oceanographic Institute, poinformował o wynikach badań nad wpływem katastrofy elektrowni atomowej w Fukushimie na pobliskie środowisko oceaniczne. W miesiąc po katastrofie w oceanie w miejscu zrzutu wody z elektrowni stwierdzono, że stężenie cezu-137 jest o 45 000 000 razy większe niż normalnie. Jednak w związku z ruchem wód szybko zaczęło ono spadać. W lipcu, cztery miesiące po wypadku, stężenie przekraczało normę już „tylko“ 10 000 razy.
      Najnowsze analizy wykazują, że woda nie stanowi już zagrożenia dla ludzi i zwierząt. Jednak, jak ostrzega Busseler, osady morskie mogą być groźne przez wiele dziesięcioleci. Uczonego martwi jeszcze coś. Od lipca poziom cezu-137 w wodzie utrzymuje się na niemal stałym poziomie. Jego zdaniem, skażona woda wciąż wpływa do oceanu. To najprawdopodobniej woda, która wcześniej wsiąkła w grunt. Wraz z osadami dennymi będzie ona przez długie lata stanowiła zagrożenie.
      Firma TEPCO, operator elektrowni w Fukushimie, ujawniła, że w grunt mogło wsiąknąć nawet 45 ton wody skażonej strontem. Pierwiastek ten koncentruje się w kościach i wywołuje ich nowotwory. Zagrożeniem dla człowieka mogą być zatem małe ryby, które są spożywane wraz z ośćmi.
      Jak pamiętamy, morska woda była wykorzystywana do awaryjnego chłodzenia reaktorów po katastrofie. Mniej skażoną wodę odprowadzano bezpośrednio do oceanu, by zrobić w zbiornikach miejsce na wodę bardziej skażoną. Jednak jej część również wyciekła.
      FIrma TEPCO od czasu wypadku regularnie bada próbki wody. Buesseler i inni naukowcy przygotowali właśnie analizę tych danych. Szczególne obawy budzi cez-137, którego okres połowicznego rozpadu wynosi aż 30 lat. Dla Japończyków, to nie pierwsze zagrożenie tego typu. ZSRR od lat 50. ubiegłego wieku pozbywał się odpadów nuklearnych wrzucając je do oceanu. W latach 60. duże ilości cezu-137 pochodzącego z sowieckiej armii, zostały zatopione niedaleko Japonii. Prowadzone w 2010 roku badania wykazały, że jego koncentracja spadała już do 1,5 Bq/m3. Tymczasem wyciek z Fukushimy spowodował koncentrację rzędu 68 milionów Bq/m3. Nigdy wcześniej takie ilości pierwiastków radioaktywnych nie były obecne w oceanie.
      Naukowcy wzywają do przeprowadzenia badań osadów morskich. Jest to ważne także i z tego powodu, że w japońskiej kuchni dużą rolę odgrywają owoce morza. Tymczasem żyjące przy dnie zwierzęta mogą być przez dziesięciolecia wystawione na zwiększone dawki promieniowania, co w efekcie może zagrozić ludziom.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Samochody przyszłości mogą być napędzane paliwem uzyskiwanym ze... starych gazet. Tak przynajmniej twierdzą uczeni z Tulane University, którzy zidentyfikowali nowy szczep bakterii nazwany TU-103. Bakterie te zmieniają stare gazety w butanol, a uczeni wykorzystują w swoich eksperymentach stare numery Times Picauyne.
      TU-103 to pierwszy znany szczep bakterii, który tworzy butanol wprost z celulozy. Celuloza obecna w zielonych roślinach to najobficiej występujący materiał organicznych. Wielu marzy o tym, by nauczyć się zmieniać ją w butanol. Każdego roku w samych tylko Stanach Zjednoczonych na wysypiska trafiają co najmniej 323 miliony ton materiałów zawierających celulozę - mowi Harshad Velankar, badacz zatrudniony w laboratorium Davida Mullina.
      Naukowcy odkryli TU-103 w zwierzęcych odchodach i opracowali sposób na nakłonienie bakterii do produkcji butanolu. Najważniejsze, że TU-103 tworzy butanol wprost z celulozy - mówi Mullin.
      Nowo odkryta bakteria jako jedyny mikroorganizm produkujący butanol może robić to w obecności tlenu. Inne bakterie tworzące butanol wymagają środowiska beztlenowego, co podnosi koszty produkcji.
      Butanol lepiej sprawdza się w roli biopaliwa, gdyż w przeciwieństwie do etanolu może być spalane w tradycyjnych silnikach, nadaje się do transportu istniejącymi rurociągami, ma słabsze właściwości żrące i można uzyskać z niego więcej energii.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Przed czterema miesiącami informowaliśmy o badaniach przeprowadzonych przez prestiżowy Cornell University, z których wynikało, że gaz łupkowy zanieczyszcza atmosferę gazami cieplarnianymi bardziej niż węgiel. Teraz uczeni z innej znanej uczelni - Carnegie Mellon University - przygotowali raport, który przeczy ustaleniom ich kolegów z Cornell.
      W artykule opublikowanym w Environmentla Research Letters czytamy, że emisja gazów cieplarnianych z gazu uzyskiwanego z łupków z formacji Marcellus jest o 3% większa od emisji z konwencjonalnego gazu, a wartość ta mieści się w zakresie dopuszczalnego błędu w badaniach.
      Problem z określeniem wpływu wydobycia i wykorzystania gazu łupkowego na środowisko polega na zbyt małej ilości dostępnych danych. Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) przygotowała propozycję, zgodnie z którą firmy zajmujące się eksploatacją gazu łupkowego miałyby zostać zobowiązane do zbierania danych na temat całkowitej emisji do środowiska - od początku jego wydobycia do momentu, gdy zostanie wykorzystany przez odbiorcę końcowego.
      Obecnie wiadomo, że podczas spalania gazu emisja dwutlenku węgla jest o 50% mniejsza niż podczas spalania węgla. Wielką niewiadomą jest jednak emisja, do której dochodzi przed spaleniem gazu. W procesie jego wydobycia wykorzystuje się dużo wody i energii oraz dochodzi do uwolnienia metanu do atmosfery.
      Uczeni z Carnegie Mellon, którzy zajęli się tym problemem, szacują jednak, że cały proces eksploatacji i wykorzystania gazu łupkowego z formacji Marcellus przyczynia się do zanieczyszczenia środowiska w takim samym stopniu, co eksploatacja i wykorzystanie gazu konwencjonalnego.
      Naukowcy rozpoczęli swoje badania już od etapu przygotowań do wydobycia. Ocenili wpływ na środowisko wszelkich działań podejmowanych jeszcze zanim rozpocznie się wiercenie studni, a zatem szacowali np. wpływ budowy dróg dojazdowych. Szacowali też, co dzieje się podczas hydraulicznego kruszenia skał czy przetwarzania gazu, zanim zostanie on wykorzystany. W końcu doszli do wniosku, że przygotowanie, wydobycie, przetwarzanie, dystrybucja i spalanie gazu łupkowego nie stwarzają większego zagrożenia niż te same działania podejmowane z gazem ziemnym.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Oritsunagumono (dosł. "rzeczy złożone i połączone) to wyjątkowa kolekcja origami. Takayuki Hori wykorzystał przezroczyste arkusze, by pokazać, jak zanieczyszczenia zagrażają przedstawicielom japońskiej fauny przybrzeżnej. Najpierw nadrukowano na nich fragmenty szkieletu oraz obiekty często połykane przez zwierzęta, a następnie złożono, nadając odpowiednie kształty.
      Niektórzy nazywają kolekcję rentgenowskim origami, bo modele wyglądają na przygotowane z wywołanej przez radiologa kliszy. Kości są czarne lub utrzymane w odcieniach szarości, podczas gdy połknięte przedmioty mają jaskrawe barwy. Na wystawie nad każdym trójwymiarowym modelem na ścianie wisi oprawiona rozrysowana siatka do złożenia (co nieco przypomina siatki sześcianów czy innych wielościanów). Oritsunagumono robi spore wrażenie dzięki wysiłkom oświetleniowca. Modele stoją na postumencie, w którym jarzy się tylko ścianka wchodząca w kontakt ze zwierzęciem. To jedyne źródło światła w pomieszczeniu.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Gaz naturalny jest postrzegany jako paliwo bardziej przyjazne środowisku niż węgiel. Biorąc bowiem pod uwagę wartość energetyczną metanu, głównego składnika naturalnego gazu, ma skutkować mniejszą niż w przypadku węgla emisją CO2 do atmosfery. Stąd też, m.in., rosnące zainteresowanie gazem łupkowym. I stąd też olbrzymia burza, jaką wywołały badania uczonych z Cornell University, które zostaną opublikowane w najbliższym numerze pisma Climate Change.
      Uczeni z Cornell dowodzą bowiem, że w perspektywie 20 lat gaz łupkowy może przynieść środowisku więcej szkody niż spalanie węgla. Tradycyjne źródła gazu też są zagrożeniem, ale szczególnie niebezpieczny ma być właśnie gaz łupkowy, który w najbliższej przyszłości stanie się głównym źródłem gazu wydobywanego w USA.
      Gaz łupkowy bardziej zanieczyści atmosferę z powodu wykorzystywanych metod produkcji, które już podczas wydobycia prowadzą do emisji metanu do atmosfery. Jak uważa biogeochemik Robert Howarth i jego koledzy, od 0,6 do 3,2% gazu łupkowego trafia do atmosfery podczas procesu wydobycia. Jest to tym bardziej niebezpieczne, że zawiera on metan, gaz znacznie silniej wpływający na globalne ocieplenie niż dwutlenek węgla.
      Badania zespołu Howartha już zostały skrytykowane przez firmy zajmujące się wydobyciem gazu. Badania są niewiarygodne i pełne sprzeczności. Ich główny autor jest biologiem ewolucyjnym i aktywistą organizacji sprzeciwiających się wydobyciu gazu naturalnego, a jako taki nie jest wiarygodny - mówi Russell Jones, doradca ekonomiczny American Petroleum Institute.
      Niezależni eksperci zgadzają się, że badania są co najmniej kontrowersyjne, a jednym z największych problemów jest przyjęcie 20-letniego horyzontu czasowego. To prawda, że metan ma ponad 70-krotnie silniejszy wpływ na ocieplenie niż dwutlenek węgla - mówią. Jednak, dodają, trzeba pamiętać, że metan rozpada się w atmosferze. Po 100 latach jest on tylko 25-krotnie silniejszy, podczas gdy dwutlenek węgla utrzymuje się przez setki lub tysiące lat.
      Inni eksperci nie są jednak aż tak krytyczni. Zauważają, że główna krytyka związana jest z... relacjami prasowymi, wyciągającymi z raportu najbardziej sensacyjne stwierdzenia. Alan Krupnick z Resources for the Future stwierdza, że badania nie mówią o tym, że gaz naturalny jest gorszy. „Zaprezentowano tam wyniki symulacji dla dwóch okresów - 20-letniego i 100-letniego" - mówi. Zwraca też uwagę, że w okresie 100-letnim gaz łupkowy nadal jest bardziej szkodliwy niż spalanie węgla, co rzeczywiście każe stawiać pod znakiem zapytania ekologiczne argumenty wysuwane przez jego zwolenników.
      Zdaniem krytyków badań, Howarth nie powinien porównywać dżuli, a kilowatogodziny wyprodukowanej energii. Jeśli by to zrobił, badania wykazałyby, że gaz łupkowy jest bardziej ekologiczny. Zgadzają się jednak z uczonym z Cornell, iż konieczne są badania pól wydobycia gazu. Niektóre z nich są podziurawione jak szer szwajcarski, a przez nieużywane otwory do atmosfery może trafiać metan.
      Sam Howarth przyznaje, że konkretne dane to poważna słabość jego badań. Zgadzam się z tym, że dane nie są takie, jakie powinny być. Ale mam nadzieję, że ten raport wymusi na przemyśle wydobywczym, by w końcu udostępnił swoje dane, których obecnie nie chce ujawnić. Dzięki temu każdy z nas będzie dysponował lepszym materiałem niż to, co udało mi się uzyskać.
×
×
  • Create New...