Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Odkryto, że zjedzony przez larwy komarów mikroplastik wzbija się w ciałach dorosłych owadów w przestworza

Recommended Posts

Mikroplastik jest zjadany przez larwy komarów oraz innych owadów latających, które składają jaja w wodzie, i koniec końców w wyniku przeobrażenia dostaje się do ciał dorosłych osobników (imago). W ten sposób mikroplastik opuszcza wodę i trafia w przestworza, by zostać zjedzonym przez kolejny element łańcucha pokarmowego - ptaki.

Autorzy publikacji z pisma Biology Letters podkreślają, że to nieznany dotąd szlak skażenia środowiska mikroplastikiem.

Zespół z Uniwersytetu w Reading odkrył, że spożyte przez larwy drobne fragmenty tworzyw sztucznych pozostają w organizmie podczas metamorfozy w nieżerującą larwę, a później w imago. Owady latające są zaś zjadane przez ptaki i nietoperze i tak mikroplastik dostaje się do łańcucha pokarmowego.

Ostatnio dużą część uwagi naukowców pochłaniał plastik zanieczyszczający oceany. Nasze badanie pokazuje jednak, że podobne zjawisko dotyczy przestworzy. [...] Studium unaoczniło nam, że mikroplastik jest transmitowany między stadiami rozwojowymi owadów latających i może skazać różne istoty, które normalnie by się z nim nie zetknęły. To szokująca prawda, że plastik dociera do niemal wszystkich zakątków środowiska [...] - podkreśla prof. Amanda Callaghan.

W ramach eksperymentu doktorantka Rana Al-Jaibachi podawała fluorescencyjne mikrodrobinki plastiku larwom komarów i monitorowała ich los na różnych stadiach rozwoju owadów. Za pomocą mikroskopu sprawdzała, czy drobinki dostały się z żerujących larw do nieżerujących poczwarek, a później do imago.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 hours ago, KopalniaWiedzy.pl said:

nieżerującą larwę

 

5 hours ago, KopalniaWiedzy.pl said:

nieżerujących poczwarek

Pierwsze źle, drugie (prawie) ok. "Prawie", bo wszystkie poczwarki są nieżerujące ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zdumieni strażnicy z National Trust znaleźli na bezludnej wyspie Mullion u wybrzeży Kornwalii tysiące jasnobrązowych, żółtych i zielonych gumek recepturek. Wydaje się, że trafiły tu, bo ptaki morskie pomyliły je ze swoim pożywieniem. Co istotne, w regionie uprawiane są kwiaty, które wiąże się w pęczki właśnie za pomocą gumek.
      Gumki znajdowały się w wypluwkach (zrzutkach) wydalonych na drodze regurgitacji.
      Zjedzone tworzywa sztuczne i guma to kolejna pozycja na długiej liście wyzwań, z którymi mewy i inne ptaki morskie muszą się zmagać, by po prostu przeżyć. Choć mewy są hałaśliwe i wydają się rozpowszechnione, tak naprawdę ich liczebność spada - opowiada strażniczka Rachel Holder.
      Miejsca takie jak wyspa Mullion powinny być dla ptaków morskich ostojami, przykro więc widzieć, że stały się one ofiarami ludzkiej aktywności.
      W niestrawionym pokarmie znaleziono też niewielkie fragmenty sieci rybackich i sznurka. Jedna z mew zginęła po złapaniu się na 10-cm haczyk.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naszym rozmówcą jest Marek Pióro – popularyzator „ptasiarstwa”, autor książek „Kalendarz ptaków” i „Plamka mazurka”. Od 12 lat prowadzi blog Plamka mazurka, a od 10 lat pełni funkcję ambasadora Rzeczpospolitej Ptasiej. Znawca ptaków, który bada ich obecność w mitologii, kulturze czy zabobonach. Pisze o ptakach wielowymiarowo. Jak sam mówi, zawdzięcza im naprawdę dużo, między innymi wzbogacenie kontaktów z ludźmi czy rzucenie palenia.


      Jest Pan tropicielem przysłów, herbów i legend związanych z ptakami, a także ptasich śladów w sztuce, religii i historii. Tego typu wątki pojawiają się m.in. w Pana książce pt. „Plamka mazurka”, np. w opowieściach o bocianie albo czapli. Skąd takie zainteresowania?
      Tropienie wspomnianych przez Panią tematów przyszło z rozwojem mnie jako autora bloga. Historia, legendy, przysłowia, sztuka czy mitologie obce mi nie były. Ale dopiero wraz z rozkręcaniem bloga zacząłem coraz głębiej je drążyć. Było to dla mnie radosne przypominanie poszczególnych wątków, jak też poznawanie nowych. Chyba w dużej mierze dzięki temu blog przyciągał uwagę wielu osób. Zapewne dzięki temu „Kalendarz ptaków” i „Plamka mazurka” dostarczają mi wzruszeń od Czytelników chwalących te książki.
      Liczebność populacji ptaków określa się w liczbie par. Są jednak pewne wyjątki. Skąd się one biorą: czy to kwestia biologii gatunku, tradycji czy jeszcze czegoś innego?
      Dobre pytanie, choć chyba niekoniecznie ja powinienem być jego adresatem. Kwestia liczenia ptaków w parach ma jednak swoje ograniczenia. Albo też... zbyt dużo swobody! Mam tu na myśli dwa pierwsze z brzegu gatunki. Dzięciołka i zimorodka. Liczymy je w parach, choć tak na dobrą sprawę różnie z tym bywa. Słyszałem swego czasu o samicy dzięciołka, która miała trzech partnerów i trzy dziuple ze swoimi jajami, a potem pisklętami. Albo o samcach zimorodków, które miały po trzy samice i trzy norki z przychówkiem. Jakże wygląda przy nich liczony w "buczących" samcach bąk? Podobne jest u wodniczek, które liczone są w śpiewających samcach.
      Jednak wszystkie gatunki w naszej awifaunie przebijają remizy. Występuje u nich polyginia (samiec kojarzący się z kilkoma samicami) z poliandrią (samica kojarząca się z kilkoma samcami). Myślę, że niejeden scenarzysta telenowel, gdyby znał remizy, mógłby być szczęśliwy.
      A w dziewiętnastym wieku remizy uznawano za monogamiczny gatunek.
      Co dla Pana oznacza bycie ambasadorem Rzeczpospolitej Ptasiej?
      Nominacja na ambasadora Rzeczpospolitej Ptasiej, na której zloty odbywające się w przedostatnie weekendy każdego kwietnia zapraszam, miała być dostrzeżeniem mojego blogowania. Miała zostać pewnym takim jakby zwieńczeniem pisania o ptakach, a stała się odskocznią, trampoliną do dalszego pisania.
      Z chwilą, gdy zostałem ambasadorem, opuściło mnie ileś nieśmiałości, nabrałem większej pewności siebie. Dzięki temu poznałem wielu fantastycznych ludzi. Po prostu nabrałem w skrzydła pozytywnego wiatru.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W czasach gdy coraz więcej osób świadomie rezygnuje z używania plastiku, niektórzy producenci herbaty w torebkach idą w przeciwnym kierunku i zastępują torebki papierowe plastikowymi. Najnowsze badania wykazały, że z torebek tych uwalnia się plastik, który następnie spożywamy pijąc herbatę. Skutki zdrowotne połykania mikro- i nanocząsteczek plastiku nie są obecnie znane.
      Profesor Nathalie Tufenkji i jej koledzy z kanadyjskiego McGill University chcieli sprawdzić, czy z plastikowych torebek na herbatę uwalnia się mikro- i nanoplastik. Postanowili też zbadać, jak takie ewentualnie uwolnione cząstki wpływają na rozwielitkę wielką, modelowy organizm morski.
      Naukowcy kupili więc w sklepach pakowane w plastikowe woreczki herbaty czterech producentów. Przecięli torebki, wysypali herbatę i wyprali puste torebki. Działania takie były konieczne, gdyż związki organiczne znajdujące się w herbacie mogą zaburzać wyniki uzyskane za pomocą wykorzystanych technik analitycznych. Następnie torebki zanurzono w wodzie o temperaturze 95 stopni Celsjusza, symulując warunki parzenia herbaty. Za pomocą mikroskopu elektronowego zbadali następnie wodę. Uzyskane wyniki mogą zaskakiwać. Okazało się bowiem, że z jednej torebki herbaty uwalnia się do napoju około 11,6 miliarda (!) fragmentów mikroplastiku i 3,1 miliarda (!) kawałków nanoplastiku. Chcąc potwierdzić, że plastik pochodzi z torebek, naukowcy wykorzystali spektroskopię w podczerwieni z transformacją Fouriera (FTIR) oraz rentgenowską spektroskopię fotoelektronów (XPS). Obie metody potwierdziły, że obecny w wodzie plastik to nylon i poli(tereftalan etylenu), czyli te same materiały, z których zrobione są torebki.
      Podobne eksperymenty przeprowadzono z nieprzeciętymi torebkami, by upewnić się, tym, co doprowadziło do uwolnienia plastiku, nie było przecięcie torebek. Uzyskane wyniki wykluczyły taką możliwość.
      Ilość nylonu i poli(tereftalanu etylenu) uwalnianego z torebek herbaty jest o wiele rzędów wielokości większa, niż ilość plastiku stwierdzana w innych rodzajach pożywienia, stwierdzają uczeni.
      Naukowcy podawali też rozwielitkom mikro- i nanoplastik pochodzący z torebek od herbaty. Zwierzęta przeżyły, jednak zaobserwowano u nich nieprawidłowości behawioralne i anatomiczne. Obecnie nie wiadomo, czy plastik ma równie niekorzystny wpływ na ludzi.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Słyszeliśmy już o różnych zastosowaniach grafenu, jednak pomysł naukowców z Brown University jest z pewnością nietypowy: Amerykanie stwierdzili, że można go z powodzeniem wykorzystać do ochrony przed ugryzieniami komarów.
      Na łamach PNAS ukazał się artykuł, którego autorzy przekonują, że grafenowa ochrona działa na 2 sposoby. Po pierwsze, komar nie jest w stanie przebić się przez wielowarstwowy grafen. Po drugie, eksperymenty wykazały, że blokuje on sygnały chemiczne, których komary używają do wyczuwania posiłku. Wyniki sugerują więc, że wyściółka z grafenu w ubraniu mogłaby stanowić skuteczną barierę antykomarową.
      Komary są ważnymi wektorami chorób, stąd spore zainteresowanie niechemicznymi metodami ochrony przed ugryzieniami. Pracowaliśmy nad tkaninami z grafenem spełniającym rolę bariery dla toksycznych związków i zaczęliśmy się zastanawiać, gdzie jeszcze takie podejście mogłoby się sprawdzić. Stwierdziliśmy, że mogłaby to być ochrona przed ugryzieniami komarów - wyjaśnia prof. Robert Hurt.
      By sprawdzić, czy tak rzeczywiście jest, Hurt zebrał grupę ochotników, którzy wkładali rękę do pojemnika z komarami (komary miały dostęp do małego skrawka skóry; hodowano je w laboratorium, było więc wiadomo, że nie przenoszą żadnych chorób).
      Naukowcy porównywali liczbę ugryzień na nagiej skórze, skórze okrytej etaminą (bawełnianą tkaniną o splocie płóciennym) i skórze przykrytej etaminą powleczoną filmem z tlenku grafenu (GO).
      Szybko się okazało, że grafen działa odstraszająco; gdy skóra była przykryta etaminą pokrytą filmem z GO, nie było żadnych ugryzień, podczas gdy na nagiej skórze i skórze przykrytej czystą etaminą komary zaczynały żerować bardzo szybko.
      Co ciekawe, w obecności ręki przykrytej materiałem z grafenem komary zupełnie zmieniały swoje zachowanie. W obecności grafenu komary nawet nie lądowały na skrawku skóry - po prostu się nim nie przejmowały. Założyliśmy, że przez odporność na przebicie grafen będzie barierą fizyczną dla ugryzień, ale kiedy przyglądaliśmy się przebiegowi eksperymentów, zaczęliśmy uważać, że stanowi on także barierę chemiczną, która nie pozwala komarom wyczuć, że ktoś jest w pobliżu - opowiada doktorantka Cintia Castilho.
      Chcąc potwierdzić pomysł dot. bariery chemicznej, naukowcy nanieśli odrobinę ludzkiego potu na barierę grafenową. Z sygnałami chemicznymi po zewnętrznej stronie plastra komary gromadziły się podobnie jak na nagiej skórze.
      GO zapewnia odporność na przebicie, ale nie we wszystkich przypadkach. Gdy naukowcy naśladowali kłujkę komarów za pomocą drobnej igły albo analizowali proces gryzienia w ramach symulacji komputerowej, okazało się, że komary nie są w stanie wygenerować odpowiedniej siły, by przebić GO, tylko wtedy, gdy tlenek grafenu jest suchy. Symulacje pokazały wyraźnie, że po wysyceniu wodą GO staje się podatny na przebicie. Eksperymenty również potwierdziły, że komary mogą się przebić przez mokry GO.
      Stwierdzono za to, że zredukowany tlenek grafenu (rGO) stanowi barierę przed ugryzieniami zarówno w formie suchej, jak i mokrej.
      Jak tłumaczy w przesłanym mailu Hurt, eksperymenty były prowadzone w dwojakiego rodzaju warunkach: suchych i mokrych. Przy suchych (z suchym filmem i człowiekiem nieangażującym się w czynność związaną z obfitym poceniem) film zapewniał ochronę przed komarami. To zaś sugeruje, że w normalnym stanie ludzka skóra, która poci się tylko trochę, nie będzie wpływać negatywnie na ochronne właściwości filmu.
      Mokre warunki generowano, wprowadzając na film większą ilość wody. W takiej sytuacji GO, który stawał się hydrożelem, nie spełniał swojej funkcji, a rGO tak.
      Na razie naukowcy nie wiedzą, czy silne pocenie wprowadzi GO w stan mokry, ale najprawdopodobniej tak. Wiele wskazuje więc na to, że zarówno woda pochodzenia zewnętrznego (deszczówka albo np. woda ze strumienia, w którym użytkownik brodzi), jak i obfite pocenie stworzą warunki mokre, w których GO nie spełnia funkcji ochronnych, a rGO tak.
      Kolejnym etapem badań ma być znalezienie sposobu na stabilizowanie GO, tak by był twardszy po zmoczeniu. Naukowcom zależy na tym, bo GO nadaje się do ubieralnych technologii lepiej niż rGO. GO "oddycha", [...] a rGO nie. Najlepszym sposobem na wdrożenie tej technologii byłoby więc znalezienie sposobu na mechaniczne ustabilizowanie GO, tak by pozostawał twardy po zmoczeniu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      U zwierząt z peruwiańskiej Amazonii występują duże stężenia ołowiu. Naukowcy nie spodziewali się tego, sądząc, że lasy deszczowe znajdują się z dala od cywilizacji.
      Naukowcy z Uniwersytetu Autonomicznego w Barcelonie i Universitat de Vic - Universitat Central de Catalunya pobrali próbki wątroby 315 zwierząt należących do 18 gatunków. Zostały one upolowane przez Achuarów oraz Indian Yagua i Keczua.
      Badane regiony są bardzo odległe. Można się tam dostać po 4-5 dniach podróży łodzią. Niektóre z nich są jednak zlokalizowane w obrębie obszaru wydobycia ropy.
      Autorzy publikacji z pisma Nature Sustainability podkreślają, że w wątrobach ssaków i ptaków wykryto duże stężenia ołowiu. Niespodziewanie wysokie poziomy Pb (średnia wynosiła 0,49 mg kg−1 mokrej masy) stwarzają zaś zagrożenie dla zdrowia lokalnych populacji, które polegają na polowaniu.
      Naukowcy sądzą, że głównym źródłem ołowiu jest amunicja. Niebagatelną rolę spełnia też skażenie związane z wydobyciem ropy.
      Hiszpanie tłumaczą, że na terenach łowieckich ołów dostaje się do łańcucha pokarmowego. Wg nich, problem występuje także w innych rdzennych społecznościach całego świata, które korzystają z ołowianej amunicji. W połączeniu z postępującą działalnością wydobywczą w tropikalnych lasach deszczowych (złoża ropy i gazu występują na 30% powierzchni lasów deszczowych) oznacza to zagrożenie zdrowotne zarówno dla ludzi, jak i zwierząt. Przed kilkoma laty informowaliśmy, że ołowiana amunicja naraziła na niebezpieczeństwo najdroższy w historii USA program uratowania gatunku.
      Fakt, że u dzikich zwierząt wykryto ołów związany z wydobyciem ropy, sugeruje, że przez tę aktywność do łańcucha troficznego dostają się też zapewne inne toksyczne pierwiastki/związki.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...