Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Wyleczono 1. przypadek superrzeżączki. W Australii pojawiły się jednak 2 kolejne...

Recommended Posts

Mężczyzna, który jako pierwszy na świecie zaraził się superrzeżączką oporną na oba antybiotyki pierwszego rzutu, miał, wg lekarzy, ogromne szczęście, bo zareagował na leczenie ostatniej szansy. Na bakterie podział antybiotyk beta-laktamowy ertapenem.

Z radością możemy zakomunikować, że udało się wyleczyć przypadek wielolekoopornej rzeżączki - podkreśla dr Gwenda Hughes z Public Health England.

Ledwie 1,5 miesiąca temu Public Health England, Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) i Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób stwierdziły, że to najgorszy przypadek rzeżączki, z jakim się spotkały. Na kolejne takie przypadki nie trzeba było jednak długo czekać: dwa podobne odnotowano właśnie w Australii. Jeden z pacjentów także odbył stosunek w Azji Południowo-Wschodniej. Druga z osób nie podróżowała za granicę.

Brytyjczyk miał ogromne szczęście, specjaliści nie przestają się jednak martwić, że w nieodległej przyszłości może zabraknąć leków działających na Neisseria gonorrhoeae.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wokół archipelagu Tristan da Cunha, terytorium zamorskiego Wielkiej Brytanii, powstanie jeden z największych rezeratów przyrody o powierzchni niemal trzykrotnie większej niż powierzchnia Wielkiej Brytanii. Wchodząca w skład archipelagu wyspa Tristan da Cunha jest jedną z najbardziej odosobnionych zamieszkałych wysp na świecie. Jej najbliższym zamieszkałym sąsiadem jest Wyspa Świętej Heleny, położona o 2420 kilometrów na północ. Na Tristan da Cunha mieszka mniej niż 250 osób.
      Samorząd wyspy zdecydował właśnie o utworzeniu na archipelagu i otaczających go wodach rezerwatu o powierzchni 627 247 kilometrów kwadratowych. To dwukrotnie więcej niż powierzchnia Polski.
      Rezerwat będzie największą na południowym Atlantyku i czwartą największą na Ziemi tzw. no-take zone. To obszar, na którym zakazane jest pozyskiwanie jakichkolwiek zasobów. W strefach takich zakazane jest rybołówstwo, działalność górnicza, wykonywanie odwiertów i inne tego typu działania. Dzięki tego typu ochronie ryby i inne stworzenia morskie w tego typu strefach mogą cieszyć się naturalną długością życia i dorastać do naturalnych rozmiarów.
      Powstawaniu no-take zones najbardziej sprzeciwia się przemysł rybacki. Z najnowszych badań wiemy jednak, że istnienie takich stref jest niezwykle korzystne również dla rybołówstwa. Okazuje się bowiem, że na każdy hektar powierzchni no-take zone przypada co najmniej 5-krotnie więcej ryb niż na obszarach niechronionych, a im większa ryba, tym więcej ma młodych. Młodych, które swojego miejsca do życia szukają często poza obszarem chronionym. Obszary ściśle chronione „zasilają” zatem inne części oceanu.
      Rezerwat wokół archipelagu Tristan da Cunha będzie chronił ryby oraz dziesiątki milionów ptaków morskich, które się nimi żywią. Na jego terytorium znajdzie się 85% populacji zagrożonego pingwina długoczubego, 11 gatunków waleni oraz większość populacji kotika subantarktycznego.
      Chroniona strefa będzie częścią brytyjskiego Blue Belt Program, w ramach którego rząd w Londynie przeznaczył 27 milionów funtów na promocję idei ochrony zasobów morskich w swoich zamorskich terytoriach. Obecnie w ramach tej inicjatywy chronionych jest 11,1 miliona kilometrów kwadratowych środowiska morskiego, czyli około 1% światowych oceanów.
      Inicjatywa władz Tristan da Cunha jest tym bardziej cenna, że wody otaczające wyspę są miejscem żerowania krytycznie zagrożonego albatrosa atlantyckiego (Diomedea dabbenena) i zagrożonego albatrosa żółtodziobego. Na archipelagu Tristan da Cuhna występuje też kilka gatunków endemicznych ptaków, w tym derkaczyk nielotny, najmniejszy nielotny ptak na świecie, którzy żyje na wyspie Inaccessible.
      W prace i ochronę nowego obszaru zaangażowany jest Pew Bertarelli Ocean Legacy. To wspólne przedsięwzięcie Pew Charitable Trusts i Bertareli Foundation, którego celem jest promowanie tworzenia chronionych obszarów morskich. Organizacja zapewni technologię do monitorowania w czasie rzeczywistym stanu środowiska naturalnego oraz ludzkiej aktywności w obszarze chronionym.
      Jako, że lokalna społeczność utrzymuje się głównie z poławiania langust i ryb, zdecydowano, że na 10% obszaru chronionego dozwolone będzie ograniczone pozyskiwanie zasobów morskich. Z prawa tego mogą korzystać tylko mieszkańcy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W latach 30. w siłach zbrojnych Wielkiej Brytanii może służyć około 30 000 robotów, które będą wypełniały różne zadania zarówno na linii frontu jak i w jej pobliżu, stwierdził szef sztabu brytyjskiej armii generał Nick Carter. Myślę, że możemy mieć 120-tysięczną armię, z czego 30 000 to będą roboty, kto wie, powiedział.
      Obecnie Wielka Brytania ma 73 870 żołnierzy gotowych do prowadzenia działań bojowych. To sporo mniej niż zakładane 82 050. W przyszłości zakładana liczba może zostać obniżona do 75 000 przy założeniu, że część luk wypełni technologia.
      Wszystkie rodzaje brytyjskich sił zbrojnych są obecnie zaangażowane w prace badawczo-rozwojowe, w ramach których powstają zarówno niewielkie drony, jak i zdalnie sterowany pojazdy lądowe i podwodne. Niektóre z nich mają być uzbrojone, inne będą służyły wyłącznie działaniom rozpoznawczym. Wśród rozwijanych systemów jest np. dron i9, który jest uzbrojony w dwie strzelby. Maszyna ma być używana podczas walk w mieście, przede wszystkim do szturmowania budynków, kiedy to dochodzi do największej liczby strat własnych.
      Zgodnie z obecnie obowiązującymi zasadami brytyjskiego Ministerstwa Obrony jedynie ludzie mogą decydować o otwarciu ognia. Jednak pojawia się coraz więcej obaw o wybuch wojny, w której będą brały udział autonomiczne roboty samodzielnie podejmujące decyzje o działaniach bojowych.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Trzebienie lasu nie jest efektywną metodą zapobiegania redukowania pożarów, wynika z badań opublikowanych w recenzowanym Conservation Letters. Naukowcy z The Australian National University porównali skutki pożarów, jakie w 2009 roku przeszły przez lasy, które były trzebione, jak i te nietrzebione. Porównano lasy eukaliptusowe i lasy mieszane. Dowody wskazują, że niezależnie od wieku i typu lasu, trzebienie miało minimalny wpływ na przebieg pożaru.
      Okazało się, że w starszym lesie mieszanym trzebienie minimalnie zwiększało pożar, a w młodszym lesie mieszanym, minimalnie go zmniejszało. Jak zauważa główny autor badań, doktor Chris Taylor, "trzebienie miało różny wpływ, w zależności od typu lasu, jego wieku oraz przebiegu pożaru. W niemal wszysktich typah i kategoriach wiekowych miało ono niewielki wpływ. Zwiększało intensywność pożaru w mieszanym lesie, którego wiek przekraczał 70 lat, a zmniejszało w lesie mieszanym w wieku 20-40 lat".
      Uczony podsumowuje, że "generalnie rzecz biorąc, trzebienie lasu nie zmniejsza ryzyka pożaru". Okazało się również, że w lesie w wieku 20-40 lat z większym prawodpodobieństwem pożar obejmuje też koronę drzewa niż w lesie w wieku powyżej 70 lat. Kwestia ta wymaga dalszych badań.
      "Wcześniejsze badania pokazywały, że trzebienie lasu zwięsza ryzyko pożaru. A wiele poprzednich badań wykazało, że ryzyko pożaru jest niższe w starym, niewycinanym, naturalnym lesie", przypomina uczony. To już kolejne za badań, które pokazują, że trzebienie lasu zwiększa zagrożenie pożarowe.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Śledztwo w sprawie wysadzenia w powietrze przez Rio Tinto dwóch jaskiń ze śladami ludzkiej bytności sprzed 46 000 lat wykazało, że koncern otrzymał też zgodę na zniszczenie kolejnych 124 historycznych miejsc Aborygenów. Wszystkie one położone są w promieniu nie większym niż 100 kilometrów od zniszczonych jaskiń Juukan Gorge.
      Przypomnijmy, że w maju bieżącego roku jeden z największych koncernów wydobywczych na świecie, Rio Tinto, wysadził w powietrze dwie wyjątkowe jaskinie, w których odkryto niezwykłe zabytki i ślady bytności ludzi przed 46 000 lat. Na zniszczenie jaskiń koncern uzyskał zgodę w 2013 roku od ministra ds. rdzennej ludności stanu Australia Zachodnia, Petera Colliera. Po tym, jak – w celu uzyskania dostępu do wartych 135 milionów USD złóż rudy żelaza – jaskinie zostały zniszczone, wybuchł skandal. Niedawno informowaliśmy, że w związku z jego wybuchem Rio Tinto zapowiedziało zwolnienie kilku wysokich rangą menedżerów. Niedawno w sprawie tej wypowiedział się też były premier Australii Zachodniej, Colin Barnett, który zatwierdził decyzję Colliera, zgadzając się na zniszczenie Juukan Gorge. Teraz Barnett twierdzi, że był to poważny błąd Rio Tinto i poważny błąd popełniony przez kolejne rządy w zakresie oceny i ochrony ważnych dla Aborygenów miejsc.
      Tymczasem, jak się okazuje, dnia 18 grudnia 2013 roku, kiedy to odbyło się spotkanie, podczas którego wyrażono zgodę na zniszczenie wspomnianych wyżej jaskiń, Rio Tinto dostało też zgodę na zniszczenie kolejnych miejsc. Podczas 50-minutowego posiedzenia komisja, w skład której wszedł przewodniczący Komitetu Kultury Materialnej Aborygenów, jego zastępca oraz trzech urzędników nie będących jej stałymi członkami, wydano zgodę na zniszczenie kolejnych 124 miejsc. Jest bardzo prawdopodobne, że decyzja była błędna. Przepisy przewidują bowiem, że przy pięcioosobowej komisji tylko dwie osoby mogą nie być jej stałymi członkami, mówi poseł z ramienia Partii Zielonych, Robin Chapple.
      Wiele z miejsc, które Rio Tinto ma prawo zniszczyć, może być niezwykle ważnych dla badania historii człowieka. Problem jednak w tym, że nie dowiemy się tego, póki ich dokładnie nie zbadamy. Tymczasem Yinhawangka Aboriginal Corporation (YAC), która stara się chronić historyczne miejsca, jest niedoinwestowana i nie ma pieniędzy, na przeprowadzenie szczegółowych badań archeologicznych. Koncerny wydobywcze przekazują pieniądze na szczegółowe badania tylko wówczas, gdy już uzyskają zgodę na zniszczenie danego miejsca. Badania takie są więc misjami ratunkowymi.
      Cedric Davies, geolog, który pracuje zarówno dla organizacji Aborygenów jak i dla koncernów wydobywczych w regionie Pilbara, gdzie zniszczono Juukan Gorge, mówi, że nie jest zdziwiony, iż Rio Tinto uzyskało zgodę na zniszczenie jaskiń. Urzędnicy wydają takie zgody bez przerwy. Jestem jednak zaszokowany skalą zniszczeń i faktem, że dokonało ich Rio Tinto. Oni od dawna byli uważani za liderów w ochronie historycznych miejsc. Nie wiem, co oni sobie myśleli. To, co zrobili w Juukan pokazuje, że zachowują się jak Kompania Zachodnioindyjska. Bezwzględnie niszczą miejscowe zasoby i transferują zyski za granicę, mówi Davies.
      Geolog dodaje, że władze Australii Zachodniej od dawna spełniają każde życzenie firm wydobywczych i utrudniają życie miejscowej ludności. Gdy w imieniu firmy wydobywczej proszę o mapy jakiegoś terenu, zwykle otrzymuję je w ciągu 1-2 dni z przeprosinami, że trwało to tak długo. Gdy występuję o mapy w imieniu miejscowej ludności, muszę wysyłać maile ponaglające i czekać na nie całymi tygodniami.
      Dyrektor YAC, Grant Bussel, nie wierzy, by szykowane w związku ze skandalem nowe przepisy coś zmieniły. Nie widzę w nich niczego, co zapobiegłoby powtórce z Juukan Gorge. To Australia Zachodnia. Przemysł wydobywczy jest tutaj potężny. Jego zdaniem ministerstwo nie powinno mieć prawa do wydania zgody na niszczenie historycznych miejsc, póki wniosek taki nie zostanie oceniony przez niezależny trybunał na poziomie stanowym.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Szef jednego z największych koncernów wydobywczych na świecie oraz dwóch innych wysokich rangą dyrektorów zostało zmuszonych do rezygnacji po tym, jak koncern Rio Tinto wysadził w powietrze dwie wyjątkowe jaskinie ze śladami bytności człowieka sprzed 46 000 lat.
      Niemal cztery miesiące po skandalicznym wydarzeniu, kiedy to – zresztą za zgodą urzędników – zniszczono nie tylko wyjątkowe stanowiska archeologiczne, ale i święte miejsce Aborygenów, inwestorzy zmusili do odejścia dyrektora wykonawczego koncernu Jeana-Sebastiena Jacquesa, dyrektora ds. wydobycia Chrisa Salisbury'ego oraz dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej Simone Niven. Początkowo zarząd chciał ukarać całą trójkę jedynie odebraniem krótkoterminowych bonusów. Jednak grupa inwestorów zażądała wyrzucenia całej trójki. Odejdą oni z pracy, ale zachowają wszelkie prawa do bonusów długoterminowych.
      Salisbury i Niven utracili stanowiska już teraz, a z firmy odejdą z końcem roku. Jacques pozostanie na stanowisku do czasu znalezienia następcy, albo do 31 marca przyszłego roku. W zależności od tego, co nastąpi wcześniej.
      Przypomnijmy, że zniszczone przez koncern jaskinie znajdowały się w regionie Pilbara, gdzie znaleziono najstarsze na Ziemi ślady życia lądowego. W 2013 roku koncern dostał zgodę na przeprowadzenie eksplozji, a decyzja nie została zmieniona, mimo że rok później w jaskiniach dokonano kolejnych ważnych odkryć.
      Od dziedzictwa kulturowego i wyjątkowych zabytków ważniejszy okazał się fakt, że dzięki zniszczeniu jaskiń Rio Tinto mogło rozpocząć eksploatację wysokiej jakości złóż żelaza wartości milionów dolarów.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...