Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Niektóre ludzkie głosy brzmią dla nas nieprzyjemnie, inne wydają się wręcz stworzone do tego, aby ich słuchać. Od czego zależy nasza ocena? Jednego wyjaśnienia nie da się podać, ale badania rzucają światło na tę zagadkę i dają kilka wskazówek.

Zbadaniem tego zagadnienia z okazji spotkania Acoustical Society of America w meksykańskim mieście Cuncun zajął się Grant McGuire z University of California w Santa Cruz. Nagrał on sześćdziesiąt różnie brzmiących głosów i poprosił wolontariuszy o ocenę ich atrakcyjności. Statystyczne opracowanie wyników dało kilka wskazówek.

Po pierwsze: przyjemniej brzmią dla nas głosy posługujące się taką samą wymową i akcentem, jak nasze. Ponieważ badania prowadzono w Kalifornii, ankietowani za bardziej „seksi" uznawali głosy innych Kalifornijczyków.

Po drugie: nie lubimy głosów „skrzypiących", co wydaje się oczywiste, z nagłymi zmianami wysokości dźwięku, itp. Głosy osób nałogowo pijących lub palących stają się mniej powabne.

Po trzecie: preferujemy głosy osób, u których cały aparat mowy (począwszy od krtani, przez gardło, po jamę nosową) jest dłuższy. Wpływa to na rezonans i brzmienie głosu, czyniąc go bardziej pociągającym.

Ostatnie ustalenie będzie zagadką do rozwikłania przez psychologów ewolucyjnych - jakie znaczenie dla doboru naturalnego ma rozmiar aparatu głosowego?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciekawe czy dożyjemy czasów w których tak jak teraz poprawiają wygląd nosa będą poprawiać długość krtani.

Share this post


Link to post
Share on other sites

w sumie to by sie zgadzalo, bo np dla mnie zawsze glebokie, odrobine nizsze tony glosu byly o wiele przyjemniejsze, niz jakies skrzeczace piszczalki (oczywiscie nie do przesady, jak kobieta brzmi mesko to to nie jest fajne - ale z posrod niezaprzeczalnie kobiecych barw glosu, te nizsze sa zdecydowanie fajniejsze). to by sie wlasnie zgadzalo z tym, ze im instrument wydajacy dzwiek (w tym wypadku ludzki aparat mowy) wiekszy, tym glebsze i potezniejsze , pelniejsze jego brzmienie...

 

a i o facetach sie mowi, ze ci z glebokim (niekoniecznie jakims barytonowym, czy basowym - ale zazwyczaj idzie to w parze, wiec dla uproszczenia czesto sie mowi, ze z niskim - meskim) glosem sa przyjemniejsi dla ucha, co rowniez by to potwierdzalo...

 

pewnie tez spora role odgrywa maniera emisji glosu - chodzi mi tutaj nie tylko o akcent, ale rowniez o to, czy mowimy pelna przepona, rozluznionym, czy spietym gardlem, czy szczeka i usta podczas artykulacji pracuja, czy sa raczej nieruchome itp - czyli to, w czym wszelacy lektorzy, spiewacy, czy chocby teraz tez nauczyciele (aby oszczedzic im chorob aparatu mowy typowych dla tego zawodu, wynikajacych wlasnie ze zlej techniki emisji glosu) sa szkoleni...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mnie zawsze fascynował głos lektorów. Słuchając ich tłumaczeń zupełnie nie zwraca się na ten głos uwagi, tembr jest płaski, matowy, bezbarwny. Ciekawe jest to, że widząc ich postać głos często zupełnie nie pasuje do postaci, nie wiadomo skąd się wydobywa.

Ciekawy materiał o polskich lektorach: http://www.youtube.com/user/KOCANvideo#p/c/EB5246D9B0C5A634/0/v96m4lQc1FY

Share this post


Link to post
Share on other sites

tylko masz swiadomosc, ze ci sami lektorzy czesto irl maja zupelnie inny glos? :D przeciez to tez jest produkcja audio, ktora sie poddaje takiemu samemu masteringowi, jak muzyke (czyli kompresji, szeregowi roznych equalizacji i kij wie czego jeszcze :) )...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja z kolei od zawsze fascynowałem się lektorami, poznaję wszystkich po głosie (kojarzę, bo nie po nazwiskach). Ciekawe jest to jak są nie doceniani. Bez nich nie dałoby się usłyszeć, czy też zrozumieć wielu przekazów, a ludzie i tak ich nie zauważają.

Share this post


Link to post
Share on other sites

I potem w szkole oceny niższe, bo nikt nie rozumie co się gada. A muzyki to jest za dużo wszędzie i na nwery działa - tylko nauszniki kupić.

Tomasz Knapik i lektorzy pornusowi najlepsi są. Ale nerwy też trzeba mieć by tyle gadać, a i słuchać tego wszystkiego to też rade trzeba dać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na University of California San Diego powstał najmniejszy na świecie laser pracujący w temperaturze pokojowej. Zbudowano też laser, który nie posiada żadnej wartości progowej.
      Głównymi zaletami obu urządzeń są ich minimalne zapotrzebowanie na energię oraz miniaturowe rozmiary.
      Każdy laser wymaga współdziałania układu pompującego o takiej mocy, która pozwala na przekroczenie progu akcji laserowej, czyli takiego poziomu wzbudzenia, w której większość emisji lasera stanowi uporządkowany stymulowany promień światła, przeważający nad emisją spontaniczną i nieuporządkowaną. Im mniejszy jest laser, tym większa energia konieczna do osiągnięcia progu.
      Aby poradzić sobie z tym problemem naukowcy zaprojektowali laser, który wykorzystuje kwantowy efekt elektrodynamiczny zachodzący we współosiowych nanownękach. Laserowa wnęka zawiera metalowy pręcik otoczony pierścieniem półprzewodnikowych kwantowych studni pokrytych metalem.
      Taka architektura pozwoliła też na stworzenie najmniejszego lasera pracującego w temperaturze pokojowej. Jest on o cały rząd wielkości mniejszy od dotychczasowego rekordzisty. Średnica lasera wynosi mniej niż pół mikrona, czyli jest mniej więcej 1200 razy mniejsza niż kropka na końcu tego zdania.
      Nanolasery mogą posłużyć do zbudowania komputerów optycznych, w których komunikacja, a być może i obliczenia, będą odbywały się za pomocą sygnałów świetlnych a nie elektrycznych.
      Jakby tego było mało, uczeni nie wykluczają, że ich lasery można skalować, co oznacza, iż możliwe będzie wyprodukowanie jeszcze mniejszych urządzeń. To pozwoliłoby np. na badanie materiałów, których struktury są znacznie mniejsze od długości fali, przez co nie można ich badać za pomocą współczesnych laserów.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Pięćdziesięciodwuletnia Brenda Jensen może mówić po raz pierwszy od 11 lat, kiedy to podczas operacji uszkodzono jej krtań. Ostatnio przeszła pierwszy na świecie zabieg jednoczesnego przeszczepienia krtani i tchawicy. Była to jednocześnie druga operacja przeszczepienia krtani; poprzednia miała miejsce w Cleveland Clinic w 1998 r.
      W 1999 r. rurka tracheotomijna uszkodziła gardło Jensen, a tkanka bliznowata doprowadziła do niedrożności dróg oddechowych. Od tej pory konieczne było zastosowanie tracheostomy, przy której oddychanie odbywa się z pominięciem nosa, gardła i krtani. Pacjentka mogła się porozumiewać wyłącznie za pomocą syntezatora mowy.
      W październiku zeszłego roku chirurdzy z Centrum Medycznego Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis przeprowadzili u zmarłego dawcy laryngektomię (zabieg usunięcia krtani), pobrali też tarczycę i 6-centymetrowy fragment tchawicy. Zabieg wszczepienia ich Jensen i połączenia nerwów krtaniowego górnego i wstecznego oraz naczyń krwionośnych trwał aż 18 godzin.
      Po 13 dniach Amerykanka wypowiedziała pierwsze słowa: Dzień dobry. Chcę wrócić do domu. Jesteście wspaniali. Teraz może już mówić przez dłuższy czas i na nowo uczy się przełykania. Pani Jensen nie może się doczekać, aż ponownie będzie jeść, pić i pływać. Na razie ma jednak nadal tracheostomę, która zostanie ostatecznie usunięta po wzmocnieniu mięśni szyi. Na razie 52-letnia matka i babcia cieszy się odzyskanym powonieniem. Po ostatniej kontroli w czwartek (20 stycznia) pozwolono jej wypić pierwszą po przeszczepie szklankę wody.
      Ponieważ krtań jest bardzo skomplikowanym narządem, powodzenie kalifornijskiej operacji daje nadzieję na ulepszenie procedury przeszczepów twarzy.
      Przeszczep krtani traktuje się jak eksperymentalny zabieg, który poprawia jakość, ale nie ratuje życia. Bierze się też pod uwagę fakt, że pacjent musi już zawsze zażywać leki immunosupresyjne, zapobiegające odrzuceniu przeszczepu. Mogą one skracać życie, ale Jensen uznano za dobrą kandydatkę do transplantacji, gdyż i tak musiała to robić z powodu przeprowadzonego 4 lata temu przeszczepu nerki i trzustki.
      Jensen mówi głosem swoim, nie dawcy. Laryngolodzy tłumaczą, że jego brzmienie zależy od kształtu gardła, jamy ustnej, nosa i zatok.
      Zabieg nie jest refundowany przez ubezpieczalnie, więc gdyby nie to, że zespół medyczny zdecydował się na wolontariat, Jensen nie byłoby na niego w ogóle stać. Koszty zostały w dużej mierze pokryte przez Uniwersytet Kalifornijski.
       
      http://www.youtube.com/watch?v=iWFebzW8EoI
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Układ immunologiczny to zaawansowany i potężny mechanizm, który niestety czasem zwraca się przeciwko właścicielowi. Nowe badania pokazują, że jest on jeszcze bardziej wyrafinowany, niż sądzono i posiada plan awaryjny. Zespół naukowców z dwóch placówek: San Diego School of Medicine na University of California, oraz Skaggs School of Pharmacy and Pharmaceutical Sciences, dokonał niezwykłego odkrycia, eksperymentując z układem odpornościowym myszy.
      Główną osią układu immunologicznego jest cząsteczka nazwana czynnikiem jądrowym kappa B (NF-κB) - to ona bowiem uaktywnia działania skierowane przeciwko wrażym bakteriom czy wirusom. Ponieważ jednak zbyt silna i nieuzasadniona aktywizacja tego czynnika jest przyczyną wielu chorób (począwszy od alergii, przez cukrzycę po choroby serca i nowotwory), zespół pod kierunkiem Michaela Karina zajmował się badaniem jego funkcjonowania.
      W eksperymencie całkowicie wyłączono ścieżkę aktywizacji czynnika kappa B. Spodziewano się, że myszy pozbawione głównej osi systemu odpornościowego będą bardzo podatne na infekcje. Okazało się, że gryzonie, które powinny być bezbronne wobec infekcji, nie tylko takie nie były, ale poradziły sobie z zakażeniem skóry szybciej od grupy kontrolnej z poprawnie działającym czynnikiem NF-κB.
      Przyczyną był swoisty „plan B" układu odpornościowego: przy braku aktywnej cząsteczki NF-κB organizm gryzoni wytwarzał inną cząsteczkę: cytokinę interleukino-1 beta (IL-1β). Ta zaś zmuszała szpik kostny do masowej produkcji neutrofilów (granulocytów obojętnochłonnych) - białych ciałek krwi zdolnych do pożerania i likwidacji bakterii przy pomocy zaawansowanych mechanizmów. To oznacza, że układ odpornościowy posiada dwie alternatywne strategie walki z zagrożeniem.
      Niestety, skuteczny „plan awaryjny" ma swoje ujemne strony: długo utrzymująca się nadpodaż neutrofilów spowodowała stan zapalny w wielu miejscach organizmu i w rezultacie przedwczesną śmierć myszy.
      Ponieważ blokowanie ścieżki aktywizacji NF-κB stosuje się u ludzi w leczeniu niektórych chorób immunologicznych, uzyskane wyniki muszą zostać wzięte pod uwagę, bowiem dotychczas nie zdawano sobie sprawy z tego potencjalnego zagrożenia.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W wielu instytutach badawczych trwają prace nad wykorzystaniem bakterii do budowy komputera, a zatem stworzenia czegoś w rodzaju znanej ze Star Treka rasy Borgów - kolektywnych umysłów składających się z wielu organizmów.
      Christopher A. Voigt wraz z kolegami z University of California w San Francisco, zaprezentował w jaki sposób można wykorzystać odpowiednio zmodyfikowane bakterie E.coli do stworzenia prostej maszyny liczącej.
      Zespół Voigta najpierw zmodyfikował E.coli tak, by wydzielały dwa rodzaje składników, pierwszy działający jak "1" lub "on", a drugi jak "0" lub "off". Zmodyfikowano też procesy sygnałowe zachodzące w E.coli, zmieniając w ten sposób bakterię w bramkę logiczną.
      I tak, na przykład, gdy genetyczny profil bakterii został skonfigurowany tak, by była ona bramką "AND", to po otrzymaniu sygnału "on" od obu sąsiadów, bakteria wyemituje składnik "on". Jeśli zaś była skonfigurowana jako "XOR", wyemituje sygnał "off".
      W ten sposób bakterie mogą stać się podzespołami maszyny liczącej.
      Myślimy o prądzie elektrycznym jak o czymś, za pomocą czego możemy wykonywać obliczenia. Ale tak naprawdę wszystko może działać jak komputer, koła zębate, rury z wodą czy biologiczne komórki. Tutaj mamy kolonię bakterii, które mogą otrzymywać sygnały chemiczne od sąsiadów i tworzyć bramki logiczne na tej samej zasadzie, jak tworzone są one w krzemie - stwierdził Voigt.
      Bakteryjne bramki logiczne są wielokrotnie większe od tych, które powstają obecnie w fabrykach korzystających z 32-nanometrowego procesu produkcyjnego. Jednak zaletą bakterii jest ich możliwość samonaprawy, przeprogramowywania oraz potencjalnie łatwiejsze tworzenie struktur 3D.
      Obecnie profesor Voigt pracuje nad stworzeniem bakteryjnego komputera zdolnego do przyjmowania komend w podobny sposób, jak przyjmują je tradycyjne komputery.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wiadomo, że palenie tytoniu sprzyja nowotworom, nie tylko rakowi płuc. Okazuje się jednak, że nawet u osób, które już rzuciły palenie, wyleczenie guzów w obrębie głowy i szyi jest znacznie trudniejsze.
      Allen M. Chen z University of California w Davis przeprowadził porównawcze badanie skuteczności radioterapii u osób, które paliły w przeszłości i osób, które nie paliły nigdy; osoby palące podczas terapii i po niej wykluczano z badania w ogóle. Do obu grup zaklasyfikowano po około siedemdziesiąt osób z płaskonabłonkowymi nowotworami jamy ustnej i krtani, które nie dawały przerzutów. Dobrano osoby w grupach tak, żeby miały one zbliżone proporcje płci, wieku, rasy, itp. Po trzech latach od naświetlania 82 procent osób nigdy nie palących było całkowicie wyleczonych, wobec jedynie 65 procent osób, które były w swoim życiu palaczami. Podobnie niekorzystnie dla palących wypada porównanie ilości nawrotów choroby: 14 do 26. Wynika z tego, że papierosowy epizod w życiu znacząco zmniejsza szanse wyleczenia niektórych postaci raka.
      Nie jest znany mechanizm tej zależności. Uwzględniane przypadki guzów naukowcy wiążą z infekcją wirusem brodawczaka ludzkiego (HPV, Human Papilloma Virus), który sprzyja powstawaniu niektórych nowotworów. Stąd autorzy badania tutaj doszukują się mechanizmu. Podejrzewa się, że efekt terapii wzmacniany jest charakterystycznym antygenem na powierzchni nowotworowych komórek, który rozpoznawany jest i atakowany przez układ odpornościowy. Drugą teorią jest mniejsza liczba mutacji w nowotworach powodowanych przez HPV u osób niepalących.
      Znaczenie badania jest większe, niż rada „nie pallić", bowiem zrozumienie, co powoduje lepszy lub gorszy efekt terapii może zaowocować opracowanie lepszych, skuteczniejszych metod leczenia. Dlatego badania będą kontynuowane.
×
×
  • Create New...