Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Psycholodzy z University of Surrey twierdzą, że odnoszenie się do par z imieniem/nazwiskiem mężczyzny wymienionym na pierwszym miejscu jest seksistowską pozostałością z dawnych czasów, kiedy to mężczyzn uznawano za istoty wyższe (British Journal of Social Psychology).

Wg nich, pisany angielski – i zapewne nie tylko on – wypełniony jest psychologicznym seksizmem oraz stereotypami płci, których początki datują się na XVI wiek. Widzi się je wszędzie, od tytułu Romeo i Julia poczynając, a na dziecięcych przezwiskach (zakochana para Jacek i Barbara), wyliczankach czy tytułach grzecznościowych w listach kończąc.

Chcąc określić rozpowszechnienie formuły "męskiej dominacji", naukowcy z Surrey przeprowadzili szereg testów. Posłużyli się m.in. wyszukiwarką Google'a, wpisując w nią pary popularnych angielskich imion. Okazało się, że znaleziono więcej przypadków z męskim imieniem wymienionym na pierwszej niż drugiej pozycji (79% wyszukiwań, w porównaniu do 21%). Poza tym akademicy przeprowadzili eksperyment z udziałem 121 ochotników, których poproszono o spisanie możliwych imion fikcyjnej tradycyjnej pary. Większość wymieniała męskie imię jako pierwsze. Podobnego trendu nie zaobserwowano, gdy w instrukcji wspominano o nietradycyjnej parze.

Dr Peter Hegarty, autor studium, podkreśla, że seksistowskie stereotypy ujawniają się nawet podczas opisywania par homoseksualnych. Kiedy ludzie mieli spisywać cechy osobowościowe i związane z wyglądem, więcej przymiotów typowo męskich przypisywano osobie wymienionej na początku.

Wyniki naszych badań sugerują, że ludzie mają tendencję do stawiania mężczyzn, lub męskich cech, na pozycji uprzywilejowanej wobec kobiet. Chociaż jest to pozostałość seksistowskiej gramatyki z XVI wieku, wydaje się, iż psychologicznie nadal obstajemy przy dyskryminującej pisowni. Kilkaset lat temu angielscy językoznawcy zalecili, by wymieniać mężczyzn przed kobietami. Miało to odzwierciedlać patriarchalny porządek, który uznawano za naturalny i właściwy.

Wcześniej naukowcy podawali inne powody wymieniania męskich imion na pierwszym miejscu. Z językowego punktu widzenia ma to sens, gdyż przeważnie są one krótsze i zawierają więcej twardych spółgłosek od imion żeńskich. Poza tym najpopularniejsze imiona męskie są powszechniejsze od najpopularniejszym imion żeńskich, a ponieważ stają się przez to bardziej znane, daje im się pierwszeństwo (to efekt czystej ekspozycji, opisany po raz pierwszy w 1969 r. przez Roberta Zajonca; zgodnie z tą regułą bardziej lubimy bodźce prezentowane częściej niż inne).

Akademicy z University of Surrey twierdzą jednak, że tylko ich zadawniona dyskryminacja pozwala w pełni wyjaśnić szersze zjawisko. Wyjaśniają, że w kulturach, w których czyta się od lewej do prawej, mężczyźni częściej znajdują się na zdjęciach na lewo od kobiet, a w artykułach naukowych porównujących obie płcie informacje o mężczyznach podaje się na początku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kasia i Tomek

Strasznie słabe dowody :D chociaż fakt że w USA pary nazywają się "Mr. and Mrs. John Smith", czyli podawane jest imię i nazwisko męża.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przecież od razu widać, że te badania to feministyczne bzdury.

 

Nie chodzi o to, że wnioski są z całą pewnością fałszywe. Chociaż język raczej kierowałby się zasadą ekonomii, to niewykluczone, że pewne wyobrażenia były swego czasu tak silne, że były w stanie nadać priorytet określonym formom. Chodzi o to, że badanie te są bezcelowe. Jeśli ktoś jeszcze zaraz stwierdzi, że należy w związku z tym zmienić nasze przyzwyczajenia, to mnie szlak trafi.

 

Lewackie prądy zniszczyły uniwersytecką myśl humanistyczną. W USA jest to szczególnie widoczne.

Share this post


Link to post
Share on other sites

w skrócie ujmę to tak:

gdyby kiedyś, dawno temu to kobieta polowała na mamuty a mężczyzna pilnował potomstwa, to i pewnie obecnie kolejność byłaby inna i znów dyskryminująca którąś płeć. ale że to kobieta ma się czuć bezpieczna, a mężczyzna jest jej "obrońcą" i wystawiony na pierwszy ogień, to chyba i słusznie wymienia się go jako pierwszego.

równouprawnienie swoją drogą, ale nie popadajmy w skrajność, bo naprawdę dojdzie do tego, że ktoś udowodni, że Kopernik był kobietą ;]

Share this post


Link to post
Share on other sites

Taaa, albo Curie-Skłodowska :D

 

Większość imion żeńskich kończy się na "a" albo w innych krajach na samogłoskę. W przeciwieństwie do imion męskich. Dlatego lepiej brzmi złączenie dwóch wyrazów spójnikiem "i" (lub wyrazem zaczynającym się od samogłoski) w taki sposób, aby wyraz przed tym spójnikiem nie kończył się na samogłoskę. Piotr i Kasia brzmi po prostu lepiej niż Kasia i Piotr.  Również długość wyrazów ma znaczenie, krótsze zazwyczaj lepiej pasują na przodzie. Te reguły nie dotyczą wyłącznie imion, ale wszelkich połączeń wyrazów: kot i pies, słoń i żyrafa, but i noga.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A ja jestem ciekaw, co będzie z tym fantem robione.

 

Przecież ktoś musi stać na pierwszym miejscu. Ciekawe, czy trzeba będzie od dzisiaj w 50% przypadków pisać imię żeńskie pierwsze a męskie ostatnie. Chociaż nie, przecież w tym wypadku nie brane są pod uwagę te imiona, które już zostały zapisane ...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie no... Jako kobieta się muszę wypowiedzieć w temacie. ;) Generalnie uważam równouprawnienie za wierutne bzdury. Może nie wierutne, ale wciąż bzdury. Nie można stawiać mężczyzny i kobiety w tej samej pozycji z prostego powodu, ze każde z nich ma inne cechy główne. Z natury mężczyźni logiczniej myślą, a kobiety emocjonalnie. Z natury mężczyźni są silniejsi, a kobiety delikatniejsze. Z natury mężczyźni maja penisa, a kobiety waginę. Wiec gdzie tu równość? Żadna z płci nie jest lepsza, ani gorsza od drugiej. A jeśli chodzi o podawanie imion w kolejności: męskie - damskie, to przecież któreś musiało być pierwsze. Jak dla mnie to żadna różnica. U mnie w mieście na oficjalnych spotkaniach mówi się np. Drogie Panie i Szanowni Panowie, a kiedy ktoś kogoś przedstawia, zawsze zaczyna od kobiety. Wiec jest niby zupełnie odwrotnie. Przyjęło się, ze mężczyzna jako silniejszy fizycznie powinien ochraniać kobietę. Przyjęło się również, ze kobieta z natury bardziej emocjonalna zajmuje się dziećmi. Jednakowoż w dzisiejszych czasach, kobiety staja na głowie, żeby uznano je równie silne, a jeszcze dodatkowo zmuszają facetów do opieki nad domem. Jak dla mnie żyjemy w takich czasach, ze to powinna być kwestia wyboru, a nie walki płci. Nie oszukujmy się mężczyźni wciąż walczą z kobietami, o prym w narodzie. A kobiety przekorne, chcą im udowodnić, ze się mylą. Błędne koło. :D Nie łatwiej zająć się zwyczajnie tym, w czym jest się dobrym i co sprawia przyjemność? Nie mam nic przeciwko kobietom w hutach, o ile to rzeczywiście lubią, ani mężczyznom szydełkującym, jeśli sprawia im to przyjemność. :D I żaden z tych przykładów nie oznacza, ze osobnicy Ci są odmiennej orientacji. :P A dziś kobietom się poprzewracało i mimo iż niektóre w duchu przyznają (znam takie osobiście), ze wołałyby siedzieć w domu, walczą gdzieśtam w firmach, dla zasady...

Co za różnicą, która pleć jest przedstawiana pierwsza? Przecież od któregoś imienia i tak trzeba zacząć. ;) Dyskryminacja... Była, jest i będzie. Z obydwu stron równie silna.

Share this post


Link to post
Share on other sites

to jakieś odkrywanie prochu,mi na kulturze języka polskiego mówiono że język odzwierciedla bardzo podstawowe ludzkie odczucia i stereotypy(np.góra-dobrze dół źle) więc seksizm jest oczywisty(nie mówiąc o rasizmie-np.słowa "ocyganić" a nawet "ożydzić")

 

Poza tym przypominają mi się jakieś statystyki z któych wynikało że kobiety przeciętnie są inteligentniejsze,ale u mężczyzn jest większy rozstrzał-więc jest więcej kretynów i geniuszy-więc najmędrsza część ludzkości to głównie faceci(więc nie tylko fizycznie ale i intelektualnie mężczyźni są górą)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Żeby jeszcze faceci umieli korzystać z tej swojej większej siły i inteligencji, to świat byłby piękny. :D Kobiety są dużo odporniejsze od mężczyzn, ale wciąż pomimo mojej mensowskiej inteligencji, nie mogę znaleźć faceta, który będzie umiał się mną zając, a nie odwrotnie. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Żeby jeszcze faceci umieli korzystać z tej swojej większej siły i inteligencji, to świat byłby piękny. :D Kobiety są dużo odporniejsze od mężczyzn, ale wciąż pomimo mojej mensowskiej inteligencji, nie mogę znaleźć faceta, który będzie umiał się mną zając, a nie odwrotnie. ;)

Hmm... o tej odporności.. nie wiem skąd taki wniosek. Ale nasuwa mi się wytłumaczenie:

Faceci niezbyt otwarcie mówią o sobie, szczególnie do innych facetów. Kobiety zawsze mają jakąś przyjaciółkę czy psiapsiółe i sposób komunikacji jest inny niż u wśród facetów => mają się komu wygadać.

Tłumacząc na bazie chemii: faceci -> testosteron, hormon walki i wyobraźni przestrzennej, wzmacnia lewą półkulę(szczegóły, btw: jak zamknę lewe oko, widzę prawym, ale obraz wydaje mi się zalany szczególami, a gdy patrzę lewym okiem - widzę jakoś "wszytko" i nie wdaję sie w szczegóły, nawet muszę sie bardziej skupić, żeby utrzyamć wzrok w pojedyńczym miejscu {+ szybciej czytam ???}).

Estrogen -> hormon bliskości, empatia do siebie, lepsza zdolność do wyrażania uczuć -> lepsza komunikacja, więcej trików manipulacyjnych. Kiedy zrani się kobietę przeżywa to mocniej niż mężczyzna(statystycznie; moja opinia).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mnie chodzi o odporność fizyczna. :D Zbadane było i nie jest to żadna tajemnica, ze kobiety potrafią lepiej znosić długotrwały ból, podczas gdy mężczyźni lepiej znoszą, ból może intensywniejszy, ale krótkotrwały. ;) Ile ja już się nasłuchałam, najpierw od ojca, potem od brata, a potem od chłopaków, o tym, jak to oni cierpią, kiedy maja grypę.... To ja cierpię na nerwobóle związane z długotrwałym bólem nerwów odchodzących od kręgosłupa i nie pisnę słowa, a mój luby dostanie katar i przez tydzień słucham tylko o tym, jak go coś tam nie boli. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

A jak młode cziksy w grupie mówią, że szukają sponsora? Sam żart już jest humorem patologicznym i kryje się pod nim szereg dalszych działań zapewne. Pani Nowakowa i Pan Kowalski moga ból odczuwać różnie i te któremu będzie lżej to przychodziło może narzekać bardziej. Najlepiej nich każdy nosi koszulkę ze zwrotem z jakim się chce by do niego się zwracano. Jaś Nowak np. se na t-shircie walnie Hesus, a Jan Kowalski Natas i już nie trzeba się przedstawiać sobie tylko zwracać co się wyczytało z 'klaty' 'albo bebzuna'. Może już jest czas by dzieci chrzcić wylosowywanymi imieniami męskimi lub damskimi? A najlepiej kto kończy 18 lat to sobie sam imię wybiera jakie do dowodu osobistego chce wpisać? Jeśli kobiecie zrobi dziecko sąsiad, a imię nada nie biologiczny ojciec to jest to bez sensu troszkę? Niech sioe homo samiens, który ma 18 lat sam imię wybierze czy nazwisko (a będzie różnorodniej i ciekawiej jak i może wyjść śmiesznie czy też bardzo głupio). Jak ktoś bierze minimalny udział  w życiu społecznym i się łokciami nigdzie nie przepycha to nic sobie nie robi z tego 'upłciowienia' czy ewolucyjno-społeczno-rozpłodowej-ewolucji gatunku naszego. Co do imion to córka lub sym może przejmować imię po rodzicu i potem se zmienić np. w urzędzie ewidencyjnym na jakie chce i kiedy chce jak nicka np. w p2p czy na forum by nie żyło się statycznie i jeśli nastąpi metamorfoza życiowa to rzuci dawne i przez siebie nie nadane imię czy nazwisko by się odciąć. Po co działać na jednym koncie, które dobrze nie rokuje ma braki czy 'nie tak poszło'. Co do geniuszy męskich to 'ktoś' ich urodził(a), bo powiedzieć urodziłem się tu czy tam to głupio powiedzieć, bo matka musiała przeć - sam by geniusz nie wyszedł (chyba, że przez cesarkę). Ile geniuszy miało matki genialne i ojców? W tych czasch już dużo do wynalezienia chyba nie jest? Przecież można brać nazwisko po żonce, a swoje wykreślić z dowodu, apotem się rozwieść i po drugiej żonie wziąć i mieć podwójne po dwóch żonkach i dopisać te dwa 'nie swoje" nazwiska trzeciej żonie, która kupiła obywatelstwo UE i być z nią w związku małżeńskim, a żyć z kochanką i placic jej alimenty na dziecko np. zrobione przez jej szefa z pracy na szkoleniu, gdzię się upiła. Wątki tu można dorabiać wszelakie z życia czy dopisywać co jest realne ale jeszcze nie wystąpiło, bądź jest zatajone.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mnie chodzi o odporność fizyczna. :D Zbadane było i nie jest to żadna tajemnica, ze kobiety potrafią lepiej znosić długotrwały ból, podczas gdy mężczyźni lepiej znoszą, ból może intensywniejszy, ale krótkotrwały. :P Ile ja już się nasłuchałam, najpierw od ojca, potem od brata, a potem od chłopaków, o tym, jak to oni cierpią, kiedy maja grypę.... To ja cierpię na nerwobóle związane z długotrwałym bólem nerwów odchodzących od kręgosłupa i nie pisnę słowa, a mój luby dostanie katar i przez tydzień słucham tylko o tym, jak go coś tam nie boli. :)

Kobiety mają swoje niedyspozycje i chyba dlatego się nauczyły ;)

Jest tak, ze czasem lubię ponarzekać na jakiś tam nibyból, ale po to 8) żeby mieć pretekst do przytulenia, podmuchania lub pocałowania :D Zauważyłaś może, że jak ktoś cierpi to dostaje dużo głasków od swoich ludzi? ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Generalnie jestem uważana za osobę bez serca w towarzystwie ;) Akurat, to czy jestem, czy nie, to małe znaczenie, ale nie mam w zwyczaju głaskać nawet psa (mimo, iż je lubię bardziej niż ludzi). ;) Wątpię, wiec ze któryś z nich specjalnie grał właśnie na to. :D A co do odporności na ból, jak i zresztą pokonywania bólu, były przeprowadzone nie jedne badania. Większość potwierdza to co napisałam (zresztą ja tylko przytaczałam ogólne wyniki badan, a nie wymyśliłam ta tezę).

Nawet taki durny artykuł jak ten link pokazuje o czym mowie, a to tylko jakaś blacha publikacja. :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ile ja już się nasłuchałam, najpierw od ojca, potem od brata, a potem od chłopaków, o tym, jak to oni cierpią, kiedy maja grypę.... To ja cierpię na nerwobóle związane z długotrwałym bólem nerwów odchodzących od kręgosłupa i nie pisnę słowa, a mój luby dostanie katar i przez tydzień słucham tylko o tym, jak go coś tam nie boli. :D

 

hmm po prostu pooglądaj xD ok 5minuta.

http://www.youtube.com/watch?v=5nb_hPgGfgQ

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oooo no nie ;) Ty mnie tu z karykatura kobieca :D

Absolutnie nigdzie nie powiedziałam, ze kobiety są święte. ;) Co to, to nie. :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Coz... nie od dziś wiadomo, ze dla płci przeciwnej ta druga jest zupełnie z innej planety :D

IIIIIIIII jeszcze dodam, ze co do wytrzymałości:

link

Mam dowód na samej Kopalni Wiedzy ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Włosi to jedni z najszybszych mówców na Ziemi. Wymawiają oni nawet do 9 sylab w ciągu sekundy. Na drugim biegunie znajduje się wielu Niemców, którzy w ciągu sekundy wymawiają 5-6 sylab. Jednak, jak wynika z najnowszych badań, średnio w ciągu minuty i Niemcy i Włosi przekazują tę samą ilość informacji. Okazuje się, że niezależnie od tego, jak szybka jest wymowa danego języka, średnie tempo przekazywania informacji wynosi 39 bitów na sekundę. To około 2-krotnie szybciej niż komunikacja za pomocą alfabetu Morse'a.
      Językoznawcy od dawna podejrzewali, że te języki, które są bardziej upakowane informacją, które w mniejszych jednostkach przekazują więcej danych na temat czasu czy płci, są wymawiane wolniej, a takie, które przekazują mniej tego typu danych, są wymawiane szybciej. Dotychczas jednak nikomu nie udało się tego zbadać.
      Badania nad tym zagadnieniem rozpoczęto od analizy tekstów pisanych w 17 językach, w tym w angielskim, włoskim, japońskim i wietnamskim. Uczeni wyliczyli gęstość informacji w każdej sylabie dla danego języka. Okazało się, że na przykład w języku japońskim, w którym występują zaledwie 643 sylaby, gęstość informacji wynosi nieco około 5 bitów na sylabę. W angielskim z jego 6949 sylabami jest to nieco ponad 7 bitów na sylabę.
      W ramach kolejnego etapu badań naukowcy znaleźli po 10 użytkowników (5 mężczyzn i 5 kobiet) 14 z badanych języków. Każdy z użytkowników na głos czytał 15 identycznych tekstów przetłumaczonych na jego język. Naukowcy mierzyli czas, w jakim tekst zostały odczytane i liczyli tempo przekazywania informacji.
      Uczeni wiedzieli, że jedne języki są szybciej wymawiane od innych. Gdy jednak przeliczyli ilość przekazywanych informacji w jednostce czasu zaskoczyło ich, że dla każdego języka uzyskali podobny wynik. Niezależnie od tego, czy język był mówiony szybko czy powoli, tempo przekazywania informacji wynosiło około 39,15 bitów na sekundę.
      Czasem interesujące fakty ukrywają się na widoku, mówi współautor badań, Francois Pellegrino z Uniwersytetu w Lyonie. Lingwistyka od dawna zajmowała się badaniem takich cech języków jak np. złożoność gramatyczna i nie przywiązywano zbytnio wagi do tempa przekazywania informacji.
      Rodzi się pytanie, dlaczego wszystkie języki przekazują informacje w podobnym tempie. Pellegrino i jego zespół podejrzewają, że odpowiedź tkwi w naszych mózgach i ich zdolności do przetworzenia informacji. Hipoteza taka znajduje swoje oparcie w badaniach sprzed kilku lat, których autorzy stwierdzili, że w amerykańskim angielskim górną granicą przetwarzania informacji dźwiękowych jest 9 sylab na sekundę.
      Bart de Boer, lingwista ewolucyjny z Brukseli, zgadza się, że ograniczenie tkwi w mózgu, ale nie tempie przetwarzania informacji, ale w tempie, w jakim jesteśmy w stanie zebrać własne myśli. Zauważa on bowiem, że przeciętna osoba może wysłuchiwać mowy odtwarzanej z 20-procentowym przyspieszeniem i nie ma problemu z jej zrozumieniem. Wąskim gardłem jest tutaj złożenie przekazywanych danych w całość, mówi uczony.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Skład ciała danej osoby wpływa na różnicę w ilości energii wydatkowanej na stanie, w porównaniu do liczby kalorii spalanych w czasie siedzenia. Wyniki badań hiszpańskiego zespołu ukazały się w piśmie PLoS ONE.
      Siedzący tryb życia wiąże się z podwyższonym ryzykiem wielu chorób, w tym cukrzycy, otyłości czy nowotworów. Różnica w ilości energii, jaką ktoś wydatkuje, stojąc, w porównaniu do siedzenia czy leżenia, może być kluczowym czynnikiem oddziałującym na zagrożenia zdrowotne, ale wcześniejsze badania dawały sprzeczne wyniki w zakresie jej wielkości. Skład czyjegoś ciała (stopień otłuszczenia) może wpływać na tę różnicę, ale jego roli jeszcze dotąd nie określono.
      By rozstrzygnąć te kwestie, Francisco J. Amaro-Gahete z Uniwersytetu w Grenadzie mierzył różnice w wydatkowaniu energii pomiędzy leżeniem, siedzeniem i staniem u 55 dorosłych w wieku 18-25 lat (69% próby stanowiły kobiety; wydatkowanie energii określano za pomocą kalorymetrii pośredniej). Tak jak wykazano w poprzednich badaniach, ochotnicy spalali więcej kilokalorii na minutę, stojąc niż siedząc czy leżąc. Nie stwierdzono różnic między siedzeniem a leżeniem.
      W dalszej kolejności naukowcy badali zależności między wydatkowaniem energii w różnych pozycjach i składem ciała młodych dorosłych. Gdy porównywano energię wydatkowaną w czasie 1) leżenia vs. siedzenia i 2) leżenia vs. stania, nie wykryto znaczących związków. Okazało się jednak, że u ludzi z większą beztłuszczową masą ciała (ang. lean body mass, LBM) różnica między energią wydatkowaną podczas stania, w porównaniu do siedzenia, była mniejsza.
      Jak podkreślają Hiszpanie, zdobyte dane stanowią poparcie dla idei, że prostym sposobem na zwiększenie czyjegoś wydatkowania energii jest wydłużenie czasu spędzanego na staniu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Różnice w liczebności pewnych bakterii żyjących na języku pozwalają odróżnić ludzi z wczesnym rakiem trzustki od osób zdrowych.
      Dotąd zaburzenia mikrobiomu wykrywano w innych tkankach pacjentów z rakiem trzustki. Artykuł z Journal of Oral Microbiology prezentuje pierwsze dowody dot. zmian w obrębie bakterii pokrywających język. Jeśli doniesienia uda się potwierdzić podczas większych badań, utoruje to drogę ratującym życie metodom wczesnego wykrywania czy zapobiegania tej chorobie.
      Naukowcy zebrali grupę pacjentów z wczesnym rakiem trzustki (guzem zlokalizowanym w głowie trzustki) oraz 25-osobową grupę kontrolną. Uczestnicy badania mieli 45-65 lat, nie cierpieli na inne choroby, nie mieli problemów stomatologicznych i przez 3 miesiące przed badaniem nie przyjmowali antybiotyków ani innych leków.
      Zespół Lanjuan Li ze Szkoły Medycznej Uniwersytetu w Zhenjiangu posłużył się sekwencjonowaniem. Okazało się, że osoby chore można było odróżnić od zdrowych dzięki niskiemu poziomu bakterii Haemophilus i Porphyromonas oraz wysokiemu Leptotrichia i Fusobacterium.
      Choć konieczne są dalsze badania weryfikujące, nasze wyniki jako kolejne sugerują, że istnieje związek między zaburzeniami mikrobiomu a rakiem trzustki - podkreśla Li.
      Akademicy podejrzewają, że za związkiem mikrobiom-rak trzustki stoi układ immunologiczny i np. rozwój choroby wpływa na reakcje immunologiczne, sprzyjając rozwojowi jednych bakterii i przeszkadzając wzrostowi innych. Gdyby się to potwierdziło, można by zacząć pracować nad nowymi strategiami leczenia za pomocą antybiotyków czy immunoterapii, a nawet preparatami probiotycznymi dla osób z grupy wysokiego ryzyka raka trzustki.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Technologie informatyczne spowodowały, że informacje krążą szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, a każdy z nas ma dostęp do ich znacznie większej ilości niż mieli nasi przodkowie. Tym bardziej mogą dziwić wyniki badań, z których dowiadujemy się, że rewolucja cyfrowa powoduje, iż języki... ubożeją. Grupa włoskich naukowców twierdzi, że nowe wyrazy pojawiają się wolniej niż w przeszłości, a stare szybciej przestają być używane.
      Uczeni, podejrzewając, że nowoczesne narzędzia, jak na przykład automatyczne słowniki sprawdzające poprawność tekstu mogą zapobiegać powstawaniu nowych słów, sprawdzili dynamikę 107 angielskich, hiszpańskich i hebrajskich wyrazów, korzystając z bazy 10 milionów słów zdigitalizowanych przez Google Books. Pochodzą one z około 4% wszystkich istniejących książek. Analizowane słowa występują w dziełach stworzonych pomiędzy rokiem 1800 a 2008.
      Jednym z najbardziej zdumiewających odkryć, jakich dokonali było stwierdzenie, że na przestrzeni ostatnich 10-20 lat z języków zniknęło więcej wyrazów niż w analogicznym czasie w we wcześniejszych okresach. Jednocześnie okazało się, że dodawanych jest mniej nowych wyrazów. A to oznacza, że zasób słownikowy współczesnych języków się kurczy. Uczeni podejrzewają, iż częściowo winne są automatyczne narzędzia do sprawdzania pisowni, które powodują, że w e-mailach i SMS-ach używanych jest mniej wyrazów, gdyż te rzadsze oznaczane są jako błędne. Ponadto nowoczesne technologie znacznie zwiększyły dominację języka angielskiego.
      Włosi spostrzegli też, że nowe słowa pojawiające się w języku rozpowszechniają się znacznie szybciej niż w przeszłości. Może mieć to związek z coraz mniejszym zasobem słownikowym.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Rozpowszechnienie pasożyta Ceratothoa italica, który wyjada język ryby i osiedla się w jej jamie gębowej, jest dużo większe w rejonach nadmiernego odławiania.
      Dr Stefano Mariani z University of Salford oraz biolodzy z University College Dublin oraz Uniwersytetu Wschodniej Anglii przeprowadzali inspekcję populacji morlesza pręgowanego (Lithognathus mormyrus) z Morza Śródziemnego. Stwierdzili, że ryby złapane w pobliżu wód hiszpańskich, gdzie wprowadzono zakaz łowienia, były znacznie rzadziej zainfekowane pasożytem niż osobniki z intensywnie odławianych wód włoskich. Odsetek zakażonych morleszów wynosił, odpowiednio, 30 i 47%.
      Ichtiolodzy zauważyli, że o ile zakażenie równonogiem upośledzało wzrost i kondycję włoskich ryb, o tyle nie miało ono wykrywalnego wpływu na fizjologię ryb hiszpańskich.
      Larwy C. italica dostają się do jamy gębowej ryb przez skrzela. Osobniki żeńskie ustawiają się w pozycji języka i żywią się krwią. Choć pasożyt nie zagraża człowiekowi, ogranicza rozmiary i długość życia ryb.
      Biorąc pod uwagę, że po pierwsze, ryby z okolic hiszpańskich i włoskich żyją w podobnych warunkach środowiskowych, a po drugie, obie populacje morleszów i C. italica są ze sobą bardzo blisko spokrewnione, jedyną różnicą pozostaje intensywność odławiania i to ona stanowi główny czynnik "zjadliwości" pasożyta.
      Niestety, nadmierne odławianie doprowadza do zachwiania równowagi między pasożytem a gospodarzem i wpływa na cały ekosystem.
×
×
  • Create New...