Skoro fotonów "istnienie" wynika z odpowiednio wysokiej energii fali elektromagnetycznej(która jest wprost proporcjonalna do częstotliwości) która jest w stanie przenieść np. w atomie elektron na inną orbitę i jeszcze wyemitować kwant energii w postaci fotonu. To skąd pojęcie fizyki kwantowej skoro to jest całkiem liniowe zjawisko?
Skoro np. promieniowanie gamma jest nazywane jonizującym bo wystarczająco silne by rozbijać całe atomy to dlaczego dla promieniowania gamma nie wprowadzono pojęcia analogicznego do fotonu np. super mini młot Thora
Dlaczego dla fali elektromagnetycznej nie rozważa się istnienia umownych cząstek obrazujących ją tak jak fotony "światło" skoro są w stanie wprawić w drgania niesymetryczne cząstki - niechby się nazywały gumisie żelki!
Więc idąc dalej po co rozmawiać o fotonach dla oddalających gwiazd skoro pojęcie światła i fotonu jest czysto umowne?
Nie jesteśmy w stanie badać tak szybkich ruchów by je znikać toteż są one uznane jako cząstki... ale przecież ->
Foton nie istnieje?! Bo jeśli istnieje to w takim razie gumisie żelki też trzeba uznać za realne
Ot foton -> fala elektromagnetyczna która nam aktywuje elektrony w atomach z których są zbudowane pręciki i czopki na siatkówce więc nazywamy ją światło... Ich(fotonów) ilość "zanika" wraz ze zwiększaniem prędkości oddalania źródeł emisji i nawet gdyby miały szanse dotrzeć do nas jako fotony przestaną docierać jako fotony. Te których nie widzimy optycznie docierają jako fala elektromagnetyczna. Gumisie żelki o częstotliwości tym niższej im wyższa prędkość oddalania -> dążącej do 0Hz więc znikające w gumi-lesie - wszechświecie.
A przecież nic w czasoprzestrzeni nie porusza się szybciej niż ~300 tyś km/s a przecież nic w przyrodzie nie ginie?
Jeśli próbuje to się "czasoprzestrzeń im zakrzywia" jak pielucha wokoło pupy niemowlaka...
Więc smerfy fotony istnieją czy nie?
Zdaje się że gwiazdy które obserwujemy optycznie nie oddalają się specjalnie szybko skoro mowa o przesunięciu ku podczerwieni i skoro mowa o obserwacji optycznej? Jak szybko oddalają się te które widzimy?
Czy są takie których "fotony" obserwujemy radiowo?
Co z emitujacymi promieniowanie np. gamma czy ono się zmienia "ku czerwieni" - chociaż pewnie obiekt który emituje takie promieniowanie musiałby się super szybko oddalać..
Z drugiej strony foton jednak istnieje, światło ma nature kopusku cośtam falową i jakby był cząstką i porusza się.
Ale skoro energia fotonu się zmniejsza bo ostatecznie nie jest zdolna do aktywacji pręcików innych niż "czerwone" więc przestaje być optycznie widzialna. Gdzie ich energia znika skoro energia w przyrodzie nie ginie?
Pytam się raz jeszcze.
Prędkość rozchodzenia fotonu jest prędkością światła - masło maślane
Może napisałem głupoty(nie dotarłem zbyt wysoko na szczeblu edukacji) - napisałem coby ktoś poprawił bo nie do końca rozumiem teorię względności i nie do końca pojmuje światło. Pomysł z samochodzikiem na gumce jest fajny - jeśli się na tej gumce narysuje kreski i np. pierwotne odległości co milimetr uzna za światło widzialne(częstotliwość fali mającą energie która wystarczy do pobudzenia pręcików w oku) a uznać za graniczną dla widzialności 2mm gdy oznacza niewidzialną podczerwień...
Ponieważ jednak sprawa dotyczy ciągłego ruchu - pręciki musiałyby się rozrzedzać jedynie podczas ruchu samochodzika więc to troche nietrafiona baza do analizy fal.
Dziwne że oddalając się np. coraz szybciej energia promieniowania emitowanego przez gwiazdę musiałaby się zmniejszać zmniejszając częstotliwość - czyli jakby znikać bo zmniejszać się energia - a gdzie ta energia by gineła?
Może ona ginie w tgz. czarnej materii?
EDIT. lece na poczte, conieco doczytam, conieco poprawie, proszę o wyrozumiałość
Piszę cokolwiek wyłącznie wtedy kiedy czegoś chce się dowiedzieć - taka metoda uczenia na błędach.