Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Zaangażowani w sztukę rzadziej miewają depresję

Recommended Posts

Mężczyźni, którzy angażują się w zajęcia artystyczne, rzadziej cierpią na depresję. Czynniki kulturalne silniej oddziałują na szczęście niż stan posiadania czy zawód.

Studium, które objęło niemal 50 tys. osób, ujawniło, że większe zaangażowanie w kulturę i sztukę może poprawić ogólny stan zdrowia psychicznego. Profesor Jostein Holmen zaznacza, że u obu płci sztuka dodatnio wpływała na poziom szczęśliwości. W przypadku mężczyzn wykryto także pozytywny związek między uczestnictwem w kulturze a depresją; im silniej ktoś się angażował, tym rzadziej cierpiał z powodu obniżonego nastroju. Podobnego wniosku nie można wysnuć w odniesieniu do kobiet. Związek między zdrowiem a zajęciami kulturalnymi nie był na tyle silny, by powiedzieć, że to kultura uzdrawia ludzi. Odkrycia powinny jednak zmusić polityków do spojrzenia na zdrowie pod innym – nowym – kątem.

W jaki sposób zajęcia kulturalno-artystyczne miałyby walczyć ze złym samopoczuciem psychicznym czy psychozą? Nie od dziś specjaliści uciekają się do arteterapii, od dawna wiadomo też, że muzyka poprawia nastrój, a malowanie umożliwia wyrażanie siebie. To także doskonały sposób na utrzymywanie kontaktów społecznych.

Opracowując wyniki, Norwegowie kontrolowali szereg potencjalnie istotnych czynników, w tym status socjoekonomiczny, kapitał społeczny, chroniczne choroby, palenie i picie alkoholu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zachowanie zdrowia psychicznego w norweskim ciemnym klimacie to sztuka sama w sobie. :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

To chyba ściśle zależy od obranej dziedziny i umiejętności przekazania tego co się tworzy. Jako gitarzysta mogę stwierdzić, że przez dość długi czas byłem tym wyjątkowym "artystą" z depresją:D.

 

Najwięksi muzycy wpadali w narkotyki, alkohol i popełniali samobójstwa właśnie przez depresję. Więc coś tutaj nie gra.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie gra to, że mówisz o "największych", a to nie ma nic do rzeczy. Liczy się statystyka - stosunek tych z depresja do tych bez w ogóle populacji, a ten sam stosunek w populacji artystów. Nie sądzę, ażeby obiektywna wartość (powszechność uznania) dokonań miała tu coś do rzeczy, raczej fakt posiadania czegoś własnego, hobby, w dodatku rozwijającego pod jakimś względem (niektórzy dla szczęścia potrzebują sobie w garażu coś tam podłubać). Natomiast wielka sława przeciwnie: szybko potrafi znudzić, pozbawia człowieka prywatności, czyni owe hobby sprawą publiczną, wiąże się z dużymi pieniędzmi i wszelkimi tego konsekwencjami.

 

Nie gra też to, że piszesz o depresja->narkotyki, kiedy nierzadko (podejrzewam, że najczęściej) jest dokładnie na odwrót narkotyki->depresja.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ludziom z depresją serwuje się "muzykoterapię" - mają grać na jakimś prostym instrumencie i tym sposobem wyrazić co czują w danej chwili. Po tym krótkim tworze (np. cymbałki lub bębenek) terapeuta pyta grającego co tym chciał wyrazić. To jest sposób na nawiązanie dialogu ze swoim wnętrzem. Żeby skupić się na uczuciu, które wcześniej się ignorowało ...lub nie było czasu, żeby przetrawić je wcześniej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeżeli "zajęcia artystyczne" to według was granie losowych dźwięków czy też lepienie garnków z gliny, to faktycznie, dla osób które nie planują nic w tych dziedzinach osiągnąć może to być "funny" i odstresowywać. Jednak w takim wypadku przymiotnik "artystyczne" jest nie na miejscu. Artyzm, w każdej znanej mi definicji, zakłada poświęcenie i oddanie tematowi. Jeśli kogoś można nazwać artystą, to tylko tych największych twórców.

 

//edit

 

Ciekaw jestem źródła i szczegółów, bo z samego newsa niewiele można wynieść.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja się z poprzednikiem nie zgodzę.. Przez 3 lata miałam historię kultury i sztuki, obecnie na studiach, znów pojawił się owy przedmiot. Najsławniejsi są często najbardziej sławni dlatego, że się tak przyjeło. Niektóre dzieła osiągają niebagatelne wartości - z tego samego powodu. Artyzm jest rzeczą bardzo subiektywną, chyba że rozmawiamy tu o artyzmie komercyjnym - to ok. zgodzę się.

 

Sztuka ma na pewno pozytywny wpływ na ludzi. Wydaje mi się, że głównym powodem jest tu sama satysfakcja z aktu tworzenia. Dochodzą do tego również inne czynniki, tj wpływ muzyki, czy kolorów na psychikę.

 

Pozdrawiam.

Aga

Share this post


Link to post
Share on other sites

A ja studiuję kulturoznawstwo. I co z tego? Artyści są artystami bo tak się przyjęło, a przyjęło się tak, bo pasowali do definicji (czy też jej braku). Nie chcę się tutaj kłócić, zaznaczyłem tylko, że wyniki badań są sprzeczne z moimi spostrzeżeniami. Artykuł jest napisany bardzo ogólnym językiem i nadużywa słów takich jak "kultura" czy "sztuka".

 

Studium, które objęło niemal 50 tys. osób, ujawniło, że większe zaangażowanie w kulturę i sztukę może poprawić ogólny stan zdrowia psychicznego

 

Większe od jakiego? Kompozytor pracocholik, mając większe zaangażowanie w to co robi, będzie mniej zestresowany?

 

Profesor Jostein Holmen zaznacza, że u obu płci sztuka dodatnio wpływała na poziom szczęśliwości.

 

Tworzenie sztuki? Konsumowanie sztuki? Każdy jest szczęśliwy, kiedy może konsumować.

 

W przypadku mężczyzn wykryto także pozytywny związek między uczestnictwem w kulturze a depresją

 

A czy można nie uczestniczyć w kulturze? Można nie być częścią cywilizacji?

 

W jaki sposób zajęcia kulturalno-artystyczne miałyby walczyć ze złym samopoczuciem psychicznym czy psychozą?

 

Może polecić wam kilka dobrych filmów, które wprowadzą was w wspaniałe samopoczucie? Eraserhead? Kawał dobrego kina. Może jakąś książkę? Dzieci z Dworca ZOO? Płytę? The Wall? A może jakieś happy kawałki Sibeliusa, prosto z północy? Blues... tak, blues też jest taki pozytywny. Zwłaszcza ten prawdziwy, znad Mississippi.

 

od dawna wiadomo też, że muzyka poprawia nastrój, a malowanie umożliwia wyrażanie siebie. To także doskonały sposób na utrzymywanie kontaktów społecznych.

 

Tak, artyści mają wyśmienite kontakty społeczne. Zwłaszcza Ci niedoceniani. I Ci, którzy umyślnie nie dążą do sławy, tylko katują w domu instrumenty, bo przecież liczy się tylko muzyka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Większe od jakiego? Kompozytor pracocholik, mając większe zaangażowanie w to co robi, będzie mniej zestresowany?

 

Ten jego pracoholizm to rzeczywiście zaangażowanie w sztukę, czy raczej w żądzę sławy, lub np. chęć udowodnienia czegoś samemu sobie?

 

Tworzenie sztuki? Konsumowanie sztuki? Każdy jest szczęśliwy, kiedy może konsumować.

 

Z artykułu jasno wynika, że chodzi m.in. o zajęcia czynne. Natomiast słowo "konsumpcja" jest już tak spaczonym słowem, że - jak widać - używa się go bez namysłu zarówno w stosunku do osób, które np. kupują płytę, bo jest modna czy ze względu na to, że podobają im się wdzięki wykonawcy, jak i do osób, które z uwagą słuchają i rozbudowują swój gust muzyczny, ale same nie tworzą. Tym czasem rzeczownik ten wszedł do języka w ramach krytyki "kultury masowej", nie popkultury, ale kultury masowej: błyskającego, masowego przemiału, który jest po prostu modny, który sprzedaje się i promuje jak kosmetyki. Dlatego Twoją alternatywę: konsumuje, a tworzy; uważam za tzw. alternatywę pozorną, a więc błąd w rozumowaniu. Nie każdy kto "nie-tworzy", po prostu konsumuje (nacisk na czynność fizjologiczną jest w tym słowie nieprzypadkowy).

 

A czy można nie uczestniczyć w kulturze? Można nie być częścią cywilizacji?

 

Miesza Ci się definicja kultury jaka często wydaje się odkrywczą nowością dla studentów kulturoznawstwa tzn. kultury w której mieści się konwenans, obyczaj, rytuał, czy nawet fakt, że w jednej panie idąc kręcą pupą, a w innej (o dziwo) już nie za bardzo; a definicja kultury jako działalności artystycznej.

 

Może polecić wam kilka dobrych filmów, które wprowadzą was w wspaniałe samopoczucie? Eraserhead? Kawał dobrego kina. Może jakąś książkę? Dzieci z Dworca ZOO? Płytę? The Wall? A może jakieś happy kawałki Sibeliusa, prosto z północy? Blues... tak, blues też jest taki pozytywny. Zwłaszcza ten prawdziwy, znad Mississippi.

 

Kilka błędów. Otóż po pierwsze: wiele osób np. oglądając film w ogóle nie przeżywa emocjonalnie perypetii bohaterów, lecz skupia się na wartościach estetycznych, na "kodzie" sztuki. Podobnie kiedy słucham bluesa, choćby najsmutniejszego, skupiam się na wartościach czysto muzycznych, chyba, że sam chcę inaczej (i to jest właśnie świadomy odbiór sztuki, kształcenie gustu). Po drugie: zapominasz o pojęciu katharsis. Tak jak płacz czasami potrzebny jest w celu rozładowania napięć, ponownego odnalezienia prawdziwego "siebie", tak przeżycie literackiego dramatu wcale nie prowadzi z miejsca do depresji, ale właśnie katharsis: oczyszczenia, odnowienia prostych emocji, zrozumienia, że nasze osobiste problemy często są błahostkami, czy zrozumienia racji drugiego człowieka. Smutek takiego doświadczenia jest krótkotrwały, właśnie pozwala bardziej cieszyć się życiem, kreować siebie.

Tak, artyści mają wyśmienite kontakty społeczne. Zwłaszcza Ci niedoceniani. I Ci, którzy umyślnie nie dążą do sławy, tylko katują w domu instrumenty, bo przecież liczy się tylko muzyka.

 

W artykule mowa jest nie o ARTYSTACH (zawodowych), ale o działalności artystycznej. Żądza sławy nie jest konieczne ni w jednym, ni w drugim przypadku, lecz można podejrzewać, że jest częstsza, a w każdym razie mocniejsza, w pierwszym.

 

___________________

 

Najlepiej - moim zdaniem - zrobisz, jeśli przyjmiesz znaną ludziom od tysiącleci, a wyrażoną świetnie przez Hegla prawdę, że zdobywanie pewnej sprawności ma pozytywny wpływ na człowieka samo przez się. O ile nie włączy się w to jakaś wygórowana ambicja, tak właśnie rzeczy się mają. Kiedy człowiek zajmuje się czymś "obiektywnym" np. uczy się nowego zawodu, to właśnie dlatego, że ten zawód łączy się zawsze z czymś "poza", z czymś co nie wypływa z pożądań tego człowieka, lecz właśnie zmusza go do zawieszenia własnych zachcianek i przyswojenia czegoś zewnętrznego, dążenia do uczynienia czegoś zewnętrznego czymś własnym, ma to "kształcący" wpływ na charakter i daje poczucie własnej wartości (wzbogacania siebie o coś nowego, panowania nad sobą i swoim życiem).

Share this post


Link to post
Share on other sites

PS. Nie myl postawy EMO z postawą artystyczną. Niektórzy biorą gitarę i brzdąkają smętne i kiepskie balladki, bo - mniej lub bardziej świadomie - taki chcą kreować o sobie wizerunek, w tym siebie i swoje smutki "odbijać", czy tym je usprawiedliwiać (przystrajać).

 

Postawa artystyczna to jest natomiast ten moment, w którym np. dostrzegasz, że jak z tego akordu przejdziesz na ten, a nie tamten, to lepiej nawiążesz do poprzedniego tematu, a płynięcie muzyki bardziej będzie ci się zgadzać z obrazem wizualnym jaki przyjąłeś za wyznacznik pisanego właśnie utworu. Lub kiedy słuchając jazzowego coveru bawi cię, jak artysta wykonał Beatlesów wykorzystując stylemy wzięte z muzyki kubańskiej i indyjskiej, których akurat w tym utworze Beatlesów nie było.

 

Bywa, że jedno z drugim wchodzi w kompromis, albo jedno drugie w człowieku napędza, ale to jest kwestia osobowości, a nie jakaś istota artyzmu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z tym emo to był mój pomysł i był to żart, jeśli nie odczytałeś z emotikonki.

 

Odczytałem i nie do tego nawiązuję  :D Po prostu mam wrażenie, że wypowiedź ciembora ukrywa w wielu miejscach podobne powiązanie, ale bez tej emotikonki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Taki gość co uważa, że gra sam dla siebie i ma problemy z nawiązaniem kontaktów społecznych, po prostu ma problem sam ze sobą, a za pomocą muzyki np. go usprawiedliwia ("przystraja" się w wizerunek samotnego artysty) lub/i w ten sposób sobie z tym problemem radzi (co - w tym wypadku - zgadza się ze spostrzeżeniami artykułu).

 

Natomiast oczywiście bywa, że ktoś odreagowuje graniem na gitarze znajdując w tym coś "swojego", a następnie spostrzega, że przecież wcale nie jest w tym dobry, że sam siebie oszukuje i jest to dla niego dodatkowy powód cierpienia. To jednak nie wina sztuki, lecz faktu, że osoba ta - niezrealizowana życiowo - powzięła fałszywe (wynikające z kompensacji) ambicje, a ma ogólnie i głęboko zaniżoną samoocenę i to jest i już wcześniej było przyczyną jej zachowań. Równie dobrze mogła doznać podobnego zawodu uciekając w działalność naukową czy jakąkolwiek inną. Nie dziwne też, że wtedy "czynność artystyczna" nie pełni roli terapeutycznej.

 

Dlatego uważam, że kierunki myślenia ciembora są tutaj błędne, mieszają pojęcia.

 

Zastanawiające są tylko różnice między kobietami, a mężczyznami. Mogą one np. wynikać z faktu, że kobiety czują się znacznie częściej nieszczęśliwe (czy w ogóle: mniej oceniają swoje szczęście względem...) z powodów odmiennych od "niespełniania" w działaniu nakierowanym na nieosobowe cele, na zdobywanie zręczności; czują się raczej nieszczęśliwe z powodu niezadowalających relacji interpersonalnych, czy np. negatywne postrzegania własnej cielesności itp.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciekawe. a wydawałoby się, że Ci którzy są wrażliwsi, niezaangażowani w sztukę są bardziej narażeni na tą chorobę. Polecę wam książkę o kobiecie chorej na depresje, która jest malarką: "Notatki z wystawy" Patrick Gale. Naprawdę świetnie oddaje problem i jest to piękna książka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Też mnie zaskoczyła ta informacja... Przecież ilu jest (albo było, bo już nie żyją) genialnych muzyków, czy właśnie malarzy, którzy ewidentnie cierpią na depresję... Tak, jak w tych "Notatkach z wystawy", o których wspomniałaś.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Też mnie zaskoczyła ta informacja... Przecież ilu jest (albo było, bo już nie żyją) genialnych muzyków, czy właśnie malarzy, którzy ewidentnie cierpią na depresję... Tak, jak w tych "Notatkach z wystawy", o których wspomniałaś.

No bo jest różnica pomiędzy rodzajem depresji 'pusta w głowie' a 'przygnębienie'

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zgadzam się z Groteskowym. W tym badaniu chodziło o samą radość(zadowolenie - wzrost poziomu hormonów szczęścia) z procesu tworzenia, niezależnie od jego rezultatu. Badania nad niebywałymi wręcz rezultatami tzw. arteterapii są coraz powszechniejsze. Ta metoda naprawdę dużo daje :D.

 

To co, się tyczy "artystów" z depresją, ich choroba nie wynika z tworzenia, ani z samego bycia artystą, tylko wiąże się z pewnymi właściwościami psychiki tych ludzi i/ lub z niezrozumieniem sensu ich dzieł.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przepraszam, że tak po czasie, ale trafiłem znowu na ten temat i nasunęło mi się pewne spostrzeżenie o które cała kłótnia:

 

Studium, które objęło niemal 50 tys. osób, ujawniło, że większe zaangażowanie w kulturę i sztukę może poprawić ogólny stan zdrowia psychicznego.

 

Otóż jest tutaj pewien problem u podstawy tezy. A problemem tym jest - sprzężenie zwrotne. Prawdopodobnie zbyt wprost zinterpretowałem to zdanie. A być może po prostu ktoś je nieumiejętnie sformułował? Warto by popatrzeć na temat bardziej ogólnie. Mianowicie spróbować wyznaczyć krzywą przedstawiającą stosunek "ogólnego stanu zdrowia psychicznego" do stopnia zaangażowania w "kulturę i sztukę". Oczywistym jest, że skrajnie duży udział w "kulturze i sztuce" wpłynie bardzo negatywnie na psychikę. Pytanie, kiedy pozytywny stan zdrowia psychicznego jest najwyższy, jaki stopień zaangażowania jest najbardziej optymalny.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      To nie depresja, lecz antydepresanty zmniejszają empatię związaną z postrzeganiem bólu u innych ludzi. Główny autor studium, Markus Rütgen, podkreśla, że należy zbadać wpływ zmniejszonej empatii na zachowania społeczne pacjentów.
      Ekipa profesorów Clausa Lamma z Uniwersytetu Wiedeńskiego i Ruperta Lanzenbergera z Wiedeńskiego Uniwersytetu Medycznego zebrała grupę nieprzyjmujących leków chorych z ostrą fazą depresji. Ich reakcje empatyczne na ból innych osób testowano 2-krotnie: podczas ostrej fazy choroby i po 3 miesiącach farmakoterapii, głownie selektywnymi inhibitorami zwrotnego wychwytu serotoniny (SSRI).
      Na obu sesjach pacjenci przechodzili badanie funkcjonalnym rezonansem magnetycznym. Podczas skanowania oglądali nagrania ludzi przechodzących bolesne procedury medyczne. Aktywność mózgu i oceniany subiektywnie poziom empatii porównywano do zdrowej grupy kontrolnej.
      Przed leczeniem pacjenci i grupa kontrolna reagowali w podobny sposób. Po 3 miesiącach terapii pojawiły się jednak znaczące różnice. Dotyczyły one zarówno samooceny empatii, jak i aktywności regionów mózgu powiązanych wcześniej z empatią.
      Wyniki badań interdyscyplinarnego zespołu z Wiednia ukazały się w piśmie Translational Psychiatry.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Aktywując gen ważny dla działania neuronów pobudzających i związany z tzw. dużą depresją (ang. major depression), można sobie poradzić, przynajmniej u samców myszy, z klasycznymi objawami depresji, takimi jak społeczna izolacja czy utrata zainteresowania.
      Naukowcy z Uniwersytetu w Auguście skupili się na korze przedczołowej, która odpowiada za planowanie, osobowość i zachowania społeczne i która odgrywa ważną rolę w patogenezie dużej depresji. Okazało się, że zmniejszenie ekspresji genu (ang. gene knockdown) SIRT1 w neuronach pobudzających przyśrodkowej kory przedczołowej (ang. medial prefrontal cortex, mPFC) wywołało objawy depresyjne u dorosłych samców myszy. Dla odmiany wstrzyknięcie leku (SRT2104), który aktywował SIRT1, do mPFC lub komory bocznej mózgu myszy typu dzikiego likwidowało wywołane stresem symptomy anhedonii (niezdolności do odczuwania przyjemności) itp.
      Pogłębione badania wykazały, że utrata SIRT1 obniża m.in. pobudzającą transmisję synaptyczną komórek piramidowych (komórek Betza) z V warstwy kory mózgowej w okolicy prelimbicznej mPFC.
      Wyładowywanie neuronów pobudzających jest w depresji znacznie ograniczone, przez co komórki nerwowe nie komunikują się, jak powinny. Wygląda to tak, jakby były odłączone - opowiada dr Xin-Yun Lu.
      Trudno ulegać pobudzeniu bez energii, tymczasem okazało się, że knockdown SIRT1 zmniejsza gęstość mitochondriów oraz poziom ekspresji genów związanych z biogenezą mitochondrialną, czyli powstawaniem nowych mitochondriów w mPFC.
      Autorów publikacji z pisma Molecular Psychiatry zaskoczyło, że wybiórcze usunięcie SIRT1 z neuronów pobudzających wywołało objawy depresji u samców, ale nie u samic myszy. Naukowcy podejrzewają, że wiąże się to z międzypłciowymi różnicami w liczbie neuronów i synaps w mPFC. Obecnie Lu sprawdza, czy podobne różnice międzypłciowe dotyczą hipokampa, struktury odpowiedzialnej za pamięć, która u osób z nawracającą depresją jest znacznie mniejsza.
      Farmakolog Lu chce sprawdzić, czy leki niewykorzystywane dotąd w leczeniu depresji działają na SIRT1 tak jak SRT2104.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Selektywne inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny (SSRI) pomagają wielu pacjentom z depresją. U ok. 1/3 osób z ciężkim zaburzeniem depresyjnym (MDD) nie dają jednak efektów. Badacze z Instytutów Studiów Biologicznych Salk sądzą, że odkryli przyczynę tego zjawiska: przynajmniej u części tych ludzi neurony mogą być nadreaktywne w obecności SSRI.
      To obiecujący krok w kierunku zrozumienia, czemu niektórzy pacjenci nie reagują SSRI. Przybliża nas to do spersonalizowanej terapii depresji - cieszy się prof. Rusty Gage.
      Amerykanie podkreślają, że MDD powiązano z nierównowagą sygnalizacji serotoninowej, ale dokładny mechanizm tego zjawiska nie został poznany. Wyjaśniają, że SSRI hamują wychwyt serotoniny ze szczeliny synaptycznej. Jej podwyższone stężenie powoduje wzrost neuroprzekaźnictwa z jednej komórki nerwowej do drugiej.
      Zespół Gage'a i współpracownicy z Mayo Clinic przeanalizowali reakcje na SSRI występujące u 803 pacjentów z MDD. Z tej grupy wybrano 3 osoby z całkowitą remisją i 3 osoby, u których po 8 tygodniach terapii nie wystąpiła poprawa. Od tych 6 ludzi i od 3 zdrowych osób wyizolowano komórki skóry. Najpierw uzyskano z nich indukowane pluripotencjalne komórki macierzyste (ang. induced pluripotent stem cells, iPSC), a później neurony.
      Ekscytujące jest to, że mogliśmy patrzeć na [...] neurony, do których zwykle nie mamy dostępu u żywych pacjentów - podkreśla Krishna Vadodaria i dodaje, że dzięki tej metodzie można badać komórki osób o znanej historii leczenia, genomie i profilach reakcji.
      W tym przypadku autorzy artykułu z pisma Molecular Psychiatry przyglądali się reakcjom neuronów poszczególnych osób na podwyższony poziom serotoniny (miało to oddawać działanie SSRI). Okazało się, że niektóre neurony pozyskane od osób niereagujących na SSRI wykazywały średnio znacząco wyższą aktywność niż neurony osób zdrowych i reagujących na SSRI.
      Dalsze eksperymenty wskazały na 2 receptory serotoninowe: 5-HT2A i 5-HT7. Kiedy je zablokowano, neurony osób niereagujących na selektywne inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny nie były już hiperaktywne w obecności serotoniny.
      Mam nadzieję, że to otwiera drogę kolejnym badaniom nad ludźmi, którzy pod względem reakcji na leczenie są skrajnymi przypadkami - podsumowuje Vadodaria.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jeśli kobiety jedzą mniej czerwonego mięsa, niż zalecają normy, częściej diagnozuje się u nich zaburzenia depresyjne i lękowe (Psychotherapy Psychosomatics).
      Prof. Felice Jacka z Deakin University badała związek między spożyciem wołowiny i jagnięciny a obecnością zaburzeń depresyjnych oraz lękowych w ponadtysięcznej grupie kobiet z australijskiego regionu Geeleong.
      Pierwotnie myśleliśmy, że czerwone mięso może nie być dobre dla zdrowia psychicznego, bo badania z innych państw pokazały, że jego konsumpcja wiąże z czynnikami ryzyka dla zdrowia fizycznego. Okazuje się jednak, że jedzenie czerwonego mięsa jest dość istotne dla dobrostanu psychicznego. Kiedy przyglądaliśmy się paniom, w przypadku których spożycie czerwonego mięsa plasowało się poniżej normy, okazało się, że zaburzenia depresyjne i lękowe są u nich stwierdzane 2-krotnie częściej niż w grupie spożywającej zalecane ilości. Nawet jeśli wzięto pod uwagę ogólną wartość diety [czy jest zdrowa, czy nie], a także czynniki takie jak status socjoekonomiczny, poziom aktywności fizycznej, palenie, waga i wiek, związek między konsumpcją czerwonego mięsa a zdrowiem psychicznym nadal występował.
      Co ciekawe, w przypadku innych form białka, np. białek roślinnych, rybnych, wieprzowych czy drobiowych, nie zaobserwowano analogicznej korelacji. Tylko 19 badanych kobiet było wegetariankami i wyniki pozostały takie same po ich wykluczeniu z analizy.
      Jedzenie większych ilości czerwonego mięsa, niż zalecają normy, także nie jest dobre, bo okazuje się, że wpływa tak samo, jak za małe ilości: pojawiają się depresja i stany lękowe. Wiemy już, że ogólna jakość diety jest ważna dla zdrowia psychicznego. Wydaje się jednak, że jedzenie umiarkowanych ilości czerwonego mięsa, ok. 3-4 porcji wielkości dłoni, także może mieć znaczenie. Australijka podkreśla, że warto polegać na mięsie z wolnego wypasu, bo w odróżnieniu od mięs zwierząt karmionych paszą zbożową, zawiera więcej kwasów tłuszczowych typu omega-3 i mniej tłuszczów nasyconych.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Podczas badań na myszach wykazano, że wyeliminowanie białka neurofibrominy 1 nasila powstawanie nowych neuronów z nerwowych komórek progenitorowych (neurogenezę) oraz skraca czas, po jakim antydepresanty zaczynają działać.
      W ciągu życia neurogeneza zachodzi w pewnym rejonie hipokampa. Niestety, zmniejsza się z wiekiem i pod wpływem stresu. Wcześniejsze badania wykazały, że pod wpływem terapii depresji proces można na nowo pobudzić.
      Zespół doktora Luisa Parady z University of Texas Southwestern przyglądał się neurogenezie po usunięciu genu neurofibrominy 1 (Nf1) z nerwowych komórek progenitorowych (ang. neural progenitor cells, NPCs) dorosłych myszy. Okazało się, że zwiększyło to liczbę i przyspieszyło dojrzewanie nowych neuronów w hipokampie. U zmutowanych myszy ograniczenie objawów depresji oraz lęku następowało już po tygodniu farmakoterapii, a u zwierząt z grupy kontrolnej na poprawę trzeba było poczekać znacznie dłużej.
      Nasze badania jako jedne z pierwszych demonstrują wykonalność zmieniania nastroju przez bezpośrednią manipulację neurogenezą u dorosłych - cieszy się dr Renee McKay.
      Chcąc sprawdzić, czy zmiany w zachowaniu myszy pozbawionych Nf1 są długoterminowe, Amerykanie zbadali 8-miesięczne osobniki za pomocą szeregu testów. W porównaniu do innych gryzoni, mutanty wykazywały mniej objawów lęku i były bardziej oporne na wpływ łagodnego stresu przewlekłego. Zjawisko to występowało nawet wtedy, gdy myszom nie podawano antydepresantów. Wystarczyła sama delecja genu.
      Zwykle neurofibromina 1 zapobiega niekontrolowanemu wzrostowi komórkowemu. Mutacje w genie Nf1 wywołują nerwiakowłokniakowatość typu 1. Ponieważ gen Nf1 jest duży - prawidłowe białko składa się aż z 2818 aminokwasów - w ok. połowie przypadków mamy do czynienia z nową mutacją, a nie dziedziczeniem w obrębie rodziny.
×
×
  • Create New...