Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Barbara Frale, mediewalistka zatrudniona w Archiwach Watykańskich, poinformowała o odczytaniu z Całunu Turyńskiego świadectwa zgonu Jezusa. Uczona informuje, że z fragmentów greki, łaciny i hebrajskiego odtworzyła dokument, który wystawiono po jego śmierci.

Sądzę, że udało mi się odczytać certyfikat pogrzebowy Jezusa z Nazaretu - powiedziała Frale. Poinformowała o tym w swojej najnowszej książce pt. Całun Jezusa z Nazaretu.

Całun Turyński wciąż budzi emocje. Tkanina, w którą miało być zawinięte ciało Jezusa Chrystusa niespodziewanie pojawiła się w Europie w średniowieczu. W latach 80. XX wieku wykonano badanie metodą węgla radioaktywnego, które pokazało, że Całun powstał przed około 1000 lat. Ostatnio jednak pojawia się coraz więcej wątpliwości dotyczących wiarygodności badania. Naukowcy podkreślają, że przed 20 laty posługiwano się niedoskonałą techniką i nie wiedziano tego, co obecnie o wpływie zanieczyszczeń na wynik badań. Ponadto inne studia wskazują, że tkanina może być starsza. Data powstania Całunu jest zatem wciąż kwestią otwartą.

Napis, który odczytała Frale, został po raz pierwszy zauważony w 1978 roku. Od tamtej pory znajdowano kolejne litery. Profesor Frale informuje, że odtworzyła litery, z których wielu brakowało. Ze słowa "Tiberiou" przetrwało tylko "iber", a z "Iesous" pozostało "esou". Zdaniem uczonej napis brzmiał: "W 16. roku panowania cesarza Tyberiusza, Jezus Narazeńczyk, zdjęty rankiem po tym, jak został skazany przez rzymskiego sędziego na śmierć, gdyż władze żydowskie uznały go winnym, zostaje odesłany w celu pogrzebania go z zastrzeżeniem, że może zostać wydany rodzinie dopiero po upłynięciu  pełnego roku. Podpisano przez". Podpis urzędnika nie zachował się.

Frale zaznacza, że w tamtych czasach osoby skazane na karę śmierci były grzebane we wspólnych grobach, a po roku ich ciała przekazywano rodzinom. W celu identyfikacji zwłok do tkaniny, którą je owijano, przyklejano pisemny dokument. Atrament z niego mógł zatem odbić się na tkaninie. Jak wiemy, Jezus nie został pochowany we wspólnym grobie, ale w grobowcu podarowanym przez Józefa.

Niektórzy uczeni twierdzą, że litery mogły odbić się ze średniowiecznego relikwiarza dołączonego do Całunu. Jednak profesor Frale uważa, że w tamtych czasach określenie Jezusa mianem Nazarejczyka zostałoby uznane za herezję, gdyż podkreślało to jego ludzką, a nie boską naturę.

Profesor Frale, która jest znana ze swoich badań nad dziejami templariuszy - mediewalistka uważa nawet, że przez pewien czas przechowywali oni Całun - mówi, że odcyfrowany przez nią dokument jest dowodem na wydanie wyroku śmierci na człowieka zwanego Jezusem Nazareńczykiem. Stwierdzenie, czy człowiek ten był też Chrystusem Synem Bożym, jest poza moimi kompetencjami. Moja praca nie jest wyznaniem wiary. Jestem katoliczką, ale wszyscy moi nauczyciele byli ateistami bądź agnostykami, jedynym wierzącym wśród nich był żyd.

Dodaje, że kolejnym dowodem, przemawiającym za autentycznością dokumentu jest fakt, iż napisano go w trzech językach, powszechnie używanych w czasach Jezusa.

Sam Kościół nigdy jednoznacznie nie stwierdził, że Całun jest autentykiem. Nigdy też nie odrzucił go jako falsyfikatu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Językiem urzędowym na tamtym obaszarze była łacina, poszechnym - aramejski. Coś tu nie pasuje na dzień dobry. Kosciół nigdy niczego nie potwierdzi ani nie zaprzeczy w sprawie całunu. Gdyby mógł dowieść na 100% że to całun pogrzebowy Chrystusa zrobiłby już dawno, ponieważ nie może tego zrobić, więc nie zaprzecza, pozwala by pracowała wyobraźnia ludzi i podsycałą niezdrowe emocje.

Status quo jest tej instytucji - z psychologicznego punktu widzenia - bardzo na rękę.

 

Tak na 100% to można powiedzieć, że taki człowiek - Jezus z Nazaretu - żył i został ukrzyżowany za panowania Tyberiusza. Zachowały się zapiski administracji cesarstwa.

Wtedy była to powszechna kara wykonaywana za ciężkie przestępstwa, no ale o tym już nikt dzisiaj nie mówi ...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Powoli:

- oczywiście, że mówi. To, za co groziło ukrzyżowanie jest powszechnie dostępną wiedzą i nikt niczego nie ukrywa.

- historyczność Jezusa nie jest poddawana w wątpliwość.

- oczywistym jest, że gdyby dało się udowodnić, że w Całun było zawinięte ciało Chrystusa, to Kościół by potwierdził jego autentyczność. Podobnie, gdyby udało się udowodnić, że nie jest to tamta tkanina, to stwierdziłby, że to falsyfikat.

- istnieje wiele dokumentów pisanych w różnych językach, więc wszystko się zgadza. Chciażby "Tiberiou" ewidentnie wygląda na wyraz grecki. Podobnie jak "Iesou". To, że języki czy alfabety były wymieszane nie jest na owe czasy niczym niezwykłym.

Share this post


Link to post
Share on other sites
- historyczność Jezusa nie jest poddawana w wątpliwość.
owszem, przez wielu badaczy jest.
Tak na 100% to można powiedzieć, że taki człowiek - Jezus z Nazaretu - żył i został ukrzyżowany za panowania Tyberiusza. Zachowały się zapiski administracji cesarstwa.

nie ma ZADNEGO dokumentu potwierdzajacego, ze rzeczywiscie istnial jezus chrystus. owszem, sa dokumenty o chrystusach - dosc popularnym przydomku, jak i o jezusach - popularnym imieniu, ale nie o jezusie chrystusie, a juz na pewno nie jezusie chrystusie z nazaretu, synu jozefa, ktory zostal ukrzyzowany, a juz zwlaszcza, aby poncjusz pilat wdal sie z jakims zydem w filozoficzne dysputy umyl rece (a wrecz badania nad postacia pilata wykluczaja taka mozliwosc, bo najprawdopodobniej skazalby go bez zastanowienia, bez pytania kogokolwiek o zdanie - dlatego tez poddaje w watpliwosc odtworzony teskt, wg ktorego to zydzi skazali jezusa) itd...choc myslac racjonalnie najprawdopodobniej istnial jakis jezus chrystus, ktory rozpoczal chrzescijanstwo, jednak nalezy miec ogromna rezerwe co do rzeczy, ktore mu sie przypisuje (i nie mowie tutaj nawet o cudach).

Share this post


Link to post
Share on other sites

O istnieniu Jezusa, który podburzal żydów pisał Tacyt, a on jest uznawany za bardzo wiarygodnego historyka. Nie ma powodu, by wątpić w historyczność tej postaci. Inną sprawą jest, czy był to Zbawiciel. Tutaj mamy już kwestię wiary, nie nauki.

O Chrestosach rzeczywiście jest wiele dokumentów. Np. jest list Pliniusza Młodszego (bodajże), niamiestnika Bitynii, w którym wspomina on o jakimś Chrestosie, który niepokoje w Rzymie wywoływał. Ale wiadomo, że Jezus Chrystus nigdy w Rzymie nie był.

To, że dokumentów zachowało się niezwykle mało, nie dziwi. Dziwiłoby, gdyby zachowało się ich dużo. Pamiętaj, że Jezus był dla Rzymian jednym z milionów nieznaczących ludzi, którzy zamieszkiwali ich imperium. Był ponadto żydem, a tych Rzymianie ledwo tolerowali. I nie było żadnego szczególnego powodu by wspominać w dokumentach o jednym z wielu ludzi, którzy kogoś tam podburzali przeciwko władzy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

tacyt napisal jedynie o chrystusie, a nie o jezusie chrystusie...przynajmniej wg tlumaczenia znajdujacego sie na wikipedii ;) ktora w tej sytuacji jest dla mnie rownie wiarygodna, co caly internet, a dostepu do innych zrodel w tej chwili nie mam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zgadza się. I historycy uznają, że chodzi właśnie o tego Chrystusa. A to, czy jest on Synem Bożym, czy nie, to już kwestia wiary.

Ponadto, zauważ, że chrześcijaństwo jest religia objawioną, a więc jego początki związane są wyraźnie z konkretną osobą proroka/założyciela. Podobnie jest w przypadku wielu innych religii tego typu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

jedni historycy uwazaja, ze tak, inni uwazaja, ze jezus jako taki nigdy nie istnial. TEN chrystus wcale nie musial byc jezusem chrystusem, ktory jest postacia legendarna - prawdopodobnie zlozona z bardzo wielu innych, czesto o wiele starszych (od egipskiego horusa poprzez dziesiatki podobnych postaci jak mithra, po ludzi faktycznie zyjacych w czasach mitycznego jezusa, z ktorych np szymon zostal wspomniany i porzadnie zjechany w biblii ;) ). ow tekst nie jest to dowodem na to, ze istnial jezus chrystus, o ktorym mowi biblia, choc owszem jest to bardzo prawdopodobne. i nie chodzi mi tu o jezusa jako syna bozego, a jako postac historyczna - zrodlo legendy. osobiscie stoje na stanowisku, ze prawdopodobnie zyl KTOS (jest to niemalze pewne - jednak jak juz o tym wspomnialem, niektorzy badacze temu zaprzeczaja), do kogo przylepiono baaardzo wiele :D a kim ten ktos tak naprawde byl - mozemy jedynie zgadywac, przynajmniej poki co. wydaje sie byc naturalnym i rozsadnym pogladem.

swoja droga, przyznaje, ze moja wiedze poki co opieram glownie na tzw programach popularnonaukowych i tegoz typu publikacjach, ale jestem zainteresowany ewangeliami gnostycznymi i ogolnie historia wszesnego chrzescijanstwa, jednakze niesamowicie ciezko jest dotrzec do jakichkolwiek przekladow (z tego, co zostalo odtworzone) nawet na jezyk angielski, a co dopiero polskimi...ale moze warto sie bedzie dla kontrastu zapoznac z 'wersjami' prawoslawnymi, aramejskimi i pozobnie mozaistycznymi naprzeciw judaistycznym odnosnie starego testamentu ;) o te zrodla bedzie latwiej. od razu chetnie sie zapytam tez: znasz jakies powazne publikacje naukowe (zaznaczam to, poniewaz raz dalem sie nabrac "jehowom" na kreacjonistyczna ksiazeczke) w tej tematyce, z ktorymi warto sie zapoznac? :P no i oczywiscie tez nie chodzi mi tu o strone racjonalista.pl, tylko o prace rzeczywistych naukowcow :P

Share this post


Link to post
Share on other sites

Co do źródeł, to to, co pamiętam, to jedynie z czasów, gdy studiowałem klasyczną. Pamiętam tylko, że dowodów nie jest zbyt wiele, co, jak mówiłem, nie jest niczym dziwnym.

Żadnych porządnych źródeł Ci nie podam, ale aż nie chce mi się wierzyć, by nie było literatury specjalistycznej nt. historyczności Jezusa. Sam z ciekawości się za tym w wolnej chwili rozejrzę.

 

A co samej postaci. Pewnikiem było i tak, że istniał Jezus, prorok, który próbował reformować religię, został uznany winnym przez współwyznawców, a że jego działalność wywoływała/mogła wywoływać niepokoje, skazano go za przestępstwa kryminalne i ukrzyżowano. A z czasem wytworzył się kult i, jak to w takich przypadkach bywa, dopisano mu bardzo wiele różnych cech/czynów. Takie dopisywanie mogło być tym bardziej intensywne, im więcej byłych politeistów zaczęło wyznawać nową religię.

Share this post


Link to post
Share on other sites

nie mowie, ze zrodel nie ma, ale ciezko o nie - przynajmniej w bibliotece US i ksiaznicy pomorskiej (dwie najsensowniejsze biblioteki w Szczecinie) nic nie znalazlem poza ew czytelniami ;) a internet jaki jest wiadomo, wiec w nim nie szukalem. poki co nie kupowalem tez niczego, nie wiedzac, co jest warte wydania pieniedzy...a z tym tez u mnie nie najlepiej, bo np choc napalalem sie na serie 'swietych ksiag' wydanych przez chyba GW, niestety nie stac mnie na nie...

Share this post


Link to post
Share on other sites
A co samej postaci. Pewnikiem było i tak, że istniał Jezus, prorok, który próbował reformować religię, został uznany winnym przez współwyznawców, a że jego działalność wywoływała/mogła wywoływać niepokoje, skazano go za przestępstwa kryminalne i ukrzyżowano. A z czasem wytworzył się kult i, jak to w takich przypadkach bywa, dopisano mu bardzo wiele różnych cech/czynów. Takie dopisywanie mogło być tym bardziej intensywne, im więcej byłych politeistów zaczęło wyznawać nową religię.

 

Dopisywanie cech i tworzenie religii opisał Pan tonem orzekającym, czyli widać ma Pan pewność i niezbite dowody.

Wierzący mówiąc, że w coś wierzy wyznaje wiarę i to jest fair.

 

Polecam dobry art odnośnie postawy naukowej i religijnej w takich sprawach:

 

http://niepoprawni.pl/blog/258/racjonalny-kosciol-i-irracjonalni-ateisci

 

A tu przykład postawy antyracjonalnej:

Kosciół nigdy niczego nie potwierdzi ani nie zaprzeczy w sprawie całunu. Gdyby mógł dowieść na 100% że to całun pogrzebowy Chrystusa zrobiłby już dawno, ponieważ nie może tego zrobić, więc nie zaprzecza, pozwala by pracowała wyobraźnia ludzi i podsycałą niezdrowe emocje.

 

To jest kliniczny przykład. Najpierw podanie, że Kościół nie potwierdza, ani nie zaprzecza. To dosyć racjonalna postawa i w przypadku braku pewności jedyna możliwa.

 

Co robi w odpowiedzi uważający się za racjonalnego ateista?

 

Pisze, że skoro nie zaprzeczają i nie potwierdzają, to na pewno mają w tym ukryty cel i to właśnie nim się kierują. I to jest czysta insynuacja w stylu stronki racjonalista.pl, przez którą to stronę, słowo racjonalista dewaluuje się do: "uważający się za racjonalnego nieprzejednany nienawistnik Kościoła".

 

PS. Jestem osobą wierzącą i do tego by nią pozostać nie jest mi potrzebne nawet stwierdzenie historyczności postaci. Wierzę też w istnienie mojego przodka z roku 1500, który jest postacią o tyle niehistoryczną, że żadnych danych nikt o nim nie spisał (albo się nie zachowały) - moje drzewo genealogiczne daje się doprowadzić do 1 poł. XVII wieku. Wierzę nawet, że Mount Ewerest ma tyle metrów, ile podają dane, choć sam nie mierzyłem. A wiem, że teraz myślę i to jest pewne, reszta już mniej. Najbardziej pewny jestem siebie samego, a konkretniej swej duszy.

 

Pozdrawiam i życzę miłego dnia

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wydaje mi się, że wypowiedź Alka jak najbardziej ma sens i jest w tym sporo racji. Mimo, że to subiektywne stwierdzenie. Jego siła równa się tej, którą mają wierzący w to, że Presley żyje, wierzący w UFO, niewierzący w istnienie dinozaurów, itp.

 

I nie chodzi mi o to, by kogoś tu obrazić. Absolutnie nic z tych rzeczy.

 

Drażniące jest jedynie to, że najlepiej by było aby dyskusji o sprawach fundamentalnych dla wyznawców danej religii nie podejmować, zwłaszcza, jeśli mówi się inaczej niż przyjęte jest w kanonie. Oczywiście zgadzam się, że jeśli ktoś, kto podejmuje się rozmowy na temat historyczności Jezusa, chce jednocześnie wytykać palcem wierzących, to jest to jak najbardziej naganne.

 

Jednak w innym przypadku nie rozumiem zbytnio zapewnień o swojej wierze, pewności swej duszy i deklaracji, że się wierzy i reszta nie ma znaczenia. Wszystko pięknie i dobrze ale nie jest to częścią dyskusji i nie wnosi nic do tematu.

 

Myślę, że dotąd nikt tu nikogo nie znieważył. Szanowny Alku, pozwolę sobie zauważyć, że podobnie jak Michał Błoński, u którego zauważyłeś pewność i posiadanie dowodów, podałeś swoje poglądy w podobnym tonie i jak rozumiem, również mógłbyś udowodnić niezbicie istnienie swej duszy.

Tego typu uwagi wydają mi się, niepotrzebne. Niemniej jednak w pełni je szanuję.

 

Przecież nie chodzi o to, że kto nie jest z nami ten przeciwko nam. To tylko wymiana informacji.

 

Pozdrawiam

Wojciech "Andrys" Andryszek

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oj, nie chcialem wzbudzac flejmu miedzy wierzacymi, a niewierzacymi (a po przeczytaniu posta Alka czuje, ze m.in.  moje wypowiedzi potencjalnie do tego prowokuja).

Jak juz napisalem, nie wykluczam istnienia Jezusa i tego, jaki byl, ale z racjonalnych powodow (z ktorych niektore nawet w duzym uproszczeniu wymienilem - np analogie do tego, jak wszelkie postaci legendane maja sie do ich historycznych pierwowzorow). Osobiscie jestem niewierzacy i dlatego tez ciekawi mnie historyczny obraz tego, co podane jest w mitach zawartych m.in. w biblii, a poki co JEDNOZNACZNIE i definitywnie tego stwierdzic po prostu nie mozemy, co tez wczesniej uzasadnilem. ot co ;)

Kwestii wiary w boskiego Jezusa i postawy kosciola w swietle rozumowania ludzi niewierzacych (co najwyzej historycznej ewolucji owego zwiazku wyznaiowego) nie chce poruszac i proponuje ich nie rozwijac dalej, aby nie doprowadzic do flejmu, w ktorym faktycznie moglyby sie znalezc pewne obrazliwe dla niektorych stwierdzenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dopisywanie cech i tworzenie religii opisał Pan tonem orzekającym, czyli widać ma Pan pewność i niezbite dowody.

 

A dlaczego do Jezusa nie miałyby przyklejać się cechy/czyny/słowa, których nie było, skoro przyklejają się do osób współcześnie żyjących, w przypadku których weryfikacja jest stosunkowo prosta? Czy apokryfy nie są właśnie takimi "przyklejonymi" czynami/zdarzeniami/słowami?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Studenci najsłynniejszej uczelni technicznej świata - MIT-u (Massachusetts Institute of Technology) - mogą otrzymać od władz uczelni certyfikat ukończenia kursu... piractwa. I nie chodzi tutaj o piractwo komputerowe, a to prawdziwe, morskie.
      Uczelnia postanowiła uczynić oficjalnym zwyczaj, który był praktykowany przez jej studentów przez co najmniej 20 lat. MIT wymaga, by uczący się ukończyli w czasie studiów co najmniej 4 różne kursy wychowania fizycznego. Teraz ci, którzy z powodzeniem ukończą strzelanie z pistoletu, łuku, żeglarstwo i szermierkę otrzymają oficjalny certyfikat
      Carrie Sampson Moore, dziekan wydziału wychowania fizycznego, mówi, że co roku kontaktowali się z nią studenci, prosząc o wydanie zaświadczenia o ukończeniu kursu pirata. Zawsze mówiłam im, że to inicjatywa studencka i byli bardzo rozczarowani - stwierdziła Moore.
      Od początku bieżącego roku postanowiono, że uczelnia zacznie wydawać oficjalne certyfikaty. Drukowane są one na zwoju pergaminu z równą starannością jak inne uczelniane dyplomy. Właśnie otrzymało je czterech pierwszych piratów, a w kolejce czekają następni.
      Mimo, iż cała ta historia może brzmieć niepoważnie, to certyfikat i warunki jego uzyskania są traktowane przez uczelnię całkiem serio. Przyszli piraci nie mogą liczyć na żadną taryfę ulgową, a otrzymanie świadectwa ukończenia kursu wiąże się ze złożeniem przysięgi. Stephanie Holden, która znalazła się w czwórce pierwszych piratów, zdradziła, że musiała przysiąc, iż ucieknie z każdej bitwy, której nie będzie mogła wygrać i wygra każdą bitwę, z której nie będzie mogła uciec.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      "Ptaki" Hitchcocka dawno już stały się klasyką kina, ale dopiero teraz udało się wyjaśnić, czemu w 1961 r. mewy dokonywały samobójczych lotów na okna domów w kalifornijskiej zatoce Monterey (podobno te właśnie zdarzenia w dużej mierze zainspirowały reżysera).
      Osiemnastego sierpnia 1961 r. w jednej z kalifornijskich gazet alarmowano, że tysiące oszalałych burzyków szarych bombardują brzegi północnej części zatoki Monterey, zwracając przy tym sardele. Hitchcock widział jeden z takich incydentów, który zadziałał na jego żywą wyobraźnię.
      Wg biologów z Uniwersytetu Stanowego Luizjany, ptaki uległy zatruciu. Naukowcy, których artykuł ukazał się w piśmie Nature Geoscience, przeprowadzili sekcje padłych przed półwieczem mew, burzyków i żółwi. Badali zawartość żołądków tych zwierząt. Stwierdzono duże ilości kwasu domoikowego - neurotoksyny uszkadzającej struktury ośrodkowego układu nerwowego. Ponieważ aminokwas ten jest produkowany przez morskie mięczaki i okrzemki, kumuluje się w organizmach m.in. sardeli i kałamarnic, którymi żywią się ptaki morskie. Uszkadzając mózg (a zwłaszcza hipokampa), kwas domoikowy może w skrajnych przypadkach doprowadzać do dezorientacji. Niekiedy zatrucie kończy się też śmiercią.
      Jak wylicza Sibel Bargu, kwas domoikowy wykryto w 79% planktonu zjedzonego przez sardele i kałamarnice. W krótkim czasie neurotoksyna mogła zostać na tyle skoncentrowana, by uśmiercić stworzenia z kolejnych szczebli łańcucha pokarmowego. Pani Bargu podkreśla, że choć już wcześniej wspominano o zatruciu ptaków, dotąd nie udawało się zdobyć na to dowodów. My pokazaliśmy próbki planktonu z zatrucia z 1961 r. [na co dzień są one przechowywane w Scripps Institution of Oceanography], w których znalazły się wytwarzające neurotoksynę okrzemki Pseudo-nitzschia [...].
      W 1991 r. na tym samym obszarze podobnemu zatruciu uległy pelikany brunatne. W żołądkach stanowiących podstawę ich diety ryb odkryto duże ilości okrzemek Pseudo-nitzschia i kwasu domoikowego. Uprawdopodobniało to hipotezę, że ten sam los spotkał 30 lat wcześniej burzyki, mewy i innych nieszczęśników.
      Poszukując bezpośredniej przyczyny zakwitów, naukowcy dywagują, że może chodzić o pestycydy, niewykluczone też, że na przeżywającym budowlany boom terenie doszło (i dochodzi) do wycieku z szamb.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Foote Partners zaprezentowała zdumiewające wyniki badań nad rynkiem pracy w segmencie IT. Firma śledzi dane z 2200 przedsiębiorstw, zatrudniających w działach IT łącznie ponad 120 000 osób. Okazuje się, że zapotrzebowanie na specjalistów z branży IT jest większe niż w ciągu ostatnich kilku lat, przedsiębiorstwa poszukują pracowników. Jednocześnie, wbrew temu, co należałoby oczekiwać, zarobki osób mogących poszczycić się standardowymi certyfikatami umiejętności są... najniższe od 12 lat.
      Bill Reynolds, partner w Foote Partners, wyjaśnia ten pozorny paradoks. Mówi, że w przeszłości zdecydowana większość informatyków, webmasterów, programistów, administratorów itp. była zatrudniana przez firmy z branży IT. Obecnie coraz więcej tego typu specjalistów szukają firmy z innych branż, a tam czysto techniczne umiejętności już nie wystarczają. Coraz częściej od programisty czy administratora wymaga się też umiejętności biznesowych, a tych nie potwierdzi żaden certyfikat IT.
      W rzeczywistości w USA mniej niż 20% profesjonalistów IT pracuje warunkach, które można określić jako typowe dla pracy w IT - dodaje Reynolds.
      Przyjrzenie się ogłoszeniom o pracę potwierdza jego słowa. Największymi pracodawcami dla specjalistów IT są obecnie w USA firmy z branży finansowej oraz instytucje państwowe z Nowego Jorku i Waszyngtonu, a nie Krzemowa Dolina.
      Średnia wartość rynkowa 274 niecertyfikowanych specjalności nieco spadła pomiędzy lipcem a listopadem. Spadek postępował przez dwa kwartały z rzędu, ale wcześniej było pięć kwartałów wzrostu. A na 28 kwartałów z lat 2004-2011 było 21 kwartałów wzrostu. Tymczasem średnia wartość 240 specjalności z wymaganymi certyfikatami IT spada od pięciu kwartałów. I spadła w 19 z ostatnich 20 kwartałów - czytamy w raporcie Foote.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Sama obecność drapieżnika powoduje stres, który może zabić ważkę. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy drapieżnik nie jest w stanie dostać się do ofiary i jej zjeść.
      Sposób, w jaki ofiara reaguje na strach przed byciem zjedzoną, jest ważnym tematem w ekologii. W miarę jak dowiadujemy się coraz więcej o zwierzęcych reakcjach na stresujące warunki - bez względu na to, czy chodzi o obecność drapieżnika, czy strach spowodowany inną przyczyną naturalną lub działaniem człowieka - coraz bardziej zdajemy sobie sprawę, że stres zwiększa ryzyko zgonu, np. z powodu infekcji, które normalnie nie byłyby śmiertelne - opowiada prof. Locke Rowe z Uniwersytetu w Toronto.
      Rowe, prof. Marie-Josée Fortin i dr Shannon McCauley hodowali w akwariach larwy ważek Leucorrhinia intacta oraz polujące na nie zwierzęta. Drapieżniki i ofiary były od siebie oddzielone, tak więc larwy widziały i czuły zapach drapieżników, ale drapieżniki nie mogły się do nich dostać.
      Biolodzy zauważyli, że dzieląc habitat z drapieżnikami (rybami lub wodnymi owadami), większość L. intacta umierała. Wskaźnik przeżywalności larw mających kontakt z potencjalnymi "oprawcami" był 2,5-4,3 razy niższy niż w grupie kontrolnej.
      W drugim eksperymencie obumarło 11% larw próbujących przeobrazić się w postać dorosłą (imago). Wśród larw żyjących w akwarium bez ryb dotyczyło to tylko 2% populacji.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Kanadyjczycy odkryli nową funkcję dobrze znanego enzymu, która pozwala uchronić organizm osoby z niedokrwistością przed uszkodzeniami narządów, a nawet śmiercią. Dr Greg Hare ze Szpitala św. Michała w Toronto podkreśla, że spostrzeżenia dotyczące neuronalnej syntazy tlenku azotu (oznaczanej jako nNOS lub NOS1) są niezmiernie ważne, ponieważ na świecie aż 1 osoba na 4 ma anemię.
      Anemia to niższa od normy wartość hemoglobiny lub erytrocytów. Przypomnijmy, że erytrocyty przenoszą tlen. Jest to możliwe dzięki hemoglobinie, która nietrwale wiąże się z tlenem.
      Enzym nNOS występuje w komórkach nerwowych. Wytwarza tlenek azotu(II), który w ośrodkowym układzie nerwowym jest neuromodulatorem (wpływa np. na pamięć), a ośrodkowym układzie nerwowym działa jak neuroprzekaźnik. Od jakiegoś czasu wiadomo, że ekspresja nNOS zwiększa się w wyniku lokalnego niedokrwienia i hipoksji, jednak dopiero teraz zespół Hare'a odkrył, że gdy pacjent ma niedokrwistość, nNOS zwiększa zdolność organizmu do reagowania/przystosowywania się do niskiego poziomu tlenu i sprawia, że życiodajny gaz jest skuteczniej dostarczany do tkanek.
      Kanadyjczycy zauważyli, że u anemicznych myszy stężenie nNOS wzrasta, a gdy zwierzęta pozbawi się tej izoformy syntazy, umierają przedwcześnie z wyższym poziomem hemoglobiny.
×
×
  • Create New...