Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Naukowcy odkryli podobieństwa między aktywnością mózgu podczas tzw. świadomego snu (ang. lucid dream, LD), kiedy śniący wie, że śni, i u osób cierpiących na psychozę, np. schizofrenię. Oznacza to, że sen można wykorzystać w terapii chorych.

Świadomy sen, zwany też snem jasnym bądź przejrzystym, jest swego rodzaju hybrydą snu i czuwania. Skoro uczestnicy warsztatów Europejskiej Fundacji Nauki potwierdzili występowanie podobieństw, nowe metody leczenia będą bazować na tym, czym zdrowy sen różni się od niestabilnych stanów, typowych dla zaburzeń psychicznych i neurologicznych.

Ursula Voss z Uniwersytetu we Frankfurcie wyjaśnia, że podczas snu jawnego mózg znajduje się w stanie dysocjacji. Uniemożliwia ona sprawowanie świadomej kontroli nad procesami poznawczymi, takimi jak logiczne myślenie, lub reakcjami emocjonalnymi. Jak wiadomo, w pewnych chorobach psychicznych pacjenci doświadczają tego samego na jawie.

Prowadzący warsztaty Silvio Scarone z Università degli Studi di Milano opowiada, że na niwie psychiatrii zainteresowanie snem stopniowo spadało zarówno w ramach praktyki klinicznej, jak i badań. Skoro jednak świadomy sen i zaburzenia psychiatryczne charakteryzujące się dysocjacją świadomości w czasie czuwania, np. psychozy, depersonalizacja i pseudodrgawki, można ze sobą porównywać, pewnie się to zmieni.

Niewykluczone, że występowanie takich zaburzeń stanowi pokłosie ewolucyjnej funkcji snów, które umożliwiały naszym przodkom powtarzanie reakcji na niebezpieczne wydarzenia z realnego życia. Autorem teorii symulacji zagrożenia jest Antti Revonsuo z Turun Yliopisto (University of Turku).

Uczestnicy warsztatów zastanawiali się też nad hipotezą, że urojenia paranoidalne czy halucynacje są wynikiem sytuacji, gdy stan dysocjacji związanej z odtwarzaniem jest przenoszony na jawę. Zetknięcie z prawdziwymi zagrożeniami prawdopodobnie aktywuje układ senny, który generuje realistyczne powtórki przerażających zdarzeń (dotyczy to tak percepcji, jak i zachowania). Scarone uważa, że ludzki mózg ewoluował w środowisku najeżonym od niebezpieczeństw. Mechanizm ponownego ćwiczenia podczas snu był więc wyjątkowo użyteczny, a dobór naturalny faworyzował osobniki dobrze pod tym względem wyposażone.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      We krwi osób ze schizofrenią występuje materiał genetyczny większej liczby typów mikroorganizmów.
      Naukowcy z Uniwersytetu Stanowego Oregonu podkreślają, że na razie nie wiadomo, czy to przyczyna, czy raczej skutek choroby.
      Zespół Davida Koslickiego wykonał analizę transkryptomu pełnej krwi 192 osób. W badanej grupie znajdowali się zarówno ludzie zdrowi, jak i pacjenci ze schizofrenią, zaburzeniem afektywnym dwubiegunowym, a także stwardnieniem zanikowym bocznym.
      Amerykanie wykryli we krwi RNA bakterii i archeonów, przy czym we krwi schizofreników zestaw ten był większy niż u pozostałych trzech grup.
      Coraz więcej wiadomo o roli odgrywanej przez mikrobiom w ludzkim zdrowiu i chorobie. [...] To badanie pokazuje, że mikrobiom krwi przypomina mikroorganizmy z jamy ustnej i przewodu pokarmowego. Wydaje się [więc], że mamy do czynienia z pewną przepuszczalnością [...].
      Naukowcy odkryli, że w próbkach krwi osób ze schizofrenią częściej występują 2 typy bakterii: Planctomycetes i Thermotogae. Stwierdzili także, że we krwi chorych jest mniej limfocytów pamięci immunologicznej CD8+. To może sugerować mechanizm, który odpowiada za zwiększoną różnorodność mikrobiologiczną krwi. [...] Interesujące, że zaburzenie afektywne dwubiegunowe, które jest genetycznie i klinicznie skorelowane ze schizofrenią, nie cechowało się podobną zwiększoną różnorodnością mikrobiologiczną.
      Koslicki dodaje, że sekwencjonowanie RNA nie pozwala na wykrycie organizmów żyjących we krwi (potwierdza się tylko to, że występuje tu ich materiał genetyczny; mógł się więc przedostać z innych części organizmu).

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jak dowiadujemy się z książki Case, Argument Structure and Word Order autorstwa profesora Shigeru Miyagawy, lingwisty z MIT-u, języki są znacznie bardziej podobne, niż się nam wydaje.

      W języku angielskim znalezienie dopełnienia bliższego jest stosunkowo proste. Występuje ono zaraz przy czasowniku. W zdaniu „I gave a book to Mary“ (Dałem książkę Marysi) dopełnienie bliższe „book“ znajdziemy przy czasowniku „gave“, a dopełnienie dalsze „Mary“ jest od niego oddalone. Inaczej jednak ma się sprawa z językiem japońskim, którego szyk jest znacznie bardziej luźny. Tam dopełnienie bliższe oznaczone jest przyrostkiem -o. W zdaniu „Taroo-wa hon-o kinoo katta“ porządek wyrazów jest następujący - „Taro książkę wczoraj kupił“. „Książka“ (hon-o) jest dopełnieniem bliższym, jednak nie sąsiaduje ono z wyrazem „kupił“ (katta).

      Dla kogoś uczącego się języka, szczególnie gdy w jego rodzinnym języku szyk zdania jest bardziej sztywny niż w japońskim, może być to poważnym problemem. Japoński i angielski wydają się bardzo różnić od siebie. Jednak profesor Miyagawa dowodzi, że z punktu widzenia lingwisty różnice nie są aż tak wielkie.

      Mamy do czynienia z interesującym napięciem pomiędzy różnicami a podobieństwami. Ludzkie języki są zadziwiająco różne. Każdy z nich ma unikalne właściwości odróżniające go od 6500 czy 7000 innych języków. Jeśli jednak spojrzymy na nie z punktu widzenia lingwisty zauważymy, że istnieją właściwości wspólne wszystkim językom.

      Uczony wykazuje w swojej książce, że pomiędzy angielskim a japońskim następuje rodzaj pewnej wymiany. Japoński i angielski przyjmują reguły, które drugi język porzucił. Miyagawa zauważył, że w VIII i IX wieku w japońszczyźnie przyrostek -o nie był używany na oznaczenie dopełnienia bliższego. Używano go do oznaczania emfazy. W tym samym czasie język angielski używał znaków gramatycznych (takich jak obecny dopełniacz saksoński) na oznaczenie dopełnienia bliższego występującego w bierniku. Ponadto szyk zdania był znacznie bardziej luźny niż we współczesnym angielskim. Dopełnienie bliższe mogło pojawić się w wielu miejscach zdania.

      Patrząc z punktu widzenia gramatyki stary japoński jest jak współczesny angielski. A stary angielski i łacina są jak współczesny japoński, stwierdza Miyagawa. Do takiej „wymiany zasad“ pomiędzy japońskim a angielskim dochodziło, gdy języki te nie miały ze sobą żadnej styczności, zatem nie można zjawiska tego tłumaczyć wzajemnym wpływem.

      Znalezienie takich wzorców jest bardzo trudne. Wiele z nich wymaga bowiem szczegółowych wieloletnich badań. Profesor Miyagawa zawarł w książce wyniki swojej 30-letniej pracy naukowej oraz przegląd prac innych autorów. Jego spostrzeżenia zostały wzmocnione niedawno opublikowaną pracą Yuko Yanagidy z Tsukuba University. Również ona zauważyła, że w starym japońskim występuje sposób oznaczania dopełnienia bliższego, który jest podobny do metody używanej czasem we współczesnym angielskim. W jednej z fraz występuje bowiem połączenie dopełnienia bliższego i czasownika „tuki-sirohu“, co przypomina np. współczesne angielskie „bird-watching“, a podobną konstrukcję można znaleźć w języku Czukczów „qaa-tym-ge“..

      Szczególnie zadowoleni z książki Miyagawy są lingwiści badający ewolucję języków. Niezbyt wiele języków zachowało historyczne zapiski i tylko niektóre z nich przydają się do badania zmian. Większość takich jeżyków to języki indoeuropejskie. Dobrze przeprowadzona analiza zmian w języku japońskim jest zatem niezwykle cenna - powiedział David Lightfood z Georgetown University.

      Miyagawa zauważył też inne podobieństwa. Na przykład w języku japońskim występuje, podobnie jak i w angielskim tzw. „efekt blokujący“. Polega on na tym, że np. w angielskim można zastąpić wyraz „curious“ wyrazem „curiosity“, ale nie można zastąpić wyrazu „glorious“ słowem „gloriosity“. Dzieje się tak, gdyż istnieje wyraz „glory“. W japońskim efekt blokujący występuje na bardzo szeroką skalę. Nikt jednak nie przeprowadził wcześniej takiego porównania - mówi Miyagawa.

      Pracę profesora chwali też John Whitman z Cornell University. Lingwiści mają tendencję do myślenia, że ich własny język zawsze stosował się do tych samych podstawowych reguł. Ale Shigeru Miyagawa wykazał, że japoński sprzed 1000 lat był różny od współczesnego języka - mówi. Jego zdaniem kolejnym krokiem w tego typu badaniach powinno być podzielenie badanych okresów na mniejsze części. Miyagawa pokazał zmiany na przestrzeni setek lat. Warto byłoby zobaczyć, jak zmienia się język np. co 50 lat.
       
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W mózgach dzieci będących świadkami i ofiarami przemocy domowej występują wzorce aktywności, jakie widuje się w mózgach żołnierzy biorących udział w walkach.
      Naukowcy z Uniwersyteckiego College'u Londyńskiego (UCL) i Centrum Anny Freud posłużyli się funkcjonalnym rezonansem magnetycznym (fMRI). Zauważyli, że u dzieci żyjących w brutalnych rodzinach podczas oglądania zdjęć zagniewanych twarzy wzrasta aktywność w ciele migdałowatym oraz przedniej części wyspy.
      Wcześniejsze badania fMRI wykazały, że u żołnierzy biorących udział w potyczkach/walkach po wykryciu potencjalnie zagrażającego bodźca także wzrasta aktywność tych samych obszarów mózgu. Psycholodzy uważają, że zarówno dzieci, jak i żołnierze przystosowują się do swojej sytuacji poprzez hiperświadomość zagrożeń środowiskowych.
      Autorzy studium opublikowanego na łamach Current Biology podkreślają, że amygdala i przednia część wyspy mają związek z zaburzeniami lękowymi. Adaptacja obejmująca te regiony wyjaśnia zatem, czemu dzieci będące ofiarami przemocy na późniejszych etapach życia częściej zmagają się właśnie z zaburzeniami lękowymi.
      Wszystkie badane dzieci były zdrowe [...]. Wykazaliśmy więc, że ekspozycja na przemoc domową wiąże się ze zmienionym funkcjonowaniem mózgu, któremu nie towarzyszą objawy psychiatryczne. Zmiany te mogą jednak stanowić nerwowy czynnik ryzyka [są przystosowawcze na krótszą metę, ale w dłuższej perspektywie zwiększają prawdopodobieństwo problemów emocjonalnych] - tłumaczy dr Eamon McCrory z UCL.
      W eksperymencie wzięło udział 20 dzieci z udokumentowaną historią przemocy. Uwzględniono też 23-osobową grupę kontrolną. Średni wiek maltretowanych dzieci wynosił 12 lat. Podczas badania w skanerze wszystkim pokazywano zdjęcia kobiecych i męskich twarzy wyrażających smutek i złość. Pojawiały się też fizjonomie neutralne. Zadanie polegało jedynie na określeniu, czy wyświetlana twarz należy do kobiety, czy mężczyzny.
      W kolejnym etapie studium McCrory i inni zamierzają ustalić, jak stabilne są odnotowane zmiany w aktywności wyspy i ciała migdałowatego. Nie każde dziecko doświadczające przemocy ma przecież później problemy psychiczne. Warto sprawdzić, jakie mechanizmy się za tym kryją.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W Szkole Medycznej Uniwersytetu Stanforda opracowano metodę obiektywnej oceny bólu. Bazuje ona na analizie wzorców aktywności mózgu. Zespół Seana Mackeya stosował połączenie funkcjonalnego rezonansu magnetycznego i zaawansowanych algorytmów komputerowych. Dzięki temu aż w 81% przypadków udawało się trafnie przewidzieć ból wywołany temperaturą u zdrowych ochotników.
      Ludzie od bardzo dawna poszukują wykrywacza bólu. Mamy nadzieję, że ostatecznie będziemy mogli wykorzystać naszą technologię do lepszego wykrywania i leczenia przewlekłego bólu – opowiada Mackey.
      Amerykanie podkreślają, że w przyszłości trzeba będzie ustalić, czy metoda sprawdzi się w odniesieniu do rozmaitych rodzajów bólu i czy pozwoli na dokładne różnicowanie między bólem a innymi pobudzającymi emocjonalnie stanami, np. lękiem. Trzeba też pamiętać, że na razie udało się trafnie ocenić tylko ból termiczny, w dodatku w warunkach laboratoryjnych.
      Naukowcy od dawna próbowali obiektywnie mierzyć ból, ale się to nie udawało. Dopiero postępy w zakresie technik obrazowania dały pewną nadzieję na fizjologiczny pomiar bólu. Mackey wyjaśnia, że dzięki temu udałoby się rozwiązać wiele problemów, zwłaszcza u pacjentów bardzo młodych i bardzo starych, którzy nie są w stanie opisać natężenia bólu.
      Pomysł studium dotyczącego bólometru pojawił się na sympozjum organizowanym w 2009 r. przez Stanford Law School. Dwaj naukowcy z laboratorium Mackeya, Neil Chatterjee (obecnie doktorant na Northwestern University) i Justin Brown (obecnie prof. biologii w Simpson College), przeprowadzili badania na 8-osobowej grupie. W czasie, gdy sonda cieplna parzyła ich przedramiona, powodując umiarkowany ból, poddali ich badaniu fMRI. Utrwalono wzorce aktywności mózgu w obecności i przy braku bólu. Zostały one zinterpretowane przez algorytm komputerowy (zastosowano sieć SVM w wersji liniowej). Na tej podstawie stworzono model bólowy, który przetestowano na kolejnej 8-osobowej grupie. Poprosiliśmy komputer, by stwierdził, jak wygląda ból. Potem mogliśmy zmierzyć, jak dobrze maszyna radziła sobie z jego wykrywaniem – tłumaczy Chatterjee. Poradziła sobie naprawdę dobrze, trafiając w 81% przypadków.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Płcie różnią się reakcją nerwową na przewidywane nieprzyjemne doznania emocjonalne. Spodziewając się negatywnych, lecz nie pozytywnych, doświadczeń, kobiety wykazują silniejszą reakcję. U mężczyzn przewidywanie zarówno pozytywnych, jak i negatywnych zdarzeń nie prowadzi do zwiększenia aktywności mózgu (brak charakterystycznej sygnatury neuronalnej).
      Spodziewając się negatywnych doświadczeń, kobiety mogą wykazywać silniejszą reakcję emocjonalną od mężczyzn, na co wskazuje aktywność mózgu. W dużym stopniu wpływa to na zapamiętanie nieprzyjemnego zdarzenia. W przypadku poruszających scen w filmie często występują wcześniej wskazówki, że stanie się coś złego, [w tle] pojawia się np. emocjonalna muzyka. Nasze badanie sugeruje, że u kobiet aktywność mózgu pomiędzy pojawieniem się wskazówki a przejmującą sceną wpływa na to, jak zostanie ona zapamiętana. U mężczyzn na zapamiętanie sceny wpływa głównie aktywność mózgu w czasie jej oglądania – tłumaczy dr Giulia Galli z Uniwersyteckiego College'u Londyńskiego. Pani psycholog uważa, że rezultaty uzyskane przez jej zespół mogą pomóc w zrozumieniu i lepszym leczeniu zaburzeń lękowych, które częściej występują właśnie u kobiet.
      W ramach eksperymentu 15-osobowej grupie kobiet i równolicznej grupie mężczyzn pokazywano serię zdjęć. Przed odkryciem zdjęcia pojawiała się wskazówka, czy będzie to coś pozytywnego (uśmiechnięta twarz), neutralnego (fizjonomia neutralna) czy negatywnego (twarz smutna). Na pozytywnych widoczne były pary trzymające się za ręce oraz ładne krajobrazy, na neutralnych widniały przede wszystkim przedmioty, np. akcesoria kuchenne, a na negatywnych uwieczniono przemoc i przykłady różnego rodzaju zniekształceń ciała.
      W okresie między zadziałaniem wskazówki a demonstracją zdjęcia mierzono aktywność elektryczną mózgu. Po 20 minutach ochotnicy brali udział w teście pamięciowym dot. widzianych wcześniej zdjęć. U kobiet, ale nie u mężczyzn, reakcja następująca po wskazówkach negatywnych pozwalała przewidzieć, czy obraz zostanie zapamiętany, czy nie. Ani u kobiet, ani u mężczyzn nie występowała różnica w aktywności mózgu poprzedzającej oglądanie pozytywnych i neutralnych zdjęć.
      U kobiet wzmocniona reakcja emocjonalna rozciąga się na przewidywanie negatywnych zdarzeń, wpływając na ich zakodowanie w pamięci długotrwałej. Przewidując nieprzyjemne zdarzenie, panie mogą spontanicznie wdrażać strategie przeciwdziałania wpływowi negatywnych emocji – podsumowuje inna członkini brytyjskiego zespołu dr Leun Otten.
×
×
  • Create New...