Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

W jaskini Soreq w pobliżu Jerozolimy znaleziono dowody, które wskazują, że powodem upadku Imperium Rzymskiego i Bizancjum były zmiany klimatyczne (Quaternary Research).

Eksperci z University of Wisconsin-Madison i Izraela przeprowadzili analizę geochemiczną stalagmitu z groty. Okazało się, że pustynnienie regionu pomiędzy 100 a 700 rokiem n.e. pokrywało się ze zmierzchem i końcem starożytnych cesarstw.

Ian Orland wyjaśnił, że dzięki zawartości izotopów tlenu i zanieczyszczeniom z warstw kalcytu, np. materii organicznej napływającej wraz z deszczówką, można określić roczną ilość opadów w okresie tworzenia się stalagmitów, czyli między 200 r. p.n.e. a 1100 r. n.e. Koncentryczne kręgi minerału przypominają słoje w drewnie.

Nie wiadomo, czy to osłabiło Cesarstwo Bizantyjskie czy nie, ale to interesująca korelacja – podsumowuje profesor John Valley.

Amerykanie posłużyli się zaawansowaną techniką mikropróbkowania jonowego. Pobierano miniaturowe wycinki o przekroju zaledwie jednej setnej milimetra. Udało się też uzyskać obraz o dużej rozdzielczości, a to niezwykle istotne przy badaniu sezonowych i rocznych zmian pogody.

Jaskinia Soreq ma co najmniej 185 tys. lat i jest nadal aktywna. Obecnie geolodzy zamierzają się zająć starszymi próbkami, w tym z końca ostatniego zlodowacenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niedawno u Wojciecha Pastuszki można było przeczytać o wynikach badań, wg których również załamanie cywilizacyjne w Chinach (darujcie, że nie pamiętam, za której dynastii) było spowodowane suszą. Ale co się dziwić, skoro i obecnie wzrost cen żywności spowodowany suszą powoduje już poważne niepokoje społeczne w niektórych państwach afrykańskich.

Ale, hosanna, nie martwcie się, Janusz Korwin Mikke udowodnił doświadczalnie, że żadne złe skutki globalnego ocieplenia nam nie grożą. :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
powodem upadku Imperium Rzymskiego i Bizancjum były zmiany klimatyczne

 

To chyba jest prawdziwa przyczyna całego zmieszania z ociepleniem klimatu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak się składa że jestem dość regularnym czytelnikiem blogu Pana Janusza Korwin-Mikkego. O globalnym ociepleniu zdarzało mu się pisać różnie, a z wieloma zamieszczonymi tam tezami się nie zgadzam. Celny, choć demagogiczny argument stamtąd: skoro cieszymy się z łagodnych zim i ciepłych wakacji, to co złego jest w GO? :D

Niedawno w "Dzienniku Polskim" czytałem krótki felieton, który celnie podsumował obecne podejście: każdy, kto uważa że globalne ocieplenie nie występuje, lub że nie jest ono powodowane przez człowieka jest uważany za kretyna i wyśmiewany, nawet jeśli ma za sobą argumenty naukowe i wyniki badań. Innymi słowy, GO stało się tematem politycznym i rzeczy mówione na jego temat mają coraz mniej wspólnego z rzeczywistością.

A prawda jest taka - stwierdzono wzrost średniej rocznej temperatury w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Zaczęto głosić, że jest to spowodowane działalnością człowieka. Tymczasem nie jest to pewne. Chętnie zapoznam się z jakimiś rzetelnymi badaniami, których wyniki nie zostały opłacone przez UE, USA czy kogoś innego. Bo jak mam traktować to, że raz mówi się że antropogeniczna emisja CO2 stanowi 50%, a raz 2% całkowitej?

Pamiętajmy, że jeszcze w latach 60-70 mówiono że grozi nam epoka lodowcowa..

Share this post


Link to post
Share on other sites
Celny, choć demagogiczny argument stamtąd: skoro cieszymy się z łagodnych zim i ciepłych wakacji, to co złego jest w GO? :D

To zapewne, że Greenpeace płacze za niektórymi gatunkami, ale jej ludzie zostali na tyle dobrze opłaceni przez odpowiednich ludzi, że nie potrafią przyznać, że dzięki temu rozwinie się mnóstwo nowych.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No coz! Czy powolaniem kazdego gatunku jest jego upadek by wyksztalcilo sie inne "zycie"?

Co do globalnego ocieplenia to ono nie zmaleje! W net kabloidy puszcza ze maleje albo stoi w miejscu a sie okaze ze kazdy na lewo 200 tysiecy azotanow i 6TB/s czystego dwutlenku wypuszcza!

Ale co tam! Narazie zyjemy!

Share this post


Link to post
Share on other sites
No coz! Czy powolaniem kazdego gatunku jest jego upadek by wyksztalcilo sie inne "zycie"?

Każdy gatunek ma pewien czas swego istnienia. Jedne żyją krótko, inne wiele milionów lat. Jedne znikają, drugie się pojawiają.

 

Nie ma żadnych dowodów na to, że człowiek może przeciwdziałać w jakiś sposób zmianom klimatu. I to jest chyba najlepszy argument przeciw różnego rodzaju przedsięwzięciom mających na celu ograniczenie emisji CO2, które może nic nie dać, a tylko uszczupli kieszenie zwykłych ludzi.

 

Na wypowiadanie się o greenpeace szkoda słów...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie ma żadnych dowodów na to, że człowiek może przeciwdziałać w jakiś sposób zmianom klimatu.

Nie ma też żadnych dowodów na to że nie może im przeciwdziałać. Nawet jeśli to nie my wytwarzamy większość gazów cieplarnianych to możemy wytwarzać ich mniej. Jeśli przez gazy cieplarniane nadejdzie wielkie globalne ocieplenie to wytwarzając mniej tego syfu moglibyśmy je złagodzić w jakimś stopniu, bądź przeciągnąć o parę lat. Według mnie warto chociażby próbować. Tylko z głową jakoś :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

A nie sądzisz, że jeżeli nie ma dowodów na szkodliwość CO2 i jednocześnie są dowody na szkodliwosć np. nadmiaru związków azotu i siarki, lepiej byłoby zainwestować w lepsze filtry?

 

I przede wszystkim: jeżeli rzekomo chodzi o środowisko, to czy nie byłoby uczciwie, żeby wymuszone daniny na rzecz państwa (oczywiście wszystko to przy założeniu, że w ogóle musimy je nakładać - ja tak nie uważam) były w 100% przeznaczane na rozwój ogólnodostepnych technologii przyjaznych środowisku? Sorry, w obecnej sytuacji jest to wyłącznie kolejna forma podatku, który ma na celu wyłącznie zasilenie budżetów państw. Ochrona klimatu to jedynie marna wymówka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A nie sądzisz, że jeżeli nie ma dowodów na szkodliwość CO2...

Jeśli to było do mnie, to pisałem już żeby chronić środowisko z głową - a nie tak jak do tej pory :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Srodowiska nie da sie uchronic . . . kazda spolecznosc dazy do auto-destrukcji i wyniszczania konkurencji. Nie dosc ze stwarzamy zagrozenie sobie to i takze innym jednostkom.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Nie ma też żadnych dowodów na to że nie może im przeciwdziałać. Nawet jeśli to nie my wytwarzamy większość gazów cieplarnianych to możemy wytwarzać ich mniej. Jeśli przez gazy cieplarniane nadejdzie wielkie globalne ocieplenie to wytwarzając mniej tego syfu moglibyśmy je złagodzić w jakimś stopniu, bądź przeciągnąć o parę lat. Według mnie warto chociażby próbować. Tylko z głową jakoś

Ale to jest straszna głupota. Ja nie chcę w przyszłości płacić 2x większych rachunków za prąd tylko po to, by za 50 lat średnia temperatura była niższa o ułamek stopnia. Zresztą mi osobiście odpowiada, jak jest cieplej i nie mam zamiaru płacić za pomysły eurofederastów. Niech płacą zieloni z greenpeace! I bardzo irytuje mnie posługiwanie się argumentami typu "w kraju xxx w Afryce globalne ocieplenie spowoduje blablabla, jeśli nie przeciwdziałamy zmianiom klimatu". Złodziei z Brukseli g..... obchodzą jakieś afrykańskie kraje, im chodzi o to, by się nakraść!

Share this post


Link to post
Share on other sites

eeeee tam rachunki . .  ludzkosc jest zagrozona ;] No i co z tego ;] Diesse sissteme ist todd jak mawial Pan Krueger!

W tych czasach kazdy dba o swoj biznes i to bedzie glowna zaglada ludzkosci.

Share this post


Link to post
Share on other sites
każdy, kto uważa że globalne ocieplenie nie występuje, lub że nie jest ono powodowane przez człowieka jest uważany za kretyna i wyśmiewany, nawet jeśli ma za sobą argumenty naukowe i wyniki badań.
Tak, zgadza się, ale JKM (przynajmniej w tym filmie, który mam na myśli) nie podważa akurat ani istnienia efektu, ani jego związku z człowiekiem, tylko twierdzi, że GO nie spowoduje podniesienia się poziomu wód. A za sobą ma nie argumenty naukowe i wyniki badań, tylko szkolny eksperymencik ze szklanką, kilkoma kostkami lodu i czajnikiem z ciepłą wodą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie mogłem znaleźć filmiku, ale sam eksperyment kojarzę. Oczywiście odnosi się on tylko do sytuacji topnienia lodu pływającego. Stopienie się lądowej pokrywy Antarktydy naturalnie spowoduje podniesienie się poziomu wód (Arktyka o ile pamiętam to głównie lód pływający). Pytanie - o ile musi podnieść się temperatura w tamtych rejonach, aby zmiana poziomu morza była zauważalna? Stopią się przecież tylko obrzeża, gdzie temperatura zmieni się z ujemnej na dodatnią - na biegunie czy -60, czy -50, to i tak nic nie zmieni.

Nawet jeśli to nie my wytwarzamy większość gazów cieplarnianych to możemy wytwarzać ich mniej.

Ależ naturalnie. Pytanie, czy ma to sens. Przykład:

Załóżmy, że chcemy zmniejszyć emisję o połowę. I teraz: jeśli człowiek wytwarza 50% gazów cieplarnianych, to całkowita roczna emisja spadnie o 1/4 - sporo. Ale jeśli jest to tylko 2%, to całkowita emisja zmniejszy się o 1% - tyle co nic.

Kluczowe jest więc ustalenie, jaka część gazów cieplarnianych jest "nasza"?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Pytanie, czy ma to sens. Przykład:

Załóżmy, że chcemy zmniejszyć emisję o połowę. I teraz: jeśli człowiek wytwarza 50% gazów cieplarnianych, to całkowita roczna emisja spadnie o 1/4 - sporo. Ale jeśli jest to tylko 2%, to całkowita emisja zmniejszy się o 1% - tyle co nic.

Z taką argumentacją się nie zgodzę. Zakładanie z góry, że 1% to "tyle co nic", to bardzo złe myślenie. Banalny przykład: utrata "tyle co nic" wody z Twojego organizmu osłabia Twoje mięśnie o ok. 10x "tyle co nic". Niezależnie od tego, ile wydzielamy w stosunku do źródeł naturalnych, należałoby zbadać dokładny wpływ tych emisji. Inna rzecz, że chyba zapominasz o tym, że CO2 "wytwarzany" w przyrodzie to tak naprawdę CO2 będący w ciągłym obiegu. Tymczasem ten wytwarzany przez nas jest wydzielany z zasobów, które przez miliony lat były całkowicie poza cyrkulacją.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Niezależnie od tego, ile wydzielamy w stosunku do źródeł naturalnych, należałoby zbadać dokładny wpływ tych emisji.

Ciężko jest badać wpływ czegoś, co jest tylko jednym z wielu czynników.

 

A ten CO2 z wydobywanych surowców też był kiedyś w obiegu i też nie jest pewne, czy to przez niego kiedyś było cieplej. A jak teraz go wyemitujemy, to może będzie stymulował on wzrost szaty roślinnej Ziemi? 8)

 

Człowiek emituje chyba 1/20 tego co natura. Wpływ dwutlenku węgla na efekt cieplarniany to góra 5%. UE planuje w ciągu iluś-tam lat (kilkanaście - kilkadziesiąt, nie pamiętam dokładnie) ograniczyć emisję CO2 o 20%. Reszta świata się jednak do tego nie kwapi, a emisja CO2 z krajów Europy to mniejszość światowej emisji (patrz US czy Chiny), mniej więcej 1/3. Wywnioskujcie, czy pakiety-srety klimatyczne, to mądre projekty.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ciężko jest badać wpływ czegoś, co jest tylko jednym z wielu czynników.

Ale nie oznacza to, że nie należy tego robić.

 

A ten CO2 z wydobywanych surowców też był kiedyś w obiegu i też nie jest pewne, czy to przez niego kiedyś było cieplej.

Owszem, nie zaprzeczyłem temu.

 

A jak teraz go wyemitujemy, to może będzie stymulował on wzrost szaty roślinnej Ziemi? 8)

Tylko przy założeniu, że nie będziemy prowadzili tak szaleńczej deforestacji.

 

Ogólnie popieram to, co masz do powiedzenia na temat GO, no ale argumentację masz jednak nie zawsze trafną...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zagrożeniem są związki siarki a nie CO2, a tej tylko w ciągu jednego roku 1950 jak przemysł stalowniczy ruszył wydzielono tyle ile za 70 lat wczaśniejszych do kupy, sytuacja ta trwa do dzisiaj, tymczasem siarka zasłania słońce co utrudnia fotosynezę (a więc i pochłanianie CO2) oraz jest przyczyną niszczenia płuc i roślin (kwaśne deszcze).

Do tego zablokowane promieniowanie w atmosferze (pochłonięte przez związki siarki) wraz z prądami powietrza dociera i do lodowców powodując ich topnienie. CO2 jako lżejsze od siarkowych fruwają wyżej (powyżej ściany Barentza (900 metrów)) nie biorąc bezpośredniego udziału w ich topnieniu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie mogłem znaleźć filmiku, ale sam eksperyment kojarzę. Oczywiście odnosi się on tylko do sytuacji topnienia lodu pływającego. Stopienie się lądowej pokrywy Antarktydy naturalnie spowoduje podniesienie się poziomu wód (Arktyka o ile pamiętam to głównie lód pływający).

Niestety, pan JKM pokrywę lodową pominął (nie wiem, czy nie wie o jej istnieniu, czy rżnie głupa), jak też lodowce kontynentalne i - przede wszystkim - rozszerzalność cieplną wody. Zresztą zatapianie pomniejszych wysepek jest faktem, a Mikke pokazuje szklankę i przeczy faktom. Dlatego moim zdaniem wart jest w tym momencie tylko wyśmiania.

Ale akurat podniesienie się poziomu wód nie jest chyba największym problemem, choć może wywołać niezłe zamieszanie i kryzys wymuszając migracje ludności. Podgrzana woda zmniejsza to zmniejszenie rozpuszczalności gazów w niej, co musi mieć przykre konsekwencje dla podmorskiej fauny.

Share this post


Link to post
Share on other sites

JKM musi za wszelką cenę pokazać, że myśli inaczej niż wszyscy, nawet jeśli raz na jakiś czas okrutnie się ośmieszy :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Co do lodu pływającego, to należy jeszcze pamiętać, że w słonej wodzie wystaje ponad powierzchnie nieco bardziej niż wystawałby w wodzie gorzkiej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Green Peace - jeżeli mógłbym przyrównać fundamentalistę islamskiego do jednego z nich... to fundamentalista to chłopiec niedoświadczony przy szeregach fanatyków eko-terrorystów.

Biurokracja i UE Biurokracja - szkoda gadać na to wszystko. Jaki oni tam pierdzielnik mają to głowa mała... nieefektywne funduszo żerne potwory.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Upadek Związku Radzieckiego znacząco wpłynął na... matematykę w USA. Kirk Doran z University of Notre Dame i George Borjas z Harvard University opublikowali pracę pod tytułem Upadek Związku Radzieckiego a produktywność amerykańskich matematyków. Pracę opublikowano w piśmie Quarterly Journal of Economics.
      Badamy w niej wpływ pojawienia się znanych radzieckich matematyków na światową społeczność matematyczną - mówi Doran.
      Pomiędzy pojawieniem się a upadkiem komunizmu, radzieccy matematycy w izolacji rozwijali tę dziedzinę wiedzy, stosowali inne metody i specjalizowali się w innych kwestiach niż matematycy amerykańscy. To spowodowało, że po upadku Związku Sowieckiego jedne dziedziny matematyki praktycznie nie odczuły żadnych zmian, natomiast w innych pojawiła się olbrzymia liczba nowych pomysłów, twierdzeń i napłynęło wielu matematyków - czytamy w pracy.
      Przez 70 lat matematycy w ZSRR pracowali w izolacji. Wszelkie kontakty ze światem zachodnim były ściśle nadzorowane, limitowane i wymagały specjalnych zezwoleń. Stąd też niewiele idei powstałych na terenie komunistycznego imperium przeniknęło do nauki Zachodu.
      Nagłe pojawienie się rzesz matematyków z bloku komunistycznego spowodowało, że gwałtownie spadła produktywność tych matematyków z USA, których dziedziny wiedzy pokrywały się z dziedzinami rozwijanymi w ZSRR. Zmniejszyło się też prawdopodobieństwo, iż amerykański matematyk opublikuje pracę w renomowanym czasopiśmie. Zauważono też, że słabsi matematycy z USA zaczęli przenosić się do słabszych szkół i uczelni co niekorzystnie wpływa na możliwość ich dalszego rozwoju.
      Znaleziono też dowody na to, że studenci pracujący pod kierunkiem uczonych z dawnego ZSRR są bardziej produktywni, niż studenci innych naukowców z tej samej instytucji.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Grupa uczonych z University of Southampton i British School at Rome prawdopodobnie odkryła olbrzymią stocznię z czasów Imperium Rzymskiego. Uczeni prowadzili wykopaliska w Portus, które w starożytności było portem Rzymu. W pobliżu sześciokątnego Lago di Traiano znaleziono pozostałości dużego budynku. Początkowo archeolodzy sądzili, że mają do czynienia z jakimś magazynem. Jednak dalsze pracy ujawniły, że struktura była związana z budową i naprawą statków.
      Dotychczas znaleziono niewiele stoczni Imperium Rzymskiego i jeśli nasza identyfikacja się potwierdzi, będzie to największa tego typu struktura we Włoszech lub w całym basenie Morza Śródziemnego - stwierdził Simon Keay, dyrektor Portus Project.
      Nowo odkryty budynek pochodzi z II wieku naszej ery. Jego wymiary to 145x60 metrów, a wysokość oceniono na 15 metrów. Wciąż widoczne są pozostałości szerokich na trzy metry kamiennych kolum podtrzymujących drewniany dach.
      To była wielka struktura, w której można było przechowywać drewno, tkaniny i inne materiały. Była na tyle duża, że można w niej było budować i remontować statki. Jej wielkość oraz natura przekonały nas, że odgrywała kluczową rolę w stoczni - mówi profesor Keay. Dodatkowymi dowodami są odkrycie na terenie Portus inskrypcji mówiącej o istnieniu gildii pracowników stoczniowych (corpus fabrum navalium portensium) oraz mozaika, która niegdyś znajdowała się na podłodze pobliskiej willi, a obecnie jest wystawiana w Muzeum Watykańskim. Widać na niej budynek, podobny do tego, który właśnie odkopano, a w każdym hangarze budynku przedstawiono okręt.
      Profesor Keay stwierdził, że najnowsze odkrycie pozwala lepiej zrozumieć rolę jaką odgrywało Lago di Traiano. Mimo to uczony zaleca pewną ostrożność. Pragniemy podkreślić, że nie znaleźliśmy ramp, które mogły być wykorzystywane do spuszczania nowo wybudowanych statków na wody sześciokątnego basenu. Mogą się one znajdować pod nasypem pochodzącym z początków XX wieku. Ich odkrycie udowodniłoby naszą hipotezę ponad wszelką wątpliwość - stwierdził Keay.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Chitony, zwane wielotarczowcami (Polyplacophora), są morskimi mięczakami, u których w strukturach spełniających funkcję oczu, a jest ich kilkaset, występują soczewki z kryształów dwóch polimoficznych odmian węglanu wapnia: kalcytu oraz aragonitu. O istnieniu oczu chitonów naukowcy wiedzieli już od kilkudziesięciu lat, nie mieli jednak pojęcia, czy służą do oglądania znajdujących się wyżej obiektów, np. drapieżników, czy tylko do wykrywania zmian w oświetleniu. Tymczasem okazuje się, że chitony mogą widzieć różne obiekty, choć prawdopodobnie nie za dobrze - wyjawia Daniel Speiser z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara.
      Zadziwiające, jak istoty te wytwarzają oczy praktycznie ze skały - zachwyca się prof. Sönke Johnsen z Duke University. Wygląda jednak na to, że mamy do czynienia z prostym sposobem na wyewoluowanie oczu z dostępnego materiału. Chitony mają już bowiem aragonitową skorupkę.
      Johnsen i Speiser badali pewnien gatunek wielotarczowca, a mianowicie Acanthopleura granulata. Jego przedstawiciele mają płaską skorupkę zbudowaną z ośmiu płytek. Znajdują się na nich klastry światłoczułych komórek, pokryte setkami niewielkich soczewek. Testując wzrok mięczaków, Amerykanie umieszczali pojedyncze osobniki na łupkowej płytce. Pozostawione samym sobie, po jakimś czasie unosiły część ciała, by odetchnąć. W tym momencie Speiser pokazywał im albo czarny dysk o średnicy od 35 mm do 10 cm, albo szary łupek, który blokował dostęp takiej samej ilości światła. Dysk lub łupek pojawiał się 20 cm nad chitonem.
      Mięczaki nie reagowały na szary łupek, ale opadały na widok krążka o średnicy powyżej 3 cm. Johnsen uważa, że u człowieka odpowiadałoby to spojrzeniu w niebo i dostrzeżeniu dysku o średnicy 20 Księżyców. Oznacza to, że nasz wzrok jest o wiele wrażliwszy od wzroku chitonów. Ponieważ mięczaki reagowały tylko na czarne dyski, a nie na blokujące tę samą ilość światła szare łupki, sugeruje to, że nie reagują na prostą zmianę w oświetleniu. Biolodzy nie sądzą, by ich "skalne" oczy stanowiły część ewolucyjnej ścieżki prowadzącej do naszych oczu.
      Speiser opowiada, że pierwsze chitony pojawiły się na Ziemi ponad 500 mln lat temu. Najstarsze wielotarczowce z oczami znajdowano jednak w zapisie kopalnym dopiero z ostatnich 25 mln lat, co oznacza, że w perspektywie ewolucyjnej są stosunkowo świeżą zdobyczą. Wg biologa, chitony potrzebowały oczu, by chronić się przed drapieżnikami. Podczas eksperymentów naukowcy sprawdzili, czy oczy chitonów działają w wodzie i w kontakcie z powietrzem, ponieważ niektóre gatunki Polyplacophora spędzają czas zarówno w zanurzeniu, jak i wynurzeniu. Okazało się, że sprawdzają się w obu środowiskach i że soczewki inaczej skupiają wtedy światło.
      Strukturalnie siatkówka chitonów przypomina siatkówkę ślimaków, ale ta ostatnia reaguje na pojawienie się światła, podczas gdy u wielotarczowców może reagować wyłącznie na jego usunięcie.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Pokryte drzewami wysepki z mokradeł Everglades to nie do końca twory geologiczne, lecz właściwie pokryte skałami osadowymi prehistoryczne pryzmy śmieci. Badania archeologiczne wykazały bowiem, że pod warstwą torfu w caliche znajdują się rozmaite artefakty, kości i węgiel drzewny, a pod nimi coś jeszcze.
      Zazwyczaj wysepki mają około metra wysokości i kształt łzy. Kiedyś sądzono, że są one posadowione na wybrzuszeniach z węglanów ze skały macierzystej. Kiedyś jednak Robert Carr z Archaeological and Historical Conservancy w Davie na Florydzie ustalił, że pod torfem znajduje się czerwonoszara utwardzona warstwa. Gail Chmura i Maria-Theresia Graf z McGill University postanowiły kontynuować jego badania i zaczęły wykopaliska na kilku wysepkach. Znalazły czerwonoszarą warstwę i stwierdziły, że to caliche - iluwialna skała osadowa złożona głównie z węglanu wapnia (kalcytu). Miała ona 40-75 cm grubości i to w niej tkwiły wspomniane wcześniej artefakty wraz kośćmi i węglem. Gdy badaczki się przez nią przebiły, znalazły pryzmę śmieci sprzed 4 tys. lat.
      Jak więc doszło do utworzenia charakterystycznych wysepek? Kanadyjki podają, że zwierciadło wód gruntowych w Everglades podniosło się w ciągu ostatnich 5 tysięcy lat, tak więc wyniesienia stały się wygodną oazą dla drzew. Po ukorzenieniu czerpały one wodę znad skały macierzystej. Ponieważ zawierała za dużo węglanów i fosforanów, rośliny wydzielały je do okolicznej gleby, prowadząc do wytworzenia caliche (w zwykłych okolicznościach skała powstaje wskutek ewaporacji podciąganych kapilarnie roztworów przesyconych kalcytem). Drzewa doprowadziły do powiększenia i dalszego wyniesienia wysepek. Caliche chroni z kolei same drzewa, osłaniając znajdującą się pod spodem glebę przed częstymi pożarami. W takich warunkach życie może się odrodzić. Chmura obawia się jednak, że powodzie zniszczą warstwę z kalcytu.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Drobiazgowa analiza drzewnych pierścieni przyrostu rocznego wykazała, że może istnieć związek między wzrostem i upadkiem dawnych cywilizacji, np. starożytnego Rzymu, a stabilnością i nagłymi zmianami europejskiego klimatu.
      Archeolodzy, klimatolodzy, geografowie i historycy pracowali na 9 tysiącach przedmiotów z drewna z ostatnich 2,5 tys. lat. Ustalilia, że ciepłe i wilgotne okresy pokrywały się z erami niezahamowanego rozwoju (złotymi wiekami), podczas gdy zamieszki polityczne i niepokoje – np. wielka wędrówka ludów, wojna trzydziestoletnia czy epidemia dżumy (czarnej śmierci) - przypadały na momenty niestabilności klimatu.
      Jak tłumaczy Ulf Büntgen, paleoklimatolog ze Szwajcarskiego Narodowego Instytutu Badawczego Lasów, Śniegu i Krajobrazu (WSL), ekipa odwołała się do systemu dendrochronologicznego, wykorzystywanego do datowania odkopywanego materiału. Archeolodzy opracowali chronologię szerokości słojów w dębinie w środkowej Europie, która obejmuje niemal cały holocen. Stosują ją do datowania artefaktów, budynków historycznych, dzieł sztuki mebli. Chronologie żywych dębów i reliktów mogą odzwierciedlać unikatowe wzorce letnich opadów i suszy.
      Zespół zrekonstruował historię letnich opadów i temperatur w Europie Środkowej dla 2,5 tys. lat, przesuwając zapis o tysiąc lat dalej niż jakiekolwiek wcześniejsze studium. Wyniki bazują na pomiarach pierścieni przyrostu rocznego kilku tysięcy próbek subfosylnych (z okresu holoceńskiego), archeologicznych, historycznych i żywych z Niemiec, Francji, Włoch oraz Austrii.
      Informacje klimatyczne zawarte w tych drzewach pozwoliły na porównanie naturalnych fluktuacji opadów i temperatur z rozwojem społeczeństw europejskich. Klimat letni w erze rzymskiej ok. 2 tys. lat temu był stosunkowo ciepły oraz wilgotny i cechowała go mniejsza zmienność. Zwiększona zmienność z okresu między 250 a 600 r. n.e. współwystępowała natomiast z upadkiem Cesarstwa zachodniorzymskiego i wielką wędrówką ludów.
      Studium ujawniło także, że wilgotne i łagodne lata towarzyszyły kulturalnemu i politycznemu wzrostowi średniowiecznej Europy, podczas gdy niekorzystny klimat miał wiele wspólnego z ukształtowaniem kondycji zdrowotnej sprzyjającej pandemii dżumy i kryzysowi ekonomicznemu w XIV wieku. Minimalne temperatury z początku XVII i XIX wieku należy zaś kojarzyć z migracjami podczas wojny trzydziestoletniej i w poszukiwaniu chleba z Europy do Ameryki.
      Dr Büntgen podkreśla, że z badań jego zespołu nie można wnioskować o istnieniu prostego, bezpośredniego związku między zmiennością klimatu a ludzką historią. Nie da się jednak zaprzeczyć, że jakaś korelacja istnieje...
×
×
  • Create New...