Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

DARPA zamawia... latającą łódź podwodną

Recommended Posts

Defense Advanced Research Projects Agency (DARPA) ogłosiła przetarg na opracowanie... latającej łodzi podwodnej. Urządzenie ma pozwolić niewielkim oddziałom sił specjalnych na niezauważone dotarcie do wrogiego wybrzeża.

W specyfikacji napisano, że łódź ma pomieścić 8 osób oraz sprzęt i przewieźć je drogą powietrzną na odległość 1850 kilometrów, drogą morską na odległość 185 kilometrów a pod wodą na odległość 22 kilometrów. Podróż ma zająć nie więcej niż 8 godzin, a latająca łódź ma później zaczekać w wyznaczonym miejscu nawet przez trzy dni i zabrać pasażerów w drogę powrotną.

Rzecznik prasowa DARPA, Jan Walker, powiedziała, że wcześniejsze badania nad pojazdem, który byłby w stanie zarówno latać jak i poruszać się pod wodą, nie przyniosły zadowalających rezultatów.

Share this post


Link to post
Share on other sites
odległość 1850 kilometrów, drogą morską na odległość 185 kilometrów a pod wodą na odległość 22 kilometrów. Podróż ma zająć nie więcej niż 8 godzin, a latająca łódź ma później zaczekać w wyznaczonym miejscu nawet przez trzy dni i zabrać pasażerów w drogę powrotną.

 

Czyżby atak na Kubę planowali. ;D ;D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przecież od kilkudziesięciu lat są prowadzone badania nad torpedami kawitacyjnymi - to, de facto, podwodne rakiety. Dlaczego nie spróbowano zrobić pojazdu o napędzie rakietowym, który dodatkowo miałby kształt umożliwiający stworzenie pod wodą pęcherza gazowego, podobnie jak w torpedach kawitacyjnych?

 

Tak się zastanawiam - dobrym rozwiązaniem mógłby być silnik wodorowo-tlenowy - paliwo mogłoby być uzyskiwane z wody dzięki elektrolizie. A energia niezbędna do tego.. może z pokładowego reaktora atomowego? A jeśli rozmiary statku miałyby być mniejsze, można zawsze zastosować zbiorniki z paliwem bardziej konwencjonalnym (np paliwo lotnicze).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pęcherz gazu wokół statku nie zapewni mu nośności w powietrzu podczas latania.

 

A poza tym dlaczego wszyscy tak się zachwycają elektrolizą? Podstawowa reguła, czyli zasada zachowania energii, mówi, że to nie ma sensu. Rozbijesz wiązania w cząsteczkach wody, ale potem w czasie spalania odzyskasz tylko tyle samo energii, a nie więcej, bo spalanie to nic innego, jak odtwarzanie tych samych wiązań. Na dodatek proces nie będzie wydajny w 100%, czyli jeszcze wyjdziesz na tym do tyłu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

odległość 1850 kilometrów, drogą morską na odległość 185 kilometrów a pod wodą na odległość 22 kilometrów. Podróż ma zająć nie więcej niż 8 godzin, a latająca łódź ma później zaczekać w wyznaczonym miejscu nawet przez trzy dni i zabrać pasażerów w drogę powrotną.

 

 

Czyżby atak na Kubę planowali. 

 

A może tylko niektórzy na wakacje chcieliby wyskoczyć??

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest tymeknafali

Chyba będzie potrzebny napęd anty grawitacyjny.

Share this post


Link to post
Share on other sites

mikroos, albo źle to podkreśliłem, albo nie wiem - w powietrzu unosiłby napęd rakietowy (ewentualnie miałby wyższą moc niż w wodzie), a elektrolizę wybrałem jako łatwy sposób pozyskania paliwa rakietowego - wiem że jest ona mało wydajna, ale jakoś nie widzę jak zrobić silnik odrzutowy napędzany reaktorem atomowym :) A tak, o straty energii się nie martwisz, bo taki reaktor na pewno wystarczy na kilka kursów, a jednocześnie masz wydajne paliwo rakietowe, które możesz pobierać ze środowiska - odpowiednio filtrowana woda :D Jeśli dać sobie spokój z elektrolizą i reaktorem, to można je zastąpić zbiornikami z H2 + O2, które byłyby otrzymywane wcześniej, a nie w trakcie operacji (gdyby zaszła taka potrzeba).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Reaktor atomowy odpada. Za cieżki jeżeli chodzi o loty ;/ prowadzono badania nad samolotami napedzanymi raktorem atomowym ale nie wyszło. Załoga skarzona i przy okazji obszar przez który przelatywał samolot.

Share this post


Link to post
Share on other sites

lucky_one - ciężko jest mi wyobrazić sobie pojazd, który będzie miał dwa tak złożone systemy napędu i zachowa swoją zdolność do latania przy rozsądnych kosztach. Nie mówię, że to niemożliwe, ale po prostu ciężko jest mi to sobie wyobrazić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jakiekolwiek wynalazki latające , teleportujące, stwarzające itd. na Ziemi nie będą możliwe do-puty, do-puki  nie będzie gwarancji, że nie posłużą wojnom

jak już w przeszłości ludzkości było.

 

Najpierw trwały pokój , trwały rozwój, brak głodu, duchowość potem niespotykane obecnie technologie - albo nędza, nędza, nędza i tak aż do końca (który jest już bliski).

 

Powyższa linia podziału przebiega bezpośrednio przez ciebie czytelniku , to od ciebie zależy jak potoczą sie dalsze losy tego skrawka lądu na skraju galaktyki.

Wybierz pokój i każdego dnia na każdym poziomie swojej egzystencji wcielaj Go w życie (tu i teraz) a nie czekaj aż inni Go wcielą (bo możesz być nieprzygotowany na jego przyjęcie).

Share this post


Link to post
Share on other sites

W specyfikacji napisano, że łódź ma pomieścić 8 osób oraz sprzęt i przewieźć je drogą powietrzną na odległość 1850 kilometrów, drogą morską na odległość 185 kilometrów a pod wodą na odległość 22 kilometrów. Podróż ma zająć nie więcej niż 8 godzin, a latająca łódź ma później zaczekać w wyznaczonym miejscu nawet przez trzy dni i zabrać pasażerów w drogę powrotną.

Silnik odrzutowy - do latania i poruszania się po wodzie, dodatkowy silnik elektryczny do poruszania się pod wodą, przy zanurzaniu wyloty silnika odrzutowego zamykane i skrzydła składane.

22 km pod wodą można czymkolwiek przepłynąć, skupić się należy więc na lataniu.

 

8)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wszystkie samoloty, od początku istnienia tych maszyn, poruszają się dzięki pomocy ruchomych części, takich jak śmigła czy turbiny. Inżynierowie z MIT skonstruowali pierwszy w historii samolot, który nie zawiera żadnych ruchomych części. Jest on zasilany przez „wiatr jonowy” wytwarzany na pokładzie samolotu, który zapewnia mu wystarczający ciąg, by utrzymać maszynę w powietrzu. W przeciwieństwie do innych rozwiązań stosowanych w lotnictwie, nowy napęd jest całkowicie cichy i nie potrzebuje paliw kopalnych.
      To pierwszy zdolny do lotu samolot z napędem niezawierającym ruchomych części. Potencjalnie może to doprowadzić do powstania samolotów, które są cichsze, prostsze w konstrukcji i nie powodują emisji pochodzącej ze spalania, cieszy się profesor Steven Barrett z MIT. Uczony uważa, że w najbliższej przyszłości mogą pojawić się ciche drony korzystające z wiatru jonowego. W dalszej zaś perspektywie uczony przewiduje pojawienie się samolotów pasażerskich i transportowych o napędzie hybrydowym, łączącym wiatr jonowy z tradycyjnym silnikiem.
      Barrett przyznaje, że do pracy nad nowatorskim napędem zainspirował go serial Star Trek, który namiętnie oglądał w dzieciństwie. Szczególnie fascynowały go pojazdy latające, które bez wysiłku poruszały się w atmosferze, nie były wyposażone w żadne śmigła, nie wydzielały spalin i nie hałasowały. Pomyślałem, że w przyszłości powstaną samoloty, które nie będą miały śmigiel i turbin. Będą jak statki w Star Treku, które świecą na niebiesko i cicho się poruszają, wspomina Barrett.
      Przed dziewięciu laty naukowiec rozpoczął prace nad systemem napędowym bez ruchomych części. Szybko zwrócił uwagę na wiatr jonowy, czyli ciąg elektroaerodynamiczny. Jego koncepcję opracowano w latach 20. ubiegłego wieku. Mówi ona, że jeśli pomiędzy dwiema elektrodami, cienką i grubą, pojawi się wystarczające napięcie, to powietrze przepływające pomiędzy elektrodami wytworzy tyle ciągu, że będzie w stanie napędzać mały samolot. Przez lata koncepcją taką zajmowali się głównie hobbyści, którym udawało się stworzyć bardzo małe samoloty, podłączone do źródła napięcia, które przez chwilę unosiły się w powietrzu. Uzyskanie dłuższego lotu większym urządzeniem uznawano za niemożliwe.
      Jednak Barrettowi się udało. Skonstruowany przez niego i jego zespół samolot waży około 2,5 kilogramów i ma skrzydła o rozpiętości 5 metrów. Pod skrzydłem, wzdłuż jego przedniej krawędzi, znajdują się cienkie struny, przypominające ułożeniem płot otaczający pastwisko. Wzdłuż tylnej krawędzi również mamy struny, ale grubsze. Te pierwsze działają jak katoda (elektroda dodatnia), a drugie jak anoda. W kadłubie pojazdu umieszczono akumulatory litowo-jonowe, które dostarczają one napięcie rzędu 40 000 woltów do katody. Naelektryzowane struny z przodu wyrywają elektrony z otaczających je molekuł powietrza, a zjonizowane w ten sposób powietrze przepływa w kierunku strun z tyłu. Każdy z przepływających jonów miliony razy zderzał się z molekułami powietrza, tworząc w ten sposób ciąg.
      Twórcy samolotu testowali go w sali o długości 60 metrów. Pojazd przemierzał całą długość sali. Przeprowadzono 10 testów i za każdym razem stwierdzono, że napęd działa. To był najprostszy możliwy projekt. Daleka jeszcze droga do stworzenia samolotu, zdolnego do wykonania użytecznej misji. Musi być on bardziej wydajny, lecieć dłużej i być zdolnym do lotu na otwartej przestrzeni, dodaje Barrett.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Prowadzone przez trzy lata badania wskazują, że w obecnie obowiązujących modelach klimatycznych trzeba będzie zmienić dane dotyczące emisji metanu z wód Oceanu Arktycznego. Okazuje się bowiem, że uwalniają one „znaczące ilości" tego gazu.
      Badania prowadzono za pomocą specjalnie wyposażonego samolotu, który odbył serię lotów pomiędzy biegunami. Jego zadaniem było mierzenie koncentracji gazów cieplarnianych oraz sadzy na różnych wysokościach, w różnych miejscach i o różnych porach roku.
      Program miał pozwolić na stworzenie przekrojowego modelu atmosfery. Znaleźliśmy coś, czego wcześniej nie podejrzewaliśmy - mówi profesor Steven Wofsy z Uniwersytetu Harvarda.
      Do pomiarów koncentracji gazów w pobliżu powierzchni Ziemi tradycyjnie wykorzystywano stacje naziemne ulokowane np. w górach. W ostatnich czasach do pracy zaprzęgnięto też satelity, które potrafią mierzyć koncentrację dwutlenku węgla. Jednak wykorzystanie samolotu daje znacznie lepszy obraz i pozwala badać to, co dzieje się na wysokościach od 150 do ponad 14 000 metrów. To tak, jakby porównywać zdjęcie rentgenowskie z lat 60. ubiegłego wieku ze współczesną tomografią komputerową - mówi Wofsy.
      Zdaniem naukowca pełne opracowanie zdobytych danych zajmie wiele lat, ale już teraz naukowcy dowiedzieli się wielu zaskakujących rzeczy. Między innymi tego, że z wód Oceanu Arktycznego uwalniane są duże ilości metanu. Nie wiadomo, skąd ten metan pochodzi, jednak wstępne dane pokazują, że jest go na tyle dużo, iż może mieć to znaczenie w skali całej planety.
      Drugi z głównych uczestników badań, Britton Stephens, zwraca uwagę na zebrane podczas projektu HIPPO dane dotyczące cyklu tlenu i dwutlenku węgla. Połowa emitowanego przez nas dwutlenku węgla jest pochłaniana przez rośliny lądowe oraz oceany. Jeśli zatem chcemy przewidywać zmiany klimatyczne, to największą niewiadomą jest tutaj to, co zrobią ludzie. Drugą największą niewiadomą jest, jak zachowają się rośliny i oceany - mówi Stephens.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Większość z nas, słysząc o wpływie lotnictwa na klimat, pomyśli zapewne o emisji węgla, tym bardziej, że samoloty spalają olbrzymie ilości paliwa. Tymczasem, jak dowiadujemy się z nowo powstałego pisma Nature Climate Change, chmury tworzone obecnie przez samoloty, mają większy wpływ na klimat niż cała historyczna emisja produktów spalania paliwa lotniczego.
      Autorzy artykułu informują, że wydzielanie węgla przez silniki to tylko jeden z wielu sposobów, w jaki samoloty wpływają na klimat. Istotny jest też fakt, że emisja ma miejsce wysoko nad Ziemią, że wydzielane są też tlenki azotu, jednak najbardziej znaczący jest udział samolotów w tworzeniu się chmur.
      Obserwując lecący samolot, widzimy ciągnący się za nim ślad, smugę kondensacyjną. To nic innego jak chmura typu cirroculumus zbudowana z kryształków lodu. Z czasem kształt takich smug się zmienia tak, że są nie do odróżnienia od naturalnie powstałych cirrocumulusów.
      Chmury tworzące się nisko nad Ziemią, ochładzają planetę, zatrzymując promienie Słońca. Jednak te, które powstają wysoko, właśnie tam, gdzie latają samoloty, przyczyniają się do ogrzania Ziemi, gdyż utrudniają ucieczkę ciepła oddawanego przez planetę.
      Naukowcy, postanowili sprawdzić, w jaki sposób sztucznie powstające cirrocumulusy wpływają na klimat. Zidentyfikowali „gorące miejsca", w których panuje szczególnie duży ruch lotniczy, czyli USA, Europę i korytarz nad północnym Atlantykiem łączący Stary Kontynent z Ameryką Północną oraz Wschodnią Azję i północny Pacyfik. Ponadto miejscem dużej kumulacji sztucznych chmur jest centralna Europa, gdyż napływa tutaj powietrze z północnoatlantyckiego korytarza. Dane z takich miejsc nałożono na model klimatyczny ECHAM4. Z wyliczeń wynika, że średnio w skali globalnej cirrusy tworzone przez samoloty przyczyniają się do zwiększenia energii otrzymywanej przez powierzchnę planety o około 40 miliwatów na metr kwadratowy. Wziąwszy pod uwagę fakt, że sztuczne cirrusy ograniczają powstawanie naturalnych chmur, wpływ ten oszacowano na około 30 miliwatów na m2. Dla porównania w czasie cyklu słonecznego ilość energii docierającej do Ziemi zmienia się w granicach 1 wata na metr kwadratowy.
      Niezależnie jednak od faktu, że formowanie się chmur jest najpoważniejszym przykładem wpływu lotnictwa na klimat, pocieszające jest, że chmury istnieją zaledwie kilka dni, nie niosą zatem ze sobą długotrwałych skutków.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      DARPA (Agencja Badawcza Zaawansowanych Projektów Obronnych) ogłosiła, że w przyszłym roku rozpoczną się testy pojazdu Vulture II - prototypowego bezzałogowego samolotu napędzanego energią słoneczną. Tym, co będzie różniło Vulture od innych tego typu projektów to olbrzymie rozmiary oraz możliwość nieprzerwanego lotu przez... 5 lat.
      Vulture II jest budowany przez Boeinga, a w jego powstanie jest zaangażowana firma QinetiQ, twórca Zephyra.
      Vulture II - jego poprzednik, Vulture I, był tylko projektem konstruktorskim i nigdy nie wzbił się w powietrze - będzie korzystał z silników elektrycznych, do których energię dostarczą panele słoneczne zamontowane na skrzydłach o rozpiętości około 120 metrów. W nocy pojazd będzie zasilany z baterii ładowanych w ciągu dnia.
      Vulture ma latać w stratosferze i świadczyć takie same usługi, jak satelity czy sterowane przez pilotów samoloty. Bezzałogowy pojazd na energię słoneczną będzie znacznie tańszym rozwiązaniem niż oba wymienione.
      Vulture już podczas pierwszego lotu testowego pobije rekord świata. Obecnie należy on do Zephyra, który przez 2 tygodnie latał nad Arizoną. Vulture wzbije się w powietrze na 30 dni.
      Vulture ma być gotowy do regularnych lotów pod koniec 2014 roku. Pozostaje jednak pytanie, czy pojazd będzie naprawdę zdolny do pięcioletniego pozostawania w powietrzu nad dowolnym punktem globu, czy też pięć lat to maksimum jego możliwości przy założeniu idealnych warunków, a zatem Vulture będzie zdolny do tak długiej pracy jedynie w okolicach równika.
       
      http://www.youtube.com/watch?v=i6nw8nxZD5M
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niewykluczone, że dotychczasowe szacunki dotyczące wzrostu emisji dwutlenku węgla i innych pochodnych spalania ropy naftowej trzeba będzie skorygować w dół. Najnowsze badania wykazały bowiem, że ludzie - przynajmniej w krajach rozwiniętych - coraz rzadziej podróżują.
      Od lat 70. ubiegłego wieku w krajach rozwiniętych notowany jest ciągły wzrost liczby kilometrów przebytych samochodem i samolotem przez przeciętnego obywatela. Dotychczas przewidywano, że przez najbliższe kilkadziesiąt lat tych kilometrów będzie przybywało.
      Tymczasem Lee Schipper z University of California, Berkeley i Stanford University oraz Adam Millard-Ball ze Stanford University twierdzą, że od kilku lat podróżujemy liczba kilometrów nie rośnie.
      Obaj uczeni przeanalizowali dane z lat 1970-2008 z USA, Kanady, Wielkiej Brytanii, Australii, Francji, Szwecji, Niemiec i Japonii. Dla każdego z tych krajów sprawdzili liczbę kilometrów na obywatela, które przebyły samochody osobowe, ciężarówki, pociągi, tramwaje, metro i samoloty. Dane takie porównali z produktem krajowym brutto na mieszkańca.
      Okazalo się, że pomiędzy latami 1970-2003 istniała ścisła korelacja pomiędzy rosnącą liczbą przebytych kilometrów, a rosnącym PKB na głowę. Nagle, po roku 2003, doszło do zmiany trendu. PKB na głowę mieszkańca nadal się zwiększa, ale liczba przebytych kilometrów ustabilizowała się. Rok 2003 był rokiem największego ruchu. Wówczas w USA PKB na głowę wynosiło 37 000 dolarów, a w pozostałych wspomnianych krajach wahało się od 25 do 30 tysięcy dolarów na głowę. Wówczas też średnia liczba przebytych kilometrów na pojedynczą osobę ustabilizowała się np. w USA na poziomie 26 000 na osobę rocznie, w Japonii na 10 000 km/osoba/rok, a w pozostałych krajach jest to od 13 do 17 tysięcy kilometrów rocznie na osobę.
      "Od roku 2003 liczba kilometrów przejechanych pojazdami mechanicznymi ustabilizowała się lub nawet spadła w większości badanych krajów, liczba podróży prywatnymi pojazdami spadła. Ludzie nadal kupują coraz więcej samochodów, ale przejeżdżają one mniej kilometrów" - napisali autorzy raportu.
      Uczeni spekulują, że jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest nasycenie liczba posiadanych pojazdów. W USA na 1000 osób jest 700 prywatnych samochodów, czyli więcej niż osób posiadających prawo jazdy. W pozostałych krajach liczba ta wynosi około 500 na 1000 osób. Od roku 2007 z powodu recesji Amerykanie kupują też mniej samochodów. Kolejne czynniki to fakt, że w podróży spędzamy codziennie około 66 minut, a jednocześnie limity prędkości na drogach pozostają niezmienione, zatem liczba przejechanych kilometrów nie rośnie. Ponadto bogate społeczeństwa starzeją się, są więc mniej mobilne. Rosną też ceny paliw, co zniechęca do podróży.
      Jednak, jak uważają uczeni, najważniejszą przyczyną ustabilizowania się liczby przejechanych kilometrów są... korki. W większości dużych miast na świecie poruszanie się samochodami jest bardzo utrudnione, gdyż na drogach po prostu brakuje miejsca.
      Pozytywnym rezultatem ustabilizowania się liczby przejechanych kilometrów będzie zmniejszające się zanieczyszczenie środowiska. Pojazdy są bowiem coraz bardziej ekonomiczne. W USA przeciętny samochód spala na 100 kilometrów o około 30% mniej paliwa niż w roku 1973, pomimo tego, że w międzyczasie bogacący się Amerykanie kupowali coraz większe pojazdy.
×
×
  • Create New...