Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Brady Clark, były współpracownik należącego do Wired portalu hotwired.com, opracował kamizelkę dla rowerzystów Speed Vest, która w czasie rzeczywistym wyświetla na plecach rozwijaną przez nich prędkość. Cykliści stają się bardziej widoczni dla kierowców. Poza tym uzmysławiają tkwiącym w korkach, że bez większego problemu i oni mogliby się przemieszczać dużo szybciej.

Clark wpadł na pomysł przypadkiem, zjeżdżając ze wzgórza pomiędzy dwoma pasami jezdni. Stwierdził wtedy, że niektórzy kierowcy denerwują się, widząc, jak swobodnie ich mija. Podczas pracy w Wired pod koniec lat 90. zetknął się z wieloma gadżeciarskimi ubraniami, dlatego w pewnym momencie zaświtała mu myśl: a gdyby tak zaprojektować kamizelkę, która upewniłaby nawet największych niedowiarków, że przeciętna osoba może na rowerze rozwijać prędkość 15-25 km/h?

Odblaskowa Speed Vest sprawia, że kierowcy mijają cyklistów w bezpieczniejszej odległości. Widniejące na plecach cyfry są podświetlone i naprawdę duże. Podłączony do koła czujnik przesyła sygnał do mikrokontrolera, który przelicza prędkość i zapala oraz gasi cyfry na wdzianku. Zasilana bateriami kamizelka może wyświetlać szybkość do 70 mil na godzinę, czyli ok. 112 km/h.

Mykle Hansen, inżynier, który zaprojektował Speed Vest, opowiada, że do zespołu naukowców zgłaszają się np. biegacze, którzy chcieliby nosić coś podobnego podczas maratonów. "Na razie nie wiemy, jak zrobić taki prędkościomierz, ale to wspaniałe, że ludzie dostrzegają wynalazek i wymyślają dla niego zastosowania, których nawet nie przewidzieliśmy".

Na razie kamizelka jest wykorzystywana wyłącznie w celach edukacyjnych – za jej pomocą dzieci zdobywają wiedzę na temat zachowania bezpieczeństwa na drodze. Od przyszłego roku będzie ją już można kupić.

Speed Vest powstała naprawdę błyskawicznie. Hansen i Clark zgłosili ją do konkursu wynalazków rowerowych, zanim mieli jeszcze pewność, jak (a przede wszystkim czy) uda im się skonstruować wdzianko. Czysto naukowa burza mózgów trwała więc kilka tygodni, a po dwóch tygodniach kwietnia 2007 roku Speed Vest ujrzała światło dzienne.

Hansen wyjawił, że najwięcej problemów sprawiła mu elektronika, ponieważ na co dzień zajmuje się sprzętem audio. Na początku skopiował więc projekty obwodów przedstawiane przez pasjonatów w Internecie. Potem rozpoczął naukę w przyspieszonym tempie. Amerykanie skorzystali też z pomocy zaprzyjaźnionych elektroników i artystów z grupy DorkBotPDX.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli twórca chciał by to sprzedawać, to mógł by dodać do tego normalny licznik na kierownicę. Oprócz denerwowania kierowców dobrze też wiedzieć ile się samemu jedzie ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Eee tam, każdy zbędny gram w rowerze to rozpusta i marnotrawstwo ;P No i przede wszystkim licznik na plecach nie jest widoczny dla rowerzysty, więc nie mobilizuje, by pompować jeszcze mocniej ;D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Swoją drogą taka kamizelka może służyć także bezpieczeństwu, często kierowcy nie doceniają prędkości z jaką porusza się rowerzysta i przy wyprzedzaniu (szczególnie ciężarówki i autobusy) zajeżdżają drogę pędzącemu często powyżej 30km/h rowerzyście

 

Podobny gadżet jest już od dawna dostępny (nawet w Polsce) - wyświetla prędkość na obracającym się kole za pomocą linijki LEDów, których synchronicznym zapalaniem steruje mikrokontroler.

 

Eee tam, każdy zbędny gram w rowerze to rozpusta i marnotrawstwo ;P

Im więcej dodatkowych gramów tym efektywniejszy trening  8)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Im więcej dodatkowych gramów tym efektywniejszy trening  8)

Zgadzam się, ale mniej satysfakcji. Efektywność treningu zależy od efektywności wysiłku, więc z punktu widzenia fizjologii żadna różnica, czy jedziesz troszkę szybciej lżejszym rowerem, czy troszkę wolniej minimalnie cięższym. Dlatego trening w oparciu o licznik prędkości jest w ogóle złym pomysłem, a realny wgląd we własny wysiłek daje jedynie watomierz (dla bogatych) lub ewentualnei pulsometr (dla nieco mniej zamożnych). A satysfakcja z szybszej jazdy jest niesamowita ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Efektywność treningu zależy od efektywności wysiłku, więc z punktu widzenia fizjologii żadna różnica, czy jedziesz troszkę szybciej lżejszym rowerem, czy troszkę wolniej minimalnie cięższym.

Oczywiście, jednak jadąc cięższym i np. pod górę szybciej można uzyskać optymalne tętno treningowe oszczędzając czas (... i oszczędzając sobie frajdy ) ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest cogito

Kofeina rozpuszczona w Isostarze daje radę ;>

 

daje rade wyniszczac organizm. moj kuzyn trafil do szpitala przez napoje energetyzujace.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oczywiście, jednak jadąc cięższym i np. pod górę szybciej można uzyskać optymalne tętno treningowe oszczędzając czas

Absolutnie się nie zgodzę. Tętno rośnie od intensywności wysiłku, więc wystarczy silniej cisnąć w pedały nawet na równym.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest cogito

Isostar nie jest napojem energetyzującym. Jest napojem izotonicznym. Różnica jest gigantyczna.

ups. to mozesz mi wytlumaczyc na czym polega roznica?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Różnica polega na tym, że napój izotoniczny zawiera wyłącznie składniki mineralne, czasem kwasy organiczne i cukier. Zawsze są niegazowane, a poszczególne składniki są dodawane w takim stężeniu, żeby były równe z ich stężeniem wydalanym razem z potem (lub ewentualnie w takim stężeniu, by poprawiać wydolność - taką rolę pełni np. kwas cytrynowy lub wodorowęglany). Zasadniczą rolą takiego napoju jest utrzymanie składu chemicznego płynów w organizmie na poziomie możliwie zblizonym do fizjologicznego, co daje z kolei poprawę wydolności lub jej utrzymanie przez dłuższy czas.

 

Napój energetyczny to woda smakowa z dodatkiem kofeiny, tauryny i innych. Do tego barwniki, konserwanty i inne śmieci, których w dobrych izotonikach nie ma nigdy. Stężenia składników w n. energetycznych są dobierane wyłącznie tak, by dać chwilowego kopa, ale bez zwracania większej uwagi na temat realnej wydolności organizmu. Nic dziwnego, że mogą zaszkodzić.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest cogito

dzieki  :-*

ale bylam nieswiadoma.

ok to jeszcze jedna kwestia: co lepsze rowerek treningowy w klubie czy jazda w terenie (pomijam kwestie tlenu bo ostatnio widzialam takie rowerki na dachu w moim miescie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Do usług ;)

 

Jeśli chodzi o rowerek, ja proponuję "prawdziwy", tzn. jeżdżący. Moim zdaniem wysiłek jest fajniejszy, bo bardziej urozmaicony: teren się zmienia, obraz przed oczami też, wiatr wieje z różnych kierunków itd. No i na pewno sporo radości daje samo to, że się gdzieś dojechało, coś zobaczyło. Rowerek stacjonarny nigdy Ci tego nie da. Moim zdaniem właśnie ze względu na tę frajdę warto jednak jeździć na normalnym rowerze.

 

Z punktu widzenia fizjologii raczej nie ma tak naprawdę wielkiej różnicy - tak jak mówiłem wcześniej, to jest głównie kwestia intensywności wysiłku, niezależnie od tego, w jakich warunkach się odbywa. Tu wychodzi jednak przewaga rowerów stacjonarnych, bo mają przeważnie wbudowany pulsometr pozwalający na ocenę intensywności wysiłku (no i jest niepodatny na pogodę, więc możesz jeździć przy -20 za oknem - choć i to jest wyłącznie kwestia motywacji :( ). Z drugiej jednak strony najtańsze "samodzielne" pulsometry, z których można korzystać nie tylko na rowerze, ale także np. w czasie joggingu, kosztują 30-40 zł. Nie tak dużo raczej :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest cogito

no dobra, załóżmy: mam rower, pulsometr i zapas ciekawosci swiata, ktory motywuje do poruszania sie do przodu. jaki puls jest optymalny?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Generalnie uważa się, że maksymalne tętno dla danej osoby to 220 minus wiek. Takie obliczenie dla amatorskiego treningu swobodnie wystarcza, ale można dla własnej ciekawości spróbować po prostu wycisnąć z siebie max ;) A potem optymalne tętno to 60-70%, jeżeli mówimy o tzw. wysiłku cardio, czyli optymalnym dla układu krążenia i spalania tłuszczu. Są też bardziej złożone programy treningowe, ale musiałabyś więcej powiedzieć, czy oczekujesz po treningu czegoś więcej od ogólnej "poprawy kondycji".

Share this post


Link to post
Share on other sites

No to te 60-70% przez półtora godzinki dziennie (rzecz jasna, w miarę możliwości) brzmi bardzo dobrze ;) Tylko pamiętaj o nawadnianiu się w czasie wysiłku, bo to jest sprawa kluczowa (utrata 1% wody = utrata 10% wydolności) - pół litra wody na godzinę to minimum. Jeśli szkoda Tobie pieniędzy na Isostara, polecam prosty napój złożony z grama soli (a więc 1/5 łyżeczki do herbaty) na litr wody, odrobiny kwasku cytrynowego dla smaku i paru łyżeczek miodu lub cukru (nie bój się o to, że zawiera kalorie - organizm potrzebuje cukru, by spalać tłuszcz, ale też nie przesadzaj z tą słodkością). Czas treningu jest tu kluczowy, bo spalanie tłuszczu zaczyna się dopiero po 30-40 minutach, więc krótszy trening w ogóle nie ma sensu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Absolutnie się nie zgodzę. Tętno rośnie od intensywności wysiłku, więc wystarczy silniej cisnąć w pedały nawet na równym.

Ok, ale w praktyce chyba łatwiej jest znaleźć górkę na której można podjeżdżać niż mało ruchliwy odcinek szosy na której można bezpiecznie się rozpędzić (mały ruch samochodów). Poza tym dochodzi efekt motywacji do osiągnięcia celu - zdobycia podjazdu, którego na szosie nie ma, przynajmniej nie tak wyraźnego.

 

Odnośnie rowerków treningowych ich podstawową wadą jest brak wiatru - efektem tego jest że po intensywnym wysiłku jest się mocno spoconym, efekt ten nie występuje przy jeździe na świeżym powietrzu (którą stosuję i polecam ;) ).

 

btw. Przy spalaniu tłuszczu najważniejsza jest systematyczność

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest cogito

systematycznosc to wlasnie to w co mnie natura nie wyposazyla. ale postaram sie a o tym ze bez cukow sie nie da wiem jeszcze ze szkoly. pani powiedziala "tluszcze spalaja sie w ogniu weglowodanow"

to co daje 30 mni trening? utrzymanie kondycji?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ok, ale w praktyce chyba łatwiej jest znaleźć górkę na której można podjeżdżać niż mało ruchliwy odcinek szosy na której można bezpiecznie się rozpędzić (mały ruch samochodów).

Bardzo łatwo znaleźć taki odcinek, bo 60-70% masz przy szybkim tempie spacerowym. Tyle możesz rozwinąć nawet na swoim osiedlu.

 

Poza tym dochodzi efekt motywacji do osiągnięcia celu - zdobycia podjazdu, którego na szosie nie ma, przynajmniej nie tak wyraźnego.

Co kto lubi :) Mnie niesamowicie kręci jazda np. do najbliższej wsi albo sprint odtąd do początku lasu :(

 

Odnośnie rowerków treningowych ich podstawową wadą jest brak wiatru - efektem tego jest że po intensywnym wysiłku jest się mocno spoconym, efekt ten nie występuje przy jeździe na świeżym powietrzu (którą stosuję i polecam ;) ).

Łojej, to jest prawda. Potrafi się lać z człowieka, dopiero na siłowni dostrzega się, jak dużą ilość wody człowiek z siebie wydala pod postacią potu.

 

btw. Przy spalaniu tłuszczu najważniejsza jest systematyczność

Zdecydowanie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Aha, jeszcze jedno. Czy mogłabyś powiedzieć, cogito, co dokładnie działo się z Twoim kuzynem? W jaki dokładnie sposób zaszkodził mu napój?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Skłaniając ludzi do myślenia w szybkim tempie, można ich zachęcić do podejmowania ryzyka. Amerykańscy psycholodzy uważają, że współczesne filmy o wartkiej akcji czy migające światła w kasynie wywierają na nas taki właśnie wpływ.
      W ramach wcześniejszych badań prof. Emily Pronin z Princeton University wykazała, że można zmienić tempo myślenia i że myślenie w żywszym tempie wprowadza ludzi w dobry nastrój. Wiedząc to, Amerykanka zastanawiała się, czy myśląc szybko, jesteśmy bardziej skłonni podejmować ryzyko. Stąd pomysł na 2 eksperymenty.
      W 1. uczestnicy odczytywali na głos stwierdzenia wyświetlane na ekranie komputera. Prędkość wyświetlania można było kontrolować i czasem była ona 2-krotnie większa od zwykłego tempa czytania, a czasem 2-krotnie mniejsza. Później ochotnicy mieli nadmuchać serię wirtualnych balonów. Każde dmuchnięcie dodawało do banku kolejne 5 centów, jednocześnie zwiększało się jednak ryzyko pęknięcia. Jeśli dana osoba przestawała dmuchać przed pęknięciem, zachowywała zebrane pieniądze. Jeśli nie, ulatniały się one razem z powietrzem z pękniętego balonu. Okazało się, że osoby, które zmuszono do czytania z prędkością większą od przeciętnej, dmuchały dłużej niż reszta i z większym prawdopodobieństwem traciły pieniądze.
      W drugim eksperymencie badani oglądali 3 filmiki wideo. Każdy przedstawiał neutralne sceny - np. wodospady, iguany czy miasta - ale zróżnicowano je ze względu na średnią długość ujęcia. Tempo było więc bardzo duże (jak w klipach muzycznych), średnie (jak w typowym filmie hollywoodzkim) albo plasowało się między nimi. Po obejrzeniu nagrań uczestnicy studium wypełniali kwestionariusz z pytaniami dotyczącymi prawdopodobieństwa angażowania się w najbliższym półroczu w ryzykowne zachowania, np. seks bez zabezpieczeń. I tym razem stwierdzono, że im większe tempo filmu i myślenia, tym większa skłonność do podejmowania ryzyka.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Nevada jest pierwszym stanem w USA, który uchwalił przepisy określające warunki, jakie muszą spełniać automatyczne samochody. Stanowi prawodawcy zdają sobie sprawę, że upłynie wiele lat, zanim tego typu pojazdy trafią na drogi, jednak chcą być przygotowani na tę chwilę.
      Nowe przepisy przewidują, że firmy, które chcą testować na terenie stanu takie samochody muszą wnieść zabezpieczenie w wysokości 1-3 milionów dolarów, szczegółowo opisać plan testów, zdradzić ich lokalizację oraz dostarczyć władzom stanowym wszystkie dane uzyskane podczas prób. Podczas testów w samochodzie muszą przebywać dwie osoby, które powinny mieć możliwość przejęcia kontroli nad samochodem.
      Gdy już automatyczne samochody trafią do rąk klientów, osoby nimi operujące będą musiały posiadać specjalne prawo jazdy, a samochód musi zawierać czarną skrzynkę zbierającą wszelkie dane na temat podróży.
      Przyjęcie nowych przepisów to efekt nacisków m.in. Google’a, który pracuje nad autonomicznymi samochodami. Podobne prace prowadzi m.in. GM, którego Chevrolet Tahoe „Boss“ samodzielnie przejechał 100 kilometrów w ruchu miejskim.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Liczne badania wykazały, że używanie przez kierowców telefonów komórkowych w czasie jazdy znacznie zwiększa ryzyko wypadku. Sama rozmowa oznacza 4-krotnie większe prawdopodobieństwo kolizji, a wysyłanie SMS-ów zwiększa je aż 23 razy.
      Proponowane są usługi i aplikacje mające na celu zmniejszenie niebezpieczeństwa. Wszystkie one mają jednak pewną poważną wadę. Działają wówczas, gdy wykryją, iż telefon znajduje się w poruszającym się pojeździe. A to oznacza, że np. zablokowane mogą zostać również telefony pasażerów.
      Naukowcy z Rutgers University oraz Stevens Institute of Technology pracują nad rozwiązaniem, dzięki któremu możliwe będzie blokowanie tylko telefonu kierowcy, a pasażerowie będą mogli swobodnie korzystać ze swoich urządzeń. Uczeni wpadli na pomysł by skomunikować telefon za pomocą technologii Blutooth z systemem stereo w samochodzie. Stereo wysyła niesłyszalne dla ludzkiego ucha dźwięki, które są odbierane przez mikrofon telefonu. Specjalny algorytm wylicza pozycję telefonu w samochodzie, stwierdzając dzięki temu, czy jest on używany przez kierowcę, czy pasażera.
      Wokół tej technologii budowana jest też cała gama aplikacji pomocniczych. Powstaje na przykład program, który informuje osoby z listy kontaktów kierowcy o tym, że właśnie prowadzi on pojazd. Daje im też możliwość stwierdzenia, że rozmowa jest bardzo pilna i mimo to chcą nawiązać połączenie. Inny pomysł to połączenie systemu wykrywania pozycji telefonu z kalendarzem, dzięki czemu, jeśli w kalendarzu mamy zapisane jakieś spotkanie, na które właśnie jedziemy, będziemy mogli łatwo powiadomić uczestników spotkania, że się spóźnimy. Kierowca powinien mieć możliwość nawiązania połączenia za pomocą jednego przycisku. Bez konieczności wyszukiwania w menu kontaktów - mówi Marco Gruteser.
      Prototypowy system został zaprezentowany w laboratorium w ubiegłym roku, teraz jednak znacznie go udoskonalono. Przede wszystkim został już wbudowany w telefony, zintegrowano go z różnymi aplikacjami, a naukowcy pracują nad uproszczeniem algorytmu tak, by wykrywał położenie telefonu w samochodzie w ciągu 3-4 sekund zamiast obecnych 7-8 sekund.
      Gruteser mówi, że największym minusem systemu jest to, iż bazuje on na technologii Bluetooh. Jest ona niedostępna w znakomitej większości starszych modeli samochodów, a i nie wszystkie nowe są w nią wyposażone. Ponadto różne wymiary kabin samochodowych i różna konfiguracja głośników powodują, że wykrywanie nie działa idealnie. Obecnie system potrafi wykryć kierowcę z 90-procentową dokładnością.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Czemu starsi kierowcy powodują wypadki głównie na skrzyżowaniach? Psycholodzy twierdzą, że mamy do czynienia nie tylko z pogorszeniem wzroku czy wydłużeniem czasu reakcji, ale i ze złymi przyzwyczajeniami, które - co pocieszające - można wyeliminować dzięki programowi treningowemu.
      Alexander Pollatsek, który sam jest kierowcą po siedemdziesiątce, podkreśla, że duży odsetek przypadków niezachowywania dostatecznej ostrożności na skrzyżowaniu jest raczej wynikiem strategii czy nastawienia, a nie problemów z mózgiem. To problem z oprogramowaniem, a nie sprzętem. Bojąc się, że na kogoś najadą, starsi kierowcy skupiają się na samochodzie z przodu. Niestety, ta strategia nie przydaje się na skrzyżowaniu, ponieważ najczęściej zdarzają się tu uderzenia z boku. Nie wystarczy patrzeć przed siebie, trzeba też przeskanować "flanki".
      Pollatsek przeanalizował ze współpracownikami wyniki dwóch wcześniejszych studiów. W ramach pierwszego porównywano starszych kierowców powyżej 70. r.ż. z młodszymi doświadczonymi kierowcami w wieku 25-55 lat. Badani jeździli prawdziwym samochodem, jednak pokonywana przez nich trasa była wyświetlaną symulacją. Kierowcy zbliżali się do 3 typów skrzyżowania i mieli skręcić. W przypadku pierwszego wzdłuż głównej ulicy przebiegało wzniesienie. Gdyby nadjeżdżał drugi samochód, przez dłuższy czas nie byłoby go widać. W przypadku dwóch pozostałych skrzyżowań - bez względu na to, czy skręcało się z ulicy podporządkowanej w główną, czy z głównej w boczną - widok zasłaniały drzewa. Problem sprawiały też łuki drogi. Okazało się, że starsze osoby rzadziej i krócej patrzyły na krytyczny obszar, skąd mógł się wyłonić inny pojazd.
      W drugim studium oceniano skuteczność programu treningowego. Starszych kierowców rozlosowano do 3 grup. Nagrywano ich podczas jazdy samochodem z domu do samodzielnie wybranego celu. Zadanie jednej z grup (kontrolnej) się na tym kończyło, jednak dwie pozostałe przeszły trening: bierny lub aktywny. Grupa pasywna wysłuchała 30-40-min wykładu na temat niebezpieczeństw czyhających na skrzyżowaniach i prawidłowych sposobów ich pokonywania. Grupa z aktywnym nauczaniem obejrzała nagranie własnej jazdy. Wskazywano popełnione błędy, choć psycholodzy ujawnili, że w większości przypadków nie było to konieczne, bo ludzie sami wcześniej dostrzegali swoje uchybienia. Potem przychodził czas na ćwiczenie w symulatorze prawidłowego skanowania wzrokiem i skręcania oraz wykład - taki sam jak w grupie z biernym treningiem. Przy ponownym teście grupy kontrolna i z pasywnym treningiem nadal jeździły źle, lecz przedstawiciele 3. zaczęli prowadzić jak młodsi kierowcy (a wzrok ani tempo reagowania nie uległy przecież nagłej poprawie). Po roku nadal było widać efekty uczenia.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Poruszając się z prędkością 2 m/s, czyli 7,19 km/h, ludzie wolą biec niż iść. Doktorzy Gregory Sawicki i Dominic Farris z Uniwersytetu Północnej Karoliny uważają, że dzieje się tak, gdyż przy takiej szybkości podczas biegu lepiej wykorzystujemy kluczowy mięsień łydki.
      Naukowcy, których artykuł ukazał się w Proceedings of the National Academy of Sciences (PNAS), posłużyli się ultrasonografią, filmowaniem ruchu szybką kamerą oraz bieżnią mierzącą nacisk. W ten sposób mierzyli zachowanie mięśni łydki podczas biegu i chodzenia.
      Niewielka głowica ultrasonograficzna przymocowywana z tyłu nogi pokazywała w czasie rzeczywistym, jak mięsień dostosowuje się do chodu i biegu z różną prędkością. Szybkie zdjęcia zademonstrowały, że głowa przyśrodkowa mięśnia brzuchatego działa jak sprzęgło uruchamiające się szybko po rozpoczęciu chodzenia. Mięsień brzuchaty przytrzymuje jak linka jeden z końców ścięgna Achillesa, gdy przekazywana jest do niego energia do rozciągania. Później do gry włącza się samo ścięgno, które podczas odrzutu uwalnia zmagazynowaną energię, wspomagając w ten sposób ruch.
      Studium ujawniło, że gdy mięsień coraz szybciej zmienia swoją długość, dostarcza coraz mniej mocy, co oznacza obniżenie ogólnej wydajności. Kiedy jednak ludzie zaczynają biec z prędkością ok. 2 m/s, mięśnie zwalniają: zmiana długości zachodzi wolniej, zapewniając większą moc przy słabszej pracy.
      Techniki ultrasonograficzne pozwalają oddzielić od siebie ruchy poszczególnych mięśni podudzia. Dotąd nie były, niestety, wykorzystywane w takim kontekście - podkreśla Farris. Badanie wyjaśnia, czemu superszybki chód jest ograniczony właściwie do olimpiad i innych zmagań sportowych. Mięśnie pracują zbyt nieefektywnie, dlatego ciało przestawia się na bieg. Rosną wtedy skuteczność zarządzania energią i wygoda.
      W miarę jak idziemy coraz szybciej, miesień nie jest w stanie dopasować się do prędkości ruchu. Kiedy jednak dokonuje się przejście od chodu do biegu, ten sam mięsień staje się niemal statyczny i nie musi zmieniać swojego zachowania w znacznym stopniu, gdy biegacz coraz bardziej się rozpędza (choć nie testowaliśmy go podczas sprintów) - wyjaśnia Sawicki.
       
       
×
×
  • Create New...