Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Myśli o własnej śmierci mogą wywoływać przejadanie – zauważył amerykańsko-holenderski zespół naukowców (Journal of Consumer Research).

Naomi Mandel z Uniwersytetu Stanowego Arizony i Dirk Smeesters z Uniwersytetu Erazma w Rotterdamie poprosili grupę ochotników z USA i Holandii, by napisali esej o uczuciach związanych albo z własną śmiercią, albo z bolesnym zabiegiem medycznym. Ci, którzy pisali o śmierci, chcieli kupić więcej zdrowych i niezdrowych pokarmów oraz zjadali więcej ciasteczek niż osoby z grupy kontrolnej.

Konsumenci, zwłaszcza ci z niższą samooceną, mogą być bardziej podatni na przejadanie się, gdy podczas oglądania telewizyjnych wiadomości lub w ulubionym kryminalnym show ujrzą obrazy przedstawiające śmierć – uważa Mandel.

Psycholodzy sądzą, że ludzie z niską samooceną, którzy reagują w ten sposób, mogą wykazywać większą samoświadomość. Przypominanie im o nieuniknionej śmiertelności sprawia, że czują się niekomfortowo, rozważając, co zrobili ze swoim życiem i czy udało im się pozostawić po sobie jakiś znaczący ślad.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Psycholodzy sądzą, że ludzie z niską samooceną, którzy reagują w ten sposób, mogą wykazywać większą samoświadomość. Przypominanie im o nieuniknionej śmiertelności sprawia, że czują się niekomfortowo, rozważając, co zrobili ze swoim życiem i czy udało im się pozostawić po sobie jakiś znaczący ślad.

Jaki to ma związek z przejadaniem się? Czy pod hasłem "znaczący ślad" mamy w tej sytuacji rozumieć większe gabaryty ciała? Wniosek jest według mnie bardzo niezrozumiały, a być może nawet niepoprawny.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja uważam, że jest "niepoprawny". Chyba parę linijek wcięło.

A jak w tych linijkach nie byłoby tego co potrzebne do zrozumienia, to może to wcale nie jest wniosek, tylko autor dorzucił do tego kontekstu jakieś swoje myśli.

Ale nie możemy powiedzieć, że skłamał :)

Tak poza konkursem, to z psychologią to nigdy nic nie wiadomo ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

...zypominanie im o nieuniknionej śmiertelności sprawia, że czują się niekomfortowo, rozważając, co zrobili ze swoim życiem i czy udało im się pozostawić po sobie jakiś znaczący ślad.

Czy poprawnym wnioskiem będzie: unikać tematu, bo jeszcze ktoś się źle poczuje i stracimy atmosferę rozmowy?

Jeśli się to zrobi: będzie to jak_najbardziej niegrzeczność w najgorszym wydaniu z możliwych.

Sokrates powiedział mniej więcej: "Jak zaczynamy mówić o prawdzie to zapominamy nawet o kobietach".(nie znalazłem na wikicytatach, ale chyba tak to szło, i chyba Niego)

 

Na marginesie. Ale ja jestem sprytny, więc o prawdzie będę rozmawiał z kobietą.

Będę miał i prawdę i kobietę :) Trochę przesadziłem, powinno być ..chciałbym.. :-X

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest tymeknafali
Myśli o własnej śmierci mogą wywoływać przejadanie – zauważył amerykańsko-holenderski zespół naukowców (Journal of Consumer Research).

A widziałeś kiedyś szczupłe EMO? Bo ja nie ;) Faktycznie przyjrzyjcie się, jak zobaczycie takowego/takową na ulicy, to na zdrowych i wysportowanych nie wyglądają. A to się bierze z nihilizmu życiowego, który zaczyna nimi kierować, brak chęci do życia, a brak ruchu pogłębia depresję. Takie samonapędzające się kółko.

Będę miał i prawdę i kobietę :) Trochę przesadziłem, powinno być ..chciałbym.. :-X

To weź się do roboty, a nie gadasz o tym ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

A to się bierze z nihilizmu życiowego, który zaczyna nimi kierować, brak chęci do życia, a brak ruchu pogłębia depresję. Takie samonapędzające się kółko.

Jak zawsze tymku :) coś Ci przygadam:

Błąd jest w samych założeniach, niektórzy(np. Zakładnik(Collateral)-2004) mówią(Cruise) wtedy: Ludzie mówią co będą robić za 10 lat, a nie wiedzą co będą 'myśleć' za 10 minut.

Moja konkluzja: Być zdecydowanym na cokolwiek to życiowy błąd.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To po co w ogóle żyć, jeśli się nie ma najmniejszego pomysłu na spędzenie czasu? To też jest jakaś forma bycia zdecydowanym.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czasami można BY wyznaczyć sobie dotarcie do jakiegoś celu..

:)

ale wcześniej trzeba być pewnym: "Czy warto?" .. i to bez względu na możliwe okoliczności..

 

W zasadzie to ja tylko wyrażałem(dosyć nieudolnie): "zawsze dajmy sobie szansę na alternatywę" (to, szczególnie, wobec wspomnianych EMO).

No!, ale ideał gentelmen'a.. podróżnika.. etc. - z założenia, taki, daje sobie alternatywę(nie zawsze udolnie).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Muszę się poćwiczyć w szybkim i skutecznym wyrażaniu(ale z tego co pamiętam: "zaraz wracam").

:)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest tymeknafali

Macu.... znowu piszesz niezrozumiale jak cholera. Nie pisz mi filmami, nie będę oglądał jakiegoś filmu by zrozumieć wypowiedź. Też mógłbym walić jakimiś cytatami, ale jak już to robić, to:

1. żeby one faktycznie pasowały,

2. były objaśnione

3. logicznie w zdanie wkomponowane.

PRROOOSZĘ!!!!! :)

A to co piszę... jejku sprawdź po prostu jak się ma zależność ruchu do szczęścia. Ja napisałem coś co jest po prostu faktem, myślenie o śmierci prowadzi cię w nihilizm, a brak ruchu (pracy) = chorowitość, popadanie w beznadziejność (wynik braku działania, rodzi się poczucie bycia niepotrzebnym). Macu o tym wiedzieli kilka set lat temu (wystarczy przeczytać, albo wiedzieć o czym jest "Nad Niemnem" E. Orzeszkowej. Tak samo jest w przypadku braku słońca, i nie powiesz mi że nie, bo:

1. najwięcej ludzi zapada na depresje w okresie jesienno zimowym,

2. wysyłają ludzi na biegun do stacji meteorologicznych, nie dłużej niż na pół roku, a dla czego, bo po 6 miesiącach bez słońca ci ludzie fiksują, a nawet zaczynają mieć omamy, poza tym kolejnym przykładem są kraje Skandynawskie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

2. wysyłają ludzi na biegun do stacji meteorologicznych, nie dłużej niż na pół roku, a dla czego, bo po 6 miesiącach bez słońca ci ludzie fiksują, a nawet zaczynają mieć omamy, poza tym kolejnym przykładem są kraje Skandynawskie.

:) ..niektórych agentów wysyła się na biegun, jak coś popsują..

"Zaraz wracam"- to nie jest najbardziej typowy tekst dla filmów z Bondem .. mi chyba nigdy się nie zapomni.

 

OK, popracuję nad "kontekstem"(trochę mnie to będzie irytować, ale postaram się nie naginać tej reguły ;) ).

Share this post


Link to post
Share on other sites
Psycholodzy sądzą, że ludzie z niską samooceną, którzy reagują w ten sposób, mogą wykazywać większą samoświadomość. Przypominanie im o nieuniknionej śmiertelności sprawia, że czują się niekomfortowo, rozważając, co zrobili ze swoim życiem i czy udało im się pozostawić po sobie jakiś znaczący ślad.

 

Pierwsza suma po życiu zachodzi ok. 40 lat i jednych rajcuje innych zabija (siwieją) 8)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest tymeknafali

Dziękuje Macu, staraj się :)

Pierwsza suma po życiu zachodzi ok. 40 lat i jednych rajcuje innych zabija (siwieją)

A Ja myślałem że siwiejesz poprzez nerwowe życie, jakieś gwałtowne zdarzenie... wiesz pierwsza suma może zajść już wiele wcześniej, np. podczas dramatycznego wydarzenia lub choroby, lub czegoś innego, lub po prostu najzwyklejszych przemyśleń. Można spotkać i takich u których nigdy coś takiego nie zachodzi, pomimo że są niegodziwi przez całe życie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jest tym samym, czym jeden dzień na Antarktydzie przy całym roku w niezbyt ciepłej Polsce.

 

Równie łatwo możnaby wysunąć teraz hipotezę, że długotrwały, stosunkowo łagodny stres jest łatwy do pokonania, bo organizm uczy się z nim żyć. Jednorazowe traumatyczne wydarzenie (w wieku ok. 40 lat jest to często np. rozwód albo śmierć rodzica) może w krótkiej chwili zburzyć całą strukturę naszego świata, przez co rzeczywiście zdarza się ludziom "osiwieć w parę dni".

Share this post


Link to post
Share on other sites
stosunkowo łagodny stres jest łatwy do pokonania, bo organizm uczy się z nim żyć.

 

Chciałeś napisać zakaceptowania , albo pogodzenia się co oznacza systematatyczne wyczerpanie  a przy wielu takich stresach trwanie w otępieniu z bólu którego nawet nie zauważamy bo jest wielobólem egzystencji (trwania). 8)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie, nie chciałem napisać "zaakceptowania". Wiem lepiej od ciebie, co chciałem napisać. Natomiast długotrwały stres potrafi wspaniale hartować ludzi - popatrz na ludzi, którzy przeszli wojny, a dziś tryskają energią. Gdyby długotrwały stres był tak bardzo niszczący, a adaptacja do takiego stanu była niemożliwa, już dawno by nie żyli.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Inaczej: stres uniemożliwia normalne myślenie, więc trzeba nauczyć się na nowo samego siebie.

A ta nauka aktywuje nam myślenie "w poszukiwaniu argumentów", których szuka się cały czas i na okrągło -> nie potrzeba już piwa. ::)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Gdyby długotrwały stres był tak bardzo niszczący,

 

Popatrz na ludzi na naszej klasie siwi trzydziestolatkowie - czterdziestolatkowie z zapadłymi policzkami. 8)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Gdyby długotrwały stres był tak bardzo niszczący,

Popatrz na ludzi na naszej klasie siwi trzydziestolatkowie - czterdziestolatkowie z zapadłymi policzkami. 8)

Raczej długotrwały a nie sporadyczny stres.

Czy sporadyczny stres działa gorzej niż długotrwały? Nie ma wtedy "adaptacji", więc raczej jest gorszy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niekoniecznie. Swoistym rodzajem sporadycznego stresu jest także np. aktywność fizyczna - z punktu widzenia fizjologii zachowanie organizmu jest niezwykle podobne do reakcji na stresującą sytuację. Stawiałbym na dokładnie odwrotną wersję zdarzeń (choć jest to tylko spekulacja - warto by było to zbadać).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciekawe czy ktoś z badaczy uwzględnił zmienną pośrednią, czyli ile energii zużywa mózg każdego z uczestników badań do napisania eseju na temat śmierci:) a to duży wysiłek napisać coś od siebie :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      "Ptaki" Hitchcocka dawno już stały się klasyką kina, ale dopiero teraz udało się wyjaśnić, czemu w 1961 r. mewy dokonywały samobójczych lotów na okna domów w kalifornijskiej zatoce Monterey (podobno te właśnie zdarzenia w dużej mierze zainspirowały reżysera).
      Osiemnastego sierpnia 1961 r. w jednej z kalifornijskich gazet alarmowano, że tysiące oszalałych burzyków szarych bombardują brzegi północnej części zatoki Monterey, zwracając przy tym sardele. Hitchcock widział jeden z takich incydentów, który zadziałał na jego żywą wyobraźnię.
      Wg biologów z Uniwersytetu Stanowego Luizjany, ptaki uległy zatruciu. Naukowcy, których artykuł ukazał się w piśmie Nature Geoscience, przeprowadzili sekcje padłych przed półwieczem mew, burzyków i żółwi. Badali zawartość żołądków tych zwierząt. Stwierdzono duże ilości kwasu domoikowego - neurotoksyny uszkadzającej struktury ośrodkowego układu nerwowego. Ponieważ aminokwas ten jest produkowany przez morskie mięczaki i okrzemki, kumuluje się w organizmach m.in. sardeli i kałamarnic, którymi żywią się ptaki morskie. Uszkadzając mózg (a zwłaszcza hipokampa), kwas domoikowy może w skrajnych przypadkach doprowadzać do dezorientacji. Niekiedy zatrucie kończy się też śmiercią.
      Jak wylicza Sibel Bargu, kwas domoikowy wykryto w 79% planktonu zjedzonego przez sardele i kałamarnice. W krótkim czasie neurotoksyna mogła zostać na tyle skoncentrowana, by uśmiercić stworzenia z kolejnych szczebli łańcucha pokarmowego. Pani Bargu podkreśla, że choć już wcześniej wspominano o zatruciu ptaków, dotąd nie udawało się zdobyć na to dowodów. My pokazaliśmy próbki planktonu z zatrucia z 1961 r. [na co dzień są one przechowywane w Scripps Institution of Oceanography], w których znalazły się wytwarzające neurotoksynę okrzemki Pseudo-nitzschia [...].
      W 1991 r. na tym samym obszarze podobnemu zatruciu uległy pelikany brunatne. W żołądkach stanowiących podstawę ich diety ryb odkryto duże ilości okrzemek Pseudo-nitzschia i kwasu domoikowego. Uprawdopodobniało to hipotezę, że ten sam los spotkał 30 lat wcześniej burzyki, mewy i innych nieszczęśników.
      Poszukując bezpośredniej przyczyny zakwitów, naukowcy dywagują, że może chodzić o pestycydy, niewykluczone też, że na przeżywającym budowlany boom terenie doszło (i dochodzi) do wycieku z szamb.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Sama obecność drapieżnika powoduje stres, który może zabić ważkę. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy drapieżnik nie jest w stanie dostać się do ofiary i jej zjeść.
      Sposób, w jaki ofiara reaguje na strach przed byciem zjedzoną, jest ważnym tematem w ekologii. W miarę jak dowiadujemy się coraz więcej o zwierzęcych reakcjach na stresujące warunki - bez względu na to, czy chodzi o obecność drapieżnika, czy strach spowodowany inną przyczyną naturalną lub działaniem człowieka - coraz bardziej zdajemy sobie sprawę, że stres zwiększa ryzyko zgonu, np. z powodu infekcji, które normalnie nie byłyby śmiertelne - opowiada prof. Locke Rowe z Uniwersytetu w Toronto.
      Rowe, prof. Marie-Josée Fortin i dr Shannon McCauley hodowali w akwariach larwy ważek Leucorrhinia intacta oraz polujące na nie zwierzęta. Drapieżniki i ofiary były od siebie oddzielone, tak więc larwy widziały i czuły zapach drapieżników, ale drapieżniki nie mogły się do nich dostać.
      Biolodzy zauważyli, że dzieląc habitat z drapieżnikami (rybami lub wodnymi owadami), większość L. intacta umierała. Wskaźnik przeżywalności larw mających kontakt z potencjalnymi "oprawcami" był 2,5-4,3 razy niższy niż w grupie kontrolnej.
      W drugim eksperymencie obumarło 11% larw próbujących przeobrazić się w postać dorosłą (imago). Wśród larw żyjących w akwarium bez ryb dotyczyło to tylko 2% populacji.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Kanadyjczycy odkryli nową funkcję dobrze znanego enzymu, która pozwala uchronić organizm osoby z niedokrwistością przed uszkodzeniami narządów, a nawet śmiercią. Dr Greg Hare ze Szpitala św. Michała w Toronto podkreśla, że spostrzeżenia dotyczące neuronalnej syntazy tlenku azotu (oznaczanej jako nNOS lub NOS1) są niezmiernie ważne, ponieważ na świecie aż 1 osoba na 4 ma anemię.
      Anemia to niższa od normy wartość hemoglobiny lub erytrocytów. Przypomnijmy, że erytrocyty przenoszą tlen. Jest to możliwe dzięki hemoglobinie, która nietrwale wiąże się z tlenem.
      Enzym nNOS występuje w komórkach nerwowych. Wytwarza tlenek azotu(II), który w ośrodkowym układzie nerwowym jest neuromodulatorem (wpływa np. na pamięć), a ośrodkowym układzie nerwowym działa jak neuroprzekaźnik. Od jakiegoś czasu wiadomo, że ekspresja nNOS zwiększa się w wyniku lokalnego niedokrwienia i hipoksji, jednak dopiero teraz zespół Hare'a odkrył, że gdy pacjent ma niedokrwistość, nNOS zwiększa zdolność organizmu do reagowania/przystosowywania się do niskiego poziomu tlenu i sprawia, że życiodajny gaz jest skuteczniej dostarczany do tkanek.
      Kanadyjczycy zauważyli, że u anemicznych myszy stężenie nNOS wzrasta, a gdy zwierzęta pozbawi się tej izoformy syntazy, umierają przedwcześnie z wyższym poziomem hemoglobiny.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ostatnie eksperymenty na szczurach wykazały, że wystąpienie tzw. fali śmierci – wolnej fali o dużej amplitudzie – wcale nie musi wskazywać na śmierć neuronów mózgu i nie oznacza, że procesy, które zaszły, są nieodwracalne. Zespół Michela van Puttena z Universiteit Twente dekapitował gryzonie. Minutę później pojawiało się trwające ok. 5-15 s wyładowanie (PLoS ONE).
      Naukowcy zaprezentowali model obliczeniowy pojedynczego neuronu, a także wewnątrz- i zewnątrzkomórkowego stężenia jonów. Obserwowana fala była powodowana przez oscylacje potencjału błonowego. Występują one po ustaniu działania pomp sodowo-potasowych, co prowadzi do nadmiaru zewnątrzkomórkowego potasu. Oscylacje można opisać za pomocą równań Hodgkina-Huxleya dla kanałów sodowych oraz potasowych. W połączeniu z działaniem filtra górnoprzepustowego, który tłumi część widma sygnału powyżej swojej częstotliwości odcięcia (jego rola polega na usunięciu z sygnału EEG zakłóceń z sieci zasilającej/urządzeń zewnętrznych oraz powstałych na granicy skóra-elektroda-elektrolit), nagła depolaryzacja błony daje w elektroencefalogramie zapis w postaci fali śmierci. W rzeczywistości ta fala nie wskazuje na śmierć ani neuronów, ani jednostki.
      Parę miesięcy przed van Puttenem Anton Coenen z Radboud Universiteit Nijmegen i jego zespół zastanawiali się, czy odbieranie życia szczurom laboratoryjnym przez dekapitację jest etyczne, czy nie: czy zwierzęta szybko tracą przytomność, czy też cierpią. Akademicy pozbawiali głowy przytomne i znieczulone zwierzęta i w tym czasie wykonywali im EEG. U obu grup szczurów zapis EEG stawał się płaski po ok. 17 s od dekapitacji. Aktywność mózgu zmieniała się w ten sposób, że w ciągu 3,7 s gryzonie musiały najprawdopodobniej tracić przytomność. Minutę po zabiegu pojawiała się fala śmierci, którą Holendrzy uznali za przejaw ostatecznego zaniku potencjału błonowego i nieodwracalnej śmierci mózgu. W badaniach van Puttena także wystąpiła fala śmierci, ale neurolog nie zgodził się z interpretacją poprzedników. Wg niego, fala śmierci nie jest jeszcze punktem, od którego nie ma odwrotu. Nawet po fali śmierci komórki nerwowe mogą, przynajmniej teoretycznie, przyjść do siebie, jeśli przywrócone zostaną dostawy tlenu i glukozy. Ekipa van Puttena powołała się w tym miejscu m.in. na badania z 2002 r., które dowiodły, że neurony z obszarów podkorowych, pobrane od osoby uznanej kilka godzin wcześniej za zmarłą, żyją w laboratoryjnych hodowlach tkankowych przez wiele tygodni (artykuł Verwera, Dubelaara i innych ukazał się w piśmie Journal of Cellular and Molecular Medicine), a także na raport z pisma Stroke z 1981 r., którego autorzy zaobserwowali u szczurów powrót aktywności elektrycznej neuronów po 10-min niedokrwieniu.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Obfite i wydłużające się opady śniegu w Arktyce mogą doprowadzić do powstania warunków sprzyjających szybkiemu rozwojowi grzybów, które doprowadzą do obumarcia tutejszych roślin (Nature Climate Change).
      Wyniki badań brytyjsko-szwedzko-fińskiego zespołu potwierdziły, że śnieg rzeczywiście stanowi rodzaj zabezpieczającej przed mrozem otuliny, lecz jednocześnie w pewnych okolicznościach obfite i długie opady białego puchu sprzyjają szybkiemu nadmiernemu wzrostowi pewnych szczepów zabójczych grzybów. W ten sposób mogą zniknąć wszechobecne dotąd rośliny, a ich miejsce zajmą z czasem inne. Nie jest to jednak wyłącznie kwestia zwykłego przekształcenia procentowego składu flory, ponieważ w praktyce oznacza to zmianę łańcucha pokarmowego dla owadów, nornic, lemingów i polujących na nie drapieżników.
      Byliśmy zaskoczeni, widząc, że skrajnie wytrzymała wegetacja tundry została zabita przez atak grzybów - podkreśla dr Robert Baxter z Durham University. W pierwszych kilku latach, tak jak się tego spodziewaliśmy, izolujący wpływ śniegu pomógł wegetacji we wzroście, jednak po 6 latach został osiągnięty punkt krytyczny, przy którym grzyby rozprzestrzeniały się z dużą prędkości i niszczyły rośliny. Naukowcy chcą przez dłuższy czas obserwować cykle rozwojowe roślin i grzybów, by sprawdzić, czy mamy do czynienia z powtarzającym się i coraz bardziej destrukcyjnym zjawiskiem.
      Zespół porównywał wpływ zwykłych i nasilonych opadów śniegu na roślinność Arktyki. By utrzymać warunki zwiększonego opadu, zastosowano płoty śnieżne. Okazało się, że workowiec Arwidssonia empetri rozrastał się mocno pod grubszą okrywą śnieżną, zabijając większość pędów dominującego gatunku roślinnego w badanej okolicy: bażyny czarnej obupłciowej (Empetrum hermaphroditum). Do odkrycia w ogóle by nie doszło, gdyby nie decyzja naukowców, by kontynuować eksperyment dłużej niż początkowo planowano.
      Podjęliśmy się sprawdzenia wpływu zmiany klimatu i potencjalnego wzrostu opadów, także śniegu, na rośliny i procesy oddziałujące na wzrost, rozkład i składniki odżywcze gleby - wyjaśnia Johan Olofsson z z Uniwersytetu w Umeå. W czasie 7-letniego eksperymentu przez pięć lat śnieg działał jak ogrzewający koc. W 6. roku grzyb się szybko rozprzestrzenił, zmieniając wegetację z naturalnych zielonych płuc w źródło węgla.
×
×
  • Create New...