Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Wrocław: barokowe obrazy znalezione w klasztornej piwnicy zdobią prezbiterium kościoła św. Antoniego

Recommended Posts

W kościele św. Antoniego we Wrocławiu można zobaczyć część obrazów z cyklu "Cuda św. Antoniego" malarza barokowego Johanna Jacoba Eybelwiesera, ucznia słynnego Michaela Leopolda Willmanna. Po odzyskaniu w latach 90. kluczy do pomieszczeń piwnicznych obrazy zastawione regałami i niepotrzebnymi sprzętami odnalazł ojciec Joachim. Prace konserwatorskie rozpoczęły się w 2017 r. Kontynuowano je do końca 2020 r.

W oparciu o styl dzieł przypuszczano, że ich autorem może być osoba z otoczenia Willmanna, nazywanego m.in. śląskim Rembrandtem, Rubensem lub Rafaelem. Hipoteza ta potwierdziła się dopiero przy konserwacji ostatniego obrazu, na którym Eybelwieser pozostawił swoją sygnaturę.

Johann Jacob Eybelwieser urodził się w 1667(?) w Wiedniu(?) w rodzinie artystycznej Hansa Eybelwiesera. Osiadłszy we Wrocławiu, współpracował z Michaelem Willmannem. Jak podkreśla ojciec Jozafat Roman Gohly, nie wiemy do końca, jaką rolę w warsztacie Willmanna pełnił Eybelwieser. Widoczne jest jednak w jego pracach naśladownictwo Willmanna i charakterystyczna szkicowa maniera, którą starał się nieudolnie naśladować.

Warsztat Johanna Jacoba znajdował się na terenie parafii św. Macieja we Wrocławiu. Dziś jego prace można zobaczyć w katedrze świdnickiej, Oleśnicy Małej, Owczarach, Tyńcu nad Ślęzą, Gorzanowie, Lwówku Śląskim oraz, oczywiście, we Wrocławiu. Różne opracowania historyczne wskazują na współpracę Eybelwiesera z zakonami joannitów, augustianów, norbertanów, bonifratrów, dominikanów czy Krzyżowców z Czerwoną Gwiazdą. Cykl „Cuda św. Antoniego” rzuca zaś nowe światło na jego kontakty z franciszkanami.

Zagmatwane losy cyklu dzieł

W Archiwum Narodowym w Pradze znajduje się kronika wrocławskiego klasztoru franciszkanów pisana w latach 1750-56 (Archivum Conventus Wratislaviensis noviter descriptum Anno MDCCL). Z jednego z jej zapisów wynika, że w 1719 r. zakonnicy przyjęli darowizny na poczet zamówienia cyklu 11 scen z życia św. Antoniego Padewskiego. Malowidła miały zawisnąć w klasztornych krużgankach. W dalszej części kroniki napisano, że w latach 1720-22 jedenastu innych darczyńców ufundowało kolejne malowidła. Co ważne, pod nazwiskami darczyńców pojawiła się informacja, że za każdy z tych obrazów malarzowi Johannowi Eybelwieserowi zapłacono po 10 florenów.

Nie wiadomo, jaką dokładnie drogę pokonały obrazy, by ostatecznie znaleźć się w kościele św. Antoniego na Karłowicach. Na początku XVIII w., gdy powstawał cykl, klasztor franciszkanów znajdował się na ul. św. Antoniego. Franciszkanie opuścili go ok. 1793 r., a klasztor przekazano elżbietankom. Jak napisał w opracowaniu ojciec Jozafat Roman Gohly, po długim okresie sekularyzacji i likwidacji zakonów, franciszkanie wrócili do Wrocławia w 1889 r. jako spowiednicy katedralni i zamieszkali przy kościółku św. Idziego. Dopiero w 1894 r. rozpoczęto starania o zakup działki, a następnie budowę klasztoru i kościoła św. Antoniego na obecnych Karłowicach.

Zgodnie z relacjami najstarszych współbraci, obrazy były w klasztorze w latach 50. Za czasów PRL-u większa część klasztoru była przejęta przez władze, a w obiektach mieściło się m.in. liceum. Ostatecznie obrazy, które musiały cały czas znajdować się w pomieszczeniach piwnicznych, znalazł w latach 90. wspomniany na początku ojciec Joachim.

Co przedstawiają zachowane obrazy

Konserwacją 4 z 5 obrazów („Prezentacji św. Antoniego”, „Wskrzeszenia umarłego”, „Spowiedzi św. Antoniego” oraz „Kazania św. Antoniego”) zajęła się mgr Joanna Jędrzejak z Legnicy. Restaurację „Kazania w deszczu” prowadził zaś mgr Krzysztof Lis z Wrocławia. Do czasu konserwacji dzieła były przechowywane w pomieszczeniach klasztornych.

„Prezentacja św. Antoniego” przedstawia parę z dzieckiem. Późniejszy święty urodził się w Lizbonie, nieopodal kościoła Matki Bożej. Po lewej stronie na górze naszkicowano obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem. W części centralnej fragment Lizbony, z drogą prowadzącą do portu. Na dole łaciński napis „Nasceris Antoni prope Divae Virginis Aedem, Non procul a Domina servus abelle potest” oraz napis w języku staroniemieckim „Antonius wirdt nahe bey der Aller Seligsten Mutter, Gottes Kirchen zu Lisabona gobohren und auser zogen", głoszący „Antoni rodzi się nieopodal kościoła Matki Bożej w Lizbonie i jest wyniesiony na zewnątrz”.

Obraz „Kazanie w deszczu” nawiązuje do jednego z cudów św. Antoniego. Gdy Antoni przemawiał do ludzi, a ci zaczęli się rozchodzić, bo zbierało się na burzę, święty poprosił ich, by zostali, obiecując, że nic się nie stanie. Na jego słuchaczy nie spadła ani jedna kropla deszczu. Dlatego też widzimy przemawiającego Antoniego i zgromadzonych wokół ludzi, nad którymi niebo jest pogodne. Łaciński i niemiecki napis można przetłumaczyć jako „Niebo osuszało powietrzem obłok, kiedy Antoni przemawiał.

W prezbiterium po lewej stronie, najbliżej ołtarza głównego, franciszkanie powiesili obraz „Wskrzeszenie umarłego”. Jedna z wersji cudu mówi, że w ogrodzie Marcina, ojca Antoniego, znaleziono ciało zamordowanego człowieka. Marcin został więc posądzony o morderstwo. Św. Antoni w cudowny sposób przeniósł się do Portugalii i wskrzesił zmarłego. Ten nie potrafił wskazać mordercy, ale potwierdził, że to nie Marcin go zamordował. Tutaj tekst łaciński głosi "Liberat infontem distans, a morte Parentem; Res nova! dat vitam Filius iste Patri" „Wyzwala mimo odległości, od śmierci Rodzica (Ojca); Rzecz niesłychana! dając życie, Syn tego Ojca.”. W tekście niemieckim czytamy zaś: "Antonius kombt in einen augenblick auf Welschland in Portugal und hilft seinem Vatter im auserstem Nöthen durch erweckung eines Todten", co znaczy „Antoni pojawia się w mgnieniu oka w historycznej Portugalii i pomaga swojemu ojcu w pilnej potrzebie, przez wskrzeszenie umarłego”.

Naprzeciwko „Wskrzeszenia” zobaczymy „Spowiedź św. Antoniego”. W ostatnim roku życia (1231) św. Antoni wiele czasu spędził w roli spowiednika. W lewej części obrazu widzimy herb wskazujący, że fundatorem obrazu jest hrabia von Lestwitz herbu Nowina. Warto zwrócić uwagę na nietypową postać kobiety z dzieckiem na plecach. W kulturze europejskiej zwykle przedstawia się kobiety trzymające dziecko przed sobą. Tutaj zaś kobieta trzyma dziecko w sposób charakterystyczny dla kultury afrykańskiej. Ponadto kobieta jest bosa, co może być nawiązaniem do tradycji przychodzenia boso do grobu św. Antoniego. Zarówno napis łaciński, jak i niemiecki mówią o nawróceniu i odpuszczeniu grzechów.

Św. Antoni był Portugalczykiem, przemawiał po włosku, ale rozumieli go rozmaici ludzie. Widzimy to na obrazie „Kazanie św. Antoniego”, gdzie wśród zgromadzonych znajdują się osoby ubogie i bogate, a także ludzie reprezentujący różne stany, kontynenty i narody. To, co mówi święty, jest zrozumiałe dla każdego. Napisy „Natali linguae dialecto noscitur omnis; Hic de qua patria venit civitate viaque” i „Antonius predigt und wird in unterschiedlichen; Sprachen von allen Völkern verstanden” odnoszą się właśnie do rozumienia słów Antoniego przez wszystkich ludzi.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Odnaleziono kolejny fragment barokowej fontanny z Neptunem, która niegdyś zdobiła plac Nowy Targ we Wrocławiu. Okazało się, że jedna z czterech muszli - trzymanych oryginalnie przez syreny i trytony - pełniła funkcję ozdoby w ogródku mieszkanki Wielowsi Średniej.
      Jak podaje serwis Wroclaw.pl, na muszlę natrafiła dziennikarka Radia Wrocław. Przeprowadzała wywiad z mieszkańcami podsycowskiej miejscowości i to oni skierowali ją w konkretne miejsce.
      Siedemnastego stycznia br. niemal kompletny element został przewieziony do Wrocławia.
      Wratislavianista dr Tomasz Sielicki – który wpadł na trop fontanny – przypomina, że w zeszłym roku odnaleziono rzeźbę Neptuna [korpus z prawie całą lewą nogą; górna część sięga linii żuchwy], jedną z muszli, jedną ze ślimacznic, kapitel z resztkami delfinów, głowę delfina oraz dolną partię syreny bądź trytona.
      Wiosną poszukiwania będą kontynuowane. Choć priorytetem jest odnalezienie głowy Neptuna, inne elementy są również na wagę złota, bo pomogą w ewentualnym odtworzeniu fontanny. Dr Sielicki szacuje, że dotąd odnaleziono ok. 50% całości.
      Wszystkie zebrane części oddano w depozyt do Muzeum Miejskiego Wrocławia. W pracowni kamieniarskiej na Starym Cmentarzu Żydowskim czekają na stabilne dodatnie temperatury; wtedy zostaną oczyszczone.
      Mówiąc o przyszłości, dr Sielicki wspomina o 2 ewentualnych scenariuszach. Pozostałości fontanny można by gdzieś wyeksponować albo, co wymagałoby większych środków pieniężnych, pokusić się o odtworzenie zabytku. Wratislavianista uważa, że da się to zrobić dzięki wykorzystaniu odnalezionych elementów i odkuciu nowych na wzór historycznych. Sprawa dalszych losów zabytku pozostaje otwarta.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ukazała się kolejna, szósta już, książka z serii „Bioróżnorodność miasta Białegostoku”. Jej bohaterami są ssaki. Autorami wydawnictwa są prof. dr hab. Mirosław Ratkiewicz i mgr Piotr Rode z Wydziału Biologii Uniwersytetu w Białymstoku (UwB). W środku znajdziemy fotografie, tabele i mapy występowania poszczególnych gatunków.
      Wspólne życie i bezpieczna obserwacja
      W publikacji zamieszczono ogólne informacje o ssakach, oprócz tego autorzy przyjrzeli się [...] typom środowisk, w jakich bytują ssaki na terenie Białegostoku, wskazali też najważniejsze i najciekawsze, ich zdaniem, miejsca, które są ostojami różnorodności ssaków - wyjaśniono w komunikacie UwB. Łącznie w publikacji opisano 41 gatunków; są to gatunki stwierdzone w Białymstoku oraz gatunki, w przypadku których na podstawie obecnego stanu wiedzy przypuszcza się, że z dużym prawdopodobieństwem w mieście występują. Należy zaznaczyć, że w wydawnictwie nie uwzględniono nietoperzy.
      Opracowując monografię, autorzy sięgnęli do literatury naukowej i do wyników badań pracowników, doktorantów oraz studentów Wydziału Biologii UwB. Poza tym wykorzystali ciekawe informacje, udostępnione przez autorów publikowanych fotografii.
      Opisujemy też, jak obserwować zwierzęta, na co zwrócić uwagę, żeby nasze i ich bezpieczeństwo było zachowane. Poświęcamy wiele uwagi bezpieczeństwu i łagodzeniu sytuacji konfliktowych ze zwierzętami, bo niestety takie często mają miejsce i czasem wynikają z naszej niewiedzy i nieprzygotowania - podkreślał na konferencji prasowej prof. Ratkiewicz.
      Odnosząc się do koegzystencji ludzi i dzikich zwierząt w miastach, prof. Ratkiewicz stwierdził, że jest ona możliwa i potrzebna. Oczywiście ona rodzi problemy, ale naszym zadaniem jest ich rozwiązywanie. W monografii o ssakach wskazano, co można by zrobić i jakie praktyki stosuje się już w stolicy Podlasia.
      By chronić bioróżnorodność, najpierw trzeba ją poznać
      Dotąd w ramach projektu „Bioróżnorodność miasta Białegostoku” ukazały się, oprócz „Ssaków Białegostoku”, następujące monografie: 1) „Różnorodność biologiczna miasta” Danuty Drzymulskiej i Piotra Zielińskiego, 2) „Szata roślinna Białegostoku” Dana Wołkowyckiego, 3) „Motyle dzienne Białegostoku” Marcina Sielezniewa oraz Izabeli Dziekańskiej, 4) „Porosty Białegostoku” Anny Matwiejuk, a także 5) „Ptaki Białegostoku” Pawła Mirskiego i Grzegorz Grygoruka. Książki z serii są bezpłatne. Urząd Miasta rozdaje je w ramach różnych wydarzeń.
      Już niebawem w cyklu, którego pomysłodawcą jest Andrzej Karolski, dyrektor Departamentu Gospodarki Komunalnej, ukażą się dwie publikacje: jedna poświęcona pająkom i druga grzybom poliporoidalnym. Jak podkreśliła w krótkim tekście Anna Kowalska z Urzędu Miasta w Białymstoku, w przygotowaniu są [również] publikacje dotyczące chrząszczy, płazów i gadów oraz owadów zapylających. W sumie cykl będzie się składał z 14 monografii. Projekt zakończy się jesienią 2024 roku; zostanie wówczas wydana podsumowująca, bardzo obszerna publikacja „Bioróżnorodność Białegostoku”.
      Dodatkowo planowane jest powstanie komisji, która opracuje plan ochrony najcenniejszych przyrodniczo miejsc w Białymstoku.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Musiał minąć wiek ze sporym okładem, by barokowy Neptun ze znanej wrocławskiej fontanny powrócił do miasta. Dotąd wszyscy myśleli, że podczas oblężenia Festung Breslau w 1945 r. został zniszczony razem z pl. Nowy Targ, śledztwo wratislavianisty, dr. Tomasza Sielickiego, wykazało jednak, że jego losy potoczyły się zgoła inaczej...
      Przebudowa w latach 70. XIX wieku
      Kamienna fontanna, która stanęła na pl. Nowy Targ w 1732 r., zastąpiła studnię z końca XVI w. Jak tłumaczy dr Sielicki, była ona w swojej historii wielokrotnie uszkadzana, dlatego przechodziła remonty. Najpoważniejsza przebudowa miała miejsce w latach 70. XIX w. Budowano wtedy nowoczesne wodociągi z wieżą ciśnień Na Grobli, co wiązało się ze zmianą zaopatrzenia w wodę miejskich fontann. Przy okazji włodarze Breslau postawili odnowić figury. Ostatecznie zakres modernizacji był jednak o wiele szerszy. Wykonano nowe rzeźby, a z czasem o zamianie tej wszyscy zapomnieli - tłumaczy wratislavianista. Całkiem nową rzeźbę Neptuna, przedstawiającą boga z trójzębem uniesionym ku górze, wykonał w 1874 r. Albert Rachner (ten sam, który jest autorem popiersia Linneusza z Ogrodu Botanicznego). Ponieważ zdjęć sprzed przebudowy jest mniej niż fotografii z późniejszego okresu, nikt nie zwrócił na to uwagi.
      Powszechnie uważano, że na Nowym Targu stoi cały czas ta sama fontanna z XVIII w. Tymczasem było to dzieło w dużej mierze młodsze. I to ono uległo zniszczeniu w 1945 r. Do dziś zachowały się tylko jego nieliczne fragmenty. Torso Neptuna można oglądać w Parku Staromiejskim na wysokości zakładów kąpielowych - podkreśla dr Sielicki.
      Zawikłane losy pierwotnej rzeźby
      Gdzie więc podział się barokowy Neptun? Dr Sielicki natrafił na wskazówki w XIX-w. prasie. Jak udało mu się ustalić, Rachner chciał, by dzieło zachowano dla potomnych, stąd pomysł przekazania rzeźby wrocławskiemu Muzeum Starożytności. Nie ma jednak dowodów, że tak się stało. Zamiast tego Neptun stał przez kilkanaście lat na posesji Carla Müllera, emerytowanego porucznika i byłego radnego miejskiego, przy ulicy Świętokrzyskiej. Później - w 1889 r. - trafił do jego majątku w Wielowsi Średniej w powiecie sycowskim. W tamtejszym parku powstała niewielka fontanna, na której szczycie umieszczono barokową rzeźbę.
      W latach 60. XX w. przez Dolny Śląsk przeszła silna nawałnica. Spadający konar roztrzaskał parkową fontannę na kilka fragmentów. Rzeźba Neptuna straciła ręce i głowę, ale większość jej przetrwała. Pomimo kilku inwentaryzacji kawałki leżały pod drzewami przez kilkadziesiąt lat - opowiada wratislavianista.
      Poszlaki z lokalnej prasy
      Gdy dr Sielicki natrafił na wzmiankę w „Breslauer Zeitung”, pojechał do Wielowsi Średniej z Joanną Biniek z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków we Wrocławiu. Razem namierzyli roztrzaskaną fontannę. Autentyczność Neptuna potwierdzili historycy sztuki – Barbara Andruszkiewicz i dr Romuald Nowak z Muzeum Narodowego we Wrocławiu. To ten sam, który gorszył wrocławian swoją nagością w XVIII w. i który był milczącym świadkiem burzliwych wydarzeń Wiosny Ludów - cieszy się dr Tomasz Sielicki.
      Po około 2 miesiącach od odkrycia, 7 grudnia fragmenty rzeźby przewieziono na teren Starego Cmentarza Żydowskiego we Wrocławiu. Zabezpieczeniem, zbadaniem i konserwacją Neptuna zajmie się Muzeum Miejskie Wrocławia. Zakres działań będzie zależeć od dostępnych środków pieniężnych.
      O historii wodotrysku słów kilka
      Fontanna, która stanęła na pl. Nowy Targ w 1732 r., powstała w warsztacie Johanna Adama Karingera. Figurę stworzył rzeźbiarz Johann Jakob Bauer. Za prace kamieniarskie odpowiadał Johann Baptista Lemberger. Fontanna składała się z ośmiobocznej niecki, w środku której znalazły się cztery postaci legendarnych stworzeń morskich – syren i trytonów. Każda z nich podtrzymywała jedną muszlę, które razem tworzyły czaszę. Z niej wyrastał kapitel, na szczycie którego umieszczono cztery delfiny. Z ich paszcz tryskała woda do czaszy, a z niej – do basenu. Dzieło wieńczyła postać Neptuna, antycznego boga mórz, rzek i jezior - wyjaśnia dr Sielicki. Wodotrysk pełnił 2 funkcje: był źródłem wody pitnej i upiększał publiczny plac handlowy.
      Neptun był tylko częściowo owinięty szatą, budził więc zgorszenie wielu osób. Choć fontannę zabezpieczono ogrodzeniem, rzeźbę i tak notorycznie dewastowano, dlatego zatrudniono stróża do jej pilnowania. Trójząb budził [z kolei] śmiech wrocławian, ponieważ przypominał widły do przerzucania gnoju. Z tego względu mieszczanie nazywali Neptuna Jurkiem (lub po śląsku Jorgiem) z widłami (Gabeljürge). W 1838 r. przy okazji jednego z remontów atrybut boga wymieniono na wersję pozłacaną o antycznej formie.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dwudziestego siódmego sierpnia do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego (USK) we Wrocławiu trafił z Tromsø w Norwegii ok. 50-letni pacjent, który potrzebuje pilnego przeszczepu serca. Trzynastego sierpnia Polak przeszedł rozległy zawał serca. Ze względu na deficyt dawców i na fakt, że w Norwegii jest tylko jeden ośrodek przeszczepowy, transport do kraju był dla niego jedynym ratunkiem. Było to duże wyzwanie logistyczne i medyczne. O pacjencie w potrzebie poinformowała USK pracująca w Norwegii polska lekarka.
      Podróż samolotem (Cessna Babcock Scandinavian AirAmbulance) trwała ok. 8 godzin. Jak wyjaśnił anestezjolog z USK, dr n. med. Stanisław Zieliński, zniszczone zawałem serce pacjenta nie pracuje samodzielnie. Mężczyzna żyje, bo jest podłączony do specjalistycznej aparatury.
      Ilość aparatury, sprzętu, do którego był podłączony pacjent, musiała być stale obsługiwana przez siedem osób. Do samego przeniesienia pacjenta z samolotu do karetki potrzebnych było aż 11 osób - tłumaczył „Gazecie Wrocławskiej” Miłosz Raszek, koordynator ds. transportu medycznego.
      Dalszy transport zaplanowano wzdłuż takiej trasy, by uniknąć nierówności, które mogłyby doprowadzić do rozłączenia aparatury podtrzymującej życie pacjenta.
      W USK pacjentowi wszczepiono pompę wspomagającą lewą komorę serca typu HeartMate. Teraz oczekuje na przeszczep.
      Cała akcja była możliwa dzięki Mateuszowi Rakowskiemu, koordynatorowi ds. transplantacji serca USK. Słowa uznania należą się także Miłoszowi Raszkowi, koordynatorowi ds. transportu medycznego USK, który zarządzał całym skomplikowanym przedsięwzięciem przetransportowania pacjenta do naszego szpitala, oraz lek. Jakubowi Jankowskiemu, koordynatorowi ds. mechanicznego wspomagania krążenia. I wreszcie: ogromny szacunek dla obu ekip medycznych – i polskiej, i norweskiej. Dziękujemy Wam za Wasze oddanie i bohaterstwo! - napisano na profilu USK na Facebooku.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Lekarze z Kliniki Transplantacji Szpiku, Hematologii i Onkologii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego (USK) we Wrocławiu po raz pierwszy w Polsce przygotowali i podali komórki NK (zastosowali immunoterapię przeciwbiałaczkową NK). Zabieg przeprowadzono 1 lutego u 18-letniego pacjenta z ostrą białaczką szpikową, u którego wcześniej zawiodły wszystkie standardowe metody, z przeszczepem szpiku włącznie. Koncentrat komórek NK przygotowano z krwi pobranej od ojca chorego. Warto dodać, że ojciec był również dawcą szpiku.
      Zabieg odbył się bez powikłań. W związanych z nim procedurach brali udział dr hab. Marek Ussowicz, dr Kornelia Gajek, dr Blanka Rybka, mgr Renata Ryczan-Krawczyk, dr Monika Mielcarek-Siedziuk oraz dr Jowita Frączkiewicz.
      Komórki NK
      Komórki NK (ang. natural killer) stanowią ok. 10% wszystkich limfocytów krwi obwodowej. Wykazują zdolność do tzw. naturalnej cytotoksyczności komórkowej, czyli do spontanicznego zabijania komórek docelowych bez konieczności wcześniejszej immunizacji gospodarza. Komórkami docelowymi limfocytów NK są przede wszystkim komórki zakażone wirusem, a także komórki nowotworowe, dlatego przypisuje się im istotną rolę w zwalczaniu zakażeń wirusowych i nadzorze immunologicznym nad rozwojem nowotworów.
      Należy podkreślić, że aktywność przeciwnowotworowa komórek NK jest kwestią indywidualną i zależy od genów. Gdy u kogoś komórki NK działają słabo, można wspomóc terapię, podając je z zewnątrz; w grę wchodzi wyizolowanie z własnej krwi pacjenta lub z krwi zdrowego dawcy. Jak podkreślono w komunikacie prasowym Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu, na świecie metodę tę stosuje się już od ok. 20 lat, ale dotychczas w Polsce nie było takich możliwości.
      Pierwszy pacjent
      Naszym pierwszym pacjentem był 18-letni chłopiec, leczony od 2021 roku z powodu ostrej białaczki szpikowej – mówi dr hab. Marek Ussowicz. Niestety, nie odpowiadał na standardowe metody leczenia. Kilka miesięcy temu przeszedł przeszczepienie szpiku, ale i ten zabieg nie przyniósł zadowalających rezultatów. Szansą dla tego pacjenta jest specjalna chemioterapia, której jednak w Polsce nie wykonujemy. Został zakwalifikowany do leczenia w Niemczech. Terapia komórkami NK, którą zrobiliśmy w naszej klinice, miała charakter pomostowy. Dzięki niej organizm pacjenta będzie lepiej przygotowany do chemioterapii i walki z nowotworem.
      Kierownik Kliniki prof. dr hab. Krzysztof Kałwak dodaje, że u naszych sąsiadów w ramach I fazy badań klinicznych 18-latek będzie mógł być poddany eksperymentalnej terapii komórkami Uni-CAR-T anty CD123. Być może kiedyś oprócz leczenia dzieci z ostrą białaczką limfoblastyczną komórki CAR-T będą również podawane pacjentom z ostrą białaczką szpikową w USK, a na razie cieszę się bardzo, że zespół pod kierownictwem dr hab. Marka Ussowicza rozwija terapię komórkową NK - zaznacza profesor.
      Przygotowanie koncentratu komórek NK
      Procedura pobrania i przygotowania komórek NK zajęła 2 dni. Na początku od dawcy - ojca chorego ze stwierdzonym korzystnym układem receptorów KIR (ang. killer-cell immunoglobulin-like receptors) - pobrano koncentrat leukocytów. Leukocyty poddano 2-etapowemu oczyszczaniu; dzięki jego zastosowaniu usuwa się limfocyty, które mogą wywołać chorobę przeszczep przeciw gospodarzowi (ang. GVHD, graft-versus-host disease). Następnie komórki podano 18-latkowi.
      Nasz zespół od wielu lat pracuje nad klinicznym znaczeniem komórek NK, niedługo na podstawie tych badań zakończy się doktorat jednej z badaczek. Terapię komórkami NK traktujemy jako dowód naszej zdolności do stosowania skomplikowanych metod leczenia i dobry punkt na drodze dalszego rozwoju immunoterapii przeciwnowotworowej - podsumowuje dr hab. Ussowicz.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...