Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Ekspertka: odnawialne źródła energii coraz bardziej popularne w polskich miastach

Recommended Posts

W coraz większej liczbie polskich miast wykorzystuje się odnawialne źródła energii – zarówno w instalacjach miejskich, jak i na potrzeby domów wielorodzinnych. Najbardziej popularne są instalacje fotowoltaiczne, ale przyszłością jest też energia wiatrowa – mówi dr Aleksandra Lewandowska.

Zespół naukowców z UMK w Toruniu przeanalizował 20 największych pod względem ludności polskich miast, m.in. Warszawę, Wrocław i Kraków pod kątem wykorzystania przez nie odnawialnych źródeł energii (OZE). Jej użycie wpisuje się w koncepcję tzw. smart city.

Smart city jest pojęciem wieloaspektowym, łączy szereg różnego rodzaju zagadnień, jednym z nich jest inteligentna sieć energetyczna, w której skład wchodzi wykorzystanie OZE – opowiada dr Aleksandra Lewandowska z Katedry Studiów Miejskich i Rozwoju Regionalnego UMK w Toruniu.

Wykorzystanie OZE w mieście ma poprawić stan środowiska metropolii i jednocześnie jakość życia jego mieszkańców.

Naukowcy ustalili, że tylko pięć badanych miast posiada szerszą strategię tworzenia smart city. Jednak informacje o wykorzystaniu OZE i chęci wdrażania takich rozwiązań pojawiają się w planach gospodarki niskoemisyjnej w większości z nich. Tego typu dokumenty są obligatoryjne – zauważa badaczka.

Dr Lewandowska mówi, że co prawda z analizy dokumentów wyłania się dość optymistyczny obraz dotyczący wykorzystania OZE w miastach, to praktyka jest nieco mniej kolorowa.

Miasta stawiają przede wszystkim na rozwiązania, które cieszą się sporym poparciem społecznym. Dlatego teraz koncentrują się głównie na walce z kopciuchami – podkreśla. Jednocześnie zauważa, że w taki ekologiczny trend wpisuje się wykorzystanie OZE i organizacje społeczne również wywierają presje na włodarzach miast w kwestii ich jak najszerszego wykorzystania. W jej ocenie miasta powinny postawić na większą promocję OZE: zachęty wśród mieszkańców np. w postaci rekompensat. Ciągle brakuje funduszy na te cele – zauważa.

Wśród analizowanych miast najbardziej widoczne są małoskalowe inwestycje OZE – wynika z obserwacji naukowców. Są to na przykład ławki, parkometry i latarnie uliczne z panelami fotowoltaicznymi. Tego typu rozwiązania są najprostsze do wdrożenia, bo nie wymagają wprowadzania zmian z istniejącej sieci energetycznej – podkreśla.

Za nadal niedocenioną kategorię OZE w miastach Lewandowska uznaje energię wiatrową. W jej ocenie niewielkie instalacje tego typu z powodzeniem mogłyby działać na szczytach wysokich budynków.

Ekspertka zapytana o ocenę dotychczasowych instalacji OZE w miastach podkreśla, że nadal ich skala nie jest duża. Każda inwestycja w tego typu źródła energii jest godna pochwały, bo wskazuje właściwy trend. Każda, nawet najmniejsza inwestycja w OZE przyczynia się do poprawy stanu środowiska. Miasto to żyjący organizm i w holistycznej perspektywie wszystkie tego typu działania mają znaczenie – zaznacza.

Lewandowska mówi, że inwestowanie w OZE zwraca się coraz szybciej. Teraz należy mówić o kwestii 5–10 lat, bo technologie tego typu w ostatnim czasie staniały. Ich rzekoma kosztowność to utarty mit – uważa.

Podczas gdy na wsi i na przedmieściach widoczny jest coraz szerszy trend wykorzystania paneli fotowoltaicznych na domach jednorodzinnych, inaczej jest w przypadku miast – głównie ze względu na inny typ architektury.

Jednak instalacje tego typu pojawiają się coraz częściej w ramach nowo tworzonych osiedli wielorodzinnych. Zwykle panele zasilają oświetlenie części wspólnych. Modne jest bycie eko, więc deweloperzy grają tą kartą – opowiada ekspertka.

Ekspertka konkluduje, że Polska nie odstaje pod względem wykorzystania OZE w miastach od naszych południowych sąsiadów – Czech czy Słowacji. Idziemy w dobrym kierunku, ale na przykład do Niemiec ciągle nam pod tym względem daleko – kończy.

Wniosku z analizy toruńskich badaczy ukazały się w periodyku "Energies". Jego współautorami, oprócz dr Lewandowskiej są również dr hab. Justyna Chodkowska–Miszczuk, dr hab. inż. Krzysztof Rogatka i inż. Tomasz Starczewski.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na Uniwersytecie Wrocławskim powstała interaktywna mapa pokazujące dzieje wydawnicze Polski w latach 1801–2019. Może służyć naukowcom reprezentującym wiele dyscyplin – przed wszystkim humanistycznych i społecznych. Możemy na niej sprawdzić ile w danym roku i konkretnej miejscowości wydano książek.
      Naukowcy z Wrocławia wykorzystali katalogi Biblioteki Narodowej do stworzenia oryginalnej – bo skalowalnej, dynamicznej i interaktywnej – bazy danych. Jest ona oparta na zbiorze ok. 1,85 miliona tytułów zarejestrowanych w katalogach BN, wydanych w latach 1801–2019.
      To zapis historii i cywilizacji, syntetyczne odzwierciedlenie czasu, w którym kształtowała się współczesność. Uwzględniona została większość książek wydanych od XIX wieku w polskich wydawnictwach. Zestaw po roku 1945 jest niemal kompletny, okres międzywojnia reprezentowany dobrze, a wiek XIX to jedynie niekompletna próba reprezentatywna. Jest też pewna liczba wydawnictw zagranicznych. Rekordy zawierają różne informacje – tytuł dzieła, miejsce i datę wydania oraz nazwę wydawnictwa – mówi pomysłodawca i twórca projektu prof. Adam Pawłowski.
      Naukowcy rozpoznali nazwy miast i miasteczek, które pojawiały się w polu „miejsce wydania” w ok. 1,3 mln rekordów – tyle bowiem pozostało z 1,85 miliona po odrzuceniu publikacji niespełniających kryteriów analizy. Miejscom tym przypisali współrzędne geograficzne i rok wydania, tworząc w ten sposób dynamiczną w czasie i interaktywną mapę punktów.
      Suwakiem, wyświetlającym lata 1801–2019, można swobodnie podróżować w czasie. Prof. Pawłowski proponuje przyjrzeć się bliżej okresowi 1918–1939. W latach 30. mapa publikacji ukazuje w przybliżeniu zachodnią granicę Polski, a na Wschodzie widać dawne województwa RP. Zauważalna jest też proporcja znaczenia kulturowego ośrodków, mierzona liczbą publikacji.
      Można sprawdzić, że w 1938 roku we Lwowie ukazały się aż 824 książki, w Krakowie było ich 479, a w Wilnie 191. Metropolią kultury Polski południowo-wschodniej, drugą po Warszawie (3684), był więc wtedy Lwów, a nie Kraków – podaje przykład interpretacji danych prof. Pawłowski.
      Dodaje, że przesunięcie suwaka na lata wojny ukazuje niemal całkowite zahamowanie aktywności kulturalnej na ziemiach polskich. Z kolei po 1945 r. zmieniły się granice wielu państw, co widać w drastycznym przesunięciu miejsc publikacji polskich książek. Co ciekawe, w latach 1945–1948 zauważalne są wydawnictwa w mniejszych miejscowościach – szczególnie Śląska Dolnego i Górnego. Gdy jednak w 1949 r. rozpoczyna się w Polsce okres agresywnego stalinizmu i skrajnego +centralizmu socjalistycznego+, regiony praktycznie przestają być widoczne na mapie publikacji – stwierdza naukowiec.
      Profesor kontynuuje wędrówkę przez dzieje Polski powojennej, zauważając, że po roku 1990 widoczna jest „pełzająca eksplozja” aktywności wydawniczej. Zniesiona zostaje cenzura, a prawo umożliwia każdemu tworzenie wydawnictw. Ponadto znika bariera technologiczna, ponieważ komputer osobisty pozwala na pracę edytorską nawet w domu. Okazuje się wtedy, że Polska nie składa się z Warszawy i kilku głównych miast, ale z ogromnej liczby miejscowości, gdzie ludzie książki piszą i wydają.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Międzynarodowe konsorcjum przedstawiło wyniki największego w historii badania mikrobiomu miejskiego. Projekt, w ramach którego zsekwencjonowano i przeanalizowano próbki pobrane w 60 miastach na całym świecie, zawiera kompleksową analizę i oznaczenie gatunkowe wszystkich zidentyfikowanych w próbkach drobnoustrojów. W badaniach uczestniczył dr hab. inż. Paweł Łabaj z Małopolskiego Centrum Biotechnologii UJ (MCB UJ).
      Każde miasto ma swój własny molekularny odcisk palca pochodzący od mikrobów, które je definiują. Na podstawie materiału zebranego z podeszwy buta, mógłbym stwierdzić z około 90-procentową dokładnością, z jakiego miasta pochodzi jego właściciel – mówi prof. Christopher Mason, główny autor publikacji, która wczoraj ukazała się w Cell, a towarzysząca mu praca w Microbiome.
      Badania oparte są na 4728 próbkach pobranych w ciągu 3 lat z miast na 6 kontynentach. Wyniki uwzględniają lokalne markery oporności na środki przeciwdrobnoustrojowe i stanowią pierwszy systematyczny, ogólnoświatowy katalog ekosystemu drobnoustrojów miejskich. Oprócz odrębnych „odcisków palca” mikrobiomów w różnych miastach, analiza ujawniła podstawowy zestaw 31 gatunków, które zostały znalezione w 97 proc. próbek z badanych obszarów miejskich. Badacze zidentyfikowali 4246 znanych gatunków mikroorganizmów miejskich, ale stwierdzili również, że dalsze pobieranie próbek będzie prowadzić do pojawienia się gatunków, które nigdy wcześniej nie zostały zaobserwowane. Odzwierciedla to niezwykły potencjał badań związanych z różnorodnością i funkcjami biologicznymi mikroorganizmów występujących w środowiskach miejskich.
      Projekt konsorcjum rozpoczął się w 2013 roku, kiedy prof. Christopher Mason zaczął zbierać i analizować próbki mikrobów w systemie nowojorskiego metra. Po publikacji pierwszych wyników skontaktowali się z nim badacze z całego świata, którzy chcieli wykonać podobne badania w swoich miastach. W 2015 roku światowe zainteresowanie zainspirowało prof. Masona do stworzenia międzynarodowego konsorcjum MetaSUB (Metagenomics and Metadesign of Subways and Urban Biomes). Jednym z pierwszych, którzy dołączyli, był dr hab. inż. Paweł Łabaj z MCB UJ, który wcześniej współpracował z amerykańskim uczonym w innych projektach. Jako wiodący członek Międzynarodowego Konsorcjum MetaSUB był najpierw głównym badaczem w Wiedniu, a obecnie w Krakowie. Kieruje również pracami europejskich partnerów konsorcjum w ramach założonego stowarzyszenia MetaSUB Europe Society.
      Głównym projektem konsorcjum jest global City Sampling Day (gCSD), który odbywa się co roku 21 czerwca. Kraków przystąpił do gCSD w 2020 roku, kiedy to wolontariusze pobrali wymazy na przystankach i w tramwajach z automatów biletowych, siedzeń, poręczy, uchwytów, zlokalizowanych na trasach linii tramwajowych 52, 50 i 14. Dodatkowe próbki zostały pobrane za pomocą próbnika powietrza w tunelach znajdujących się w okolicach dworca głównego. W tym roku akcja zostanie powtórzona, a na podstawie wyników z obu lat dr hab. inż. Paweł Łabaj i jego zespół zaprezentują mikrobiologiczny "odcisk palca" przestrzeni miejskiej Krakowa. Projekt nie byłby możliwy bez czynnej współpracy z Wydziałem ds. Przedsiębiorczości i Innowacji Urzędu Miasta Krakowa, Zarządem Transportu Publicznego w Krakowie i Miejskim Przedsiębiorstwem Komunikacyjnym w Krakowie.
      Konsorcjum MetaSUB prowadzi również inne szeroko zakrojone badania, w tym wykonało kompleksową analizę mikrobiologiczną powierzchni miejskich oraz populacji komarów przed, w trakcie i po Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 roku. Inny projekt, rozpoczęty w 2020 roku, koncentruje się na badaniu występowania SARS-CoV-2 i innych koronawirusów u kotów domowych. Planowany jest także projekt związany z olimpiadą w Tokio w 2021 roku. W związku z tym konsorcjum rozszerzyło swoją aktywność na pobieranie próbek z powietrza, wody i ścieków, a nie tylko z powierzchni twardych.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wrocławska firma SatRevolution umieści kolejne dwa satelity w przestrzeni okołoziemskiej. Sprzęt zostanie wystrzelony na pokładzie rakiety LauncherOne firmy Virgin Orbit.
      Jak przypomniano w komunikacie firmy przesłanym PAP, SatRevolution wysłała już na orbitę okołoziemską trzy własne nanosatelity – Światowid (w 2019 r.), KRAKsat (w 2019 r.) oraz AMICal Sat (w 2020 r.).
      Tym razem, w ramach rozbudowy konstelacji, spółka umieści na orbicie STORK-4 oraz STORK-5. Każdy z nich zawiera urządzenia optyczne pozwalające wykonać wielospektralne zdjęcia z rozdzielczością do 5 metrów. Pozyskany materiał będzie następnie przetwarzany w czasie rzeczywistym w rozwiązaniu Space Edge Zero. W kolejnych miesiącach konstelacja satelitów SatRevolution zostanie powiększona o następne cztery.
      Założeniem misji SatRevolution jest – jak wyjaśniono w komunikacie - dostarczanie użytecznych komercyjnie danych - stąd wybór urządzeń Space Edge Zero (SEZ), które umożliwiają przetwarzanie zebranych informacji jeszcze w satelicie, a nie dopiero na Ziemi. Dzięki temu SatRevolution będzie w stanie dostarczyć klientom przetworzone dane z obserwacji Ziemi, w sposób szybki i niedrogi. Obrazy satelitarne są pomocne przy podejmowaniu różnego typu i wagi decyzji przestrzennych. (…). Branże wykorzystujące zdjęcia satelitarne to między innymi obronność, rolnictwo, usługi komunalne czy finansowe – podała firma.
      Misja będzie realizowana w IV kwartale 2021 roku, a także przez cały następny rok. Teraz trwają procesy integrowania urządzeń Space Edge Zero z satelitami SatRevolution.
      To kolejna nasza inicjatywa podjęta we współpracy z partnerami technologicznymi. W ten sposób konsekwentnie realizujemy założenia strategiczne spółki, której jednym z głównych celów jest szybka komercjalizacja wyników badań oraz ekspansja na globalnym rynku. Pracujemy intensywnie, by w perspektywie kilku lat uzyskać status globalnego lidera pośród operatorów satelitów EO (Earth observation), co naturalnie przełoży się na wzrost przychodów spółki – podkreśla prezes SatRevolution i współzałożyciel spółki Grzegorz Zwoliński. Obrazy, które zostaną zebrane podczas trwania misji, będą miały zastosowanie w branży rolniczej oraz energetycznej w Polsce, Stanach Zjednoczonych a także w innych krajach.
      W tym roku SatRevolution planuje wystrzelić łącznie 14 satelitów na pokładach Virgin Orbit oraz SpaceX Falcon 9. To jeden z etapów realizacji planów firmy, zgodnie z którymi do 2026 roku na niskiej orbicie okołoziemskiej umieszczonych zostanie 1500 małych satelitów celem prowadzenia ciągłych obserwacji, a także analizy zobrazowań satelitarnych.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W trakcie pandemii Polacy znacznie ograniczyli aktywność fizyczną. Przyczyniło się to w dużym stopniu do tycia mieszkańców naszego kraju. Aż 42 proc. z nas przybrało na wadze średnio 5,7 kg – wynika z sondażu Ipsos COVID 365+.
      Badanie COVID 365+, którym objęto reprezentatywną próbę 1000 Polaków wskazuje, że obecnie problem nadwagi lub otyłości dotyczy co drugiego mieszkańca Polski. Zostało ono zrealizowane w dniach od 25 lutego do 2 marca 2021 r.
      Nadwaga i otyłość są jednymi z wiodących czynników zwiększających ryzyko ciężkiego przebiegu COVID-19. Potwierdzają to liczne badania naukowe przeprowadzone na przestrzeni ostatnich miesięcy – przypomina dr hab. Ernest Kuchar, specjalista w dziedzinie chorób zakaźnych i medycyny sportowej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, cytowany w informacji prasowej przesłanej PAP.
      Jak dodaje ekspert, zdrowe odżywianie i aktywność fizyczna to dwa podstawowe elementy, tanie i dostępne dla każdego z nas, które mają najistotniejszy wpływ na redukcję zbędnych kilogramów, a co za tym idzie mogą wpływać na łagodniejszy przebieg COVID-19.
      Polacy mają świadomość, że styl życia, w tym aktywność fizyczna ma korzystny wpływ na zdrowie. W badaniu Ipsos pt. Diet and Health under COVID-19 co trzecia osoba oceniła, że aktywność fizyczna ma największy wpływ na obniżenie ryzyka ciężkiego przebiegu zakażenia koronawirusem.
      Jednocześnie, aż 43 proc. dorosłych Polaków nie realizuje minimalnego poziomu aktywności, który zgodnie z najnowszymi rekomendacjami Światowej Organizacji Zdrowia wynosi 300 minut umiarkowanego wysiłku fizycznego w tygodniu, wykazało badanie MultiSport Index 2021. Zostało ono zrealizowane przez Kantar na reprezentatywnej, losowej próbie 1000 Polaków powyżej 18. roku życia od 15 stycznia do 18 stycznia 2021 roku.
      Niestety od wielu lat daleko nam do podium, na którym znajdują się najaktywniejsze fizycznie społeczeństwa w Europie. Utrzymujące się od ponad roku ograniczenia w dostępie do obiektów sportowych z pewnością nie poprawią tych statystyk – podkreśla dr Kuchar.
      W badaniu MultiSport Index Pandemia przeprowadzonym w czasie pierwszego lockdownu, wiosną 2020 roku, aż 43 proc. aktywnych fizycznie Polaków przyznało, że ograniczyło liczbę treningów. Jako główny powód respondenci wskazali zamknięcie obiektów sportowych.
      Dr Kuchar zaznacza, że dziś co trzeci Polak podejmuje aktywność fizyczną rzadziej niż raz w miesiącu. Gdy doliczymy do tego godziny spędzone w pozycji siedzącej oraz niewłaściwą dietę i częste podjadanie niezdrowych przekąsek – mamy gotowy przepis na rozwój cukrzycy lub chorób układu krążenia, czyli tzw. schorzeń cywilizacyjnych, które obok pandemii COVID-19, pozostają najważniejszym problemem zdrowotnym i główną przyczyną zgonów – ostrzega specjalista.
      Zgodnie ze statystykami WHO niewystarczający poziom aktywności fizycznej jest czwartą wiodącą przyczyną śmiertelności na świecie – odpowiada za około 5 mln zgonów rocznie. Brak ruchu jest też bezpośrednią przyczyną 27 proc. przypadków cukrzycy oraz 30 proc. przypadków choroby niedokrwiennej serca.
      Aktywność fizyczna ma działanie profilaktycznie zarówno w kontekście chorób cywilizacyjnych, jak i funkcjonowania w sezonach infekcyjnych – wspiera naszą odporność, obniżając m.in. ryzyko występowania zakażeń górnych dróg oddechowych aż o 30 proc. – przypomniał dr Kuchar.
      Jak dodał, ćwiczenia odgrywają też znaczącą rolę w powrocie do zdrowia po COVID-19. Nasz układ limfatyczny, nazywany także układem chłonnym, posiada tylko jedną pompę – mięśnie. Skurcze mięśni stymulują krążenie limfy i zawartych w niej komórek odpornościowych po organizmie. Te wszystkie informacje składają się na jeden, bardzo ważny wniosek – powinniśmy zwracać uwagę na styl życia i pamiętać o codziennej dawce ruchu, która z pewnością przysłuży się naszemu zdrowiu, które dziś jest szczególnie zagrożone i to na wielu poziomach – podsumował ekspert.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Przed kilkoma dniami między Beskiem a Porębami (woj. podkarpackie) Wojciech Guzik z Krosna jako pierwszy wypatrzył bardzo rzadkiego ptaka - kalandrę szarą (Melanocorypha calandra). Ostatni raz kalandra była widziana w obecnych granicach Polski w 1878 r. w okolicach Jeleniej Góry. Jak podkreślono na profilu Naszego Beska - gazety lokalnej na Facebooku, ten niepozorny skowronek lęgowo nie występuje w Polsce. Najczęściej jest spotykany w południowej Ukrainie, Mołdawii i w Rumunii. A zatem mieliśmy w Polsce prawdziwe zjawisko ornitologiczne.
      Pierwsza obserwacja kalandry
      Pan Guzik podzielił się swoim odkryciem, a wiadomość obiegła Internet lotem błyskawicy. W niedzielę (21 marca) od wczesnych godzin porannych wzdłuż drogi między Beskiem a Porębami zatrzymywali się miłośnicy ptaków. Przyjechali z różnych zakątków kraju. Także chcieli zobaczyć kalandrę i liczyli na łut szczęścia.
      Ptasiarski rok 2021 obfituje w niespodzianki
      W artykule napisanym dla Gazety Wyborczej ornitolog dr Jacek Betleja podkreślił, że istnieją gatunki ptaków, które z różnych względów od paru dziesięcioleci nie były obserwowane w Polsce: przestały do nas przylatywać z nie do końca poznanych powodów, zmniejszyły liczebność w areałach poza naszym krajem lub wyginęły. Bez przesady można powiedzieć, że w pewnym sensie są one dla miłośników ptaków gatunkami mitycznymi...
      Warto przypomnieć, że przed 4 laty członkowie Komisji Faunistycznej zaprezentowali pełne zestawienie rzadkich ptaków w książce "Rzadkie ptaki w Polsce".
      I tak jak ptasiarski rok 2021 rozpoczął się z mocnym przytupem w związku z pojawieniem się sikory lazurowej po 28 latach przerwy [...], tak koniec zimy dostarczył jeszcze większej sensacji w ornitologicznym świecie. Pojawiła się kalandra szara, gatunek z rodziny skowronków, która wygląda… jak skowronek - podkreśla na łamach GW dr Betleja z Muzeum Górnośląskiego.
      O kalandrze szarej słów kilka
      Kalandra szara występuje w południowej i wschodniej Europie. Zalatuje do zachodniej, środkowej, a nawet północnej Europy. Do Polski ptak ten zalatywał sporadycznie. W 1878 r. jeden okaz zaobserwowano pod Jelenią Górą (wówczas leżała ona na terenie Cesarstwa Niemieckiego i ptaka zaliczono do awifauny Niemiec). Wg ornitologa, po części taka sytuacja [braku udokumentowanych obserwacji] wynika zapewne z tego, że liczba ptasiarzy, którzy są w stanie wypatrzyć pojedyncze osobniki tego gatunku na rozległych polach w Polsce, jest znikoma.
      Wiosna w ptasim świecie
      Dr Betleja również wybrał się ze znajomymi na poszukiwania ptaka. Pogoda dopisała i kalandrę udało się wypatrzeć. Leciała ze skowronkami; o obserwację było więc łatwiej niż w sytuacji, gdyby M. calandra pojawiła się w pojedynkę (w porównaniu do skowronków, kalandry są trochę większe, mają też nieco inną sylwetkę i sposób lotu).
      Rozmówcy Naszego Beska, którzy przyjechali z Dolnego Śląska i Opola, widzieli w niedzielę (21 marca) wiele innych ptaków: czajki, szpaki, siewkę złotą, bekasa kszyka, krogulca, jastrzębia, błotniaka zbożowego, myszołowa włochatego i zwyczajnego, bociana białego, kląskawkę, kwiczoły, gołębie grzywacze, a także siniaki i żurawie (ok. 2 tys.). W pierwszym dniu astronomicznej wiosny nad Zarszynem dostrzeżono natomiast dwa osobniki orła cesarskiego (co również jest nieczęstym widokiem) i ok. 5 tys. żurawi.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...