Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

W czasie pandemii gwałtownie wzrósł odsetek ciąż obumarłych

Recommended Posts

Od początku pandemii koronawirusa w wielu krajach na świecie obserwuje się znaczny wzrost odsetka obumarłych płodów, kiedy to dzieci umierają w łonie matki. Naukowcy mówią, że w niektórych krajach w czasie pandemii ciężarne kobiety były objęte mniejszą opieką niż było to potrzebne. To zaś powodowało, że wiele komplikacji, prowadzących do zgonu dziecka, zostało prawdopodobnie przeoczonych.

Największe badania tego typu przeprowadzono w Nepalu. Na przykładzie 20 000 kobiet, które rodziły w 9 nepalskich szpitalach stwierdzono, że odsetek zgonów wśród nienarodzonych dzieci zwiększył się z 14 na 1000 pod koniec marca do 21 na 1000 pod koniec maja. To aż o 50% więcej. Największy wzrost zaobserwowano w czasie pierwszych 4 tygodni pandemii, gdy mieszkańcy mogli wychodzić z domów tylko, by zrobić zakupy oraz do lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej.

Autor badań, epidemiolog Ashish K.C. z Uniwersytetu w Uppsali mówi, że chociaż odsetek obumarcia płodu zwiększył się, to ogólna liczba zgonów pozostała taka sama. Stało się tak dlatego, że aż o połowę zmniejszyła się liczba kobiet rodzących w szpitalach. O ile w tygodniach poprzedzających pandemię we wspomnianych 9 szpitalach przyjmowano średnio 1261 rodzących tygodniowo, to w czasie lockdownu liczba ta spadała do 651. Zanotowano też większy odsetek komplikacji porodowych w szpitalach. Naukowcy nie wiedzą, co stało się kobietami, które nie rodziły w szpitalach, oraz z ich dziećmi. Nie wiadomo więc, czy ogólna liczba obumarć płodu zwiększyła się w całej populacji.

Ashish K.c. dodaje, że obserwowany wzrost odsetka obumarć płodu nie miał nic wspólnego z infekcją COVID-19. Był on raczej spowodowany brakiem dostępu do opieki lekarskiej, przez co nie udało się zapobiec wielu komplikacjom prowadzącym do śmierci dziecka. Przyczyny, dla których kobiety w ciąży nie zgłaszały się do lekarzy, mogły być różne. Od braku możliwości transportowych spowodowanego zawieszeniem transportu publicznego, po obawy przed zarażeniem się koronawirusem. Część kobiet skorzystała z konsultacji telefonicznych czy internetowych, podczas których trudniej jest zauważyć problemy zdrowotne.
W ciągu ostatnich 20 lat w Nepalu poczyniono olbrzymie postępy w dziedzinie opieki zdrowotnej nad kobietami i ich dziećmi. Jednak w czasie ostatnich kilku miesięcy doszło do zahamowania tych postępów, mówi autor badań.

Podobne zjawisko zauważono też w innych krajach na świecie. Na przykład w londyńskim Szpitalu św. Jerzego doszło do 4-krotnego wzrostu odsetka obumarć płodów. Pomiędzy październikiem 2019 a końcem stycznia 2020 notowano średnio 2,38 zgonów na 1000 urodzeń. Pomiędzy zaś lutym 2020 a połową czerwca 2020 odsetek ten wzrósł do 9,31 na 1000 urodzeń. Ashma Khalil, położnik z St George's Hospital, która badała to zjawisko mówi, że jest to skutek lockdownu. Jej zdaniem na czas nie zdiagnozowano wielu komplikacji. Kobiety nie zgłaszały się do lekarzy i trafiały do nich dopiero wówczas, gdy problemy były na tyle zaawansowane, iż nie dało się wiele zrobić.

O zwiększeniu odsetka obumarcia płodów poinformowały też 4 szpitale w Indiach. Podobnie jak w Nepalu, doszło tam do zmniejszenia liczby urodzeń w szpitalach, ponadto o 2/3 spadła liczba ciężarnych, które zgłaszały się na ostry dyżur. To zaś wskazuje, że do wielu porodów mogło dojść w domach lub małych ośrodkach medycznych.

Także w Szkocji, która jest jednym z niewielu miejsc, gdzie na szczeblu ogólnokrajowym zbiera się comiesięczne dane na temat obumarć płodów i zgonów noworodków, doszło do zwiększenia odsetka obumarć w czasie pandemii.

Światowa Organizacja Zdrowia zaleca, by każda ciężarna odwiedziła lekarza przynajmniej 8-krotnie w czasie ciąży. Znaczną część ryzyka związanego z obumarciem płodu można uniknąć, jeśli od 28. tygodnia ciąży kobieta śpi na boku, nie pali papierosów i informuje lekarza lub położną, jeśli dziecko zaczyna mniej się poruszać. Szczególnie ważne jest sprawdzanie zdrowia dziecka w ostatnim trymestrze ciąży.

Gdy rozpoczęła się pandemia, organizacje lekarskie zaczęły zalecać zdalne konsultacje dla ciężarnych. Jednak podczas takich konsultacji lekarz nie może zmierzyć ciśnienia krwi matki, wykonać USG czy posłuchać bicia serca dziecka. To szczególnie ryzykowne u kobiet, które są w ciąży po raz pierwszy, nie wiedzą więc, jak odczuwa się wiele nieprawidłowości. Na przykład w Szpitalu św. Jerzego odnotowano spadek liczby ciężarnych ze zbyt wysokim ciśnieniem krwi. To zaś sugeruje, że kobiety z nadciśnieniem nie były w czasie lockdownu objęte wystarczającą opieką medyczną, a nadciśnienie u matki jest czynnikiem ryzyka obumarcia płodu.

Ponadto w wielu krajach, szczególnie uboższych, lekarze i pielęgniarki zajmujące się normalnie opieką nad ciężarnymi, zostali skierowani do walki z COVID-19, co spowodowało mniejszą ich dostępność dla ciężarnych, a w niekórych przypadkach całkowite zamknięcie gabinetów i ośrodków położniczych.

Dopiero kolejne badania pokażą pełną skalę wpływu pandemii na opiekę nad ciężarnymi i nie tylko. Wiadomo bowiem, że w czasie lockdownu zwiększyła się też liczba zgonów z powodu chorób serca i cukrzycy.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wszystkie rządy na świecie powinny ponieść odpowiedzialność za to korona-świrusowe barbarzyństwo, kobiety w ciąży potrzebują więcej tlenu bo oddychają za siebie i dziecko w swoim łonie a ci kryminaliści zmuszają je czy to straszeniem w ścierwo-mediach czy też siłą do zakładania maseczek, które redukują ilość tlenu wdychanego o 20% , ot zagadka rozwiązana a kryminaliści jak szumowiński czy mordawiecki ciągle na wolności, obudźcie się ludzie czas się zbuntować przeciw tym rządzącym bandytom bo żaden z nich nie robi nic co by ludziom służyło, oni potrafią nas podatników jedynie gnębić, okradać i mordować z głupawymi uśmieszkami na twarzach.

  • Haha 1
  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
15 minut temu, haihaharir napisał:

zakładania maseczek, które redukują ilość tlenu wdychanego o 20% , ot zagadka rozwiązana

Akurat na tym portalu, aby Twój manifest miał jakąś wiarygodność, powinieneś wytłumaczyć na jakiej zasadzie to niesprawiedliwe dla tlenu wobec innych gazów, wytłuszczone zjawisko zachodzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 minut temu, 3grosze napisał:

Akurat na tym portalu, aby Twój manifest miał jakąś wiarygodność, powinieneś wytłumaczyć na jakiej zasadzie to niesprawiedliwe dla tlenu wobec innych gazów, wytłuszczone zjawisko zachodzi.

Zrobię lepiej nie wchodząc więcej na wasz propagandowy portal, szkoda mojego czasu i energii na ignorantów, sam możesz zrobić doświadczenie używając miernika co2 czy droższego miernika tlenu pod swoim kagańcem i przeliczyć ile średnio mniej tlenu wdychasz, wdychając własne łajno spod kagańca, żal mi takich jak ty. Napisałem być może subiektywny komentarz, ale to miał być komentarz a nie pseudo-naukowy bełkot jak w przypadku powyższego artykułu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
13 minut temu, haihaharir napisał:

Napisałem być może subiektywny komentarz,

Ech, liczyłem na jakieś info zwiastujące przełom w nauce (z tą redukcja tlenu) a otrzymałem fanatyczną odpowiedż.

18 minut temu, haihaharir napisał:

sam możesz zrobić doświadczenie używając miernika co2 czy droższego miernika tlenu pod swoim kagańcem

A ja proponuję zajrzeć do Normy EU 14638.:P:D

.........................................................

@haihaharir, skąd Wy bierzecie takich zwolenników: umiejących czytać, ale tak chętnie łykających bzdury znikąd.?

Share this post


Link to post
Share on other sites
28 minut temu, haihaharir napisał:

Napisałem być może subiektywny komentarz,

O to na pewno!

28 minut temu, haihaharir napisał:

ale to miał być komentarz a nie pseudo-naukowy bełkot jak w przypadku powyższego artykułu.

A to na pewno nie.

Pomyśl o chirurgach. Ich maski są o wiele bardziej szczelne i zatrzymują do stu! procent tlenu. Mimo to chirurdzy potrafią operować wiele godzin bez widocznych oznak hipoksji. Według mnie mamy do czynienia ze spiskiem, okazuje się że tlen nie jest potrzebny do oddychania! Po prostu nie ma co z nim robić i w chemitrailsach pozbywają się tlenu jako uciążliwego produktu ubocznego powstającego w procesach propagandowej indoktrynacji. Czy jakoś tak.

Edited by Jajcenty

Share this post


Link to post
Share on other sites
13 minut temu, Jajcenty napisał:

Pomyśl o chirurgach. Ich maski są o wiele bardziej szczelne i zatrzymują do stu! procent tlenu

Jak Wiesz haihahair wie (to znaczy ...wno wie) swoje, więc ja dodam: w chirurgicznych 3warstwowych, opór przepływu powietrza musi być poniżej 5%.

Opór!

Gdzie tam do 20% haihairowej redukcji tlenu.:excl:

W stanie bezwysiłkowym rekompensowany jest głębokością oddechów. Wrażenie duszenie w takim stanie , to zjawisko subiektywne.

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, 3grosze napisał:

Opór!

Niekoniecznie. Obfita bakteryjna flora tlenowa maseczki* może działać jak filtr tlenowy. ;)

* Pierwotnej bieli maseczek niektórych bywalców lokalnego wiejskiego sklepu się domyślam, ale nie da się tego dostrzec. :D

  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
16 minut temu, Astro napisał:
4 godziny temu, 3grosze napisał:

Opór!

Niekoniecznie

Tambylcy tych lokalnych sklepów hodują  również masę innych zwierzątek, a nie tylko bakterie na maseczce w ilościach dławiących przepływ.

Kluczowe: czas użytkowania maseczki. Podział bakterii nie jest na pstryknięcie palca.

 

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 minut temu, 3grosze napisał:

Kluczowe: czas użytkowania maseczki.

No właśnie mówię. Niektóre maseczki pamiętają jeszcze pierwsze mutacje i nawet beztlenową Ziemię. :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
27 minut temu, Astro napisał:

Obfita bakteryjna flora tlenowa maseczki* może działać jak filtr tlenowy.

Teraz zrozumiałem. Po prostu nie sięgnąłem tak daleko wyobrażnią, aby zaletę takiego  braku higieny sobie uzmysłowić.:)

Share this post


Link to post
Share on other sites

No wiesz, każą, to noszą. Liczy się w końcu zasłanianie ust i nosa. :) Taka socjalistyczna mentalność (obawiam się niestety, że wciąż aktualna, i chyba wysysana z mlekiem matki, szczególnie za programy z plusem :().

Share this post


Link to post
Share on other sites
35 minut temu, Astro napisał:

No wiesz, każą, to noszą

BTW. A część społeczeństwa (kloszard z wyboru i niechcący ) okazała się b.zdyscyplinowana. W czasie lockdown'u  rozczulał mnie (szczerze!) ich widok siedzących na ławeczce, ze zmęczonym wzrokiem ale twardo w maseczkach noszących "ślady" użytkowania.

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
13 minut temu, 3grosze napisał:

ale twardo w maseczkach noszących "ślady" użytkowania

No i teraz intrygujące pytanie: co na tych wspaniałych pożywkach zmutuje? Boję się nie o siebie, bo tylko o własne dzieci i wszystkie dzieci forumowiczów (choć nie tylko).

12 minut temu, 3grosze napisał:

kloszard z wyboru i niechcący

To jednak dwie różne kategorie...

Share this post


Link to post
Share on other sites
41 minut temu, Astro napisał:

No i teraz intrygujące pytanie: co na tych wspaniałych pożywkach zmutuje?

Ewolucja kocha takie miejsca, więc przy odrobinie szczęścia... jakiś killer tego SARSA ?

45 minut temu, Astro napisał:
59 minut temu, 3grosze napisał:

kloszard z wyboru i niechcący

To jednak dwie różne kategorie...

Ale ławeczka wspólna.

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 minut temu, 3grosze napisał:

więc przy odrobinie szczęścia... jakiś killer tego SARSA ?

Kiedyś też byłem równie młody, i równie pełen pozytywistycznego entuzjazmu. :) Życie jednak (szybciej lub wolniej) to weryfikuje negatywnie. Jeśli nawet dostaniesz receptę na jedną, to zyskasz piętnaście innych choler. :(

9 minut temu, 3grosze napisał:

Ale ławeczka wspólna.

Niekoniecznie. Mam kilkunastu znajomych z "ławeczki", a raczej z "ławeczek", choć to nie mój dom. Myślę, że czasem ich nawet rozumiem (przynajmniej niektórych).

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 minut temu, Astro napisał:

Niekoniecznie.

Nie znam tak bardzo;) organoleptycznie środowiska, (choć powierzchownymi znajomościami tez mogę się pochwalić) ale co? Sytuacja życiowa nie zintegruje ich na tej ławeczce? Jakieś frakcje tam są?

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Żadna z czterech terapii testowanych w ramach pilotowanego przez WHO wielkiego międzynarodowego badania leków przeciwko COVID-19 nie okazała się skuteczna. Zawiódł też remdesivir, z którym wiązano największe nadzieje. Po testach przeprowadzonych na 11 000 pacjentów w 400 szpitalach stwierdzono, że testowane leki nie wydłużają życia chorych.
      To rozczarowujące, że stosowanie żadnego z czterech leków nie przyniosło skutku w postaci zmniejszonej śmiertelności. Jednak pokazuje to, jak bardzo potrzebujemy szeroko zakrojonych testów, mówi Jeremy Farrar, dyrektor Wellcome Trust. Chcielibyśmy, by któryś z leków działał. Jednak lepiej jest wiedzieć, czy lek w ogóle działa, niż niczego nie wiedzieć i nadal go stosować, dodaje główny naukowiec WHO Soumya Swaminathan.
      O rozpoczęciu projektu Solidarity, w ramach którego były prowadzone testy, informowaliśmy pod koniec marca. W projekcie wykorzystano już istniejące terapie stosowane w walce z innymi chorobami. Były to remdesivir, połączenie chlorochiny i hydroksycholochiny, kaltera oraz połączenie ritonaviru, lopinaviru i interferonu beta. Już w czerwcu bieżącego roku WHO zaprzestało testowania hydroksychlorochiny i kombinacji ritonaviru/lopinaviru, gdyż duże badania prowadzone w Wielkiej Brytanii wykazały, że są one nieskuteczne.
      Z czasem okazało się, że pozostałe w teście Solidarity specyfiki również nie przedłużają życia chorych na COVID-19 ani nie opóźniają momentu, w którym chorzy potrzebują podawania tlenu.
      Największe nadzieje wiązano z remdesivirem. Już wcześniej amerykańskie badania przeprowadzone na 1000 pacjentach sugerowały, że osoby otrzymujące remdesivir szybciej zdrowieją, chociaż nie zanotowano zmniejszonej śmiertelności. Dlatego też w maju amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) w trybie nadzwyczajnym dopuściła remdesivir do leczenia COVID-19.
      Badania prowadzone w ramach Solidarity wykazały, że remdesivir nie pomaga w ciężkich przypadkach. Spośród 2743 hospitalizowanych osób, które otrzymały ten środek, zmarło 11%, podczas gdy śmiertelność w grupie kontrolnej wyniosła 11,2%.
      Różnica jest na tyle niewielka, że mogła powstać przypadkiem. Analiza innych testów wykazała, że różnica w odsetku zgonów wśród osób przyjmujących i nie przyjmujących remdesiviru, jest nieistotna statystycznie.
      Producent remdesiviru – Gilead Sciences – uważa, że projekt Solidarity był niewłaściwie przeprowadzony, przez co nie jest jasne, czy z tych badań można wyciągnąć jakieś jednoznaczne wnioski. Co ciekawe, jak informuje WHO, Gilead otrzymał informację o wynikach Solidarity 28 września, a 8 października, zanim wyniki testu zostały upublicznione, firma podpisała z Komisją Europejską wartą 1 miliard USD umowę na dostawy remdesiviru.
      Najbardziej jednak rozczarował interferon beta. Odsetek zgonów wśród osób, które go otrzymały – czy to osobno czy w połączeniu z lopinavirem i ritonavirem – wyniósł 11,9% w porównaniu do 10,5% w grupie konstolnej. Już wcześniejsze badania sugerowały, że interferon beta pomaga, jeśli zostanie poddany wcześniej, a nie u osób hospitalizowanych. Zatem skuteczność interferonu beta na wczesnych etapach choroby pozostaje kwestią otwartą.
      Leczenie późnego stadium COVID-19 jest bardzo trudne. W stadium tym mamy duży stan zapalny i wiele skrzepów. Prawdopodobnie dlatego testowane leki okazały się nieskuteczne, mówi wirolog Benjamin tenOever z Icahn School of Medicine at Mount Sinai.
      Program Solidarity jest kontynuowany. Każdego miesiąca zapisywanych jest około 2000 nowych pacjentów. W tej chwili kontynuowane są badania nad remdesivirem, które mają dać lepszy obraz kliniczny tego środka. Do testu dodawane będą też nowe leki. Pacjentom właśnie rozpoczęto podawanie acalabrunitibu, leku przeciwnowotworowego blokującego enzym, który odgrywa ważną rolę w ludzkim układzie odpornościowym. Specjaliści mają nadzieję, że wkrótce będą mogli rozpocząć testy przeciwciał monoklonalnych, które mogą być bardziej skuteczne niż leki opracowane z myślą o innych chorobach. Próba znalezienia skutecznego leku wśród tych, już zatwierdzonych do leczenia innych chorób nie jest optymalną strategią, ale prawdopodobnie najlepszą w obecnych okolicznościach, dodaje tenOever.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wcześniejsze zarażenie jednym ze znanych od dawna koronawirusów może łagodzić objawy infekcji SARS-CoV-2, wynika z prac grupy badawczej, na czele której stali naukowcy z Boston Medical Center i Boston University. Nie chroni jednak przed samą infekcją. Badania, których wyniki opublikowano w Journal of Clinical Investigation, dają istotny wgląd w kwestie związane z reakcją układu odpornościowego na kontakt z SARS-CoV-2.
      Jak już wcześniej informowaliśmy, od dziesiątków lat wśród ludzi krążą co najmniej 4 koronawirusy (polecamy nasz artykuł: Koronawirusy znamy od 60 lat. Niektóre są z nami na stałe). Zwykle wywołują one łagodne przeziębienie, więc wiele osób może nawet nie wiedzieć, że w przeszłości zetknęło się z koronawirusem. Jako, że sekwencje genetyczne tych wirusów są częściowo podobne do SARS-CoV-2, układ odpornościowy osoby, która w przeszłości chorowała, ma pewne doświadczenie z koronawirusami.
      W miarę trwania epidemii pojawia się coraz więcej badań, których autorzy starają się dowiedzieć, dlaczego SARS-CoV-2 różnie wpływ na różne populacje, dlaczego u niektórych zarażonych objawy choroby nie występują czy też jakie czynniki zwiększają ryzyko zgonu.
      Autorzy najnowszych badań przeanalizowali dane osób, którym pomiędzy 18 maja 2015 roku a 11 marca 2020 roku wykonano test CRP-PCR. Test ten wykrywa różne patogeny dróg oddechowych, w tym koronawirusy. Naukowcy wzięli też pod uwagę dane osób, które testowano na obecność SARS-CoV-2 pomiędzy 12 maja 2020 a 12 czerwca 2020. Po uwzględnieniu takich czynników jak wiek, płeć, BMI oraz występowanie cukrzycy, okazało się, że osoby u których wcześniej test CRP-PCR wykazał obecność w drogach oddechowych jednego z koronawirusów, z mniejszym prawdopodobieństwem trafiały na OIOM po zarażeniu SARS-CoV-2. Jeśli zaś na OIOM trafiły, to z mniejszym prawdopodobieństwem wymagały podłączenia do respiratora. Osoby takie miały też znacznie większą szansę na przeżycie. Jednocześnie wcześniejsza infekcja którymś z koronawirusów nie zmniejszała prawdopodobieństwa zarażenia się SARS-CoV-2.
      Nasze badania wykazały, że osoby wcześniej zainfekowane jakimś koronawirusem miały lżejsze objawy COVID-19, mówi współautor badań, specjalista chorób zakaźnych, profesor Manish Sagar. To pokazuje, że układ odpornościowy najwyraźniej inaczej reaguje na SARS-CoV-2 niż na inne koronawirusy. Obie grupy pacjentów – ci, którzy wcześniej zetknęli się z koronawirusami i ci, którzy z nimi się nie zetknęli – były tak samo narażone na infekcję SARS-CoV-2, ale widoczne były wyraźne różnice w ciężkości choroby i ryzyku zgonu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niektórzy ludzie bardzo ciężko przechodzą zarażenie SARS-CoV-2 i wymagają hospitalizacji, podczas gdy inni wykazują jedynie łagodne objawy lub nie wykazują ich wcale. Na przebieg choroby wpływa wiele czynników, a wśród nich, jak się okazuje, są też czynniki genetyczne. A konkretnie geny, które odziedziczyliśmy po neandertalczykach.
      Jak dowiadujemy się z najnowszego numeru Nature, badania prowadzone na Okinawa Institute of Science and Technology Graduate University (OIST) wykazały, że osoby posiadające pewne warianty genetyczne w jednym z regionów na chromosomie 3, są narażone na większe ryzyko ciężkiego przebiegu COVID-19. Okazuje się, że u ludzi tych region ten jest niemal identyczny z odpowiadającym mu regionem DNA neandertalczyka, który przed 50 000 lat żył na południu Europy. Dalsze badania wykazały, że Homo sapiens, krzyżując się z neandertalczykiem, odziedziczył ten wariant przed około 60 000 lat.
      To niesamowite, że genetyczne dziedzictwo neandertalczyków może mieć tak tragiczne konsekwencje podczas obecnej pandemii, mówi profesor Svante Pääbo, który kieruje Human Evolutionary Genomics Unit w OIST.
      W ramach projektu COVID-19 Host Genetics Initiative naukowcy przyjrzeli się DNA ponad 3000 osób, w tym ludziom, którzy byli hospitalizowani z powodu COVID-19, jak i osobom, które zaraziły się, ale nie wymagały hospitalizacji. W chromosomie 3 zidentyfikowano region, którego budowa decydowała o tym, czy po zarażeniu SARS-CoV-2 osoba chora będzie wymagała hospitalizacji. Region ten jest bardzo długi, składa się z 49 400 par bazowych. Występujące w nim zmiany związane z większą podatnością na poważny przebieg choroby są ściśle ze sobą powiązane. Jeśli u kogoś występuje jeden wariant genu decydującego o większej podatności, to najprawdopodobniej będzie miał wszystkie 13.
      Jako że już wcześniej wiadomo było, że tego typu zmiany odziedziczyliśmy po neandertalczykach lub denisowianach, profesor Pääbo i współpracujący z nim profesor Hugo Zeberg z Instytutu Antropologii Ewolucyjnej im. Maxa Plancka, postanowili sprawdzić, czy tak jest i w tym przypadku. Okazało się, że neandertalczyk z południa Europy posiadał niemal identyczne zmiany w genomie, natomiast dwóch neandertalczyków z południa Syberii i denisowianin zmian takich nie mieli.
      Po tym odkryciu naukowcy postanowili jeszcze sprawdzić, skąd u H. sapiens takie warianty. Czy odziedziczyliśmy je po wspólnym przodku z neandertalczykiem, czy też trafiły one do naszego genomu w wyniku krzyżowania się z Homo neanderthalensis. W pierwszym przypadku wariant powinien być obecny w naszym genomie od około 550 000 lat, w drugim może nawet zaledwie od 50 000 lat. Po badaniach profesorowie Pääbo i Zeberg doszli do wniosku, że warianty takie trafiły do naszego genomu przed około 60 000 laty.
      Jak informuje profesor Zeberg, osoby ze zmianami genetycznymi odziedziczonymi po neandertalczykach są narażone na 3-krotnie większe ryzyko, że będą wymagały podłączenia do respiratora.
      Wspomniane warianty genetyczne są najbardziej rozpowszechnione w Azji Południowej. Praktycznie nie występują w Azji Wschodniej, ani w Afryce.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...