Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Wąż-endemit z wyspy Bioko nazwany na cześć Jamesa Hetfielda z Metalliki

Recommended Posts

Nowy gatunek węża z wyspy Bioko został nazwany na cześć Jamesa Hetfielda z Metalliki. Biolodzy, fani zespołu, stwierdzili, że smoczy wygląd Atheris hetfieldi kojarzy im się z wizerunkiem muzyka.

Wąż może mieć do 52 cm długości. Po raz pierwszy zaobserwowano go na początku XX w., ale kwestia taksonomii pozostawała dotąd nierozwiązana.

Autorami raportu z pisma Zootaxa Luis Ceríaco, główny kurator z Muzeum Historii Naturalnej i Nauki Uniwersytetu w Porto, oraz Mariana P. Marques i Aaron M. Bauer.

A. hetfieldi żyje u podnóża wulkanu na Bioko (Bioko jest wyspą wulkaniczną należącą do Gwinei Równikowej). Nowy gatunek ma szereg unikatowych cech morfologicznych. Wyniki najnowszych badań zespołu potwierdziły też, że na Bioko występuje gałęźnica szorstkołuska (Atheris squamigera).

Jak podkreślają naukowcy, A. hetfieldi jest pierwszym nowym gatunkiem węża, odkrytym na Bioko od ponad 100 lat. Oprócz tego to jedyny wąż-endemit z tej wyspy.

Ceríaco i Marques od dzieciństwa są fanami Metalliki. Chcieliśmy uhonorować Hetfielda, dziękując za wszystkie dobre wibracje, jakie jego muzyka wniosła do naszego życia i kariery naukowej.

Sądzimy także, że tajemniczy jadowity i genialnie wyglądający wąż, który żyje u podnóża wulkanu [...], świetnie się kojarzy z heavy metalem!

Ceríaco ma nadzieję, że dzięki szczegółowej taksonomii ludzie będą wiedzieli, jak ważne jest prowadzenie badań terenowych i dotyczących bioróżnorodności.

Ścigamy się z procesem wymierania [...]. Wiele gatunków może wyginąć jeszcze przed odkryciem.

Warto przypomnieć, że w marcu pisaliśmy o innym badaczu-fanie Metalliki, który nazwał na cześć ulubionego zespołu skorupiaka; równonóg Macrostylis metallicola został odkryty w głębinach otaczających pole konkrecjonośne Clarion-Clipperton (ang. Clarion–Clipperton Fracture Zone, CCZF) na Pacyfiku.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zwykle węże połykają swoje ofiary w całości. Wąż Oligodon fasciolatus wyewoluował jednak inną makabryczną strategię. Podczas badań w Tajlandii naukowcy udokumentowali 3 sytuacje, gdy O. fasciolatus rozpruwały żywcem ropuchy Duttaphrynus melanostictus i wyrywały im narządy wewnętrzne. Wyniki badań zespołu Henrika Bringsøe ukazały się w piśmie Herpetozoa.
      O. fasciolatus rozrywały brzuch ofiary zębami, a potem wkładały do środka całą głowę. Ropuchy usiłowały się wyrwać i uniknąć wypatroszenia, ale za każdym razem ich próby okazywały się daremne.
      Wg naukowców, strategia O. fasciolatus może być związana z tym, że ropuchy D. melanostictus uwalniają z gruczołów zausznych silną toksynę. Niewykluczone więc, że węże zaczęły stosować brutalną strategię żerowania, by uniknąć otrucia.
      Jeden z opisanych przypadków miał miejsce w 2016 r., reszta w br. W 2016 r. w momencie pojawienia się obserwatorów ropucha była już martwa, ale teren wokół pokrywała krew, co oznacza, że ropucha zginęła po walce. Wąż dostał się do środka przez ranę pod lewą przednią kończyną. Wsadził do środka głowę i systematycznie usuwał narządy wewnętrzne. Pocięte na mniejsze kawałki połykał. W kwietniu 2020 r. rozegrała się bitwa, która trwała niemal 3 godziny. Nim pojawili się naukowcy, O. fasciolatus zdążył już wsadzić głowę do wnętrza ropuchy. Mimo urazu D. melanostictus przesuwała się w kierunku bajorka. Zatrzymała się dopiero na brzegu. W pewnym momencie wąż wysunął łeb; prawdopodobnie chciał zaczerpnąć powietrza. Ropucha spryskała go toksyczną wydzieliną; jej część wylądowała na głowie drapieżnika. Poza tym pewna ilość cieczy spłynęła z ropuchy, skapując na głowę i do oczu węża. D. melanostictus zdołała wtedy odskoczyć. Wąż ocierał głowę o podłoże, m.in. o opadłe liście, próbując pozbyć się toksyny. Uciekł pod stertę drewna. Po 10 min wypełzł i ponownie udał się w pościg za ropuchą. Ropucha przemieściła się 2,5 m w kierunku bajorka, ale wąż chwycił ją za tylną kończynę. Gdy toksyczna wydzielina pojawiła się w okolicy grzbietowej ropuchy, jej część ponownie dostała się do oczu napastnika, który znów wycofał się i zaczął się czyścić. W tym czasie ropucha wskoczyła do wody. Wypłynęła na brzeg i przez pół godziny próbowała się chować pod kłodą. W tym czasie O. fasciolatus również przebywał pod pobliską kłodą, ciągle próbując się oczyścić. Później zaatakował ostatni raz. Przez utworzoną wcześniej ranę wyrwał zapadnięte płuco, tkankę mięśniową i prawdopodobnie tkankę tłuszczową D. melanostictus. Choć ofiara się nie ruszała, nadal oddychała. Metoda ekstrahowania i połykania narządów była taka sama, jak zaobserwowana w 2016 r. W czerwcu 2020 r. wąż obrał na cel środek brzucha. Myśliwy naciął skórę, by zyskać dostęp do organów wewnętrznych. Następnie porzucił zdobycz, aby pojawić się ponownie po ok. 5 godz. i zakończyć żerowanie na narządach martwej ropuchy.
      W czwartym opisanym przez zespół przypadku dorosły wąż zaatakował mniejszy okaz ropuchy. Tym razem D. melanostictus została jednak połknięta w całości. Dlaczego? Tego na razie nie wiadomo. Jedna z hipotez jest taka, że mniejsze ropuchy są mniej toksyczne od dorosłych egzemplarzy. Z drugiej strony badacze dopuszczają wyjaśnienie, że węże są oporne na toksynę ropuchy, a przyczyną zachowania zaobserwowanego w pozostałych 3 przypadkach są gabaryty dorosłych ropuch (nie da się ich połknąć w całości).
      Obecnie nie możemy odpowiedzieć na te pytania, ale kontynuujemy obserwacje i raportowanie na temat tych fascynujących węży. Mamy nadzieję, że odkryjemy kolejne interesujące aspekty ich biologii - podsumowuje Bringsøe.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Uczniowie szkoły podstawowej Ramco Primary School w Australii Południowej odkryli nowy gatunek pasożytniczej błonkówki z rodzaju Glyptapanteles. W lutym odwiedziła ich Erinn Fagan-Jeffries, entomolog z Uniwersytetu Adelajdy, która wytłumaczyła, jak posługiwać się pułapką Malaise'a. Dzięki temu dzieciom udało się schwytać wyjątkowego owada.
      Owad należy do rodziny męczelkowatych (Braconidae). Na razie go jeszcze nie nazwano. Samice tych pasożytów składają jaja w gąsienicach [motyli] - wyjaśnia Fagan-Jeffries.
      Caleb Fridd z Ramco Primary School opowiada, że odkrycie błonkówki było dla jego koleżanek i kolegów ekscytującym przeżyciem. Dodaje, że dzieci zachęcano do zaproponowania nazwy. Myślimy nad nazwą nawiązującą do koronawirusa. Pojawił się pomysł, by od nazwy wirusa utworzyć jakiś skrót, ale nie wiemy, czy to rzeczywiście pasuje.
      Fagan-Jeffries wyjaśnia, że jest co prawda trochę zasad nazewniczych, którymi trzeba się kierować, ale poza tym dano nam sporo swobody, którą można kreatywnie wykorzystać.
      W projekcie realizowanym pod kierunkiem Fagan-Jeffries wzięli udział także uczniowie innych szkół. Wydaje się, że szczęście uśmiechnęło się nie tylko do uczniów Ramco, ale i Waikerie Primary School. W pułapce szkoły znalazła się pasożytnicza błonkówka z rodzaju Cotesia. Ponieważ w rodzaju tym opisano trochę gatunków, ustalenie, czy nie jest to jeden z już nazwanych, zajmie [jednak] więcej czasu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy informują o odkryciu 6 nowych koronawirusów u nietoperzy w Mjanmie. Uczeni ze Smithsonian Institute, Vanderbilt University, Ministerstwa Rolnictwa, Hodowli i Irygacji Mjanmy oraz Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis, badali nietoperze, które – w związku z wkraczaniem ludzi na ich tereny – coraz częściej wchodzą w kontakt z człowiekiem. Zwierzęta były chwytane i pobierano próbki z ich pysków, odbytów oraz zbierano guano.
      Próbki były następnie badane metodą PCR na obecność wirusów. Badania wykazały istnienie trzech nieznanych dotychczas alfa-koronawirusów, trzech nowych beta-koronawirusów oraz jednego alfa-koronawirusa, który był znany z innych części Azji Południowo-Wschodniej, ale nie z Mjanmy.
      Jak czytamy na łamach PLOS One szacuje się, że 60–75% nowych chorób zakaźnych to zoonozy [choroby odzwierzęce – red.], z czego ponad 70% prawdopodobnie bierze swój początek od dzikich zwierząt. Rozprzestrzenianie się takich chorób jest związane z ludzką aktywnością spowodowaną znacznym rozrostem populacji człowieka w drugiej połowie XX wieku. Wielkoskalowe zmiany w środowisku, takie jak wylesianie i wykorzystywanie ziemi na potrzeby rolnictwa, mogą zmieniać związki pomiędzy gospodarzem a patogenem, zwiększać liczbę kontaktów pomiędzy ludźmi, a dzikimi zwierzętami i ich patogenami, powodując, że przejście patogenów na nasz gatunek staje się coraz bardziej prawdopodobne. Powodowana przez człowieka utrata bioróżnorodności sprawia, że zmniejsza się liczebność gatunków będących optymalnymi gospodarzami dla patogenów i zwiększa się liczba gatunków wystarczających, by stać się gospodarzami, co może zwiększać liczbę infekcji u ludzi. Ponadto coraz bardziej intensywna hodowla skutkuje sztucznym zagęszczeniem zwierząt hodowlanych, zwiększając ryzyko zakażenia ludzi. Około 2/3 patogenów atakujących ludzi żyje w złożonych systemach składających się z wielu gospodarzy. Patogeny, mające wielu gospodarzy, w tym gospodarzy wśród dzikich zwierząt, z większym prawdopodobieństwem zarażają człowieka.
      Autorzy najnowszych badań złapali i zbadali 464 nietoperze, należące do co najmniej 11 gatunków z ośmiu rodzajów i sześciu rodzin. Pobrano w sumie 759 próbek. Koronawirusy wykryto w 48 z nich. W większości przypadków były one obecne w guano, najmniej zaś znaleziono w próbkach pobranych z pysków. Zidentyfikowano cztery alfa-koronawirusy – w tym trzy dotychczas nieznane – oraz trzy beta-koronawirusy, wszystkie dotychczas nieznane. Znany alfa-koronawirus PREDICT-CoV-35 został wcześniej zaobserwowany wśród nietoperzyw Kambodży i Wietnamie.
      Badania wykazały też, że żaden ze zidentyfikowanych wirusów nie jest blisko spokrewniony z SARS-Cov, MERS-CoV ani SARS-CoV-2, które w obecnym wieku wywoływały epidemie wśród ludzi.
      Ludzie nadal będą zagarniali kolejne dzikie tereny i niszczyli bioróżnorodność. Będziemy więc narażali sami siebie na coraz częstsze wybuchy epidemii. Dlatego też badanie koronawirusów jest niezwykle istotne. Od czasu wybuchu epidemii SARS liczne szczepy koronawirusów zostały wykryte u nietoperzy na całym świecie, w Azji, Afryce, Europie, obu Amerykach i Australazji. Już w 2017 roku naukowcy szacowali, że istnieje około 3200 koronawirusów. Większości z nich nie znamy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Bezmyślnie prowadzony rozwój energetyki odnawialnej zagraża bioróżnorodności. Okazuje się bowiem, że wiele elektrowni słonecznych, wiatrowych i wodnych wraz z towarzyszącą im infrastrukturą, powstaje na cennych przyrodniczo terenach. Już teraz ponad 2200 instalacji do produkcji energii odnawialnej jest ulokowanych na obszarach ważnych dla bioróżnorodności. I buduje się kolejnych 900 takich instalacji, mówi Jose Rehbein z University of Queensland.
      Instalacje takie, wraz z całą infrastrukturą, drogami i obecnością człowieka, mogą być niezwykle szkodliwe dla środowiska naturalnego, dodaje Rehbein. Takie działania są sprzeczne z troską o zachowanie bioróżnorodności.
      W tego typu działaniach szczególnie celują kraje rozwinięte. Większość instalacji energetyki odnawialnej znajdujących się w Europie Zachodniej i innych pańśtwach rozwiniętych umieszczono na obszarach o dużej bioróżnorodności.
      Naukowcy podkreślają, że ich pracy nie należy postrzegać jako krytyki rozwoju energetyki odnawialnej jako takiej. Rozwijając energetykę odnawialną musimy zwracać uwagę nie tylko na redukcję emisji węgla do atmosfery, ale również na bioróżnorodność. Tak, byśmy jej nie niszczyli, mówi jeden z autorów badań, doktor James Allan z Uniwersytetu w Amsterdamie.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Obszary chronione są niezbędne do zapewnienia różnorodności życia biologicznego na Ziemi jednak, jak donoszą naukowcy z University of Cambridge, na całym świecie padają one ofiarami chronicznego niedofinansowania i braku zaangażowania społeczności lokalnych.
      Uczeni z Cambridge przeprowadzili największą analizę dotyczącą presji, jakiej obszary chronione doświadczają ze strony człowieka. Wykorzystali przy tym zdjęcia satelitarne, na których szukali dowodów na istnienie sztucznego oświetlenia na obszarach chronionych oraz sprawdzali sąsiadujące z nimi obszary rolnicze, a także posłużyli się danymi dotyczącymi liczby ludności, miejsca zamieszkania oraz danymi nt. produkcji rolnej. W ten sposób ocenili wpływ ludzi na 12 315 obszarów chronionych w latach 1995–2010. Wyniki ich badań ukazały się właśnie w Proceedings of the National Academy of Sciences (PNAS).
      Dla porównania tego, co dzieje się na obszarach chronionych z działalnością człowieka na obszarach niechronionych, wykorzystywane przez siebie zdjęcia podzielili na fragmenty reprezentujące obszary o powierzchni 64 km2 i porównali każdy taki fragment obszaru chronionego z pobliskimi fragmentami obszarów niechronionych, biorąc pod uwagę typ gleby, wysokość obszaru nad poziomem morza itp.
      Okazało się, że większość obszarów chronionych na całym świecie doświadczyła w badanym okresie coraz większej presji ze strony człowieka. Ludzie w coraz większym stopniu wkraczają na formalnie chronione obszary. Jednak na Półkuli Północnej i w Australii można zaobserwować, że obszary chronione wyraźnie spowalniają wkraczanie ludzi. Tymczasem w Ameryce Południowej, Afryce Subsaharyjskiej oraz Azji Południowo-Wschodniej, gdzie istnieją najbardziej różnorodne ekosystemy, a jednocześnie żyją najuboższe społeczności, niszcząca działalność człowieka na obszarach chronionych jest coraz bardziej intensywna.
      Naukowcy znaleźli związek pomiędzy rosnącą ludzką aktywnością na obszarach chronionych, a istnieniem mniejszej liczby dróg w danym państwie i jego niższej pozycji w rankingu Human Development Index.
      Nasze badania wskazują, że od 1995 roku odległe chronione obszary tropikalne doświadczają alarmującego wzrostu presji ze strony człowieka. To miejsca charakteryzujące się niezwykle dużą bioróżnorodnością i odkrywają one nieocenioną rolę w zachowaniu najbardziej zagrożonych gatunków, mówi główny autor badań, doktor Jonas Geldmann.
      Wcześniejsze badania, w których porównywano obszary chronione z niechronionymi dotyczyły lasów i wykazały, że nałożenie ochrony ogranicza wycinkę drzew. Nowe badania to potwierdzają. Na przykład w Amazonii widać, że w obszarach chronionych wylesianie jest mniej intensywne. Jednak nałożenie formalnej ochrony przynosi mniej korzyści w innych miejscach, np. na sawannach.
      Wzrost działalności człowieka na obszarach chronionych jest szczególnie widoczny w Afryce Centralnej i Wschodniej. Na obszarach trawiastych Afryki Subsaharyjskiej powierzchnia upraw na obszarach chronionych rośnie dwukrotnie szybciej niż na obszarach niechronionych. Z kolei na obszarach namorzynowych Czarnego Lądu rolnictwo rozwinęło się o 13% bardziej niż na obszarach niechronionych.
      Na odległych obszarach trawiastych Azji Południowo-Wschodniej na obszarach chronionych rozwój rolnictwa jest o 8% większy, a w Ameryce Południowej, szczególnie poza Amazonią, jest on 10% szybszy niż na obszarach niechronionych.
      Te badania pokazują, że rolnictwo jest głównym zagrożeniem dla obszarów chronionych, szczególnie w tropikach. Nie badaliśmy przyczyn takiego stanu rzeczy, ale podejrzewamy, że główną rolę odgrywa tutaj szybki wzrost populacji ludzi, brak funduszy i korupcja. Ponadto na obszarach niechronionych większość nadającej się do uprawy ziemi już jest zajęta przez rolnictwo. Sądzimy, że w wielu miejscach obszary chronione istnieją tylko na papierze, ale za ich ustanowieniem nie idzie odpowiednie finansowanie, zarządzanie i zaangażowanie lokalnej społeczności. Wyznaczanie sobie ambitnych celów, jak objęcie ochroną 17% lądów do końca bieżącej dekady oraz spodziewane w przyszłym roku przyjęcie deklaracji o ochronie 30% lądów, nie będą wiele znaczyły, jeśli za tym nie pójdą wystarczające fundusze, mówi Geldmann.
      Uczeni podkreślają, że czasem objęcie jakiegoś obszaru ochroną oznacza odebranie praw rdzennym mieszkańcom, co może skończyć się tak, że obszar ten zaczyna być nadmiernie eksploatowany przez ludzi z zewnątrz. Odpowiednie zarządzanie jest tym ważniejsze, że już wcześniejsze badania wykazały, iż wsparcie rdzennych mieszkańców w zarządzaniu terenami chronionymi może zapobiegać utracie habitatów.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...