Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Nie od dzisiaj wiadomo, że obecność zieleni w okolicy, w której mieszkają dzieci, pozytywnie wpływa na rozwój ich funkcji poznawczych oraz na zachowanie. Autorzy najnowszych badań dowiedli, że obecność zieleni zwiększa też inteligencję dzieci. Im więcej zieleni w sąsiedztwie, tym lepiej dla rozwoju dzieci. Związek ten zauważono w miastach, ale już nie na przedmieściach i wsiach. Pozytywny wpływ zieleni w miastach był widoczny zarówno w ubogich jak i bogatych okolicach.

Na podstawie badań 620 belgijskich dzieci w wieku 10–15 lat stwierdzono, że zwiększenie o 3% powierzchni terenów zielonych w promieniu 3000 metrów od miejsca zamieszkania dziecka, jest związane z IQ wyższym średnio o 2,6 punktu.

Mamy coraz więcej dowodów wskazujących, że życie wśród zieleni poprawia funkcje poznawcze, takie jak pamięć czy uwagę. Nasze badania pokazują, że dotyczy to również inteligencji, mówi profesor Tim Nawrot.

Naukowcy wykorzystali dane satelitarne, dzięki którym określili powierzchnię zajmowaną przez zieleń w otoczeniu każdego z badanych dzieci. Średnie IQ dla całej badanej grupy wynosiło 105, ale naukowcy zauważyli, że tam, gdzie zieleni było najmniej, 4% dzieci miało IQ poniżej 80. Tam, gdzie zieleni było więcej, IQ żadnego z dzieci nie było niższe niż 80.

Wpływu zieleni na różnice w inteligencji nie zauważono na obszarach podmiejskich i wiejskich. Nawrot uważa, że jest tam na tyle dużo zieleni, iż pozytywnie wpływa to na wszystkie dzieci, stąd brak różnic.

Badacze wzięli pod uwagę zamożność oraz poziom wykształcenia rodziców i wykluczyli sugestię, jakoby ludzie o lepszym wykształceniu i większej zamożności mieszkali w bardziej zielonych miejscach. Wykluczono też, że widoczne różnice były wynikiem różnic w zanieczyszczeniu powietrza.

Uczeni sugerują, że różnice wynikaja z faktu, iż tam, gdzie więcej zieleni, jest mniej hałasu, a obecność zieleni wpływa na zmniejszenie stresu oraz daje dzieciom większe możliwości jeśli chodzi o zabawę i aktywność fizyczną. Gdy połączymy to z faktem, że badania przeprowadzone w 2015 roku w Barcelonie wykazały, iż więcej zieleni wokół wiąże się z lepszą pamięcią i lepszą koncentracją uwagi, to wszystkie te czynniki mogą wyjaśniać wyższą inteligencję dzieci mieszkających w bardziej zielonych okolicach.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 25.08.2020 o 12:30, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Wpływu zieleni na różnice w inteligencji nie zauważono na obszarach podmiejskich i wiejskich.

To jest dowód, że ta przyczynowość jest fałszywa.

W dniu 25.08.2020 o 12:30, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Nawrot uważa, że jest tam na tyle dużo zieleni, iż pozytywnie wpływa to na wszystkie dzieci, stąd brak różnic.

Spycholodzy znowu w akcji. Zawsze wątpiłem w ich zdolność logicznego myślenia, a tu czysty dowód: to zdanie nie ma kompletnie sensu. Skoro:

W dniu 25.08.2020 o 12:30, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Badacze wzięli pod uwagę zamożność oraz poziom wykształcenia rodziców i wykluczyli sugestię, jakoby ludzie o lepszym wykształceniu i większej zamożności mieszkali w bardziej zielonych miejscach. Wykluczono też, że widoczne różnice były wynikiem różnic w zanieczyszczeniu powietrza.

czyli usunęli wpływ innych zmiennych, to znaczy, że wiejskie dzieciaki powinny być bystrzejsze od miejskich. To naprawde proste rozumowanie, ale zbyt trudne dla spychologów.

W dodatku sami sobie przeczą:

W dniu 25.08.2020 o 12:30, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Uczeni sugerują, że różnice wynikaja z faktu, iż tam, gdzie więcej zieleni, jest mniej hałasu, a obecność zieleni wpływa na zmniejszenie stresu oraz daje dzieciom większe możliwości jeśli chodzi o zabawę i aktywność fizyczną.

To właśnie obszary wiejskie.

Spycholom poradziłbym wzięcie pod uwagę jeszcze jednej zmiennej - inteligencję rodziców. Inteligentniejsi rodzice wolą mieszkać w zdrowych okolicach, ale jednocześnie niezbyt daleko od miasta, żeby nie musieli za daleko jeździć. Optymalizują po prostu wybór między ciszą i zdrowym powietrzem a szybkością dostępu do danego terenu. Zagadka ponownie rozwiązana.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Żako (Psittacus erithacus) to wyjątkowe zwierzęta. Papugi te mogą żyć ponad 50 lat, charakteryzują się świetną pamięcią i spostrzegawczością. Na tyle dobrą, że niedawno ukazały się wyniki badań opisujących, jak żako imieniem Griffin pokonał w zadaniu na sprawność wzrokowej pamięci roboczej zarówno dzieci jak i studentów ostatnich lat Uniwersytetu Harvarda.
      Griffin i ludzie zmierzyli się grze w trzy kubki. Gra polega na tym, że pod jednym z trzech identycznych pojemników chowa się – tak by biorący udział w grze to widział – jakiś przedmiot. Następnie kubki są szybkimi ruchami przestawiane, a gracz ma za zadanie wskazać, pod którym kubkiem jest ukryty przedmiot.
      Przeciwko Griffinowi stanęło 21 dzieci w wieku 6–8 lat oraz 21 studentów. Zadaniem uczestników testu było śledzenie 2, 3 lub 4 różnokolorowych pomponów ukrytych pod kubkami. Pozycję kubków zmieniano od 0 do 4 razy dla każdego układu pomponów.
      Griffin zmierzył się z dzieci w 36 próbach, ze studentami zaś w 120. Papuga pobiła dzieci na głowę. Natomiast ze studentami albo zremisowała albo lekko wygrała w 12 na 14 rodzajów testów.
      Gra w trzy kubki jest bardzo dobrym testem na sprawdzenie funkcjonowania wzrokowej pamięci roboczej. Mózg musi bowiem zapamiętać, gdzie znajdował się przedmiot, następnie zaś musi uaktualnić tę wiedzę o nowe informacje, czyli o nowe pozycje kubków. Wzrokowa pamięć robocza to jeden z elementów inteligencji.
      Pomyślcie tylko. Żako była lepsza niż studenci ostatnich lat Harvarda. To niesamowite. Mieliśmy tutaj studentów inżynierii i medycyny, a Griffin skopał im tyłki, cieszy się główny autor badań, Hrag Pailian z Harvarda.
      Griffin już wcześniej brał udział w badaniach, które wykazały jego wysoką inteligencję. Pokazały one, że w testach poznawczych papuga jest bardziej inteligentna niż przecięty 4-latek, a inteligencją dorównuje dzieciom w wieku 6–8 lat. Jednak pokonanie studentów jednej z najlepszych uczelni na świecie to zupełnie inny poziom.
      Możemy jednak oddać studentom nieco sprawiedliwości. W dwóch najtrudniejszych testach, gdzie użyto największej liczby pomponów i największej liczby ruchów kubkami, dorośli ludzie wyraźnie pokonali Griffina. W tym przypadku osiągi papugi były podobne do osiągów dzieci, ale też nigdy nie wypadł gorzej niż dzieci.
      Naukowcy nie wiedzą, dlaczego w tych najtrudniejszych testach Griffin wypadł wyraźnie słabiej niż w nieco mniej trudnych. Być może ma to związek ze sposobem pracy ludzkiej inteligencji.
      Opisane tutaj eksperymenty to część większych badań, w których biorą też udział m.in. Irene Pepperberg, Susan Carey i Justin Halberda z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa. Celem uczonych jest zbadanie granic możliwości mózgu w zakresie przetwarzania i aktualizowania mentalnych reprezentacji świata zewnętrznego. Innymi słowy, szukają granic aktywnie działającej części wzrokowej pamięci roboczej. Mają nadzieję, że dzięki temu będzie można poznać ewolucję i pochodzenie tego rodzaju pamięci, co w dalszej perspektywie odsłoni nam naturę ludzkiej inteligencji.
      Każde działanie, które przetwarzamy w mózgu, odbywa się we wzrokowej pamięci roboczej. Przechowujemy tam informacje o świecie zewnętrznym, manipulujemy nimi, następnie przesyłamy do obszarów wyższych funkcji poznawczych.[...] Sądzimy, że zdolność do takiego przechowywania i przetwarzania informacji jest głównym elementem ludzkiej inteligencji. Jeśli jednak stwierdzimy, że inne zwierzęta też mają takie zdolności i określimy, kiedy w toku ewolucji się one narodziły, to być może będziemy w stanie zbadać, gdzie leży różnica pomiędzy ludzką a zwierzęca inteligencją, mówi Pailian.
      Umiejętności, jakimi wykazuje się Griffin, pokazują, że tego typu zdolności nie ograniczają się tylko do człowieka. Posiada je wiele gatunków i być może wszyscy dziedziczymy je po naszym wspólnym przodku. W opisywanym tutaj przypadku wspólnych przodków należy szukać jeszcze przed dinozaurami. Ludzi i papugi dzieli ponad 300 milionów lat ewolucji.
      Jest więc możliwe, chociaż nie możemy tego udowodnić, że dinozaury też miały tego typu zdolności. Mogły one równolegle ewoluować u naczelnych i u ptaków. Inna możliwość jest taka, że nasz wspólny przodek nie posiadał takich zdolności. Wówczas musielibyśmy założyć, że z jakiegoś powodu pojawiły się one niezależnie u dwóch linii rozwojowych zwierząt. Jako że wiele gatunków posiada mniej lub bardziej rozwinięte zdolności tego typu, sądzimy, że dziedziczymy je po naszym wspólnych przodku, mówi Irene Pepperberg.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Rodzice używający wózków spacerowych o niskim zawieszeniu, gdzie dziecko umieszczone jest nisko nad chodnikiem, narażają swoje dzieci oddychanie wyjątkowo zanieczyszczonym powietrzem. Do takich wniosków doszli brytyjscy naukowcy z University of Surrey, którzy poinformowali o wynikach swoich badań na łamach pisma Environmental International.
      Badacze wzięli pod uwagę trzy typy spacerówek. Jednomiejscową, w której dziecko jest zwrócone w stronę, w którą porusza się wózek, jednomiejscową, gdzie dziecko siedzi twarzą do rodzica oraz dwumiejscową, gdzie jedno dziecko siedzi wyżej od drugiego, a dzieci zwrócone są w kierunku ruchu.
      Badania przeprowadzono podczas symulowanych 89 spacerów do i z przedszkola czy żłobka. Spacery odbywały się na odległość nieco ponad 2 kilometrów i odbywały się w godzinach 8–10 i 15–17 w miejscowości Guildford. To średniej wielkości miasto zamieszkane przez około 80 000 osób.
      Naukowcy stwierdzili, że średnio, niezależnie od rodzaju wózka, dzieci oddychają o 44% bardziej zanieczyszczonym powietrzem niż ich rodzice. Jednocześnie zauważyli, że w wózkach dwumiejscowych dziecko siedzące niżej ma kontakt z 72% więcej zanieczyszczeniami, niż dziecko siedzące wyżej.
      Pewnym ratunkiem jest budka. Okazuje się, że gdy jest ona rozłożona, koncentracja małych cząstek zanieczyszczeń, którymi oddycha dziecko, zmniejsza się nawet o 39%.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Rozmawiamy z profesorem Czesławem Nosalem, psychologiem zajmującym się przede wszystkim teorią umysłu. Specjalizuje się m.in. w psychologii poznawczej, procesach umysłowych i różnicach indywidualnych. Jest autorem nowej metody diagnozy typów umysłów opracowanej na podstawie teorii funkcji świadomości Junga. Od 1989 roku, a zatem od początku jej istnienia, jest Głównym Psychologiem i mentorem naukowym Mensy Polskiej. Członek Komitetu Psychologii Polskiej Akademii Nauk.
      Profesor Nosal jest m.in. autorem takich prac jak „Psychologiczne modele umysłu” czy „Psychologia myślenia i działania menedżera”.
      Co sprawia, że czujemy się jednością? Czy odpowiada za to interpretator, opisywany przez Michaela Gazzanigę moduł z lewej półkuli, który zbiera informacje napływające do mózgu i buduje z nich spójną narrację?
      CAŁY MÓZG tworzy jedność  w obiektywnym sensie i jej subiektywne, mentalne reprezentacje, a w tym i różne formy ego-narracji, o których pisze Gazzaniga. Polecam jego ostatnią książkę: Instynkt świadomości: Jak z mózgu wyłania się umysł (2020, Smak Słowa). „Interpretator” Gazzanigi to stan umysłowy wyższego stopnia, wcześniej jednak zaistnieć musi stan bardziej pierwotnego zintegrowania mózgu, jako neuronośnik dla „interpretatora”.  Natury tego pierwotnego stanu jeszcze nie poznaliśmy.  Coraz częściej głowią się nad nim fizycy (por. Tegmark, "Życie 3.0").
      Dodać trzeba/warto na marginesie, że zdaniem Gazzanigi, słusznie, lateralizacyjna teoria mózgu gryzie piach. Tu i ówdzie błąkają się pseudokoncepcje w rodzaju „lewy mózg” to vs. „prawy mózg” tamto, ale w ramach współczesnych teorii mózgu jako KONEKTOMU, złożonej sieci neuronalnej, nie mają one już większego sensu. Trzeba też pamiętać, że spoidło wielkie (med. corpus callosum) to około 200 milionów włókien nerwowych łączących obie półkule. Czyli to, co „lewe” zawsze działa w kontekście neuronalnym tego, co „prawe”.  Np. gdy mówimy, musimy też rozumieć to, co mówimy. Konieczna jest więc integracja przetwarzania linearnego(„lewego”) z przestrzenno-semantycznym („prawym”).   
      Jedność mózgu jest szczególnie podkreślana w ramach stanowisk teoretycznych określanych mianem   MÓZGU UCIELEŚNIONEGO. Antonio Damasio w książce Błąd Kartezjusza pokazał jedność „ciałomózgu”, tworzącego całą psychikę. Bazą filozoficzną dla Damasio jest monizm Spinozy, a nie dualizm Kartezjusza. Całą książkę W poszukiwaniu Spinozy poświęcił więc temu  filozofowi. Teoria mózgu ucieleśnionego to wielki ukłon historii dla Spinozy.
      Czym jest świadomość i co ją ogranicza?
      Na pytanie czym jest świadomość nie ma jeszcze wyraźnej odpowiedzi. Ostatnia książka Gazzanigi szkicuje taką odpowiedź, lecz szczegółowe mechanizmy świadomości to nadal więcej pytań i paradoksów niż odpowiedzi.
      W sensie formalnym nic nie ogranicza naszej świadomości, to kwestia edukacji i wykorzystywania możliwości poznawczych. A w sensie neuronalnym i w kontekście relacji mózg – poznawanie – świat powstają wątpliwości, czy nie ogranicza nas ZASADNICZA KONSTRUKCJA MÓZGU?? To, co poznaje jest stworzone z tego, co jest poznawane. A więc  występuje tu rodzaj pętli poznawczej. Od dawna fizycy (np. J. Wheeler) mówią o samouzgodnionej pułapce (self-reference cosmology). Niełatwo jest rozwiązać ten trudny problem leżący na pograniczu ontologii bytu i epistemologii. I nie jest to problem nowy, bo znany od  Starożytności.
      Ostatnimi czasy sporo się mówi o różnych typach inteligencji, np. inteligencji emocjonalnej czy społecznej. Czy inteligencja jest jedna, tyle tylko, że posługujemy się nią inaczej w zależności od rodzaju materiału/zagadnienia, czy też faktycznie można mówić o mnogości inteligencji?
      Istnieje tylko jedna INTELIGENCJA jako ewolucyjnie zdeterminowana zdolność ogólna mózgu, konieczna dla rozwiązywania różnych problemów adaptacji do zmienności i złożoności środowiska życia. A te różne „inteligencje”, które się rozmnożyły to zdolności specjalne. Np. „inteligencja emocjonalna” to stara zdolność... samokontroli emocji. Dlaczego lansuje się termin IE? Bo  inteligencja to „atrakcyjny” termin. Przymiotnik „inteligentny” np. w j. ang. jest na pierwszym miejscu kryteriów oceniania ludzi.  Inna sprawa, że następuje również deprecjacja terminu „inteligencja” bo się do niego przyklejają różne „sztuczne inteligencje”.
      Koncepcja „mnogości/specyficzności inteligencji” (pseudoteoria: H. Gardnera, zawarta w Frames of mind (1983); por. też inne prace tego autora po polsku), jako opozycji do inteligencji ogólnej (general factor, odkrytej i opisanej przez C. Spearmana w 1904 roku) nie potwierdziła się empirycznie, ale nadal jest lansowana bez uzasadnienia. Ostatnio Gardner „odkrył” np. inteligencję ekologiczną. A ktoś inny „inteligencję seksualną”, a jeszcze inny „machiawelistyczną”.  
      Osoby zainteresowane problematyką inteligencji odsyłam do doskonałej monografii naszego wybitnego znawcy tego zagadnienia: J. Strelau, Różnice indywidualne.... (2014, Scholar). Dodam tylko na koniec, że teoria czynnika inteligencji ogólnej trzyma się mocno. Niedawno jego uniwersalną strukturę potwierdzono w szeroko zakrojonych badaniach  międzykulturowych:
      Warne, R. T., & Burningham, C. (2019). Spearman’s g found in 31 non-Western nations: Strong evidence that g is a universal phenomenon. Psychological Bulletin, 145(3), 237-272. http://dx.doi.org/10.1037/bul0000184

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy z University of Adelaide i University of Witwatersrand twierdzą, że współcześnie żyjące wielkie małpy są bardziej inteligentne od naszego przodka, australopiteka, a więc i od słynnej Lucy. Wyniki ich badań zostały opublikowane na łamach Proceedings of the Royal Society B. Podważają one dotychczasowe przekonania dotyczące inteligencji australopiteków, które były oparte na wielkości ich mózgów.
      Tym razem naukowcy podeszli do zagadnienia z nieco innej strony. Postanowili ocenić przepływ krwi w częściach mózgu odpowiedzialnego za funkcje poznawcze. Oszacowali go na podstawie wielkości otworów w czaszce, którymi dochodziły naczynia krwionośne. Technikę tę odpowiednio skalibrowano na przykładach ludzi i innych ssaków, a następnie zbadano w ten sposób czaszki 96 dużych małp i 11 australopiteków.
      Kierujący badaniami profesor Roger Seymour z Uniwersytetu w Adelajdzie poinformował, że u współczesnych wielkich małp przepływ krwi przez części mózgu odpowiedzialne za funkcje poznawcze jest większy, niż u australopiteków. Uzyskane wyniki były niespodziewane dla antropologów, gdyż generalnie uważa się, że inteligencja jest bezpośrednio związana z wielkością mózgu, mówi profesor Seymour. Tymczasem mózgi australopiteków są większe niż wielu współczesnych małp.
      Opieranie się na wielkości mózgu wydaje się rozsądne, gdyż większy mózg oznacza większą liczbę neuronów. Ponadto funkcje poznawcze zależą nie tylko od liczby neuronów, ale też od liczby łączących je synaps. To one zarządzają przepływem informacji w mózgu, a większa aktywność synaps oznacza lepsze przetwarzanie danych.
      Ludzki mózg na działalność synaps zużywa aż 70% energii, a ilość energii dostarczanej do mózgu jest proporcjonalna do przepływu krwi zapewniającej tlen. Mimo, że masa ludzkiego mózgu stanowi zaledwie 2% masy ciała, to mózg zużywa 15–20% całości używanej przez nas energii, a serce dostarcza mu około 15% całości krwi.
      Wiadomo, że wielkie mały są bardzo inteligentne. Jak jednak ta inteligencja ma się do inteligencji australopiteków sprzed 3 milionów lat, takich jak Lucy? Mózgi nieczłowiekowatych wielkich małp są mniejsze lub równe mózgom australopiteków, zatem przyjmowano, że Lucy była od nich bardziej inteligentna. Wiemy też, że ludzki mózg, pod względem rozmiarów i liczby neuronów, wygląda jak przeskalowany mózg małp naczelnych. Jednak nasze badania wykazały, że ilość krwi przepływającej przez mózg australopiteka była znacznie mniejsza niż ilość krwi przepływająca przez mózgi współczesnych naczelnych nieczłowiekowatych. Oceniliśmy, że ilość krwi przepływającej przez mózg Koko [słynna gorylica, która porozumiewała się z ludźmi za pomocą około 1000 znaków i gestów – red.] była około dwukrotnie większa niż u Lucy. Jako, że ilość przepływającej krwi wydaje się lepszym wskaźnikiem zdolności do przetwarzania informacji, Koko wydaje się bardziej inteligentna, podsumowuje Seymour.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Chcesz ciastko czy brokuła? – jeśli zadasz w ten sposób pytanie dziecku, które nie ukończyło jeszcze 3. roku życia, to w 80% przypadków odpowie ono, że ma ochotę na... brokuła. Jednak odpowiedź taka nie świadczy o sukcesie wychowawczym rodziców. Jak wynika z badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Kalifornijskim w Irvine, dzieci, postawione przed pytaniem, w którym występuje alternatywa, najczęściej wybierają tę opcję, która została im przedstawiona jako ostatnia.
      Dorośli wiedzą, czym jest wybór. Często decydują się na pierwszą z przedstawionych propozycji. Nazywamy to błędem pierwszeństwa. Jednak dzieci, szczególnie te przed 3. rokiem życia, które nie znają dobrze języka, mają skłonność do błędu ostatniego wyboru, co oznacza, że częściej wybierają opcję, którą zaprezentowano im na końcu. Nigdy wcześniej nie badano tego zagadnienia u dzieci, więc to fascynujące spostrzeżenie.
      Podczas badań naukowcy zadali 24 dzieciom w wieku 21–27 miesięcy po 20 pytań, w których był wybór pomiędzy dwoma opcjami. Później zadali te same pytania, ale odwrócili kolejność opcji do wyboru. Po każdej odpowiedzi dziecko dostawało naklejkę, przedstawiającą to, co wybrały. Jeśli dziecko nie udzielało odpowiedzi, pokazywano mu obie naklejki i proszono, by wskazało, którą chce.
      Okazało się, że gdy dzieci wybierały mówiąc, co chcą dostać, to na drugą z przedstawionych opcji decydowały się w 85,2% przypadków. Gdy zaś wskazywały, zamiast mówić, na drugą opcję decydowały się w 51,6% przypadków. Główna autorka badań, Emily Sumner mówi, że zaobserwowane zjawisko ma związek ze sposobem rozwoju pamięci roboczej dziecka, która jest nastawiona na natychmiastowe odbieranie i przetwarzanie języka.
      Gdy zaś dziecko wskazuje, widzi wszystkie opcje i może wybrać to, co rzeczywiście chce. Gdy zaś nie ma odnośników wizualnych i słyszy jedynie „czy”, to polegając na pętli fonologicznej jest w stanie przetwarzać tylko to, co ostatnio usłyszało. Dzieci rozumieją dźwięki, ale niekoniecznie rozumieją znaczenie słów. Więc gdy odpowiadają na tak zadane pytanie, po prostu powtarzają ostatnią opcję, wyjaśnia Sumner.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...