Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Colossus – robot, który ocalił Notre Dame

Recommended Posts

Paryska straż pożarna ujawniła, że w walce o ocalenie katedry Notre Dame ważną rolę odegrał robot Colossus. To ważący pół tony zdalnie sterowany pojazd gąsienicowy zbudowany przez firmę Shark Robotics, który jest wyposażony w działko wodne o wydajności ponad 2500 litrów na minutę.

Czas działał przeciwko nam, wiatr działał przeciwko nam, potrzebowaliśmy pomocy. Priorytetem było ocalenie dwóch dzwonnic. Wyobraźcie sobie, że drewniane struktury podtrzymujące dzwony zostałyby osłabione i dzwony by spadły. Tego się właśnie baliśmy. Na początku nietrudno było sobie wyobrazić, że cała katedra się zawali, powiedział Gabriel Plus, rzecznik prasowy paryskiej straży pożarnej. Upadek wielotonowych dzwonów spowodowałby zawalenie się wież i katedry.

Gdy zawaliła się iglica i część dachu, ze środka Notre Dame wycofano strażaków. Dowodzący akcją obawiali się zawalenia reszty dachu, który mógł zabić pracujących wewnątrz ludzi.

Wtedy to do środka wysłano Colossusa. Robot jest zdalnie sterowany, a operator ma nad nim kontrolę na odległość ponad 400 metrów. Urządzenie jest wodoodporne i może pracować w wysokich temperaturach, a jego akumulatory pozwalają na ośmiogodzinną pracę. Można go wyposażyć w kamery, czujniki oraz wentylator rozpraszający dym. To właśnie Colossus powstrzymał dalsze rozprzestrzenianie się płomieni we wnętrzu katedry.

Na załączonym filmie możemy zobaczyć robota podczas walki z pożarem Notre Dame.

 


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

hmmm 8h pracy zasieg 400 metrow (zakladam ze ciagnie za soba szlauch bo wydajnosc 2500 l na minute ??) to  nie wiem czy te 500 kg nie jest czasami za malo- nie wiem ile dokladnie by wazyl taki szlauch ale cos okolo8 moze 10 ton plus cisnienie itd

fajny maly ratownik ale chyba za lekki- sam nie wiem

Share this post


Link to post
Share on other sites
50 minut temu, dzbanek1 napisał:

fajny maly ratownik ale chyba za lekki- sam nie wiem

Za lekki na co? że nie działa? 

image.thumb.png.99e4ecf29af56b7cd53b157c9711bb0c.png

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

te specyfikacje tez znalazlem

za lekki- chodzilo mi czy ten caly 400 metrowy szlauch z woda uciagnie- to przeciez swoje wazy a jak dodamy ze w nim jest  chyba 6 atwosfer cisnienia to tez nieulatwia pracy

czyba ze wiezdza na miejsce ,  wlanczaja wode i  manewruje  lokalnie w miejscu aby nie przeciagac tej calej masy wody 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Licząc dla uproszczenia przekrój kwadratowy 5x5 cm i długość 400 m, to tylko 1 m3, czyli tona wody.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Melson – konstrukcja Koła Naukowego Robotyków KNR działającego przy Wydziale Mechanicznym Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej z sukcesami zakończył swój udział w zawodach International Robotic Competition RoboChallenge 2019 w Rumunii (1-3 listopada 2019). Robot zajął pierwsze miejsce w kategorii Humanoid Robot, drugie miejsce w kategorii Humanoid Sumo oraz został wyróżniony w kategorii Freestyle Showcase.
      Konkurencja Humanoid Robot składała się z dwóch części. Roboty musiały wejść na schody składające się z trzech stopni oraz przejść tor z postawionymi na nim przeszkodami. Melson bez problemu wykonał pierwszą część zadania. W drugiej także poradził sobie świetnie – bezbłędnie omijał przeszkody na swoim torze, utrzymując przy tym poprawny toru ruchu. Zwycięstwo w tej kategorii smakuje wyjątkowo, bo robot naszych studentów jako jedyny był skonstruowany i oprogramowany przez samych zawodników – uczestników zawodów.
      W konkurencji Humanoid Sumo dwa roboty umieszczane są na dużym ringu (dohyo). Ich zadaniem jest przewrócenie przeciwnika. Roboty są w pełni autonomiczne i lokalizują przeciwnika na podstawie odczytów z czujników. Za przewrócenie rywala robot otrzymuje punkt, a w gdy ten nie wstanie przez 10 sekund, następuje knock-out. Roboty głównie wyprowadzały ciosy, padając do przodu swoim „ciałem”, licząc, że to wywróci przeciwnika – opowiada Kornelia Łukojć. Jedynie Melson walczył, stosując typowe ruchy bokserskie, które przewracały rywali. Ostatecznie nasz robot zajął drugie miejsce, ale finał był najbardziej emocjonującą walką w tej konkurencji.
      Kategoria Freestyle Showcase to rywalizacja, w której liczy się pomysłowość i innowacyjność. Ocenie podlegają prezentacja i dokumentacja projektu. Wyróżnienie dla Melsona w tej konkurencji to kolejne potwierdzenie inżynierskich umiejętności jego twórców.
      Zawody RoboChallenge to największe zawody robotów organizowane w Europie i jedne z największych na świecie. W tegorocznej edycji wzięły udział 158 zespoły z 17 krajów, w tym 615 uczestników i 533 roboty startujące w 14 konkurencjach.
      Zespół Melsona: Maksymilian Szumowski (twórca), Kacper Mikołajczyk (koordynator), Bartosz Bok, Dominik Górczynski, Kornelia Łukojć, Jerzy Piwkowski, Przemysław Płoński, Patryk Saffer, Jakub Soboń, Larysa Zaremba, Paweł Żakieta, Karol Niemczycki

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Żarłoczne stado 500 kóz pomogło ocalić przed ogniem Bibliotekę Prezydencką Ronalda Reagana. W maju dyrekcja zatrudniła je, by zjadły suche rośliny otaczające kompleks. Zwierzęta utworzyły "przecinkę", która spowolniła ogień i dała strażakom walczącym z pożarami w Kalifornii dodatkowy czas.
      Znajdującej się w Simi Valley bibliotece zagroził Easy Fire - ostatni z 32 pożarów lasów, jakie wybuchły w Kalifornii od maja tego roku.
      Kozy o ciekawych imionach (spośród nich warto wymienić np. Vincenta van Goata czy Selenę Goatmez) pomogły ocalić cenne eksponaty, w tym fragment Muru Berlińskiego.
      Zwierzęta zostały wynajęte od miejscowej firmy 805 Goats, która działa dopiero od listopada 2018 r. Miały one oczyścić ok. 13 akrów ziemi (5,2 ha).
      Właściciel firmy Scott Morris podkreśla, że w sytuacji, kiedy w Kalifornii coraz częściej wybuchają pożary, by sprostać zapotrzebowaniu, będzie musiał pomyśleć o sporym powiększeniu stada.
      Spośród 7 aktywnych pożarów w Kalifornii największy jest Kincade. Wybuchł on 23 października. Dotąd pochłonął ponad 76 tys. akrów (30756 ha).

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Specjaliści obawiają się, że w pożarze buszu w Nowej Południowej Walii zginęły setki koali. Pożar, spowodowany ponoć przez sobotnie uderzenie pioruna w pobliżu Port Macquarie, strawił ponad 2 tys. hektarów, w tym samo serce podstawowego habitatu torbaczy.
      Piękno tej konkretnej populacji polega na tym, że jest tak bardzo zróżnicowana genetycznie, że ma znaczenie narodowe - podkreśla Sue Ashton, dyrektorka Port Macquarie Koala Hospital.
      Jeszcze do czwartku-piątku przeszkoleni ratownicy nie będą mogli wybrać się na poszukiwanie zwierząt, które przeżyły. Ponieważ koale zupełnie nie radzą sobie w sytuacji pożaru, Ashton obawia się najgorszego. Generalnie, gdy się pali, koala wspina się na szczyt drzewa i zwija się w kłębek. [...] Przy intensywnych pożarach torbacze mogą [niestety] spłonąć żywcem.
      Nawet jeśli przetrwają pożogę, schodząc po tlących się pniach, mogą oparzyć sobie łapy i pazury, przez co nie będą już w stanie się wspinać.
      Port Macquarie Koala Hospital pomieści do 40 osobników. Instytucja zebrała już grupę ponad 150 ochotników, którzy pomogą poradzić sobie ze spodziewanym dużym napływem rannych koali.
      Na wolności pozostało ok. 43 tys. koali. Zagrażają im utrata habitatu (wycinka gajów eukaliptusowych), urbanizacja, choroby czy zmiana klimatu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W paryskim zoo zaobserwowano, że świnie wisajskie (Sus cebifrons) wykorzystują narzędzia, by wykopać barłóg. Zachowanie zostało opisane przez ekolog Meredith Root-Bernstein na łamach periodyku Mammalian Biology. To pierwsze dowody, że świnie również posługują się narzędziami.
      W latach 2015-17 zespół Root-Bernstein wielokrotnie odwiedzał Menażerię Jardin des Plantes. Tamtejsza rodzina świń wisajskich wykorzystywała narzędzia, by przygotować barłóg na narodziny młodych. Najlepszymi umiejętnościami w tym zakresie mogła się pochwalić samica o imieniu Priscilla. Zbierała liście, przenosiła je na inne miejsce i trochę ryła. W pewnym momencie podniosła kawałek kory o wymiarach 10x40 cm i trzymając go w pysku, dość energicznie podważała, wyciągała i spychała ziemię.
      Zachowanie, które udało się zresztą sfilmować, obserwowano u Priscilli, jej partnera Billie'ego oraz u ich żeńskiego potomstwa aż 11 razy. Naukowcy manipulowali elementami wybiegu, by zobaczyć, czy i w jaki sposób stado Priscilli będzie reagować na narzędzia.
      Najlepsza w rodzinie była Priscilla, nieco gorzej wypadała jej dorosła córka. Billie próbował dotrzymać im kroku, ale w porównaniu do samic, wydawał się nieporadny (posługiwał się przy tym wyłącznie patykiem).
      Naukowcy stwierdzili, że kopiąc za pomocą patyka, zwierzęta są mniej skuteczne niż w czasie buchtowania ryjem czy rycia nogą. Czemu więc świnie się tak zachowują? Wg naukowców, może się tak dziać z kilku powodów, m.in. dla zabawy; w tym przypadku nagradzające byłoby samo korzystanie z narzędzi. Co istotne, posługiwanie się korą czy patykami nie upośledza ostatecznie budowy barłogu, niewykluczone też, w jakiś sposób ją usprawnia.
      Wydaje się, że transmisja zachowania jest pionowa (z matki na córkę) i pozioma (z samicy na samca). U samic wiosłujący ruch korą bądź patykiem występuje na konkretnym, końcowym, etapie budowy gniazda.
      Root-Bernstein przyznaje, że badanie prowadzono na bardzo małej próbie i że są to zwierzęta trzymane w niewoli, które mogą się zachowywać inaczej niż dzicy pobratymcy.
      Świnie wisajskie są krytycznie zagrożone. Obecnie występują wyłącznie na 2 filipińskich wyspach Panay i Negros. Niewykluczone, że można je również spotkać na Masbate.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Potężna burza geomagnetyczna, która spowoduje wyłączenia prądu, awarie satelitów i urządzeń elektrycznych jest nie do uniknięcia. Prawdopodobnie tego typu wydarzenia mają miejsce częściej, niż nam się wydaje i, bazując na najnowszych badaniach, można przypuszczać, że takiego uderzenia ze strony Słońca możemy spodziewać się prawdopodobnie w ciągu najbliższych 100 lat. Nikt nie jest jednak w stanie powiedzieć, czy nastąpi ono w następnej dekadzie czy w następnym wieku.
      Jako, że w coraz większym stopniu jesteśmy uzależnieni od technologii, burze gaomagnetyczne – związane z aktywnością Słońca – są coraz groźniejsze dla naszej cywilizacji.
      Już przed 10 laty informowaliśmy o raporcie NASA i Narodowej Akademii Nauk opisującym katastrofalne skutki, jakie mogłaby przynieść burza geomagnetyczna, czyli gwałtowna zmiana pola magnetycznego Ziemi spowodowana koronalnymi wyrzutami masy na Słońcu. Autorzy raportu szacują, że same tylko Stany Zjednoczone poniosłyby w ciągu pierwszego roku straty rzędu 2 bilionów dolarów. Przywrócenie stanu sprzed katastrofy potrwałoby 4-10 lat. Mało prawdopodobne, by nawet tak potężne państwo było w stanie całkowicie się z niej podnieść, informowaliśmy.
      Dotychczas najsilniejszą znaną nam burzą geomagnetyczną była ta z września 1859 roku, kiedy to zorza polarna była widoczna na Karaibach, doszło do awarii sieci telegraficznych i pożarów. Sądzono jednak, że tak silne wydarzenia mają miejsce raz na 500 lat. Okazuje się jednak, że zdarzają się znacznie częściej.
      Jeffrey Love i jego koledzy ze Służby Geologicznej Stanów Zjednoczonych informują na łamach Space Weather o wynikach analizy, jakiej poddali New York Railroad Storm, burzę magnetyczną z 1921 roku.
      Tego typu wydarzenia ocenia się według skali Dst (disturbance short time). To skala oceny uśrednionej aktywności pola magnetycznego Ziemi. Jeśli ulega ono osłabieniu, a tak się dzieje przy koronalnych wyrzutach masy ze Słońca, pojawiają się na niej wartości ujemne. Wartość bazowa Dst Ziemi wynosi około -20 nanotesli (nT). Wartości poniżej -250 nT są uznawane za superburzę.
      Naukowcy dysponują bardzo ograniczonym zestawem danych dotyczących burzy z 1859 roku i na tej podstawie uznają, że w tym czasie Dst wynosiło pomiędzy -850 a -1050 nT. Tymczasem, jak wynika z badań Love'a i jego zespołu, Dst podczas burzy z 1921 roku wynosiło około -907 nT. Burza z roku 1921 mogła być bardziej intensywna niż ta z roku 1859. Zanim przeprowadziliśmy badania wiedziano, że było to gwałtowne zjawisko, jednak nie wiedziano, do jakiego stopnia.
      Pomiary historycznych burz geomagnetycznych nie są proste. Obecnie dysponujemy całym szeregiem instrumentów monitorujących, jednak nasza wiedza od wydarzeniach sprzed roku 1957, kiedy to pojawił się indeks Dst, jest bardzo uboga, a dane opierają się na informacjach z różnych magnetometrów rozmieszczonych na całym świecie. Przed badaniami Love'a cała nasza wiedza o burzy z 1921 roku była oparta na danych z jednego obserwatorium na Samoa. Jednak autorom najnowszej analizy udało się dotrzeć do notatek wykonanych przez specjalistów z Australii, Hiszpanii i Brazylii. Dzięki temu mogli ocenić intensywność tego wydarzenia bardziej precyzyjnie niż wcześniej. Ich wyliczenia są też bardziej precyzyjne niż te, dotyczące burzy z 1859 roku, które opierają się na daych z jednego magnetometru w Indiach.
      Burza z 1921 roku została nazwana New York Railroad Storm od pożaru kolejowej wieży kontrolnej w Nowym Jorku, który wówczas wybuchł. Obecnie wiemy, że dowody na związek pomiędzy burzą, a tym pożarem są słabe. Jednak wiemy również, że tego samego dnia wybuchły też trzy inne wielkie pożary, które dotychczas przeoczono. Do jednego z nich doszło w wyniku pojawienia się silnych prądów indukcyjnych w telegrafach na stacji kolejowej w Brewster w stanie Nowy Jork. Stacja całkowicie spłonęła. Drugi z pożarów zniszczył centralę telefoniczną w Karlstad w Szwecji, a trzeci wybuchł w Ontario.
      Wiemy też, że burza ta przebiegła dwuetapowo. W Karlstad operatorzy centrali najpierw informowali o awarii i dymie. A gdy dym się rozwiał, nastąpił nagły pożar okablowania. Autorzy najnowszych badań dotarli tez do zapisków wskazujących, że zorzę polarną obserwowano wówczas na Samoa, w Arizonie i w pobliżu Paryża, a do awarii sieci telegraficznych i telefonicznych doszło w Wielkiej Brytanii, Nowej Zelandii, Danii, Japonii, Brazylii i Kanadzie. Wszystko zaś wskazuje na to, że mieliśmy do czynienia z wydarzeniem o średniej intensywności, które w ciągu kilku godzin znacznie się wzmocniło, powodując liczne problemy.
      Gdyby taka burza jak w 1921 roku miała miejsce dzisiaj, doszłoby to zakłócenia pracy wielu systemów. Doświadczylibyśmy wyłączeń prądu, awarii sieci telekomunikacyjnych, być może utraty niektórych satelitów. Nie twierdzę, że byłby to koniec świata, ale doszłoby do zniszczeń na wielką skalę, stwierdza Love.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...