Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Pomóż nazwać największą bezimienną planetę karłowatą Układu Słonecznego

Recommended Posts

Przed ponad 10 laty w Układzie Słonecznym odkryto planetę karłowatą, która do dzisiaj pozostaje największym nienazwanym obiektem w okolicach Słońca. Teraz Meg Schwamb, astronom z Gemini Observatory na Hawajach, i jej koledzy rozpoczęli publiczne głosowanie nad nazwą dla obiektu oznaczonego dotychczas jako 2007 OR10.

Naukowcy zaproponowali trzy nazwy, które spełniają warunki Międzynarodowej Unii Astronomicznej (MUA) dotyczące zasad nazywania tego typu obiektów. Zwycięska nazwa będzie rekomendowana MUA, a organizacja zdecyduje o nazwie.

Pozostaje pytanie, dlaczego planety nie nazwano w momencie odkrycia. Nie można nadać nazwy czemuś, o czym nic nie wiadomo. Gdy ją odkryliśmy, znaliśmy jej orbitę i przybliżoną wielkość, wyjaśnia Schwamb.

Teraz, po wielu obserwacjach, wiadomo, że 2007 OR10 ma średnicę około 1250 kilometrów, znajduje się za Plutonem, w Pasie Kuipera. Jej powierzchnia jest pokryta lodem ze śladami zamarzniętego metanu. Gdy Słońce oświetla OR10 zamarznięty metan przybiera czerwoną barwę, co wyjaśnia, dlaczego jest to jeden z najbardziej czerwonych obiektów w Pasie Kuipera. Woda mogła wydostać się na powierzchnię OR10 w przeszłości w ramach kriowulkanizmu.

Trzy zaproponowane nazwy dla 2007 OR10 to: Gonggong – potężne chińskie bóstwo wody, które wywołuje powodzie i chaos; Holle – zimowy duch z niemieckich baśni, kojarzony z płodnością i odrodzeniem; Vili – jeden z braci boga Odyna z nordyckiej mitologii.

Planeta 2007 OR10 jest bardzo mała, ale mimo to ma własny księżyc. Jego średnica to mniej niż 250 metrów. Został on odkryty przez inny zespół, więc Schwamb i jej koledzy nie mogą zaproponować dla niego nazwy. Gdy już nazwiemy główny obiekt, będzie można pomyśleć o nazwie dla jego księżyca, mówi uczona.

Zapraszamy więc do oddawania głosów na nową nazwę dla 2007 OR10.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przez tę obsesję przydzielania wszystkiemu indywidualnych nazw w końcu zabraknie tych nazw, tak jak loginów do gmaila. ;-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na łamach Nature Astronomy ukazał się artykuł Tidal fragmentation as the origin of 1I/2017 U1 Oumuamua. Wysunięta w nim hipoteza dotycząca sposobu powstania niezwykłego obiektu Oumaumua, który w 2017 roku odwiedził Układ Słoneczny, wyjaśnia wiele z jego tajemnic.
      Autorzy, Yun Zhang z Chińskiej Akadmeii Nauk i Douglas N. C. Lin z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis, uważają, że Oumuamua to fragment większego obiektu, rozerwanego przez siły grawitacyjne jego rodzimej gwiazdy. Rozerwanie za pomocą sił pływowych nie tylko wyjaśnia kształt Oumuamua, ale również daje podstawy, by przypuszczać, że w przestrzeni kosmicznej jest znacznie więcej obiektów o takim kształcie, mówi Yun Zhang.
      Oumuamua to zadziwiający obiekt. Jest na przykład niezwykle wydłużony i spłaszczony. Nigdy wcześniej astronomowie nie zaobserwowali w przestrzeni kosmicznej niczego o takim kształcie. Ponadto wykazuje „przyspieszenie niegrawitacyjne”, co oznacza, że nie został on przyspieszony przez oddziaływanie Słońca, Jowisza czy innych dużych obiektów Układu Słonecznego.
      Takie przyspieszenie można by wyjaśnić uwalnianiem się gazu, który działa jak silnik rakietowy. Problem w tym, że nie zaobserwowano, by w Oumuamua uwalniał się gaz. Wiemy też, że Oumuamua pochodzi spoza Układu Słonecznego. Biorąc pod uwagę rozmiary przestrzeni kosmicznej i nasze wciąż skromne możliwości obserwacyjne, natrafienie na choćby jeden taki obiekt graniczy z cudem. Chyba, że tego typu obiektów jest naprawę wiele. Tak właśnie uważa Zhang. Średnio każdy układ planetarny powinien wyrzucać z siebie około 100 bilionów tego typu obiektów, stwierdza uczony.
      Nic zatem dziwnego, że gdy tylko zauważono tak dziwaczny obiekt, pojawiły się głosy, że może być to statek obcych.
      Tymczasem Zhang i Lin proponują całkowicie naturalne wyjaśnienie pochodzenia Oumuamua. Uczeni wykorzystali symulacje komputerowe, by zbadać, jak na różne obiekty wpływa przelot w pobliżu gwiazdy macierzystej. Modele wykazały, że obiekty takie zostaną rozerwane w taki sposób, że powstaną wydłużone fragmenty, które zostaną następnie wyrzucone w przestrzeń międzygwiezdną.
      Gdy obiekt znajdzie się niedaleko gwiazdy, jest podgrzewany do wysokich temperatur, później stygnie i pojawiają się na nim podłużne pęknięcia. Siły pływowe gwiazdy rozrywają obiekt wzdłuż pęknięć. W procesie tym zużywanych jest też olbrzymia ilość substancji lotnych, co wyjaśnia czerwonawe zabarwienie powierzchni, brak widocznej komy oraz brak wody, stwierdza Zhang. Dodaje jedna, że pod powierzchnią mogą znajdować się skondensowane substancje lotne, jak np. zamarznięta woda. Mogą zostać one „aktywowane” podczas przelotu w pobliżu innych gwiazd, nadające obiektowi niegrawitacyjne przyspieszenie.
      Oumuamua jest pierwszym, ale nie jedynym, obiektem pochodzącym spoza Układu Słonecznego, który zjawił się w naszym sąsiedztwie. W ubiegłym roku zauważono kometę 2I/Borisov. Naukowcy spodziewają się, że gdy uruchomione zostanie Vera C. Rubin Observatory, poznamy znacznie więcej takich obiektów.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Astronomowie odkryli 139 nowych planetoid krążących wokół Słońca poza orbitą Neptuna, a wykorzystana przez nich metoda analizy danych zebranych za pomocą Dark Energy Survey może pomóc w odnalezieniu tysięcy takich obiektów w najbliższych latach. Odkryte planetoidy, wraz z tymi, które dopiero zastaną odnalezione, mogą zaś zdradzić nam tajemnice dotyczące Dziewiątej Planety, zwanej też Planetą X.
      Orbita Neptuna przebiega w odległości około 30 jednostek astronomicznych (j.a.) od Słońca. Poza nią znajduje się Pas Kuipera. To miejsce pełne komet i innych obiektów. Wśród nich są też i obiekty transneptunowe, niewielkie obiekty wielkości Plutona i mniejsze, które obiegają Słońce. Obecnie znamy około 3000 takich obiektów, jednak specjaliści uważają, że ich liczba jest bliska 100 000.
      W miarę, jak odkrywamy kolejne takie obiekty okazuje się, że niewielka ich część ma niezwykłe orbity. Część astronomów – jak Konstantin Batygin i Mike Brown z Caltechu – uważa, że za orbity takie odpowiada nieznana dotychczas planeta, która mogła powstać w Układzie Słonecznym lub też zostać przechwycona przez Słońce. Są jednak i tacy, którzy twierdzą, że niezwykłe orbity to skutek wzajemnych oddziaływań czy też istnienia pierwotnej czarnej dziury krążącej wokół Słońca.
      Jeśli Planeta X rzeczywiście istnieje, to może mieć masę od 5 do 15 mas Ziemi i krążyć w odległości 400 j.a. od Słońca. Jej oddziaływanie grawitacyjne może wpływać na niektóre obiekty z Pasa Kuipera.
      Problem w tym, że nie mamy silnych bezpośrednich dowodów na jej istnienie. Jeśli znajdziemy więcej obiektów transneptunowych, szczególnie poza Pasem Kuipera, możemy zdobyć więcej danych wyjaśniających niezwykłe orbity już odkrytych obiektów. Nowe odkrycia mogą albo zaprzeczyć istnieniu Dziewiątej, albo wskazać, gdzie należy jej obecnie szukać.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Pierwsza znana nam kometa pochodząca spoza Układu Słonecznego, może wkrótce się rozpaść. Obiekt 2I/Borisov został odkryty we wrześniu bieżącego roku. To drugi, po 1I/2017 Oumuamua obiekt, o którym wiemy, że nie pochodzi z naszego systemu planetarnego.
      Od czasu odkrycia 2I/Borisov kometa jest śledzona, dzięki czemu wiemy, że w przyszłym tygodniu znajdzie się ona w peryhelium, czyli w najbliższym Słońcu punkcie swej orbity. Jako, że jest podobna do znanych nam komet z Układu Słonecznego, astronomowie spodziewają się, że będzie przechodziła  podobny proces i zacznie się rozpadać.
      Międzygwiezdny przybysz został zauważony, gdy znajdował się w odległości około 3 jednostek astronomicznych od Słońca. Pomimo tego, że jest dość jasna, komety wcześniej nie zauważono, gdyż z punktu widzenia Ziemi znajduje się blisko Słońca.
      Ostatnio jednak grupa astronomów przejrzała starsze zdjęcia i znalazła 2I/Borisovo na fotografiach z grudnia ubiegłego roku. Dzięki prześledzeniu jej trasy tak daleko, jak to tylko możliwe, możemy więcej powiedzieć o jej orbicie. To pomoże nam też określić, skąd ona pochodzi, mówi Quanzhi Ye, astronom z University of Maryland, który stał na czele zespołu badawczego.
      W miarę, jak kometa zbliża się do Słońca, astronomowie mogą lepiej poznać jej budowę. Ogrzewana przez naszą gwiazdę uwalnia gazy, które zwiększają jej jasność. Jako, że różne gazy są uwalniane przy różnych temperaturach, obserwacja zmian jasności komety pozwala z grubsza określić, jaki jest jej skład. Dodatkowo badanie spektrum światła komety mówi nam jakie gazy i w jakiej ilości są uwalniane.
      Ostatnio naukowcy trafili na ślady pary wodnej unoszącej się z komety. Dodali ją więc do listy gazów, która zawiera też tlen atomowy, dwuatomowy węgiel, wodorotlenek i cyjanki. To zaś pozwala porównać ją z kometami pochodzącymi z Układu Słonecznego.
      Jak na razie 2I/Borisow, pędząca z prędkością 160 000 km/h wygląda jak inne komety długookresowe. Jej jądro ma średnicę nie większą niż 6,5 kilometra. Wszystko, co obecnie wiemy o tej komecie wskazuje, że może się ona rozpaść w pobliżu Słońca.
      Niektóre komety uwalniają olbrzymie ilości gazów już na dziesiątki j.a. od Słońca, a inne zachowują się całkowicie spokojnie. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, co się stanie. Będziemy ją codziennie obserwowali. Jeśli się rozpadnie lub stanie się z nią coś dziwnego, od razu się dowiemy, zapewniają naukowcy.
      2I/Borisov znajdzie się w peryhelium w najbliższą niedzielę, 8 grudnia. Z kolei najbliżej Ziemi podleci 28 grudnia. Jeśli przetrwa bliskie spotkanie ze Słońcem, w ciągu kilku miesięcy odleci na taką odległość, że przestanie być widoczna.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Hubble prowadzi obserwacje komety 2I/Borisov. Teleskop dostarczył właśnie najlepszych zdjęć tego obiektu. 2I/Borisov to drugi znany nam obiekt międzygwiezdny, który z zewnątrz trafił do Układu Słonecznego. W 2017 roku pierwszym takim gościem był 1I/Oumuaua, który zbliżył się na odległość około 39 000 000 kilometrów do Słońca.
      Wydaje się, że Oumuamua był kawałkiem skały. Borisov jest aktywny, bardziej jak normalna kometa. Pytanie brzmi, dlaczego te dwa obiekty są tak różne, mówi David Jewitt z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles (UCLA).
      Kometa daje niepowtarzalną okazję do badania właściwości pozasłonecznych układów planetarnych, gdyż pochodzi z jednego z nich. Chociaż inne układy planetarne mogą znacząco się różnić od naszego, to fakt, że właściwości tej komety wydają się bardzo podobne do właściwości Układu Słonecznego jest bardzo znaczący, dodaje Amaya Moro-Martin ze Space Telescope Science Institute.
      Hubble sfotografował 2I/Borisov w odległości niemal 420 000 000 kilometrów od Ziemi. Dnia 7 grudnia kometa zbliży się do Słońca na najmniejszą odległość około 300 000 000 kilometrów. Porusz się ona po orbicie parabolicznej, a jej prędkość to 177 000 km/h. Do połowy przyszłego roku kometa znajdzie się poza orbitą Jowisza i będzie podążała w kierunku granicy Układu Słonecznego. Gdy go opuści, miną miliony lat, zanim napotka na kolejny układ planetarny.
      Dotychczas wszystkie znane nam komety pochodziły z peryferiów Układu Słonecznego, albo z Pasa Kuipera, albo z hipotetycznego Obłoku Oorta który ma znajdować się w odległości roku świetlnego od Słońca, a który wyznacza dynamiczną granicę Układu.
      Borisov i Oumuamua to pierwsi znani nam goście spoza Układu Słonecznego. W przyszłości czeka nas więcej takich odkryć, gdyż zapewne tego typu obiektów, przelatujących przez Układ, są tysiące, jednak większości z nich nie potrafimy odkryć za pomocą współczesnej technologii.
      Hubble będzie prowadził obserwacje 2I/Borisov do stycznia 2020.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Administrator NASA, Jim Brindestine, na nowo rozpalił dyskusję o statusie Plutona. Przed 13 laty stracił on miano planety i został uznany planetą karłowatą. Szef NASA stwierdził, że powinien on być pełnoprawną planetą, gdyż posiada ocean pod powierzchnią, związki organiczne na powierzchni i własne księżyce. Dodał przy tym, że jeśli mielibyśmy na poważnie traktować wymóg, by za planety uznawać tylko te obiekty, które oczyściły swoją orbitę wokół Słońca, to powinniśmy obniżyć status wszystkich planet.
      To już drugi raz w ciągu ostatnich miesięcy, gdy Brindestine dopomina się o ponowne uznanie Plutona za planetę. Jestem tutaj, by Wam powiedzieć, że jako administrator NASA, sądzę, iż Pluton powinien być planetą, mówił do bijących mu brawo uczestników Międzynarodowego Kongresu Astronautycznego. Niektórzy ludzie argumentują, że aby zostać uznanym za planetę trzeba oczyścić swoją orbitę wokół Słońca. Hm.. jeśli to jest definicja, której mamy używać, to powinniśmy obniżyć status obecnych planet. Musielibyśmy uznać je za planety karłowate, gdyż żadna z nich nie oczyściła swojej orbity, stwierdził.
      W 2006 roku Międzynarodowa Unia Astronomiczna (IAU), opracowała definicję planety, zgodnie z którą za planetę można uznać obiekt, który – między innymi – oczyścił sobie orbitę, a zatem jest największą siłą grawitacyjną działającą na orbicie. Oznaczało to natychmiastowe zdegradowanie Plutona, gdyż wpływ na niego wywiera sąsiedni Neptun, ponadto Pluton dzieli orbitę z gazami i obiektami z Pasa Kuipera.
      Wielu jednak nie pogodziło się ze zmianą statusu Plutona. Jedną z takich osób jest właśnie Brindestine. Już w sierpniu mówił on, że jego zdaniem Pluton jest planetą. Słowa szefa NASA znajdują potwierdzenie w ubiegłorocznych badaniach przeprowadzonych przez uczonych z University of Central Florida. Ich zdaniem niesłusznie stracił on status planety. Naukowcy ci przeanalizowali literaturę naukową z ostatnich 200 lat i zauważyli, że od roku 1802 ukazały się zaledwie 4 publikacje, których autorzy stwierdzali, że planetą może być jedynie obiekt, który oczyścił swoją orbitę. Co więcej, posługiwali się przy tym argumentami, które obecnie są uznawane za nieprawidłowe.
      IAU próbuje nam powiedzieć, że podstawowy obiekt badań planetarnych, planeta, powinna być definiowana według kryteriów, których żaden naukowiec nie używa w swojej pracy. I w ten sposób poza rodzinę planet wyrzuca drugą najbardziej złożoną i interesującą planetę w Układzie Słonecznym, stwierdza Philip Metzger z University of Central Florida. Mamy ponad 100 świeżych przykładów, w których specjaliści używają słowo 'planeta' w sposób niezgodny z definicją IAU, a czynią tak, gdyż to funkcjonalnie użyteczne. Ta definicja jest naciągana. IAU nie określa, co oznacza oczyszczenie orbity. Jeśli weźmiemy to dosłownie, to planety nie istnieją, gdyż żadna z nich nie oczyściła swojej orbity.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...