Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  

Recommended Posts

"kolor brązowy dominuje nad niebieskim" --> (god-help-me!)

 

"ewolucja jako istota świadoma by mnie nie zaskoczyła" to ty chcesz mi wmówić że coś jest bardziej podstawowe od drugiego a więc przypisujesz ewolucji myślenie i w dodatku jeden kierunek "do" człowieka. działanie wstecz uważasz ze prawie niemożliwe a do przodu za oczywistość (hę?)

 

"Tak? Koty też? Jaszczurki? Myszy i szczury? Niektóre psy?" znowu nie łapiesz. kolor czarny wydaje sie być ich praźródłem. czy brązowy? a może go nie było? podany dowód na kolor brązowy jest z deka niewystarczający ale ty tego nie widzisz.

 

"To co najmniej interesujące: nie odkryto szczątków pierwszego hominida, a ty wiesz, kiedy oddzielił się jego rozwój od pozostałych naczelnych? Poza tym od samego australopiteka czy ramapiteka minęło kilka mln lat, więc to już jest naprawdę dużo czasu"

 

chyba pomijasz fakt iż homo sapiens chodził po tej ziemi na jednoczesnej płaszczuźnie czasowej z pierwszymi homonidami. teoria ewolucji ciągle pomija ten fakt czego wogóle nie rozumiem. dowody są jednoznaczne. twoje badania bioinformatyczne też to wykwintnie omijają.

 

"Poza tym licząc ten czas mam na mysli czas liczony od dzisiejszego czlowieka do oddzielenia się linii ludzkiej od małpiej."

 

no to mówie pstryknięcie palcem

Share this post


Link to post
Share on other sites

"kolor brązowy dominuje nad niebieskim" --> (god-help-me!)

Poczytaj nieco.

 

"ewolucja jako istota świadoma by mnie nie zaskoczyła"

to ty chcesz mi wmówić że coś jest bardziej podstawowe od drugiego a więc przypisujesz ewolucji myślenie i w dodatku jeden kierunek "do" człowieka. działanie wstecz uważasz ze prawie niemożliwe a do przodu za oczywistość (hę?)

Teraz elementarny kurs statystyki.

 

Zakładamy, że jest równo prawdopodobna mutacja w każdym nukleotydzie. Szansa, że jeden konkretny nukleotyd zmutuje powrotnie wynosi 1 : 9 mld. Każdy z pozostałych nukleotydów ma dokłądnie taką samą szansę, a więc względne prawdopodobieństwo wynosi 1 : 8 999 999 999 (bo całkowita ilość możliwych mutacji punktowych to ok. 9*10^9, a nas interesuje jedna jedyna z tej puli, czyli powrotna). Czyli jest 8 999 999 999 razy barzdiej prawdopodobna mutacja "naprzód", niż mutacja wstecz tego samego nukleotydu. Myśl, błagam, myśl...

 

A co do pierwotności, napisałem wyraźnie: chodzi o kolejność chronologiczną. Chronologia zdarzeń jest obiektywna, nie wymaga niczyjej świadomości.

 

"Tak? Koty też? Jaszczurki? Myszy i szczury? Niektóre psy?" znowu nie łapiesz.

Napisałeś wyraźnie: wszystkie zwierzęta mają czarne oczy. Napisałeś okrutną bzdurę.

 

kolor czarny wydaje sie być ich praźródłem.

Ja napisałem, że brązowy był przed niebieskim, a nie, że był praźródłem. Chyba pamiętasz, że na maturze prawie 30% punktów jest za czytanie ze zrozumieniem?

 

czy brązowy? a może go nie było?

Z artykułu wynika jasno, że był.

 

podany dowód na kolor brązowy jest z deka niewystarczający

A to dlaczego? Z analizy bioinformatycznej wynika jasno, że mutacja genu determinującego niebieski kolor oczu dała allel determinujacy kolor niebieski. W czym masz kłopot?

 

chyba pomijasz fakt iż homo sapiens chodził po tej ziemi na jednoczesnej płaszczuźnie czasowej z pierwszymi homonidami.

Bzdura. Co najwyżej z neandertalczykami, i to nie od początku ich powstania.

 

teoria ewolucji ciągle pomija ten fakt czego wogóle nie rozumiem.

Skoro nigdy takiego faktu nie było, to się o nim nie pisze. Nauka taka już niestety jest, przykro mi.

 

dowody są jednoznaczne. twoje badania bioinformatyczne też to wykwintnie omijają.

Pokaż mi dowód na to, że Homo sapiens chodził po Ziemi razem z australopitekiem przykładowo 6 mln lat temu.

 

"Poza tym licząc ten czas mam na mysli czas liczony od dzisiejszego czlowieka do oddzielenia się linii ludzkiej od małpiej."

no to mówie pstryknięcie palcem

Dobre 10 milionów lat, jak nie wiecej, wliczając czas od oddzielenia się linii hominidów do dziś. To nie tak mało. Przypominam, że 150 lat wystarcza na wytworzenie gatunku, a ty starasz się wmówić mi, że 10 mln lat to za mało.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A znasz pewny na 100% przykład, gdzie rodzice są pewni swojego rodzicielstwa, oboje mają niebieskie oczy, a dziecko brązowe?

Eee a co to ma do mojej wypowiedzi ?

Swoją drogą, jeśli jeden człowiek miał niebieskie oczy, to ta cecha mogła się pojawić dosyć sporo potem (odkąd pokrewieństwo oddaliło się na tyle, że krewni nie wiedzieli, że są krewnymi).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Co ma do tego?

 

Ma to do tego, że gen kodujący brązowy kolor oczu dominuje nad genem kodującym niebieskie ("barwnik brązowych oczu" jest na tyle ciemny, że przykrywa cząsteczki niebieskiego - poza tym już jeden allel kodujący enzym przekształcający błękit w brąz wystarcza, by enzym powstawał). W związku z tym jeśli oboje rodzice mają niebieskie oczy, to na pewno są homozygotami recesywnymi, tzn. mają po dwa allele kodujące niebieski kolor oczu (gdyby mieli choć jeden allel oczu brązowych, oczy byłyby brązowe zamiast niebieskich). Tymczasem tak jak mówiłem: prawdopodobieństwo mutacji wstecznej wynosi 1 : 9 mld (zakładając różnicę jednego nukleotydu - a tymczasem nie wiem, czy nie jest większa), czyli jest niezmiernie niskie. Oczywiście na papierze to wciąż jest możliwe (po pierwsze ze względu na mutacje, po drugie ze względu np. na zaburzenia ekspresji genów i bardziej złożone, nie zawsze jasne procesy), ale sam przyznasz, że taka sytuacja musiałaby być bardzo unikalna. Stąd moje pytanie, czy znasz jakąś taką historię z życia, bo powstanie u dziecka dwojga niebieskookich rodziców oczu brązowych byłoby wręcz fenomenem genetycznym. Chyba, że źle zrozumiałem Twoje pytanie, to przepraszam.

 

Swoją drogą, jeśli jeden człowiek miał niebieskie oczy, to ta cecha mogła się pojawić dosyć sporo potem

Jeśli już miał niebieskie oczy, to znaczy, że cecha już się pojawiła :) Ale jeśli chodzi o jej upowszechnienie to rzeczywiście trwało to pewnie trochę czasu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wydaje mi się, że jednak źle je zrozumiałeś (no i przepraszać nie trzeba) :P

To miała być taka "teoryjka", jak te niebieskie oczy powstały : po prostu u dziecka "barwnik brązowych oczu" nie pojawił się :)

 

A w drugim stwierdzeniu chodziło mi oczywiście o upowszechnienie, tylko źle to napisałem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jasne, to jest możliwe, że gen - nawet jeśli jest obecny - nie ma ekspresji. Niektórzy mają przecież choćby przedzieloną na pól tęczówkę i dwa różne kolory :) Niemniej jest to naprawdę rzadkie, żeby cecha całkowicie nie miała ekspresji.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Trochę ludzi już się przewaliło przez ten glob, było więc sporo czasu na wystąpienie braku ekspresji (głupio brzmi :))

A taki brak ekspresji jest potem dziedziczony ?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Okej, ale z punktu widzenia ewolucji znaczenie mają wyłącznie te mutacje, które przechodzą do komórek rozrodczych - mutacja somatyczna (czyli w komórkach nierozrodczych) jest istotna wyłącznie z punktu widzenia osobnika. A my mówimy o ewolucji. To tak na marginesie troszkę.

 

Czy brak ekspresji jest dziedziczony? To zależy. Jeśli dojdzie do mutacji np. w rejonie odpowiedzialnym za regulację ekspresji albo np. na granicy egzonów (czyli dojdzie do upośledzenia "dojrzewania mRNA" - chyba jest coś takiego na biologii? już nie pamiętam dokładnie) i taka mutacja zostanie przekazana potomstwu, to rzeczywiście mogą być kłopoty. Podobnie w sytuacji, gdy na bardzo wczesnym etapie część komórek zmutuje, wtedy powstaje tzw. mozaika: część komórek jest "zdrowa", więc komórki z nich powstające też, ale część ma upośledzony gen bądź jego ekspresję i wszystkie komórki powstające z nich również będą miały nietypowe cechy. Z drugiej zaś strony są też mechanizmy tzw. epigenetyki, czyli wszelkie niezwiązane bezpośrednio z sekwencją DNA (np. efekt rodzicielski, wpływ czynników środowiskowych itp.), czyli cała ogromna i ciągle nie do końca zbadana dziedzina cech, które mogą nie być w ogóle dziedziczone. Na podstawie samej obserwacji oka nie przewidzisz tego, czy możesz przekazać swoją cechę dziecku.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest tymeknafali

A Co z ludźmi (osobiście się spotkałem) którzy mają jedno oko zielone, drugie brązowe?

Pytanie do Sebici: co miałeś na myśli mówiąc o ciekawostkach w Biblii?

Share this post


Link to post
Share on other sites
A Co z ludźmi (osobiście się spotkałem) którzy mają jedno oko zielone, drugie brązowe?

Albo mozaika (opisałem nieco wyżej to zjawisko), albo zachwiana ekspresja genu. Przynajmniej na to wygląda w większości przypadków

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Mieszkańcy Europy żyjący w epoce lodowcowej – ok. 30 tys. lat temu – jadali mięso wilków. Dowody takiej praktyki odkryli w Czechach polscy archeozoolodzy. Do tej pory dominował pogląd, że m.in. ze względu na smak mięsa, z drapieżników tych pozyskiwano głównie skóry.
      Nowych ustaleń na temat znaczenia wilków w życiu paleolitycznych łowców dokonano dzięki badaniom, prowadzonym już od kilku lat w Pavlovie i w Dolnych Vestonicach (niedaleko Brna w Czechach). Około 30 tys. lat temu w tej okolicy istniały jedne z pierwszych znanych na świecie „wsi” – zasiedlanych przez wiele sezonów, sąsiadujących skupisk szałasów.
      Podczas wykopalisk na tym terenie czescy archeolodzy odkryli tysiące zabytków krzemiennych, liczne narzędzia oraz ozdoby wykonane między innymi z kości renifera, zębów lisa polarnego oraz mamucich ciosów, a także kilkadziesiąt tysięcy innych fragmentów kości zwierzęcych, które były porozrzucane wśród pozostałości szałasów.
      Do tej pory wśród naukowców panowało przekonanie, że wilki i inne drapieżniki były celem polowań przede wszystkim ze względu na skóry – a już na pewno nie po to, by pozyskać z nich mięso. Tymczasem w czasie badań ich kości natknęliśmy się na kilkadziesiąt okazów, na których widoczne są wyraźne ślady cięcia. Część pozostawili paleolityczni łowcy podczas zdejmowania skór, ale są też takie, które można wiązać tylko z podziałem tuszy, czyli dzieleniem jej na mniejsze porcje – mówi PAP dr hab. Piotr Wojtal z Instytutu Systematyki i Ewolucji Zwierząt PAN w Krakowie. Badania prowadził wspólnie z dr. hab. Jarosławem Wilczyńskim. Wojtal dodaje, że na kościach są również ślady filetowania, czyli oddzielania mięsa od kości przed spożyciem.
      Zaskakująco liczne na stanowiskach morawskich były również szczątki innych drapieżników. Oprócz wilków naukowcy opisali też kości upolowanych rosomaków, lisów polarnych i lisów rudych. Mniej więcej połowę szczątków stanowiły jednak kości roślinożerców, głównie zajęcy i reniferów.
      Z reguły najczęściej w obrębie osad ludzkich z tego okresu dominują kości zwierząt roślinożernych, bo te były zapewne chętniej spożywane – dodaje Wojtal. Wydaje się jednak zrozumiałe, że w przypadku upolowania wilka porzucenie mięsa było sporą stratą, zwłaszcza w okresach mniejszej dostępności pożywienia. Dlatego, jak się wydaje, wszystkie elementy ciała drapieżników wykorzystywano w sposób maksymalny – podkreśla.
      Na stanowisku w Pavlovie oprócz szczątków małych i średnich zwierząt drapieżnych znaleziono również kości i zęby największych drapieżników plejstoceńskiej stepotundry – lwa jaskiniowego oraz niedźwiedzi (jaskiniowego i brunatnego).
      Choć szczątki lwów i niedźwiedzi nie są zbyt liczne, również na nich znaleziono ślady potwierdzające, że ówcześni łowcy wykorzystywali maksymalnie tusze zabitych mięsożerców. Podobnie jak w przypadku wilków, rosomaków i lisów ślady cięcia także na kościach lwów i niedźwiedzi wskazują, że powstały one podczas zdejmowania skór i porcjowania tuszy – wskazuje naukowiec. Mięso tych dużych drapieżników było więc również zjadane przez paleolitycznych łowców – uważa.
      Pavlov nie jest wyjątkowe pod tym względem. Naukowcy ustalili w czasie kwerendy bibliotecznej, że niezbyt liczne szczątki niedźwiedzi i lwów jaskiniowych są znajdywane na wielu stanowiskach z tego okresu.
      Pokazuje to, że polowania na te duże i bardzo niebezpieczne zwierzęta były nieprzypadkowe a dokonywane celowo i z rozmysłem – uważa Wojtal.
      Zdaniem naukowca dla górnoplaeolitycznych myśliwych lew jaskiniowy z pewnością był najbardziej imponującym drapieżnikiem, bo powszechnie przedstawiano go w sztuce już 40 tysięcy lat temu. Wojtal przypomina, że w Pavlovie znaleziono jedną z najbardziej wyjątkowych figurek tego zwierzęcia.
      Jest to duża rzeźba lwa, przedstawiająca zwierzę przygotowujące się do skoku. Paleolityczny artysta przedstawił nawet napięte do skoku mięśnie zwierzęcia – opisuje. Podczas wykopalisk na tym stanowisku znaleziono również kilka miniaturowych głów lwów wykonanych z wypalonej gliny. Również figurki niedźwiedzi zostały odkryte w Pavlovie i leżącym nieopodal stanowisku Dolni Vestonice.
      Jednak jego znaczenie dla myśliwych było prawdopodobnie mniejsze, ponieważ figurki tego drapieżnika nie są tak liczne jak lwa jaskiniowego – uważa.
      Najnowsze wyniki badań szczątków drapieżników z graweckich stanowisk Europy Środkowej ukazały się w Journal of Anthropological Archaeology. Współautorami artykułu są Jiří Svoboda z czeskiej Akademii Nauk i Uniwersytetu Masaryka oraz Martina Roblíčková z Muzeum Ziemi Morawskiej w Brnie

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Epidemia SARS-CoV-2 trwa już na tyle długo, że mamy coraz bardziej wiarygodne dane zarówno na temat samego wirusa, jak i dane epidemiologiczne dotyczące rzeczywistego odsetka zgonów spowodowanych zarażeniem. Wiemy też, że koronawirus mutuje, chociaż – wbrew temu, co pisały niektóre media – nie można mówić o obecności różnych szczepów.
      W tej chwili wydaje się, że SARS-CoV-2 mutuje w podobnym tempie co inne koronawirusy, w tym SARS i MERS. To bardzo dobra wiadomość. Oznacza to bowiem, że tempo jego ewolucji jest ponad 2-krotnie wolniejsze od tempa mutacji wirusa grypy. A skoro nadążamy z wyprodukowaniem szczepionki na grypę sezonową, to gdy już pojawi się szczepionka na SARS-CoV-2 zdążymy wytworzyć jej nową wersję, jeśli wirus zmutuje.
      Kolejne ważne pytanie dotyczy odsetka osób, które umierają z powodu infekcji nowym koronawirusem. Tutaj widzimy bardzo duży rozrzut informacji. Od ponad 5% do mniej niż 1%. Tak olbrzymie różnice wynikają zarówno z różnych metod liczenia, jak i z faktu, że na początku epidemii dane mogą być poważnie zaburzone zarówno przez małą próbę osób chorych, jak i przez fakt, że wykrywa się wówczas nieproporcjonalnie dużo poważnych przypadków zachorowań.
      Śmiertelność możemy liczyć na dwa sposoby. Albo biorąc pod uwagę liczbę zmarłych w stosunku do liczby wykrytych zachorowań, albo też biorąc pod uwagę liczbę zmarłych w stosunku do szacowanej liczby zarażonych. Żadna z tych metod nie jest doskonała.
      Wyobraźmy sobie, że zaraziło się 100 osób. U 70 z nich objawy nie pojawiły się lub też choroba przebiegła bardzo łagodnie, zarażeni nie zgłosili się do lekarza, nie uznali też, że zainfekował ich nowy wirus. Z kolei pozostałych 30 osób zachorowało poważniej, zdiagnozowano u nich nowego wirusa. Z tych osób 1 zmarła. W takim przypadku mamy 1 na 30 zdiagnozowanych, więc mówimy, że śmiertelność infekcji wyniosła 3,3%. Jednak w rzeczywistości było to 1%, tylko, że nie wiedzieliśmy o 70 przypadkach zakażeń. Właśnie taki błąd szacunków pojawia się najczęściej na początku epidemii, kiedy to nie rozpoznaje się wielu łagodnych przypadków zachorowań. Dlatego też wielu specjalistów mówi, że początkowe szacunki są zwykle bardzo mocno przesadzone.
      Możemy też posłużyć się drugą metodą, czyli porównaniem liczby zmarłych z szacowaną liczbą zarażonych. Ona również nie jest doskonała, gdyż nie znamy liczby zarażonych. Możemy ją tylko szacować, a tutaj łatwo o błędy.
      Na początku marca WHO oficjalnie podała, że śmiertelność koronawirusa wynosi 3,4%. Jednak były to dane wyliczone pierwszą metodą. Już wówczas pojawiały się głosy mówiące, że są to szacunki zawyżone. Obecnie, po kilku tygodniach, otrzymujemy coraz więcej danych by stwierdzić, że śmiertelność COVID-19 jest znacznie niższa, niż wspomniane już 3,4%.
      Jeden z takich przykładów to Korea Południowa, gdzie dzięki bardzo szeroko zakrojonym testom, udało się wykryć wiele łagodnych i bezobjawowych infekcji. Na 8413 wykrytych przypadków mamy tam 84 zgony, czyli śmiertelność wynosi 1%. Kolejny przykład to wycieczkowiec Diamond Princess, gdzie rygorystyczna kwarantanna pozwoliła na wykrycie nawet asymptomatycznych przypadków zakażenia. Z 712 zarażonych zmarło 7 osób, co również daje wynik 1%.
      Oczywiście te liczby nie powinny nas uspokajać. Musimy bowiem pamiętać, że to nie zmienia faktu, iż COVID-19 jest szczególnie groźna dla osób starszych oraz obciążanych innymi chorobami. To właśnie one głównie umierają i to ze względu na ich dobro powinniśmy być bardzo ostrożni, by nie roznosić epidemii.
      Pamiętajmy też, że nawet śmiertelność rzędu 1% oznacza, iż COVID-19 jest ponad 10-krotnie bardziej śmiertelny niż sezonowa grypa, że wirus dłużej utrzymuje się w powietrzu i na różnych powierzchniach, zatem łatwiej się nim zarazić oraz, że nie ma nań szczepionki. Na nią będziemy musieli poczekać do końca przyszłego roku. Wiemy też, że SARS-CoV-2 zaraża bardzo szybko, co znakomicie utrudnia powstrzymanie epidemii.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dzięki badaniom naukowców z University of Bristol coraz więcej wiemy o diecie neolitycznych mieszkańców południowo-wschodniej Europy. Naukowcy badali pozostałości pożywienia, znalezione w ceramice liczącej sobie ponad 8000 lat.
      W tym czasie na terenie Europy rozprzestrzeniło się rolnictwo, a mieszkańcy badanych terenów stopniowo porzucali żywność pochodzącą z akwenów słodkowodnych, za to coraz chętniej jedli mięso zwierząt lądowych oraz nabiał.
      Badania, których wyniki opublikowano w Royal Society Proceedings B pokazują, że mieszkańcy regionu Żelaznej Bramy na Dunaju, czyli obszaru dzisiejszego pogranicza serbsko-rumuńskiego, nadal trudnili się przetwarzaniem ryb, głównym źródłem ich pożywienia było mięso i nabiał.
      Region Żelaznej Bramy  jest bardzo ważny z naukowego punktu widzenia. Znaleziono tam bowiem zarówno osady łowców-zbieraczy z późnego mezolitu, jak i pierwsze przejawy kultury neolitu, którą charakteryzowało pojawienie się ceramiki, udomowionych roślin i zwierząt oraz odmienne od wcześniejszych zwyczaje grzebalne. Jest to też zróżnicowany przyrodniczo region, który zapewniał prehistorycznym społecznościom łowców-zbieraczy dostęp do bogatych zasobów pożywienia wodnego.
      W miarę rozprzestrzeniania się rolnictwa, dieta ludzi w coraz większym stopniu zaczęła bazować na udomowionych roślinach i zwierzętach. Jednak w regionie Żelaznej Bramy znaleziono dowody, że tamtejsi mieszkańcy jeszcze we wczesnym neolicie w znacznej mierze polegali na dzikich roślinach i zwierzętach.
      Doktor Lucy Cramp, która stała na czele zespołu badawczego mówi, że analiza resztek żywności z naczyń ceramicznych wskazuje, iż wielką rolę w diecie mieszkańców okolic Żelaznej Bramy odgrywała żywność pozyskiwana z wody. Tymczasem w pobliskich regionach w takiej samej ceramice z tego okresu znaleziono pozostałości po mięsie owiec, kóz, krów oraz po nabiale. Nawet w innych regionach Europy, także tych położonych w pobliżu dużych rzek, główną część diety stanowiły udomowione rośliny i zwierzęta. Okolice Żelaznej Bramy wyraźnie się więc różniły.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy odwrócili u myszy 2 flagowe oznaki starzenia: zmarszczki i wypadanie włosów.
      Akademicy ze Szkoły Medycznej Uniwersytetu Alabamy w Birmingham podkreślają, że za zauważalne już po paru tygodniach pomarszczenie skóry oraz intensywne wypadanie włosów odpowiada mutacja dominująca negatywna POLG1 (D1135A-POLG1), która prowadzi m.in. do dysfunkcji mitochondriów. Gdy jednak wyłączy się ekspresję tego zmutowanego transgenu, u myszy ponownie pojawiają się gładka skóra i gęste futro i nie da się ich odróżnić od zdrowych osobników w tym samym wieku.
      Zespół podkreśla, że chodzi o mutację w genie jądrowym, która wpływa na działanie centrów energetycznych komórki - mitochondriów. U ludzi podczas starzenia widać spadek funkcji mitochondriów, a dysfunkcja tych organelli może napędzać choroby związane z wiekiem. Ubytek DNA w mitochondriach (mtDNA) ma też wpływ na ludzkie choroby mitochondrialne, sercowo-naczyniowe, cukrzycę czy nowotwory.
      Mutację wywołuje się u 8-tygodniowych myszy, zaczynając dodawać do pokarmu i/lub wody antybiotyk doksycyklinę. Ponieważ enzym (polimeraza) potrzebny do replikacji DNA staje się nieaktywny, następuje ubytek mtDNA.
      W ciągu miesiąca myszy siwieją, mają przerzedzone włosy i spowolnienie ruchowe. Pomarszczona skóra staje się widoczna po 4-8 tygodniach od wywołania mutacji, przy czym samice mają silniej zaznaczone zmarszczki niż samce.
      By wykazać, że za zmiany w skórze myszy odpowiada dysfunkcja mitochondriów, po 2 miesiącach myszom przestawano podawać doksycyklinę. Po miesiącu gryzonie zaczynały wyglądać podobnie do kontrolnych zwierząt typu dzikiego.
      Zniknęły akantoza, nieprawidłowości gruczołów łojowych, a także defekty w rozwoju mieszków i tworzeniu łodyg włosów. Wzrosła liczba mieszków w fazie anagenu, a spadła liczba mieszków w fazie telogenu.
      Po wywołaniu mutacji zaobserwowano niewielkie zmiany w innych narządach, co sugeruje, że w porównaniu do innych tkanek, mitochondria odgrywają w skórze "ważniejszą" rolę.
      Autorzy publikacji z pisma Cell Death & Disease opowiadają, że w skórze myszy z wywołaną mutacją występowała podwyższona liczba komórek, widoczne też były pogrubienie zewnętrznej warstwy i anormalne mieszki włosowe oraz nasilony stan zapalny. Łącznie przypominało to ludzkie starzenie środowiskowe (ang. extrinsic aging). Oprócz tego u zwierząt ze zmniejszoną ilością mtDNA występowały zmiany ekspresji 4 markerów związanych ze starzeniem fizjologicznym (ang. intrinsic aging).
      W skórze gryzoni wystawionych na działanie doksycykliny obserwowano też nierównowagę metaloproteinaz macierzy pozakomórkowej i ich tkankowo specyficznego inhibitora (równowaga jest konieczna do zachowania włókien kolagenowych).
      W przypadku mitochondriów stwierdzono spadek ilości mtDNA, zmienioną ekspresję genów, a także niestabilność superkompleksów mitochondrialnego systemu fosforylacji oksydacyjnej.
      Wyeliminowanie mutacji D1135A-POLG1 odtwarzało funkcję mitochondriów i usuwało zmiany skórno-włosowe. Wg dr. Keshava Singha, pokazuje to, że mitochondria są odwracalnymi regulatorami starzenia skóry i utraty włosów.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Miąższ czerwonych pomarańczy staje się karmazynowo-krwisty dzięki obecności antocyjanów. Aby barwniki zrobiły swoje, podczas dojrzewania musi jednak wystąpić chłodny okres. Idealna kombinacja chłodnych słonecznych dni oraz ciepłych nocy występuje wokół Etny. Naukowcy z Wielkiej Brytanii odnaleźli gen odpowiadający za "krwistość" owoców. Ruby, bo tak go nazwano, został wprowadzony do nasion popularniejszej odmiany Walencja, dzięki czemu smaczne owoce będzie można uzyskać w różnych rejonach świata. I to mniejszym niż dotychczas kosztem.
      Prof. Cathie Martin z Centrum Johna Innesa przy Norwich Research Park podkreśla, że antocyjany sprzyjają zdrowiu układu sercowo-naczyniowego, pomagają też w kontrolowaniu cukrzycy i ograniczeniu otyłości. Są bowiem silnymi przeciwutleniaczami i działają przeciwzapalnie. Co ważne, indukują ekspresję genu adiponektyny - cytokiny wytwarzanej w tkance tłuszczowej, która działa przeciwmiażdżycowo i zwiększa insulinowrażliwość.
      Wcześniejsze badania dotyczące soku z czerwonych pomarańczy wykazały np., że zmniejsza on stres oksydacyjny u diabetyków. Studium z 2010 r. zademonstrowało, że u myszy ogranicza on rozwój adipocytów; w porównaniu do wody czy zwykłego (jasnego) soku pomarańczowego zapewnia większą oporność na rozwój otyłości.
      Czerwone pomarańcze są, oczywiście, uprawiane poza Sycylią, np. w Japonii, RPA czy Iranie, ale w niektórych latach marnują się całe zbiory, bo w okresie dojrzewania nie ma odpowiednich warunków. Na Florydzie lub w Brazylii zawartość antocyjanów jest niewielka i zmienna.
      Brytyjczycy wyizolowali gen Ruby z miąższu czerwonych i jasnych pomarańczy. Odkryli, że jest on kontrolowany przez ruchome elementy genetyczne, które są z kolei aktywowane przez stres w postaci chłodu. Zespół dotarł do wszystkich odmian czerwonych pomarańczy, analizując, czy któreś wytwarzają antocyjany bez chłodu. Większość kultywarów pochodzi bezpośrednio lub pośrednio z Sycylii, lecz jedna stara odmiana (Jingxian) z Chin. Choć w jej przypadku produkcja barwników zależy od innego ruchomego elementu i tak musi go aktywować zimno.
      Po zakończeniu etapu manipulacji genetycznych hodowcy mają nadzieję doczekać się swoich owoców jeszcze przed końcem roku. Miejmy nadzieję, że w niedalekiej przyszłości owoce z krwistym miąższem będą rosnąć w "pomarańczowych zagłębiach" świata Florydzie i Brazylii. Staną się wtedy bardziej dostępne, a z ich właściwości prozdrowotnych skorzysta więcej osób.
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...