Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Częstsze współżycie poprawia jakość spermy

Recommended Posts

Niektórzy mężczyźni powinni codziennie uprawiać seks, by zapłodnić swoją partnerkę – twierdzą naukowcy z Uniwersytetu w Sydney. Wcześniej parom bezskutecznie starającym się o dziecko zalecano przed współżyciem kilka dni abstynencji seksualnej. Taki zabieg miał zwiększyć liczbę plemników w ejakulacie.

Australijczycy przemawiający na konferencji Amerykańskiego Stowarzyszenia Reprodukcyjnego przekonywali jednak audytorium, że skutkiem takiego postu może być sperma gorszej jakości.

Akademicy z antypodów badali 42 mężczyzn, w których spermie znaleziono podczas badań mikroskopowych plemniki o nieprawidłowej budowie. Poproszono ich o doprowadzanie przez 7 dni do wytrysku, a następnie uzyskane próbki porównywano z ejakulatem zebranym po 3-dniowej abstynencji seksualnej. Okazało się, że u 37 mężczyzn w pobieranych dzień w dzień próbkach spadła liczba uszkodzonych plemników.

Dr Allan Pacey z British Fertility Society podkreśla, że mamy tu do czynienia z typowym dylematem, czy postawić na ilość, czy też może na jakość. Wg eksperta, badania Australijczyków wykazały, że codzienne współżycie zmniejsza liczbę uszkodzeń DNA w męskich komórkach rozrodczych.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wystarczy jeden plemnik ;D byle był żywotny ;D ;D i to chyba naturalne że co świeże, to świeże i bardziej żywotne. (dotyczy również jogurtu ;D)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wystarczy jeden plemnik

Niby tak, ale nie do końca :) Jak tylko jeden dotrze to nic nie zdziała, bo sam nie przedrze się przez błonę komórkową :P Dopiero jak jest ich wiele to są w stanie ją osłabić i w końcu jeden z nich się dostanie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wystarczy jeden plemnik

Niby tak, ale nie do końca :) Jak tylko jeden dotrze to nic nie zdziała, bo sam nie przedrze się przez błonę komórkową :P Dopiero jak jest ich wiele to są w stanie ją osłabić i w końcu jeden z nich się dostanie.

Nie do końca, a nawet odwrotnie: plemniki do pewnego stopnia nawet zwalczają siebie, walcząc o szansę na zapłodnienie. Poza tym każdy plemnik ma na własnej główce (akrosomie) enzym, którym jest zdolny samodzielnie rozpuścić błonę komórki. Jedyny problem w tym, że enzym nie daje 100% gwarancji działania i dlatego tak wiele plemników musi próbować, aż jednemu się uda.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jest chyba z 16 różnych zabezpieczeń by sperma była ludzka ;D a potomstwo zdrowe ;D (stąd dalej utrzymuje że wystarczy jeden byleby ten właściwy). 8)

Share this post


Link to post
Share on other sites

A można jaśniej?

Oglądałem kiedyś program na Discovery i została mi informacja 16 zabezpieczeń. Chodzi między innymi o długość i średnicę prącia, cały arsenał chemiczny macicy, średnicę plemników, liczbę chromosomów, przyczepność zapłodnionej komórki, do poronienia (samobójstwa komórki jajowej włącznie) . Celem  głównym jest wyeliminowanie  krzyżówek między gatunkowych (głównie na siłę) jak i selekcja materiału genetycznego. Do tego dochodzą uzgodnienia feromonowe oraz pól informacyjnych. 8)

Share this post


Link to post
Share on other sites

O, od razu fajniej, dzięki :) Bo nie szło jak zwykle zrozumieć :P  ;D Swoją drogą zabawny jest fakt, że testy płodności ludzkich plemników wykonuje się na komórkach jajowych chomika  ;D Tylko minimalnie "obrobionych", tzn. usuwa się z nich zewnętrzną otoczkę (oczywiście nie mam tu na myśli błony komórkowej!). U chomika mają wyjątkowo mało zabezpieczeń (wiadomo, większość gryzoni idzie w ilość potomstwa zamiast w jakość), więc są do tego stopnia "liberalne", że dochodzi do zapłodnienia nawet plemnikiem ludzkim (choć oczywiście taka zygota "zaraz" obumiera).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dla chomika jest zaszczytem posiadanie potomstwa z wyżej rozwiniętym gatunkim, ale nie odwrotnie.  Stąd zabezpieczenia.

W ramach ciekawostki były (a może są) Anioły które współżyły z kobietami ludzkiego gatunku :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dla chmika jest zaszczytem posiadanie potomstwa z wyżej rozwiniętym gatunkim, ale nie odwrotnie.  Stąd zabezpieczenia.

Tak samo komórki jajowe kobiet inteligentnych powinny się chronić przed plemnikami idiotów (pomijam tu ten skromny fakt, że 100% akcji odrzucania takiego zapłodnienia jest po stronie komórki jajowej - przecież to mało istotne). A jak się patrzy na scenę polityczną, to chyba jednak parę "skrzywionych" plemników dotarło do celu, a co jeszcze gorsze, zdarzało się, że efekt takiego zapłodnienia rodził się w dwóch kopiach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bliźniaki to nie jakiś wyjątkowy fenomen bo w przyrodzie to 8 czy 10 raczki nie budzą zdziwienia.

Natomiast co do braci Kaczyńskich to uważam że szalenie ważna jest współpraca Premiera z Prezydentem , a chyba wiekszego zaufania do siebie nie może być niż bycie braćmi a co dopiero bliźniakami - to wyjątkowa sytuacja w polityce i bardzo interesująca z punktu naukowego

(a dwa lata to mało żeby coś konkretnego zaobserwować) dlatego jeśli

PIS wygra zdecydowanie ,to czeka nas skok cywilzacyjny i gospodarczy albo coś czego jeszcze nie było. Możliwość takiej obserwacji w przyszłości nieprędko się zdarzy stąd będę głosował na PIS.

(szkoda że tak 10 cm nie są roślejsi, ale niski wzrost jest typowy dla pokoleń z czasów testowania broni nuklearnej)

Share this post


Link to post
Share on other sites

To ja mam prośbę: pojedź do Dżibuti i tam wybierz premiera-bliźniaka... Nie rób eksperymentu na 40-milionowym narodzie tylko po to, żeby sprawdzić, jak to wypali ::)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wiesz... w całym cywilizowanym świecie nie pozwala się na to, żeby rodzina zajmowała stanowiska rządzących, bo to od razu śmierdzi układzikiem i nieuczciwym sprzyjaniem "swoim". To ma nawet swoją nazwę, otóż jest to klasyczny nepotyzm (nawet jeśli ma mandat obywateli). Inna sprawa, że to wspaniale świadczy o naszych Braciach, skoro jeden z nich publicznie przysiągł, że nie zostanie premierem, jeśli jego brat zostanie prezydentem. Podobnie jak o tym, że nigdy nie zwiąże się politycznie z przestępcami. No, ale jak widać zasady zobowiązują. Jak diabli.

Share this post


Link to post
Share on other sites

nie rozumiem jednak jak sama abstynencja pogarsza budowę plemników. przecież to oczywiste że częstsze ejakulacje => mniej plemników => mniej 'uszkodzonych' (jeżeli owe są). więcej plemników oznacza więcej 'uszkodzonych'. dlatego uważam że abstynencja lub jej brak nie wpływaja w żaden sposób na prawdopodobieństwo zapłodnienia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdybym był złośliwy, odpowiedziałbym: trudno. No, ale że stać mnie na nieco więcej... Jedną z możliwości jest np. to, że wyprodukowany plemnik krócej "leży" i przez to jest mniej narażony na czynniki zewnętrzne - zmiany temperatury, nikotynę u palaczy, dodatki do żywności. "Gotowy" (zróżnicowany) plemnik jest wyjąkowo podatny na wszelkiego rodzaju uszkodzenia, więc im świeższy, tym lepszej jakości jest prawdopodobnie jego DNA. Przy czym zaznaczam, to hipoteza.

Share this post


Link to post
Share on other sites

teoretycznie chyba tak ale np u palacza aby zeszły wszystkie groźniejsze związki z organizmu potrzeba przynajmniej pół roku a dodatki do zywności - przeważnie ludzie i tak maja własne nawyki żywieniowe. wydaje mi sie że różnica kilku dni nie robi tu najmniejszej różnicy. chociaż gdyby wziąć pod uwage przypadek naćpania sie jakimś gównem albo nawet zażycia silnych leków (jakichstam) róznica kilku dni może miec wpływ na jakość spermy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

ALe tu nie chodzi o stężenie tej albo innej substancji lub jego zmianę w czasie! Tu chodzi o to, jak długo plemnik jest na nią narażony. Chyba zgodzisz się, że plemnik codziennie "oddawany" z organizmu jest na szkodliwy czynnik narażony krócej, niż taki, który "leży" przez parę dni. Poza tym przydatna jest tu wiedza, że plemniki są bardzo wrażliwe na czynniki zewnętrzne właśnie z tego powodu, że i tak: 1. są produkowane masowo 2. ewolucyjnie powinny być jak najszybciej  i jak najczęściej usuwane z organizmu. Ochrona plemnikowego DNA byłaby stratą energii.

 

Poza tym to, że składniki dymu pozostają przez parę miesięcy (czy nawet lat, jak twierdzą niektórzy) wcale nie oznacza, że ich stężenie jest stałe.

Share this post


Link to post
Share on other sites

właśnie nie. plemnik jest produkowany 'już wadliwy' albo nie. to nie jest tak że rodzi sie zdrowy i w przeciągu godziny czy dnia traci na sile. przyczyny leżą głębiej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

I tu się bardzo mylisz. Plemnik jest ekstremalnie wrażliwy na mutacje DNA. W międzyczasie wyedytowałem post, bo chciałem zawrzeć jeszcze jedną informację, więc wklejam to ponownie:

 

przydatna jest tu wiedza, że plemniki są bardzo wrażliwe na czynniki zewnętrzne właśnie z tego powodu, że i tak: 1. są produkowane masowo 2. ewolucyjnie powinny być jak najszybciej  i jak najczęściej usuwane z organizmu. Ochrona plemnikowego DNA byłaby stratą energii.

 

Nie mam co prawda doświadczeń w pracy z plemnikami, ale miałem styczność z kom. jajowymi chomika - i powiem Tobie, że do pracy z nimi konieczne jest wyłączenie wszystikch świateł i zasunięcie okien (mimo, że przecież szyby nie przepuszczają prawie wcale mutagennego UV), a jedyne dozwolone światło sztuczne ma kolor czerwony. Każde inne światło bardzo szybko zabija te komórki.

 

A, i jeszcze jedno. Zwróć uwagę, że "pożywka" plemników syntetyzowana przez prostatę stopniowo się zużywa. Mamy prostą zależność: im więcej powstaje plemników, tym więcej płynu produkuje prostata (i są to procesy wzajemnie zależne). Z kolei im więcej nasienia zostało wytworzone i jeszcze nie wydzielone, tym mniejsza jest synteza tego płynu. A więc stopniowo plemniki zużywają pożywkę i mają coraz więcej własnych metabolitów w środowisku. Gdybyś spędził choć kilka godzin w lab. hodowli komórek wiedziałbyś, jak bardzo szkodliwa dla komórek jest zużyta pożywka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mamy prostą zależność: im więcej powstaje plemników, tym więcej płynu produkuje prostata (i są to procesy wzajemnie zależne). Z kolei im więcej nasienia zostało wytworzone i jeszcze nie wydzielone, tym mniejsza jest synteza tego płynu. A więc stopniowo plemniki zużywają pożywkę i mają coraz więcej własnych metabolitów w środowisku. Gdybyś spędził choć kilka godzin w lab. hodowli komórek wiedziałbyś, jak bardzo szkodliwa dla komórek jest zużyta pożywka.

 

no tak ale pomysl dalej: czy nowo wyprodukowane plemniki masowo zarażaja sie od pozostałych? nie. nadal uważam ten czynnik za baardzo słaby argument

Share this post


Link to post
Share on other sites

piszesz "im więcej powstaje plemników, tym więcej płynu produkuje prostata (i są to procesy wzajemnie zależne) (...) Gdybyś spędził choć kilka godzin w lab. hodowli komórek wiedziałbyś, jak bardzo szkodliwa dla komórek jest zużyta pożywka."

 

chodzi mi o to że może i im szkodzi (niech ci będzie że bardzo) ale co ma to do nowo wyprodukowanych plemników które "nie zalegały"? nagle stają sie 'uszkodzone'? jak koleś ma zdrowe plemniki i załóżmy ze uprawia sex niecodziennie to nie ma możliwości że jego sperma dzień po dniu będzie coraz gorsza. u osoby 'chorej' natomiast która ma wysoki procent uszkodzonych plemników szybkie jej usuwanie dużo nie zmieni.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Chcesz ciastko czy brokuła? – jeśli zadasz w ten sposób pytanie dziecku, które nie ukończyło jeszcze 3. roku życia, to w 80% przypadków odpowie ono, że ma ochotę na... brokuła. Jednak odpowiedź taka nie świadczy o sukcesie wychowawczym rodziców. Jak wynika z badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Kalifornijskim w Irvine, dzieci, postawione przed pytaniem, w którym występuje alternatywa, najczęściej wybierają tę opcję, która została im przedstawiona jako ostatnia.
      Dorośli wiedzą, czym jest wybór. Często decydują się na pierwszą z przedstawionych propozycji. Nazywamy to błędem pierwszeństwa. Jednak dzieci, szczególnie te przed 3. rokiem życia, które nie znają dobrze języka, mają skłonność do błędu ostatniego wyboru, co oznacza, że częściej wybierają opcję, którą zaprezentowano im na końcu. Nigdy wcześniej nie badano tego zagadnienia u dzieci, więc to fascynujące spostrzeżenie.
      Podczas badań naukowcy zadali 24 dzieciom w wieku 21–27 miesięcy po 20 pytań, w których był wybór pomiędzy dwoma opcjami. Później zadali te same pytania, ale odwrócili kolejność opcji do wyboru. Po każdej odpowiedzi dziecko dostawało naklejkę, przedstawiającą to, co wybrały. Jeśli dziecko nie udzielało odpowiedzi, pokazywano mu obie naklejki i proszono, by wskazało, którą chce.
      Okazało się, że gdy dzieci wybierały mówiąc, co chcą dostać, to na drugą z przedstawionych opcji decydowały się w 85,2% przypadków. Gdy zaś wskazywały, zamiast mówić, na drugą opcję decydowały się w 51,6% przypadków. Główna autorka badań, Emily Sumner mówi, że zaobserwowane zjawisko ma związek ze sposobem rozwoju pamięci roboczej dziecka, która jest nastawiona na natychmiastowe odbieranie i przetwarzanie języka.
      Gdy zaś dziecko wskazuje, widzi wszystkie opcje i może wybrać to, co rzeczywiście chce. Gdy zaś nie ma odnośników wizualnych i słyszy jedynie „czy”, to polegając na pętli fonologicznej jest w stanie przetwarzać tylko to, co ostatnio usłyszało. Dzieci rozumieją dźwięki, ale niekoniecznie rozumieją znaczenie słów. Więc gdy odpowiadają na tak zadane pytanie, po prostu powtarzają ostatnią opcję, wyjaśnia Sumner.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Z badań opublikowanych na łamach Journal of Nutrition Education and Behavior dowiadujemy się, że dzieci można nakłonić do jedzenia zdrowych pokarmów, informując je o korzyściach z nich wynikających. Okazuje się, że jeśli powiemy dzieciom, by np. zjadły fasolkę, gdyż dzięki temu będą szybciej rosły i szybciej biegały, zjedzą ja z dwukrotnie większym prawdopodobieństwem, niż wówczas, gdy nie otrzymają takiego komunikatu.
      Każde dziecko chce być większe, szybsze i wyżej skakać, mówi profesor Jane Laningan z Washington State University, główna autorka badań. Użycie takich zachęt powoduje, że pożywienie staje się bardziej atrakcyjne.
      Już wcześniejsze badania wykazały, że jeśli wielokrotnie będziemy dawać dziecku produkty, których nie chciało wcześniej zjeść, zwiększa się prawdopodobieństwo, iż w końcu ich spróbuje. Jednak wcześniej nie badano kontekstu, w jakim prezentowano dzieciom pożywienie.
      Lanigan i jej zespół postanowili sprawdzić, czy nakierowane celowo na dziecko stwierdzenia prezentujące korzyści z konkretnego zdrowego pożywienia zwiększą jego konsumpcję. Informacje dobierano tak, by odpowiadały celom, jakie stawia sobie dziecko i były prawdziwe.
      Eksperyment prowadzono przez 6 tygodni na grupie 87 dzieci w wieku 3–5 lat. Przed rozpoczęciem badań dzieci poproszono, by oceniły, na ile lubią pokarmy takie jak zieloną paprykę, pomidory, soczewicę czy quinoę. Następnie dwa razy w tygodniu dzieciom podawano dwa z najmniej lubianych przez nie rodzajów pożywienia. W przypadku jednego z produktów dziecku przedstawiano jego zalety, drugi zaś był podawany bez żadnych informacji. Eksperyment wbudowano w codzienną rutynę dziecka. Następnie mierzono, ile z danego produktu dzieci jadły przed rozpoczęciem eksperymentu, natychmiast po jego zakończeniu oraz miesiąc po jego zakończeniu.
      Okazało się, że natychmiast po zakończeniu nie zauważono, by dzieci jadły więcej któregokolwiek z nielubianych przez siebie pokarmów, prawdopodobnie dlatego, że miały dość jedzenia w kółko tego samego. Jednak inaczej miały się sprawy miesiąc później. Okazało się, że miesiąc później dzieci jadły dwukrotnie więcej tego produktu, do którego były zachęcane poprzez przedstawianie im korzyści, niż drugiego z produktów, mówi Lanigan.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dzieci mieszkające w pobliżu dużych dróg z dwukrotnie większym prawdopodobieństwem wypadają gorzej w testach zdolności komunikacyjnych, niż dzieci mieszkające dalej od dużych dróg. Ponadto, jak wynika z analiz prowadzonych przez National Institutes of Health i University of California, Merced, dzieci matek, które w ciąży były narażone na wyższe niż normalnie zanieczyszczenia powietrza wywołane ruchem samochodowym są bardziej narażone na niewielkie opóźnienia w rozwoju w czasie niemowlęctwa i wczesnego dzieciństwa.
      Nasze badania pokazują, że rozsądnym jest ograniczenie ekspozycji na zanieczyszczenia w czasie ciąży, niemowlęctwa i wczesnego dzieciństwa, czyli w okresach najważniejszych dla rozwoju mózgu, mówi doktor Pauline Mendola. Wcześniejsze badania wykazały związek pomiędzy zanieczyszczeniem powietrza w ciąży a niską wagą urodzeniową, przedwczesnym porodem oraz poronieniem. Część badań łączyło zanieczyszczenia z autyzmem i gorszym funkcjonowaniem poznawczym. Teraz widzimy związek pomiędzy zanieczyszczeniem powietrza a problemami rozwojowymi.
      Naukowcy przeanalizowali dane dotyczące 5825 dzieci. Dla każdego z nich określono odległość domu od dużej drogi zarówno w czasie ciąży matki jak i wczesnego dzieciństwa. Wzięto też pod uwagę lokalizację przedszkola, do którego dziecko uczęszczało. Dzieci badano co 4–6 miesięcy za pomocą specjalnych kwestionariuszy. Badania rozpoczynano, gdy dziecko ukończyło 8 miesięcy i kontynuowano je do 36. miesiąca życia. Oceniano małą i dużą motorykę, zdolności komunikacyjne, funkcjonowanie społeczne oraz umiejętność rozwiązywania problemów.
      Okazało się, że w porównaniu z dziećmi żyjącymi w odległości większej niż pół mili (800 metrów) od dużej drogi, dzieci żyjące w odległości od 50 do 500 metrów są dwukrotnie bardziej narażone na gorszy rozwój na przynajmniej jednym z badanych pól.
      Naukowcy ocenili też zanieczyszczenie ozonem i pyłem zawieszonym PM2.5 na jakie narażone były dzieci. Okazało się, że prenatalne narażenie na oddziaływanie zwiększonej ilości PM2.5 zwiększało ryzyko dla każdego z badanych pól o od 1,6 do 2,7 procent, a narażenie na podwyższony poziom ozonu zwiększał je o od 0,7% do 1,7%. Ryzyko to rosło po urodzeniu. Wyższa pourodzeniowa ekspozycja na zanieczyszczenia ozonem zwiększała ryzyko o 3,3% u dzieci 8-miesięczynych, u 24-miesięcznych było ono wyższe o 17,7%, a u 30-miesięcznych zanotowano zwiększenie ryzyka o 7,6%.
      Nie jest jasne, dlaczego narażenie na zanieczyszczenia jest wyższe po urodzeniu. Warto jednak zauważyć, że w tym przypadku zanieczyszczenia oddziałują na dziecko bezpośrednio, a nie poprzez organizm matki, który może przed nim w pewnym stopniu chronić, stwierdza główna autorka badań, doktor Sandie Ha.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zanieczyszczenia chemiczne obecne w otoczeniu i pokarmach, np. ftalany, wywierają niekorzystny wpływ na plemniki mężczyzn i psów.
      Specjalistów martwi spadek męskiej płodności w ostatnich dziesięcioleciach. Niektóre badania wskazują na 50% globalny spadek jakości nasienia na przestrzeni ubiegłego 80-lecia. Poprzednie studium ekipy z Uniwersytetu Nottingham zademonstrowało, że jakość nasienia u psów także ostro się pogarsza. To rodzi pytanie, czy mogą za to odpowiadać, przynajmniej po części, związki chemiczne obecne w domowym środowisku.
      W ramach najnowszego badania akademicy z Nottingham badali wpływ 1) ftalanu dwu-2-etyloheksylu (DEHP), plastyfikatora występującego np. w dywanach czy zabawkach, oraz 2) polichlorowanego bifenylu 153 (PCB153), który choć zakazany, nadal jest wykrywany w środowisku i pokarmach.
      Wykorzystano próbki spermy 9 mężczyzn będących zarejestrowanymi dawcami i 11 psów-reproduktorów z tego samego regionu Wielkiej Brytanii. Okazało się, że w stężeniach odpowiadających domowej ekspozycji DEHP i PCB153 uszkadzały plemniki obu gatunków.
      To badanie stanowi dowód, że domowe psy są gatunkiem wskaźnikowym [ang. sentinel species] stanu ludzkiego męskiego układu rozrodczego. Nasze wyniki sugerują, że związki, które były szeroko wykorzystywane w domach i miejscach pracy, mogą odpowiadać za spadek jakości nasienia, o którym mówi się zarówno u ludzi, jak i u psów [...] - podkreśla prof. Richard Lea.
      W badaniu, którego wyniki ukazały się w Scientific Reports, określano wpływ DEHP i PCB153 na ludzkie i psie plemniki w warunkach in vitro. Plemniki inkubowano z 1) DEHP, 2) PCB153 oraz 3) DEHP i PCB153 łącznie w stężeniach będących wielokrotnością (0x, 2x, 10x i 100x ) stężeń stwierdzanych w psich jądrach.
      Ekspozycja na oba związki (pojedynczo i łącznie) prowadziła do spadku ruchliwości plemników i zwiększonej fragmentacji DNA.
      Wiemy, że gdy ruchliwość plemników jest słaba, fragmentacja DNA jest nasilona i że ludzka męska niepłodność jest powiązana z podwyższoną fragmentacją DNA w plemnikach. Obecnie sądzimy, że to samo zjawisko występuje u psów, ponieważ żyją one w tym samym domowym środowisku i są wystawiane na oddziaływanie tych samych zanieczyszczeń - opowiada dr Rebecca Sumner. Stąd pomysł, że będą one dobrym modelem badań nad wpływem zanieczyszczeń na płodność, zwłaszcza że np. ich dietę łatwiej kontrolować niż u ludzi.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niedawno u dwojga dzieci w Europie, w wieku 4 i 6 lat, oraz jednego w Kanadzie, w wieku 10 lat, pojawiła się tajemnicza choroba objawiająca się napadami drgawek, utratą magnezu i zmniejszeniem poziomu inteligencji. Obecnie nie ma sposobu na jej leczenia lub łagodzenie objawów, ale przynajmniej udało się znaleźć jej przyczynę.
      Międzynarodowy zespół naukowy z Danii, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Austrii, Holandii i Kanady poinformował, że choroba spowodowana jest mutacją w podrodzaju Alfa-1 pompy sodowo-potasowej. I mimo tego, że u wspomnianej trójki dzieci wystąpiły identyczne objawy, to błąd genetyczny, które je spowodował, jest u każdego z nich odmienny, gdyż różne są aminokwasy budujące białko pompy, poinformowała profesor Bente Vilsen z Uniwersytetu w Aarhus.
      Ten rodzaj pompy, który mutuje, znajduje się zarówno w nerkach jak i w mózgu. Mutacja powoduje, że nerki, które normalnie absorbują magnez, zaczynają wydzielać go wraz z moczem. Jednak to nie utrata magnezu powoduje drgawki. Mają one miejsce dlatego, że pompa sodowo-magnezowa jest niezwykle ważna dla prawidłowego działania mózgu, a to oznacza, że dodatkowa suplementacja magnezem nie zapobiegnie drgawkom, wyjaśnia uczona. Jej zdaniem kolejny z objawów choroby, zmniejszanie się poziomu inteligencji, jest prawdopodobnie spowodowany niedoborami tlenu w mózgu w czasie napadów drgawkowych. Uczeni rozpoczęli już poszukiwanie lekarstwa na nowo odkrytą chorobę.
      Przypadki te pojawiły się w dwóch różnych miejscach w Europie oraz w Kanadzie. Możemy więc przypuszczać, że nie są jedynymi, stwierdziła Vilsen. Dodaje, że odkrycie, którego dokonał jej zespół powinno przyczynić się do zidentyfikowania kolejnych przypadków, gdyż teraz lekarze będą wiedzieli, że utrata magnezu skojarzona z drgawkami może oznaczać mutacje w pompie sodowo-potasowej. Sądzę, że znajdziemy znacznie więcej dzieci z tym schorzeniem, a te badania to dobry przykład, dlaczego współpraca międzynarodowa jest koniecznością. Po prostu w jednym kraju występuje zbyt mało przypadków tej choroby, by prowadzić tam nad nią badania, dodaje Vilsen.
      Badania nad tak rzadkimi chorobami przynoszą i ten pozytywny skutek, że mogą doprowadzić one do opracowania metod leczenia częściej występujących, powiązanych z nimi schorzeń.
      Jens Christian Skou, duński naukowiec, który odkrył istnienie pompy sodowo-potasowej, zmarł w ubiegłym roku w wieku 99 lat. Początkowo uważał on, że w pompie nie mogą występować mutacje, gdyż organizm nie może się obyć bez prawidłowo działającej pompy sodowo-potasowej. Jednak z czasem okazało się, że istnieją nieprowadzące do śmierci poważne choroby spowodowane mutacjami w pompie sodowo-potasowej. Teraz odkryto kolejną z nich.
      To, że mutacje takie nie prowadzą do śmierci, spowodowane jest dwoma czynnikami. Po pierwsze, w różnych tkankach istnieją różne odmiany pompy sodowo-potasowej, które mogą się uzupełniać, gdy jedna z odmian nie działa prawidłowo. Po drugie, ludzie posiadają materiał genetyczny od obu rodziców, zatem nawet w nerkach, które, w przeciwieństwie do mózgu zawierają tylko jedną odmianę pompy (Alfa-1), nie wszystkie pompy będą wadliwe, a tylko te, które odziedziczyliśmy od jednego z rodziców. Innymi słowy u wspomnianych dzieci nieprawidłowo działa tylko część pomp w mózgu i nerkach. Gdyby nie działały wszystkie to, zgodnie z przewidywaniami Jensa Christiana Skou, dzieci umarłyby jeszcze przed narodzeniem.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...