Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Krew nie spełnia tylko biernej funkcji, dostarczając jedynie tlen i składniki odżywcze do komórek ciała. Naukowcy z MIT wykazali, że przepływając obok, może wpływać na aktywność neuronów. Płynna tkanka zmienia przekaźnictwo między komórkami nerwowymi, a więc reguluje rozprzestrzenianie informacji w obrębie mózgu (Journal of Neurophysiology).

Hipotetyzujemy, że krew aktywnie moduluje sposób, w jaki neurony przetwarzają dane. Wiele dowodów sugeruje, że krew robi coś bardziej interesującego, niż tylko dostarcza składniki odżywcze. Jeśli zmienia pracę komórek nerwowych, zmienia też działanie całego mózgu – wyjaśnia Christopher Moore.

Uchwycenie związków między przepływem krwi a funkcjonowaniem mózgu jest bardzo istotne, ma bowiem znaczenie dla zrozumienia choroby Alzheimera, stwardnienia rozsianego, padaczki czy schizofrenii. Amerykanie posuwają się nawet do tego, by twierdzić, że choroby neurodegeneracyjne nie są, jak sama nazwa wskazuje, skutkiem pierwotnego uszkodzenia neuronów. Wg naukowców, ich zakłócona praca, np. w wyniku nieprawidłowych oddziaływań ze strony krwi, może być też czynnikiem sprawczym. To alternatywna wersja patogenezy między innymi alzheimeryzmu.

W rejonach mózgu epileptyków, gdzie rozpoczynają się ataki, często wykrywa się anormalne naczynia krwionośne. Sugeruje to, że nieprawidłowy przepływ krwi może wywoływać napad drgawek.

Bazując na wynikach badań laboratoryjnych, Moore ukuł kilka teorii na temat, w jaki sposób krew mogłaby wpływać na aktywność neuronów. Po pierwsze, płynna tkanka zawiera dyfundujące składniki, które mogą wydostawać się z naczyń krwionośnych. Zmiany w objętości krwi wpływają na stężenie tych substancji. Po drugie, neurony mogą reagować na bodźce mechaniczne, generowane przez skurcz i rozciąganie naczyń. Po trzecie, krew wpływa na temperaturę tkanki mózgowej, co koryguje aktywność neuronów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ile to trzeba sie nakombinować jeśli człowieka uważa się tylko za kupę mięsa i nic więcej... 8)

Dlaczego od razu "kupę mięsa"? Wolałbyś zamiast tego traktować się jak istotę w 100% duchową i leczyć wszelkie choroby u znachora za pomocą czarów?

 

Z kolei artykuł co najmniej dziwny, nie rozumiem w jaki sposób perfuzja może wpływać na degenerację neuronów, skoro w takim np. SM jest jasno wykazany nadmiar przeciwciał przeciwko osłonkom mielinowym, skoro do leczenia tego leku doskonale nadaje się IFN-beta, skoro istnieje korelacja między zapadalnością a konkretnymi genotypami HLA. Chyba się panowie z MIT jak mało kiedy zapędzili z przypuszczeniami ::) nie mając żadnych dowodów tworzą teorię, na dodatek mając całkiem klarowny obraz przyczyn chorób neurodegeneracyjnych, tzn. cały zestaw objawów typowych dla reakcji immunologicznej. Dziwne, dziwne... Szkoda, że nie mam dostępu do archiwum tej gazety, może z pełnej publikacji dałoby się wyciągnąć szczegóły, bo może jest w tym jednak drugie dno ::P

Share this post


Link to post
Share on other sites

mikroos.... pamiętam że studiujesz biologie (nie pamietam co dokładniej) ale mam małą prośbe.... MÓW PO POLSKIEMU!!!! :):P

Share this post


Link to post
Share on other sites

Biotechnologię medyczną, dokładnie mówiąc :) A teraz będzie wersja po ludzku:

 

Uważam teorię naukowców z MIT dot. chorób neurodegeneracyjnych za nieco nadmuchaną na potrzeby własnej publikacji. Dlaczego? Bo SM (czyli stwardnienie rozsiane) doskonale wpasowuje się w koncepcję choroby autoimmunizacyjnej, tzn. takiej, w której system odpornościowy zaczyna popełniać błędy i atakować własne tkanki, bo z niewiadomego bliżej powodu uczulił się na nie. W przypadku SM chodzi o to, że atakowane są osłonki mielinowe, czyli tłuszczowe "oponki" wokół neuronów (z grubsza rzecz ujmując, ułatwiają one przenoszenie informacji). Udowodniono podwyższony poziom przeciwciał (co świadczy o tym, że trwa/trwała przeciwko nim odpowiedź - w tym wypadku wysoce niepożądana) przeciwko tym osłonkom właśnie u chorych na SM, dodatkowo wykazano korelację pomiędzy ilością zachorowań, a typami HLA, czyli specjalnego układu będącego "znakiem" każdej komórki (dany człowiek ma zawsze określony HLA na swoich komórkach, dzięki czemu możliwe jest rozróżnienie kom. swoich od obcych - właśnie HLA jest najważniejszą cząstką, którą dobiera się przy przeszczepach, żeby nie doszło do ich odrzucenia - tzn. dawca i biorca muszą mieć ten sam, żeby przeszczep mógł być przyjęty). IFN-beta (czyli interferon beta) z kolei to białko, które w dużym uproszczeniu mówiąc powstrzymuje stan zapalny (czyli działanie komórek układu odpornościowego) i przez to zmniejsza agresję komórek na własne otoczki mielinowe. Tak więc jak widzisz (zapewne teraz da się to dostrzec, gdy napisałem jaśniej :P ), że wszystkie te elementy jasno wiążą się z układem odpornościowym, a nie z charakterem przepływu krwi wokół neuronów. Trzeba jaśniej? Chętnie wytłumaczę nieścisłości :P

Share this post


Link to post
Share on other sites

Biotechnologię medyczną, dokładnie mówiąc :) A teraz będzie wersja po ludzku:

 

Uważam teorię naukowców z MIT dot. chorób neurodegeneracyjnych za nieco nadmuchaną na potrzeby własnej publikacji. Dlaczego? Bo SM (czyli stwardnienie rozsiane) doskonale wpasowuje się w koncepcję choroby autoimmunizacyjnej, tzn. takiej, w której system odpornościowy zaczyna popełniać błędy i atakować własne tkanki, bo z niewiadomego bliżej powodu uczulił się na nie. W przypadku SM chodzi o to, że atakowane są osłonki mielinowe, czyli tłuszczowe "oponki" wokół neuronów (z grubsza rzecz ujmując, ułatwiają one przenoszenie informacji). Udowodniono podwyższony poziom przeciwciał (co świadczy o tym, że trwa/trwała przeciwko nim odpowiedź - w tym wypadku wysoce niepożądana) przeciwko tym osłonkom właśnie u chorych na SM, dodatkowo wykazano korelację pomiędzy ilością zachorowań, a typami HLA, czyli specjalnego układu będącego "znakiem" każdej komórki (dany człowiek ma zawsze określony HLA na swoich komórkach, dzięki czemu możliwe jest rozróżnienie kom. swoich od obcych - właśnie HLA jest najważniejszą cząstką, którą dobiera się przy przeszczepach, żeby nie doszło do ich odrzucenia - tzn. dawca i biorca muszą mieć ten sam, żeby przeszczep mógł być przyjęty). IFN-beta (czyli interferon beta) z kolei to białko, które w dużym uproszczeniu mówiąc powstrzymuje stan zapalny (czyli działanie komórek układu odpornościowego) i przez to zmniejsza agresję komórek na własne otoczki mielinowe. Tak więc jak widzisz (zapewne teraz da się to dostrzec, gdy napisałem jaśniej :P ), że wszystkie te elementy jasno wiążą się z układem odpornościowym, a nie z charakterem przepływu krwi wokół neuronów. Trzeba jaśniej? Chętnie wytłumaczę nieścisłości :P

 

Mikros czy nie zauważyłeś że to dalej jest nie po ludzku ale nie martw się napiszę to za ciebie:

Wszystkie choroby i narządy pochodzą z jednej zapłodnionej komórki, w której zakodowany jest przez DNA pierwotny informacyjny wzór wraz z środowiskowymi warunkami wytworzonymi w czasie ciąży , napiszę jeszcze raz ...  INFORMACYJNY...

 

Tak wiec każde zdarzenie, słowo, myśl osobnika odziałowywuje na to pole informacyjne. Błedna obsługa organizmu , słabe myślenie, zatrute pożywienie i woda doprowadzają do zburzeń w tym polu i w konsekwencji do choroby a nawet śm....  organizmu.

Pole to najskuteczniej ratować środkami o polu podobnym (leki z przyrody dobrane przez ,, zna - chora" (czyli przez tego który się zna na chorobach)) ;D.

Jednocześnie przypominam że fizyka domniemuje że rodzajów materi jest tak ze 16 a my żyjemy w dwóch no być może w trzech gdzie ten trzeci jest właśnie nośnikiem pola informacyjnego a ponieważ nauka dopuszcza zjawiska powtarzalne a reszta dla niej nie istnieje , to odkrycie czgoś co jest nośnikiem informacji ,delikatne i ulega zmianie w trakcie badań jest poza jej zasięgiem a dla Zna-chora jest czymś tak naturalnym jak kolor trawy.

Ponad 40% leków to przepisy robnięte zna-chorom dostępne za darmo w przyrodzie a dla zmyłki ubrane w dziwaczne nazewnictwo (które włśnie ludzko nie brzmi) a reszta to syntetyczne podróbki przyrody.

 

Zastępowanie informacji lekami (sztucznymi polami) jest dobre na krótka chwilę by pacjent mógł odtworzyć swoje własne (zaczął zachowywać sie jak na człowieka przystało - więcej dobrych rad w słowach Jezusa) 8)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nieprawdą jest, że wszystkie choroby pochodzą z jednej komórki. Z jednej komórki pochodzi pula możliwości rozwoju organizmu. Gydby było tak, jak piszesz, to skoro jest jedna matryca "kodująca chorobę", to wszystkie komórki powinny chorować jednocześnie i w takim samym stopniu lub przynajmniej zapadać na tę samą chorobę (a ja jakoś nie wyobrażam sobie białaczki mózgu albo złamania krwi).

 

Co do znachorów: problem jest w tym, że Ty możesz wierzyć w "dobrych rad w słowach Jezusa", i bardzo to szanuję. Niemniej jednak, jako klasyczny umysł ścisły nie dopuszczam takich reguł. Nie wierzę, póki nie zobaczę i nie otrzymam konkretnych wyników badań - a \działanie ogromnej ilości ziół niestety można wytłumaczyć wyłącznie efektem placebo (choć to fakt, że z kolei część z nich ma rzeczywiście fantastyczne właściwości). Inna rzecz, że ponad 90% uleczalnych chorób znanych ludzkości da się wyleczyć niecałymi 200 substancjami (źródło: raport WHO) :) Podobnie z 14-oma rodzajami materii, o których wspominasz: większość z nich to raczej modele teoretyczne, na dodatek o kompletnie nieznanym wpływie na ciało człowieka. A skoro nie znamy nawet ich właściwości, a nawet nie umiemy potwierdzić ich istnienia, to kompletnie nieuprawnionym jest twierdzenie, że manipulacja nimi powoduje chorobę bądź ozdrowienie.

 

 

 

Natomiast co do mojego postu, wydawało mi się, że tym razem jest jaśniej. Że wyjaśniłem niezrozumiałe słowa - ale jeśli ciągle czegoś nie rozumiesz, to może zapytaj, zamiast wciskać mi w usta słowa, których wcale nie mam na myśli? Może napisz konkretniej, czego nie rozumiesz - bo ja mam w skrócie na myśli to, że SM została bardzo precyzyjnie opisana jako choroba mająca związek z układem immunologicznym, a MIT stara się stworzyć alternatywną definicję i dopasować to do swojej ideologii o przepływie krwi. Oczywiście spekulacje są nieodłączną częścią nauki, ale najpierw trzeba mieć konkretne podstawy, by wysnuwać jakieś koncepcje. Moim zdaniem tym razem zapędzili się.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mikroos wiedziałem ze sprowokuję cię do postu  :P , celem nie było obrażenie Cię tylko wyciśniecie na Tobie sekundy zastanowienia i przedstawienie innego punktu widzenia który wcale nie jest bez pokrycia.

Żyjąc wg tego co napisałem od 25 lat nie byłem chory i nie korzystałem z służby zdrowia (no może po wypadku przeswietono mi kręgosłup a wojskowy znachor poustawiał kręgi szyjne i jeszcze kilka razy u dentysty) tak więc zrozumienie teorii pól informacyjnych Sedlaka się opłaci , bo wtedy nie będziesz pisał o efekcie placebo tylko o samouzdrowienu i sile Wiary. Dobry lekarz (zna-chor = znawca choróB) powinien zgodnie z przysięgą którą składa pomagać pacjentowi wieloma metodami.

(ale najpierw je poznać i sprawdzić na sobie a nie odrzucać apriori).

 

  W organiźmie po 12 latach nawet kości są zbudowane z absolutnie nowych komórek niestety te nowe są zbudowane w oparciu o zmiany jakie zaszły w polach informacyjnych (na oko to trzeba poczytać o mechaniźmie rozwijania DNA i przepisywania przez RNA oraz o przyswajaniu pokarmu i to w starych ksiązkach bo nowe tego nie mają). W dużym skrócie to co pomyślisz czytając ten post zostanie zapisane w DNA ,w gdzieś 250 000 komórek które twój szpik kostny właśnie tworzy i będzie miało wpływ na kolejne ich pokolenie. Dlatego napisano: chcenie - pożądanie - choroba - śmierć tylko rozciągnięte w czasie tak na 20 lat ,stąd cała medycyna to próba pokonania tego mechanizmu w ostatniej fazie a tymczasem można działać zgodnie z nim (dobre rady Jezusa, Buddy i INNYCH są cennymi wskazówkami wyciągniętymi z obserwacji życia ,a może pól morfogenetycznych) i w ogóle nie mieć potrzeby zapoznawania sie z ,,nieludzkim nazewnictwem medycznym''.

To czego tak zaciekle postanowiłeś bronić ma tylko jakieś 200 lat a ludzkość istnieje o wiele dłużej

i przetrwała poważniejsze kataklizmy niż są dostepne na codzień w dzisiejszych czasach ,      żyjąc długo tak do 1000 lat (ile się można nauczyć w 1000 lat??).

U Żydów rodowód idzie po kondzieli i to jest prawda ,bo komórka z której powstała prababka,babka,matka,córka wnuczka to ta sama komórka ,napiszę jeszcze raz  (nie podobna)

TA SAMA więc sposoby na zdrowie wypracowane kiedyś są aktualne i dzisiaj, a jednak ludzie żyja krócej dlaczego??

Bo leczy sie choroby - skutek błedów wcześniejszych (myślą,mową,czynem) zapisany w DNA (wytworzonego z błednych zapisów w polach morfogenetycznych) przy spowiedzi mówisz wybacz i postanawiam więcej tego nie robić (przetłumaczę : siło sprawcza zrozumiałem że spieprzyłem swoje DNA zostało zapisane i pa kiciu ,ale od dziś to rozumiem i postaram się nie pogłębiać tego procesu a kiedy przyjdzie kolejny czas odczytu tego zwoju pomóż przetrwać i zapisać go poprawnie,  wiem też że teraz nie moja wola się liczy tylko twoje Miłosierdzie (oby Ci się chciało :) )).

To dlatego niewiedza jest przyczyną wszelkiego dziadostwa , a to co proponują medycy to chemiczne rozgrzeszenie, niestety czym skorópka wcześniej nasiąkła tym trąci, a finał jast przy każdym kościele (cmentarz).

----------------------------------

''to skoro jest jedna matryca "kodująca chorobę", to wszystkie komórki powinny chorować jednocześnie i w takim samym stopniu lub przynajmniej zapadać na tę samą chorobę (a ja jakoś nie wyobrażam sobie białaczki mózgu albo złamania krwi).""

 

- Jest tylko jedna matryca kodująca zdrowie, a to o czym piszesz zależy w jaki sposób ktoś ja uszkodził ( widocznie brak pomysłu na uszkodzenie pt. złamanie krwi ;D )

 

-----------------

"Co do znachorów: problem jest w tym, że Ty możesz wierzyć w "dobrych rad w słowach Jezusa", i bardzo to szanuję. Niemniej jednak, jako klasyczny umysł ścisły nie dopuszczam takich reguł. Nie wierzę, póki nie zobaczę i nie otrzymam konkretnych wyników badań "

 

- Jest taka scenka gdzie Tomasz sie prosi tak jak ty i jego życzenie sie spełnia ,masz to życzenie zapisane w DNA poczekaj na rozwiniecie a napewno się spełni

----------------------------------------

"działanie ogromnej ilości ziół niestety można wytłumaczyć wyłącznie efektem placebo (choć to fakt, że z kolei część z nich ma rzeczywiście fantastyczne właściwości."

 

- To co nazywasz plcebo to Wiara a ona czyni CUDA

---------------------------------------

'Inna rzecz, że ponad 90% uleczalnych chorób znanych ludzkości da się wyleczyć niecałymi 200 substancjami (źródło: raport WHO)''

 

- Wic polega na tym by na żadą nie zapaść  ;D

----------------------------------------

 

"Natomiast co do mojego postu, wydawało mi się, że tym razem jest jaśniej. Że wyjaśniłem niezrozumiałe słowa - ale jeśli ciągle czegoś nie rozumiesz, to może zapytaj,"

 

- Poczytaj, pomyśl ,poobserwuj , pożyj , popróbuj a przyznasz że moje wyjaśnienie jest bardziej zrozumiałe i jestem przekonany że stanie się i Twoim wtedy ten post przestanie Cię dotykać .

---------------------------------------

 

''zamiast wciskać mi w usta słowa, których wcale nie mam na myśli?"

 

- Uderz w stół a nożyce sie odezwią - musiałeś mieć to na myśli - skoro odpisałeś tak dużym postem - w życiu nic nie dzieje się przypadkowo lub nie precyzyjnie albo bez potrzeby.

------------------------------

''Oczywiście spekulacje są nieodłączną częścią nauki, ale najpierw trzeba mieć konkretne podstawy, by wysnuwać jakieś koncepcje.''

 

- Ja spróbowałem i mam podstawy by tak twierdzić , Ty oczywiście możesz czekać ,, na konkretne podstawy'' - ale pamietaj że życie leci a tych podstaw może nigdy nie być a nawet jak będą to i tak nie bedą Twoje, więc w nie nie uwierzysz. (raczej spokojnie się zastanów co z przeszłości wpływa  na Ciebie teraz).

-----------------------------

Dziękuję za możliwość wypowiedzi. :P

Share this post


Link to post
Share on other sites
Żyjąc wg tego co napisałem od 25 lat nie byłem chory i nie korzystałem z służby zdrowia (no może po wypadku przeswietono mi kręgosłup a wojskowy znachor poustawiał kręgi szyjne i jeszcze kilka razy u dentysty) tak więc zrozumienie teorii pól informacyjnych Sedlaka się opłaci , bo wtedy nie będziesz pisał o efekcie placebo tylko o samouzdrowienu i sile Wiary.

Z całym szacunkiem dla Twoich przekonań, ale próba badana n=1. Równie dobrze pewnie udałoby się znaleźć na świecie osobę, która wyleczyła u siebie nowotwór solidnym zdzieleniem sobie w łeb. Pewnie udałoby się znaleźć taki przypadek.

 

(na oko to trzeba poczytać o mechaniźmie rozwijania DNA i przepisywania przez RNA oraz o przyswajaniu pokarmu i to w starych ksiązkach bo nowe tego nie mają).

"starych", czyli z czasów koncepcji "vis vitalis"? Jeśli tak, to dziękuję serdecznie za takie źródła. Jeszcze przed chwilą pisałeś o aprioryzmie, a teraz sam go stosujesz, bo przyjmujesz wiedzę, której nikt nie potrafi udowodnić i jednocześnie automatycznie odrzucasz bieżącą wiedzę, którą można wiarygodnie i powtarzalnie potwierdzić. Oczywiście masz do tego prawo, tylko prosiłbym o nie pisanie tego na forum o charakterze naukowym, bo ktoś mógłby to pomylić z nauką.

 

W dużym skrócie to co pomyślisz czytając ten post zostanie zapisane w DNA

łohohho, a to ciekawa koncepcja - może rozwiniesz? Jaki jest mechanizm zapisu informacji, jak potwierdzić zapis, jak zmieścić wszystkie pomyślane dotychczas przeze mnie rzeczy na każdy temat do DNA jednej komórki? I jeszcze ciekawsze: jak to odczytać? Piszę teraz zupełnie na poważnie: napisz na ten temat przekonującą pracę i udowodnij, że to działa, a Nobla masz gwarantowanego. To by było odkrycie na miarę Kopernika!

 

pól morfogenetycznych

Dowody proszę, dowody! A nie czcze hasła! Jesteśmy na forum okołonaukowym, używajmy naukowych argumentów

 

To czego tak zaciekle postanowiłeś bronić ma tylko jakieś 200 lat a ludzkość istnieje o wiele dłużej

A Ty bronisz koncepcji, której nawet nie potrafisz obronić dowodami i musisz do naukowej dyskusji wpychać Jezusa i Buddę. Kiepsko z naukowością tych wypowiedzi ::)

 

U Żydów rodowód idzie po kondzieli i to jest prawda ,bo komórka z której powstała prababka,babka,matka,córka wnuczka to ta sama komórka ,napiszę jeszcze raz  (nie podobna)

TA SAMA

O, a to ciekawe dopiero! Bo z tego, co ja pamiętam, to przy mejozie chromosomy są dzielone przypadkowo, więc komórka jajowa córki będzie miała statystycznie połowę chromosomów po ojcu i połowę po matce. A do tego mamy cały proces rekombinacji w czasie mejozy oraz mutacje, więc kiepska jest teoria o niezmienności komórki. To bardzo łatwo udowodnić, choćby na podstawie obserwacji dziedziczenia niektórych chorób. Natomiast identyczność komórek w każdym klejnym pokoleniu to znów koncepcja, którą ciężko byłoby udowodnić. No, chyba że potrafisz

przy spowiedzi mówisz wybacz i postanawiam więcej tego nie robić (przetłumaczę : siło sprawcza zrozumiałem że spieprzyłem swoje DNA zostało zapisane i pa kiciu ,ale od dziś to rozumiem i postaram się nie pogłębiać tego procesu a kiedy przyjdzie kolejny czas odczytu tego zwoju pomóż przetrwać i zapisać go poprawnie,  wiem też że teraz nie moja wola się liczy tylko twoje Miłosierdzie (oby Ci się chciało :P )).

to NIE jest naukowe.

 

"Co do znachorów: problem jest w tym, że Ty możesz wierzyć w "dobrych rad w słowach Jezusa", i bardzo to szanuję. Niemniej jednak, jako klasyczny umysł ścisły nie dopuszczam takich reguł. Nie wierzę, póki nie zobaczę i nie otrzymam konkretnych wyników badań "

 

- Jest taka scenka gdzie Tomasz sie prosi tak jak ty i jego życzenie sie spełnia ,masz to życzenie zapisane w DNA poczekaj na rozwiniecie a napewno się spełni

A żebyś wiedział, że chęć do badania człowieka i niesienia mu pomocy mam chyba rzeczywiście w DNA. Tylko powiedzmy, że mam trochę inne inspiracje, niż religia.

 

"działanie ogromnej ilości ziół niestety można wytłumaczyć wyłącznie efektem placebo (choć to fakt, że z kolei część z nich ma rzeczywiście fantastyczne właściwości."

 

- To co nazywasz plcebo to Wiara a ona czyni CUDA

Nie, to nie wiara, tylko placebo. Choć bardzo istotnym elementem efektu placebo rzeczywiście jest wiara w poprawę zdrowia.

 

'Inna rzecz, że ponad 90% uleczalnych chorób znanych ludzkości da się wyleczyć niecałymi 200 substancjami (źródło: raport WHO)''

 

- Wic polega na tym by na żadą nie zapaść   ;D

Stwórz wiarygodną, powtarzalną i dającą się szczegółowo zbadać metodę i zabiegaj o publikację w którymś czasopiśmie specjalistycznym (polecam NEJM albo The Lancet), a taka "formuła zdrowia" przyniesie Ci Nobla. Skoro to takie proste i oczywiste, to na co jeszcze czekasz? Przecież jako dobry człowiek, posłuszny Jezusowi, powinieneś czym prędzej opublikować swoją wiedzę w sposób przekonujący dla innych i pomóc im!!

 

 

"Natomiast co do mojego postu, wydawało mi się, że tym razem jest jaśniej. Że wyjaśniłem niezrozumiałe słowa - ale jeśli ciągle czegoś nie rozumiesz, to może zapytaj,"

 

- Poczytaj, pomyśl ,poobserwuj , pożyj , popróbuj a przyznasz że moje wyjaśnienie jest bardziej zrozumiałe i jestem przekonany że stanie się i Twoim wtedy ten post przestanie Cię dotykać .

A ja mimo wszystko proszę, żebyś Ty nie decydował, co ja miałem na myśli, pisząc takie, a nie inne słowa. Bo raz, że to niegrzeczne, a dwa, że zwyczajnie kłamliwe w stosunku do odbiorców naszych postów.

 

''zamiast wciskać mi w usta słowa, których wcale nie mam na myśli?"

 

- Uderz w stół a nożyce sie odezwią - musiałeś mieć to na myśli - skoro odpisałeś tak dużym postem - w życiu nic nie dzieje się przypadkowo lub nie precyzyjnie albo bez potrzeby.

Równie dobrze ja mogę stwierdzić, że Ty musiałeś mieć na myśli to, co ja napisałem, skoro odpisałeś mi tak dużym postem. Bardzo kiepski argument wysunąłeś. I po raz kolejny proszę o niewmawianie mi, że powiedziałem coś, czego nie powiedziałem - zwykłem przerywać dyskusję w chwilach, gdy pojawiają się insynuacje na moim punkcie. Więc apeluję o to, żebyśmy dyskutowali fair, albo nie podyskutujemy w ogóle.

 

''Oczywiście spekulacje są nieodłączną częścią nauki, ale najpierw trzeba mieć konkretne podstawy, by wysnuwać jakieś koncepcje.''

 

- Ja spróbowałem i mam podstawy by tak twierdzić

A tysiące lekarzy obserwowało miliony swoich pacjentów i też ma swoje do powiedzenia. Problem w tym, że oni w starciu z Tobą mają konkretne badania, które mogą w każdej chwili powtórzyć i wyjdą im te same bądź mieszczące się w błędzie statystycznym wyniki. a Ty na poparcie swojej idei masz pola morfogenetyczne, Buddę i Jezusa - bardzo zacne towarzystwo, ale... jakby to powiedzieć, żeby nie obrazić - trochę ciężkie do strawienia jako źródło obiektywnej wiedzy.

 

Dziękuję za możliwość wypowiedzi. :P

Ależ nie ma za co, to oczywiste prawo na forum dyskusyjnym, tylko ponownie apeluję o to, żebyś - jak już się odzywasz - wypowiadał się fair, zamiast prezentować jako moje poglądy, których wcale nie wypowiedziałem i nie mam na myśli.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Żyjąc wg tego co napisałem od 25 lat nie byłem chory i nie korzystałem z służby zdrowia (no może po wypadku przeswietono mi kręgosłup a wojskowy znachor poustawiał kręgi szyjne i jeszcze kilka razy u dentysty) tak więc zrozumienie teorii pól informacyjnych Sedlaka się opłaci , bo wtedy nie będziesz pisał o efekcie placebo tylko o samouzdrowienu i sile Wiary.

Z całym szacunkiem dla Twoich przekonań, ale próba badana n=1. Równie dobrze pewnie udałoby się znaleźć na świecie osobę, która wyleczyła u siebie nowotwór solidnym zdzieleniem sobie w łeb. Pewnie udałoby się znaleźć taki przypadek.

Ja nie piszę ,,pewnie udałoby się znaleźć"  bo to ja jestem tym przypadkiem z własnego doświadczenia mówię ci.

 

(na oko to trzeba poczytać o mechaniźmie rozwijania DNA i przepisywania przez RNA oraz o przyswajaniu pokarmu i to w starych ksiązkach bo nowe tego nie mają).

"starych", czyli z czasów koncepcji "vis vitalis"? Jeśli tak, to dziękuję serdecznie za takie źródła. Jeszcze przed chwilą pisałeś o aprioryzmie, a teraz sam go stosujesz, bo przyjmujesz wiedzę, której nikt nie potrafi udowodnić i jednocześnie automatycznie odrzucasz bieżącą wiedzę, którą można wiarygodnie i powtarzalnie potwierdzić. Oczywiście masz do tego prawo, tylko prosiłbym o nie pisanie tego na forum o charakterze naukowym, bo ktoś mógłby to pomylić z nauką.

Mówię o książkach kiedy mechanizm DNA był znany tj z lat 1950 i starszych . Co do wiedzy współczesnej to wszystkie zaczące odkrycia są chowane i o nich nie wiesz. Poza tym nie brałeś udziału w tych badaniach o których wiesz, więc to co piszesz jest przejawem twojej wiary w to co przeczytałeś .

 

W dużym skrócie to co pomyślisz czytając ten post zostanie zapisane w DNA

łohohho, a to ciekawa koncepcja - może rozwiniesz? Jaki jest mechanizm zapisu informacji, jak potwierdzić zapis, jak zmieścić wszystkie pomyślane dotychczas przeze mnie rzeczy na każdy temat do DNA jednej komórki? I jeszcze ciekawsze: jak to odczytać? Piszę teraz zupełnie na poważnie: napisz na ten temat przekonującą pracę i udowodnij, że to działa, a Nobla masz gwarantowanego. To by było odkrycie na miarę Kopernika!

- Albo krzyż jak skończyły tysiące przedemną.

 

pól morfogenetycznych

Dowody proszę, dowody! A nie czcze hasła! Jesteśmy na forum okołonaukowym, używajmy naukowych argumentów

- Dla mnie ja jestem dowodem a jeśli chcesz mieć swoje to trochę uważniej poobserwuj swoje życie pod opisanym kątem.

 

To czego tak zaciekle postanowiłeś bronić ma tylko jakieś 200 lat a ludzkość istnieje o wiele dłużej

A Ty bronisz koncepcji, której nawet nie potrafisz obronić dowodami i musisz do naukowej dyskusji wpychać Jezusa i Buddę. Kiepsko z naukowością tych wypowiedzi ::)

- To też się zapisało w twoim DNA

 

U Żydów rodowód idzie po kondzieli i to jest prawda ,bo komórka z której powstała prababka,babka,matka,córka wnuczka to ta sama komórka ,napiszę jeszcze raz  (nie podobna)

TA SAMA

O, a to ciekawe dopiero! Bo z tego, co ja pamiętam, to przy mejozie chromosomy są dzielone przypadkowo, więc komórka jajowa córki będzie miała statystycznie połowę chromosomów po ojcu i połowę po matce. A do tego mamy cały proces rekombinacji w czasie mejozy oraz mutacje, więc kiepska jest teoria o niezmienności komórki. To bardzo łatwo udowodnić, choćby na podstawie obserwacji dziedziczenia niektórych chorób. Natomiast identyczność komórek w każdym klejnym pokoleniu to znów koncepcja, którą ciężko byłoby udowodnić. No, chyba że potrafisz

 

- nie piszę o dziedziczeniu chorób tylko recepty na zdrowie i prawidłową budowę organizmu a ta jest jedna (co do chorób to: błedy rodziców tkwią w dzieciach do trzeciego pokolenia)

 

 

przy spowiedzi mówisz wybacz i postanawiam więcej tego nie robić (przetłumaczę : siło sprawcza zrozumiałem że spieprzyłem swoje DNA zostało zapisane i pa kiciu ,ale od dziś to rozumiem i postaram się nie pogłębiać tego procesu a kiedy przyjdzie kolejny czas odczytu tego zwoju pomóż przetrwać i zapisać go poprawnie,  wiem też że teraz nie moja wola się liczy tylko twoje Miłosierdzie (oby Ci się chciało :P )).

 

to NIE jest naukowe.

 

- to zależy jak szeroko ktoś pojmuje naukę.

 

"Co do znachorów: problem jest w tym, że Ty możesz wierzyć w "dobrych rad w słowach Jezusa", i bardzo to szanuję. Niemniej jednak, jako klasyczny umysł ścisły nie dopuszczam takich reguł. Nie wierzę, póki nie zobaczę i nie otrzymam konkretnych wyników badań "

 

- Jest taka scenka gdzie Tomasz sie prosi tak jak ty i jego życzenie sie spełnia ,masz to życzenie zapisane w DNA poczekaj na rozwiniecie a napewno się spełni

A żebyś wiedział, że chęć do badania człowieka i niesienia mu pomocy mam chyba rzeczywiście w DNA. Tylko powiedzmy, że mam trochę inne inspiracje, niż religia.

nie piszę o inspiracji religią tylko własnym zdrowiem - korzystając ze starych rad udzielonych przez uznane autorytety (bo chyba nie zaprzeczysz że wpływ na świat miał JEZUS , BUDDA i INNI)

 

"działanie ogromnej ilości ziół niestety można wytłumaczyć wyłącznie efektem placebo (choć to fakt, że z kolei część z nich ma rzeczywiście fantastyczne właściwości."

 

- To co nazywasz plcebo to Wiara a ona czyni CUDA

Nie, to nie wiara, tylko placebo. Choć bardzo istotnym elementem efektu placebo rzeczywiście jest wiara w poprawę zdrowia.

- a jednak Wiara i wcale nie piszę w co (insynuujesz mi treść której nie wyraziłem - jestesmy kwita ;D)

 

'Inna rzecz, że ponad 90% uleczalnych chorób znanych ludzkości da się wyleczyć niecałymi 200 substancjami (źródło: raport WHO)''

 

- Wic polega na tym by na żadą nie zapaść   ;D

Stwórz wiarygodną, powtarzalną i dającą się szczegółowo zbadać metodę i zabiegaj o publikację w którymś czasopiśmie specjalistycznym (polecam NEJM albo The Lancet), a taka "formuła zdrowia" przyniesie Ci Nobla. Skoro to takie proste i oczywiste, to na co jeszcze czekasz? Przecież jako dobry człowiek, posłuszny Jezusowi, powinieneś czym prędzej opublikować swoją wiedzę w sposób przekonujący dla innych i pomóc im!!

- A co ja robię, A Jezus o tych co zachowują jego naukę mówił bracia, rodzina a nie sługa jak insynujesz (to drugi raz  ;D)

 

"Natomiast co do mojego postu, wydawało mi się, że tym razem jest jaśniej. Że wyjaśniłem niezrozumiałe słowa - ale jeśli ciągle czegoś nie rozumiesz, to może zapytaj,"

 

- Poczytaj, pomyśl ,poobserwuj , pożyj , popróbuj a przyznasz że moje wyjaśnienie jest bardziej zrozumiałe i jestem przekonany że stanie się i Twoim wtedy ten post przestanie Cię dotykać .

A ja mimo wszystko proszę, żebyś Ty nie decydował, co ja miałem na myśli, pisząc takie, a nie inne słowa. Bo raz, że to niegrzeczne, a dwa, że zwyczajnie kłamliwe w stosunku do odbiorców naszych postów.

- tak to spróbuj nie cztać,nie myśleć, przestań obserwować,przestań żyć - nie dasz rady co , więc nie pisz że kłamię w twoim imieniu bo w pierwszych linikach piszę ,,wyjaśnię za ciebie" a to oznacza ze jest to moje wyjaśnienie a nie twoje ,ty tylko sie z nim nie zgadzasz .

 

''zamiast wciskać mi w usta słowa, których wcale nie mam na myśli?"

 

- Uderz w stół a nożyce sie odezwią - musiałeś mieć to na myśli - skoro odpisałeś tak dużym postem - w życiu nic nie dzieje się przypadkowo lub nie precyzyjnie albo bez potrzeby.

Równie dobrze ja mogę stwierdzić, że Ty musiałeś mieć na myśli to, co ja napisałem, skoro odpisałeś mi tak dużym postem. Bardzo kiepski argument wysunąłeś. I po raz kolejny proszę o niewmawianie mi, że powiedziałem coś, czego nie powiedziałem - zwykłem przerywać dyskusję w chwilach, gdy pojawiają się insynuacje na moim punkcie. Więc apeluję o to, żebyśmy dyskutowali fair, albo nie podyskutujemy w ogóle.

- zacytowałem przysłowie ludowe i z pewnością jest prawdziwe są jeszcze inne na ten temat:

głodnemu chleb na myśli lub pukajcie a wam otworzą to jeden z mechanizmów życia a nie wmawianie i z tym mechanizmem nie podyskutujesz (a może cię zmielić jak w porę go nie rozpoznasz) i raczej należy sie dziękuje a nie apele.

 

''Oczywiście spekulacje są nieodłączną częścią nauki, ale najpierw trzeba mieć konkretne podstawy, by wysnuwać jakieś koncepcje.''

 

- Ja spróbowałem i mam podstawy by tak twierdzić

A tysiące lekarzy obserwowało miliony swoich pacjentów i też ma swoje do powiedzenia. Problem w tym, że oni w starciu z Tobą mają konkretne badania, które mogą w każdej chwili powtórzyć i wyjdą im te same bądź mieszczące się w błędzie statystycznym wyniki. a Ty na poparcie swojej idei masz pola morfogenetyczne, Buddę i Jezusa - bardzo zacne towarzystwo, ale... jakby to powiedzieć, żeby nie obrazić - trochę ciężkie do strawienia jako źródło obiektywnej wiedzy.

- Patrzenie jak ktoś je loda to nie to samo co zjedzenie go samemu - no chyba się zgodzisz.

a co do Buddy, Jezusa i Innych to gdyby żyli do dzisiaj to byliby o wiele starsi odemnie a jest przysłowie które mówi: Kto starszych nie słucha ten na zimną wodę dmucha . i wcale nie czytałeś co mówili bo takiego zdania byś nie wypowiedział.

 

Dziękuję za możliwość wypowiedzi. :P

Ależ nie ma za co, to oczywiste prawo na forum dyskusyjnym, tylko ponownie apeluję o to, żebyś - jak już się odzywasz - wypowiadał się fair, zamiast prezentować jako moje poglądy, których wcale nie wypowiedziałem i nie mam na myśli.

 

- Poprzedni post był napisany przezmnie i wyrażał moje poglądy na na twoją wypowiedz oraz upraszczał to co ty przedstawiłeś jako uproszczone, jeśli cie to dotknęło to tylko dlatego że nie przeczytałeś tego z zastanowieniem i od razu (apriori) przyjołeś postawę obrażonego wojownika gdy tym czasem nikt cię nie atakował.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chyba ak bardzo skopałeś cytowanie, że się nie da odpisać :P:)

 

Więc napiszę krótko: nie przytoczyłeś żadnego dowodu, który mógłbym odtworzyć w laboratorium bądź na obserwacji pacjentów. Nie przytoczyłeś mi przykładu żadnej poprawnej metodologicznie analizy, która potrafiłaby udowodnić, że pola morfogenetyczne istnieją, a przestrzeganie słów Jezusa miało mi przynieść zdrowie. Jedyne swoje obserwacje opierasz na jednej jednostce i co gorsze, w żaden sposób nie udowodniłeś, że właśnie takie zasady życia sprawiają, że jesteś zdrowy (czego bardzo Ci życzę również na przyszłość) - i choć bardzo Twoją wiarę szanuję, to nie udowodniłeś mi ciągle, że to Jezus jest zasługą Twojego zdrowia, a nie "urodzenie w czepku", czyli zwykłe szczęście. Oczywiście, to Twoja sprawa, w co wierzysz, tylko nie mieszajmy wiary z nauką.

 

Skąd wiedzieć, że obecnie publikowane eksperymenty są wiarygodne? Ano z bardzo prostej przyczyny: mogę w każdej chwili usiąść i zrealizować je ponownie, właśnie ta cecha czyni je naukowymi. I tak się robi rutynowo - w odpowiedzi na publikację w jakimkolwiek poważnym czasopiśmie zawsze kilka zespołów powtarza dany eksperyment niezależnie, by potwierdzić wyniki. A jeśli chodzi o "Twoje" podręczniki z roku "po 1953", to jeśli masz konkretne artykuły, poprawne metodologicznie, to chętnie poczytam.

 

Aha, i mam prośbę: znajdź mi wiarygodny test, by sprawdzić, że wypowiedziana przeze mnie w powyższym poście herezja zapisała się w DNA. Będę bardzo wdzięczny. I jeszcze jeśli można, naukowe potwierdzenie tego faktu: "co do chorób to: błedy rodziców tkwią w dzieciach do trzeciego pokolenia".

 

to NIE jest naukowe.

Cytuj

 

- to zależy jak szeroko ktoś pojmuje naukę.

Nauka bardzo jasno opiera się na tym, że prezentowane w niej wyniki muszą dawać odzwierciedlenie w rzeczywistości, a same badania muszą być poprawne z ogólnie przyjętą metodologią. A ta zakłada, że nie pozwala się na stosowanie wiary jako przesłanki do uzyskania wyników. I tu naprawdę ni ma miejsca na różne pojmowanie nauki, bo ta z definicji jest bardzo ścisłą dziedziną.

 

a co do Buddy, Jezusa i Innych to gdyby żyli do dzisiaj to byliby o wiele starsi odemnie a jest przysłowie które mówi: Kto starszych nie słucha ten na zimną wodę dmucha

Nie zrozum mnie źle, ale Hitler gdyby dziś żył też byłby od Ciebie starszy.

 

I na sam koniec: nie atakowałem Ciebie, tylko dyskutowałem. A jeśli już był jakiś atak, to na stawianie Twojej religijnej ideologii w roli faktu naukowego. Tymczasem ciągle czekam na poważne, naukowe (przypominam: oparte na faktach, powtarzalne, potwierdzone przez innych, zawsze z dołączoną grupą konrolną) doniesienia potwierdzające wpływ pól morfogenetycznych.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Witam wszystkich:) tak sobie czytalem te wasze posty i powiem szczerze ze fajne watki sie tutaj rozwinely... mikros i waldi macie ciekawe myslenie pan nr jeden jeste typowym czlowiekiem nauki ktory jak sam powiedzial potrzebuje na wszystko dowodow pan nr dwa ma doswiadczenie zyciowe i wiedze bardzie duchowa, religijna jak by tak polaczyc te dwie sprzecznosci to wydaje mi sie ze byli byscie niedoprzegadania;P a jesli chodzi o sam temat "Krew wpływa na to, jak myślimy" to po waszysch postach zgadzam sie z tym twierdzeniem poniewaz wasza dyskusja w kazdym z was wywolala emocje co spowodowalo szybsze krazenie krwi tym samym lepsze dotlenienie mozgu a wiedz kazdy z was zaczal bardziej intensywniej myslec pozdrawiam:))))

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mikroos sorry ale nie umiem tych cytatów wstawiać,  ;D ;D

W powyższych wypowiedziach nie miałem na myśli wiary w Jezusa , Buddę i Innych a tylko wiarę w to co mówili, moją wiarę że to jest prawdą i że da się to zastosować. Spróbowalem i stwierdzam że to działa.

A przez te lata (30) dużo cztałem , zastanawiałem się jak to robić żeby to zaadoptować do warunków tu i teraz i być normalnym człowiekiem .

Ot i wszystko a jedynym dowodem że tak jest w tym przypadku jestem ja sam no i z 500 książek i tak z 1000 nr  czasopism w których szukałem informacji jak żyć a ty chcesz to sprawdzić w laboratorium.

Jedyną formą sprawdzenia czy to działa poza mną możesz być ty, jeśli zaczniesz się obserwować a poszerzysz swój naukowy horyzont o informacje spoza branży i własnych zainteresowań, oraz o zdania innych którzy troche mają doświadczenia i to wszystko (oczywiście zgodnie z teorią pól morfogenetycznych każdemu następnemu będzie łatwiej bo będzie korzystał z myślokształtów poprzedników).

Taki przykład: Teoria Kopernika czekała 300 lat zanim nauka ją sprawdziła i przyznała (nie bała się ) że tak jest, rozmawiając na poście ;D w 1905 z Einstainem też byś powiedział że na głowe upadł i tak jest z wszelkimi nowinkami (nie wyłączajac Jezusa który zapłacił maxa za to co głosił), rutenford przez 8 lat bał się puścić pary z gęby że można łupać atomy i otrzymywać inne (a ilu alchemików zapłaciło maxa za to że nie wiedzieli ,że w złoto zamienia się tylko określony izotop rtęci a nie każda rtęć) , Tesla umarł biedakiem a z jego pomysłu korzysta cały świat.

 

Każde odkrycie jest jak dziurka w tamie i tylko czasu potrzeba by tama runęła , ale choć jedna jaskólka wiosny nie czyni - to napewno ją zwiastuje ;D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale Waldi, ja cały czas powtarzam: bardzo szanuję Twoje przekonania i nie krytykuję ich. Tylko cały czas apeluję: nie nazywaj nauką tego, co nią nie jest! Nauka ma swoje bardzo jasno określone wyznaczniki, których teoria pól morfogenetycznych niestety nie spełnia (wymieniłem już powyżej kilkukrotnie cechy faktu naukowego). To nie czyni jej gorszą, tak samo jak nie uważam generalnie religii/wiary za rzecz gorszą od nauki - jest inna i mnie osobiście nie zadowala, ale szaunję ją bardzo i nie uważam ludzi, którzy wolą wierzyć, za gorszych. Tylko ja swoich naukowych (na tyle, na ile potrafię) wywodów nie nazywam religią, więc proszę też o to, żeby teorii ze skraju religii/magii/wiary/wiedzy ezoterycznej (niepotrzebne skreślić) nie nazywać nauką. Tylko tyle. Rób co chcesz, żyj jak chcesz, ale nazywaj rzeczy po imieniu. Tylko o to proszę. Pozdro!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Znów piszesz o wierze a w ostatnim poście tłumaczyłem ci że nie o wiarę w kogoś chodzi (i taką potocznie rozumianą) ale o pełne zaufanie do tego o czym mówili ,ty też wierzysz że w tysiące rzeczy które nie mają naukowego dowodu np. wierzysz że jutro sie obudzisz, uczysz się po coś bo wierzysz że to jest ważne i potrzebne dla ciebie/ świata/ dzieci/środowiska/pieniędzy itp.(niepotrzebne skreślić) i to są ważniejsze wyznaczniki twojego życia niż nawet najwieksze udowodnione odkrycie (a opublikowane) .

A jeśli o naukę chodzi to jej celem jest wyjaśnienie wszelkich zjawisk wystepujących gdziekolwiek i jakich kolwiek - tak wiec obecność helu na słońcu do udowodnienia przez spektroskopię nie była nauką a po udowodnieniu jest faktem naukowym

 

Tylko że ten hel tam był od zawsze , a balonik nim napełniony przed udowodnieniem istnienia hellu był magią/czarami/ezoteryką/cudem/sprawka szatana/urokiem znachorki ;D

(niepotrzebne skreślić) a po odkryciu hellu był już tylko hellem i nie budził emocji.

Identycznie jest w tym przypadku do worka wiara (placebo) wrzuca sie garść tematów tabu ,bo aby w tej gesti poprowadzić badania trzeba sie w całości , przez 24/dobę i trzydziesci lat poświęcić i to bez nagrody zaszczytów sympozjów ,a i oprócz tego trzeba studiować samemu wszystko co jest dostępne oraz prowadzić normalne życie (mieć pieniądze) - to dlatego ta Wiedza  nie może przejść wszystkich faz balonika z helem (bo chętnych do udowadniania brak)  8)

 

I prawdą jest: z całego serca swego i całej duszy swojej będziesz interesował się ( poświęcał uwagę) temu co Jest , a bliżniemu swemu czynił tak jak chcesz by inni czynili tobie. + 30 lat obserwacji i nauki. ;D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jest dokładnie tak, jak piszesz: rzecz, która teoretycznie mogłaby być faktem, a nie ma na jej istnienie dowodów, jest ciągle tylko hipoetezą. Owszem, hel na Słońcu istniał wcześniej, tak samo jak być może pola morfogenetyczne istnieją - tyle tylko, że tak długo, jak nie ma na nie żadnych dowodów, nie można uznać ich istnienia za fakt. To oczywiste - w taki sam sposób zapewne nie uwierzysz mi gdy powiem Ci, że masz troje rąk, choćbym ja Tobie to wmawiał z całej siły. Nie uwierzysz, bo przecież patrzysz na siebie i widzisz, że masz dwie ręce, a nie troje rąk, a ja z kolei nie mam dowodu, żeby przełamać Twoją linię myślenia w przekonujący, spójny sposób. Nie można uznać za fakt czegoś, czego istnienia nie da się potwierdzić. To takie proste, po co tak to roztrząsać?

 

Za to co do udowadniania prawdziwości tezy o polach morfogenetycznych, stosujesz wyjątkowo niemiły wybieg, znów wysoce nienaukowy: starasz się wmówić mi, że pól morfogenetycznych nie odryto tylko dlatego, że nikomu się nie chciało. A jednak skądś się o nich wie, więc chyba jednak komuś się chciało? A skoro stworzył całą zgrabną ideologię na ten temat, to dlaczego nie pokusi się o to, żeby zapisać to w sposób naukowy? To taike ekstremalnie żałosne gadanie z cyklu "ja bym pobiegł na 100 m poniżej 9,5 sekundy, ALE MI SIĘ NIE CHCE" ;D ;D ;D

Share this post


Link to post
Share on other sites

---------------------------------

'' Owszem, hel na Słońcu istniał wcześniej, tak samo jak być może pola morfogenetyczne istnieją - tyle tylko, że tak długo, jak nie ma na nie żadnych dowodów, nie można uznać ich istnienia za fakt. To oczywiste - w taki sam sposób zapewne nie uwierzysz mi gdy powiem Ci, że masz troje rąk, choćbym ja Tobie to wmawiał z całej siły. Nie uwierzysz, bo przecież patrzysz na siebie i widzisz, że masz dwie ręce, a nie troje rąk, ''

 

---------------------------------------------

- gdybyś jadł zupę aluminiową łyżką a aluminium byłoby nie odkryte to patrząc na talerz co byś widział z naukowego punktu widzenia ?? zupe magicznie unoszącą sie do twych ust?? prosze cię pomyśl..

 

Nie czytaj dalej tylko pomyśl...... To ważne

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Otóż odpowiedzi dostrzegam dwie (co nie oznacza że nie ma ich więcej):

 

1.  Wariant optymistyczny dla otwartych umysłów nie ograniczonych

 

Widzisz łyżkę i zupę , nadgryzając zębem łyżke stwierdzasz że jest z miękiego metalu którego nie znasz robisz ciąg badań i upewniasz się że to jest coś nowego, nadajesz nazwę, piszesz artykuł, inni potwierdzają że odkryłeś aluminium i od jutra jesz aluminiową łyżką

 

2. Wariant dla fanatyków nauki ograniczonych do ścisłej dziedziny

 

Patrzysz a zupa sama unosi się nad talerz i w koordynacji z twoja ręką zmierza do twych ust  ;D co robisz ?? wpadasz w panikę i idziesz do psychiatry  ;D, ewentualnie w obawie o pracę łykasz tabletki nasenne i mówisz tego nie było , to nie istnieje i idziesz spać. Nie koniec od jutra nie jesz zupy do końca życia ze strachu że to się może powtórzyć.

 

Powiesz że wariant 2 jest niemożliwy bo masz oczy i widzisz

 

 

no to jesteś w błędzie niewiedzy bo pschiatria już dawno odkryła że zahipnotyzowany (silnie zasugerowany) człowiek (mózg) usuwa z pola widzenia przedmioty ,ludzi no i oczywiście łyżki  ;D do tego stopnia że pacjent przewraca się o nie a ich nie widzi - czujesz blusa

 

I na odwrót widzi zasugerowane rzeczy choć inni ich nie widzą.

 

(zakłady psychiatryczne są pełne takich przypadków)

 

Pytaniem jest :co istnieje w rzeczywistości którą postrzegasz a czego tam brak, co istnieje ale twój mózg ci to gumuje i czego tam nie ma a twój mózg ci to dorysowywuje (pamiętaj że masz ślepą plamkę w oku a jednak wydaje ci się że widzisz całe pole widzenia , tymczasem  jesteś oszukiwany w każdej sekundzie swojego życia)

 

Stąd odpowiadając na pytanie czy zobaczę trzecią rękę jak mi to będziesz wmawiał zależy od mojej wiary w to co jest możliwe co dopuszcza filtr pt. świadomość .

 

W takim kontekście słowa Jezusa - ,,mówię do tych co mają oczy do patrzenia i widzą a uszy do słuchania a słyszą'' lub ''oko nie widziało i ucho nie słyszło co Bóg przygotował ...'' nabierają nowego znaczenia i to bardzo niepokojącego bo oznaczają że coś nam umyka i jak w piosence

,,skąd wiesz czy za rogiem nie stoi Anioł z Bogiem nie obserwują zdarzeń i nie spałniają marzeń'' ale by ich zobaczyć musisz wierzyć że istnieją inaczej zderzysz się z nimi a ich nie zobaczysz - czujesz

 

Stąd pilne studiowanie filozofi, ewangeli,fizyki i innych odkryć naukowych by ustalić co jest a czego nie widzę i rózne metody np. Buddy na dotarcie do prawdy , naukowe  stąd czytanie tutaj wiadomości (kopalnia wiedzy)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Długie pytanie, krótka odpowiedź.

 

Oczywistym jest, że łyżka istnieje niezależnie od tego, czy wiem, z czego jest zbudowana. Mogę się nią stuknąć w głowę, widzę ją, czuję jej miękkość (oczywiście miękkość jak na metal). Ten zestaw danych pozwala mi stwierdzić, że mam przed sobą ciało fizyczne o takim a nie innym kształcie itd. I każdy człowiek, który dostnie identyczny przyrząd do ręki, będzie mógł odtworzyć wyniki moich badań. Właśnie na tym polega naukowość tego faktu. I wcale nie jest naukowym stwierdzenie, że jeśli nie udowodniłem, z czego jest zbudowana łyżka, to dla mnie ona nie istnieje. To bardzo niepoważne, co piszesz. Idąc wg takiej, bardzo niepoprawnej definicji naukowości, wyszłoby na to, że jeśli nie wiesz, jak jest zbudowany samochód, to nie potrąci Cię on.

 

Natomiast działanie w drugą stronę jest absolutnie niedopuszczalne. Ty starałbyś się "stworzyć" obiekt, którego nie potrafisz ani zmierzyć, ani poprawnie opisać, a nadajesz mu nazwę i właściwości. Nie masz żadnego dowodu na to, że to, o czym piszesz, to coś więcej niż senny majak albo wizja szaleńca (oczywiście nie zamierzam Ciebie urazić, chyba rozumiesz moje intencje). Czym innym jest fizyczne stwierdzenie obecności ciała/zjawiska w sposób odtwarzalny i potwierdzony i przyznanie się, że się go jeszcze nie rozumie, niż "stworzenie" ciała, którego obecności nie potrafisz mi w żaden sposób udowodnić, i uznanie go za rzeczywiste.

 

Natomiast co do hipnozy i sugestii, proponuję w podobnych sytuacjach podobny test: jak dostaniesz łyżkę do rąk i będziesz wątpił, czy ona istnieje, to trzepnij się nią w głowę - jeśli obudzisz się z hipotetycznej hipnozy, będziesz miał guza na głowie. To prosty, acz bardzo skuteczny test.

 

 

 

Ale ciągle mi nie odpowiedziałeś na najważniejsze!! a prosiłem CIę o to już kilka razy! Zaprezentuj mi proszę powtarzalny eksperyment, który potwierdzi istnienie pola morfogenetycznego. Skoro ono istnieje i oczywistym jest dla Ciebie fakt jego istnienia, to zaprezentuj mi sposób, dzięki któremu wykryję jego obecność. Proszę o chociaż jedną poprawną metodologicznie analizę naukową pola morfogenetycznego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-----------------------------

''Ale ciągle mi nie odpowiedziałeś na najważniejsze!! a prosiłem CIę o to już kilka razy! Zaprezentuj mi proszę powtarzalny eksperyment, który potwierdzi istnienie pola morfogenetycznego. Skoro ono istnieje i oczywistym jest dla Ciebie fakt jego istnienia, to zaprezentuj mi sposób, dzięki któremu wykryję jego obecność. Proszę o chociaż jedną poprawną metodologicznie analizę naukową pola morfogenetycznego

-----------------------------

 

Proszę bardzo: skąd noworodki dowolnego gatunku saków wiedzą po przyjściu na świat że należy sać sutek i pić mleko kiedy nigdy wcześniej przez pysk lub usta w przypadku ludzi nie odżywiały się

 

dlaczego młode ptaki odlatują do ciepłych krajów skoro po dorośnięciu nie utrzymują kontaktu z rodzicami

 

jak to jest że pszczoła odltuje od ula na kilka kilometrów i bezbłędnie wraca

 

dlaczego wiele wynalazków (np.radio) zostało wynalezionych równocześnie przez nizależnych naukowców

 

dlaczego komórka jajowa  posiadając jedno DNA dzieli i powstają tak różnorodne typy jak kościec, paznokcie ,gałka, oczna ,nerwy ,włosy

 

skąd komórka macierzysta wie w co sie ma zamienić

 

dlaczego płód ludzki w łożysku jest w całości pokryty włosami które po porodzie zostają tylko na głowie

 

skąd uczucie że ktoś na ciebie patrzy

 

dlaczego czujesz że kogoś lubisz lub nie skoro nie zamieniłeś z nim słowa

 

 

dlaczego pies pół godziny przed przyjściem do domu właściciela radośnie oczekuje pod drzwiami

 

itd.

 

Bo istnieją pola morfogenetyczne i jeszcze parę innych rzeczy a ich udowodnienie rozwaliłoby całą farmację , należałoby regenerować pola a nie leczyć ciała, rozwaliłoby systemy emerytalne , doprowadziło do przeludnienia planety , a na 350 urodziny urosły by nam skrzydła co rozwaliłoby motoryzację i handel ropą , ludzie byliby idealni a Bóg niemiałby kogo karać(ludzie by żyli do 1000lat jak za Ezechiela) oto dlaczego domagasz sie dowodu odemnie bo pseudo nauka ci go nigdy nie dostarczy. Chyba że po swoim trupie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bzdura. To nie są argumenty naukowe. Równie dobrze ja mogę powiedzieć, że zamiast pól morfogenetycznych wszystkie te zjawiska są powodowane przez wpływ księżyca na rozwój dorożkarstwa w południowych Chinach. Zadałeś pytania, a w żaden sposób nie udowodniłeś prawdziwości odpowiedzi. Czekam na argument naukowy, na DOWÓD, a nie hipotezę. A nazywanie żądania dowodu "pseudonauką" jest wyjątkowo śmieszne - tym razem przedstawiasz sytuację jako "ja bym pobiegł 100 m poniżej 9,5 sekundy, ale całe to bieganie to głupota, więc się z wami nie bawię".

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nauka ma swoje bardzo jasno określone wyznaczniki

 

1) niestety wychodząc z takiego założenia jestes na pozycji przegranej.

2) cały czas bezpodstawnie starasz sie zaprzeczyć naukowcom z mit-u których teoria jest logiczna i sprawdzalna eksperymentalnie.

3) szukasz dowodów ale:

4) wątpię czy wogóle odważyłeś sie poczytać więcej nt nazwijmy to tego 'odkrycia' bo zaczynasz robić sie śmieszny i poważnie podważasz prace (w tym wypadku głównie) pana Moor'a. nie wiem czy znasz angielski ale jak chcesz dowiedziec sie troche więcej poczytaj jego klarowne publikacje na

 

http://web.mit.edu/moore/Site/Publications.html

 

pozdro.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bzdura. To nie są argumenty naukowe. Równie dobrze ja mogę powiedzieć, że zamiast pól morfogenetycznych wszystkie te zjawiska są powodowane przez wpływ księżyca na rozwój dorożkarstwa w południowych Chinach. Zadałeś pytania, a w żaden sposób nie udowodniłeś prawdziwości odpowiedzi. Czekam na argument naukowy, na DOWÓD, a nie hipotezę. A nazywanie żądania dowodu "pseudonauką" jest wyjątkowo śmieszne - tym razem przedstawiasz sytuację jako "ja bym pobiegł 100 m poniżej 9,5 sekundy, ale całe to bieganie to głupota, więc się z wami nie bawię".

 

Wiesz dlaczego Sedlak i inni piszą książkę i pasują. Bo ja juz wiem 8)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nauka ma swoje bardzo jasno określone wyznaczniki

 

1) niestety wychodząc z takiego założenia jestes na pozycji przegranej.

Nie określam ram wyobraźni tego, co można badać, bo to istotnie byłby błąd. Określam tylko jasno, co należy zrobić, żeby uznać odkrycie za naukowe. Czyli, cytując za Wikipedią: "Metoda naukowa to określona procedura, która powinna być stosowana w procesie pozyskiwania lub tworzenia rzetelnej wiedzy naukowej. Zasadniczym dla niej jest kryterium falsyfikowalności. Metoda naukowa jest też zbiorem zasad, na podstawie których przyjmuje się lub odrzuca analizowane hipotezy lub opisy zjawisk. Przykładanie miary tych zasad do określonych teorii czy opisów decyduje o tym, czy zostaną one uznane za rzetelną wiedzę naukową.". I zaznaczmy tu, że falsyfikowalność nie oznacza, że jakiś Janek wstanie rano i powie "ja się nie zgadzam", tylko że żeby podważyć hipotezę stworzoną zgodnie z metodą naukową, musi przedstawić swoją wersję również w oparciu o ten zestaw zasad. Tymczasem teorii pól morfogenetycznych jakoś ciągle nie otrzymałem od waldiego w formie poprawnej naukowo.

 

2) cały czas bezpodstawnie starasz sie zaprzeczyć naukowcom z mit-u których teoria jest logiczna i sprawdzalna eksperymentalnie.

No proszę, to ciekawe. Naprawdę zapomniałeś już o wątku "Geny konspirują przeciw samotnym"? Poza tym ekipa MIT wcale nie udowodniła, że SM ma takie podłoże, o jakim oni mówią. Badali co innego (czyli fakt, że perfuzja może wpływać na neurony, czego absolutnie nie podważyłem, bo nie czuję się na tyle kompetentny), a to, co powiedzieli o stwardnieniu rozsianym, to tylko hipoteza niepowierdzona bezpośrednio badaniami. żeby nie było, cytuję artykuł: "Amerykanie posuwają się nawet do tego, by twierdzić, że choroby neurodegeneracyjne nie są, jak sama nazwa wskazuje, skutkiem pierwotnego uszkodzenia neuronów. Wg naukowców, ich zakłócona praca, np. w wyniku nieprawidłowych oddziaływań ze strony krwi, może być też czynnikiem sprawczym.". Czytamy wyraźnie: "posunęli się nawet do tego, by twierdzić" (zwracam uwagę na słowo "twierdzić), "może być też czynnikiem sprawczym" ("może być"). Żadnego odkrycia, czysta hipoteza. Na dodatek jedna z kilku, więc warto też przytoczyć inne - i co istotne, hipoteza o immunologicznym tle SM jest przynajmniej częściowo udowodniona, więc na chwilę obecną wydaje się być bardziej prawdopodobna. Niemniej jednak napisałem w pierwszym moim poście, że "może jest w tym [czyt.: tej hipotezie] drugie dno", czyli z góry założyłem, że mogą mieć rację. Także następnym razem, szanowny Panie Kolego, zanim się przywalisz dla zasady "trzeba sie odegrać", pomyśl trzy razy, czy warto i czy masz tak naprawdę coś do powiedzenia.

 

Poza tym nie zaprzeczyłem całości odkrycia, tylko pojedynczej hipotezie wchodzącej w jego skład - a nawet nie tyle zaprzeczyłem, co wyraziłem ostrożną niepewność w świetle wiedzy na temat immunologicznego podłoża tej choroby. To OGROMNA różnica. Ty zaś w tamtym wątku przekroczyłeś ekstremalnie granicę zdrowej krytyki, a dziś, jak się wydaje, nie pamiętasz już tamtego. Akurat w Twoich ustach tego typu zarzut brzmi wyjątkowo niedorzecznie, żeby wyrazić się delikatnie.

 

3) szukasz dowodów ale:

4) wątpię czy wogóle odważyłeś sie poczytać więcej nt nazwijmy to tego 'odkrycia' bo zaczynasz robić sie śmieszny i poważnie podważasz prace (w tym wypadku głównie) pana Moor'a. nie wiem czy znasz angielski ale jak chcesz dowiedziec sie troche więcej poczytaj jego klarowne publikacje na

 

http://web.mit.edu/moore/Site/Publications.html

Może mi sprecyzuj, gdzie dokładnie podważam wiedzę zawartą w tych publikacjach? Bo prawdę mówiąc nie dostrzegam w tych publikacjach ani informacji o SM, ani o polach morfogenetycznych, więc nawet nie wiem, co w ogóle starasz się mi powiedzieć. W związku z tym, co oczywiste, nie wiem, jak się do tego odnieść. Inna rzecz, że najświeższa publikacja jest z 2006 r. i NIE dotyczy wątku, o którym dyskutujemy. Także może zamiast ataku na zasadzie "nie lubię cię, więc się przywalę", napisz konkretnie, o czym mówisz.

 

pozdro.

Joł.

Share this post


Link to post
Share on other sites

to może napisz mu mejla zeby ci to ładnie rozrysował na brystolu. jak to zrobi uznamy że ma racje, jak tego nie zrobi uznamy że nie odpisuje tępakom. wchodzisz w to? (żart)

 

dziwne że wielu neurologów pozytywnie odebrało prace MIT-u.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Francuscy lekarze ze zdumieniem dowiedzieli się, że 44-letni normalnie funkcjonujący mężczyzna niemal nie ma... mózgu. Obrazowanie medyczne wykazało, że czaszkę prawie całkowicie wypełniał płyn mózgowo-rdzeniowy.
      W czaszce zdrowego człowieka znajdują się cztery niewielkie komory, wypełnione płynem. U Francuza były one tak powiększone, że prawie nie było miejsca na mózg. Została mu tylko cienka warstwa komórek mózgowych.
      Ma żonę, czworo dzieci i pracuje jako urzędnik państwowy – napisali lekarze w piśmie do specjalistycznego pisma medycznego „Lancet”.
      Mężczyzna trafił do szpitala, gdyż skarżył się na bóle nogi. Lekarze, którzy czytali jego kartę choroby, dowiedzieli się, że jako dziecko miał on założony dren, który odprowadzał z czaszki nadmiar płynu i dren ten został usunięty gdy mężczyzna miał 14 lat.
      Lekarze najpierw przeprowadzili tomografię komputerową, a następnie rezonans magnetyczny. Byli zdumieni tym, co zobaczyli. Najbardziej zdumiewa mnie to, jak tak niewielki mózg poradził sobie z czynnościami życiowymi. On nie powinien żyć – mówi doktor Max Muenke, specjalista ds. uszkodzeń mózgu w Narodowym Instytucie Badań Ludzkiego Genomu.
      U mężczyzny przeprowadzono testy na inteligencję, które wykazały IQ na poziomie 75 punktów. To mniej niż średnie 100 punktów, jednak nie można mężczyzny uznać za upośledzonego.
      Jeśli jakiś proces zachodzi bardzo powoli, prawdopodobnie przez dziesięciolecia, różne części mózgu moją przejąć rolę tych obszarów, które zostały zredukowane – mowi Muenke.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ssaki o dużych mózgach zwykle występują z mniejszej liczbie w danej lokalizacji niż ssaki o mniejszych mózgach, wynika z najnowszych badań. Naukowcy z University of Reading stali na czele międzynarodowej grupy, której celem było zbadanie, dlaczego lokalne populacje takich ssaków jak myszy, małpy, kangury i lisy tak bardzo różnią się liczebnością na lokalny obszarach, nawet jeśli mamy do czynienia z podobnymi gatunkami.
      Uczeni wykorzystali metody statystyczne do przebadania różnych scenariuszy dla setek gatunków i stwierdzili, że ogólny trend dla ssaków jest taki, że im gatunek ma większy mózg, w tym mniejszym zagęszczeniu występuje. Gdy np. rozważamy dwa gatunku i podobnej diecie i masie ciała, okazuje się, że to wielkość mózgu jest wskazówką co do zagęszczenia zwierząt na danym obszarze.
      Większe mózgi kojarzą się z większą inteligencją. W tym przypadku to większe mózgi powstrzymują zwierzęta przed życiem w zbyt dużym zagęszczeniu. Może mieć to związek z faktem, że większy mózg wymaga więcej żywności i innych zasobów, a zatem potrzebuje więcej przestrzeni, by zaspokoić te potrzeby, mówi doktor Manuela Gonzalez-Suarez, która stała na czele grupy badawczej.
      Zrozumienie, dlaczego na różnych obszarach występuje różne zagęszczenie zwierząt jest istotne z punktu widzenia ich ochrony. Mniejsze zagęszczenie powoduje, że gatunek bardziej jest narażony na wymarcie, z drugiej strony większe lokalne zagęszczenie zwiększa ekspozycję gatunku na takie zagrożenia, jak istnienie dróg, dodaje.
      Bardzo interesująco wypada porównanie zagęszczenia, masy ciała i masy mózgu. Otóż przeciętna mysz waży 0,016 kilograma, jej mózg ma wagę 0,0045 kg, a gatunek żyje w niezwykle dużym zagęszczeniu wynoszącym 600 osobników na km2. W dużym zagęszczeniu 86 osobników na km2 żyją też wiewiórki. To zwierzęta warzące 0,325 kg, których masa mózgu wynosi 0,006 kg.
      Powszechnie występującym zwierzęciem jest też lis rudy (2,6 osobnika na km2), ssak ważący 4,3 kg o masie mózgu 0,047 kg. Z kolei makak berberyjski (11 kg masy ciała, 0,095 kg masy mózgu) występuje w liczbie 36 osobników na km2. Natomiast tygrys, który waży 185 kg i ma mózg o masie 0,276 kg występuje w liczbie 0,14 osobnika na km2. Podobnie zresztą 4-tonowy słoń z mózgiem o masie 4,5 kg, którego liczebność na obszarach występowania to 0,58 osobnika na km2.
      Ze schematu tego wyraźnie wyłamuje się człowiek. Lokalne zagęszczenie naszego gatunku bardzo się różni, dochodząc do 26 000 osobników na km2 w Monako.
      Wielkość mózgu nie jest jedynym czynnikiem decydującym o zagęszczeniu ssaków. Różne środowiska mają różne stabilność oraz różne gatunki konkurujące, więc to również ma wpływ. Konieczne są dalsze badania nad wpływem rozmiarów mózgów w różnych środowiskach, stwierdzają autorzy badań.
      Naukowcy zauważają też, że istnieją wyraźne wyjątki od reguły. Na przykład ludzie wykorzystali inteligencję do pokonania problemu ograniczonej ilości zasobów na danym terenie. Możemy importować żywność z całego świata co teoretycznie pozwala nam żyć w wielkiej liczbie w dowolnym miejscu na Ziemi. Niektóre inteligentne gatunki również mogły częściowo poradzić sobie z tymi ograniczeniami, stwierdzają badacze.
      Na potrzeby badań naukowcy wzięli pod lupę 656 nielatających ssaków lądowych. Związek wielkości mózgu z zagęszczeniem populacji jest szczególnie widoczny wśród ssaków mięsożernych oraz naczelnych, a mniej widoczny wśród gryzoni i torbaczy.
      Przykładem takich oczywistych zależności może być porównanie makaków berberyjskich z siamangiem wielkim. Oba gatunki małp mają podobną dietę i podobną masę ciała. Jednak mózg makaka waży 95 gramów, a zwierzę występuje w zagęszczeniu 36 osobników na km2. Z kolei mózg siamanga waży 123 gramy, a zagęszczenie populacji wynosi 14 osobników na km2.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Podczas gdy dorośli przetwarzają różne zadania w wyspecjalizowanych obszarach mózgu w jednej z półkul, niemowlęta i dzieci używają do tego celu obu półkul. To może być przyczyną, dla której dzieci znacznie łatwiej regenerują się po urazach mózgu niż dorośli. Autorzy najnowszych badań skupili się na języku i odkryli, że dzieci podczas przetwarzania języka mówionego używają obu półkul mózgu.
      To bardzo dobra wiadomość dla dzieci, które odniosły urazy mózgu. Użycie obu półkul zapewnia mechanizm kompensujący po urazie. Na przykład, jeśli w wyniku udaru zaraz po urodzeniu dojdzie do uszkodzenia lewej półkuli mózgu, dziecko nauczy się języka korzystając z prawej półkuli. Dziecko z mózgowym porażeniem dziecięcym, które uszkodzi tylko jedną półkulę, może rozwinąć wszystkie potrzebne zdolności poznawcze w drugiej półkuli. Nasze badania pokazują, jak to jest możliwe, mówi profesor Elissa L. Newport, dyrektor Center for Brain Plasticity and Recovery, które jest wspólnym przedsięwzięciem Georgetown University i MedStar National Rehabilitation Network.
      Niemal wszyscy dorośli przetwarzają mowę tylko w lewej półkuli. Potwierdzają to zarówno badania obrazowe jak i fakt, że po udarze, który dotknął lewą półkulę, ludzie często tracą zdolność do przetwarzania mowy.
      Jednak u bardzo małych dzieci uraz jednej tylko półkuli rzadko prowadzi do utraty zdolności językowych. Nawet, jeśli dochodzi do poważnego zniszczenia lewej półkuli, dzieci nadal potrafią korzystać z języka. To zaś sugeruje – jak zauważa Newport – że dzieci przetwarzają język w obu półkulach. Jednak tradycyjne metody obrazowania nie pozwalały na obserwowanie tego zjawiska. Nie było jasne, czy dominacja lewej półkuli w zakresie zdolności językowych jest widoczna już od urodzenia, czy rozwija się z wiekiem, stwierdza uczona.
      Teraz, dzięki funkcjonalnemu rezonansowi magnetycznemu udało się wykazać, że u małych dzieci żadna z półkul nie ma w tym zakresie przewagi. Lateralizacja pojawia się z wiekiem. Ustala się ona w wieku 10-11 lat.
      W najnowszych badaniach udział wzięło 39 zdrowych dzieci w wieku 4–13 lat, których wyniki porównano z 14 dorosłymi w wieku 18–29 lat. Obie grupy zmierzyły się z zadaniem polegającym na rozumieniu zdań. W czasie rozwiązywania zadania każdy z uczestników poddany był skanowaniu za pomocą fMRI, a wyniki potraktowano indywidualnie. Później stworzono mapę aktywności mózgu dla grup wiekowych 4–6 lat, 7–9 lat, 10–13 lat i 18–29 lat.
      Badacze stwierdzili, że wyniki uśrednione dla każdej z grup pokazują, iż nawet u małych dzieci występuje preferencja (lateralizacja) lewej półkuli mózgu w czasie przetwarzania mowy. Jednak znaczny odsetek najmłodszych dzieci wykazuje silną aktywację prawej półkuli mózgu. U osób dorosłych prawa półkula aktywuje się podczas rozpoznawania ładunku emocjonalnego niesionego z głosem. Natomiast u dzieci bierze ona udział i w rozpoznawaniu mowy i w rozpoznawaniu ładunku emocjonalnego.
      Naukowcy sądzą, że jeśli udałoby im się przeprowadzić podobne badania u jeszcze młodszych dzieci, to obserwowaliby jeszcze większe zaangażowanie prawej półkuli mózgu w przetwarzanie języka.
      Obecnie Newport i jej grupa skupiają się na badaniach przetwarzania mowy w prawej półkuli mózgu u nastolatków i młodych dorosłych, u których lewa półkula mózgu została poważnie uszkodzona podczas udaru zaraz po urodzeniu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Fizycy z MIT opracowali kwantowy „ściskacz światła”, który redukuje szum kwantowy w laserach o 15%. To pierwszy taki system, który pracuje w temperaturze pokojowej. Dzięki temu możliwe będzie wyprodukowanie niewielkich przenośnych systemów, które będzie można dobudowywać do zestawów eksperymentalnych i przeprowadzać niezwykle precyzyjne pomiary laserowe tam, gdzie szum kwantowy jest obecnie poważnym ograniczeniem.
      Sercem nowego urządzenia jest niewielka wnęka optyczna znajdująca się w komorze próżniowej. We wnęce umieszczono dwa lustra, z których średnia jednego jest mniejsza niż średnica ludzkiego włosa. Większe lustro jest zamontowane na sztywno, mniejsze zaś znajduje się na ruchomym wsporniku przypominającym sprężynę. I to właśnie kształt i budowa tego drugiego, nanomechanicznego, lustra jest kluczem do pracy całości w temperaturze pokojowej. Wpadające do wnęki światło lasera odbija się pomiędzy lustrami. Powoduje ono, że mniejsze z luster, to na wsporniku zaczyna poruszać się w przód i w tył. Dzięki temu naukowcy mogą odpowiednio dobrać właściwości kwantowe promienia wychodzącego z wnęki.
      Światło lasera opuszczające wnękę zostaje ściśnięte, co pozwala na dokonywanie bardziej precyzyjnych pomiarów, które mogą przydać się w obliczeniach kwantowych, kryptologii czy przy wykrywaniu fal grawitacyjnych.
      Najważniejszą cechą tego systemu jest to, że działa on w temperaturze pokojowej, a mimo to wciąż pozwala na dobieranie parametrów z dziedziny mechaniki kwantowej. To całkowicie zmienia reguły gry, gdyż teraz będzie można wykorzystać taki system nie tylko w naszym laboratorium, które posiada wielkie systemy kriogeniczne, ale w laboratoriach na całym świecie, mówi profesor Nergis Mavalvala, dyrektor wydziału fizyki w MIT.
      Lasery emitują uporządkowany strumień fotonów. Jednak w tym uporządkowaniu fotony mają pewną swobodę. Przez to pojawiają się kwantowe fluktuacje, tworzące niepożądany szum. Na przykład liczba fotonów, które w danym momencie docierają do celu, nie jest stała, a zmienia się wokół pewnej średniej w sposób, który jest trudny do przewidzenia. Również czas dotarcia konkretnych fotonów do celu nie jest stały.
      Obie te wartości, liczba fotonów i czas ich dotarcia do celu, decydują o tym, na ile precyzyjne są pomiary dokonywane za pomocą lasera. A z zasady nieoznaczoności Heisenberga wynika, że nie jest możliwe jednoczesne zmierzenie pozycji (czasu) i pędu (liczby) fotonów.
      Naukowcy próbują radzić sobie z tym problemem poprzez tzw. kwantowe ściskanie. To teoretyczne założenie, że niepewność we właściwościach kwantowych lasera można przedstawić za pomocą teoretycznego okręgu. Idealny okrąg reprezentuje równą niepewność w stosunku do obu właściwości (czasu i liczby fotonów). Elipsa, czyli okrąg ściśnięty, oznacza, że dla jednej z właściwości niepewność jest mniejsza, dla drugiej większa.
      Jednym ze sposobów, w jaki naukowcy realizują kwantowe ściskanie są systemy optomechaniczne, które wykorzystują lustra poruszające się pod wpływem światła lasera. Odpowiednio dobierając właściwości takich systemów naukowcy są w stanie ustanowić korelację pomiędzy obiema właściwościami kwantowymi, a co za tym idzie, zmniejszyć niepewność pomiaru i zredukować szum kwantowy.
      Dotychczas optomechaniczne ściskanie wymagało wielkich instalacji i warunków kriogenicznych. Działo się tak, gdyż w temperaturze pokojowej energia termiczna otaczająca system mogła mieć wpływ na jego działanie i wprowadzała szum termiczny, który był silniejszy od szumu kwantowego, jaki próbowano redukować. Dlatego też takie systemy pracowały w temperaturze zaledwie 10 kelwinów (-263,15 stopni Celsjusza). Tam gdzie potrzebna jest kriogenika, nie ma mowy o niewielkim przenośnym systemie. Jeśli bowiem urządzenie może pracować tylko w wielkiej zamrażarce, to nie możesz go z niej wyjąć i uruchomić poza nią, wyjaśnia Mavalvala.
      Dlatego też zespół z MIT pracujący pod kierunkiem Nancy Aggarval, postanowił zbudować system optomechaczniczny z ruchomym lustrem wykonanym z materiałów, które absorbują minimalne ilości energii cieplnej po to, by nie trzeba było takiego systemu chłodzić. Uczeni stworzyli bardzo małe lustro o średnicy 70 mikrometrów. Zbudowano je z naprzemiennie ułożonych warstw arsenku galu i arsenku galowo-aluminowego. Oba te materiały mają wysoce uporządkowaną strukturę atomową, która zapobiega utratom ciepła. Materiały nieuporządkowane łatwo tracą energię, gdyż w ich strukturze znajduje się wiele miejsc, gdzie elektrony mogą się odbijać i zderzać. W bardziej uporządkowanych materiałach jest mniej takich miejsc, wyjaśnia Aggarwal.
      Wspomniane wielowarstwowe lustro zawieszono na wsporniku o długości 55 mikrometrów. Całości nadano taki kształt, by absorbowała jak najmniej energii termicznej. System przetestowano na Louisiana State University. Dzięki niemu naukowcy byli w stanie określić kwantowe fluktuacje liczby fotonów względem czasu ich przybycia do lustra. Pozwoliło im to na zredukowanie szumu o 15% i uzyskanie bardziej precyzyjnego „ściśniętego” promienia.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Okazuje się, że na utratę wagi w wyniku zmiany stylu życia na zdrowszy oraz na rozkład tłuszczu w organizmie wpływa wrażliwość mózgu na insulinę. Długoterminowe badania prowadzone  Niemieckie Centrum Badań nad Cukrzycą, Centrum Helmholza w Monachium oraz Szpital Uniwersytecki w Tybindze wykazały, że jeśli nasz mózg jest wrażliwy na obecność insuliny, możemy bardziej stracić na wadze, pozbyć się niezdrowego tłuszczu brzusznego i łatwiej utrzymać niską wagę przez lata. Jeśli jednak nasz mózg słabo reaguje na insulinę, to początkowo stracimy mniej kilogramów, z czasem ponownie przybierzemy na wadze, a na brzuchu zgromadzimy więcej tkanki tłuszczowej.
      Osoby o mózgach bardziej wrażliwych na insulinę zyskiwały na stosowaniu diety i ćwiczeń. Znacznie traciły na wadze i pozbywały się tkanki tłuszczowej z brzucha. Nawet gdy przestawały ćwiczyć i stosować dietę, to w czasie kolejnych dziewięciu lat gdy je obserwowaliśmy, przybierały niewiele tłuszczu, mówi doktor Martin Heni ze Szpitala Uniwersyteckiego w Tybindze, który stał na czele grupy badawczej.
      Z kolei u osób o mózgu mało wrażliwym lub niewrażliwym na insulinę zanotowano niewielką utratę wagi w ciągu 9 miesięcy od zmiany stylu życia na zdrowszy.
      Uczestnicy badań na 24 miesiące zmienili styl życia na taki, który sprzyjał zmniejszeniu wagi. Po 9 miesiącach przeciętna osoba, której mózg był wrażliwy na insulinę, straciła na wadze około 4,5 kilogramów, a osoba o niewrażliwym mózgu – około 0,5 kg. W kolejnych miesiącach osoby z mózgami wrażliwymi nadal traciły na wadze i po 24 miesiącach średnia utrata wagi wynosiła u nich niemal 6 kg. Przez kolejnych 76 miesięcy osoby te nie stosowały już nowego stylu życia, a mimo to przybrały na wadze jedynie około 0,5 kg.
      Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja w przypadku osób o mózgach mało wrażliwych lub niewrażliwych na insulinę. Na wadze traciły jedynie przez 9 miesięcy. Następnie do 24. miesiąca stosowania zdrowszego trybu życia ich waga rosła i po 24 miesiącach była o około 1 kg wyższa niż przed rozpoczęciem badań. Utrzymywała się na wyższym poziomie przez kolejnych 76 miesięcy.
      Podobnie rzecz się miała z tłuszczem brzusznym. Osoby o bardziej wrażliwych mózgach traciły go więcej w wyniku ćwiczeń i diety bogatej w włókna roślinne, a po przerwaniu zdrowego trybu życia wolniej ponownie go zyskiwały. Tkanka tłuszczowa na brzuchu jest bardzo niekorzystna, gdyż jej obecność jest silnie powiązana z cukrzycą, ryzykiem chorób układu krążenia i nowotworów.
      Jak zauważyli autorzy w podsumowaniu swoich badań spostrzeżenia te wykraczają poza zakres chorób metabolicznych i wskazują na konieczność opracowania strategii radzenia sobie z opornością ludzkiego mózgu na insulinę.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...