Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Pentagon rozpoczyna tworzenie nowego rodzaju sił zbrojnych – Space Operation Force. Utworzenie Sił Kosmicznych zlecił prezydent Trump, a Departament Obrony ma zamiar przeprowadzić te działania, do których nie potrzebuje zgody Kongresu.

W ciągu najbliższych miesięcy ma więc powstać dowództwo SOF, agencja, której celem będzie kupno satelitów na potrzeby Sił Kosmicznych oraz rozpocznie się rekrutowanie żołnierzy z już istniejących rodzajów sił zbrojnych. Ostatni element, czyli oficjalne powołanie nowego rodzaju sił zbrojnych, zapewnienie mu finansowania oraz potrzebnej infrastruktury, wymaga zgody Kongresu.

Urzędnicy Departamentu Obrony mają zamiar jeszcze w bieżącym roku stworzyć ramy prawne dla powołania SOF i przedstawić je Kongresowi. Mają nadzieję, że w uchwalanym na początku przyszłego roku budżecie na rok 2020 znajdą się pieniądze na SOF.

W przedstawionym planie działań założono, że do końca bieżącego roku Pentagon stworzy jedenaste połączone dowództwo w siłach zbrojnych USA. Na jego czele ma stanąć czterogwiazdkowy generał. U.S. Space Command, podobnie jak U.S. Special Operations Command będzie nadzorowało jednostki w różnych rodzajach sił zbrojnych. Pentagon już rekomenduje, by na czele połączonego dowództwa stanął szef Air Force Space Command. Nowemu dowództwu mają podlegać różne jednostki w poszczególnych połączonych dowództwach, a ich tworzenie rozpocznie się od Dowództwa Europejskiego. Pentagon chce działać bardzo szybko. Już latem przyszłego roku jednostki podległe U.S. Space Command mają pojawić się w Dowództwie Europejskim i Pacyficznym.

Założono też całkowitą zmianę zasad dotyczących zamawiania, projektowania i wystrzeliwania satelitów wojskowych. Przewidziano większą rolę firm prywatnych oraz powołanie Space Development Agency, której zadaniem będzie nadzorowanie rozwoju satelitów wojskowych i kontraktów na ich wystrzelenie.

Jeśli Kongres wyrazi zgodę i plan Pentagonu zostanie zrealizowany, Space Operation Force będą pierwszym nowym rodzajem amerykańskich sił zbrojnych od 1947 roku, kiedy to z Army Air Corps utworzono U.S. Air Force.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Super, super, ale co z działami plazmowymi i gwiezdnymi wrotami? Nic o tym nie wspominali? ;-)

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      JEDI, wart 10 miliardów kontrakt z Pentagonem, został przyznany Microsoftowi. To spore zaskoczenie dla wielu specjalistów, którzy uważali, że pewnym zwycięzcą przetargu na Joint Enterprise Defense Infrastructure, jest Amazon. Przekonanie to opierało się na opinii, że Amazon jest tak naprawdę jedyną firmą, która spełnia warunki konkursu, gdyż posiada największą chmurę, która osiągnęła najwyższy poziom bezpieczeństwa, znany jako Impact Level 6.
      Kontrowersje trapiły JEDI od samego początku. Na czele grupy niezadowolonych stało Oracle, które zwracało uwagę, że postawione przez Pentagon warunki faworyzują Amazona kosztem mniejszych dostawców chmur obliczeniowych. Kontestujący dotarli nawet do prezydenta Trumpa, o którym wiadomo, że nie lubi Jeffa Bezosa, założyciela i dyrektora Amazona. Podobno prezydent Trump powiedział ówczesnemu sekretarzowi obrony, Mattisowi, by wyrzucił ofertę Amazona. W lipcu Trump zaczął publicznie kwestionować zasady konkursu, a wkrótce potem nowy sekretarz obrony, Mark Esper wstrzymał program i zarządził jego przegląd. Niedawno Esper niespodziewanie oświadczył, że wycofuje się z grona osób podejmujących decyzję, gdyż jego syn pracuje dla IBM-a, który został wyeliminowany na wczesnym etapie konkursu.
      Po rozstrzygnięciu JEDI przedstawiciele Amazona wyrazili swoje zaskoczenie. W końcu ich chmura obliczeniowa, AWS, jest jedynym dostawcą usług w chmurze dla służb wywiadowczych USA, które od niemal sześciu lat przechowują w niej tajne dane. Jesteśmy zaskoczeni decyzją. AWS to oczywisty lider na rynku chmur obliczeniowych, a szczegółowa analiza założeń kontraktu w oczywisty sposób skłania do podjęcia innej decyzji niż ta, która zapadła, oświadczył rzecznik prasowy AWS.
      Na korzyść Microsoftu mogły przemówić jego związki z Pentagonem. W ubiegłym roku US Army podpisała z Microsoftem wart pół miliarda dolarów kontrakt na dostawę HoloLens, które posłużą żołnierzom zarówno do treningów jak i misji bojowych. Ponadto firma dostarcza też MS Office 365 milionom użytkowników z sektora wojskowego. Koncern nie musi nawet starać się samodzielnie o kontrakty w ramach projektu Defense Enterprise Office Solutions (DEOS). Każda firma, która chce w ramach swoich usług zaoferować wojsku również rozbudowane narzędzia biurowe do pracy grupowej, proponuje właśnie produkt Microsoftu.
      Celem programu JEDI jest dostarczenie Pentagonowi podobnych narzędzi i możliwości działania w chmurze, jaką dysponują wielkie firmy. Obecnie wojskowi korzystają z różnych chmur i sieci, co negatywnie wpływa na przepływ danych i wydajność. JEDI ma to zmienić i zunifikować wszystko, co robi amerykański Departament Obrony, od działań pojedynczego żołnierza, po lotniskowiec, w ramach jednego zbioru danych. Zdaniem wojskowych, taka unifikacja jest niezbędna na wypadek konfliktu z wysoko zaawansowanym technologicznie przeciwnikiem, jak np. Chiny.
      Wyobraźmy sobie tempo operacji na Pacyfiku, gdy nie masz czasu zastanawiać się, jak wydobyć dane, oczyścić je i przesunąc z punktu A do punktu B. Gdy prowadzę wojnę, potrzebuję maksymalnie dużo informacji, których obróbką i sortowaniem niech zajmą się algorytmy. Bardzo trudno to zrobić bez chmury, mówi generał Jack Shanahan, dowódca Joint Artificial Intelligence Center.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Brytyjski ARM będzie dostarczał swoje produkty Huawei Technologies. Prawnicy firmy doszli do wniosku, że technologia brytyjskiego pochodzenia nie jest objęta ograniczeniami nałożonymi na Huawei przez USA.
      Huawei, 2. największy na świecie producent smartfonów, wykorzystuje projekty ARM do budowy własnych procesorów dla telefonów komórkowych.
      W maju ARM, którego właścicielem jest japoński SoftBank, wstrzymał wszelkie relacje z Huawei po tym, jak Stany Zjednoczone zakazały amerykańskim firmom robienia interesów z chińskim koncernem. Amerykanie uważają, że Huawei ma powiązania z rządem w Pekinie, a sprzęt tej firmy ułatwia szpiegowanie jego użytkowników. Amerykańskie restrykcje to poważny cios dla Huawei. Co prawda wprowadzenie ograniczeń odroczono do listopada, jednak będą one stanowiły poważny cios dla Huawei, która może zostać odcięta od dostaw kluczowych podzespołów.
      Chińska firma jest teraz tym bardziej zainteresowana podpisywaniem umów z takimi firmami jak ARM, gdyż dzięki temu może się uniezależnić od amerykańskich dostawców. Taką próbą uniezależnienia się jest procesor Kirin 990 oraz chipset Ascend 910 AI. Architektura ARM w wersji 8. i 9. to w pełni brytyjska technologia. ARM może dostarczać firmie HiSilicon [to firma należąca do Huawei – red.] architekturę ARM v8-A oraz kolejną generację tej architektury. Doszliśmy do takiego wniosku po kompleksowym przyjrzeniu się obu rozwiązaniom i stwierdzeniu, że są to technologie pochodzące z Wielkiej Brytanii, stwierdziła rzecznik prasowa ARM.
      Na razie restrykcje nałożone na USA nie odbiły się negatywnie na wyniku finansowym Huawei. Przychody za pierwszych 9 miesięcy bieżącego roku zwiększyły się o 24,4% do 610,8 miliarda juanów.
      Na razie nie wiadomo, czy kolejne generacje poza przyszłą ARM v8-A będą objęte amerykańskim zakazem.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niewielki, bardzo hałaśliwy ptaszek – lasówka szaro-żółta – ma zostać wykreślony z listy gatunków chronionych. O takiej decyzji poinformował amerykański Fish and Wildlife Service (FWS) przy poparciu części obrońców środowiska. Gatunek przez 50 lat był uznawanay za zagrożony i prowadzono intensywne prace nad jego ochroną. Lasówka zimę spędza na Bahamach, a rozmnaża się w stanie Michigan.
      Lasówka szaro-żółta dobrze zareagowała na aktywne zarządzanie jej populacją, prowadzone przez ostatnich 50 lat. Zidentyfikowano podstawowe zagrożenia i w czasie opracowywania planu ratunkowego odpowiednio nim zarządzano, stwierdzili przedstawiciele FWS. Podkreślono tutaj szczególnie prace wykonane przez stan Michigan i służby federalne na rzecz zwiększenia habitatu, w którym migrująca lasówka się rozmnaża oraz walkę z pasożytnictwem lęgowym ze strony konkurujących gatunków.
      W 1971 roku, dwa lata przed wejściem w życie Ustawy o gatunkach zagrożonych (ESA), populacja tego ptaka spadła do około 201 samców i występował on zaledwie w sześciu hrabstwach stanu Michigan. W roku 2015, kiedy to przeprowadzono ostatnio pełny spis, zarejestrowano 2383 samców i rozszerzenie zasięgu gatunku. Populacja lasówki szaro-żółtej jest oceniania na podstawie liczby śpiewających samców.
      Mimo tego, że gatunek nie jest już uznawany za zagrożony, nadal będzie otoczony szczególną opieką. Prace nad zachowaniem lasówki szaro-żółtej będą kontynuowane w przyszłości. Będą to skoordynowane działania pomiędzy różnymi agencjami, stwierdziła FWS.
      Lasówka na liście gatunków zagrożonych została umieszczona już w 1967 roku, rok po uchwaleniu ESA.
      Lasówkę udało się uratować m.in. dzięki lepszej walce z pożarami niszczącymi jej habitat, zasadzeniu 30 000 hektarów lasu sosną Banksa, ulubionym drzewem lasówki oraz usuwaniu z jej gniazd jaj gatunków pasożytniczych. Średnio każdego roku z gniazd lasówki usuwa się około 3600 jaj starzyka brunatnogłowego.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W ciągu ostatnich 50 lat liczba ptaków w USA i Kanadzie zmniejszyła się o 3 miliardy. Jesteśmy zaszokowani uzyskanymi wynikami. Straciliśmy miliardy ptaków, mówi główny autor badań, Ken Rosenberg z Cornell University. Z artykułu, opublikowanego niedawno w Science, dowiadujemy się, że od roku 1970 liczba ptaków w USA i Kanadzie spadła o 29%.
      Rosenberg stał na czele zespołu naukowego składającego się ze specjalistów z siedmiu instytucji badawczych z obu krajów. Naukowcy przeanalizowali dane dotyczące 529 gatunków ptaków. Analizie poddano zarówno długoterminowe dane obserwacyjne, jak i dane satelitarne. Rozenberg mówi, że uzyskane wyniki wskazują nie tylko na to, że problem dotyczy tylko ptaków. To silny sygnał, że środowisko zmienione przez człowieka nie jest w stanie podtrzymać istnienia ptaków. A to wskaźnik nadchodzącego załamania całego ekosystemu.
      Liczba amerykańskich i kanadyjskich dojrzałych płciowo ptaków zmniejszyła się o 2,9 miliarda. Do spadków doszło w każdym rodzaju ekosystemów. Populacja ptaków leśnych zmniejszyła się o 1 miliard. Ptaków łąkowych zaś jest o 50%, czyli o 700 milionów, mniej. Zdaniem naukowców, główną przyczyną jest prawdopodobnie utrata habitatów.
      Największych spadków doświadczyły najbardziej rozpowszechnione gatunki. Aż 90% strat w liczebności dotyczy zaledwie 12 rodzin, w tym wróbli, zięb, kacykowatych czy lasówek. Populacja ulubionego przez stawiających karmniki Amerykanów junko zwyczajnego zmniejszyła się o 160 milionów, a pasówki białogardłej o 90 milionów. Oba gatunki wojaków (obrożny i żółtogardły) są obecnie mniej liczne o 130 milionów osobników. Liczba epoletników krasnoskrzydłych zmniejszyła się zaś o 92 miliony.
      !RCOL

      Powszechnie występujące ptaki przestają być powszechne, mówi Peter Marra, były dyrektor w Smithsonian Migratory Bird Center. Gdy spojrzymy na co szerzej, weźmiemy pod uwagę spadki populacji innych zwierząt, od owadów po płazy, widzimy, że możemy mieć do czynienia z załamaniem całego ekosystemu. A to sprowadzi kłopoty na wszystkich. To pokazuje nam, że środowisko, w którym żyjemy, nie jest zdrowe. Ani dla ptaków, ani prawdopodobnie dla ludzi.
      W ramach analiz pod uwagę wzięto duże bazy danych, takie jak USGS Breeding Bird Survey, która jest prowadzona od 1966 roku, czy coroczny Christmas Bird Count, jakie Audubon Society prowadzi od ponad 100 lat.
      W końcu opracowaliśmy wiarygodną metodą oceny liczby ptaków w Ameryce Północnej. Możemy ufać tym obliczeniom. I okazało się, że w czasie krótszym niż jedno ludzkie życie straciliśmy niemal 1/3 ptaków. Jako specjaliści widzimy, że coś się dzieje. Jednak nawet specjalista nie jest w stanie w pełni ocenić zachodzących procesów, mówi biostatystyk Adam Smith z Environment and Climate Change Canada.
      Naukowcy przyjrzeli się też archiwalnym danym z ponad 140 radaów pogodowych NEXRAD rozsianych po terenie całych Stanów Zjednoczonych. Na tej podstawie Adriaan Dokter z Cornell Lab of Ornithology szacował masę ptaków przemieszczających się nad USA w czasie migracji i stwierdził, że spadki w liczebności są nawet widoczne na radarach. "Od roku 2007 biomasa przemieszczających się ptaków zmniejszyła się o około 14%. Tempo spadku widoczne na radarach jest podobne do modeli liczebności ptaków. Dokter zauważył, że największe spadki mają miejsce we wschodniej połowie USA.
      Jest też kilka dobrych wiadomości. Liczebność drapieżników, takich jak orły czy jastrzębie, zwiększyła się 3-krotnie od 1970 roku. Zawdzięczamy to zakazowi stosowania DDT i zakazowi polowań na ptaki drapieżne.
      O 50% zwiększyła się liczebność ptaków wodnych. To z kolei zasługa licznych programów, takich jak North American Waterflow Management, w ramach których zainwestowano miliardy dolarów w ochronę terenów podmokłych, a na szczeblu federalnym prowadzona jest polityka „no-net-loss”.
      Rosenberg uważa, że dobrze sprawdzające się programy ochrony terenów podmokłych i cieków wodnych mogą stać się wzorem dla ochrony terenów trawiastych i tamtejszych gatunków ptaków. Jednak działania muszą być podjęte już teraz. Sądzę, że obecnie wszystkie te spadki da się jeszcze odwrócić. Jednak za 10 lat może się okazać, że jest to nieodwracalne, mówi uczony.
      Laboratorium Ornitologiczne Cornell University (Cornel Lab of Ornithology) ma 7 prostych porad, w jaki sposób każdy może pomóc ptakom. Wystarczy uczynić okna bezpieczniejszymi, tak, by ptaki się o nie nie zabijały. Właściciele kotów powinni trzymać je w domach, a nie wypuszczać na zewnątrz. Zamiast krótko przyciętego trawnika przed domem warto pomyśleć o posadzeniu roślin, które lubią ptaki. Należy też unikać pestycydów, a zatem w sklepie wybierać żywność, która została wyprodukowana bez ich użycia. Jeśli pijemy kawę, warto kupować tę oznaczoną jako "Przyjazna ptakom". Certyfikat "Bird friendly" przyznaje Smithsonian Migratory Bird Center, a otrzymać go mogą te kawy, które są m.in. produkowane tak, by pozostawić pokrywę leśną dla ptaków. Jeśli chcemy pomóc ptakom, i nie tylko im, powinniśmy używać jak najmniej plastików. W końcu ostatnia porada, ale i prośba, obserwujmy ptaki, notujmy i dzielmy się takimi danymi.



      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niewykluczone, że Microsoft ponownie znajdzie się na celowniku urzędników. Jak zapewne niektórzy pamiętają, w przeszłości koncern z Redmond dość często miał kłopoty z amerykańskimi i europejskimi urzędami. Jednak w ostatnich latach działania urzędników skupiały się przede wszystkim na Facebooku, Amazonie, Google'u czy Apple'u. Postępowanie Microsoftu nie budziło zastrzeżeń, wydawało się, że firma ani nie wykorzystuje swojej rynkowej pozycji, ani nie narusza prawa.
      Jednak te czasy mogą właśnie odchodzić do przeszłości. Unia Europejska wysyła sygnały, że j Windows 10 oraz Office naruszają przepisy GDPR regulujące kwestie prywatności. Konsekwencje śledztwa w UE mogą być zaś na tyle poważne, że nie można wykluczyć, iż działaniami Microsoftu zajmą się też odpowiednie władze w USA.
      Wątpliwości europejskich urzędników budzi sposób zbierania informacji przez Windows 10. Pytania pojawiały się już przed uchwaleniem GDPR w marcu ubiegłego roku.
      Na przykład w 2017 roku holenderska Agencja Ochrony Danych uznała, że sposób zbierania danych telemetrycznych przez Windows 10 narusza prawo. Koncern nie został ukarany, ale nakazano mu zmianę sposobu zbierania danych. Microsoft wprowadził żądane zmiany w kwietniu 2018 roku. Udostępniono wówczas m.in. Diagnostic Data Viewer, a koncern ogłosił, że narzędzie to czyni zbieranie danych w pełni transparentnym.
      Pojawiły się jednak głosy,że Diagnostic Data Viewer niczego nie czyni bardziej przejrzystym. Jego użytkownik otrzymuje bowiem długą listę niewiele mówiących informacji, takich jak „TelClinetSynthetic.PdcNetworkActivation_4” czy „Microsoft.Windows.App.Browser.IEFrameProcessAttached”. Kliknięcie na tak opisane pozycje wyświetla użytkownikowi kod, który trudno jest analizować nawet specjalistom.
      Holendrzy zabrali się za analizowanie informacji, jakie użytkownik może uzyskać dzięki Diagnostic Data Viewer i doszli do wniosku, że narzędzie spełnia wymagania, jakie postawili Microsoftowi. Zauważyli jednak coś jeszcze. Narzędzie pokazało bowiem, że Microsoft zdalnie zbiera jeszcze inne dane użytkowników. To zaś oznacza, że firma nadal może naruszać przepisy, stwierdzili przedstawiciele Agencji Ochrony Informacji. Holendrzy powiadomili o sprawie irlandzki Komitet Ochrony Danych, gdyż to właśnie w Irlandii mieści się europejska kwatera główna Microsoftu. To Irlandczycy mają zbadać, czy Microsoft narusza GDPR.
      Na razie sprawa nie wygląda dla Microsoftu korzystnie. Holendrzy stwierdzili odkryli bowiem, że Microsoft zbiera dane diagnostyczne i niediagnostyczne. Chcielibyśmy wiedzieć, czy zbieranie danych niediagnostycznych jest konieczne i czy użytkownicy są o tym w jasnym sposób informowani.
      Jeśli europejskie urzędy stwierdzą, że Microsoft narusza przepisy, to koncernowi może grozić grzywna sięgająca nawet 4 miliardów dolarów. Jeśli zaś europejskie urzędy dojdą do wniosku, że Microsoft narusza przepisy, to koncernowi może grozić podobne postępowanie w USA, zarówno przed Kongresem jak i przed władzami poszczególnych stanów, które tworzą własne przepisy dotyczące prywatności. Ostatnie problemy z amerykańskimi

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...