Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Wydawało się, że niełaz powróci. Ale przestał bać się drapieżników

Recommended Posts

Niełaz północy, rodzimy australijski drapieżnik wielkości kota, żył w przeszłości na dużych obszarach północnej Australii. Po przybyciu na kontynent Europejczyków jego liczebność zaczęła spadać, jednak sprawy przybrały dramatycznie zły obrót gdy w latach 30. ubiegłego wieku, gdy do północnej Australii ludzie wprowadzili agę. To żarłoczne zwierzę uważano w przeszłości za sposób na kontrolę szkodników rolniczych. Problem w tym, że aga jest toksyczna. Zwierzęta, które ją zjedzą, zwykle giną. Tak też stało się z niełazem północnym. Obecnie jest to gatunek zagrożony, który przetrwał w niewielu miejscach Australii.

Australijczycy postanowili ratować niełaza i w roku 2003 przenieśli 64 zwierzęta na wyspy Astell i Pobassoo, położone kilka kilometrów od północnego wybrzeża kraju. Nie ma tam ani ropuch, ani drapieżników. W ciągu dekady liczba niełazów północnych na wyspach zwiększyła się do wielu tysięcy.

W 2016 roku doktorant Christopher Jolly z Uniwersytetu w Melbourne wraz z kolegami postanowił reintrodukować 29 niełazów z wyspy Astell do Kakadu National Park. Jednak okazało się, że w ciągu zaledwie 21 tygodni psy dingo zabiły niemal całą reintrodukowaną populację. Rozwiązujesz jeden problem i natykasz się na kolejny, mówi Jolly.

Naukowcy, chcąc dowiedzieć się, co się stało, porównali, jak niełazy z wyspy Astell i niełazy z Australii reagują na zapach drapieżnika. Ustawili specjalne pudełka z owadami, którymi żywią się niełazy. Zwierzęta mogły ich dosięgnąć przez specjalne otwory. Część otworów obłożono futrem psów dingo, część futrem kotów, a przy części nie było żadnego futra.
Okazało się, że niełazy mieszkające na kontynencie jadły znacznie mniej owadów z pudełek obłożonych futrem psów i kotów. Odstraszał je zapach drapieżnika. Natomiast niełazy z wyspy Astell zachowywały się tak samo przy każdym pudełku. Nie wykazywały awersji na zapach drapieżnika. Co interesujące, wychowywane w niewoli młode obu populacji niełazów wykazywały takie same zachowania jak ich rodzice, co wskazuje na genetyczne podłoże awersji.

Szybka utrata zachowań chroniących przed drapieżnikami była zaskoczeniem dla naukowców. Niełazy zostały przeniesione na wyspy zaledwie 13 pokoleń temu. Naukowcy uważali tymczasem, że utrata zachowań chroniących przed drapieżnikami trwa setki tysięcy lat. Uczeni obawiają się, że zwierzęta trzymane w bezpiecznych warunkach mogą szybko tracić zdolności unikania drapieżników, co z kolei może stanowić zagrożenie dla innych projektów ratowania ginących gatunków.

Daniel Blumstein, ekolog z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, zgadza się z wnioskami swoich australijskich kolegów. Jedną z głównych strategii ochrony gatunków jest budowanie płotów chroniących zwierzęta przed drapieżnikami. Jednak te badania pokazują, że gdy to zrobimy bardzo szybko tracimy zachowania chroniące przed drapieżnikami.

Rozwiązaniem problemu jest wprowadzanie do takich bezpiecznych miejsc niewielkiej liczby drapieżników. Powinna być ich na tyle dużo, by ich ofiary nie trafiły instynktu samozachowawczego i na tyle mało, by drapieżniki nie zagroziły chronionej populacji.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Australijskie mewy są nosicielkami superbakterii opornych na antybiotyki. Naukowcy z Murdoch University w Perth, którzy kierowali badaniami, obawiają się, że patogeny mogą się rozprzestrzenić na ludzi i zwierzęta hodowlane oraz domowe.
      Zespół ustalił, że wśród mew czerwonodziobych u ponad 20% występuje nosicielstwo lekoopornych pałeczek okrężnicy (Escherichia coli); E. coli wywołują zakażenia układu moczowego, sepsę czy zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych.
      Odkryliśmy, że niezależnie od stanu, dla populacji australijskich mew charakterystyczne jest nosicielstwo superbakterii (bakterii opornych na związki antydrobnoustrojowe), które wywołują choroby u ludzi - opowiada dr Sam Abraham.
      Mark O'Dea, wirusolog weterynaryjny z Murdoch University, dodaje, że dzieci są narażone na kontakt z tymi patogenami, jeśli po zabawie na trawie czy skałach, na których przebywały mewy, dotykają ust albo jedzą. Ryzyko można jednak wyeliminować, myjąc ręce.
      Pojedyncze badane przez Australijczyków mewie odchody zawierały mikroorganizmy oporne na leki ostatniej nadziei, takie jak karbapenemy. Jeden ptak z plaży Cottesloe w Perth był nosicielem patogenów opornych na kolistynę (wcześniej w Australii nie odnotowano tego zjawiska).
      Rzecznik federalnego wydziału zdrowia powiedział, że dotąd mewy nie były częścią programu monitoringu lekooporności, ponieważ nie określono ryzyka transmisji z tych ptaków na ludzi.
      Antybiotykooporne bakterie wykrywano u mew i innych ptaków z różnych krajów. W niektórych przypadkach pojawiały się sugestie związane z zarażaniem się przez ptaki po spożyciu ludzkich odpadów domowych.
      Badanie, w ramach którego w latach 2015-17 zbadano odchody 562 mew czerwonodziobych z gęsto zasiedlonych regionów przybrzeżnych, ukazało się właśnie w Journal of Antimicrobial Chemotherapy. Okazało się, że szeroko rozpowszechniona jest oporność izolatów E. coli na cefalosporyny o szerokim zakresie (21,7%) oraz fluorochinolony (23,8%).
      Typowo mewy żerują na morzu. Osobniki, które żyją jednak w miastach, zarażają się superbakteriami, żywiąc się resztkami z wysypisk oraz przez kontakt ze zużytymi wkładkami higienicznymi czy pieluchami - podsumowuje Abraham.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Szczepionka opracowana na Charles Sturt University w Nowej Południowej Walii może ocalić krytycznie zagrożony gatunek papugi. Łąkówka krasnobrzucha to gatunek wędrowny, który gniazduje jedynie w południowo-zachodniej Tasmanii. Jeszcze w połowie lat 90. XX wieku uznawany był za zagrożony, a od roku 2000 jest krytycznie zagrożony. Już w roku 2010 obawiano się, że gatunek wyginie w latach 2013–2015.
      Na łąkówkę czycha wiele zagrożeń – obszary, w których ptaki zimują są niszczone i przeznaczane na pola uprawne, sztucznie wprowadzone małe ziarnojady konkurują z łąkówką o pożywienie, młode padają ofiarą inwazyjnych szczurów i kotów. Jednym z najpoważniejszych zagrożeń jest PCD (Psittacine Circoviral Disease), czyli choroba dzioba i piór. Wszystkie te czynniki spowodowały, że populacja łąkówki krasnobrzuchej znajduje się na skraju wyginięcia. Na wolności pozostało jedynie około 15 osobników. Kolejnych około 400 papug znajduje się w ośrodkach w Australii i Tasmanii, które pracują nad ocaleniem gatunku.
      Profesor Shane Raidal z Charles Sturt University od ponad dekady pracuje nad szczepionką na PCD. Australia to kraj papug i wielu krytycznie zagrożonych gatunków, które są niszczone przez tę chorobę, mówi uczony. Teraz Raidal poinformował, że udało mu się opracować szczepionkę i chce ją przedstawić do zatwierdzenia Australian Pesticides and Veterinary Medicines Authority (APVMA).
      Jeśli istnieje szczepionka, która zapewni łąkówce krasnobrzuchej odporność, to będziemy mieli jedno zmartwienie mniej, mówi ornitolog Mark Holdsworth. Łąkówką zajmuje się on od 1979 roku, kiedy to na wolności żyło jeszcze 500 ptaków. Obecnie Holdsworth zasiada w radzie, która zarządza próbami ratowania gatunku. Powstanie szczepionki nie tylko ułatwi walkę o ocalenie gatunku, ale również pozwoli zaoszczędzić dziesiątki tysięcy dolarów rocznie. Obecnie wszystkie łąkówki trzymane w niewoli są poddawane regularnym testom pod kątem obecności PCD. Podanie im szczepionki pozwoliłoby na rezygnację z kosztownych stresujących ptaki testów.
      Po ponad 10 latach pojawiła się nadzieja na wyeliminowanie śmiertelnej choroby. Wiemy na tyle dużo o genetyce i strukturze wirusa, że możemy z dużą dozą pewności stwierdzić, iż podanie pojedynczej dawki będzie skuteczne, mówi profesir Raidal. Sukces zawdzięczamy zidentyfikowaniu kluczowej proteiny w otoczce wirusa. To jest to, co wirus wystawia na spotkanie z układem odpornościowym, wyjaśnia doktor Jade Forwood. Dzięki stworzeniu bezpiecznej postaci takiej proteiny dajemy układowi odpornościowemu ptaka szansę na wytworzenie przeciwciał i zwalczenie wirusa. Uczony dodaje, że 1 gram proteiny wystarcza na wyprodukowanie 10 000 dawek szczepionki.
      Profesor Raidal ma nadzieję, że nowa szczepionka zostanie zatwierdzona już w 2021 roku. Uczony zdaje sobie sprawę, że droga do dopuszczenia szczepionki do użycia nie będzie prosta. Rzecznik prasowy APVMA oświadczył, że organizacja akceptuje dane uzyskane w czasie testów przeprowadzonych zgodnie z międzynarodowymi standardami. Wymagane jest również dostarczenie dowodów, iż produkt jest wytwarzany zgodnie ze standardami określonymi w Australian Code of Good Manufacturing Practice for Veterinary Products.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Australia zgodziła się na budowę dużej kopalni węgla. Jej istnienie może zagrozić m.in. Wielkiej Rafie Koralowej. W mijającym tygodniu władze stanu Queensland zatwierdziły program zarządzania zasobami wód podziemnych dla kopalni odkrywkowej Adani Carmichael, co było ostatnią przeszkodą prawno-środowiskową, która trzeba było rozwiązać przed rozpoczęciem prac konstrukcyjnych.
      Debata nad projektem trwała niemal 10 lat. Poruszano m.in. kwestię odejścia od paliw kopalnych w związku z ociepleniem klimatu. Przeciwnicy budowy kopalni podkreślali, że eksportowany węgiel będzie spalany w Indiach i Chinach i przyczyni się do dalszej degradacji planety.
      Szacuje się, że rocznie ze złoża Galilea będzie się wydobywać do 60 mln ton węgla. Ponieważ budowana jest także linia kolejowa, może to pozwolić na dalszą eksploatację dużych obszarów Queensland (zgodnie z planem, dwutorową linią węgiel będzie dowożony do portu Abbot w pobliżu Bowen).
      Roczna emisja CO2 ze spalania paliw kopalnych jest w Australii sporo niższa niż w Chinach i USA, które zajmują dwa pierwsze miejsca. Australia pozostaje jednak czołowym eksporterem węgla i w ten sposób kształtuje klimat.
      Ekolodzy alarmują, że działanie kopalni może źle wpłynąć na gatunki narażone na wyginięcie (VU). Poza tym węgiel będzie transportowany z portu położonego w pobliżu Wielkiej Rafy Koralowej.
      Zwolennicy oponują, że Adani Carmichael zapewni tak potrzebne w tych okolicach nowe miejsca pracy. Lucas Dow z Adani Australia wylicza, że w kopalni znajdzie pracę ok. 1,5 tys. osób, a zatrudnienie niebezpośrednie sięgnie nawet 6750 etatów.
      Adani podkreśla, że prace budowlane zaczną się na dniach i potrwają ok. 2 lat. Pierwsza bryłka węgla ma zostać sprzedana ok. 2021 r.
      Pozwolenia stanu Queensland to jedno, jednak nim zacznie się wydobycie, Adani musi uzyskać także pozwolenia federalne.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy z Australii opisali 2. znany przypadek bliźniąt (dziewczynki i chłopca) seskwizygotycznych, pośrednich między bliźniętami mono- i dizygotycznymi, które mają wspólny zestaw genów po matce i różne zestawy genów po ojcu. Jest to skutek zapłodnienia jaja przez dwa plemniki i losowego odrzucenia jednego kompletu genów w trakcie podziału. Pierwszy taki przypadek opisano w 2007 r. w USA.
      Australijczycy ujawniają, że dzieci mają teraz 4 lata i jak wspomnieliśmy, dzielą 100% matczynego DNA i "tylko" 50% ojcowskiego. Fakt, że bliźnięta będą seskwizygotyczne, ujawniono podczas badań prenatalnych. Autorami publikacji z The New England Journal of Medicine (NEJM) są m.in. dr Michael Gabbett z Uniwersytetu Technologicznego Queensland i prof. Nicholas Fisk z Uniwersytetu Nowej Południowej Walii.
      USG wykonane w 6. tygodniu ciąży pokazało pojedyncze łożysko. Ułożenie błon płodowych sugerowało bliźnięta jednojajowe. Badanie ultrasonograficzne z 14. t.c. wykazało jednak, że bliźnięta to chłopiec i dziewczynka, co nie jest, oczywiście, możliwe przy ciąży monozygotycznej - opowiada Fisk.
      Dr Gabbett dodaje, że skutkiem zapłodnienia jaja przez dwa plemniki jest triploidia (potrójny zestaw chromosomów). Zwykle takie płody nie przeżywają. W przypadku bliźniąt seskwizygotycznych z Brisbane zapłodniona komórka jajowa [w miarę] równo rozdzieliła zestawy chromosomów do grup komórek, które później się rozszczepiły. W ten sposób powstały [skrajnie rzadko spotykane] bliźnięta seskwizygotyczne.
      Mamy do czynienia z mozaikowatością, bo niektóre komórki zawierają chromosomy jednego plemnika, a inne drugiego, przez co siostra i brat dzielą tylko część, a nie 100% ojcowskiego DNA.
      Pierwszy przypadek bliźniąt seskwizygotycznych opisano 12 lat temu w Stanach Zjednoczonych. Lekarze zwrócili na nie uwagę w okresie niemowlęcym, gdy okazało się, że jedno z dzieci to hermafrodyta. Później przeprowadzono badania genetyczne.
      Fisk dodaje, że analiza baz danych ze świata pokazała, jak rzadkie są bliźnięta seskwizygotyczne. Na początku uznaliśmy, że być może są jakieś źle zaklasyfikowane bądź niezgłoszone przypadki, dlatego przejrzeliśmy dane genetyczne 968 par bliźniąt dwujajowych i ich rodziców. W danych tych nie znaleźliśmy jednak żadnych innych bliźniąt półidentycznych. Podobnie zresztą jak w dużych studiach na bliźniętach z całego świata.


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W Australii dochodzi do najszybszego na świecie wymierania ssaków. Tym razem jednak przyczyną tego procesu może być... brak ingerencji człowieka w przyrodę. Moje badania były motywowane tajemniczym zjawiskiem, jakie od 50 lat ma miejsce w Australii. Wzorzec znikania małych ssaków nie odpowiada wzorcowi, jaki zwykle widzimy, gdy ludzie wpływają na środowisko i zwierzęta giną, mówi profesor Rebecca Bliege Bird, antropolog z Pennsylvania State University.
      Profesor Bird i jej zespół pracowali na Wielkiej i Małej Pustyni Piaszczystej, zamieszkanej przez lud Martu. W połowie ubiegłego wieku Martu zostali wysiedleni, gdyż na ich ziemiach utworzono poligon rakietowy. W czasach, gdy Martu byli nieobecni na swoich ziemiach, wyginęło wiele rodzimych gatunków.
      W latach 80. ubiegłego wieku Martu zaczęli powracać na swoje tereny i prowadzić tradycyjny sposób życia, polegający na łowiectwie i zbieractwie. Obecnie istnieje tam hybrydowa ekonomia, z wieloma Martu żyjącymi tak, jak ich przodkowie, co oznacza też, że regularnie wypalają ziemię.
      Od czasu, gdy do Australii przybyli Europejczycy, na kontynencie wyginęło 28 endemicznych gatunków ssaków. Dochodzi też do lokalnych wyginięć. Zanim Martu zostali usunięci ze swojej ziemi żyło na niej wiele kanguroszczurów Bettongia lesueur oraz filanderków pręgowanych. Po wypędzeniu Martu zwierzęta te lokalnie wyginęły.
      Przed latami 50., w okresie zanim nawiązano z nimi kontakt, Martu mieli bardziej różnorodną dietę niż jakiekolwiek zwierzę w tym regionie. Gdy powrócili po przesiedleniu nadal mieli zróżnicowaną dietę, ale zniknęło w niej wiele roślin i zwierząt, mówi Bird.
      Uczona odkryła też, że przed pojawieniem się Europejczyków pies dingo stanowił część życia Martu. Ludzie, wypalając roślinność, utworzyli zróżnicowany krajobraz, który był ważny dla przetrwania dingo. Kiedy ludzi zabrakło dingo zaczęły mieć problemy i nie były w stanie kontrolować populacji mniejszych inwazyjnych drapieżników, takich jak koty i lisy, które zagroziły istnieniu małych rodzimych ssaków.
      Profesor Bird i jej zespół przyjrzeli się sieciom żywieniowym, interakcjom opisującym kto kim się posila, z okresu przed i po przesiedleniu Martu. Porównanie wykazało, że gdy ludzie zniknęli, gatunki inwazyjne mogły się łatwiej rozprzestrzenią, przez co zagroziły gatunkom rodzimym, a niektóre doprowadziły do zagłady. To najprawdopodobniej najpoważniejszy negatywny skutek braku tradycyjnego wypalania roślinności.
      Rodzime ludy Australii żyjące na pustyniach często wypalają duże połacie terenu, by ułatwić sobie polowania. Tam, gdzie polują Martu krajobraz poprzecinany jest obszarami roślinności na różnym etapie wegetacji i odrastania. Takie łaty roślinności służą też jako bufory nie pozwalające na zbytnie rozprzestrzenienie się ognia. Obszary trawiaste, na których Martu rzadko polują, mają tendencje do ulegania wielkim pożarom. Gdy w okolicy żyją Martu, wypalają oni trawy, co z jednej strony zapobiega olbrzymim pożarom, a z drugiej zwiększa populacje rodzimych zwierząt takich jak psy dingo, kangury czy jaszczurki. Populacje rozwijają się, pomimo śmiertelności związanej z działalnością Martu.
      Brak ludzi to poważna wyrwa w całej sieci. Gatunki inwazyjne mają wówczas ułatwione zadanie i łatwiej im też doprowadzić do wyginięcia rodzimej populacji, tłumaczy Bird.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...