Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Badacze z Centrum Ulepszania Warzyw i Owoców Texas A&M University zaobserwowali, że regularnie pite soki pomarańczowy i grejpfrutowy zapobiegają u szczurów laboratoryjnych osteoporozie. Jest to o tyle ważne, że do tej pory uważano ją za nieuniknioną chorobę starości (Elsevier's Nutrition).

To cicha [a przez to podstępna — przyp. red.] przypadłość jesieni życia. Jeśli jednak potrafilibyśmy zachować silne kości, bylibyśmy w stanie jej zapobiegać — zauważa dyrektor placówki dr Bhimu Patil.

Gryzonie dostawały świeże soki cytrusowe, pomarańczowy lub grejpfrutowy, każdego ranka. Aby zmienić pH (zneutralizować kwasy), dodawano do nich dwuwęglanu sodu.

Naukowcy podkreślają, że zwierzęta chętnie chłeptały podawane im płyny. Co więcej, w danym okresie wypiły więcej soków niż badający je ludzie.

Po testach z wykorzystaniem soków przeprowadzono eksperymenty z pulpami z pomarańczy i grejpfrutów. Wyników na razie nie opublikowano, ale ponoć zaobserwowano podobne zwiększenie gęstości kości.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Osteoporoza to problem ok. 3 mln Polaków. Choroba jest przyczyną złamań, które prowadzą się niepełnosprawności i do zgonów. Tymczasem w Polsce na osteoporozę leczy się jedynie 200 tys. osób – alarmują eksperci.
      Problemem w osteoporozie są złamania kości, które powodują poważne powikłania. Najgorsze jest złamanie szyjki kości udowej, ponieważ po nim w ciągu roku umiera co piąta kobieta i co czwarty mężczyzna - powiedział PAP specjalista w dziedzinie leczenia osteoporozy prof. Edward Czerwiński z Krakowskiego Centrum Medycznego.
      Problem tej powszechnej choroby był omawiany podczas 10. Jubileuszowej Konferencji Zdrowe Kości 2019, która odbyła się w Poznaniu.
      Dr Cezary Iwaszkiewicz z Oddziału Reumatologii i Osteoporozy Wielospecjalistycznego Szpitala Miejskiego z Zakładem Opiekuńczo-Leczniczym w Poznaniu przypomniał, że zgodnie z przyjętą definicją osteoporoza jest układową chorobą szkieletu, która charakteryzuje się nie tylko niską masą kostną, ale też pogorszeniem mikroarchitektury tkanki kostnej, czego następstwem jest wzrost łamliwości kości oraz podatności na złamania.
      Do najczęstszych złamań osteoporotycznych zalicza się: złamanie kości promieniowej, złamania kręgosłupa, kości ramiennej, a także złamanie szyjki kości udowej.
      Osteoporoza jest schorzeniem, którego ryzyko rośnie wraz z wiekiem; częściej występuje u kobiet niż u mężczyzn. Prof. Czerwiński zaznaczył, że w populacji osób po 50. roku życia złamania z powodu osteoporozy doznaje co trzecia kobieta i co ósmy mężczyzna. Ryzyko, że kobieta po 50. roku życia dozna złamania wynosi 40 proc. i jest ono znacznie większe niż ryzyko zachorowania na raka piersi, czy wystąpienia zawału serca - powiedział specjalista.
      Przypomniał, że brak jest dokładnych danych na temat liczby chorych na osteoporozę w Polsce, ale z szacunków wynika, że obecnie w naszym kraju mieszka aż 2,7 mln osób z przebytym złamaniem osteoporotycznym, a liczba ta będzie rosnąć ze względu na starzenie się społeczeństwa. Tymczasem na osteoporozę leczy się zaledwie 200 tys. osób, czyli mniej niż jedna na 10 osób z tą chorobą - powiedział prof. Czerwiński.
      Prof. Wojciech Pluskiewicz z Zakładu Chorób Metabolicznych Kości Śląskiego Uniwersytetu Medycznego ocenił, że duży problem stanowi to, iż lekarz podstawowej opieki zdrowotnej nie może wysłać pacjenta na bezpłatne badanie densytometryczne kości (badanie gęstości tkanki kostnej; podstawowe badanie w diagnostyce osteoporozy - PAP). To się może odbyć poprzez poradnię specjalistyczną, ale tych jest w kraju bardzo mało i są bardzo nierównomiernie rozmieszczone - powiedział. W niektórych województwach poradni chorób metabolicznych kości nie ma wcale, dlatego czas oczekiwania do nich jest bardzo długi - np. we Wrocławiu wynosi on pięć lat.
      Specjalista ocenił, że pewne grupy osób z wysokim ryzykiem osteoporozy powinny być objęte możliwością bezpłatnego badania densytometrycznego, szczególnie pacjenci leczeni przewlekle steroidami, chorzy onkologicznie, kobiety po przedwczesnej menopauzie (np. po zabiegu operacyjnym).
      Prof. Czerwiński wyjaśnił, że gęstość tkanki kostnej (w skrócie BMD) powinno się badać bądź w obrębie kręgosłupa, bądź w szyjce kości udowej. Jeżeli gęstość jest mniejsza niż 2,5 wskaźnika T-score to diagnozujemy osteoporozę i jest to wskazanie do leczenia - powiedział. Dodał, że bezwzględnym wskazaniem do stosowania leków na osteoporozę jest również złamanie osteoporotyczne, tj. takie, które następuje na skutek upadku z wysokości własnej.
      Ale jeżeli wskaźnik T-score pacjenta wynosi np. 2,1, to wcale nie znaczy, że nie grozi mu złamanie. Do 70 proc. złamań dochodzi bowiem w grupie osób, które mają dobry wynik densytometrii - tłumaczył prof. Czerwiński. Jak ocenił jest to kwestia tego, że kryteria diagnostyczne osteoporozy zostały opracowane 25 lat temu. Czułość tej metody wynosi jedynie 30 proc., co oznacza, że pozwala ona zdiagnozować osteoporozę u 30 proc. osób, które na nią cierpią.
      Prof. Pluskiewicz wskazał, że kolejnym problemem w leczeniu osteoporozy jest to, iż nie ma jednej specjalizacji lekarskiej, która by się tym zajmowała. Osteoporoza to niechciane dziecko medycyny - ocenił.
      Według prof. Czerwińskiego osteoporozę może w Polsce leczyć lekarz każdej specjalności. W praktyce osobami, które mają w tym zakresie największe kompetencje są reumatolodzy, endokrynolodzy, interniści, ginekolodzy oraz ortopedzi. W Polsce mamy taki kłopot, że do specjalistów wszędzie są kolejki. Na wizytę u reumatologa trzeba czekać średnio trzy – cztery miesiące w zależności od regionu - zaznaczył.
      Eksperci zgodzili się, że kolejną przeszkodą na drodze do wczesnego diagnozowania i leczenia osteoporozy jest niska świadomość społeczeństwa na temat tej choroby, jej czynników ryzyka, poważnych konsekwencji, możliwości profilaktyki i leczenia.
      Prof. Pluskiewicz zwrócił m.in. uwagę na to, że pacjenci polegają na prezentowanych w mediach reklamach suplementów diety na osteoporozę i stosują je myśląc, że się leczą.
      Zdaniem prof. Czerwińskiego obecnie są dostępne w aptekach wszystkie proste leki na osteoporozę – bisfosfoniany (alendronian, ibandronian, ryzedronian), ale mamy problem z refundacją.
      Jak wyjaśnił, w Polsce jest refundowany tylko alendronian raz w tygodniu, natomiast dla pacjentów nie są dostępne leki stosowane rzadziej niż raz na tydzień, np. raz na miesiąc czy nawet raz na rok. A jeżeli ktoś ma problemy z żołądkiem, a starsze pokolenie bardzo często je ma, to wtedy praktycznie nie mamy dla niego leku - ocenił. Przeciwwskazaniem do stosowania bisfosfonianów doustnych są m.in.: choroba wrzodowa żołądka, refluks żołądkowo-przełykowy czy zaburzenia przełykania.
      Prof. Czerwiński zwrócił uwagę, że w naszym kraju pacjenci mają też bardzo ograniczony dostęp do leku o odmiennym od bisfosfonianów mechanizmie działania i o największej skuteczności. Jest to lek biologiczny o nazwie denosumab. Podaje się go w zastrzykach raz na pół roku.
      Mamy bardzo rygorystyczne kryteria odnośnie przepisywania tego leku. Może to być kobieta po 60. roku życia, która ma T-score poniżej 2,5 i przebyła złamanie osteoporotyczne, a także ma przeciwwskazanie do podawania leków doustnych, albo okazały się one być nieskuteczne - wyjaśnił prof. Czerwiński.
      Dodał, że w praktyce liczba osób, która jest leczona denosumabem jest bardzo mała. Pod tym względem odstajemy od całego świata, a nawet bliskich sąsiadów w Europie - ocenił. Na przykład, mężczyźni chorzy na osteoporozę nie mogą liczyć na refundację leku, nie można go też stosować u osób z osteoporozą, które nie doznały jeszcze złamania, ale są nim bardzo zagrożone.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Australijscy specjaliści znaleźli odpowiedź na pytanie, czemu po paru godzinach miąższ rozkrojonej pomarańczy miejscami staje się fioletowy.
      Z prośbą o przeprowadzenie dochodzenia zwróciła się do Queensland Health Neti Moffitt, matka z Brisbane, która kupiła na targu pomarańczę jako przekąskę dla swojego 2-letniego syna. Z początku wydawało się, że wszystko jest w porządku, jednak po jakimś czasie miąższ niezjedzonego owocu zabarwił się na fioletowo. Zaniepokojona kobieta zaczęła szukać informacji na ten temat i odkryła, że w 2015 r. podobny przypadek także zaskoczył naukowców.
      Chemik Stewart Carswell podkreśla, że przeprowadzono liczne testy, które ujawniły, że antocyjany (przeciwutleniacze z pomarańczy) przereagowały z żelazem ze świeżo naostrzonego noża. Nie ma więc mowy o jakimkolwiek zagrożeniu zdrowotnym.
      Wyniki z pewnością uspokoją panią Moffitt, która zauważywszy, że pomarańcza wygląda jak zanurzona częściowo w atramencie, zaczęła przekopywać kosz na śmiecie w poszukiwaniu cząstek owocu nagryzionych przez syna. One także stały się fioletowe, więc kobieta zaczęła się zastanawiać nad ewentualnym wpływem tego zjawiska na zdrowie dziecka.
      Po zgłoszeniu sprawy zgłosili się do niej przedstawiciele Queensland Health, którzy zabrali nie tylko kawałki owocu, ale i wszystkie sprzęty, które wchodziły z nim w kontakt. Naukowców interesował nawet stojący nieopodal misy z owocami bukiet róż. Oprócz tego wypytywali o drzewa owocowe z ogrodu Moffitt.
      Testy sprzed 3 lat nie doprowadziły do rozwiązania zagadki (fioletowienie zauważyła Angela Postle z miejscowości Chinchilla). Wtedy naukowcy prowadzili badania pod kątem sztucznych barwników spożywczych czy na obecność jodu. Gdy analizy przeprowadzone w laboratorium specjalizującym się w biologii molekularnej również nic nie dały, zaczęto przypuszczać, że przyczyną nietypowego zabarwienia jest jakiś rodzaj zanieczyszczenia w domu klientki, jednak nie udało się tego potwierdzić. Teraz wiemy dlaczego...

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Probiotyki chronią szkielet starszych kobiet przed osteoporozą.
      Gdy naukowcy z Uniwersytetu w Göteborgu porównali kobiety zażywające probiotyki z paniami przyjmującymi placebo, okazało się, że u tych pierwszych utrata kości była aż o połowę mniejsza.
      Mattias Lorentzon podkreśla, że skoro osteoporoza często nie jest wykrywana przed pierwszym złamaniem, istnieje paląca potrzeba szybkiego znalezienia środków zaradczych.
      Badanie przeprowadzono w Szpitalu Uniwersyteckim w Mölndal. Wzięło w nim udział 90 kobiet w średnim wieku 76 lat. Codziennie przez cały rok panie zażywały proszek zawierający bakterie (probiotyk) albo placebo. Jak podkreślają autorzy raportu z Journal of Internal Medicine, to losowanie zadecydowało o tym, komu dawano preparat z Lactobacillus reuteri 6475, a komu proszek bez bakterii. Badanie było podwójnie ślepe, co oznacza, że ani ochotniczki, ani naukowcy nie wiedzieli, kto trafił do jakiej grupy.
      Gdy skończyliśmy roczne badanie, zmierzyliśmy za pomocą tomografii utratę kości w dolnych partiach nóg ochotniczek. Porównaliśmy je z wynikami z początków studium. Okazało się, że kobiety przyjmujące aktywny preparat straciły o połowę mniej masy kostnej niż panie z grupy placebo - opowiada Anna Nilsson. Inną ważną rzeczą jest to, że terapia była dobrze tolerowana i nie wywoływała więcej skutków ubocznych niż placebo.
      Szwedzi podkreślają, że dotąd badania wskazywały, że bakterie przewodu pokarmowego wpływają na kościec myszy. Mamy więc do czynienia z 1. badaniem nt. wpływu probiotyków na ograniczenie spadku masy kostnej u starszych ludzi.
      Wiele wskazuje na to, że w przyszłości terapia probiotykami może być skuteczną metodą zapobiegania początkowi osteoporozy u wielu starszych osób - dodaje Lorentzon.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wzrost częstości złamań poroża hiszpańskich jeleni w 2005 r. naprowadził naukowców z Uniwersytetu Kastylii-La Manczy na trop nowej hipotezy dotyczącej osteoporozy. Głosi ona, że niedobór manganu nie pozwala na wchłanianie wapnia, by wysycić nim kości (Frontiers of Bioscience).
      Zespół z Instytutu Badawczego Zasobów Łowieckich - w którego pracach uczestniczą m.in. biolodzy z Uniwersytetu Kastylii-La Manczy - sugeruje, że powodem osteoporozy jest nie tyle niedobór wapnia, co brak pierwiastka istotnego dla jego wchłaniania, zwłaszcza manganu. W takim ujęciu braki wapniowe są skutkiem, nie przyczyną choroby.
      Na podstawie analiz stanu poroża wysnuliśmy hipotezę, że gdy ludzki organizm absorbuje za mało manganu lub gdy trafia on z kośćca do potrzebujących go narządów, np. do mózgu, ekstrahowany w tym czasie [z pokarmu] wapń nie jest prawidłowo wchłaniany i ulega usunięciu wraz z moczem - tłumaczy Tomás Landete. "Porożopochodna" teoria przejdzie jeszcze niezbędne testy, ale już teraz trzeba przyznać, że brzmi rozsądnie.
      Kiedy przed 7 laty jelenie zaczęły częściej łamać rogi, okazało się, że uległy one osłabieniu przez niedobory manganu w diecie zwierząt. Zima była wtedy wyjątkowo chłodna, przez co zestresowane rośliny, którymi żywią się jelenie, włączyły do swoich tkanek mniej manganu. Rogi rosną w wyniku przetransferowania do nich 20% wapnia z kości. Jest zatem jasne, że to nie niedobór Ca, ale deficyt manganu osłabił poroże. Landete porównuje mangan do kleju przechwytującego wapń.
      Hiszpanie założyli, że gdy człowiekowi chorującemu na osteoporozę brakuje manganu, mogą się rozwijać choroby neurodegeneracyjne, np. parkinsonizm i alzheimeryzm (mózg nie ma skąd czerpać Mn). By mieć pewność, że tak się właśnie dzieje, zbadali 113 pacjentów, operowanych w latach 2008-2009 w Hospital de Hellín z powodu osteoporozy (45) i zwyrodnienia stawów (68). Okazało się, że wśród operowanych z powodu osteoporozy u 45% nastąpiła degeneracja mózgu. Nie stwierdzono jej u nikogo z chorobą zwyrodnieniową stawów. Odsetek nieprawidłowości rósł z wiekiem, ale znowu wyłącznie u osób z pierwszej grupy.
      Wg Hiszpanów, deficyt manganu można połączyć również z parkinsonizmem, ponieważ astrocyty, których wypustki stanowią zrąb dla układu nerwowego, wykorzystują enzymy zawierające właśnie mangan.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jedzenie suszonych śliwek zapobiega złamaniom kości i osteoporozie.
      W czasie mojej kariery naukowej testowałem liczne suszone owoce, w tym figi, daktyle, truskawki i rodzynki, ale żadne nie zbliżyły się nawet do tego, jak suszone śliwki wpływają na gęstość kości – twierdzi prof. Bahram H. Arjmandi z Uniwersytetu Stanowego Florydy.
      Arjmandi prowadził badania z kolegami z uczelni, a także specjalistami z Uniwersytetu Stanowego Oklahomy. Ich wspólny artykuł ukazał się w piśmie British Journal of Nutrition. W eksperymencie wzięły udział 2 grupy kobiet w wieku postmenopauzalnym. Przedstawicielkom pierwszej (55) polecono, by przez rok codziennie zjadały 100 g, czyli ok. 10 suszonych śliwek. Czterdzieści pięć pań z grupy kontrolnej raczyło się codziennie 10 dag suszonych jabłek. Obie grupy zażywały 500 mg wapnia i 400 jednostek międzynarodowych witaminy D dziennie.
      Okazało się, że w porównaniu do grupy jabłkowej, kobiety, które jadły suszone śliwki, miały znacznie większą gęstość kości łokciowej i kręgosłupa. Arjmandi jest przekonany, stało się tak, ponieważ suszone śliwki zmniejszały tempo resorpcji kości, które w miarę starzenia zaczyna przewyższać prędkość tworzenia kości.
      W ciągu pierwszych 5-7 lat po menopauzie kobiety są zagrożone utratą kości w tempie 3-5% rocznie. Osteoporoza nie jest jednak ograniczona wyłącznie do pań. Około 65. roku życia mężczyźni zaczynają tracić masę kostną z taką samą prędkością jak kobiety. Arjmandi zachęca wszystkich do profilaktyki śliwkowej. Proponuje, by zacząć od 2-3 suszonych śliwek dziennie i stopniowo zwiększać liczbę zjadanych sztuk do 6-10 dziennie.
×
×
  • Create New...