Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Roślinna pułapka do celów medycznych

Recommended Posts

Za pomocą miniaturowego aspiratora, który otwiera się i zamyka w ciągu tysięcznych sekundy, pływacze, wodne lub błotne rośliny z rodziny pływaczowatych, zasysają wodę z przepływającą obok ofiarą. Eksperci uważają, że na ich wzór można by produkować miniaturowe urządzenia medyczne, np. "laboratoria na szkiełku" (ang. lab-on-a-chip).

Zespół doktora Philippe'a Marmottanta z Uniwersytetu w Grenoble posłużył się tzw. szybką kamerą i symulacjami komputerowymi. Ssak tworzy niezwykłe wrota, które działają jak elastyczna zastawka – tłumaczy Francuz. Aspirator jest utworzony przez nieustannie wypompowujące wodę gruczoły. Dzięki temu niewielka workowata struktura zapada się do wewnątrz. Gdy przepływające obok zwierzę podrażni włoski czuciowe, zastawka odgina się do środka, co umożliwia zassanie wody wraz z pokarmem. Przyspieszenie sięga wtedy 600g. Podczas kilkugodzinnego trawienia woda ponownie spłaszcza pułapkę. Ta sama pułapka może zadziałać setki razy. To niesamowity twór mechaniczny – podsumowuje dr Marmottant.

 

http://www.youtube.com/watch?v=Zb_SLZFsMyQ

Share this post


Link to post
Share on other sites
słowo ssak wprowadza w błąd

Ej no, bez przesady. Wcześniej wyraźnie napisane jest o roślinach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Homo sapiens, neandertalczyk i inne gatunki człowieka mogły doprowadzać do zagłady całych gatunków dużych ssaków co najmniej 90 000 lat wcześniej, niż dotychczas sądzono. Mamuty, leniwce wielkości słonia czy tygrysy szablozębne to tylko przykłady wielkich ssaków, które istniały na Ziemi pomiędzy 2,6 miliona a 12 000 lat temu.
      Dotychczasowe badania wskazywały, że przed 35 000 lat w Australii doszło do zanikania większych ssaków. Proces ten był znacznie szybszy niż w przypadku małych ssaków. Najnowsze badania pokazują jednak, że zagłada dużych ssaków rozpoczęła się już co najmniej 125 000 lat temu w Afryce. Już wówczas przeciętny ssak zamieszkujący ten kontynent był o 50% mniejszy od przeciętnego ssaka na innych kontynentach, mimo że zwykle na większych masach lądowych występują większe ssaki. W miarę, jak ludzie migrowali z Afryki, dochodzi do zagłady dużych ssaków na innych kontynentach, a zjawisko to jest skorelowane z kolejnymi falami ludzkiej migracji. Z czasem średnia wielkość ciała ssaków z innych kontynentów stała się znacznie mniejsza niż średnia wielkość ssaków afrykańskich. Te gatunki, które przetrwały były zaś – ogólnie rzecz biorąc – znacznie mniejsze o tych, które wyginęły.
      Badania przeprowadzone przez naukowców z University of New Mexico, University of Nebraska-Lincoln, Stanford University i University of California San Diego dowodzą, że ta oparta na rozmiarach ciała zagłada ssaków była największym wymieraniem gatunków od czasu zagłady dinozaurów. To czynnik ludzki spowodował, że wielkie ssaki stały się bardziej podatne na wymieranie niż ssaki mniejsze. Z danych archeologicznych wiemy, że Homo sapiens pojawił się jako gatunek przed około 200 000 lat. Do wymierania dużych ssaków doszło niedługo potem. Wydaje się, że mieliśmy z tym coś wspólnego, mówi Kate Lyons z University of Nebraska-Lincoln. To ma sens. Jeśli zabijesz królika, nakarmisz rodzinę przez jeden dzień, jeśli zaś zabijesz dużego ssaka, nakarmisz całą wioskę, dodaje.
      Naukowcy nie znaleźli też dowodów, by do zagłady dużych ssaków przyczyniły się zmiany klimatyczne. Zarówno duże jak i małe ssaki są na nie podatne, a mimo to widzimy wyraźnie, że wyginęły duże gatunki.
      Uczeni zadali sobie też pytanie, w jaki sposób zanik dużych ssaków wpłynął na bioróżnorodność. By to sprawdzić, przeprowadzili symulację, w której założono, że w ciągu najbliższych 200 lat wyginą wszystkie ssaki, które obecnie są zagrożone. Jak mówi Lyons, w takim scenariuszu, największym ssakiem na Ziemi będzie krowa, a średnia masa ciała ssaków zmniejszy się o mniej niż 3 kilogramy. Jeśli taki trend się utrzyma i wyginą wszystkie obecnie zagrożone ssaki, to dojdzie do całkowitego przebudowania systemu przepływu energii oraz układu taksonomicznego. Rozmiary ssaków powrócą do stanu sprzed około 40 milionów lat, mówi profesor Felisa Smith z University of New Mexico.
      Wyginięcie dużych ssaków miałoby olbrzymi wpływ na środowisko. Zwierzęta takie są zwykle roślinożercami, spożywają olbrzymią ilość roślin i rozprowadzają nasiona oraz substancje odżywcze na wielkich obszarach. Jeśli ich zabraknie pozostałe ssaki nie będą w stanie ich zastąpić. Znaczenie wielkich ssaków dla ekosystemu jest zupełnie inne niż małych ssaków. W przyszłości ekosystemy będą wyglądały zupełnie inaczej. Ostatni raz ssaki wyglądały tak i miały tak małe rozmiary wkrótce po zagładzie dinozaurów. To, co robimy jako gatunek, to wymazywanie w bardzo krótkim czasie 40-45 milionów lat ewolucji rozmiarów ciała ssaków.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W osadach piaskowca w Argentynie odkryto dwie czaszki niewielkiego zwierzęcia wielkości ryjówki, które pozwalają rozpocząć wypełnianie obejmującej 60 mln lat luki w ewolucji południowoamerykańskich ssaków. Żyjąc ok. 100 mln lat temu na początku późnej kredy, Cronopio dentiacutus dzielił Ziemię z dinozaurami. Należał do Dryolestoidea - wymarłego kladu mezozoicznych ssaków, daleko spokrewnionego z torbaczami i łożyskowcami. Artykuł doktora Guillerma Rougiera z University of Louisville i jego zespołu ukazał się w piśmie Nature.
      C. dentiacutus mierzył od 10 do 15 cm i był owadożerny. Miał pokaźne kły, wąski pysk oraz krótką, zaokrągloną czaszkę. Rougier twierdzi, że wyglądał całkiem jak Scrat, czyli fikcyjna wiewiórka szablozębna z "Epoki lodowcowej". To pierwsza (w dodatku kompletna) czaszka dryolestoida.
      Rougier, Sebastián Apesteguía z Universidad Maimónides i Leandro C. Gaetano zlokalizowali skamieniałości w 2006 r. Bardzo szybko zdali sobie sprawę z wagi patagońskiego odkrycia, ponieważ czaszki ssaków są bardzo kruche, małe i rzadko znajdowane. Wydobywanie tych dwóch egzemplarzy ze skały zajęło parę lat. W oparciu o wiek skał i dlatego, że mieliśmy czaszki, wiedzieliśmy, że to coś istotnego. Zazwyczaj znajdujemy zęby lub fragmenty kości z tego okresu. Większość informacji o wczesnych ssakach zgromadziliśmy dzięki szkliwu, ponieważ to najtwardsza substancja w naszym ciele, która dobrze znosi upływ czasu - wyjaśnia Rougier.
      Dzięki zębom i fragmentom szczęk już od jakiegoś czasu wiadomo było, że na południowych kontynentach żyły endemiczne grupy ssaków. Dzięki skamieniałościom z Patagonii będzie można zrozumieć genealogię wczesnych ssaków południowoamerykańskich oraz ich ewentualne pokrewieństwo ze ssakami z północy.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Grzywak (Lophiomys imhausi), żyjący we wschodniej Afryce gryzoń z rodziny chomikowatych, wykorzystuje toksynę z kory i korzeni rosnącego w tych samych rejonach drzewa Acokanthera schimperi, by odstraszyć atakujące go drapieżniki.
      Jak tłumaczą członkowie brytyjsko-kenijsko-amerykańskiego zespołu Jonathana Kingdona z Uniwersytetu Oksfordzkiego, "niejadalność przez przywłaszczenie" jest wykorzystywana przez wiele bezkręgowców i przez kilka grup kręgowców. Dotąd podobnego mechanizmu obronnego nie opisano u żadnego ssaka łożyskowego. Grzywakowi należy się więc palma pierwszeństwa. Zwierzę miażdży i żuje korzenie oraz korę A. schimperi, a następnie zaczyna się ślinić na wyspecjalizowane włosy, które nasiąkają toksyną na wypadek ugryzienia przez napastnika. Gryzoń wykorzystuje właściwości kardenolidu blisko spokrewnionego ze strofantyną, czyli związkiem chemicznym stosowanym przez Masajów do zatruwania strzał.
      Naukowcy nadal nie mogą wyjść z podziwu, że żując toksyczną roślinę, grzywak sam się nie zatruwa, ponieważ od dawna podkreśla się, że występujące w A. schimperi związki pozwalają zabić dużo większego od gryzonia słonia.
      Przed publikacją artykułu ekipy prof. Kingdona pojawiały się doniesienia o psach, które padały martwe po ugryzieniu grzywaka. Wcześniej nikt nie miał jednak pojęcia, że gryzoń wspomaga się trującą rośliną. Spokojny grzywak wygląda jak skrzyżowanie skunksa ze szczurem i jeżem. Gdy zaatakują go szakal czy lampart, nie ucieka, tylko zastyga w bezruchu i eksponuje biegnący po boku czarno-biały pas. To tutaj znajdują się włosy z toksyną.
      Toksyna jest związkiem organicznym [glikozydem nasercowym]. Wszyscy mamy jej trochę w organizmie, gdzie kontroluje siłę tętna, lecz jeśli ilość jest za duża, serce pracuje tak intensywnie, że może dojść do zawału.
      Szczegółowe badania pod mikroskopem ujawniły, że włosy na boku mają nietypową budowę. Pobierają toksynę podobnie jak knot świecy roztopiony wosk, dzięki czemu każdy włosek jest wysycony maksymalną dawką trucizny. Nikt z nas nie widział włosów tak złożonych jak te: z ukośnym splotem [kratownicą] w rejonie ściany i pęczkiem delikatnych włókien w rdzeniu. Byliśmy zaskoczeni skutecznością podsiąkania cieczami oraz ich magazynowania - podkreśla prof. Fritz Vollrath. Poza czarno-białym pasem na boku, reszta włosów grzywaka ma typową budowę włosów ssaczych. Biolodzy są przekonani, że "sugestywne" ubarwienie z flanki skłania drapieżców do kąsania jedynej toksycznej części L. imhausi. Jeśli napastnik nie umrze w wyniku zatrucia, w przyszłości na pewno nie będzie już chciał polować na grzywaka.
      Obserwowaliśmy grzywaka, który obrywał trującą korę prosto z drzewa, przeżuwał ją, a następnie celowo rozprowadzał na bokach powstałą w ten sposób papkę. Znajdujące się tam włosy są tak pomyślane, by działając jak knot, szybko wchłonęły toksyczną miksturę - opowiada Kingdon. Profesor dodaje, że jeże czasem wgryzają się w gruczoły jadowe ropuch i rozprowadzają toksynę po kolcach, ale taktyka ta nie może raczej doprowadzić do niczyjego zgonu i wywołuje zwykły dyskomfort.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Salanoia durrelli to nowy mięsożerny ssak z Madagaskaru. Choć dopiero go wyodrębniono i opisano na łamach pisma Systematics and Biodiversity, już trafił do grona najbardziej zagrożonych gatunków ssaków na świecie. Wielkością przypomina kota i występuje wyłącznie na mokradłach wokół jeziora Alaotra. Biolodzy wiedzą tylko o 2 żyjących na wolności osobnikach.
      Niestety, habitatowi ssaka nazwanego na cześć zmarłego w 1995 r. brytyjskiego zoologa Geralda Durrella zagrażają gatunki inwazyjne i zanieczyszczenia. Zespół z Durrell Wildlife Conservation Trust po raz pierwszy widział zwierzę pływające w jeziorze podczas wyprawy w 2004 r. Podejrzewając, że może to być nowy gatunek, naukowcy zrobili fotografie, by zoolodzy przyjrzeli się "obiektowi". Rok później badacze wrócili na to miejsce i schwytali żywego osobnika. Zmierzono go i pobrano próbki krwi oraz innych tkanek. Znaleziony martwy egzemplarz został wysłany do Muzeum Historii Naturalnej w Londynie. Tam porównano go z najbliższym genetycznie krewnym salano (Salanoia concolor).
      Członkini ekipy doktor Paula Jenkins podkreśla, że przedstawiciele rodzaju Salanoia różnią się cechami morfologicznymi. Są zupełnie inaczej umaszczeni, dodatkowo odkryliśmy oczywiste odmienności w budowie czaszki i zębów. Rozmiary i kształty poduszek łap S. durrelli bezsprzecznie nie przypominają swoich odpowiedników u żyjącego w lasach wschodniego Madagaskaru salano. Był to rzeczywiście nowy gatunek i okaz przechowywany w muzeum jest obecnie uznawany za holotyp [wskazany przez autora nazwy taksonu okaz wzorcowy], dostępny dla innych naukowców planujących przyszłe badania.
      Odkrycie nowego ssaka, a tym bardziej nowego ssaka mięsożernego jest czymś "bardzo niezwykłym", podkreśla Jenkins. Ostatnim odnalezionym na Madagaskarze mięsożercą był Galidictis grandidieri. Opisano go w 1986 r.
      Z oczywistych względów biologia S. durrelli pozostaje w dużej mierze owiana tajemnicą. Naukowcy domyślają się, że zwierzę musiało się przystosować do wodnego lub półwodnego trybu życia. Najprawdopodobniej odżywia się ono rybami i małymi ssakami. Specjaliści z Durrell Wildlife Conservation Trust chcą oznakować schwytane osobniki, by sprawdzić, czy rzeczywiście obszar występowania ogranicza się wyłącznie do jeziora Alaotra.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dzbanecznik Nepenthes lowii jest jedyną rośliną na świecie, która zbiera odchody zwierząt, a następnie wykorzystuje je do wytwarzania spijanej przez gości słodkiej substancji. Botanik i taksonom Ch'ien C. Lee jako pierwszy sfotografował ostatnio wiewiórecznika górskiego (Tupaia montana), który zasiadł na dzbanku jak na toalecie.
      N. lowii, gatunek endemiczny dla Borneo, polega na odchodach wiewióreczników oraz licznych ptaków. Soki rośliny mają niezbyt przyjemny zapach, ale słodki smak i tak przyciąga ssaki z rodziny tupajowatych. Jako że wieczko jest stale otwarte, zwierzęta mogą, a nawet muszą wygodnie przycupnąć, by skosztować smakołyku.
      N. lowii rozpoczynają życie jako rośliny drapieżne, ale z czasem niemal całkowicie przestawiają się na rycykling odchodów. W ten sposób gatunek potrafi przeżyć w środowisku ubogim w składniki odżywcze. Dzbanecznik ma wszystko, czego pragną wiewióreczniki. Wystarczy więc, że po prostu jest, a i jego potrzeby zostaną zaspokojone.
×
×
  • Create New...