Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Ludzie wybierają natychmiastową nagrodę czy konsumpcję zamiast długoterminowych celów finansowych, ponieważ mają problem z poczuciem łączności z własnym przyszłym ja (Journal of Consumer Research).

Na chęć zrzeczenia się pieniędzy teraz i poczekania na przyszłe korzyści silnie wpływa to, jak bardzo czujemy się związani ze swoim przyszłym ja, które ostatecznie skorzysta z oszczędzanych przez nas środków – opowiadają Daniel M. Bartels z Columbia Business School i Oleg Urminsky z Uniwersytetu Chicagowskiego.

Kiedy myślimy o oszczędzaniu pieniędzy na przyszłość, osoba, którą sobie wyobrażamy, wydaje się inna od kogoś, kim jesteśmy obecnie. Ludzie mają zaś kłopot z poświęcaniem się w teraźniejszości dla obcego z przyszłości.

W ramach eksperymentu studenci odczytywali jedno z dwóch opowiadań. Pierwsze sugerowało, że ich tożsamość w pełni się już ukształtowała i nie zmieni się po uzyskaniu magisterium. Drugi tekst sugerował, że po ukończeniu studiów ich tożsamość może się zmienić. Kiedy badanym powiedziano, że ukończenie studiów doprowadzi do zmiany tożsamości, wspominali, że czuli się mniej powiązani ze swoim przyszłym ja. Osoby, które myślały o zmianach w tożsamości, stały się także bardziej niecierpliwe, wybierając mniej wartościowe bony prezentowe do wcześniejszego wykorzystania, a nie bardziej wartościowe bony wymagające czekania przez rok.

W drugim eksperymencie psycholodzy poprosili ochotników o ocenę poczucia łączności i podobieństwa między obecnym a przyszłym ja. Trzy tygodnie później mieli oni wybrać między dwoma bonami. Ci, którzy czuli się bardziej związani z przyszłym ja, dokonywali bardziej cierpliwych wyborów i wykazywali większą wolę poczekania na cenniejszy bon.

Naukowcy zaznaczają, że w świetle uzyskanych wyników bez obaw można stwierdzić, że nie zawsze rozrzutność jest skutkiem braku samodyscypliny czy nieopanowania zasad ekonomii. W grę wchodzi też bowiem brak rozeznania w trwałych aspektach ja.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chyba ten sam mechanizm odnosi się do autoprofilaktyki zdrowotnej: pije się i pali,obżera i poniewiera, bo kogo obchodzi zdrowie starego "obcego" dziada.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A ja się silnie solidaryzuje z sobą dzień po i choć bardzo lubię coś trzasnąć dzień wcześniej to jak sobie pomyśle o dniu potem to mi odchodzi ochota na trzaskanie. Ale to chyba nie tyle kwestia dojrzałości co doświadczenia ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

a ja na poważnie zacząłem o zdrowie dbać jak trafiłem do szpitala...hmm tylko kiedy zacznę dbać o swoje finanse?

Share this post


Link to post
Share on other sites

zakładam dwie możliwe opcje:

1.radykalne odcięcie od źródełka(pieniądze od rodziców)

2.radykalny wzrost potrzeb wynikający z podejmowania nowych obowiązków(np. założenie rodziny)

Share this post


Link to post
Share on other sites

ja oszczędzam, bo nie umiem sobie wyobrazić, że kiedyś się zmienię

 

ale nie ćwiczę, bo nie identyfikuję się z przyszłym, dobrze zbudowanym ja... więc go nie będzie, bo nie zacznę ćwiczyć... ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wszyscy szykujecie się do przeszczepu świadomości?? czy co?? tęsknicie za opętaniem ??  bądź sobą , działaj z najlepszą intencją z całych sił, bądź o krystalicznym sumieniu, rozwijaj się duchowo, doświadczaj swoich czynów, a całe to pieprzenie o zmianie osobowości nie będzie cię dotyczyć (bo będziesz po prostu sobą). Umarli są wokół nas , schlejesz się a jutro juz ktoś inny będzie machał twoimi rękami, zajarasz a nie jesteś na to przygotowany duchowo od ręki jesteś kimś innym (a co będzie jak ta dusza sobie u ciebie zapragnie zamieszkać?? schizofrenia ?? opętanie?? parkinson?? rozdwojenie jaźni?? zaniki pamięci?? pech zyciowy?? myśli samobójcze?? deprecha?? brak koncentracji??). Ludzie, zycie to za***ista szansa a bycie sobą to fajna rzecz.

 

http://olmo.wrzuta.pl/audio/2vjmSIz16YV/bajm_-_o_tobie

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ludzie zidentyfikują się z marką prezentowaną w powiązaniu z ich profilem na Facebooku czy innym portalu społecznościowym. Dotyczy to zwłaszcza jednostek z wysoką samooceną. Ta sama reklama widziana u obcej osoby nie będzie już miała takiego wpływu (Journal of Consumer Research).

      Andrew W. Perkins z Uniwersytetu Zachodniego Ontario i Mark R. Forehand z University of Washington w Seattle podkreślają, że identyfikacja z marką utworzy się nawet w warunkach niskiego zaangażowania [bez skupienia uwagi i analizowania przekazu], jeśli marka jest prezentowana jednocześnie z informacjami odnoszącymi się do ja.

      Koncepcja "ukrytego samoodnoszenia" zakłada, że by identyfikować się z marką, ludzie nie muszą jej popierać ani mieć reprezentujących ją obiektów. Zjawisko to zachodzi zwłaszcza u osób z wysoką samooceną, ponieważ przy jednoczesnej prezentacji część pozytywnych cech kojarzonych ze sobą "przechodzi" na markę i reklamowane przedmioty/usługi. Można się więc pokusić o porównanie do pławienia się w cudzej chwale, czyli dążenia do poprawienia własnego wizerunku przez wiązanie się z ludźmi, którzy odnieśli sukces lub są sławni.

      Kanadyjsko-amerykański zespół przeprowadził serię 3 eksperymentów. W pierwszym należało posegregować nazwy fikcyjnych marek, część zaliczając do kategorii "ja", a część do kategorii "inni". Jak można się domyślić, stosunek do marek zaszufladkowanych pod hasłem "ja" był bardziej pozytywny. Kontynuacja badań wykazała, że efekt ten jest silniejszy u osób z wyższą samooceną. W jednym z eksperymentów badani mieli porównać interfejs dwóch serwisów społecznościowych: Facebooka oraz hi5. W tym czasie na banerze wyświetlano reklamę fikcyjnego samochodu. Okazało się, że ludzie woleli marki prezentowane w powiązaniu z ich własnym profilem.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Mrówki Leptogenys distinguenda zamieszkują tropikalne obszary Azji. Jako gatunek nomadny urządzają zbiorowe rajdy, podczas których zdobywają sporo łupów. Nie mogą się jednak czuć spokojne, ponieważ dzielą gniazdo z różnymi pasożytami. np. pająkami i ślimakami. Szczególnie dużo kłopotów przysparzają im kleptopasożytnicze rybiki Malayatelura ponerophila, które nauczyły się chować przed gospodarzami, pokrywając się ich własnym zapachem. Mrówki słabo widzą, dlatego wykorzystują głównie wskazówki zapachowe.
      Christoph von Beeren i Volker Witte z Uniwersytetu Ludwiga Maximiliana zebrali w lesie deszczowymi Ulu Gombak w Malezji przedstawicieli obu gatunków. Stwierdzili, że w kutykuli mrówek występuje aż 70 unikatowych węglowodorów. U rybików nie odkryto związków, które byłyby typowe tylko dla nich, zamiast tego pokrywały je substancje zapachowe mrówek.
      Niemieccy biolodzy prześledzili transfer oznakowanych węglowodorów (zwykły wodór zastąpiono w nich deuterem). Szybko stało się jasne, że rybiki "kradną" tożsamość zapachową mrówek, prawdopodobnie ocierając się o bezbronne niedojrzałe owady.
      By uniknąć śmierci, rybiki muszą stale uzupełniać powłokę zapachową. Gdy oddzielono je od kolonii, były potem ścigane i kąsane przez robotnice. Prof. Witte porównuje działania mrówek i rybików do wyścigu zbrojeń. Mrówki rozwinęły skomplikowany system rozpoznawania "swoich", by chronić kolonię, ale rybiki okazały się sprytniejsze. Dzięki temu mogą bezkarnie korzystać z cudzych zapasów i dachu nad głową.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zależność kojarzy się większości psychologów z biernością, jednak Robert Bornstein z Adelphi University udowadnia, że zależność jest w rzeczywistości o wiele bardziej złożona i może nawet mieć aktywne, czyli pozytywne aspekty.
      Jeszcze podczas studiów Bornstein przeprowadził serię eksperymentów. Połączył w pary osoby zależne i mniej zależne i poprosił je o przedyskutowanie kwestii, co do której nie były zgodne. Zakładał, że osoba zależna ulegnie samodzielniejszemu partnerowi. Stało się jednak dokładnie na odwrót. Przez 70% czasu poddawał się niezależny badany. Na tej podstawie przyszły psycholog wysnuł wniosek, że nie zawsze pasywny oznacza bierny. Bornstein szybko zorientował się, że osobom tym zależało na zrobieniu dobrego wrażenia na profesorze prowadzącym eksperyment.
      Na podstawie analizy przeprowadzonych dotąd badań Amerykanin uważa, że jądrem osobowości zależnej jest postrzeganie własnego ja jako bezradnego, wrażliwego i słabego. Wg niego, często jest ono skutkiem wychowywania przez nadopiekuńczych lub autorytarnych rodziców. W takiej sytuacji zależni ludzie podejmują decyzję, że ich sposobem na życie będzie znalezienie silnej jednostki i utrzymanie jej przy sobie za wszelką cenę. Oznacza to chęć imponowania autorytetom, które w przyszłości mogą pomóc lub ochronić.
      Co ciekawe, chęć do zaimponowania popycha niekiedy kogoś zależnego do aktywnego działania. Bornstein podkreśla, że zaufanie do autorytetów sprawia, że osoby zależne szybciej i częściej zgłaszają się do lekarza z niepokojącymi objawami, a później ściślej stosują się do zaleceń specjalisty. Kolejne badania wykazały, że zależni studenci mają wyższą średnią ocen. Jeśli jesteś niezależną osobą, generalne odczucie jest takie: OK, jakoś sobie z tym poradzę. Zależni studenci, którzy są predysponowani do szukania pomocy autorytetów, pójdą do profesora i poproszą o pomoc.
      Chęć do podtrzymania związku za wszelką cenę ma też duży minus. Badacze wykazali bowiem, że zależni mężczyźni częściej uciekają się do przemocy. Gdy nie wiedzą już, jak zatrzymać partnerkę, stosują rozwiązania siłowe.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Czytając, nie czujemy się samotni, choć gdy to robimy, obok najczęściej nikogo nie ma. Dzieje się tak, ponieważ rozszerza się koncepcja naszego ja. Psychologicznie stajemy się częścią opisywanej społeczności, bez względu na to, czy składa się ona ze średniowiecznych mnichów, czy wilkołaków.
      W eksperymentach Shiry Gabriel i Ariany Young z Uniwersytetu w Buffalo wzięło udział 140 studentów. Na początku panie oceniały stopień, w jakim realizują oni swoją potrzebę przynależności/związku, identyfikując się z grupami. Później niektórzy czytali urywek powieści Stephenie Meyer Zmierzch, w którym Edward Cullen opisuje swojej ukochanej Belli, jak to jest być wampirem, a inni zapoznawali się z fragmentem książki J.K. Rowling Harry Potter i kamień filozoficzny, w którym uczniowie Hogwartu są przydzielani do domów i Harry spotyka nauczyciela od eliksirów Severusa Snape'a. Ochotników poinstruowano, by czytali dla przyjemności. Dano im na to pół godziny.
      Następnie sprawdzano powiązania badanych z wampirami lub czarodziejami. Studentom powiedziano, by kategoryzowali słowa tak szybko, jak potrafią. Gdy na ekranie pojawiały się słowa związane z "ja" (mój, moje itp.) i czarodziejstwem (np. mikstura, kij od miotły, różdżka czy zaklęcie), mieli naciskać jeden klawisz, a gdy wyświetlano wyrazy niezwiązane z "ja" lub związane z wampirami (kły, krew, ugryzienie) inny, ale również ten sam dla obu kategorii. Następnie pary kategorii z uwspólnionym klawiszem zamieniono. Zespół naukowców spodziewał się, że badani będą reagować szybciej, kiedy słowa związane z "ja" zostaną połączone z grupą, do której zostali zaliczeni podczas czytania książek.
      Dodatkowo do oceny identyfikacji z wampirami lub czarodziejami Gabriel i Young zastosowały Twilight/Harry Potter Narrative Collective Assimilation Scale (skalę asymilacji narracyjnej). Znalazły się tam pytania w rodzaju: "Czy sądzisz, że potrafiłbyś sprawić, że znikniesz i pojawisz się w innym miejscu?" albo "Jak ostre są twoje zęby?". Na samym końcu panie psycholog posługiwały się krótkim kwestionariuszem do oceny zadowolenia z życia i nastroju.
      Amerykanki podkreślają, że wszystkie testy jednomyślnie wskazywały, że czytelnicy Zmierzchu stali się poniekąd wampirami, a Harry'ego Pottera czarodziejami. Osoby bardziej zorientowane na grupę w życiu codziennym wykazywały silniejszy efekt asymilacyjny. Przynależność do fikcyjnych społeczności dawała ludziom taką samą satysfakcję i tak samo dobrze poprawiała nastrój jak związek z realnie istniejącymi grupami.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Podpisanie się własnym nazwiskiem przed wejściem do sklepu nasila poczucie tożsamości i zwiększa zaangażowanie, a więc prawdopodobieństwo zakupu u ludzi, którzy identyfikują się z kategorią oferowanych tu produktów. Jeśli ktoś jednak się z nimi nie identyfikuje, podpis doprowadzi do dalszego spadku zainteresowania i motywacji.
      Choć istnieje wiele sposobów prezentowania innym tożsamości, napisanie czyjegoś nazwiska ma unikatowe skutki prawne, społeczne i ekonomiczne – przekonują Keri L. Kettle i Gerald Häubl z University of Alberta.
      W jednym z eksperymentów proszono ludzi, żeby przed wejściem sklepu sportowego, by kupić buty sportowe, podpisali się lub wydrukowali swoje nazwisko. U konsumentów, którzy silnie kojarzyli swoją tożsamość z bieganiem, własnoręczne podpisanie się, w porównaniu do drukowania, zwiększało liczbę przymierzonych butów i wydłużało czas spędzany w sklepie. Jeśli jednak podpisał się ktoś nieidentyfikujący się z bieganiem, spędzał w sklepie mniej czasu i przymierzał mniejszą liczbę par butów.
      W kolejnym eksperymencie konsumentów poproszono o wybór produktów po wypisaniu lub wydrukowaniu nazwiska. Okazało się, że podpisujący się częściej wybierali opcję popularną w grupie społecznej, do której należeli. Psycholodzy podkreślają, że tendencja ta zaznaczała się silniej, gdy badani wybierali coś, co może służyć do manifestowania tożsamości (np. ubranie) niż wtedy, gdy chodziło o bardziej neutralną kategorię (np. pastę do zębów).
      W sklepach, na stacjach benzynowych itp. podpisujemy się w wielu sytuacjach, np. wypełniając ankietę czy przystępując do programu lojalnościowego. Skoro prowadzi to do wzrostu poczucia tożsamości, warto wiedzieć, jak taki zabieg marketingowo-uwierzytelniający może się skończyć...
×
×
  • Create New...