Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Spory o władzę nad internetem

Recommended Posts

Komitet Senatu USA przegłosował ustawę, która, jak twierdzą jej krytycy, pozwoli prezydentowi na wyłączanie części internetu. Teraz ustawa trafi pod obrady Senatu.

Zwolennicy Protecting Cyberspace as a National Asset Act mówią jednak, że nowe przepisy w rzeczywistości ograniczają władzę prezydenta nad Siecią. Obecnie obowiązująca Communications Act z 1934 roku daje bowiem prezydentowi prawo do wyłączenia każdego urządzenia lub stacji komunikacyjnej na wypadek wojny.

Nowe przepisy przewidują, że prezydent ma prawo do podjęcia natychmiastowej akcji w celu ochrony krytycznych części internetu. Wykonując je prezydent może nakazać właścicielom infrastruktury, by w szczególnych sytuacjach podjęli konkretne działania w celu obrony sieci przed cyberatakiem. Ma on też prawo ogłosić, trwający maksymalnie 120 dni stan cyberzagrożenia. Przedłużenie tego stanu będzie możliwe jedynie za zgodą parlamentu.

Krytycy twierdzą jednak, że nowe przepisy bardziej zaszkodzą niż pomogą. Zwracają uwagę na fakt, że rynek zabezpieczeń najlepiej rozwija się bez interwencji państwa, dzięki konkurencyjności i rosnącym wymaganiom. Aż 24 organizacje walczące o wolności obywatelskie skierowały do Senatu list, w którym zauważają, że ustawa przewiduje powołanie Narodowego Centrum Cyberbezpieczeństwa i Komunikacji, daje mu dużą władzę nad krytyczną infrastrukturą, ale nie definiuje, które części krytycznej infrastruktury podlegają tej władzy. Natomiast bez zdefiniowania krytycznej infrastruktury istnieje obawa, ze urzędnicy zyskają władzę nad elementami internetu, które są codziennie używane przez Amerykanów do korzystania z prawa do swobodnej wypowiedzi i dostępu do informacji. Potrzebne jest wprowadzenie zmian, które dadzą gwarancję, że cyberbezpieczeństwo nie będzie sprzeczne z wolnością słowa, prywatnością i innymi wolnościami obywatelskimi - apelują autorzy listu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To jest jakas patologia absolutna ... ten chory kraj - pod przykrywka demokracji - lamie wiele praw podstawowych i wolnosciowych. Dobrze, ze internet ma strukture zdecentralizowana, a jego pozostale obszary nie podlegaja zadnej jurysdykcji USA.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kilka krajów i tak już wcześniej przebąkiwało o stworzeniu własnego internetu. Teraz temat pewnie powróci.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kilka krajów i tak już wcześniej przebąkiwało o stworzeniu własnego internetu. Teraz temat pewnie powróci.

Oby! popieralbym taka inicjatywe :D OpenSourced Internet! :D w zasadzie to bylaby szansa dla wprowadzenia wolnych technologii na szeroka skale. Wtedy istnialby ten 'oplacany, komercyjny internet' z reklamami, a takze ten wolny, w ktorym funkcjonuja swiadomi ludzie. Naturalnie ci z 'platnego' traktowaliby innych jak sobie gorszych, ale kogozby to wtedy obchodzilo? ;) to oni traciliby najwiecej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To jest jakas patologia absolutna ... ten chory kraj - pod przykrywka demokracji - lamie wiele praw podstawowych i wolnosciowych. Dobrze, ze internet ma strukture zdecentralizowana, a jego pozostale obszary nie podlegaja zadnej jurysdykcji USA.

 

W każdym kraju są przepisy nadające władzy nadzwyczajne uprawnienia w pewnych sytuacjach. Róznica jest taka, w USA kwestie tego typu są szeroko dyskutowane, interesują się nimi media, dużo do powiedzenia mają liczne i bardzo potężne organizacje społeczne. Dzięki temu sytuacja jest jasne, a najważniejsze kwestie jawne. Skąd wiesz, jakie jest prawodawstwo w innych krajach? Założę się, że w zdecydowanej większości państw władze mają znacznie większe uprawnienia, chociażby dlatego, że społeczeństwo obywatelskie jest w nich znacznie słabsze, rynek mediów uboższy, więc władzy łatwiej jest robić to co chce.

A "krajowego internetu" nie stworzysz. Internet jest tym, czym jest dzięki temu, że nie jest "narodowy" a ponadpaństwowy. A że w USA znajdują się najważniejsze elementy struktury internetu, to wynika zarówno z historii - to w USA powstawał internet - jak i z faktu, że Amerykanie wykładają kasę na utrzymanie tej infrastruktury.

I nie łudź się, że działania władz USA nie wpłyną na internet w innych krajach. Obecnie w Internecie działa 13 root serverów. Aż 10 z nich znajduje się na terenie USA.

Share this post


Link to post
Share on other sites
A "krajowego internetu" nie stworzysz.

 

Sądzisz, że niemożliwe jest postawienie własnego systemu dns, obsługiwanego przez własne serwery? Niby dlaczego, skoro takie inicjatywy nawet są i działają (albo przynajmniej działały), oferując „nieoficjalne” TLD.

Spowodowałoby to oczywiście rozpad Internetu na logicznie oddzielne struktury. Kilka państw, niezadowolonych z kontroli USA nad siecią na poważnie przygotowywało plan stworzenia czegoś takiego. Jeśli dobrze pamiętam, nazwy domen miały być pozbawione TLD. Nie wiem, jak daleko zaszli w zamierzeniach, zanim nie doszli do wniosku, że to nieco mało sensowne. Ale wykonalne jest.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czyli robimy "internet" tylko za pomocą własnych polskich zasobów. Bez Google'a, YouTube'a, Facebooka, CNN, BBC i tysięcy innych witryn, tak? :D

Proponuję od razu odrzucić wszystkie inne amerykańskie imperialistyczne wynalazki, poczynając od tranzystorów...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Proponuję od razu odrzucić wszystkie inne amerykańskie imperialistyczne wynalazki, poczynając od tranzystorów...

Masz rację odnośnie nierealności fizycznej separacji sieci. Nawet jeżeli jest to teoretycznie możliwe, to jednocześnie oznacza też powrót do internetowej epoki kamienia łupanego. Jednak w odniesieniu do tranzystorów za wikipedią:

Julius Edgar Lilienfeld (ur. 18 kwietnia 1882  we Lwowie  zm. 28 sierpnia 1963) niemiecki fizyk pochodzenia żydowskiego, twórca tranzystora polowego (podstawowego elementu współczesnych układów cyfrowych).

 

dlaczego należy z nich rezygnować, skoro w USA zostały po prostu opatentowane... ;D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Eh, szkoda, że nie zdążyłem z edycją posta, doczytałem i już wiem, że faktycznie pierwszy tranzystor został skonstruowany przez amerykańców :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

W każdym kraju są przepisy nadające władzy nadzwyczajne uprawnienia w pewnych sytuacjach.

True. Warto podkreslic slowo "pewnych". ale nie pod pretekstem walki z terroryzmem, zacma, czy uzaleznieniem sie obywateli od medium.

 

Róznica jest taka, w USA kwestie tego typu są szeroko dyskutowane, interesują się nimi media, dużo do powiedzenia mają liczne i bardzo potężne organizacje społeczne. Dzięki temu sytuacja jest jasne, a najważniejsze kwestie jawne. Skąd wiesz, jakie jest prawodawstwo w innych krajach? Założę się, że w zdecydowanej większości państw władze mają znacznie większe uprawnienia, chociażby dlatego, że społeczeństwo obywatelskie jest w nich znacznie słabsze, rynek mediów uboższy, więc władzy łatwiej jest robić to co chce.

 

Jestes pewny, ze w USA jest to takie oczywiste, a organizacje sa swiadome? spoleczenstwo USA jest jednym z najmniej swiadomych spoleczenstw w swiecie ... [patrz arg. z odp. powyzej]

Spoleczenstwem swiadomym nazwalbym polskie spoleczenstwo, ktore - choc duzo mniejsze od USA - zareagowalo blyskawicznie na proby wprowadzenia indeksu stron zakazanych. Paradoksalnie wielkosc USA wplywa na ich niekorzysc. Takze ich podzial administracyjny rujnuje wiele inicjatyw ogolnokrajowych i warto o tym pamietac. Odmienne prawodastwo, ustawodastwo ... etc.

Nie podazajmy bezmyslnie tropem wyidealizowanego obrazu USA sprzedawanego w mediach. Rzeczywistosc jest odmienna. Ten kraj boryka sie z cala masa wewnetrznych problemow.

 

A "krajowego internetu" nie stworzysz. Internet jest tym, czym jest dzięki temu, że nie jest "narodowy" a ponadpaństwowy.

Dostrzegam sprzecznosc. Jesli ponadpanstwowy, to moze istniec i bez USA. USA moze sie sama wylaczyc zakladajac, ze cokolwiek kontroluje. Argument o [braku] jurysdykcji jest wciaz aktualny, Panie Mariuszu.

 

A że w USA znajdują się najważniejsze elementy struktury internetu, to wynika zarówno z historii - to w USA powstawał internet - jak i z faktu, że Amerykanie wykładają kasę na utrzymanie tej infrastruktury.

Sadzisz, ze trudno jest przeniesc 'centrum' czegos, co z racji swej natury jest zdecentralizowane? to, ze projekt DARPA zostal zainicjowany w USA nie oznacza, ze bez nich sie nie obejdzie ... :D ja moge sie obyc bez calego tego plastiku internetowego, z ktorego i tak nie korzystam - CNN, YT, Spolecznosciowki ... zasoby, ktore mnie interesuja znajduja sie na calym swiecie [sa rozlokowane na roznych serwerach]. Kwestie indeksowania globalnego i przegladania wynikow tez dalaby sie rozwiazac stosunkowo szybko.

Haslo klucz: decentralizacja. Poza tym nikt nie mowi o wycinaniu Polski z internetu. To amerykanie wycieliby sie z internetu, ale pozostale struktury wciaz by funkcjonowaly, jak punkty wielkiej pajeczyny ...

Technologicznie zatem jak najbardziej wykonalne.

 

I nie łudź się, że działania władz USA nie wpłyną na internet w innych krajach. Obecnie w Internecie działa 13 root serverów. Aż 10 z nich znajduje się na terenie USA.

Przeceniasz mozliwosci USA. Powrot do slowa-klucza - decentralizacja. Nie doceniasz zas uzytkownikow internetu nie bedacych de facto amerykanami ... :D a bedacych specjalistami i posiadajacymi srodki. Sadzisz, ze sieci akademickie, medyczne, bankowe, etc moglyby sobie pozwolic na paraliz? nie. To umocniloby jedynie -  po poczatkowej chwilowej panice - zdecentralizowana strukture internetu.

W swiecie OSS stworzenie infrastruktury nie wiaze sie juz z uzyskiwaniem pozwolen. Wystarczy sprzet, oprogramowanie i wiedza.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@marc: odniosę się tylko do tej "świadomości" - na jakiej podstawie stwierdzasz, że obywatele USA są jednymi z najmniej świadomych? Dysponujesz jakimiś badaniami na ten temat?

 

Przykład z PL jest kompletnie nietrafiony. Co takiego niby zrobili obywatele - oprócz popyskowania sobie na forach, co robią codziennie i na najróżniejsze tematy - by cenzura internetu nie stała się faktem? Nic.

W USA istnieją tysiące organizacji społecznych, z czego kilka tak potężnych, że są w stanie wydać miliony na kampanie propagandowe, wynajęcie lobbystów czy w końcu spory sądowe z najpotężniejszymi koncernami na świecie lub administracją prezydencką. Masz w Polsce coś takiego?

 

No i najświeższy przykład z Polski - ostatnie naloty skarbówki na sklepy z dopalaczami. W USA takie działanie władz spotkałoby się z ostrym protestem w Kongresie, potężną awanturą w mediach, oskarżeniami o łamanie obywatelskich oraz procesami sądowymi.

Dlaczego? Ano dlatego, że to działanie typowe dla różnych dyktatur - władzy nie podobają się obywatele, więc szuka na nich haka, by ich zniszczyć (a raczej zniszczyć ich LEGALNIE DZIAŁAJĄCĄ firmę). W normalnym kraju, gdzie obywatel jest podmiotem, jest traktowany jak partner, takie działania są nie do pomyślenia. Władza nie może wyznaczać sobie obywateli, którzy jej się nie podobają i wysyłać do nich policję/skarbówkę/służby specjalne by znalazły coś, co pozwoli obywatela zniszczyć.

Pokaż mi, jak to się nasze wspaniałe społeczeństwo wykazało w tej sprawie świadomością?

 

Świadomość obywatelska nie polega na pyskowaniu na forach, bo to niczego nie daje. PO nie wycofało się z projektów cenzury internetu dlatego, że ktoś coś w internecie napisał. Podobnie jak nie wycofali się projektów płatnych obwodnic miast z tego powodu. Wszystko zbiegło się z terminem wyborów.

 

Świadomość obywatelska polega na tym, że obywatele walczą o swoje prawa, mają cele, które chcą zrealizować. Starają się kontrolować władzę. I pomagają sobie nawzajem.

 

O poteżnych organizacjach (np. ACLU) już wspominałem. Ale to się odbywa też na szczeblu lokalnym. Ot, prosty przykład. Ostatnio widziałem program o dziewczynce, która cierpi na jakieś tajemnicze zaburzenia polityki energetycznej organizmu. Niby jest zdrowa, ale jej organizm nie potrafi się chłodzić. W efekcie nie może wychodzić na słońce, temperatury powyżej dwudziestu kilku stopni są już dla niej zagrożeniem.

Dziewczynka mieszka w jakimś niewielkim miasteczku. Gdy o jej problemie dowiedzieli się sąsiedzi, lokalne kółko weteranów wojskowych zrobiło wśród swoich członków zrzutę i kupiło jej jakąś specjalistyczną kamizelkę chłodzącą używaną w wojsku. To jest społeczeństwo obywatelskie, a nie wielka polska akcyjność od przypadku do przypadku, gdy coś w telewizji nagłośnią i jedyny wysiłek, jak trzeba zrobić, to wysłać SMS-a.

Świadomość obywatelska polega na tym, że jak widzę syfiarza wywożącego śmieci do lasu, to dzwonię na policję, a nie odwracam się i udaję, że wszystko jest w porządku.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Czyli robimy "internet" tylko za pomocą własnych polskich zasobów. Bez Google'a, YouTube'a, Facebooka, CNN, BBC i tysięcy innych witryn, tak?

Nie mówiłem, że „robimy”, tylko że kilka krajów planowało. I nigdzie nie mówiłem, że „bez”.

 

Masz rację odnośnie nierealności fizycznej separacji sieci.

I nigdzie nie wspominałem o fizycznej separacji sieci, a nawet wyraźnie wręcz przeciwnie.

 

Nawet jeżeli jest to teoretycznie możliwe, to jednocześnie oznacza też powrót do internetowej epoki kamienia łupanego.

Alternatywne serwery DNS istnieją od dawna, kierując ruch wg własnych zasad i własnej listy TLD i jakoś nikt nigdzie się nie cofnął do internetowej epoki kamienia łupanego, a nawet przeciwnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli idzie o "wyłączenie internetu" to jestem zdania ze jak by nie USA to by go nie było i jednak coś do powiedzenia w tej sprawie maja. GPS tez jest made in USA i tez mogą go w każdej chwili wyłączyć to ze korzysta z niego cały świat nie daje podstaw żeby się komuś wpieprzać z butami do ogródka. Co więcej nikt nie protestował jak amerykanie wprowadzali odbiorniki "w błąd" by zmniejszyć dokładność.

 

Kolejna sprawa "wyłączyć internet" co oni wyłącza? Sami siebie wyłączą domeny przestaną działać może. W najgorszym wypadku taki "wyłączony internet" będzie oferował to co narodowy w najlepszym. Przecież siec w Rumuni nie przestanie działać dlatego ze ktoś tam coś w USA wyłączył przecież ona miała przetrwać atak jądrowy. Open internet może i by mi się podobał ale to nie ma szans działać wydajnie o ile wcale. Nie te czasy jak by powstawał równolegle to tak dziś nic z tego nie będzie, poza tym nawet jak by coś takiego było technicznie możliwe to zostało by to ukręcone prawnie jeśli nie było by nad tym kontroli.

Wyobraźcie sobie ping Kraków Warszawa z data center do data center a wyobraźcie sobie taki ping lecący jakaś struktura rozproszoną otwarta po sieciach wifi lanach i tak dalej w ogóle jak to routować żeby się to nie rozsypało albo samo siebie nie zatkało?

A narodowy internet to pomysł tak genialny jak biblioteka tylko na to już ktoś wpadł. A jesli zakładamy dostęp do całej reszty natywnego internetu to cóż z grubsza to mniej wiecej w ten sposób działa. Przecież infrastruktura w Polsce nie jest własnością USA. Generalnie tu tez kwestia jest taka na jakim poziomie rozmawiamy o internecie.

 

Kolejna sprawa to my tez mieszkamy w rezerwacie. Jeszcze niedawno był bym skłonny spieprzać kajakiem do Australii ale nawet na to mi ochota ostatnio przeszła.

 

Służb mogących pchać się z buciorami w nasze życie jednym tchem nie wymienię

Ale kilka szybkich przykładów z głowy wolności w naszym państwie:

  • -UKE buduje system lokalizacji alarmowej telefonów o wydajności na minute o rząd większej niż wszystkich karetek jest w Polsce,
  • -Poczta polska loguje nadawców i odbiorców listów (i każdy większy operator ma taki obowiązek) wpadł RPO z GIODO na kontrole twierdząc ze to niedopuszczalne ale im musiały rurki zmięknąć bo w końcu stwierdzili ze wszystko jest w porządku http://www.giodo.gov.pl/1520001/id_art/2715/j/pl/
    Co ciekawe słyszałem o przypadku zwrotu listu z dwoma adresatami z tego samego adresu
  • -Według projektu zmiany prawa bankowego który nie wiem jak skończył prokurator miał móc uzyskać dostęp do konta osoby fizycznej prowadzącej działalność gosp bez nakazu
  • -Skarbówka ma uprawnienia do dostępu do danych operatorów telekomunikacyjnych w tym wspomnianych danych na poczcie
  • -Komornicy dostali dostęp do ksiąg wieczystych przez internet (ale zwykli ludzie na szczęście też co życie może ułatwić )
  • -Skoki z CBA maja umowę na kablowanie już jakiś czas
  • -Pod pretekstem marchewki pod tytułem prawa konsumenckie zgodnie z wyrokiem trybunału europejskiego wprowadzono rejestracje prepaidów na szczęście nieobowiązkową
  • -Państwowa inspekcja pracy też jakoś ostatnio dostała jakieś nowe uprawnienia
  • -CBA ma dostęp do danych Zus w zasadzie z tego co pamietam dość nieskrepowany
  • -A jak już jesteśmy przy internecie to szefem NASK jest były (przynajmniej taka należy mieć nadzieje) pracownik ABW a w komisji był jego były podwładny

 

I tak dalej i dalej a wy się martwicie tym ze sobie prezydent USA może Facebooka wyłączyć którego mógł wyłączyć zawsze. Może jak by nie miał guzika atomowego pozwalającego na wyłączenie świata to był by to problem wart zainteresowania.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@marc: odniosę się tylko do tej "świadomości" - na jakiej podstawie stwierdzasz, że obywatele USA są jednymi z najmniej świadomych? Dysponujesz jakimiś badaniami na ten temat?

Nie jestem badaczem socjologii, ale z takimi badaniami mozna sie zetknac na co dzien. Nie mam specjalnie czasu, aby w tej chwili szukac, jednak niejednokrotnie takowe widywalem i jasno stanowily one, ze poziom edukacji w USA jest nieporownywalnie mniejszy, niz w pozostalych krajach swiata, co wiecej - wciaz spada. Dlaczego mowie o edukacji? a no dlatego, ze przeklada sie ona na swiadomosc obywatelska niemal we wszystkich dziedzinach zycia.

 

Przykład z PL jest kompletnie nietrafiony. Co takiego niby zrobili obywatele - oprócz popyskowania sobie na forach, co robią codziennie i na najróżniejsze tematy - by cenzura internetu nie stała się faktem? Nic.

 

Hm, sadzilem, ze skoro odnosisz sie do tej kwestii, to zdajesz sobie sprawe z faktu debaty, ktora miala miejsce w tamtym czasie, a w ktorej uczestniczyl Donald Tusk, czesc oficjeli rzadowych i przedstawiciele srodowisk okolo-internetowych. Jesli nie - odsylam do google :D dyskusja byla interesujaca, choc wg mnie 'internet' nie byl w pelni doreprezentowany.

 

W USA istnieją tysiące organizacji społecznych, z czego kilka tak potężnych, że są w stanie wydać miliony na kampanie propagandowe, wynajęcie lobbystów czy w końcu spory sądowe z najpotężniejszymi koncernami na świecie lub administracją prezydencką. Masz w Polsce coś takiego?

Otoz w Polsce - w razie powaznych problemow - istnieje zjawisko pospolitego ruszenia, co mozna bylo zaobserwowac w przypadku wspomnianej proby wprowadzenia blokady internetu [mowiac w skrocie]

 

No i najświeższy przykład z Polski - ostatnie naloty skarbówki na sklepy z dopalaczami. W USA takie działanie władz spotkałoby się z ostrym protestem w Kongresie, potężną awanturą w mediach, oskarżeniami o łamanie obywatelskich oraz procesami sądowymi.

Dlaczego? Ano dlatego, że to działanie typowe dla różnych dyktatur - władzy nie podobają się obywatele, więc szuka na nich haka, by ich zniszczyć (a raczej zniszczyć ich LEGALNIE DZIAŁAJĄCĄ firmę). W normalnym kraju, gdzie obywatel jest podmiotem, jest traktowany jak partner, takie działania są nie do pomyślenia. Władza nie może wyznaczać sobie obywateli, którzy jej się nie podobają i wysyłać do nich policję/skarbówkę/służby specjalne by znalazły coś, co pozwoli obywatela zniszczyć.

Powoli ... widze, ze reprezentujesz taki oglad pojecia WOLNOSCI, ktory nie uwzglednia ODPOWIEDZIALNOSCI. Ten typ interpretacji tego pojecia jest przynalezny Amerykanom. Spoleczenstwo amerykanskie sadzi, ze ma prawo posiadac bron, ale juz kwestia wziecia odpowiedzialnosci za jej nieprawidlowe uzycie nie jest w ogole rozpatrywana przez jednostki. W Polsce sprawa wyglada na szczescie inaczej, bo tutaj WOLNOSC=WOLNOSC dzialania + ODPOWIEDZIALNOSC za siebie i innych. Jesli ktos takiej odpowiedzialnosci nie przejawia, to jest za to - slusznie - karany i nie jest to ograniczanie jego praw, lecz egzekwowanie szeroko pojetej sprawiedliwosci, a przynajmniej faktu, iz naruszyl on nietykalnosc innego czlowieka. Kwestia dopalaczy nie jest w ogole kontrowersyjna. Jesli handlujesz towarem, ktory szkodzi ludziom, a nie zostal dopuszczony do uzytku, to mozesz sie spodziewac nieprzyjemnosci i przymusowego zamnkniecia biznesu. Mowienie w tym przypadku o lamaniu prawa przedsiebiorcy jest niedorzecznoscia i odwroceniem zwiazku przyczynowo-skutkowego. To ty szkodzisz, wiec prawo cie powstrzymuje. Rozumiem, ze na handel bronia tez bys sie zgodzil? na czarno naturalnie ... 'ot, uczciwy handel bronia na ulicach Warszawy' ... dlaczego ktos mialby miec ci to za zle?

Nie mozna dochodzic do absurdow, gdy np prawa mordercy do zachowania anonimowosci, etc sa wazniejsze, niz prawa ofiary, lub jej rodzin. Ten blad czynia amerykanie wlasnie poprzez niewlasciwe rozumienie pojecia wolnosci, ktore pozbawione jest w ich przypadku odpowiedzialnosci.

 

Świadomość obywatelska nie polega na pyskowaniu na forach, bo to niczego nie daje. PO nie wycofało się z projektów cenzury internetu dlatego, że ktoś coś w internecie napisał. Podobnie jak nie wycofali się projektów płatnych obwodnic miast z tego powodu. Wszystko zbiegło się z terminem wyborów.

 

Świadomość obywatelska polega na tym, że obywatele walczą o swoje prawa, mają cele, które chcą zrealizować. Starają się kontrolować władzę. I pomagają sobie nawzajem.

Niepotrzebnie ostre slowa. Swiadomosc obywatelska polega na reagowaniu. W demokraji sluza temu celowi petycje, dzialania zbiorowe, manifestacje, protesty, projekty uchwal. Zgadzam sie z toba w kwestii reagowania na lamanie prawa - w pelnej rozciaglosci :D

 

Przyklad dziewczynki to dobry przyklad, a takich inicjatyw jest w Polsce, ale i na calym swiecie wiele. Nie za bardzo rozumiem dlaczego go w tym miejscu zastosowales. To oczywistosc.

 

 

W kwestii argumentu o pochodzeniu danego rozwiazania: to, ze internet zostal stworzony w USA [koncept] nie oznacza jeszcze, ze USA maja nad nim kontrole. Wiesc gminno-reklamowa glosi, ze wycieraczki samochodowe stworzyli Polacy, a mimo to nie kontrolujemy ich produkcji na calym swiecie. Znow brniemy w absurdy z takimi niedorzecznosciami, panowie. Po to internet powstal jako siec zdecentralizowana, aby bylo mozliwe komunikowanie sie nawet pomimo padu wiekszosci segmentow sieci. Sadzilem, ze to oczywiste dla osob znajacych historie powstania internetu, a tymczasem wciaz przetacza sie tutaj tez bezmyslny argument o pochodzeniu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
I tak dalej i dalej a wy się martwicie tym ze sobie prezydent USA może Facebooka wyłączyć którego mógł wyłączyć zawsze. Może jak by nie miał guzika atomowego pozwalającego na wyłączenie świata to był by to problem wart zainteresowania. 

Nikt takiego guzika nie ma (to ściema) :D .

Share this post


Link to post
Share on other sites

@marc:

1. Poziom edukacji spada? Aha.... Harvard, Stanford, Princeton, MIT, UCLA, Caltech... rzeczywiście, tragedia. Dobrze, że w Polsce aż tak nie spadł, bo inaczej UJ nie wypuszczałby dziesiątkow noblistów.

 

2. I co z tej debaty? Powtarzam - przedwyborcza zagrywka. Robi się to tak: najpierw puszcza się głupi pomysł, który nie będzie się ludziom podobał. A potem KONKRETNA osoba, kojarzona z naszym środowiskiem, odwołuje pomysł. A lud szaleje z radości i wdzięczności. Popatrz sobie np. w sieci... tysiące ludzi narzeka na służbę zdrowia. Czy mamy w PL jakąkolwiek potężną organizację społeczną, która domaga się jej reformy? Czy mamy wielotysięczne demonstracje, wymuszające na rządzących zrobienia czegoś?

A zobacz co się dzieje w USA, gdy im się coś bardzo nie podoba. Kolosalne demonstracje za i przeciw wojnie, za i przeciw przymusowym ubezpieczeniom społecznym. Walka na każdym poziomie. Od demonstracji ulicznych, poprzez spory sądowe, po profesjonalny lobbing w parlamencie. Na tym właśnie polega społeczeństwo obywatelskie. Tego o nas nie ma.

 

3. Najwyraźniej różnimy się poglądem na to, czym jest wolność. Otóż w normalnym kraju dozwolone jest to, co nie jest zabronione. Sklepy handlujące dopalaczami nie łamią prawa. Handlują całkowicie zgodnie z prawem. Nie podobają się władzy, która szuka na nich haka.

A wolnosć to nie jest odpowiedzialność za INNYCH. To odpowiedzialność za SIEBIE. Jakie masz prawo do decydowania o tym, co jest dobre dla INNYCH? Żadne. I co znaczy odpowiedzialność za INNYCH? Ze ponosisz konsekwencje za czyny innych? To jesteś ich niewolnikiem. Że masz prawo decydować, co inni mogą robić - to oni są Twoimi niewolnikami. Odpowiadać możesz tylko za siebie i osoby pozostające pod Twoją opieką (dzieci).

Dałeś się nabrać na stare brednie władzy o tym, że robi to "dla dobra" innych. A co, jeśli ci inni nie chcą tego dobra? Dorosły człowiek ma prawo sobie szkodzić.

Zauważ, że taki sposób myślenia, jaki prezentujesz, daje władzy prawo do zrobienia dowolnej rzeczy. Mogą zabronić alkoholu, papierosów, tłustego jedzenia, ruchu samochodowego - przecież to wszystko zabija każdego roku dziesiątki tysięcy ludzi.

Natomiast dopalacze są sprzedawane w Polsce CAŁKOWICIE zgodnie z prawem. Gdyby tak nie było, toby władzuchna już te sklepy pozamykała. A tak nasyła służby państwowe, by szukały haków. Przy tak biernej postawie społeczeństwa, czy wręcz przy akceptacji takich działań, możemy wkrótce doczekać czasów, gdy coś napiszesz w Sieci, co nie spoodba się władzy i nagle skarbówka zacznie przyglądać się Twojemu majątkowi, inspekcja budowlana wpadnie Ci do domu poszukać jakichś nieprawidłowości, a drogówka dostanie prikaz, coby przy każdej możliwej okazji sprawdzać, czy masz w pełni sprawny samochód i wozisz ze sobą apteczkę.

W ogołe mieszasz pojęcia. To właśnie u nas najróżniejszego rodzaju bandyci są lepiej chronieni niż obywatele. To u nas gdy np. producent sprzedaje przeterminowaną, zepsutą żywność, to nazwa producenta nie jest nigdy podawana do wiadomości publicznej. Sanepid - państwowa instytucja zobowiązana do ochrony zdrowia społeczeństwa, ukrywa taką informację, a zatem szkodzi społeczeństwu.

To w USA obywatel może sprawdzić czy w jego okolicy nie mieszka pedofil i chronić dzięki temu swoje dzieci. W Polsce obowiązuje ochrona wizerunku bandytów i jest to uchylane wyjątkowo.

 

4. Co do pochodzenia. W praktyce jest tak, że USA w chwili obecnej sprawują kontrolę nad internetem. I taki jest fakt, niezależnie od tego, czy nam się to podoba, czy nie. Być może z czasem, gdy inne kraje będą na siebie przejmowały obowiązek utrzymywania istotnych segmentow sieci, to się to zmieni. Ale obecna pozycja USA jest taka a nie inna. To co zrobią z internetem odbije się na calym świecie. Podobnie jak to, co zrobią z gospodarką. Wypracowali sobie taką pozycję na świecie i ją mają. Inne kraje starają się o to samo.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Otóż w normalnym kraju dozwolone jest to, co nie jest zabronione. Sklepy handlujące dopalaczami nie łamią prawa. Handlują całkowicie zgodnie z prawem. Nie podobają się władzy, która szuka na nich haka.

To mamy chyba po PRLu.

 

Jakie masz prawo do decydowania o tym, co jest dobre dla INNYCH?

W tym z kolei celują maniacy religijni.

 

Prawo bez sprawiedliwości może zachęcać do przestępstw. Sprawiedliwość bez prawa może owe przestępstwa pochwalać. Biada ludowi' date=' którego władca stosuje takie prawo i sprawiedliwość.[/quote']

Share this post


Link to post
Share on other sites

1. Poziom edukacji spada? Aha.... Harvard, Stanford, Princeton, MIT, UCLA, Caltech... rzeczywiście, tragedia.

Kazdy kraj ma kilka swietnych uniwersytetow i politechnik i to jeszcze o niczym nie swiadczy. Ponadto: warto zauwazyc, ze doktoranci. profesorowie i studencji amerykanskich uczelni to na ogol ludnosc naplywowa, imigranci. To nie czyni *amerykanow* bardziej swiadomymi jako narod, ale Panstwo amerykanskie lepiej rozwinietym. Warto miec na uwadze ten *drobny* fakt.

2. I co z tej debaty? Powtarzam - przedwyborcza zagrywka. Robi się to tak: najpierw puszcza się głupi pomysł, który nie będzie się ludziom podobał. A potem KONKRETNA osoba, kojarzona z naszym środowiskiem, odwołuje pomysł. A lud szaleje z radości i wdzięczności.

Jesli wszedzie doszukujemy sie ukladow i zagrywek, to tak. Jesli nie, to mozna smialo powiedziec - bez karmienia fobii i uprzedzen - ze bylo to demokratycznie wypracowane porozumienie. Warto tez dodac, ze projekt tej ustawy wyplywal z niewiedzy. Trudno zarzucic tutaj politykom zla, intencjonalnie zla wole. Mieli kiepskich doradcow. Calosc wyszla wlasnie w tej debacie, o ktorej wspominalem.

A zobacz co się dzieje w USA, gdy im się coś bardzo nie podoba. Kolosalne demonstracje za i przeciw wojnie, za i przeciw przymusowym ubezpieczeniom społecznym. Walka na każdym poziomie. Od demonstracji ulicznych, poprzez spory sądowe, po profesjonalny lobbing w parlamencie. Na tym właśnie polega społeczeństwo obywatelskie. Tego o nas nie ma.

Drogi Mariuszu, dostrzegam twoje zauroczenie amerykanskim modelem 'demokracji', ale zareczam ci, ze model ten jest polowiczna trescia opakowana w pelne i kolorowe opakowanie. Prawda jest nieco mniej optymistyczna - wyborcy amerykanscy na niewiele rzeczy maja wplyw, wybory sprowadzaja sie do powierzchownej oceny wygladu kandydatow i - z rzadka - dwoch sloganach, zas liczy sie 'marketing polityczny', a wiec cos, co powstalo wlasnie w Stanach ... trudno wiec mowic o swiadomosci amerykanow jako narodu. Amerykanie sa wciaz manipulowani, a zabieg, ktory zarzucasz Polskiemu rzadowi w sprawie blokady internetu [umowny skrot] wykonuja bezustannie na swoim podworku: rzuca sie haslo terroryzm, po czym pod pozorem walki z fikcyjnym zjawiskiem ogranicza sie podstawowe prawa i wolnosci obywateli, jednak ci nie buntuja sie, ze zaczyna sie kazdego z nich traktowac jak kryminaliste i potencjalnego zamachowca-samobojce, gdyz to 'w imie bezpieczenstwa kraju - Homeland Security' ... to bardzo slabe zagranie, ktore dostrzeze kazdy myslacy czlowiek. Amerykanie preferuja czuc - strach, radosc, wiare, dume; anizeli logicznie myslec. Szkoda mi tylko tej minimalnej warstwy amerykanskich intelektualistow, ktorzy znajduja sie w potrzasku populizmu i razacego naduzywania przez wladze kompetencji w imie walki 'ze zlem'.

Ameryka to kraj sprzecznosci: jednosc kraju przy podziale na 51 stanow [w jednym kara smierci obowiazuje, w innym nie, itd. Nie ma to jak jednomyslnosc], wolnosc bez udzialu odpowiedzialnosci ... itd.

3. Najwyraźniej różnimy się poglądem na to, czym jest wolność. Otóż w normalnym kraju dozwolone jest to, co nie jest zabronione. Sklepy handlujące dopalaczami nie łamią prawa. Handlują całkowicie zgodnie z prawem. Nie podobają się władzy, która szuka na nich haka.

Gdyby tak jeszcze mlodziez, ktora nie ma w pelni uksztaltowanej osobowosci i poczucia odpowiedzialnosci wiedziala, ze nie powinna w tych sklepach kupowac i zazywac srodkow, to nie byloby koniecznosci blokowania inicjatyw ich sprzedawania. A pojecie wolnosci 1 lub 0 jest nielogiczne. Mam rozumiec, ze jesli nie jest zabronione wykorzystywanie seksualne zwierzat, to mozna je wykorzystywac? gdzie w tym logika?

A wolnosć to nie jest odpowiedzialność za INNYCH. To odpowiedzialność za SIEBIE. Jakie masz prawo do decydowania o tym, co jest dobre dla INNYCH? Żadne. I co znaczy odpowiedzialność za INNYCH? Ze ponosisz konsekwencje za czyny innych? To jesteś ich niewolnikiem. Że masz prawo decydować, co inni mogą robić - to oni są Twoimi niewolnikami. Odpowiadać możesz tylko za siebie i osoby pozostające pod Twoją opieką (dzieci).

Widzisz, w gruncie rzeczy mowimy o tym samym, ale nie do konca sie rozumiemy. Otoz chodzi o to, ze konsekwencje moich czynow wplywaja na innych i w tym rozumieniu jestem za nich odpowiedzialny. Jesli kupie sobie bron i zaczne strzelac do ludzi [co ma - nota bene - czesty udzial w USA - poklosie opacznego rozumienia *wolnosci* i braku odpowiedzialnosci] to wyrzadzam im krzywde, jesli zrobilem to bez poczucia odpowiedzialnosci za swoje czyny, ktore wplywaja na innych, a wiec posrednio i za nich. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku prowadzenia samochodu, ktory stanowi kilkaset kg broni na kolkach usmiercajacej tygodniowo mnostwo osob - przez brak swiadomosci kierowcy, ze samochod to nie tylko wygoda i wolnosc, ale i odpowiedzialnosc za pieszych, za swoje dzialania, etc. Wolnosc to nie tylko bezmyslne szumienie, ale i odpowiedzialnosc.

Dałeś się nabrać na stare brednie władzy o tym, że robi to "dla dobra" innych. A co, jeśli ci inni nie chcą tego dobra? Dorosły człowiek ma prawo sobie szkodzić.

Zauważ, że taki sposób myślenia, jaki prezentujesz, daje władzy prawo do zrobienia dowolnej rzeczy. Mogą zabronić alkoholu, papierosów, tłustego jedzenia, ruchu samochodowego - przecież to wszystko zabija każdego roku dziesiątki tysięcy ludzi.

Ciesze sie, ze to zauwazyles, a przy tym popadles w sprzecznosc, Mariuszu. Pare linijek wyzej piszesz o bezpeczenstwie i odpowiedzialnosci za swoje dzieci, a kiedy Panstwo przychodzi ci z pomoca i chce zamknac dzialalnosc czlowieka, ktory naraza na szwank zdrowie i byc moze zycie twoich dzieci poprzez sprzedaz dopalaczy, to twierdzisz co nastapilo w tym akapicie.

Sugerowalbym, abys nie wydawal sadow na moj temat. Nie znamy sie. Ja uwazam sie za jednostke swiadoma i sam rezygnuje z tego, co mi szkodzi. Problem przytoczonego przez ciebie przykladu polega na tym, ze [w kontekscie wolnosci i odpowiedzialnosci] pijac, zazywajac narkotyki szkodzisz bezposrednio sobie, zas *handlujac* narkotykami [w tym dopalaczami jako dalekimi pochodnymi] szkodzi sie innym ludziom tak, jak szkodzisz im jezdzac nieumiejetnie samochodem, czy dostajac w USA bron do 'obrony wlasnej' nie bedac nawet przebadanym psychologicznie.

Natomiast dopalacze są sprzedawane w Polsce CAŁKOWICIE zgodnie z prawem. Gdyby tak nie było, toby władzuchna już te sklepy pozamykała. A tak nasyła służby państwowe, by szukały haków.

Alez Mariuszu - wladza wlasnie robi to, o czym napisales. Bada szkodliwosc, nowelizuje ustawy i zamyka dzialalnosc, ktora stwarza zagrozenie.W takich sytuacjach wazne jest szybkie reagowanie, bo twoje dzieci nie beda czekaly rok z zazywanieam chemii ze sklepiku osiedlowego do momentu, az rzad uchwali stosowna ustawe.

Przy tak biernej postawie społeczeństwa, czy wręcz przy akceptacji takich działań, możemy wkrótce doczekać czasów, gdy coś napiszesz w Sieci, co nie spoodba się władzy i nagle skarbówka zacznie przyglądać się Twojemu majątkowi, inspekcja budowlana wpadnie Ci do domu poszukać jakichś nieprawidłowości, a drogówka dostanie prikaz, coby przy każdej możliwej okazji sprawdzać, czy masz w pełni sprawny samochód i wozisz ze sobą apteczkę.

Mariuszu, 'ale to juz bylo' - za rzadow PiS ... kazdy byl z miejsca podejrzany, panstwo przybieralo niebezpieczne totalitarnego charakteru, wszedzie doszukiwano sie mitycznego 'klasowego wroga', pobudki o 6 rano, wejscie z bronia ... mozna mnozyc. Warto pamietac, naprawde. Nie chcemy chyba powtorki z IV Rzeszy Niemieckiej? Do tego prowadzi nieufnosc, strach, zawisc, frustracja i mania wielkosci.

W ogołe mieszasz pojęcia. To właśnie u nas najróżniejszego rodzaju bandyci są lepiej chronieni niż obywatele. To u nas gdy np. producent sprzedaje przeterminowaną, zepsutą żywność, to nazwa producenta nie jest nigdy podawana do wiadomości publicznej. Sanepid - państwowa instytucja zobowiązana do ochrony zdrowia społeczeństwa, ukrywa taką informację, a zatem szkodzi społeczeństwu.

Nie znam takich przypadkow, ale chetnie sie z nimi zapoznam, jesli dysponujesz konkretnymi przypadkami. Twoje uogolnienie wskazywaloby na to, ze jest to dzialanie nagminne i powszechne, na polkach sklepowych znajduja sie zatem - jak rozumiem - same towary, ktorych nie powinno tam byc?

To w USA obywatel może sprawdzić czy w jego okolicy nie mieszka pedofil i chronić dzięki temu swoje dzieci. W Polsce obowiązuje ochrona wizerunku bandytów i jest to uchylane wyjątkowo.

Pedofil jest wg ciebie pedofilem od urodzenia? jesli nim zostaje, to rejestruje sie w Urzedzie ODchylen Psychicznych? Nie kazdy pedofil siedzi 'od pierwszego dziecka' w wiezieniu, a wielu z nich to szanowane osobistosci - patrz, afera doktora S. ... Pomijam fakt, ze kazdy czlowiek ma swoje prawa podstawowe. Widze zatem kolejna sprzecznosc - mowisz o wolnosci jednostki do granic absurdu, ale odmawiasz jej pedofilom w rozumieniu sprawiedliwego osadu i mozliwosci kontynuowania zycia, ze sie tak wyraze, po odsiedzeniu swojego? bo to w USA problem, jak sam zauwazyles ...

4. Co do pochodzenia. W praktyce jest tak, że USA w chwili obecnej sprawują kontrolę nad internetem. I taki jest fakt, niezależnie od tego, czy nam się to podoba, czy nie. Być może z czasem, gdy inne kraje będą na siebie przejmowały obowiązek utrzymywania istotnych segmentow sieci, to się to zmieni. Ale obecna pozycja USA jest taka a nie inna. To co zrobią z internetem odbije się na calym świecie. Podobnie jak to, co zrobią z gospodarką. Wypracowali sobie taką pozycję na świecie i ją mają. Inne kraje starają się o to samo.

Nie moge sie zgodzic z ta opinia. Moge powtorzyc jedynie po raz kolejny haslo 'zdecentralizowany charakter stryuktury internetu' ...

 

Pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites
Pedofil jest wg ciebie pedofilem od urodzenia? jesli nim zostaje, to rejestruje sie w Urzedzie ODchylen Psychicznych? Nie kazdy pedofil siedzi 'od pierwszego dziecka' w wiezieniu, a wielu z nich to szanowane osobistosci - patrz, afera doktora S. ... Pomijam fakt, ze kazdy czlowiek ma swoje prawa podstawowe. Widze zatem kolejna sprzecznosc - mowisz o wolnosci jednostki do granic absurdu, ale odmawiasz jej pedofilom w rozumieniu sprawiedliwego osadu i mozliwosci kontynuowania zycia, ze sie tak wyraze, po odsiedzeniu swojego? bo to w USA problem, jak sam zauwazyles ...

 

Teraz Ty sam sobie przeczysz. Zauważ, że pedofile prawie zawsze są seryjni. Po drugie - gdyby umieli się kontrolować, to by ani razi nie trafili do więzienia i ochrona ich wizerunku byłaby zbyteczna. A rzecz najważniejsza, ostatnia: jako jednostka mam gdzieś dobro pedofila - ba, czerpałbym pewien rodzaj satysfakcji z jego niedoli, czasem nazywany "poczuciem sprawiedliwości".

 

Rozumiem, że każdy powinien mieć prawo nie zapinać pasów, jego życie. Ale drogi są wspólne, więc pijakom za kierownicą powinno się odbierać prawo jazdy, samochód i ew. dom, bo narażają na śmierć innych. Tak samo ja - i chyba spora grupa ludzi - postrzega problem pedofilii. Nawet 12-letnie dziecko wie, że pedofilia krzywdzi i że konsekwencją jest więzienie albo sterylizacja. Prawa jednostki = odpowiedzialność za swoje czyny.

 

Dlatego sądzę, że publikowanie danych pedofili - tych zweryfikowanych - jest jak najbardziej wskazane.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Teraz Ty sam sobie przeczysz. Zauważ, że pedofile prawie zawsze są seryjni. Po drugie - gdyby umieli się kontrolować, to by ani razi nie trafili do więzienia i ochrona ich wizerunku byłaby zbyteczna. A rzecz najważniejsza, ostatnia: jako jednostka mam gdzieś dobro pedofila - ba, czerpałbym pewien rodzaj satysfakcji z jego niedoli, czasem nazywany "poczuciem sprawiedliwości".

Zdecydujciez sie zatem - drodzy rozmowcy - chcecie anarchii i wlasnorecznego zarzynania wszelkich 'odchylen', czy tez oczekujecie, aby to Panstwo sprawowalo nad tym kontrole?

Chcecie samosadow i wieszaniu na drzewach, czy sprawiedliwego osadu przed trybunalem do tego powolanym?

 

Rozumiem, że każdy powinien mieć prawo nie zapinać pasów, jego życie. Ale drogi są wspólne, więc pijakom za kierownicą powinno się odbierać prawo jazdy, samochód i ew. dom, bo narażają na śmierć innych. Tak samo ja - i chyba spora grupa ludzi - postrzega problem pedofilii. Nawet 12-letnie dziecko wie, że pedofilia krzywdzi i że konsekwencją jest więzienie albo sterylizacja. Prawa jednostki = odpowiedzialność za swoje czyny.

Otoz to.

 

Dlatego sądzę, że publikowanie danych pedofili - tych zweryfikowanych - jest jak najbardziej wskazane.

Ja nie powiedzialem, ze nie. Osobiscie uwazam, ze tak, ale po osadzeniu. Moja odpowiedz i przyklad byla odpowiedzia na argumentacje Mariusza.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dla Mariusza:

 

The Internet has no centralized governance in either technological implementation or policies for access and usage; each constituent network sets its own standards.

 

Zasadniczo warto przeczytac calosc, by zrozumiec to, o czym pisalem wyzej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dla Mariusza:

 

Zasadniczo warto przeczytac calosc, by zrozumiec to, o czym pisalem wyzej.

 

Generalnie uwazam takze, ze tytul tego newsa powinien brzmiec nastepujaco:

 

"Spor o wladze nad amaerykanska czescia infrastruktury sieciowej"

Share this post


Link to post
Share on other sites

Alternatywne serwery DNS istnieją od dawna, kierując ruch wg własnych zasad i własnej listy TLD i jakoś nikt nigdzie się nie cofnął do internetowej epoki kamienia łupanego, a nawet przeciwnie.

Z erą kamienia łupanego chodziło o dostęp do zasobów, przykład z wikipedią - wyobraź sobie, że nagle masz dostęp tylko do polskiej wersji, oczywiście o ile wikipedia była by jeszcze dostępna, bo kraj z ich serwerami mógł się "odciąć" od reszty świata.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rozumiem, że o to ci chodziło, nie rozumiem tylko, skąd wziąłeś to „odcięcie”, skoro nic o nim nie pisałem? Ani wspomniana przeze mnie inicjatywa (głównie werbalna i traktowana jako argument przetargowy imho) nie planowała żadnego odcięcia, ani nie wynika ono z samej idei alternatywnych serwerów DNS/alternatywnej hierarchii domen. Istniejące obecnie lub w przeszłości takie inicjatywy, typu rozszerzenie sieci o „nieoficjalne” TLD nie powodowały żadnego odcięcia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niedługo po ataku na saudyjskie instalacje naftowe, który miał miejsce 14 września, Stany Zjednoczone przeprowadziły cyberatak na Iran, poinformowały dziennikarzy dwa anonimowe źródła w USA. Jeden z informatorów stwierdził, że atak miał na celu ograniczenie możliwości Teheranu w zakresie propagandowym. Miało też dojść do fizycznych uszkodzeń sprzętu, jednak brak tutaj szczegółowych danych.
      Wydaje się, że atak ten był bardziej ograniczony niż inne tego typu operacje przeciwko Iranowi, do których doszło od czerwca, kiedy to Iran zestrzelił amerykańskiego drona.
      Pentagon odmówił komentarzy. Ze względu na naszą politykę oraz z powodów bezpieczeństwa nie omawiamy operacji w cyberprzestrzeni, operacji wywiadowczych czy planistycznych, powiedziała rzecznik prasowa Pentagonu, Elissa Smith.
      Nie wiadomo, jaki skutek odniósł ten atak. Jednak działania w cyberprzestrzeni są postrzegane jako mniej prowokujące i łagodniejsze niż działania zbrojne. Można niszczyć przeciwnika bez zabijania ludzi czy wysadzania infrastruktury w powietrze. To zapewnia dodatkowe opcje, których wcześniej nie mieliśmy i mamy zamiar ich używać, mówi James Lewis, ekspert ds. cyberprzestrzeni w waszyngtońskim Center for Strategic and International Studies. Ekspert dodaje, że całkowite odstraszenie Iranu mogłoby być niemożliwe nawet za pomocą konwencjonalnych uderzeń zbrojnych.
      Wiadomo też, że Iran również aktywnie działa w cyberprzestrzeni. Hakerzy powiązani z rządem w Teheranie próbowali niedawno włamać się na konta pocztowe osób przygotowujących najbliższą kampanię prezydencką Donalda Trumpa. Iran jest też ważnym graczem na polu rozprzestrzeniania fałszych informacji na arenie międzynarodowej.
      Napięcie w tamtym regionie świata rośnie od maja ubiegłego roku, kiedy to USA wycofały się z porozumienia zawartego w 2015 roku. W jego ramach Teheran miał ograniczyć swój program nuklearny w zamian za złagodzenie sankcji gospodarczych. Podczas niedawnej konferencji prasowej prezydent Hassan Rouhani wykluczył możliwość dwustronnego porozumienia z Waszyngtonem do czasu, aż USA nie powrócą do porozumienia i nie złagodzą sankcji.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W ubiegłym tygodniu odbyła się 3-dniowa burza mózgów, w czasie której około 200 naukowców i przedstawicieli pacjentów chorujących na nowotwory dyskutowało o propozycji prezydenta Trumpa, który podczas styczniowego State of the Union zapowiedział przeznaczenie w ciągu 10 lat 500 milionów dolarów na badania nad nowotworami u dzieci. Jednym z głównych elementów planu jest utworzenie olbrzymiej bazy danych.
      Każdego roku nowotwory są diagnozowane u około 16 000 dzieci w USA. Nie wszystkie z nich przeżyją, a te, którym się to uda, często zmagają się ze skutkami ubocznymi leczenia. A gdyby wszystkie dane dotyczące takich dzieci, włącznie z datami ich urodzenia, wynikami testów genetycznych, informacjami o zażywanych lekach i wszelkimi danymi zdrowotnymi trafiły do jednej bazy danych, do której mieliby dostęp naukowcy zajmujący się badaniami nad nowotworami?
      Childhood Cancer Data Initiative (CCDI), jak taki projekt jest nazywany w National Cancer Institute (NCI), to ważna część planu zarysowanego przez prezydenta Trumpa. Mogłaby ona przynieść olbrzymie korzyści. Naukowcy mogliby dzięki niej opracować mniej szkodliwe metody leczenia czy w końcu dowiedzieć się, dlaczego u około 10% małych pacjentów chorujących na białaczkę choroba albo nie reaguje na leczenie, albo nawraca. Taka baza pomogłaby też w zwalczaniu rzadkich nowotworów, na które obecnie nie ma lekarstwa, gdyż naukowcy mogąc przeanalizować większą liczbę przypadków mogliby wyciągnąć jakieś wnioski.
      Jednak, jak zauważa szef NCI, Doug Lowy, gdyby stworzenie takiej bazy było prosto, to już byśmy ją stworzyli.
      Problem w tym, że dane medyczne dzieci i młodych dorosłych cierpiących na nowotwory są porozrzucane po wielu niekompatybilnych bazach danych. Znajdują się one m.in. w stanowych rejestrach osób cierpiących na nowotwory, bazach zawierających zsekwencjonowane genomy guzów nowotworowych, które są tworzone na potrzeby konkretnych projektów badawczych, znajdziemy je w bazie bazie Children's Oncology Group NCI, która prowadzi testy kliniczne. Wiele innych użytecznych danych pacjentów znajduje się w prywatnych praktykach lekarskich, różnych szpitalach, klinikach. Bardzo często nie są one zdigitalizowane, więc trzeba by te informacje ręcznie wprowadzić do systemów komputerowych. Osobny problem to dane z badań obrazowych, które trzeba by umieścić w takiej bazie wraz z odpowiednimi opisami i oznaczeniami. Żeby stworzyć taką jednolitą bazę trzeba  podjąć wiele decyzji dotyczących tego, jak głęboko sięgać w przeszłość. Czy na przykład, NCI powinna tworzyć profile genetyczne posiadanych przez siebie próbek guzów nowotworowych itp. itd.
      Eksperci, którzy uczestniczyli we wspomnianej burzy mózgów, zgodzili się co do tego, że w pierwszym etapie prac NCI musi stworzyć spis wszystkich istniejących baz danych i magazynów próbek. Pojawiła się też sugestia, że Instytut powinien w ciągu roku opracować sposób na połączenie pięciu największych istniejących pediatrycznych onkologicznych baz danych w jedną. Inny pomysł to wprowadzenie przez NCI numerów identyfikacyjnych pacjentów tak, by możliwe było ich śledzenie w różnych bazach. Jeszcze inny pomysł to stworzenie federalnej bazy danych badań przedklinicznych na zwierzętach, na wzór już istniejącej bazy danych badań klinicznych.
      Najbardziej jednak śmiałą propozycją było wpisanie każdego pacjenta nowotworowego do długoterminowego projektu danych populacyjnych. Niektórzy uczestnicy spotkania ostrzegali jednak przed „wynajdywaniem prochu na nowo”. Zauważyli, że istnieją już rozbudowane projekty badań populacyjnych, które obejmują wiele tysięcy ludzi. Nie ma sensu uwzględnianie w nich każdego człowieka, gdyż spowoduje to znaczące zwiększenie kosztów.
      National Cancer Institute zapowiada zebranie wszystkich pomysłów i przygotowanie podsumowania spotkania. Na razie wielką niewiadomą jest, jakie decyzje zapadną w Kongresie. Administracja prezydenta domaga się, by w budżecie na rok 2020 uwzględniono 50 milionów USD na rozpoczęcie prac nad CCDI. Kwota ta została uwzględniona w propozycji budżetowej Izby Reprezentantów, jednak Senat nie zaprezentował jeszcze projektu swojego budżetu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Narastająca wojna handlowa pomiędzy USA a Chinami ma coraz poważniejsze konsekwencje. Groźba nałożenia 25-procentowych ceł na produkty z Chin spowodowała, że wiele japońskich, amerykańskich, koreańskich i tajwańskich przedsiębiorstw opuszcza Chiny i przenosi produkcję do Azji Południowo-Wschodniej. Podobnie zaczynają postępować chińskie przedsiębiorstwa robiące interesy w USA, które przenoszą część, a czasem wszystkie swoje linie produkcyjne poza Państwo Środka.
      Chiny, największy światowy rynek elektroniki, od dawna były miejscem walki i magnesem dla zagranicznych przedsiębiorstw, które chciały skorzystać na taniej chińskiej sile roboczej. Z czasem pensje w Chinach zaczęły rosnąć, a gdy na to nałożyło się pogorszenie stosunków gospodarczych Chin i USA, firmy zaczęły coraz powszechniej opuszczać Chiny.
      Eksodus nie dotyczy jednak całości działań zagranicznych przedsiębiorstw. Większość ponadnarodowych koncernów przemieszcza poza Chiny jedynie te wydziały swoich firm, które mają związek z robieniem interesów z USA. Pozostałe wydziały i fabryki wciąż pracują, dostarczając towary na rynek chiński oraz inne rynki z wyjątkiem amerykańskiego. Zyskują na tym takie kraje jak Wietnam, Indie, Tajlandia czy Malezja, gdzie powstają fabryki obsługujące rynek USA.
      Wraz z przenoszeniem produkcji zmienia się też cały łańcuch dostaw. Dotychczas był skoncentrowany on w Chinach, jednak stopniowo rozprasza się po całej Azji Południowo-Wschodniej i do Indii. Wietnam stał się centrum intensywnej produkcji, w Malezji zagościły przedsięwzięcia związane z testowaniem i pakowaniem półprzewodników, a Indie stały się mekką dla producentów smartfonów i ich dostawców.
      Na amerykańsko-chińskim sporze handlowym wygrywa przede wszystkim Wietnam. W ubiegłym roku wartość zagranicznych inwestycji ulokowanych w tym kraju wyniosła 35,46 miliarda USD, a przemysł prywatny wytwarza już nawet 70% wietnamskiego PKB. Wietnam stosuje preferencyjne stawki podatkowe, jest członkiem WTO i TPP, a w październiku ubiegłego roku podpisał porozumienie o wolnym handlu z Unią Europejską. Ponadto firmom IT Wietnam oferuje 4-letnie zwolnienia podatkowe, a przez kolejnych 9 lat płacą one połowę normalnej stawki podatkowej. POnadto zagraniczni inwestorzy, który na własne potrzeby samodzielnie sprowadzają towary, jakich nie można kupić w Wietnamie, nie płacą ceł. Dotyczy to maszyn, pojazdów, urządzeń i wyposażenia linii produkcyjnych itp. Jakby jeszcze tego było mało, średni koszt siły roboczej w Wietnamie jest o 70% niższy niż w Chinach, niższe są też ceny ziemi. Swoją produkcję do Wietnamu przenoszą Foxcon, Compal, Liteon, Intel, LG, Lens Technology, Luxshare, Samsung czy Lumens.
      Dobrym przykładem skutków wojny celnej jest historia firmy Luxshare Precision, która dostarcza podzespołów dla Apple'a i Huawei. Już w 2016 roku firma zainwestowała 21 milionów dolarów w budowę fabryki w Wietnamie. Jej rzecznik prasowy informował, że krótkoterminowo przedsiębiorstwo jest w stanie dostarczyć towar swoim klientom bez potrzeby zmiany łańcucha dostaw, jeśli jednak spór na linii USA-Chiny będzie trwał, to w średnim i krótkim terminie firma zostanie zmuszona do przeniesienia produkcji poza Państwo Środka. Obecnie anonimowe źródła informują, że Luxshare rozważa zwiększenie możliwości produkcyjnych swojej wietnamskiej fabryki.
      Firmy uciekają też z Chin do Malezji. W latach 2017–2018 chińscy producenci półprzewodników Suzhou Good-Ark, Tongfu Microelectronics i Huatian Technology przejmowali kolejne malezyjskie zakłady testowania i pakowania półprzewodników. Fabryki w Malezji budują już Intel, Infineon, ASE i ST. Inwestują tam też Samsung, Jinjing Science & Technology i OSRAM. Rząd Malezji już w 2010 roku wprowadził liczne ułatwienia dla zagranicznych inwestorów.
      Inny przykład to Indie, które zwiększają produkcję smartfonów w obliczu osłabienia rynku tych urządzeń. Produkcja smartfonów w Indiach rośnie, a rząd zwiększa cła na sprowadzane telefony, co jest dodatkowym impulsem do lokowania produkcji w Indiach. Swoje urządzenia wytwarzają już tam Xiaomi, Huawei, OPPO czy Vivo, a ich dostawcy, tacy jak Yington Telecommunication, Holitech, Everwin Precision i inni podążają za klientami. Indyjska siła robocza jest tańsza niż chińska, a do budowy nowych fabryk w Indiach dodatkowo zachęca fakt, że te istniejące rzadko spełniają standardy oferowane przez chińskie fabryki, zatem bardziej opłaca się kupno ziemi i wybudowanie nowej fabryki niż przejmowanie już istniejącej.
      Wietnam, Malezja i Indie to główne kierunki migracji firm z Chin. Część z nich przenosi1 też produkcję do Tajlandii, Indonezji, na Filipiny, a nawet do USA i Meksyku. Wiele międzynarodowych koncernów unika koncentrowania zbyt dużych mocy produkcyjnych w jednym kraju. W obliczu ostatnich zawirowań politycznych uznają bowiem, że bardziej zdecentralizowane operacje są bezpieczniejsze i bardziej odporne na kryzysy polityczne.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Podczas tworzenia mapy struktur geologicznych pod dnem oceanu u północno-wschodnich wybrzeży USA naukowcy dokonali zaskakującego odkrycia. Zauważyli gigantyczne pokłady relatywnie słodkiej wody uwięzionej w porowatych osadach pod dnem oceanicznym. Wydaje się, że to największy taki zbiornik na świecie. Rozciąga się on pomiędzy Massachusetts po New Jersey. Gdyby zbiornik znajdował się na lądzie, utworzyłby jezioro o powierzchni około 39 000 kilometrów kwadratowych. Badania sugerują, że tego typu zbiorników może być znacznie więcej, a to dobra wiadomość dla świata, w którym coraz częściej mamy do czynienia z niedoborami wody pitnej.
      Wiedzieliśmy, że w izolowanych miejscach pod dnem uwięziona jest woda pitna. Nie znaliśmy jednak rozmiarów złóż. Mogą się one okazać niezwykle cenne w wielu cierpiących na niedobory wody częściach planety, mówi główna autorka badań, doktorantka Chloe Gustafson z Columbia University.
      Pierwsze wskazówki, że pod dnem jest słodka woda, pojawiły się w latach 70. kiedy firmy poszukujące ropy naftowej czasami trafiały na wodę pitną. Od tamtej pory naukowcy zastanawiali się, czy mamy do czynienia z izolowanymi kieszeniami z wodą, czy też z czymś większym.
      Przed 20 laty współautor obecnych badań, Kerry Key, rozpoczął w firmami naftowymi współpracę przy rozwoju technologii elektromagnetycznego obrazowania struktur pod dnem morskim. Przed kilku laty uczony zaczął się zastanawiać, czy nie można tej technologii zmodyfikować tak, by poszukiwać za jej pomocą słodkiej wody.
      Niedawno przeprowadzone badania i pomiary pól elektromagnetycznych. Wykorzystano przy tym wiatr słoneczny, wyładowania atmosferyczne oraz fakt, że słona woda jest lepszym przewodnikiem fal elektromagnetycznych niż woda słodka. Analizy wykazały, że mamy do czynienia z bardziej lub mniej ciągłym złożem słodkiej wody, rozciągającym się na odległość nawet 120 kilometrów i znajdujących się średnio na głębokości 180 metrów pod dnem, a głębokość zbiornika wynosi również około 180 metrów. Znajduje się tam około 2800 km3 słodkiej wody.
      Naukowcy przypuszczają, że zbiornik mógł powstać pod koniec ostatniej epoki lodowej, gdy roztapiały się lodowce. Poziom oceanów był wówczas znacznie niższy, osady niesione przez roztapiające się słodkie wody uformowały potężne delty rzeczne i uwięziły pod sobą wodę. Ponadto nowe badania sugerują, że zbiornik może być nadal zasilany przez wody opadowe. Wskazuje na to fakt, że woda w zbiorniku jest bardziej słodka bliżej brzegów, a bardziej słona w głąb oceanu. To sugeruje, że powoli dochodzi do mieszania się wody pitnej z wodą oceanu.
      Jeśli ludzie chcieliby wykorzystywać wodę z tego zbiornika, to do większości zastosowań musiałaby ona zostać poddana procesowi odsalania. Byłby on jednak mniej kosztowny niż odsalanie wody morskiej. Prawdopodobnie nie będziemy potrzebowali tej wody, jeśli jednak podobne zbiorniki występują w innych regionach świata, mogą tam stać się ważnym źródłem wody pitnej, mówią naukowcy. Takie regiony to np. Kalifornia, Australia, Środkowy Wschód czy Sahara.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Amerykańska prasa donosi, że Stany Zjednoczone przeprowadziły cyberatak na irańskie systemy kontroli i wystrzeliwania rakiet. Był to odwet za zestrzelenie amerykańskiego drona. Za atak odpowiedzialna była US Cyber Command, nikt w nim fizycznie nie ucierpiał, a sam atak uznano za bardzo udany. Oczywiście wszystko to są informacje nieoficjalne. Oficjalnie wiceprezydent Mike Pance odświadczył, że administracja nigdy nie komentuje tajnych operacji.
      Jak dowiedzieli się reporterzy The New York Times i Washington Post, atak był przygotowywany od wielu tygodni, a może nawet od miesięcy. Zestrzelenia drona przyspieszyło decyzję o jego przeprowadzeniu.
      Jak pamiętamy, Iran zestrzelił amerykańskiego drona twierdząc, że naruszył on irańską przestrzeń powietrzną. USA twierdzą, że działanie Teheranu było bezprawne, gdyż dron nie wleciał w przestrzeń powietrzną Iranu. Prezydent Trump wyraził swoje oburzenie, a później poinformował, że rozkazał bombardowania celów w Iranie, jednak w ostatniej chwili odwołał rozkaz. Nie wiemy, oczywiście, czy wydarzenie takie miało miejsce, czy też Biały Dom blefuje w ramach strategii negocjacyjnej.
      Wracając do amerykańskiego cyberataku, nie wiemy, w jaki sposób został on przeprowadzony, jakimi siłami, co dokładnie było jego celem i jakie były jego rezultaty. Jednak widzimy tutaj jasny przykład na coraz większe zacieranie się granic pomiędzy wojną konwencjonalną a wojną w cyberprzestrzeni. Warto tutaj przypomnieć, że w ubiegłym miesiącu Izrael przeprowadził atak rakietowy na budynek w Strefie Gazy, z którego – jak poinformował Tel Awiw – członkowie Hamasu prowadzili cyberatak przeciwko Izraelowi.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...