Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Australijski Komitet ds. Komunikacji Izby Reprezentantów przygotował raport pt. "Hakerzy, defraudacje i botnety: walka z cyberprzestępczością". Znalazła się w nim niezwykle kontrowersyjna propozycja. Prawodawcy rekomendują bowiem, by obywatele ich kraju nie mogli uzyskać dostępu do internetu jeśli na ich urządzeniu nie ma zainstalowanego oprogramowania antywirusowego, firewalla, a urządzenie nie jest wolne od szkodliwego kodu.

Inne zalecenie również budzą zdumienie. Stwierdzono bowiem, że ISP powinni zapewniać swoim klientom podstawowe porady dotyczące bezpieczeństwa, pomagać im w ochronie przed atakami i infekcjami, obowiązkowo informować klientów, jeśli ich komputer został zidentyfikowany jako połączony z zainfekowaną maszyną. Ponadto powinni zobowiązać klientów do zainstalowania oprogramowania antywirusowego i firewalla przed aktywowaniem połączenia z Siecią, zobligować ich do aktualizacji tego oprogramowania i podjęcia odpowiednich kroków w przypadku, gdy zostaną poinformowani o podejrzeniu infekcji.

Propozycje wzbudziły sprzeciw. Jedni kwestionują prawo rządu do ingerowania w umowy pomiędzy ISP a klientem, inni pytają, kto ma decydować o tym, jakie oprogramowanie antywirusowe jest akceptowalne, jeszcze inni zastanawiają się, jak te przepisy mają się do sieci korporacyjnych.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak się składa, że pracuję u jednego z pod Poznańskich ISP,

widząc, jak wielka jest liczba osób dla których antywirus jest

zbędnym narzędziem i wolą dzwonić z pretensjami, że internet

chodzi nie tak jak powinien, zamiast oczyścić komputer z wirusów

i innego rodzaju zamulaczy. Jestem jak najbardziej za tym pomysłem,

by każdy komputer podłączany do sieci miał chociażby tego antywirusa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A wiesz, ile ludzi przychodzi do urologa z chorym pęcherzem? Myślę, że każdy lekarz jest za tym, żeby każdy nosił ciepłe majtki. Można by przecież powołać odpowiedni urząd kontrolny i karać za noszenie bielizny niedobranej do pogody.

 

A Australia to piękny kraj. W WoW grać nie można, bo nie ma australijskiego oznaczenia wieku, cycków w sieci oglądać nie wolno, jeśli są zbyt małe, kandydujących polityków w sieci krytykować nie wolno pod karą grzywny… Jak tam dbają o dobrobyt obywatelów…

Share this post


Link to post
Share on other sites

W calej dyskusji o totalitarnym charakterze pomija sie jeden zasadniczy 'problem' - nie kazdy korzysta z systemu podatnego na zagrozenia z przedrostkiem Win32/ ... wbrew pozorom istnieje WIELE alternatywnych OSow [i nie mowie tylko o linuksie].

 

Ignorance is bliss ???

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest shadowmajk

W calej dyskusji o totalitarnym charakterze pomija sie jeden zasadniczy 'problem' - nie kazdy korzysta z systemu podatnego na zagrozenia z przedrostkiem Win32/ ... wbrew pozorom istnieje WIELE alternatywnych OSow [i nie mowie tylko o linuksie].

 

Ignorance is bliss ???

 

Otóż to. A po drugie niech sobie srają na swoim trawniku a nie moim. Nie mam ochoty to mi nie wciskac. ;/

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tak się składa, że pracuję u jednego z pod Poznańskich ISP,

widząc, jak wielka jest liczba osób dla których antywirus jest

zbędnym narzędziem i wolą dzwonić z pretensjami, że internet

chodzi nie tak jak powinien, zamiast oczyścić komputer z wirusów

i innego rodzaju zamulaczy. Jestem jak najbardziej za tym pomysłem,

by każdy komputer podłączany do sieci miał chociażby tego antywirusa.

 

Z Twojego punktu widzenia to dobry pomysł. Zważ jednak na to, iż takie prawo daje firmom ISP pole do nadinterpretacji i działań niekoniecznie korzystnych dla użytkowników. Z doświadczenia wiem, że znakomita większość użytkowników komputera i sieci nie ma bladego pojęcia o bezpieczeństwie. Wiedzą tylko tyle, że jest coś takiego jak antywirus i że samo jego posiadanie chroni komputer przed wirusami (gdy mówi się im o innych rodzajach złośliwego oprogramowania robią wielkie oczy).

 

Wątpliwość budzi przede wszystkim sposób kontroli użytkowników pod kątem tego, czy i jakie oprogramowanie mają zainstalowane na komputerze. Mamy dać sobie instalować na komputerze spyware? Zapomnij. Druga sprawa. Co z tego, że ktoś zainstaluje nawet tego antywirusa? Przecież to zaledwie 30 (jak nie mniej) procent bezpieczeństwa komputera. A firewall? Chłopie. Antywirus jeszcze, ale firewall dla przeciętnego zjadacza ramu to jakiś kosmos. Interpretacja zdarzeń sieciowych, połączeń i operacji wykonywanych przez poszczególne aplikacje to czarna magia. Jak chcesz tym ludziom kazać korzystać z firewalla?

 

Analogicznie do świetnej parafrazy Jurgi'ego uważam, że nie można ludziom kazać się zabezpieczać, stawiać im ultimatum czy szpiegować pod kątem zainstalowanego oprogramowania. Edukacja - tak, przymus - nie. Tylko, że nie wyobrażam sobie, aby firmy ISP rozszerzały działalność o ten pierwszy aspekt.

 

I uwierz mi, że sam mam do czynienia z ludźmi, którzy do mnie i do firmy, w której pracuję mają pretensje o to, że (najczęściej) ktoś im przejął dostęp do usługi, bądź coś im działa straszliwie wolno, podczas gdy później okazuje się, że złośliwe oprogramowanie na ich komputerze zrobiło sobie swoiste HQ. Mimo tego uważam, że firmy ISP i rząd powinny zwrócić uwagę na bezpieczeństwo, ale nie wolno im nikomu, niczego narzucać na siłę bo to się mija z celem. Jeszcze raz powtarzam: edukacja i WSPÓŁPRACA z klientami w tym zakresie jest najlepszym wyjściem. Bo to, że ktoś zainstaluje tego antywirusa i firewalla na komputerze niewiele zmieni, jeżeli nie będzie miał pojęcia jak z tych programów korzystać i nie wytłumaczy się mu o elementarnych podstawach bezpieczeństwa komputera i korzystania z sieci.

Share this post


Link to post
Share on other sites
nie kazdy korzysta z systemu podatnego na zagrozenia z przedrostkiem Win32

 

Podejrzewam, że na niektóre OSy, z pomocą których można się łączyć z siecią, to nawet żadnych antywirusów nie ma.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A miałem takie dobre zdanie o Australii i z miesiąca na miesiąc coraz bardziej mi się system w tym kraju nie podoba.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja dobre zdanie o Australii straciłem już doszczętnie. Niby śledzę wiadomości z tej dziedziny, a co kawałek dowiaduję się nowych kwiatków.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dokładnie, a Australia bardzo mi się podoba jako kraj, ma bardzo dużo plusów, ale jak słyszę co tam wyprawiają to zgroza. W tym wypadku pocieszam się faktem, że są w tym względzie lata świetlne od USA, które jest państwem policyjnym i bez skrupułów nazwałbym ich (nie społeczeństwo tylko państwo) terrorystami.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niestety w kwestii IT  Australia to jest jakiś dziwny rezerwat może to dla tego ze maja morze z każdej strony i powstają takie cuda jak dziobaki.

 

Co do przymusu to jest to głupota dla mnie bo tworzy się jakiś dziwny obowiazek wraz z którym trzeba stworzyć cały aparat karania.

 

Natomiast ciekawy wydaje mi się dla ISP obowiązek informowania o tym ze dany komputer jest częścią botnetu (oczywiscie tu mamy kwestie prywatności i tak dalej). Mogło by się to okazać całkiem ciekawym rozwiązaniem. Bo nowak czy kowalski ma informacje "stary coś jest nie tak" i to jest informacja o tyle ciekawa ze wymóg antywirusa jako panaceum to głupota chociażby ze względu na skuteczność a taki sygnał ze strony isp mógł by być równie dobrze sygnałem do zmiany antywirusa. I to jest wg mnie droga godna rozważenia bo może doprowadzić do zmniejszenia ilości zainfekowanych komputerów. Wymóg firewalla da tylko wysoki wzrost liczby użytkowników oprogramowania antywirusowego.

Sygnalizacja wg mnie ma większą wartość bo gość jak się nie będzie znał to kogoś zawoła albo do serwisu podskoczy jak się tak ze 3 razy przewiezie to może się na błędach czegoś nauczy. A tak zainstalują sobie ludzie antywiry i będzie przecież mam antywirusa to jak mogę mieć wirusa?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja dobre zdanie o Australii straciłem już doszczętnie. Niby śledzę wiadomości z tej dziedziny, a co kawałek dowiaduję się nowych kwiatków.

Mnie rozwaliły problemy z publikacją gry Fallout 3, "bo jeden z stymulantów nazywał się morfina", co mogło być "zaproszeniem do ćpania"...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jestem zwolennikiem radykalnych rozwiązań - wyrzuć przez okno ;D gwarantuję 100% sukcesu jeżeli chodzi o odstresowanie:)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mnie rozwaliły problemy z publikacją gry Fallout 3, "bo jeden z stymulantów nazywał się morfina", co mogło być "zaproszeniem do ćpania"...

 

O ile mi wiadomo, morfina jest legalnym środkiem przeciwbólowym na receptę. Nie wiem, gdzie tu ćpanie. Już prędzej imho można się naćpać Ketonalem, a łatwiej zdobyć. :D) Jak w grze pojawi się Ketonal, to też zbanują? A może Naproksen, albo Apap? Zdesperowany ćpun i Poloporyną się nawali.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jestem zwolennikiem radykalnych rozwiązań 

Już myślałem że zaproponujesz przeinstalowanie systemu albo zakup nowego kompa .  :D :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
Natomiast ciekawy wydaje mi się dla ISP obowiązek informowania o tym ze dany komputer jest częścią botnetu (oczywiscie tu mamy kwestie prywatności i tak dalej). Mogło by się to okazać całkiem ciekawym rozwiązaniem.

Racja. Aczkolwiek pod warunkiem, że ISP nie zacznie za to użytkowników karać czy ścigać, bądź w jakikolwiek sposób uprzykrzać im życie. Informowanie o podejrzewanej infekcji komputera to dobry pomysł, ale pod warunkiem, że intencje ISP są w stosunku do klienta na zasadzie pomocy (wiem, że składnia tego zdania nie powala, ale nie wiem jak to ująć). Czyli nie tylko informować, ale zaproponować kontakt i rzetelną pomoc.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Windows to największy wirus... wystarczy zainstalować linuxa i kończą się problemy z wirusami... ale wielu z was pewnie zapyta a co to linux? powiem tyle: googlowanie nie boli!!!

Share this post


Link to post
Share on other sites

@up

juz nie dramatyzuj tak... korzystac z internetu nalezy z glowa a czy mamy zainstalowany windows/linux/inne schodzi na drugi plan...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Windows to największy wirus... wystarczy zainstalować linuxa i kończą się problemy z wirusami... ale wielu z was pewnie zapyta a co to linux? powiem tyle: googlowanie nie boli!!!

Fanatyzm cię opentał?

Każdy niech wybiera to co mu bardziej, leży a nie oprogramowanie takie a takie bo darmowe...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Australijski Departament Rolnictwa, Wody i Środowiska opublikował wstępną listę 113 gatunków zwierząt, które będą wymagały pilnej pomocy z powodu tegorocznych pożarów. Na liście znalazły się te gatunki, które straciły znaczną liczbę osobników oraz duże połacie habitatów. Pożary zepchnęły kilka gatunków na skraj zagłady
      Niemal wszystkie wymienione gatunki utraciły co najmniej 30% habitatów. Najbardziej pomocy potrzebują koale, walabie oraz liczne gatunki ptaków, ryb i żab. Na liście najbardziej dotkniętych pożarami gatunków znajdziemy 13 gatunków ptaków, 20 gatunków gadów, 5 gatunków bezkręgowców, 19 gatunków ssaków, 22 gatunki skorupiaków i 17 gatunków ryb.
      Gatunki, którym potrzebna jest pilna pomoc to, m.in. skrajnie zagrożona papużka trawna, również skrajnie zagrożony koralicowiec królewski, zagrożona wolatucha wielka, zagrożony grubogonik endemiczny, zagrożony koala czy skrajnie zagrożony żółw Myuchelys georgesi.
      Specjalny panel naukowy, który opracował listę, ostrzegł też, że kilka gatunków „grozi szybkie wyginięcie”, gdyż pożary zniszczyły niemal cały ich habitat. Gatunki te to między innymi żaba Philoria pughi, scynk z gatunku Eulamprus leuraensis czy wspomniany już gruboogonik endemiczny.
      Inne gatunki, jak np. koala, poniosły tak duże straty, że konieczna jest natychmiastowa interwencja w celu ich odrodzenia.
      Znaczna część gatunków z listy była już wcześniej zagrożona lub skrajnie zagrożona. Teraz ich sytuacja uległa pogorszeniu. Ale podobnie stało się w przypadku tych gatunków, które dotychczas uważano za bezpieczne. Pożary zabiły taką liczbę zwierząt i zniszczyły tak dużo habitatów, że i te gatunki mogą zostać uznane za zagrożone.
      Obecnie specjaliści przygotowują listę, na której znajdą się najbardziej poszkodowane przez pożary gatunki roślin i bezkręgowców.
      Autorzy listy zastrzegają, że na całkowitą ocenę wpływu pożarów na środowisko musimy jeszcze poczekać, gdyż w wielu miejscach pożary wciąż szaleją.
      Z pełną listą można zapoznać się tutaj.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Pożary w Australii odsłoniły nieznane dotychczas fragmenty systemu akwakultury starszego od egipskich piramid. Krajobraz Kulturowy Budj Bim, który zawiera szereg kanałów i zbiorników wodnych, dopiero w ubiegłym roku został wpisany na listę Światowego Dziedzictwa Kultury.
      System został wykonany przez lud Gunditjmara, a niektóre jego fragmenty liczą sobie 6600 lat. Gdy niedawno udało się ugasić pożar, które wybuchł w grudniu po uderzeniu pioruna, okazało się, że kanały i zbiorniki rozciągają się na większej przestrzeni niż sądzono. Niektóre fragmenty systemu były bowiem ukryte pod roślinnością.
      Krajobraz Kulturowy Budj Bim znajduje się w okolicach jeziora Condah. Przedstawiciele lokalnej społeczności mówią, że gdy wybuchł pożar nie zmartwili się nim zbytnio, gdyż w przeszłości miały tu miejsce liczne pożary. Obawiali się jedynie, by nie objął on wysokich drzew. Na szczęście tak się nie stało.
      Gdy ludzie wrócili po pożarze, by ocenić zniszczenia, zauważyli nieznane dotychczas fragmenty systemu akwakultury. Nie znali ich, mimo że znajdowały się bardzo blisko ścieżek, którymi chodzili. Struktury były bowiem ukryte pod gęstą roślinnością.
      Wkrótce badaniami okolicy zajmą się archeolodzy. Wykorzystają podczas prac samolot i wyspecjalizowane oprogramowanie. Na szczęście strażacy opanowali pożar bez konieczności wprowadzania ciężkiego sprzętu, który mógłby uszkodzić starożytne struktury.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Przywódcy Aborygenów w Południowej Australii wydali polecenie zabicia 10 000 dzikich wielbłądów. Zwierzęta mają zginąć, gdyż... wypijają zbyt dużo wody.
      Dzisiaj rozpocznie się wielkie polowanie z powietrza. Potrwa ono 5 dni. Pojawiły się głosy, by zabijanie zwierząt uznać za działanie na rzecz ograniczenia zmian klimatycznych i by zapłacił za to budżet państwa. Likwiduje się w ten sposób zwierzęta emitujące metan.
      Decyzję o rzezi podjęli przywódcy Anangu Pitjantjatjara Yankunytjatjara Lands (APY). Sprzeciwiali się jej chrześcijańscy Aborygeni, dla których wielbłądy są święte, gdy mają związek z Bożym Narodzeniem. To na nich bowiem przybyli królowie, którzy odwiedzili Jezusa.
      Działania APY będą wspierane przez 10 Desert Project, program finansowany m.in. przez BHP Billiton Foundation oraz przez utrzymywaną z funduszy federalnych organizację Alinytjara Wilurara Natural Resources Management Board. Stanowy Departement Środowiska i Zasobów Wodnych zapewni czteromiejscowe śmigłowce ze snajperami. W niedostępnych regionach zabite zwierzęta będą pozostawiane na miejscu, jednak tam, gdzie to możliwe, ich ciała mają być palone lub grzebane.
      W nawiedzonej przez suszę Australii wielbłądy zaczęły stanowić poważny problem. Mieszkańcy prowincji skarżą się, że poszukujące wody zwierzęta niszczą płoty, chodzą wokół domów, próbują wypijać wodę z klimatyzacji. W 2010 roku w Australii żyło ponad milion dzikich wielbłądów. Bez działań kontrolnych ich liczba podwajała by się co 9 lat. Każde z tych zwierząt emituje rocznie tyle metanu, że jest to odpowiednik tony CO2.
      Milion dzikich wielbłądów, z których każdy rocznie emituje tonę CO2 to tak, jakby po drogach poruszało się dodatkowych 400 000 samochodów. Stąd też wezwania, by władze federalne płaciły za pozbywanie się wielbłądów. Nie wiadomo jednak, czy tak się stanie, gdyż emisja powodowana przez dzikie zwierzęta nie jest liczona do budżetu emisji poszczególnych krajów i do oceny stopnia redukcji emisji.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Podawana liczba 480 milionów zwierząt, które miały zginąć w wyniku pożarów w Australii, jest wysoce niepewna. Profesor Chris Dickman, ekspert ds. australijskiej bioróżnorodności, wyjaśnia, w jaki sposób przeprowadził swoje szacunki.
      W 2007 roku Dickman był współautorem raportu przygotowanego na zlecenie WWF. Opisywał w nim wpływ wypalania roślinności w Nowej Południowej Walii na lokalne środowisko przyrodnicze. Autorzy raportu oceniali, że na każdy hektar przypada średnio 17,5 ssaków, 20,7 ptaków oraz 129,5 gadów. Teraz Dickman pomnożył liczbę zwierząt przez obszar objęty pożarami i stwierdził, że prawdopodobnie nawet 480 milionów ssaków, ptaków i gadów zostało dotkniętych pożarami.
      Oczywiście, duże zwierzęta, jak kangury, emu, oczywiście też wiele ptaków, będą w stanie uciec przed ogniem. Tymi, które zmierzą się z ogniem będą mniejsze zwierzęta, zależne od lasu", powiedział uczony w wywiadzie dla BBC. Dodał przy tym, że wiele zwierząt może zginąć po pożarach, w wskutek braku żywności i schronienia.
      Colin Beale, ekolog z University of York, mówi, że liczba 480 milionów może być przesadzona. W Afryce, gdzie pracuję, niewiele ptaków ginie wskutek pożarów. Mogą przed nimi uciec. Jestem pewien, że w Australii jest podobnie.
      Musimy również pamiętać, że Dickson podawał dane szacunkowe, że dotyczyły one Nowej Południowej Walii, a w międzyczasie ogień przeniósł się też do stanu Wiktoria. Trzeba też dodać, że wówczas płonęło 3 miliony hektarów, obecnie spłonęło już ponad 6 milionów hektarów.
      Najbardziej niepewny jest los gadów. Stanowią one aż 2/3 zwierząt z szacunków Dicksona, trudno jest im uciec przed pożarami. Z drugiej strony brak jest danych na ich temat. Dla wielu gatunków nie znamy danych dotyczących gęstości występowania. Musimy je szacować z szacunków dla innych gatunków. Nie dysponujemy dokładnymi danymi tego typu dla żadnego gatunku. Istnieje tylko jedno badanie, z 1985 roku, mówiące o 10 osobnikach gatunku na hektar, mówi profesor Tom Oliver z University of Reading.
      Colin Beale dodaje, że większość australijskich gadów to gatunki mieszkające pod ziemią. Ziemia to bardzo dobry izolator. Śmiertelność wśród zagrzebanych pod nią gadów jest z pewnością niska.
      Wydaje się bardzo mało prawdopodobne, by większość zwierząt dotkniętych przez pożar zginęła w ogniu. Nadal jednak pozostaje pytanie o ich możliwość przetrwania w dłuższym terminie, dodaje Beale.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Australijska marynarka wojenna i lotnictwo włączyły się w akcję ratowania mieszkańców zagrożonych przez gigantyczne pożary. Do miasta Mallacoota wysłano okręty, które mają zabrać stamtąd ludzi koczujących na plaży. Tysiące osób uciekło z domów i czekają na ratunek. Władze stanowe ostrzegają mieszkańców podobnych miejscowości, by opuścili domy, gdyż nie mogą zagwarantować im bezpieczeństwa.
      W Nowej Południowej Walii niektóre miejscowości przestały istnieć. Spłonęło już 1365 domów, a ponad 500 zostało uszkodzonych. Władze ostrzegają też, że nie uda się uratować miasteczka Batlow, zamieszkanego przez ponad 1300 osób. Batlow to miejsce znane z wielkich sadów owocowych, jedno z centrum uprawy jabłek.
      Meteorolodzy ostrzegają, że będzie coraz gorzej. To dopiero początek australijskiego lata. Lata wyjątkowo suchego i gorącego. Większe deszcze powinny nadejść dopiero w marcu.
      W bieżącym sezonie pożarów w Australii zginęło już 18 osób. Specjaliści oceniają też, że śmierć poniosło niemal pół miliarda zwierząt. Z powierzchni Ziemi mogą zniknąć całe gatunki roślin i zwierząt. W Australii żyje wiele gatunków endemicznych. Nie ma skąd uzupełnić strat. W wielu miejscach ekosystem może nigdy się nie odrodzić, gdyż z innych terenów nie napłyną rośliny i zwierzęta.
      W ciągu ostatnich godzin pogoda nieco się poprawiła, władze chcą więc szybko ewakuować ludzi, gdyż na jutro zapowiadane jest ponowne pogorszenie się warunków. Tymczasem autostrady są zakorkowane, gdyż część dróg zostało zablokowanych przez pożary i padające drzewa.
      W samej Nowej Południowej Walii płonie 127 pożarów, z czego 67 jest niekontrolowanych. Walczy z nimi 2100 strażaków. W stanie Wiktoria jeszcze wczoraj za zaginione uznawano 17 osób, dzisiaj jest to już 28 osób.
      Australia jest suchym i gorącym kontynentem, duże pożary wybuchają tam od zawsze. Jednak tym razem jest inaczej. Pożary są większe, płoną też wilgotne tereny, które dotychczas nie płonęły. Unoszący się z pożarów dym powoduje powstawanie nowych chmur, w których mogą powstawać burze, a te z kolei mogą powodować nowe pożary.
      Przyczyną takiego stanu rzeczy są zmiany klimatyczne. Wyższe temperatury przyczyniają się do większego wysuszenia roślinności i gleby niż wcześniej. A to powoduje, że pożary są większe niż w przeszłości. Taki rozwój sytuacji przewidywało wielu naukowców badających zmiany klimatu. Już w 2007 roku IPCC ostrzegało, że w Australii na pewno zwiększą się fale upałów i pożary. [PDF]
      Olbrzymie chmury dymu dotarły też do odległej o 2000 kilometrów Nowej Zelandii. Zanieczyszczone powietrze zagraża zdrowiu i życiu tysięcy ludzi i zwierząt.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...