Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  

Recommended Posts

Diane de Poitiers, kochanka króla Francji Henryka II, który panował w XVI wieku, starała się zachować młody wygląd, pijąc eliksir ze złotem. Naukowcy twierdzą, że choć udało jej się nieco oszukać upływający czas, ostatecznie mikstura przyczyniła się do śmierci faworyty (British Medical Journal).

Kiedy francuscy badacze odkopali w zeszłym roku szczątki kobiety, w jej włosach wykryto duże stężenia złota. Ponieważ nie była królową i nie nosiła korony, trudno byłoby wytłumaczyć, w jaki sposób biżuteria mogła doprowadzić do zatrucia. Skłoniło to ekspertów do snucia przypuszczeń, że faworyta musiała pić roztwór złota. W owym czasie uznawano, że pozwala on zachować młody wygląd i stanowi lek na wiele dolegliwości.

Francuski dwór wierzył, że w pierwiastku tym została zaklęta moc Słońca, która może przejść na pijącego. Alchemicy często pełnili funkcję aptekarzy i przepisywali swoim pacjentom mikstury sporządzane z chlorku złota i eteru dietylowego.

Kochanka delfina, a następnie króla, była o 20 lat starsza od swojego wybranka. W tekstach z epoki wspominano, że de Poitiers, której Henryk II nadał tytuł księżnej de Valentinois, nawet bez makijażu miała wyjątkowo białą skórę, a w 7. dekadzie życia wyglądała na 30-latkę.

Francuscy kryminolodzy Joel Poupon i Philippe Charlier znaleźli w szkielecie faworyty ślady rtęci, używanej do przygotowania medykamentów ze złotem. Kobieta była znana z atletycznej budowy, lecz badania wykazały, że miała też przerzedzone włosy i doskwierała jej łamliwość kości. To typowe objawy zatrucia złotem.

Diane de Poitiers zmarła w wieku 66 lat na wygnaniu. Na banicję skazała ją wdowa po Henryku II Katarzyna Medycejska. Ciało metresy spoczęło w wielkim grobowcu w wybudowanej specjalnie dla niej kaplicy. Miejsce pochówku zostało zbezczeszczone podczas rewolucji francuskiej, a truchło księżnej trafiło do zwykłego grobu za murami zamku w Anet.

Kości osoby znalezionej rok temu w Normandii należały do kogoś postury faworyty, zgadzał się także jej wiek. Co ważne, na jednej z nóg widać było ślady wygojonego złamania, a wiadomo, że księżna złamała kiedyś kończynę, spadając z konia.

Jak przekonują autorzy artykułu z BMJ, o regenerujących właściwościach złota mówi się już od starożytności. Pliniusz Starszy opisywał przygotowanie dwóch preparatów oraz ich właściwości lecznicze. W XIII wieku alchemicy, w tym Michael Scot, Roger Bacon i Arnaud de Villeneuve, wspominali o Aurum potabile - pitnym złocie – oraz metodach jego pozyskiwania. Znano wiele wersji specyfiku: od niemal czystej wody po różne roztwory, uzyskiwane na bazie wody królewskiej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Teraz mamy Crystal Champagne ze złotymi opiłkami. ;)

Tylko czekać sensacji jak któryś z amerykańskich raperów padnie na zatrucie złotem  :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Międzynarodowy zespół naukowy roztopił złoto w temperaturze pokojowej. Do odkrycia doszło przypadkiem.
      Ludvig de Knoop z Chalmers University of Technology chciał zobaczyć, jak na tomy złota wpływa największe powiększenie ich w mikroskopie elektronowym. Byłem naprawdę zaskoczony, mówił de Knoop. Tym, co go tak zadziwiło było odkrycie, że w temperaturze pokojowej, pod wpływem działania mikroskopu, wierzchnia warstwa złota uległa stopieniu.
      To niezwykłe zjawisko, które daje nam nową podstawową wiedzę o złocie, stwierdził uczony. Modelowanie komputerowe wykazało, że do stopienia złota nie doszło wskutek wzrostu temperatury, a w wyniku oddziaływania niedoskonałego pola elektrycznego, które wzbudziło atomy.
      Odkrycie, że złoto może w ten sposób zmienić swoją strukturę jest nie tylko spektakularne, ale też ma przełomowe znaczenie dla nauki, mówią naukowcy. Będzie to miało olbrzymi wpływ na nauki o materiałach.
      Uczeni odkryli też, że możliwe jest przełączanie pomiędzy strukturą stałą a stopioną, dzięki czemu mogą powstać nowe typy czujników, katalizatorów czy tranzystorów. Jako, że możemy kontrolować i zmieniać właściwości atomów na powierzchni otwierają się nam nowe możliwości zastosowań materiału, stwierdziła współautorka badań profesor Eva Olsson.
      Warto tutaj podkreślić, że zmiana stanu skupienia na powierzchni zaszła w próbce o szerokości liczonej w nanometrach. Uzyskanie podobnego efektu na próbkach większych rozmiarów wymagałoby zastosowania napięcia elektrycznego, jakiego nie jesteśmy w stanie osiągnąć.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      "Ptaki" Hitchcocka dawno już stały się klasyką kina, ale dopiero teraz udało się wyjaśnić, czemu w 1961 r. mewy dokonywały samobójczych lotów na okna domów w kalifornijskiej zatoce Monterey (podobno te właśnie zdarzenia w dużej mierze zainspirowały reżysera).
      Osiemnastego sierpnia 1961 r. w jednej z kalifornijskich gazet alarmowano, że tysiące oszalałych burzyków szarych bombardują brzegi północnej części zatoki Monterey, zwracając przy tym sardele. Hitchcock widział jeden z takich incydentów, który zadziałał na jego żywą wyobraźnię.
      Wg biologów z Uniwersytetu Stanowego Luizjany, ptaki uległy zatruciu. Naukowcy, których artykuł ukazał się w piśmie Nature Geoscience, przeprowadzili sekcje padłych przed półwieczem mew, burzyków i żółwi. Badali zawartość żołądków tych zwierząt. Stwierdzono duże ilości kwasu domoikowego - neurotoksyny uszkadzającej struktury ośrodkowego układu nerwowego. Ponieważ aminokwas ten jest produkowany przez morskie mięczaki i okrzemki, kumuluje się w organizmach m.in. sardeli i kałamarnic, którymi żywią się ptaki morskie. Uszkadzając mózg (a zwłaszcza hipokampa), kwas domoikowy może w skrajnych przypadkach doprowadzać do dezorientacji. Niekiedy zatrucie kończy się też śmiercią.
      Jak wylicza Sibel Bargu, kwas domoikowy wykryto w 79% planktonu zjedzonego przez sardele i kałamarnice. W krótkim czasie neurotoksyna mogła zostać na tyle skoncentrowana, by uśmiercić stworzenia z kolejnych szczebli łańcucha pokarmowego. Pani Bargu podkreśla, że choć już wcześniej wspominano o zatruciu ptaków, dotąd nie udawało się zdobyć na to dowodów. My pokazaliśmy próbki planktonu z zatrucia z 1961 r. [na co dzień są one przechowywane w Scripps Institution of Oceanography], w których znalazły się wytwarzające neurotoksynę okrzemki Pseudo-nitzschia [...].
      W 1991 r. na tym samym obszarze podobnemu zatruciu uległy pelikany brunatne. W żołądkach stanowiących podstawę ich diety ryb odkryto duże ilości okrzemek Pseudo-nitzschia i kwasu domoikowego. Uprawdopodobniało to hipotezę, że ten sam los spotkał 30 lat wcześniej burzyki, mewy i innych nieszczęśników.
      Poszukując bezpośredniej przyczyny zakwitów, naukowcy dywagują, że może chodzić o pestycydy, niewykluczone też, że na przeżywającym budowlany boom terenie doszło (i dochodzi) do wycieku z szamb.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na University of Cambridge powstała technika pozyskiwania wysokiej jakości grafenu w temperaturze ponaddwukrotnie niższej niż dotychczas. Osiągnięcie to znakomicie ułatwi zastosowanie grafenu w praktyce.
      Zespół pracujący pod kierunkiem Roberta Weatherupa i Bernharda Bayera nałożył cienką warstwę złota na nikiel, na którym wzrasta grafen. To pozwoliło obniżyć temperaturę, w której tworzony jest grafen do zaledwie 450 stopni Celsjusza.
      Obecnie najlepszą znaną metodą pozyskiwania wysokiej jakości grafenu jest osadzanie z fazy gazowej. W tym celu podłoże z niklu lub miedzi, które działa jak katalizator, poddaje się działaniu gazu zawierającego węgiel. W temperaturze ponad 1000 stopni Celsjusza dochodzi do osadzenia się warstwy węgla na podłożu. Powstaje grafen.
      Metoda taka nie jest jednak pozbawiona wad. Wysokie temperatury niszczą część materiałów, które są wykorzystywane w produkcji elektroniki, przez co nie można z grafenu bezpośrednio tworzyć układów scalonych.
      Tymczasem, jak odkryli brytyjscy uczeni, wystarczy do niklu dodać mniej niż 1% złota, by można było obniżyć temperaturę pracy z grafenem do 450 stopni Celsjusza. Co więcej, pozyskany w ten sposób grafen jest lepszej jakości. W tradycyjnej technice produkcji grafen pojawia się na całej powierzchni niklu i poszczególne kawałki tworzą się niezależnie. Z czasem powiększają się i łączą ze sobą, ale miejsca połączeń są mniej doskonałe niż pozostała powierzchnia grafenu i elektrony nie poruszają się nich równie swobodnie.
      Tymczasem złoto blokuje wzrost grafenu. Pozwala zatem otrzymywać jednolite płachty, które rosły przez dłuższy czas, ale jako że nie napotkały na swojej drodze innych skrawków grafenu, nie łączyły się z nimi i nie występują w nich „szwy". Złoto pozwala zatem nie tylko na pozyskanie grafenu w znacznie niższej temperaturze, ale również na produkcję materiału o lepszych właściwościach.
      Uczeni z Cambridge przeprowadzili przy okazji szczegółowe badania nad wzrostem grafenu. Dowiedzieli się, że do osadzania się grafenu nie dochodzi tylko w czasie, gdy podłoże jest schładzane oraz że na wzrost wpływa nie tylko powierzchnia katalizatora, ale też obszar poniżej.
      Grafen wciąż jest przedmiotem laboratoryjnych badań i nie trafił jeszcze na linie produkcyjne. Jednak dzień jego rynkowego debiutu jest coraz bliżej. Idealnie byłoby, gdyby grafen udało się produkować bezpośrednio na izolatorze. Obecnie trzeba go przenosić z podłoża, na którym jest tworzony, na podłoże, gdzie ma powstać obwód. Problem w tym, że izolatory słabo sprawdzają się w roli katalizatorów do pozyskiwania grafenu z fazy gazowej. Badania nad wzrostem grafenu to wciąż młoda dziedzina wiedzy, ale rozwija się bardzo szybko - stwierdził Weatherup.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy z amerykańskiej Narodowej Służby Oceanicznej i Meteorologicznej (NOAA) odkryli u krytycznie zagrożonej wyginięciem mniszki hawajskiej (Monachus schauinslandi) ciguatoksynę. Należy ona do grupy neurotoksyn kumulujących się w mięśniach niektórych gatunków ryb morskich ze stref subtropikalnej i tropikalnej.
      Ciguatoksyna jest wytwarzana przez bruzdnice (Dinoflagellata), glony rozpowszechnione na rafach koralowych. Bruzdnice są zjadane przez drobne zwierzęta, które później padają ofiarą ryb. Gdy ludzie spożyją taką rybę, dochodzi do choroby zwanej ciguaterą. Przyjmuje ona postać ostrego zatrucia pokarmowego z objawami neurologicznymi. Co roku na całym świecie na ciguaterę zapada naprawdę wielu ludzi (chorych liczy się w tysiącach), teraz zaś po raz pierwszy ciguatoksynę wykryto u morskiego ssaka.
      Studium NOAA ujawniło, że mniszki hawajskie są wystawione na oddziaływanie znacznych stężeń ciguatoksyn. Komplikuje to kwestię ochrony tych fok, których i tak niewielka populacja (ok. 1100-1200 osobników) kurczy się o 4% rocznie wskutek problemów z wyżywieniem oraz działania różnych czynników środowiskowych i związanych z człowiekiem.
      Próbki od fok pobierano na wszystkich wyspach Hawajów, w tym na obszarze morskiego pomnika narodowego Papahānaumokuākea. Próbki trafiły do National Centers for Coastal Ocean Science Laboratory w Charleston i tam przeszły analizę toksykologiczną.
      Bazując na wynikach tego studium, sądzimy, że ekspozycja na ciguatoksynę jest powszechna w populacji mniszek hawajskich. Poczyniliśmy pierwszy ważny krok, teraz musimy ustalić konkretny zakres ekspozycji i dowiedzieć się więcej o roli, jaką może ona spełniać w obniżaniu się liczebności gatunku - podsumowuje Charles Littnan.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na University of Arizona opracowano nową technikę dostarczania leków do tkanek nowotworowych. Jeśli metoda okaże się tak skuteczna, jak wskazują wstępne wyniki, to chemioterapia będzie dzięki niej bardziej efektywna przy jednoczesnej redukcji efektów ubocznych.
      Autorem wspomnianej techniki jest zespół profesora Marka Romanowskiego. Uczeni wykorzystali pokryte złotem kapsułki wykonane z liposomów, które w sposób kontrolowany uwalniają leki w ściśle określonych miejscach organizmu. Kapsułki są wstrzykiwane do krwioobiegu i w naturalny sposób gromadzą się wokół tkanki nowotworowej. Naukowcy z Arizony dołączyli do liposomów molekuły sygnałowe, ligandy, które współpracują ze specyficznymi receptorami komórek. Wystarczy zatem dobrać ligandy odpowiednio do komórek nowotworu, który chcemy zaatakować. Dzięki temu kapsułki z większym prawdopodobieństwem skupią się w tkance nowotworowej. Gdy już to nastąpi, do akcji wkracza złoto. Metal ten ma tę interesującą właściwość, że zamienia światło podczerwone w ciepło. Wystarczy zatem oświetlić zgrupowane kapsułki światłem podczerwonym, by rozgrzały się one, powodując 'rozmiękczenie' liposomów i wyciekanie z nich leków. Taka technika pozwala precyzyjnie kontrolować ilość uwalnianych leków. Możliwe jest bowiem manipulowanie zarówno intensywnością jak i długością impulsu świetlnego.
      Użycie złota ma tę dodatkową zaletę, że gdy część kapsułek trafi do zdrowych tkanek, metal powinien zapobiegać wyciekaniu toksycznych lekarstw, które mogłyby je uszkodzić. Co więcej, kapsułki są na tyle małe, że ich nadmiar powinien zostać usunięty przez nerki. Jest to o tyle ważne, że obecnie nie istnieje żadna zatwierdzona terapia, która pozwalałaby usunąć z organizmu złote nanostruktury.
×
×
  • Create New...