Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

To nie świetliki, to lampiony

Recommended Posts

W niedzielną noc na Plaży Karnawałowej w Dżakarcie w niebo wzbiło się ponad 10 tysięcy papierowych lampionów. Jak poinformowały indonezyjskie władze, w ten sposób pobito rekord świata.

Dokładna liczba lampionów wypuszczonych przez 7 tys. uczestników Freedom Faithnet Global ma być znana dopiero po podliczeniu przez przedstawicieli Księgi rekordów Guinnessa. Gołym okiem było jednak widać, że poprzedni rekord 3682 światełek, ustanowiony w Kolumbii zaledwie styczniu, na sto procent przeszedł do historii. Jak opowiada Lucia Sinigagliesi, sędzina Księgi, władze już wręczyły ludziom zebranym na plaży certyfikaty potwierdzające ustanowienie nowego rekordu.

Noc była nadzwyczaj spokojna i pogodna jak na początek indonezyjskiej pory deszczowej. Lampiony z papieru stanowią część tradycji kulturowej Azji Wschodniej. Konstruuje się je z olejowanego papieru ryżowego, rozpiętego na bambusowej ramie. Wewnątrz umieszcza się płonącą świeczkę bądź ogniwo paliwowe z materiałami woskopochodnymi. W tym roku ceremonię wypuszczenia lampionów zadedykowano głównie problemom ekologicznym.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To musiało pięknie wyglądać. Popłynęły w dal i wzwyż... A potem paliwo się skończyło, lampiony się ochłodziły i spadły. Jasne, papier ryżowy i bambus to dość ekologiczne śmieci, świeczki się wypaliły. A ogniwo paliwowe? Co z niego zostaje? Jakieś metalowe pojemniczki razy 10 000, czy też bambus?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Liczbę jaj składanych przez żółwie zielone (Chelonia mydas) na filipińskiej wyspie Baguan - najdalej wysuniętej na wschód w archipelagu Wysp Żółwich - monitoruje się od 1984 r. W zeszłym roku gady pobiły rekord. W 14.220 jamach złożyły 1,44 mln jaj. W drugim pod względem "obfitości" 1995 r. znaleziono 12.311 gniazd.
      Jak podkreśla Romeo Trono, dyrektor wykonawczy Conservation International na Filipinach, 1,44 mln jaj to świetny wynik, który pozwala wierzyć w lepszą przyszłość Ch. mydas. Skoro dojrzałość płciową osiąga ok. 1% lęgu, zeszłoroczny sukces reprodukcyjny z Baguan zasili populację 13 tysiącami dorosłych osobników.
      Po wyżu z roku 1995 nastąpił ogromny spadek - wg danych z Wydziału Środowiska i Zasobów Naturalnych, w 2003 r. znaleziono nieco ponad 4 tys. jam z jajami. Mimo że Baguan stanowi obszar chroniony, żółwiom zagraża kłusownictwo, kradzież jaj na pokarm i handel, nielegalne metody połowu ryb oraz niedostateczny stopień wdrożenia uregulowań prawnych. Na szczęście wzrastająca ponownie liczba gniazd sugeruje, że gdy żółwie są chronione na plażach lęgowych i wodach przez odpowiednio długi czas, mogą się odrodzić - uważa Bryan Wallace z Conservation International. Co ważne, dzięki wspólnym wysiłkom różnych organizacji, prawo jest przestrzegane w coraz większym stopniu. Strażników z rezerwatu przeszkolono, wzmożono patrole i skorzystano z pomocy ochotników z lokalnych społeczności. Niebagatelne znaczenie ma też zapewne zaangażowanie filipińskiej straży przybrzeżnej oraz marines.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Młody słoń morski o imieniu Jackson pobił ostatnio rekord długości przepłyniętej trasy. Dzięki GPS-owi, który odnotowywał pozycję ssaka, gdy ten wynurzał się, by zaczerpnąć powietrza, wyliczono, że zwierzę pokonało niemal 29 tys. km, co odpowiada podróży z Nowego Jorku do Sydney i z powrotem.
      Naukowcy z Wildlife Conservation Society (WCS) śledzili poczynania Jacksona od grudnia 2010 do listopada bieżącego roku. Samca oznakowano na plaży Admiralty Sound na Ziemi Ognistej w Chile.
      Badanie tras migracji słoni morskich jest bardzo ważne, ponieważ stanowią one wskaźnik stanu zdrowia oceanu. Podróże Jacksona to mapa drogowa, która pokazuje, jak słonie morskie wykorzystują wybrzeże patagońskie i okolice - tłumaczy Caleb McClennen, dyrektor WCS ds. Globalnych Programów Morskich. Te informacje są kluczowe dla poprawy zarządzania oceanem w tym regionie oraz upewnienia się, że łowiska są wykorzystywane w sposób niezagrażający podatnym gatunkom morskim, takim jak słoń morski południowy.
      WCS donosi, że Jackson wrócił na Admiralty Sound. Wcześniej jednak pokonał meandrującą trasę. Opuszczał fiordy i przepływał nad szelfem kontynentalnym, by pożywić się rybami i kałamarnicami.
      Nadajnik samca przestanie działać na początku 2012 r. Od wczesnych lat 90. ubiegłego wieku organizacja monitorowała za pomocą GPS-ów ponad 60 słoni morskich po atlantyckiej stronie regionu Southern Cone (południowej części Ameryki Południowej - od zwrotnika Koziorożca w dół). Jackson jest pierwszym osobnikiem oznakowanym po stronie pacyficznej.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Uchatki antarktyczne (Arctocephalus gazella) zostały przez naturę wyposażone w doskonały geolokalizator. Ludzki GPS może się przy nim schować, ponieważ jak się okazało, samice wydają na świat młode w odległości od 12 do zaledwie 1 metra od miejsca, w którym same się urodziły. Mechanizm doskonali się z wiekiem, bo dokładność zgrania obu tych punktów wzrasta.
      Uchatki dojrzewają płciowo po ok. 4 latach i dopiero po upływie tego czasu powracają na rodzinną plażę.
      Dr Jaume Forcada z British Antarctic Survey nawiązał współpracę z Joe Hoffmanem z Uniwersytetu w Bielefeld. Tuż po urodzeniu oznakowali oni chipami 335 samic uchatki antarktycznej. Dzięki temu mogli odnotować miejsce przyjścia na świat i zestawiać je z miejscami przyszłego rozrodu. Gdy minął miesiąc, na płetwach młodych umieszczono też ułatwiające identyfikację plastikowe fiszki.
      To zaskakujące, że uchatki antarktyczne są w stanie przebyć tak duże odległości - płynąc na północ, [poza sezonem rozrodczym] docierają one w okolice Urugwaju, a na południe - aż do Półwyspu Antarktycznego. Nie mamy jeszcze dowodów na istnienie systemu nawigacyjnego, ale musi on być bardzo, bardzo silny, ściągając zwierzęta do tego samego punktu [puntu narodzin] - podkreśla Forcada.
      Panowie ustalili, że przeciętna samica A. gazella rodzi w obrębie 12 metrów od miejsca, gdzie sama przyszła na świat. Niektóre osobniki powracały na spłachetek gruntu położony w odległości zaledwie jednej długości ciała od tego punktu [samice mierzą ok. 130 cm]. Z wiekiem zbieżność obu punktów wzrastała.
      Po upływie paru lat akademikom udało się prześledzić losy 38 z 335 początkowo oznakowanych samic. Wszystko wyglądało tak, jakby miały one wbudowany system w rodzaju GPS-u. Może być jednak tak, że samice posługują się wskazówkami, np. zapachem, których nie umiemy zmierzyć. Kamienista plaża wygląda wszędzie tak samo dla człowieka, ale niekoniecznie dla uchatek.
      Zbadanie zwyczajów uchatek antarktycznych jest tym ważniejsze, że już raz - pod koniec XIX i na początku XX w. - doprowadzono je na skraj wymarcia. Większość z dzisiejszej wielomilionowej rzeszy A. gazella zamieszkuje Georgię Południową.
      Naukowcy podkreślają, że systemy pogodowe takie jak El Niño oddziałują np. na stanowiący podstawę pożywienia uchatek antarktycznych kryl. Zauważają też, że chcąc nie chcąc, uchatki same niszczą środowisko. Gdy na brzeg wyjdzie od 3 do 5 mln zwierząt, dochodzi do erozji traw i zniszczenia rzadkich rodzin.
      Wydaje się, że samce uchatki antarktycznej także nawigują z podobną dokładnością - pozostają wierne swoim terytoriom. Jeśli samce i samice rok po roku powracają w te same miejsca, można w ten sposób utworzyć stabilne sąsiedztwa i ograniczyć liczbę konfliktów w kolonii. Niewykluczone, że umiejętność docierania w zawsze to samo miejsce rozwinęła się, by samice mogły rodzić w otoczeniu krewnych.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ocieplenie klimatu zagraża żółwiom, wpływając na ich rozmnażanie. Można jednak mówić, że pojawiło się światełko w tunelu, bo okazuje się, że jaja części żółwi zielonych (Chelonia mydas) są naturalnie gorącoodporne.
      Badacze z Uniwersytetów w Exeter i Groningen badali żółwie zielone składające jaja na Wyspie Wniebowstąpienia, która wchodzi w skład kolonii brytyjskiej Święta Helena i znajduje się na Oceanie Atlantyckim, ok. 1600 km od wybrzeży Afryki. Odkryli, że jaja składane przez żółwice na naturalnie gorących plażach wytrzymują wysokie temperatury lepiej od jaj składanych na chłodnej plaży kilka kilometrów dalej. Na gorętszej plaży znajduje się ciemny piasek, podczas gdy na plaży chłodniejszej o 2-3 stopnie Celsjusza leży piasek biały.
      By złożyć jaja, samice Ch. mydas płyną od wybrzeży Ameryki Południowej do Wyspy Wniebowstąpienia. Większość samic wybiera do tego plaże, na których same wykluły się z jaj, dlatego populacje mogą się przystosowywać do specyficznych warunków środowiskowych.
      Akademicy umieścili jaja złożone na każdej z plaż w dwóch inkubatorach: ustawionym na temperaturę 32,5 i 29°C. Zauważyli, że jaja z cieplejszej plaży lepiej "radziły sobie" w wyższej temperaturze niż jaja z chłodniejszej plaży.
      […] Po raz pierwszy zademonstrowano przystosowanie do lokalnych warunków środowiskowych u żółwi morskich, co jest tym bardziej zadziwiające, że wzięte pod uwagę plaże dzieli zaledwie 6 km – podkreśla dr Jonathan Blount. Tolerujące ciepło populacje mogą być kluczowe, jeśli chodzi o umożliwienie gatunkom przystosowania się do ocieplającego się świata.
      Takie adaptacje rozwijały się zapewne w ciągu życia wielu pokoleń, dopiero więc zobaczymy, czy ewolucja żółwi dotrzyma kroku przewidywanej przez naukowców szybkiej zmianie klimatu. Na pewno jednak okresowe przemieszczanie się żółwi przystosowanych do gorąca do innych lęgowisk może pomóc w rozpowszechnieniu ich korzystnych genów – podsumowuje główny autor badań, doktorant Sam Weber.
       
      http://www.youtube.com/watch?v=nIfYZ5xdBYs
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Schodząc w 2012 r. na 7 tys. metrów, chińscy naukowcy zamierzają pokonać inne kraje w obecnych możliwościach głębokości zanurzenia załogowym pojazdem podwodnym. Deklaracje stanowią pokłosie udanego nurkowania na głębokość 5057 m na wodach międzynarodowych Oceanu Spokojnego, o którym poinformowano dziś (26 lipca) rano. Pierwsze testy pojazdu nazwanego od mitycznego chińskiego smoka przeprowadzano już pod koniec maja zeszłego roku. Od tamtej pory odbyło się aż 17 misji.
      O wydarzeniu, którego głównymi bohaterami byli pojazd Jiaolong i jego operatorzy, poinformowała agencja Xinhua, powołując się na Państwowe Biuro ds. Oceanów. Taka głębokość oznacza, że Jiaolong jest w stanie dotrzeć do 70% morskiego dna na świecie – cieszy się szefowa operacji Wang Fei.
      Jiaolong ustanowił chiński rekord o 6.17 czasu pekińskiego na północnowschodnim Pacyfiku między Hawajami a Ameryką Północną. Podczas 6-godzinnej operacji 3-osobowy pojazd, pierwszy w historii Państwa Środka, wykonał zdjęcia morskich zwierząt, a także kilka razy siadał na dnie. Siedem tysięcy metrów to maksimum jego możliwości. Jeśli przyszłoroczne testy się powiodą, "stanie przed nim otworem" aż 99,8% morskiego dna. Poza tym Jiaolong zajmie pierwsze miejsce na liście pięciu obecnie używanych załogowych pojazdów podwodnych, które są w stanie zejść na głębokość większą niż 3,5 tys. metrów. Obecnym rekordzistą jest japoński Shinkai 6500 – w sierpniu 1989 r. dotarł on na głębokość 6527 m. Poza nim warto też wymienić rosyjskiego Mira i francuskiego Nautile'a, które są w stanie zdobyć 6 tys. m oraz amerykańskiego Alvina z maksymalnym zaburzeniem rzędu 4,5 tys. m. W 2015 r. ma być gotowa udoskonalona wersja Alvina, która będzie mogła zejść na głębokość 6500 m.
      Jiaolong nurkuje na Pacyfiku, ponieważ przed 10 laty Międzynarodowa Organizacja Dna Morskiego ONZ zezwoliła Chinom na poszukiwanie w tym rejonie zasobów mineralnych. Pojazd zaprojektowano do tego właśnie celu.
      Na największą głębokość w historii zanurzyli się Amerykanin Don Walsh i Szwajcar Jacques Picard. W styczniu 1960 roku zeszli oni w batyskafie Trieste na głębokość 10 912 metrów.
×
×
  • Create New...