Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Rekordowo mało lodu w Arktyce

Recommended Posts

Naukowcy z NASA, którzy specjalizują się w śledzeniu zmian pokrywy lodowej Arktyki, informują, że ostatniej zimy zanotowano jedno z najniższych maksimów przyrostu lodu w historii.

Sezonowy lód, czyli pokrywa, która co roku rozpuszcza się i znowu zamarza, stanowi już około 70% całości lodu Arktyki. Jeszcze w latach 80. i 90. było to od 40 do 50 procent. Z kolei udział lodu, który jest w stanie przetrwać co najmniej 2 lata zmniejszył się o 10 punktów procentowych.

Z danych National Snow and Ice Data Center wynika, że na przełomie lat 2008/2009 największy zasięg pokrywa lodowa miała 28 lutego. Jej zasięg zwiększył się wówczas o 5,85 miliona mil kwadratowych. To o 4,5% mniej niż wynosi wieloletnia średnia. Strata sięga więc około 278 000 mil kwadratowych.

Spadająca grubość pokrywy lodowej Arktyki martwi specjalistów. Cieńszy lód jest bardziej podatny na sezonowe zmiany i szybciej się topi. Tymczasem, jak wyjaśniają eksperci, lód Arktyki działa jak klimatyzacja dla planety. Odbija światło słoneczne, ochładza powietrze i wody oceaniczne, odgrywa bardzo ważną rolę w cyrkulacji prądów morskich.

Mimo iż jest on tak ważny, mierzenie grubości pokrywy lodowej nie jest łatwe. Pierwsza kompletna mapa grubości pokrywy w całej Arktyce powstała dopiero przed dwoma laty.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Arktyka doświadcza bezprecedensowych pożarów. Od początku czerwca na Syberii, Grenlandii, Alasce i w Kanadzie zanotowano ponad 100 wielkich pożarów. W samym tylko czerwcu w wyniku tych pożarów do atmosfery trafiło 50 000 000 ton dwutlenku węgla, to tyle ile emituje Szwecja w ciągu całego roku. To więcej, niż we wszystkich czerwcach z lat 2010–2018 łącznie.
      Mark Parrington z Copernicus Atmosphere Monitoring Service informuje, że skala oraz intensywność pożarów w Arktyce są niezwykłe i bezprecedensowe. Uczony wyjaśnia, że średnie temperatury w Arktyce rosną znacznie szybciej niż średnia światowa, zmiany klimatyczne spowodowały, że mamy do czynienia z większą ilością coraz bardziej gwałtownych burz, więc częściej dochodzi do pożarów, a wyższe temperatury i susza tylko wspomagają cały proces.
      Pożary w Arktyce trwają znacznie dłużej niż zwykłe pożary lasów. Dzieje się tak, gdyż w Arktyce płoną torfowiska, a te zawierają duże ilości węgla. Normalnie torfowiska zapobiegają rozwojowi pożarów, gdyż są wilgotne. Jednak wskutek ocieplenia klimatu arktyczne torfowiska wysychają i stają się wysoce łatwopalne, a gdy zapłoną, palą się znacznie dłużej niż lasy. Mogą tlić się całymi miesiącami. To płoną olbrzymie składy węgla, który bardzo długo się odkładał. Pożary prowadzą do emisji gazów cieplarnianych, które dodatkowo napędzają globalne ocieplenie, co będzie prowadziło do kolejnych pożarów, ostrzega Thomas Smith, geograf z London School of Economics.
      Co prawda Arktyka jest słabo zaludniona, jednak długotrwałe pożary w połączeniu z wiatrem mogą oznaczać, że dym przemieści się tysiące kilometrów i pokryje gęściej zaludnione tereny. Już w tej chwili szacuje się, że dym z pożarów na Syberii pokrywa 4,5 miliona kilometrów kwadratowych.
      Pojawia się coraz silniejsze sprzężenie zwrotne. Nie dość, że pożary emitują olbrzymie ilości gazów cieplarnianych do atmosfery, to w jeszcze dodatkowy sposób przyczyniają się do ogrzewania Arktyki. Otóż opadające na śnieg i lód cząstki pyłów i sadzy powodują, że absorbują one więcej światła słonecznego, szybciej się ogrzewają i szybciej topnieją, odsłaniając ciemną glebę i powierzchnię wody, które absorbują jeszcze więcej energii słonecznej.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W latach 1979–2017 tempo rocznej utraty lodu w Antarktyce zwiększyło się 6-krotnie, stwierdzili glacjolodzy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine, Jet Propulsion Laboratory i holenderskiego Uniwersytetu w Utrechcie. Uczeni twierdzą, że to przyspieszone topnienie przyczyniło się dodatkowo o wzrost poziomu oceanów o ponad centymetr.
      To tylko wierzchołek góry lodowej. Z powodu roztapiania się lodów Antarktyki możemy spodziewać się w nadchodzących stuleciach wielometrowego wzrostu poziomu oceanów, mówi profesor Eric Rignot, główny autor badań.
      Rignot i jego współpracownicy przeprowadzili najszerzej zakrojoną ocenę pokrywy lodowej Antarktyki. Trwała ona przez 4 dekady, objęto nią 18 regionów zawierających 176 basenów i przyległe wyspy.
      Naukowcy ocenili, że o ile w latach 1979–1990 średnia roczna utrata masy lodu wynosiła 40 gigaton, by w latach 2009–2017 wzrosnąć do 252 gigaton. Rignot podkreśla, że jednym z głównych odkryć jest oszacowanie roli Antarktyki Wschodniej w utracie masy.
      Obszar Wilkes Land był zawsze istotnym regionem utraty lodu. To było widoczne już w latach 80. Prawdopodobnie region ten jest bardziej wrażliwy na zmiany klimatu niż dotychczas sądzono. Ważne jest, by to zbadać, gdyż znajduje się tam więcej lodu niż w Antarktyce Zachodniej i na Półwyspie Antarktyczym razem, stwierdza uczony.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W Oceanie Arktycznym, 50 metrów pod powierzchnią, znajduje się warstwa wyjątkowo ciepłej wody. Powstała przez akumulację energii w słonej wodzie. Obecnie jest ona utrzymywana z dala od powierzchni przez warstwę rzadszej wody słodkiej. Jeśli jednak obie warstwy zaczną się mieszać, może dojść do szybkiego roztopienia całego sezonowego lodu w Arktyce.
      „Termiczna bomba zegarowa” pod Arktyką została odkryta po analizie dostępnych danych na temat pokrywy lodowej, temperatury na różnych głębokościach, zmian zawartości ciepła i poziomu zasolenia z ostatnich 30 lat. Dane zebrano na obszarze Basenu Kanadyjskiego, jednego z głównych basenów Oceanu Arktycznego, do którego wpadają wody z północnej części Morza Czukockiego.
      W przeciągu wspomnianych 30 lat ilość ciepła uwięzionego we wspomnianej warstwie wody zwiększyła się z 200 do 400 megadżuli na metr kwadratowy. To wystarczy, by zmniejszyć grubość całego lodu Arktyki o 80 centymetrów.
      Główną przyczyną pojawienia się ciepłej warstwy wody jest globalne ocieplenie, przez które średnie temperatury w Arktyce zwiększyły się już o 2 stopnie od czasów preindustrialnych. To wzrost dwukrotnie szybszy, niż średnia światowa. Przez zmniejszającą się z tego powodu pokrywę lodową w ciągu ostatnich 30 lat ekspozycja wód powierzchniowych na słońce zwiększyła się 5-krotnie, gdyż lód nie odbija już promieni słonecznych. Zaś bez przeszkody w postaci lodu silne północne wiatry pchają ogrzane wody wtłaczając je wgłąb i powodując ich akumulowanie się.
      Specjaliści obawiają się, że warstwa słodkich wód powierzchniowych, chroniących obecnie lód przed warstwą ogrzanej wody, może ulec załamaniu. Może się tak stać wskutek mieszania się wód, przede wszystkim napędzanego wiatrami. Im więcej lodu będzie tracone, tym bardziej wiatry będą mieszały wodę i doprowadzały do erozji tej naturalnej bariery ochronnej, ostrzega Mary-Louise Timmermans z Yale University.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Globalne ocieplenie i wywołane nim wycofywanie się lodu w Arktyce umożliwiły łatwiejszy dostęp do tamtej części globu. W połowie sierpnia ma rozpocząć się układanie pierwszego podmorskiego kabla telekomunikacyjnego w Oceanie Arktycznym. Połączy on Tokio i Londyn, a dzięki niemu czas oczekiwania na sygnał komunikacyjny pomiędzy oboma miastami skróci się z obecnych 230 do 168 milisekund.
      Obecnie planowane jest ułożenie trzech kabli. Dwa będą podążały Przejściem Północno-Zachodnim, a jeden wzdłuż wybrzeży Rosji. Najdłuższy z nich będzie jednocześnie najdłuższym pojedynczym włóknem optycznym.
      Kładzenie kabla w Arktyce będzie trudnym i niebezpiecznym zadaniem, ponadto prace będzie można prowadzić tylko przez kilka miesięcy w roku. Jednak, jak mówi Dennis Cezarenko, dyrektor Polarnet Project, ma to tę zaletę, że kablowi nie będą zagrażały trawlery i kotwice, które kilka razy w roku przerywają kable w cieplejszych wodach.
      W kablach biegnących na północ od Ameryki Północnej sygnał będzie wzmacniany co 50-100 kilometrów za pomocą optycznych wzmacniaczy. Planowane jest też wydrążenie tunelu w przesmyku Boothia, dzięki czemu nie trzeba będzie prowadzić kabla wokół półwyspu Boothia. Z kabla skorzystają też izolowane, lokalne społeczności w kanadyjskiej Arktyce.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Pierwsze szeroko zakrojone badania pokryw lodowych i lodowców znajdujących się poza Grenlandią i Antarktydą  wykazały, że tracą one rocznie 150 miliardów ton lodu. Profesor John Wahr mówi, że oznacza to, iż z tego powodu globalny poziom oceanów wzrasta o 0,4 milimetra.
      Podczas swoich badań uczeni przeanalizowali dane dostarczone przez zespół dwóch satelitów GRACE (Gravity Recovery and Climate Experiment). Wykazały one, że w latach 2003-2010 strata lodu wynosiła 148 miliardów ton, czyli 162,5 kilometra sześciennego rocznie. Nie brano pod uwagę lodu z samotnych lodowców oraz pokryw lodowych z obrzeży Grenlandii i Antarktydy. Do obliczeń należy dodać 80 miliardów ton.
      Ziemia traci olbrzymie ilości lodu, który ostatecznie trafia do oceanów, a nowe badania pomogą nam znaleźć odpowiedzi na pytania dotyczące wzrostu poziomu wód oceanicznych oraz reakcji zimnych obszarów na zmiany klimatyczne - mówi Wahr.
      Satelity GRACE pozwalają obserwować lodowce z niespotykaną dotychczas dokładnością. Przed ich wystrzeleniem w 2002 roku lodowce obserwowano za pomocą czujników naziemnych. Uzyskiwano w ten sposób informacje na temat kilkuset spośród 200 000 wszystkich ziemskich lodowców. Satelity oddalone od siebie o 217,2 kilometra znajdują się na wysokości około 483 kilometrów nad Ziemią. Badają one zmiany w polu grawitacyjnym planety powodowane lokalnymi zmianami masy.
      GRACE posłużyły też uczonym z Boulder do zbadania utraty lodu na Grenlandii i Antarktydzie. Tam strata wynosiła 385 miliardów ton rocznie.
      W sumie w latach 2003-2010 roztopiło się około 4168 kilometrów sześciennych lodu.
      Woda z lodu utraconego przez Ziemię w latach 2003-2010 pokryłaby całe Stany Zjednoczone warstwą wody o głębokości około 0,5 metra - stwierdził Wahr.
      Naukowców najbardziej zaskoczył fakt, że utrata lodu jest znacznie mniejsza niż wcześniej szacowano. W wysokich górach Azji rocznie roztapia się około 4 miliardów ton, a niektóre wcześniejsze szacunki mówiły nawet o 50 miliardach ton.
      Dane GRACE z tych regionów były dużym zaskoczeniem. Jedno z możliwych wyjaśnień jest takie, że wcześniej informacje uzyskiwano z niżej położonych łatwo dostępnych lodowców i później ekstrapolowano je na zachowanie tych, które znajdowały się wyżej. Jednak mimo globalnego ocieplenia wyżej jest wciąż na tyle chłodno, że lodowce nie tracą masy - stwierdził uczony.
      Ciągle nie jest jasne, jak tempo topienia się może rosnąć i jak szybko lodowce będą traciły masę w nadchodzących dekadach. Z tego też powodu trudno jest przewidywać przyszłość - mówi profesor Pfeffer.
      Z badań wynika, że roczny przyrost wody w oceanach spowodowany topieniem się lodów wynosi zaledwie 1,5 milimetra.
×
×
  • Create New...